20:05

Pixie Cosmetics | Podkład mineralny Amazon Gold Mineral Foundation, pędzel do twarzy flat top

Nadeszła odpowiednia pora, by napisać o podkładzie Pixie Cosmetics z dodatkiem złota koloidalnego oraz naturalnej białej glinki z lasów amazońskich.Podkładu używam już kilka miesięcy i dzięki równoległemu stosowaniu z innymi produktami bardzo szybko wyrobiłam sobie na jego temat opinię.


Jest to typowy podkład bliskoskórny, myślę, że sprawdzi się świetnie u fanek annabellek, bo to zdecydowanie lepiej kryjąca formuła o ładnym, zdrowym wykończeniu. Niestety nie jest to produkt, który sprawdza się u mnie niezależnie od cyklu, pogody, czy pory roku, bardzo źle znosi kontakt z ludzką skórą i wilgotne środowisko. No cóż, spodziewałam się tego, ponieważ minerały innej marki zachowują się u mnie niemal identycznie.

Formuła nie jest odpowiednia dla mojej cery i wygląda po prostu źle.  Dawałam mu wiele szans, zdarzały się dni, gdy momentalnie nie warzył się  na mojej skórze, ale i tak w ciągu dnia wyglądał jak porowaty zakalec. Nie mam idealnej cery i mam dużo do zakrycia, natomiast nie zniosę efektu jaki pozostawiał na mojej skórze. Jestem osobiście bardzo zawiedziona, ponieważ podkład do połowy września sprawdzał się naprawdę dobrze i często lądował na mojej skórze.

To zdjęcie chyba tłumaczy wszystko, nadmienię, że moja cera miała wtedy lepszy dzień - nie dostrzegałam suchych skórek,  była ładnie nawilżona, specjalnie odkładałam Atrederm w czasie, by móc nałożyć ten podkład na normalną skórę. Nie muszę chyba mówić, że podkład natychmiast zmyłam po aplikacji, moja skóra bez podkładu Pixie wygląda o niebo lepiej.

Jestem naprawdę bardzo zawiedziona, ponieważ pierwsze testy podkładu w upalne lato przeszły  pozytywnie. Potem niestety było coraz gorzej i tak jak widzicie na powyższym zdjęciu, podkład wygląda na mojej skórze po prostu tragicznie. Nie zmieniłam produktów pielęgnacyjnych od tamtego czasu, wydaje mi się, że ten kosmetyk kompletnie nie współpracuje z przetłuszczającą się cerą. Latem moja cera jest odwodniona i wyglądał naprawdę fajnie - dobre krycie, bardzo ładne wykończenie i niesamowita trwałość. Czar jednak prysł gdy nadeszła jesień - zamiast ładnego ujednoliconego kolorytu mam rozchodzące się ciasto i placki na całej twarzy.

Podkład Pixie to bardzo dobrze rozdrobniony proszek, chyba najlepiej pośród tych minerałów które znam. Jest bardzo zwarty i lekko kremowy w dotyku. Nie pyli podczas aplikacji, a podczas ruchów pędzlem ma się wrażenie rozsmarowywania, a nie wcierania delikatnego proszku. Już podczas pierwszego obeznania produktu zapaliła mi się czerwona lampka - mocny pigment, doskonale rozdrobnione minerały i lekko rozświetlające wykończenie, które jest widoczne tylko pod światłem - kosmetyk mieni się bardzo subtelnie na różowe, niebieskie i zielone drobinki. To świetne minerały dla osób z cerą suchą i dojrzałą, natomiast dla bardziej problematycznej cery przygoda z Pixie może nie być tak słodka.

Jest to zdecydowanie kosmetyk z którym trzeba uważać, inaczej można zrobić sobie krzywdę. Na zdjęciu poniżej mam dwie cieniutkie warstwy podkładu i już mam problemy z jego równomiernym rozprowadzeniem, chociaż i tak wygląda naprawdę znośnie bezpośrednio po aplikacji. To taki tych podkładu, który ma bardzo mocne krycie, ale nie można go budować (maksymalnie dwie warstwy), dlatego przy delikatnym, mało zbitym pędzlu podkład wygląda naturalniej ale finalnie ma bardzo słabe krycie. Możecie to zobaczyć na zdjęciach, moją zmorą są przebarwieniami umiejscowione po bokach twarzy i ten produkt sobie z nimi nie poradził, a są podkłady mineralne, które doskonale kamuflują moje niedoskonałości i podkreślają gładkość i ładną fakturę mojej skóry. Bardzo łatwo o efekt maski, nie rozprowadza się tak dobrze jak suche minerały. Mimo że pigment jest mocny, dobrze neutralizuje zaczerwienienia, to nie robi tego równo - efekt możecie ocenić sami.

Ma także najgorszą cechę jakiej przeboleć nie mogę - mianowicie tworzy zacieki i smugi. Nie jest to wynik złej aplikacji, czy nieodpowiednich produktów (podkład przetestowałam na wszystkich moich bazach) ale konkretnie tego produktu. W kontakcie z potem spływa i tworzy twórcze mozaiki na twarzy. Miałam 'przyjemność' kilka tygodni temu nosić podkład Pixie podczas egzaminu i pod wpływem silnego stresu moja twarz zaczęła przypominać topniejący wosk. Jest coś w tej formule ciężkiego, mimo że ten proszek sprawia wrażenie leciutkiego, to bardzo obciąża moją cerę . Nie spowodował na szczęście wyprysków.

Bezpośrednio po aplikacji wygląda dosyć pudrowo, natomiast potrzebuje dosłownie 5-10minut by połączyć się ze skórą. Efekt końcowy początkowo był zadowalający (podczas suchego lata), natomiast wraz z czasem zaczął podkreślać dosłownie wszystko. Nie mam dużych porów, są naprawdę minimalne, ale Pixie wyjątkowo osiada w porach i dodatkowo je bardzo podkreśla (co jest także zasługą rozświetlającego wykończenia) Są także nietrwałe na cerze tłustej i nie trzymają się dobrze skóry. Nie ma chyba recepty na dobry wygląd tych minerałów, muszą po prostu współpracować z cerą. Moja z natury buntownicza skóra odmawia Pixie w wilgotniejszych miesiącach, chociaż nie ukrywam, ze być może latem do nich powrócę.


Myślę jednak, że moja recenzja nie byłaby rzetelna, gdybym nie opisała jak minerały sprawdzały się wspomnianym latem. Było naprawdę dobrze i byłam początkowo zadowolona z Pixie, choć nie był to zachwyt. Minerały to bardzo intymna rzecz, więc może moja opinia coś wniesie, albo nie zmieni kompletnie nic, natomiast niezależnie od tego co dzisiaj napisałam - producenci kosmetyków mineralnych umożliwiają zakup próbek i warto dać szansę pomimo mojej negatywnej recenzji. Widziałam jak ten podkład wygląda na innych dziewczynach i byłam w szoku czemu u mnie fakturą przypomina marchewkowe ciasto, które przed chwilą upiekłam.W przypadku Pixie próbka to zdecydowanie zbyt mało, chyba że Wasza skóra nie sprawia Wam problemów i ciągle jest taka sama.

Latem moja cera jest odwodniona i nie sprawia mi żadnych problemów. Podkład Amazon Gold wówczas sprawdzał się na czwórkę z plusem - bardzo dobre krycie (pomiędzy AM wersja matująca, a kryjąca) , świetne wykończenie (delikatne drobinki rozświetlały moją cerę) i doskonała trwałość. Podkład na mojej cerze wytrzymywał nawet 10 godzin pomimo upałów, a przy tym dawał efekt zdrowej, rozświetlonej skóry. Niezależnie od tego czy nałożyłam go na czystą skórę, czy na krem z  filtrem sprawdzał się tak samo dobrze. Byłam nastawiona bardzo pozytywnie.

Formuła nie wysusza skóry, niestety bardzo podkreśla suche skórki i brzydko się rozprowadza. Podkład najlepiej aplikować mało zbitym pędzlem i dosyć długim włosiu, nie sprawdza się mocno zbity pędzel bo jeszcze łatwiej o plamy i efekt maski. Miałam także możliwość spróbowania aplikacji gąbeczką BB (dzięki Neestix pomyślałam poważniej o użyciu gąbki przy takim produkcie) i sprawdziło się to średnio. Mimo że smugi nie były aż tak widoczne, to i tak nie uniknęłam placków i jeszcze większego podkreślenia porów. Amazon Gold sam w sobie wygląda naturalnie i nie ma pudrowego wykończenia, w towarzystwie gąbeczki momentalnie się warzy. Potwierdza się moja teoria, ze ten podkład w kontakcie z wodą momentalnie się ciastoli i czar pięknej, nieskazitelnej cery pryska jak mydlana bańka.

Dzięki Bogu Pixie pomyślało o innej grupie docelowej i dostępna jest nowa formuła, która póki co - sprawdza się. Myślę, że zakupię pełnowymiarowe opakowanie i wówczas będę mogła porządnie przetestować produkt, być może nie okaże się tak samo zdradliwy jak Amazon Gold...

Chciałabym poruszyć także kwestię bazy. Niezależnie od bazy, ten produkt musi współpracować z cerą. Suche minerały są mniej problematyczne i nie są tak kompatybilne z tym co nałoży się pod podkład. Pixie najlepiej współpracuje z ładną normalną cerą, sprawdzi się także u osób ze skórą dojrzałą. Nie polecam go natomiast osobom z bliznami wklęsłymi, dużymi porami, czy zmarszczkami - ten produkt wybitnie podkreśla niedoskonałości cery i nie mogę przeboleć jaką robi mi krzywdę przy podleczonej cerze..

Pod podkład najlepiej sprawdzają się bazy zastygające, albo takie które natychmiast się wchłaniają. Podkład momentalnie warzy się na glicerynie i kremach z filtrem, które są bardziej tłuste. Nie współpracuje z dobrze nawilżającymi kremami, mam wrażenie, że natychmiast znika ze skóry w nieestetyczny sposób.

W internecie jest mnóstwo pozytywnych recenzji, zdarzało się, że efekt był identyczny jak na mojej skórze i w pełni to odpowiadało recenzującej. Nie wiem więc, czy faktycznie mam tak wysokie wymagania, czy pomija się niewygodne informacje podczas pisania recenzji. Nie zamierzam nikogo oszukiwać i podkład mimo wysokiej ceny i ekskluzywnego opakowania oraz całej, magicznej otoczki sprawdza się średnio. Powiedziałabym nawet, że w pewnych miesiącach pomimo szczerych chęci nie jestem w stanie go używać...

Opakowanie produktu jest wykonane z wysokiej jakości tworzywa, a wieczko jest zabezpieczone w taki sposób, że podczas uderzeń pędzla nie słychać szczególnie denerwującego mnie odgłosu. Produkt można zabezpieczyć przed wysypaniem, przesuwając nakładkę.  Nakrętka jest także wykonana z dobrej jakości plastiku, chociaż łatwo się rysuje - nie jest to tak widoczne, a napisy absolutnie się nie ścierają. Niby szczegół, ale warto na to zwrócić uwagę. Nie mam zastrzeżeń odnośnie jakości pudełeczka, jak i proszku - formuła po prostu nie sprawdza się na mojej skórze.

Godną pochwały jest natomiast bardzo szeroka gama kolorystyczna, od niedawna Pixie włączyło 10, nowych odcieni. Podgląd wszystkich odcieni Pixie w różnym świetle możecie zobaczyć TUTAJ!. Mój idealny kolor to Almond Milk, bardzo jasny kolor z żółtymi i oliwkowymi podtonami.

Koszt 6.5 g opakowania to 89 złotych. Nie jest to niska cena, aczkolwiek w przypadku dobrych jakościowo minerałów jest do przełknięcia. Ubolewam, że formuła nagle przestała dogadywać się z moją cerą i zamiast ładnie rozświetlonej skóry mam notorycznie warzący się podkład. Mimo że z daleka taki podkład nie wygląda źle w centralnej części twarzy (z którą nie mam problemów - zero przebarwień i zaskórników, wyprysków), to przy bardziej problematycznych partiach nie mogę znieść jego widoku. Niestety, z bliska jest jeszcze gorzej i mam wrażenie, że podkreśla chyba wszystkie niedoskonałości mojej cery. Poczekam do zimy, kiedy będzie zdecydowanie bardziej sucho i dam wam znać jak podkład się sprawuje. Podkład Amazon Gold możesz kupić tutaj.

Pędzel flat top to najmocniejszy punkt dzisiejszej recenzji. Ciężko było mi ograniczyć się do jednego zdjęcia, bo kunszt wykonania, jakość włosia i przede wszystkim praca takim akcesorium zachwyca. Nie ukrywam, że lubię otaczać się pięknymi rzeczami - pędzel Pixie niezaprzeczalnie do tej grupy należy i jest czarnym koniem mojej kolekcji, nie tylko ze względu na kolor :) Zobaczcie jak porządnie i z jaką dbałością jest wykonany. I jeszcze ta 7, moja ukochana liczba, która niejednokrotnie przynosiła mi szczęście i niesie nadzieję -w  tym przypadku na kolejne pędzle w kolekcji. Tak, to potwierdzona informacja. Będzie więcej pędzli!

Na tle innych marek oferujących kosmetyki mineralne pędzel Pixie to mistrzostwo pod względem jakościowym i estetycznym. Z ręką na sercu, nie ma dla mnie brzydszych pędzli od tych krótkich kurzych łapek na drewnianych, pokracznych trzonkach. Otwierając przesyłkę od Pixie Cosmetics dawno nic nie wzbudziło we mnie takiego zachwytu, gdybym miała możliwość stworzenia pędzli sygnowanych moim nazwiskiem byłyby wykonane z takiego samego materiału.

Zacznę od jakości włosia, które jest na tak samo wysokim poziomie jak pędzli Kabuki Sigma. Dotąd były to moje najlepsze pędzle do podkładu, ze względu na ilość włosia, miękkość i wspaniałe wykończenie. Mają one także niesamowitą właściwość - mianowicie nie pochłaniają dużo produktu, tak naprawdę prawie wszystko jest oddane na skórę. Niezależnie, czy podkład jest bardzo gęsty, czy nawet o ton ciemniejszy od skóry, praca z tymi pędzlami to magia, gdyż każdy podkład idealnie stapia się z cerą i wygląda nieskazitelnie bez podkreślania porów. Dlatego cieszę się, że mamy na polskim rynku tak świetny pędzel typu flat top, który pobija Hakuro, Nanshy, a nawet Zoevę. Berz chwili zastanowienia - stoi na równi z pędzlami Sigma, nie dostrzegam między nimi żadnej różnicy, z tym że Pixie ma większą średnicę i lubię go nawet bardziej, bo szybciej rozprowadza podkład.

Począwszy od idealnej długości i gęstości włosia, aż po jego niesamowitą miękkość ten pędzel czaruje. Spójrzcie jeszcze na farbowanie włosia - mam wrażenie, że ten pędzel został dopracowany w każdym calu. Początkowo włosie farbowało podczas kąpieli w izopropanolu (absolutnie nie barwi skóry, nie oddaje też koloru podczas zwykłego mycia detergentami), ale po około 10 myciach nic takiego nie miało już miejsca, dlatego szczerze wątpię, by włosie mogło całkowicie puścić farbę, bo już dawno temu by to zrobiło przy takim rozpuszczalniku jakim jest izorpopanol. Włosie absolutnie nie drapie skóry i nie podrażnia, a jestem wyczulona na tym punkcie. Mam go już około 3 miesięcy, używam go i funduję mu codzienne alkoholowe kąpiele w izopropanolu i kompletnie nic się z nim nie dzieje. W przypadku chwalonych pędzli tańszych marek zawsze coś się rozkleiło, włoski zaczęły wypadać, albo pędzel mimo syntetycznego włosia zaczął się zniekształcać, a z miłych włosków zrobiła się szczota ryżowa i zamiast miłego rozprowadzania podkładu czekał mnie peeling papierem ściernym. Pędzel Pixie charakteryzuje wysoka jakość wykonania, nie ma mowy o liniejącym włosiu, nagle stwardniałej szczocie, ścieraniu napisów, czy nawet zniszczeniu aluminiowej rękojeści. 




Jestem estetką, ale nie trzeba nim być, by stwierdzić, że ten pędzel jest po prostu piękny. Jest to mój pierwszy pędzel w  kolekcji, który zamiast tradycyjnego drewnianego i lakierowanego trzonka oraz metalowej skuwki jest w pełni wykonany z aluminium. Materiał ten jest niezwykle trwały, nie rysuje się i naprawdę trzeba się postarać by zniszczyć ten pędzel. Nie są mu straszne upadki, a jego gabaryty są odpowiednio wyważone.

Jestem jedną z niewielu osób, które wolą dłuższe trzonki pędzli. Wynika to z mojego przyzwyczajenia malowania farbami i jest mi wówczas wygodniej - niestety, większość producentów stawia na mniejsze pędzle i często nie mogę pozwolić sobie na swobodne ruchy podczas wykonywania makijażu. Pędzel Pixie jest trochę krótszy od pędzli Hakuro, ale jego ciężar jak już zdążyłam wspomnieć jest odpowiednio wyważony. Mimo że aluminium jest ciężkim materiałem, to trzymanie pędzla nie męczy rąk jak w przypadku  Hakuro, ponieważ jest ten ciężar doskonale rozłożony na całej długości pędzla. Taka waga pozwala mi doskonale wyczuć pędzel i dostosować odpowiednie ruchy, często w przypadku leciutkich pędzli Zoeva zdarzyło mi się przesadzić z ilością kosmetyków kolorowych.


Jest to doskonały prezent na święta - dodatkowo przychodzi w przepięknym, charakterystycznym opakowaniu. W przypadku motylków, wróżek i innych bajkowych stworzeń łatwo o tandetę, ale cała kompozycja jest tak zrównoważona i utrzymana w dobrym guście, że jedyne słowo jakie ciśnie mi się na usta to elegancja i klasa. Jestem pewna, że mając osobę w kręgach makijażowych jest to jeden z  lepszych pomysłów na podarunek.

Pędzel jest porządnie wykonany, przyglądając się mojej całkiem sporej kolekcji wcale nie zdziwiłabym się gdyby służył mi najdłużej. Ze względu na włosie syntetyczne nie wymaga specjalnego traktowania, dzięki wykorzystaniu aluminium zamiast drewna pędzel nie będzie pękał pod wpływem wilgoci i ciepła, dlatego zda egzamin nawet u ignorantów i nieszczególnie dbających o pędzle. Nie miałabym jednak serca takiego zadręczania flat topa Pixie i traktuję go z szacunkiem.





Najsłabszy punkt programu to nagle dwukrotnie wyższa cena pędzla (nie dowierzałam kiedy weszłam na stronę przejrzeć nową ofertę..) i byłam w niezłym szoku. Rozumiem drogie koszty produkcji, ale mimo że mam ogromną słabość do pędzli i uwielbiam dokupywać kolejne sztuki, aktualnie cena jest dla mnie osobiście zaporowa. Nie mam pojęcia z czego to wynika, ponieważ wcześniejsze 75 złotych za pędzel było akceptowalną górną granicą za pędzel syntetyczny. Żyjemy w Polsce, byłabym skłonna zapłacić tyle tylko za wysokiej jakości pędzle z włosia naturalnego, których produkcja jest znacznie droższa. Szkoda, bo pisząc recenzję byłam naładowana bardzo pozytywnie i na pierwotną kwotę mogłaby pozwolić sobie większość. Pędzel możesz zakupić za cenę 144 złotych w sklepie Pixie Cosmetics.
 
Nie mam zastrzeżeń co do jakości produktów Pixie i widzę ile serca jest w tych wszystkich dodatkach, pięknych opakowaniach i jak ogromna waga jest przykuwana do wysokiej jakości, estetyki, natomiast po dwukrotnej podwyżce pędzla, stwierdzam, ze aktualnie ceny są jak z kosmosu. W żaden sposób nikt mi z zespołu Pixie nie dopiekł, pan Tomek to bardzo sympatyczny i miły człowiek, natomiast aktualnie wchodząc na stronę Pixie , ze smutkiem stwierdzam, że są to produkty nieosiągalne na polskie realia dla większości. Zdążyłam zakupić drugi pędzel Pixie jeszcze po starej cenie i uważam, że to była świetna inwestycja, natomiast po takiej podwyżce prawdopodobnie to wszystko odbiłoby mi się czkawką. Myślę, że w tym momencie powinnam postawić kropkę.

Produkty otrzymałam dzięki uprzejmości Pixie Cosmetics, zachęcam do przejrzenia oferty firmy, zwłaszcza nowej formuły, która jest zdecydowanie odpowiedniejsza dla skóry problematycznej. Jest także tańsza od wersji Amazon Gold - myślę, że warto się nią zainteresować :)



Pozdrawiam serdecznie,
Ewa

46 komentarzy:

  1. Dawno nie czytałam tak bardzo rozbudowanej recenzji - podziwiam pewnie zajęło to sporo czasu. Bardzo podoba mi się również twoje szczere podejście. U mnie z podkładami i pudrami mineralnymi jest różnie i sama widzę po sobie że pora roku ma znaczenie. Moja cera jest inna w lato inna w zimę i kosmetyki które spisują się latem nie koniecznie muszą w zimę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzeno, dziękuję :) Niestety, moja cera zmienia się diametralnie na przestrzeni lata i jesieni i dobry podkład wygląda u mnie właśnie w taki sposób...

      Usuń
  2. Szkoda, że jesienią podkład nie chce współpracować z Twoją skórą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale to było do przewidzenia, bo Annabelle zachowuje się identycznie..

      Usuń
  3. A najbardziej jestem pod wrażeniem świetnych zdjęć. Jednak szkoda, że podkład mineralny się nie sprawdził. Ja jestem wierna Annabelle Minerals, właśnie muszę zamówić. :) Nadal nie nauczyłam się nakładać go na mokro, jakoś mi to nie wychodzi niestety.
    Sandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, staram się, choć bez statywu jest bardzo ciężko i intensywnie myślę nad jego zakupem :)
      Annabelle, jak i Pixie ciężko jest nakładać na mokro, trzeba mieć idealną cerę, by wyglądało to dobrze. Taka aplikacja bardziej uwydatnia pory i łatwiej o placki ;/

      Usuń
  4. Ojej, na Twojej twarzy faktycznie nie prezentuje się oszałamiająco. Też zaobserwowałam podkreślanie suchych skórek, ale na szczęście mam je dość rzadko. U mnie głównym problemem jest przetłuszczanie i rozszerzone pory. Podkład nie powłaził mi w dziurki, nie stworzył beżowych zaskórników jak choćby Amilie. Nie jest może idealny, ale zużywam drugie opakowanie i nie czuję niechęci. Czekam na swój kolor w nowej formule :).
    Podoba mi się ten pędzel, wszyscy go zachwalają, ale chyba się wstrzymam. Na razie mam pędzel z Sephory, jestem z niego w zupełności zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w porównaniu do Ecolore to wygląda licho, moja cera idealna nie jest, ale jak podkład jest dobrze dopasowany do skóry i można bez problemu budować krycie to mam skórę jak po photoshopie.
      Podkład po prostu musi odpowiadać formułą, u ciebie porów nie podkreśla, a u mnie to robi na malutkich dziurkach, których lupą można szukać,może to wina formuły, jest dla mnie za ciężka jak AM.

      Pędzel jest świetny, ale ta nagła podwójna podwyżka o 100% jest trudna do przełknięcia.. :(

      Usuń
    2. Faktycznie, jakoś umknęło mi to, że aż tak podrożał. Trudno, będę żyć bez niego.

      Usuń
  5. Mam pytanko, ile zwykła kuchenna łyżeczka zawiera kwasu glukonolaktonowego? Pytam ponieważ nie mam czym odmierzyć a nigdzie nie moge stacjonarnie dostać łyżczki .Dzię kuję za pomoc

    OdpowiedzUsuń
  6. Anabelle Minerals chyba kryją znacznie lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pixie ma mocny pigment, przy nałożeniu tej samej ilości znacznie lepiej kryje niż AM. Annabelle lepiej się rozprowadzają i są lepiej zwarte, nie ma też problemu z budowaniem krycia. Aktualnie Pixie nie dają u mnie żadnego krycia, bo momentalnie się warzą, ale podczas lata zdecydowanie lepiej kryły niż wspomniane AM :)

      Usuń
  7. Mam pytanie odnośnie podkładu Ecolore, który ostatnio opisywałaś. Czy będzie dobrze wyglądał nałożony na krem z filtrem? Chciałabym go wypróbować, ale nie wiem, czy przy skórze raczej tłustej i problemowej będzie odpowiedni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę tego zagwarantować, u mnie świetnie trzyma się i wygląda na kremie z filtrem (ale tylko z bazą zastygającą, filtry na glicerynie powodują jego rozwarstwianie) , ale przede wszystkim musi on współpracować z Twoją cerą. Moja opinia jest pozytywna na temat minerałów Ecolore, ale nie oznacza, ze podkład sprawdzi się u każdego - można zakupić całkiem spore próbki, mimo że wiąże się to z wyższymi kosztami, warto spróbować, niż rzucać się na pełnowymiarowy produkt :)

      Usuń
  8. Takie wyczerpujące recenzje świetnie się czyta :) Ja zakupiłam próbki Ecolore po ich recenzji u Ciebie i narazie nie wiem co myśleć. Nie zachwyciły mnie, ale może po prostu je źle nakładam... Natomiast kolory są świetne - mam 0 wersji Warm, Neutral i Olive i mam wrażenie, że każdy mi pasuje - czy to możliwe? Nakładam go pędzlem Hakuro H52. Może lepszy byłby flat top, jak myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, niestety, każdy ma inną skórę i nie mogę zagwarantować, że coś się u kogoś sprawdzi :( Minerały Ecolore jako jedne z niewielu są na mojej skórze bardzo trwałe i wyglądają pięknie, ale rozumiem że ich sucha formuła może nie odpowiadać każdemu. A jakie formuły lubisz bardziej? Próbowałaś może aplikacji na mokro?

      Usuń
    2. Nie jestem przekonana do aplikacji na mokro. Spróbuję może tego flat topa i zobaczymy. A co do minerałów ogólnie, to u mnie wiele po czasie się waży i dziwnie zbiera w okolicach nosa, w upały jest chyba najgorzej. Moja cera przetłuszcza się przez cały rok.

      Usuń
    3. Rozumiem, u mnie jest właśnie tak jesienią i jedynie Ecolore i suchy pyłek Lily Lolo się sprawdza, ale każdy ma inną cerę. Daj znać jak poszła aplikacja flat topem :)

      Usuń
  9. Hmm szału nie ma. Jednak Annabelle Minerals wygrywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Mnie AM zaczęło wyglądać jak topniejąca maska, chociaż są miesiące, gdy jestem nimi zachwycona. Krycie określiłabym na podobne, ale u AM nie ma problemu z jego budowaniem, ciężko też cokolwiek mówić o kryciu jak podkład momentalnie się warzy i wygląda jak obsypana mąka.. ;/ Jestem bardzo zawiedziona, bo Pixie sprawdzało się latem,a teraz wygląda tragicznie.

      Usuń
  10. Ale smutek, rozważałam go jako prezent dla siebie na prezent na święta, z taką ceną na bank go nie kupie. Pewnie jak przecenią to po starej cenie, trochę żałuje, ze się nie zdecydowałam na niego wcześniej :/ Pędzel Clare Blanc przynajmniej od początku straszy ceną, ale chyba prędzej na niego się zdecyduje.
    Co do podkładów, kurcze nie wiem, jednak nie mam mocno przetłuszczającej się skóry, więc dają rade. Ale przy minerałach dalej nie wiem czy to jest to, bo wszytko stapia się całkiem ładnie i jakoś moje ciągłe niemalowanie się wychodzi na wierz, wygląda chyba ok to spoko. Zawsze podziwiam dziewczyny na wizazu jakie są obyte w minerałkach, bo ja kompletnie zielona się czuje :D
    Ewuniu, a mam pytanie do lekkiego peelengu mlekowego na usta, ile tej sody dodajesz? Zeby tak w miare trafić z ph bo nie chciałabym zużyc miliona papierków :D Pogoda już daje mi w kość z moimi ustami, już kilka razy zrobiłam mała masakre ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zazwyczaj 1/3 takiej malutkiej łyżeczki miarowej 0.15ml, więc bardzo mało, dosłownie szczypta :)

      Usuń
    2. Mam bodaj 0,10, dzięki! :D A jeszcze, robisz pelengu na jeden zabieg, więcej i konserwujesz to jakoś? Nawet jedzenia robię dużo, więc tak mała powierzchnia jest troche abstrakcyjna :D Wodę do iniekcji czy demoralizowaną.? Musze się zabrać za peelengi azelainowe, tylko jak peg400 mi wywola gule to co się innego może sprawdzić?
      Patrzyłam się na Sigme i kurde niedotępny, trzeba zapolować ;>

      Usuń
    3. Przy takim pH mieszanka wytrzyma spokojnie 4 tygodnie, rozumiem, ja często robię coś na zapas, ale dobrze, ze jest coś takiego jak zamrażarka, bo już dawno poszłabym z torbami :D Dlatego odstępuje od tej zasady i wolę zrobić mniej, niż więcej żeby się zmarnowało ;D

      Aleksandra - zostaje glikol roślinny i glikol propylenowy, są odpowiedniejsze niż PEG-400, polimery nie od dziś są silnie komedogenne i moja cera latem bardzo lubi ten składnik, ale jesienią prawdopodobnie mogłabym nie poznać swojej cery :)

      Bardzo polecam Sigmę, będziesz zadowolona. Mam Zoevę i Nanshy, które są bardzo podobne, ale mają inne włosie, które nie jest aż tak miękkie i pije zdecydowanie więcej produktu.

      Usuń
    4. Kurde pospieszyłam się i kupiłam PEG od razu, a potem pomyślałam, że w sumie może się nie sprawdzić przecież. Dostałam od Ecospa peeling migdałowy za pomysłke oleju jojoba i używam go obecnie, on właśnie jest na glikolu roślinnym i sprawdza się dobrze, póki co cera ma dobre dni co mnei niezwykle cieszy :D
      To ile robić takiego peelingu do codziennego użytku? 5ml jak te porcyjki wody do iniekcji, 10? Póki co mam hydrolaty i nie planuje żadnych toników, a żadnej wody demiralizowanej nie mam na stanie obecnie ;D Wprawdzie powinnam ruszyć te mlekowe na prastające włoski, ale czytałam że na peelingi polecasz jednak wode apteczna.

      Usuń
    5. Możesz nawet zrobić te 10ml, jak wylejesz na płatek kosmetyczny, to taka porcja 10ml starczy na 4-5 razy :) Więc w sam raz na 4 tygodnie :) To zależy co za woda demineralizowana, są różne stopnie czystości, najgorsza jest ta na stacjach benzynowych, więc jak już robisz i tak małe ilości (a woda po otwarciu max 24 h bez konserwantów) to warto kupić tą do iniekcji :)

      Tak, na peelingi polecam wodę apteczną, ale przy nie tak skrajnie niskim pH można już przymykając oko taki peeling wykonać. Ważne tylko, żeby to była świeża woda, dopiero co otwarta :) Ale nie ma takiej czystości, by wykonywać na niej peelingi kwasowe :(

      Usuń
  11. Właśnie wróciłam z apteki - zakupiłam olej lniany firmy Oleofarm. Łyknęłam łyżkę i nie jest źle :) będę pić codziennie dwie lub 3 łyżki. Mam pytanko myślisz że mogę go używać także na twarz? Mam ochotę delikatnie go rozprowadzić na wieczór lub stosować z kwasem hialuronowym. Nie było butli 250ml więc mam 500ml i mam zamiar go używać doustnie, na włosy i myślałam jeszcze o twarzy. Myślisz że to dobry pomysł z tym kwasem hialuronowym lub przetarciem lekko twarzy olejem?
    Chciałam Ci też podziękować za recenzje podkładu Ecolore. Jest rewelacyjny :) dodatkowo firma ma świetne podejście do klienta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, olej lniany jest bardzo lekki, ale nie przesadzaj z ilością i łącz go z nawilżaczami, takimi, jak kwas hialuronowy,pantenol, liposomy, możesz też dodawać go do kremu ;)

      To super ;) Podkład Ecolore jest świetny i bardzo cenię profesjonalizm pani Doroty :)

      Usuń
    2. Ewciu, czy tylko ja mam dziwnie metaliczny posmak w ustach po tym oleju? Nie wiem czy nie przestać go pić :/

      Mnie akurat "obsługiwała" p. Małgosia :) ale tak samo i sympatyczna i pomocna :)

      Usuń
    3. A powiedz mi, czy towarzyszą Ci jeszcze przy tym jakieś negatywne skutki ? Taki metaliczny posmak może sugerować kilka schorzeń z układem pokarmowym, najczęściej świadczy o nadmiarze chromu w organizmie,a także potasu. Jeśli dodatkowo masz biały nalot na języku może to sugerować drożdżycę, przyczyną może być także przyjmowanie produktów witaminowych, tabletek powlekanych, niektórych leków.

      Usuń
    4. W zasadzie to ten posmak towarzyszy mi od momentu przyjmowania oleju lnianego doustnie. Nie, nie mam żadnego nalotu, nie przyjmuje też żadnych suplementów i witamin. Odczekam chyba jeszcze trochę i wybiorę się do lekarza :/ ale przyznam szczerze że jestem zszokowana bo nigdy czegoś podobnego nie miałam :(

      Usuń
    5. A co to za olej lniany? Jakiej firmy? Może natrafiłaś na zepsuty olej, olej lniany także bardzo szybko się utlenia, dlatego zawsze powinien być świeży i dostarczany w bardzo restrykcyjnych warunkach. Może to powoduje właśnie ten metaliczny posmak? Albo został w jakiś sposób skażony metalami ? Aktualnie piję ten ze złotego oliwinu i to jeden z najlepszych olejów w tej kategorii :)

      Usuń
    6. Dzisiaj już jakoś lepiej z tym smakiem. Nasiałam poruty heh :) olej firmy Oleofarm ten w szklanej butli. Świeży z datą 13 listopada. Może jakoś tak organizm zareagował, sama nie wiem. Dzisiaj już tak bardzo nie odczuwam tego posmaku. Mam nadzieję że zniknie całkowicie. A oliwin to nie słyszałam o tym. Kupiłam Oleofarm po Twojej recenzji. W sumie mogłam zapytać bo recenzja pojawiła się już dawno temu. Następnym razem kupię sobie oliwin :) Dodam że nigdy nie przyjmowałam olejów doustnie. Tym bardziej nie odczuwałam nigdy takiego posmaku w ustach. Stąd moje przypuszczenia że to za sprawą oleju :)

      Usuń
    7. No tak, minęło trochę czasu :) Jestem zaskoczona jakością złotego oliwinu i dość niedawno go odkryłam, więc nie mówiłam o tym głośniej. Ma imponujący skład tłuszczowy i ponoć to jeden z najlepszych olejów lnianych w Polsce :)

      To dobrze, że jest już lepiej :) Może to jakaś przejściowa reakcja od strony układu pokarmowego? A pijesz może drożdże? Bo i one mogą być tego przyczyną.

      Usuń
    8. Właśnie nigdy niczego nie stosowałam doustnie prócz kiedyś tranu w kapsułkach :) używam oleju teraz też na włosy. Po tych 3 miesiącach kupię firmy Oliwin :) zdecydowanie :)

      Usuń
  12. Ewo, widziałam na zdjęciu pędzel Pixie z innym kolorem włosia. Czy to ten sam?

    Pozdrawiam serdecznie

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to ten sam :) Mój pędzel na początku puścił delikatnie farbę (na początku był bardziej turkusowy) , ale nic innego nie uległo zmianie :)

      Usuń
    2. Zamówiłam kilka próbek, jestem ciekawa jak się sprawdzą u mnie minerały Pixie, mam cerę suchą. A próbowałaś może minerałów Clare Blanc?

      Usuń
    3. uddersin, jeszcze nie stosowałam, ale mam w planach :) Póki co chcę zrobić podejście do formuły flawness z meow.

      Usuń
  13. To czekam na recenzję:),meow jeszcze nie testowałam. Póki co wracam po kilku latach przerwy do minerałów i na początek zamówiłam próbki Pixie i Clare Blanc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki co zbieram się do zamówienia, wiec pewnie to jeszcze długo potrwa zanim go zrecenzuję :)

      Usuń
  14. Ewciu, może Ty pomożesz, używam Ecolore odcienia olive 0 lub warm 1 (2 też była w sumie ok), chciałabym przetestować pixie w tej nowszej wersji, w jaki odcień celować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celowałabym w vanilla delight/butter cream/ victorian lace, są najbardziej neutralne i ładnie dopasowują się do skóry. :)

      Usuń
  15. Bardzo ładne zdjęcia :) Produkty też wydają się być ok. Mi koleżanka podarowała pół roku temu podkład mineralny ale innej marki, Earthnicity Minerals i też jestem zadowolona z krycia, trwałości i wydajności :)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie dużo lepiej wypadła marka Earthnicity. Mają produkty idealne dla alergików.

    OdpowiedzUsuń

Super, że jesteś! 👍👍👍

Jeśli temat Cię zainteresował, chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, a może potrzebujesz pomocy - podziel się tym w komentarzach. Jeśli wymagasz kompleksowej pomocy i nie radzisz sobie z nadmiarem informacji - warto skorzystać z moich usług: mini-porady, czy też prywatnej konsultacji. Nie udzielam rozbudowanych informacji w sposób bezpłatny, komentarze wyczerpujące, długie, kwalifikują się już do starania się od prywatne rozpatrzenie poprzez drogę e-mailową: mademoiselleeve@wp.pl

Pamiętaj, że nie jesteś sam - trądzik, to choroba, która dotyka nie tylko osoby w wieku dorastania, ale także dojrzałym, a jednocześnie łączy wszystkich w tym miejscu. Dołącz do społeczności i zacznij cieszyć się piękną cerą !

Proszę o nie reklamowanie się na moim blogu. Reklama w tym miejscu jest płatna, a każdy przejaw autoreklamy będzie skrupulatnie moderowany. Artykuły sponsorowane na moim blogu mają dokładne oznaczenia - jeżeli taka informacja nie znajduje się na końcu artykułu, jego opracowanie odbyło się bez nakładów pieniężnych.

Cenię wolność słowa, aczkolwiek komentarze są przeze mnie moderowane. W tym miejscu obowiązują pewne zasady, to JA jestem Administratorem tej strony, to JA codziennie wkładam w nią mnóstwo serca, trudu i potu, a także to JA w nią inwestuję ogromne podkłady pieniężne, jeśli zatem coś mi nie odpowiada, to tylko i wyłącznie JA decyduję o tym, czy coś powinno, czy też nie powinno zostać zmodyfikowane/usunięte/przetworzone.

Proszę o kulturalne wyrażanie się - nie tylko z poszanowaniem Administratora, ale również i pozostałych czytelników. Rodzenie sensacji, która ma na celu agresywne pobudzenie działalności czytelników, niekonstruktywna krytyka oraz nic nie wnoszące komentarze o znamionach negatywnych są również przeze mnie moderowane.

PROSZĘ JEDNOCZEŚNIE O UMIESZCZANIE KOMENTARZY POD NAJNOWSZYMI ARTYKUŁAMI. Dziennie otrzymuję dziesiątki, jeśli nie setki komentarzy, nie jestem w stanie na nie wszystkie odpowiedzieć, jeżeli są rozbite na wiele postów - zawsze coś umknie mojej uwadze, nawet pomimo dokładności i skrupulatności w działaniu.

Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger