Cześć kochani :)
Nie ukrywam, że nowe filtry Biodermy wzbudziły we mnie ogromną ciekawość. W poprzednim roku mieliśmy dry-touch'e (suche w dotyku), w tym mamy ultra lekkie fluidy. Cóż mogę powiedzieć, koncerny farmaceutyczne w końcu idą w dobrą stronę.Kosmetyk udostępniła mi firma Bioderma, niedługo po tym otrzymałam od nich kolejny produkt, który ciekawił mnie od samego początku (mianowicie krem z filtrem UVA 42),a do tego skromna karteczka z pozdrowieniami - to bardzo miły gest. Dziękuję :)
Firmę cenię za jakość produktów. Mimo że poprzednie Photodermy wywoływały u mnie spustoszenie, to nie mogłam odmówić im naprawdę wysokiej ochrony. Wskaźniki ochrony przed UVA nie są sobie równe, ale Bioderma jest zdecydowanie w czołówce jeśli chodzi o bardzo wysoką ochronę anty UV. No i przebija LRP, lekki fluid jest tak przepakowany alkoholem, że już po samym otwarciu powiedziałam mu NIE. Jeśli szukacie czegoś podobnego, ale o mniej drażniącym składzie - spróbujcie koniecznie Biodermy.
Może zacznę od tego, że filtr ma swoje zalety, ale i wady. Nie jest to nic dziwnego, filtry zawsze będą trudne w obsłudze, jeśli mamy zamiar skutecznie chronić skórę. No bo który kosmetyk nałożony w takiej ilości będzie wyglądał przyzwoicie? Żaden. Oczywiście możemy kombinować z frakcjami, pudrami naturalnymi, minerałami, diabeł wie z czym jeszcze, ale filtry są kosmetykami ochronnymi. Szkoda, że większość osób tego nie rozumie i ocenia je w kategoriach kosmetyków typowo pielęgnacyjnych.
Koncerny w końcu robią nam dobrze,w końcu lekkie fluidy są lekkimi fluidami. I jakież było moje zdziwienie, gdy przy pierwszej aplikacji byłam oszołomiona lekkością tego kosmetyku. Uwaga - osoby, które używają namiętnie Ziai, muszą zmienić sposób aplikacji. Bioderma wymaga innych, bardziej delikatnych ruchów, trzeba się nim trochę pobawić, by wyglądać przyzwoicie, ale zdecydowanie warto. Bo to naprawdę świetny produkt.
Ultra lekki fluid odznacza się naprawdę ultra lekkością. Ma konsystencję lejącego mleczka, które przelewa się między palcami. Produkt najlepiej jest wklepać, delikatnie wmasować. Nie jest lepki, ani tłusty, ale oleisty w dotyku. Może kusić, by nałożyć go mniej (wtedy wygląda idealnie), ale niestety - nałożony w odpowiedniej ilości nie wygląda tak pięknie jak mogłoby się wydawać...
Filtr pozostawia błyszczącą powłokę (nie tak nachalną jak inne Photodermy, ale jednak) , wersja bezbarwna delikatnie bieli. Bielenie niknie wraz z czasem. Jestem ciekawa wersji barwionych (tracą nieco na ochronie UVA), ale podejrzewam, że byłyby stanowczo zbyt ciemne dla mojej karnacji. Nie wchodzi w pory, ale zostawia 'białe kropeczki' (jeśli zwarzył Wam się kiedyś podkład wiecie o co chodzi) , które nie wyglądają ani estetycznie, ani neutralnie. Trzeba się z nim pobawić, by odpowiednio to zakamuflować. I wyglądać przyzwoicie. Nie wchłania się i ciągle się rozsmarowuje. I niestety nie przebija pod tym względem Ziai, na skórze prezentuje się zdecydowanie gorzej, choć ma szereg innych zalet, o których zaraz napiszę. Na zdjęciu widzicie dokładnie efekt 'zwarzonego podkładu', nakładając go umiejętnymi ruchami można ten efekt zminimalizować. Nie roluje się, ale trzeba się przy nim namęczyć.
Kosmetyk przede wszystkim chroni - i jest to ochrona bardzo wysoka, którą cenię. W lipcu panowały wręcz tropikalne temperatury, takie, że po wyjściu na zewnątrz miałam od razu zawroty głowy ;) Był to chyba najlepszy czas, by skutecznie przetestować ten filtr. No i tutaj muszę pochwalić Biodermę za to, że mimo lekkości tego kosmetyku ani pot, ani łzy nie są mu straszne. Moja skóra twarzy poci się nadzwyczaj mocno w okolicach nosa, brody i w okolicach ust. Nie wiem czy ktoś cierpi jeszcze na taką przypadłość, ale po nałożeniu x filtru po 5 minutach w tych okolicach twarzy już go nie było. Poskutkowało to piegami na nosie (które już wybieliłam) i przebarwieniami w centralnej części brody. O ile Bioderma daje wrażenie zwarzonego podkładu, to chroni tak dobrze, że mogę wybaczyć mu nawet niezbyt komfortową aplikację.
Taaak, nie spływa. Wreszcie. To chyba jedyny filtr, który nałożony raz, pozostaje na twarzy tak długo, aż w końcu go zmyję. Moja skóra nie pociła się pod nim tak jak po Ziai, mając go na twarzy często o tym zapominam, to coś innego niż dotychczas.Można to w końcu nazwać pewną rewolucją w filtrach przeciwsłonecznych, to dobra droga.
Ale największym plusem jest jego piekielnie wysoka ochrona, nie doigrałam się żadnych poparzeń (o które jest łatwo ruszając do pracy o godzinie 12) i mam nadzieję, że żadnych przebarwień :) I nie nagrzewam się w nim jak w innych filtrach, mimo że zawiera jedynie filtry chemiczne, to nie pozostawia powłoki, która dodatkowo piętnuje ten efekt. Czuję, że moja skóra oddycha. Jest fotostabilny. Ochrona przed promieniowaniem UVA sięga 40.
Przy pierwszej aplikacji filtru odczuwałam delikatnie pieczenie, po zmyciu moja skóra była zaczerwieniona. Skóra nie paliła mnie żywym ogniem, ale w początkowym okresie stosowania niestety mnie podrażnił. Po 3 dniach moja skóra przestała tak na niego reagować i przyzwyczaiła się. Aktualnie nie podrażnia, nie wysusza, jest neutralny dla mojej skóry. Nie powoduje żadnych niespodzianek - ani zaskórników, ani stanów zapalnych. Nie pielęgnuje cery, ale też jej nie szkodzi. Jest to produkt odpowiedni dla wrażliwej cery - jest hypoalergiczny, nie zawiera parabenów oraz odznacza się naprawdę wysoką ochroną. Jest odporny na pot i muszę to potwierdzić :) Jestem z niego tak zadowolona, że kupiłam go tym razem za własne pieniądze,a nie oszukujmy się, do tanich nie należy :) Za tubę 40ml zapłacicie około 60 złotych. Oprócz wersji bezbarwnej dostępna jest także wersja barwiona: jasna i ciemna.
Nie udało mi się zrobić na nim makijażu, miałam wrażenie, że pędzel zbiera filtr.
Nie mogę jednak zapomnieć o tym, że filtr mimo, że nie powodował u mnie pieczenia oczu, to po dostaniu się do oka skutecznie powodował ich łzawienie. Jest bezzapachowy. Przypomina mi bardzo filtr Uriage Hyseac SPF 50+, z tym, że jest łagodniejszy dla mojej skóry.
Produkt dostajemy w poręcznej tubeczce, z przyjemnym, zwężanym aplikatorem. Produkt zużyłam w prawie 3 tygodnie (ograniczałam się do 2-3 reaplikacji w ciągu dnia), dlatego dokupiłam drugie opakowanie, by mieć pewność, czy rzeczywiście nie ma wpływu na stan mojej cery.
Ultra lekki fluid z filtrem ochronnym producent zaleca osobom o bardzo jasnej karnacji, nadwrażliwym na słońce.Aplikację należy powtarzać co 2 godziny (jeśli cały czas przebywamy na słońcu), kiedy spędzamy czas w pomieszczeniach zamkniętych, czas reaplikacji nieco się wydłuża.
Kosmetyk zawiera octocrylen, bardzo wysoko w składzie. Przypisuje mu się właściwości alergizujące, ale jest to zależne od stężenia. W składzie znajdziemy stabilne i chroniące filtry zarówno przed promieniowaniem UVA, jak i UVB Tinosorby (S i M). Dość wysoko jest także filtr przenikający - BMDM. Oprócz tego w składzie znajdziemy składniki kondycjonujące - filtr chroni DNA komórek naskórka, bowiem zawiera opatentowany kompleks CELLULAR BIOPROTECTION®. Kompleks ten aktywuje naturalne mechanizmy obronne, chroni komórkowe DNA i zapobiega fotostarzeniu. Filtr Biodermy to filtr chemiczny, nie ma w nim ani grama filtrów mineralnych.
INCI: AQUA/WATER/EAU, DICAPRYLYL CARBONATE, CYCLOPENTASILOXANE, OCTOCRYLENE, METHYLENE BIS-BENZOTRIAZOLYL TETRAMETHYLBUTYLPHENOL, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, GLYCERIN, ISONONYL ISONONANOATE, PROPYLENE GLYCOL, PEG-30 DIPOLYHYDROXYSTEARATE, BIS- ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE, LAURYL PEG/PPG-18/18 METHICONE, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER, ECTOIN, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, DECYL GLUCOSIDE, SODIUM CITRATE, STEARALKONIUM HECTORITE, XANTHAN GUM, LACTIC ACID, PROPYLENE CARBONATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, CHLORPHENESIN. [BI 642]
Skusicie się ?
