Popularne posty

10:10

OLEJKI ETERYCZNE I ABSOLUTY

OLEJKI ETERYCZNE I ABSOLUTY

Nigdy nie umniejszałam roli ziół, a zwłaszcza będących ich esencją: olejków eterycznych, w pielęgnacji mojej skóry. Niejednokrotnie dary natury, jakimi niezaprzeczalnie są esencje zapachowe, są rozwiązaniem lub też wspaniałym uzupełnieniem kuracji dermatologicznych. Prócz działania antybiotycznego, przeciwzapalnego, normalizującego i oczyszczającego, koją zmysły, wyciszają układ nerwowy lub też energetyzują i są wspaniałą dawką energii na kolejny, nowo rozpoczęty dzień. 

18:00

DERMATITIS PERIORALIS | ZAPALENIE OKOŁOUSTNE

DERMATITIS PERIORALIS | ZAPALENIE OKOŁOUSTNE

Zapalanie okołoustne jest schorzeniem dojść łatwym do zdefiniowania - zmiany zapalne (niekoniecznie typowo trądzikowe) pojawiają się w obrębie okolicy ust oraz bruzd nosowo-wargowych. Charakterystyczna dla dermatitis perioralis jest uporczywość problemu, najwyższa reaktywność tej strefy oraz oporność na większość metod leczniczych. 

18:00

CLARE BLANC | MINERALNY PODKŁAD PRASOWANY

CLARE BLANC | MINERALNY PODKŁAD PRASOWANY

Podkłady prasowane  mineralne z wielu powodów mogą okazać się lepszym wyborem od tradycyjnego, sypkiego pyłku, choć nie jest to regułą i wszystko zależy od techniki sprasowania produktu oraz substancji scalających pigmenty mineralne, bowiem kosmetyk może wprowadzać tak szybko w zachwyt, jak i zrażać do siebie za każdym razem, gdy zostaje zaaplikowany na skórę.

06:00

WITAMINA D STOSOWANA ZEWNĘTRZNIE W PIELĘGNACJI SKÓRY

WITAMINA D STOSOWANA ZEWNĘTRZNIE W PIELĘGNACJI SKÓRY

Witamina D przeżywa swój renesans w medycynie. Dzisiaj jest już to wiadome: cholekalcyferol wpływa na szereg procesów zachodzących w ludzkich komórkach, a jego prawidłowy poziom w surowicy krwi jest absolutnie konieczny do utrzymania jak najdłużej zdrowia. Nie znalazłam jednak informacji w polskiej literaturze na temat zewnętrznego zastosowania witaminy D, chociaż jak każda witamina tłuszczowa może być stosowana właśnie w taki sposób. 

16:00

NEAUTY MINERALS MATUJĄCY PODKŁAD MINERALNY

NEAUTY MINERALS MATUJĄCY PODKŁAD MINERALNY
Przyświecał mi cel znalezienia kosmetyku kolorowego idealnego: wyrównującego w naturalny sposób koloryt skóry i nierozgraniczającego barwnego świata kolorówki od dobrej jakości pielęgnacji. Niestety, powracam za każdym razem z ogromną pokorą do niezawodnych podkładów mineralnych, które cenię za lekkość, delikatność i zadowalającą współpracę z moją trądzikową cerą. Formuła matująca od Neauty Minerals, to jedna z moich ulubionych konsystencji na polskim rynku, dlatego jeszcze, w Starym Roku,zależało mi na tym, by poświęcić mu małą, drobną, ale zasłużoną chwilę.

13:20

GFF (GALACTOMYCES FERMENTATION FILTRATE) | BENTON FERMENTATION, MANYO FACTORY

GFF (GALACTOMYCES FERMENTATION FILTRATE) | BENTON FERMENTATION, MANYO FACTORY
Wymagająca skóra, potrzebuje równie wymagającej pielęgnacji. Ponure, choć prawdziwe historie zniszczonej skóry przez konwencjonalne, nieprzemyślane terapie, których skutków niepożądanych nie potrafią w zdecydowanej większości przewidywać dermatolodzy, bardzo często są rozgrywającą się osobistą tragedią dla wielu osób, które od wielu lat próbują zażegnać trądzik - okazuje się, że po wyczerpaniu puli leków, większość kosmetyków i związków aktywnych staje się stanowczo za agresywna, choć jednocześnie nieskuteczna, a silnie pobudzony i skrajnie odwodniony ze zniszczoną doszczętnie mikroflorą skórną oraz barierą hydro-lipidową naskórek, reaguje pobudliwie nawet na składniki, które są powszechnie uznawane za potencjalnie bezpieczne. Niestety, takich historii jest coraz więcej. Lekarz rozkłada ręce, ucieka od odpowiedzialności, a pacjent zostaje pozostawiony sam sobie - bez pomysłu, bez nadziei, i bez wsparcia. 

 A MOŻE GFF?

Biofermentowane wyciągi są substancjami naturalnymi, będącymi często produktem ubocznym celowanej fermentacji. Stosowane w kosmetyce są pozyskiwane w labolatoryjnych, kontrolowanych warunkach, gdzie również poddawane są naturalnym mechanizmom fermentacyjnym. Procesy zazwyczaj odbywają się poprzez fermentację alkoholową, gdzie podpuszczką są drożdże.

Dzięki fermentacji, naturalne otoczki związków aktywnych zostają rozłożone przez probiotyczne szczepy, biofermenty są zatem zdecydowanie lepiej przyswajalne, aktywne oraz zwielokrotniają swoje wartości odżywcze: między innymi wzrasta zawartość mikroelementów, witamin, związków aktywnych, są również lepiej tolerowane przez ludzką skórę, nawet w wysokim stężeniu praktycznie nie wywołują podrażnień.

Warstwa rogowa naskórka składa się końcowo z keratynocytów, które są zasadniczą barierą przed czynnikami środowiskowymi, oczywiste jest zatem, że regularne, nieumiarkowane, agresywne złuszczanie naskórka powoduje po pewnym czasie toksyczne, prozapalne reakcje. Biofermenty działają w zupełnie odwrotny sposób do substancji silnie złuszczających, choć również regulują hiperkeratozę i hamują stan zapalny, mają zupełnie inny mechanizm działania: efekt oczyszczający i regulujący jest wynikiem normalizacji procesów zachodzących w komórkach naskórka - nie uszkadzają bariery hydro-lipidowej, nie zaburzają naturalnej mikroflory oraz nie wyjaławiają skóry. Mogą być stosowane długotrwale, bez ryzyka pojawienia się efektów niepożądanych.

GFF jest produktem ubocznym sfermentowanego sake. Obszar działania GFF jak na substancję aktywną stosowaną zewnętrznie jest wysoki - badania kliniczne potwierdzają skuteczność filtratu nawet na skórę właściwą, co jest niemożliwe przy stosowaniu standaryzowanych ekstraktów roślinnych oraz większości związków aktywnych.

Podczas regularnego, sumiennego stosowania Galactomyces Fermentation Filtrate możesz zauważyć:
  • wzrost nawilżenia, lepsze nawodnienie i odżywienie skóry, 
  • odczuwalne wygładzenie,
  • wzrost elastyczności i napięcia, 
  • rozjaśnienie świeżych przebarwień potrądzikowych oraz tych, które zdążyły się już utrwalić,
  • obkurczenie, zwężenie i oczyszczenie porów, 
  • znaczna redukcja stanów zapalnych,
  • zminimalizowanie występowania trądziku toksycznego, polekowego, 
  • ograniczenie rogowacenia, 
  • działanie kojące i uspokajające, 
  • zauważalna poprawa procesów regeneracyjnych skóry, między innymi mniejsza tendencja do powstawania blizn, 
  • działanie antyoksydacyjne, według badań GFF jest antagonistą deksametazonu, przyznam, że jestem ciekawa jego działania doustnego, może być pomocny przy leczeniu hiperkortyzolemii, insulinooporności i stanów przedcukrzycowych oraz hiperprolaktynemii czynnościowej, które są wynikiem oksydacyjnego, długotrwałego działania stresu, 
  • sprawdza się w pielęgnacji nawet ekstremalnie wrażliwej, pobudzonej skóry, 

GFF może okazać się zatem idealną substancją dla pacjentów tak zwanego ostatniego rzutu, gdy zawiodło konwencjonalne leczenie lub też skóra stała się silne pobudliwa, nadreaktywna, nadwrażliwa i negatywnie reaguje na substancje o działaniu złuszczającym i regulującym.

To również świetna substancja czynna do trzymania na stabilnym poziomie unormowanego trądziku, niewymagającego stosowania inwazyjnych metod. GFF jestem zatem rozwiązaniem i dla osób z  cerą problematyczną, które leczą się dermatologicznie (GFF zmniejszy skutki niepożądane kuracji oraz poprawi regenerację skóry i zmniejszy tendencję do tworzenia się blizn), odrzucających leczenie konwencjonalne, pacjentów z trądzikiem różowatym, łojotokowym zapaleniem skóry, łuszczycą, infekcjami bakteryjno-grzybiczymi na poziomie mieszków przywłosowych, ale i niemających żadnych problemów ze skórą - filtrat świetnie nawilża, odżywia i rozjaśnia naskórek.

W zasadzie, niezależnie od tego, z jakim problemem się borykasz, jaki posiadasz typ skóry i rodzaj cery, nic nie stoi na przeszkodzie (oprócz alergii na grzyby i pleśnie), aby włączyć do pielęgnacji dobry preparat bazujący na filtracie z grzybów Galactomyces. Musisz jedynie mieć na uwadze, że esencje/serum są kosmetykami bazującymi na wodzie, zatem ich regularne stosowanie w niewłaściwym zestawieniu pielęgnacyjnym lub na typie cery skrajnie odwodnionym może nasilać stan suchości i w konsekwencji rozregulowywać naskórek.

Filtrat może wspomagać leczenie, ale równie dobrze może je zastąpić, jeśli Twoje problemy z cerą nie są mocno nasilone.

SERIA FERMENTATION BY BENTON 

Fermentation to zasłużenie najbardziej popularna i pomyślna  (również i łatwo dostępna w Polsce, dzięki Skin79) linia marki Benton. Oprócz precyzyjnie i skrupulatnie skomponowanych składników, polityka firmy produkuje kosmetyki zawsze na polecenie dystrybutora, co wyjaśnia dość długi czas oczekiwania na ich dostawę. Warto jednak poczekać i jest to ogromny plus dla marki, zwłaszcza, że świeżość kosmetyków w przypadku biofermentów wpływa bezpośrednio na ich końcową efektywność działania.

Linia Fermentation to dwa, wyjątkowe produkty w bardzo prostej oprawie: lekka esencja oraz krem pod oczy, które posiadają świetne walory wiążące wodę, ale są to raczej produkty skierowane do pielęgnacji cery typowo tłustej lub wymagającej bardzo niewiele okluzji w pielęgnacji. Może to jednak pozostać kwestią umiejętnego wplecenia produktów w pielęgnację innego typu i rodzaju cery, ale wówczas kosmetyki z serii Fermentation nie powinny być ostatnim krokiem w pielęgnacji.

Przewodnim składnikiem, będącym jednocześnie bazą produktów jest filtrat z drożdży Galactomyces, ale oprócz niego, na liście ingredientów znajdziemy dodatkowe składniki o działaniu kojącym, łagodzącym, gojącym i rozjaśniającym (ekstrakt z aloesu, ekstrakt z.pulsatilla koreana, malwy różowej, ekstrakt z owoców sanscho, wyciąg z porostu islandzkiego, panthenol, alantoina, beta-glukan, ceramidy, czy oligopeptydy). Cieszy mnie to, że efekty regularnego stosowania produktów są faktycznym urzeczywistnieniem obietnic producenta i kosmetyki doskonale sprawdzają się w pielęgnacji skóry trudnej - nadwrażliwej, nadpobudliwej, skrajnie zmienionej zapalnie.

Produkty Benton pozbawione są zapachu. Mają bardzo lekkie formuły, które świetnie współpracują z wymagającymi, podatnymi na zanieczyszczanie się typami cery. Pod względem walorów użytkowych przypadną do gustu szczególnie mężczyznom.


ESENCJA

Bardzo lekka, wodnista, przelewająca się między palcami, co nie do końca mi odpowiada. Nie nakłada się jej luksusowo, to znaczy: przyjemnie i aksamitnie, nie czuć w niej koncentracji dobroczynnych składników, które widnieją w składzie, dlatego też pierwsze zderzenie z konsystencją esencji to pewien rodzaj rozczarowania. Z takimi produktami nie pracuje się łatwo, a jeszcze trudniej jest je umiejętnie włączyć w pielęgnację, zwłaszcza gdy skóra ma tendencję do wysuszania.

Po wklepaniu w skórę nie wchłania się całkowicie, zostawia lekką, choć wyczuwalną w przyjemny sposób warstewkę, która na typach cery, które nie wymagają zastosowania okluzji, wystarczająco zabezpieczy ją przed odwodnieniem, ale sytuacja będzie zupełnie odwrotna, gdy zapotrzebowanie na emolienty jest wyższe. Produkt nałożony w zbyt dużej ilości może nieprzyjemnie lepić się, a niestety konsystencja produktu nie pozwala na dozowanie właściwej, jednorazowej porcji.

Jest to jednak w pewnym stopniu atut esencji. Łagodny woal bardzo dobrze przygotowuje skórę pod makijaż kremowy. Pigmenty doskonale trzymają się skóry, kremowa formuła jedwabiście i delikatnie chwyta się cery, podkład ma mniejszą tendencję do osiadania w niedoskonałościach i ich nieestetycznego podkreślania, trwałość wykończonego makijażu również znacząco wzrasta. Aplikowana pod kosmetyki mineralne może okazać się stanowczo zbyt lekka, zwłaszcza teraz, gdy zapotrzebowanie na okluzję wzrasta i mimowolnie, sama konsystencja sypkich produktów nasila ucieczkę wody z naskórka.

Moja skóra nie lubi przeładowanej pielęgnacji, a dodatkowo bardzo szybko obserwuję u siebie wzmożony łojotok pod wpływem stosowania kosmetyków, które odwadniają powierzchowne warstwy skóry - o ile Benton na moim typie cery zachowuje się świetnie stosowany w połączeniu z kremem z tej samej serii, o tyle samodzielnie prowadzi do rozregulowania mojego naskórka, choć bardzo pozytywnie wspominam jego stosowanie na przykład latem, gdy moja cera nie przepada za okluzją i tak lekkie konsystencje są odzwierciedleniem potrzeb mojej skóry. Aktualnie rzadko kiedy zdarzają się dni, gdy mogę ograniczyć się tylko i wyłącznie do esencji Benton.

Lekkość tej formuły okaże się zatem mocną stroną dla typów cery, które walczą z nadmiernym łojotokiem o charakterze wewnętrznym lub mają świetnie zbilansowaną pielęgnację i są w stanie przeznaczyć specjalne miejsce dla esencji Benton w swoim rytuale pielęgnacyjnym. Osobiście dążę do zredukowania ilości nakładanych kosmetyków, dlatego też nie uważam, aby był to kosmetyk, który sprawdzi się w minimalistycznym, prostym postępowaniu.

Niezadowolenie z działania esencji Benton niewątpliwie odnotują wszystkie osoby dla których okaże się zdecydowanie za lekka, nie posiada ona bowiem żadnych substancji powlekających, a zarówno filtrat, jak i większość substancji dodatkowych, to związki wiążące wodę, zresztą, sama formuła jest wyjątkowo wodnista i dość szybko wysycha. Oczywiście można zmodyfikować jej działanie: rozcieńczać nią kremy, lotiony, emulsje, które okazują się zbyt treściwe stosowane samodzielnie. Esencja wspaniale zwiększy ich walory nawilżające i zacznie zupełnie inaczej zachowywać się na skórze.

Domniemana mizerność działania produktu Benton zapewne leży w formule - w końcu to woda i nie każdy typ skóry zaakceptuje taką formę produktu pielęgnacyjnego. Ta grupa osób, którym konsystencja przypadnie do gustu, zauważą bardzo szybko zwężenie porów, uspokojenie stanu zapalnego, redukcję łojotoku, widoczne rozjaśnienie skóry oraz wzrost elastyczności naskórka. Muszę przyznać, że byłam zachwycona jej działaniem porą letnią, ponieważ zredukowała problem zapalenia mieszków włosowych do zera, niesamowicie uspokoiła moją cerę, a dodatkowo struktura i faktura skóry uległa ogromnej poprawie (niestety w lipcu na mojej skórze zaczęły pojawiać się blizny zanikowe). Czar jednak prysł jesienią, gdy produkty bazujące na wodzie nie są najlepszym rozwiązaniem nawet dla typów błyskawicznie zanieczyszczających się, jeśli jednocześnie skóra w okamgnieniu traci wodę. Oczywiście jest na to rozwiązanie, ale nie każdy jest skłonny zakupić pełen zestaw Fermentation.

Produkt jak najbardziej może nasilać łojotok, rozszerzać pory, nasilać rogowacenie, sprzyjać zanieczyszczaniu się cery oraz wywoływać pieczenie, swędzenie i podrażnienia. Nie jest to jednak winą składu, a samej formulacji, która najprościej to ujmując: wysusza. Te wszystkie objawy o których napisałam są oznaką odwodnienia skóry. Zanim postanowiłam opublikować dzisiejszą recenzję, bardzo dobrze zapoznałam się z opiniami innych osób użytkujących esencję i okazało się, że wszystkie osoby, do których opinii dałam radę dotrzeć, nawet nie założyły, że używają tego produktu źle i tak lekka forma produktu nie jest odpowiednia do stanu nawodnienia ich naskórka. Potraktowałabym zatem gorzkie słowa niektórych osób z lekkim przymrużeniem oka. Na rynku jest niewiele produktów z tak dobrą listą składników, tak świetnym podejściem producenta do produkcji własnych kosmetyków i dodatkowo naprawdę przynoszących efekty, nie tylko przy dłuższym stosowaniu - niektóre efekty można zauważyć zaledwie po kilku dniach.

Kosmetyk pomimo aktywnego składu, nie wywołuje podrażnień i zaczerwienień, jego aplikacja nie jest powiązana również z występowaniem przejściowego uczucia ciepła. Odczuwalnie koi, uspokaja, łagodzi.

Obserwacje: w przeciągu dwóch pierwszych tygodni użytkowania esencji Benton, moja cera zauważalnie (i nie tylko przeze mnie, choć akurat w tym przypadku ja jestem bardziej krytyczna) stała się jaśniejsza i lepiej nawodniona oraz zmniejszyła się tendencja do rogowacenia, produktu używam prawie pół roku i w tym czasie całkowicie do zera zredukowałam problem zapalenia mieszków włosowych. Przebarwienia pozapalne znacznie pojaśniały, a zaznaczę, że na moim typie i rodzaju skóry wchłaniają się strasznie opornie. Nie mam problemów z rozszerzonymi porami, ale sama esencja ich nie poszerzyła i nie sprzyjała ich zanieczyszczaniu, oczywiście o ile tak lekka formuła sprawdzała się stosowana samodzielnie. Pomimo stosowania retinoidów, nie występuje u mnie problem nadmiernej reaktywności skóry - żongluję kosmetykami do makijażu, ostatnio dosyć często zmieniam produkty do oczyszczania skóry, wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić, wiedziałam czym się to skończy. W dotyku skóra jest dosłownie jak aksamit: niesamowicie gładka i przyjemna. Dzięki systematycznemu stosowaniu esencji widzę ogromną poprawę w kondycji skóry, a zazwyczaj mam problem z kosmetykami, które są tak łatwo dostępne.

Cena: około 130 zł /100 ml. Opakowanie proste, minimalistycznie, sprawnie działające. Kosmetyk bardzo wydajny. Wart zakupu, jeśli nie będę mieć dostępu do Manyo Factory, sięgnę po propozycję marki Benton.

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Water, Glycerin, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Adenosine, Sodium Hyaluronate, rh-Oligopeptid-1, Ceramide NP, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Betaine, Panthenol, Allantoin, Althaea Rosea Flower Extract, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Arginine, Xanthan Gum.

KREM POD OCZY.

Fantastyczny. Nie tylko do stosowania pod oczy, ale i na całą twarz.

Pomimo treściwej (i jednocześnie lekkiej) konsystencji, która świetnie zabezpiecza skórę przed wysuszeniem, doskonale się rozprowadza oraz wchłania, nie jest ciężki. Nie jest aż nadto wysychający, pozostawia bardzo komfortową, pożądaną warstwę, ale z pewnością zbyt łagodną dla skóry, która wymaga codziennej, w zwiększonej dawce w okluzji. Nie tłuści się, nie klei, nie warzy, nie oblepia nadmiernie skóry i nie tworzy niczego dziwnego po jakimś czasie, ale chroni i koi. Jego konsystencja świetnie współpracuje z odwodnioną skórą, to jeden z niewielu produktów, który daje efekt zmiękczenia.

Moje okolice pod oczami nie są wymagające, rzadko kiedy stosuję pod nie specjalny krem. Mimo wszystko zdarza się, że aplikuję właśnie tam Fermentation Eye Cream i widzę poprawę - mam więcej rzeczy do zrobienia niż czasu, brakuje mi właściwej ilości snu, a pomimo tego moje okolice oczu nie zdradzają przewlekłego, trwającego już od kilku miesięcy przemęczenia. To świetny produkt dla skóry, która widocznie zaczyna tracić elastyczność, pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne i trzeba zacząć jakoś działać, ale nie ma jeszcze tragedii i skóra nie piszczy z wysuszenia. Wątpię, aby przyniósł super efekty na skórze bardzo wymagającej i dojrzałej, która wymaga jednak treściwszej formuły, ale to jedna z lepszych propozycji dla osób, które nie są zadowolone z działania większości kremów pod oczy bo są albo za tłuste, albo nie robią kompletnie nic w kierunku nawilżenia.

Przynosi natychmiastową ulgę - skóra jest zmiękczona, łagodnie powleczona, ale później krem stopniowo, sukcesywnie wtapia się w skórę. Nie pozostawia mokrego, brzydkiego wykończenia, jest bardzo lekki w noszeniu, nie przeszkadza mi jego obecność, a uwierz mi, że jest masa takich mazideł. Zachowuje się na skórze bardzo subtelnie, mimo że nawilżenie i zmiękczenie jakie zapewnia, nie jest równoznaczne z cięższą formułą.

Z powyższych względów Fermentation Eye Cream stosuję z powodzeniem na całą twarz, nie tylko w rejonie ocznym. Skóra po jego zastosowaniu wygląda o wiele lepiej, ale używam go zgodnie z własnym zapotrzebowaniem na okluzję i zazwyczaj nie dzieje się to często, a jeśli już, to sporadycznie w wieczornej pielęgnacji. Stosowany z umiarem jest bardzo dobrze przyjmowany przez skórę - na mojej tłustej i niezwykle kapryśnej skórze nie spowodował nagłego pogorszenia, napadowego łojotoku, nieprzewidzianego nalotu zmian trądzikowych, a przekonałam się dość boleśnie, że niestety istnieją takie produkty, które potrafią robić takie rzeczy nawet w ciągu jednego, niepełnego dnia. Tak, tak, nie trzeba nawet czekać kilku dni, aby nie poznawać siebie w lustrze. Bardzo lubię go łączyć z esencją Manyo Factory albo stosować jak mocniejsze zabezpieczenie, wówczas traktuję krem jak oddzielny krok po zaaplikowaniu wodnistego serum.

Myślę, że może być bardzo pomocny w likwidacji zmarszczek, które wynikają z odwodnienia skóry. Przyniesie również ulgę skórze podrażnionej, wysuszonej, nadwrażliwej. Z drugiej strony może nie sprawdzić się na typach cery potrzebujących więcej okluzji - odradzam go typowej cerze suchej oraz bardzo szybko wysychającej.

Krem jest bardzo wydajny, nie lubi być aplikowany w za dużej ilości. Poza tym ma świetne, poręczne opakowanie oraz absolutnie genialną, zwężaną końcówkę aplikującą.

Obserwacje: Skóra podczas stosowania Fermentation Eye Cream uległa zdecydowanej poprawie pod względem nawilżenia, ponadto, krem waloryzuje działanie esencji. Mimo gęstej, treściwej formuły, krem świetnie zachowuje się nawet na tłustej skórze i bardzo chciałabym, aby dedykowane mojemu rodzajowi, umieszczę tę frazę w cudzysłowie, lekkie kremy przynosiły takie efekty i uczucie podczas aplikacji - delikatnie otula, zmiękcza, nie rozsadza porów oraz nie generuje nadmiernego łojotoku. Pozostawia delikatniutką warstewkę, która normalizuje pracę gruczołów łojowych i faktycznie daje efekt nawilżenia, nawodnienia i łagodnego, komfortowego natłuszczenia.

Cena: 130 zł/100 ml

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Butylene Glycol, Caprylic /Capric Triglyceride, Glycerin, Cetostearyl Alcohol, Cetyl Ethylhexanoate, Water, Macadamia Temifolia Seed Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Pentylene Glycol, rh-Oligopeptide-1, Ceramide NP, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Adenosine, Allantoin, Althaea Rosea Root Extract, Betaine, Panthenol, Beta-Glucan, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arginine, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Sorbitan Stearate.

MANYO FACTORY GALACTOMYCES NIACIN SPECIAL TREATMENT ESSENCE 

Gdybym miała wskazać jeden kosmetyk, który spełnił moje wszystkie oczekiwania, bez zastanowienia wskazałabym esencję Manyo Factory. Nie posiada tych minusów, które wychwyciłam u konkurencji - Fermentation Benton. Formuła jest odczuwalnie bardziej treściwa, jedwabista w dotyku, aksamitna, delikatnie silikonowa. Świetnie się z nią pracuje - wystarczy niewielka ilość esencji, aby równomiernie pokryć nią skórę.

Podczas aplikacji daje uczucie muskania cery jedwabiem, natychmiast czuję rozprężenie, ukojenie i nawodnienie. Pięknie wtapia się w skórę, choć łagodnie ją otula, nic a nic, nie klei się. Nie roluje się, nie zachowuje dziwnie w połączeniu z innymi produktami. W moim odczuciu to cięższa (co dla mojej cery jest bardziej korzystne) i bardziej skondensowana forma esencji Benton - nie tylko pod względem samej konsystencji, ale i działania. Pomimo wodnej formuły, Manyo Factory jestem w stanie używać codziennie - czasami samodzielnie, czasami w połączeniu z doskonałym kremem Benton z serii fermentowanej, ale sprawdza się niezależnie od pory roku, warunków atmosferycznych, stanu mojej cery i stopnia jej nawodnienia.

Esencja oprócz zawartości filtratu z drożdży Galactomyces, zawiera dodatkowo bardzo podobne ekstrakty roślinne, które wykorzystała firma Benton (ekstrakt z owoców sansho, ekstrakt z pulsatilla koreana, malwy różowej oraz oczaru wirginijskiego), choć najbardziej zainteresowała mnie obecność niacyny, działającej silnie przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, łagodząco i kojąco, witamina B3 reguluje również aktywność gruczołów łojowych oraz doskonale rozjaśnia przebarwienia, waloryzuje zatem działanie przewodniego składnika GFF. Znajduje się w dość wysokim stężeniu, podczas wymiany e-maili otrzymałam informację, że jest jej około 5-6%.

Obawiałam się, że tak wysokie stężenie niacyny nie do końca sprawdzi się w tak lekkiej formule, ale mój niepokój zniknął, gdy zapoznałam się namacalnie z konsystencją. Esencja może jedynie podczas aplikacji na pobudzoną, rozdrażnioną skórę spowodować przejściowe uczucie ciepła. Działa intensywniej. Efekt ten jednak bardzo szybko mija. To doskonała propozycja dla osób, które szukają alternatywnych sposób regulacji skóry i chcą zupełnie zrezygnować z konwencjonalnych metod regulująco-złuszczających.

Również może okazać się za lekka dla niektórych osób, choć w porównaniu z esencją Benton jest bardziej esencjonalna i przyjemna w użytkowaniu. Warto mieć jednak na uwadze to, co zdążyłam już napisać wyżej i ewentualnie używać jej do modyfikowania zbyt ciężkich konsystencji, które nie sprawdzają się stosowane samodzielnie. Nie u każdego sprawdza się tak lekka pielęgnacja.

Nie do końca odpowiada mi forma dozowania produktu, za każdym razem obawiam się, że zniszczę opakowanie i z białą gorączką będę poszukiwać czegoś zastępczego. Nie mniej, mimo intensywnego użytkowania produktu, nic nie uległo nieprzewidzianej destrukcji. Pomimo dwukrotnie mniejszej pojemności od Fermentation Essence, wydajność kosmetyków jest na zbliżonym poziomie.

Obserwacje: Nie musiałam długo czekać, efekty pojawiły się zaledwie po kilku dniach stosowania esencji. Cera uległa natychmiastowej normalizacji - aktualnie nie mam żadnych problemów z łojotokiem. I tak minimalne pory uległy dodatkowemu zwężeniu - skóra stała się zbita, jędrna, napięta, ale w ten pozytywny sposób. Zauważyłam ogromną poprawę w kolorycie cery - GFF sam w sobie świetnie rozjaśnia przebarwienia pozapalne, ale tylko podczas stosowania Manyo Factory rozjaśnieniu uległy również niektóre zmiany już utrwalone, a także znacząco poprawił się niefortunnie najsłabszy pod względem jakości obszar na mojej twarzy - bruzdy nosowo wargowe, na które nie działało absolutnie nic. W przeciągu kilku tygodni naskórek stał się nieprzyzwoicie gładki, taki efekt przynosiła mi dotychczas tylko regularnie stosowana tretinoina, ale efekty wcale długo się nie utrzymywały i były obarczone poważnymi skutkami ubocznymi - przygasiły się wszystkie stany zapalne, rogowacenie zmniejszyło się do stanu akceptowalnego. Nie zrezygnowałam całkowicie ze stosowania Atredermu, ale aktualnie wystarcza mi aplikacja tretinoiny raz na miesiąc, gdzie wcześniej musiałam zaaplikować lek co najmniej 2-3 razy w miesiącu, aby później nie walczyć z wysypami. Niestety od pewnego czasu zauważyłam większą tendencję do powstawania bliznowców zanikowych, mimo że esencja nie wygładziła moich blizn, widzę, że tkanka regeneruje się w o wiele lepszy sposób oraz bardzo dobrze wspomaga moją walkę z ubytkami w skórze. Zupełnie obiektywnie: moja skóra nigdy nie wyglądała tak dobrze jak teraz, często słyszę, że promienieję, mimo że ostatnio nie dbam o siebie tak, jak powinnam ;)

Cena: 130 zł/ 50ml.

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Niacinamide, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Sodium Hyaluronate.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam,
Ewa

22:21

TRETINOINA W LECZENIU TRĄDZIKU

TRETINOINA W LECZENIU TRĄDZIKU
Tretinoina jest retinoidem tak zwanej pierwszej generacji. Spośród wszystkich dostępnych pochodnych witaminy A, obok izotretinoiny wykazuje najsilniejsze działanie stosowana w formie zewnętrznej, ze szczególnym wskazaniem najwyższej skuteczności w leczeniu hiperkeratynizacji naskórkowej. Nie ulega kolejnej konwertazie w naskórku, dlatego też jej potencjał drażniący jest wysoki. 
Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger