Popularne posty

20:00

PŁYNY MICELARNE | CO JEST Z NIMI NIE TAK I DLACZEGO MOGĄ ZRUJNOWAĆ CERĘ

PŁYNY MICELARNE | CO JEST Z NIMI NIE TAK I DLACZEGO MOGĄ ZRUJNOWAĆ CERĘ
płyny micelarne jak je stosować czy mogą być szkodliwe jak oczyszczają cerę wrażliwa cera płyn micelarny

Płyn micelarny - kosmetyczny triumf pędzących czasów. Szybki, prosty w obsłudze, skuteczny i ponoć, według mnogich zapewnień, niezwykle delikatny dla skóry. I choć wizja usunięcia makijażu za pomocą jednego płatka kosmetycznego bywa nader kusząca, warto dowiedzieć się czym są w istocie płyny micelarne, jak działają, czego od nich oczekiwać oraz jak nie zrujnować sobie cery podczas ich stosowania - o tym wszystkim przeczytasz w dzisiejszym artykule.

PŁYN MICELARNY. SPECYFIKA PRODUKTU.

Pewnie ku rozżaleniu wielu, za płynami micelarnymi nie kryje się żadna tajemna, enigmatyczna technologia i szaleńczy odkrywca, a jak to często bywa, trochę nudna lekcja chemii. 

Twory kuliste, zwane micelami, w dużym uproszczeniu stanowią wolne cząsteczki (zazwyczaj o przedłużonym kształcie) zawieszone w roztworze wodnym o rozbieżnych krańcach ładunkowych (polaryzacja versus apolaryzacja). Działają one jednocześnie na zasadzie detergencji (tworząc emulsję myjącą) i solwatacji (rozpuszczalnik następnie wiąże się z jonami substancji rozpuszczonej). Ten współdziałający układ zamknięty rozpuszcza niepełnie dwa, przeciwstawne typy środowiskowe zanieczyszczeń, chłonąc i domykając je we wnętrzu zawiesinowej kuli. Zachodzące zjawisko określa się mianem amfifilowości, a rolę tych magicznych cząsteczek najczęściej pełnią tak spowszedniałe (i często okryte niechlubną pamięcią) - detergenty, gliceryny, glikole.

PODSTAWOWE BŁĘDY W STOSOWANIU PŁYNÓW MICELARNYCH

Stanowią amplitudę enigmatycznych opisów na kolorowych etykietach, spotów reklamowych i zapewnień zachwyconych kobiet, które, niestety, bardzo często w żaden sposób nie konkretyzują prawidłowego stosowania płynów micelarnych - stąd sporo osób wie o ich istnieniu, a nawet stosuje płyny micelarne w swojej pielęgnacji, lecz nie posiada żadnej wiedzy na temat specyfiki powyższych produktów i tym samym nie wie na czym polega ich właściwe użytkowanie. By nie być gołosłowną, pewnego ponurego dnia postanowiłam przejrzeć dokładnie zamieszczone instrukcje obsługi dostępnych powszechnie płynów micelarnych - wynik był dojmujący, gdyż tylko nieliczne z nich zawierały kluczowe i rzeczywiście pomocne informacje użytkowe.

Płyny micelarne są wyrobami detergentowymi. Detergent należy usunąć pod bieżącą wodą, stąd ponowne mycie wbrew istniejącym pogłoskom w tym przypadku jest nieuniknione. Co ważne, nasączony płatek bawełniany należy przytrzymać na skórze, by micela mogła połączyć się z brudem, należy natomiast unikać agresywnego tarcia, zdejmując tak naprawdę zanieczyszczenia w niezwykle brutalny, pozbawiony jakiegokolwiek uroku tych małych cząsteczek, sposób. Wody micelarne nie stanowią również elementu tonizacji skóry i z pewnością również jej nie zastępują. Argument o delikatności i pielęgnacji bez wody jest zatem zupełnie nietrafiony poprzez mnogość następujących po sobie drażniących procedur, które i tak w konsekwencji nie przynoszą efektu w pełni oczyszczonej skóry (drażnienie skoncentrowanym detergentem, drażnienie mechaniczne poprzez pocieranie bawełnianym płatkiem, ponowne mycie, prawdopodobnie wymóg stosowania kolejnego środka detergentowego).

Płynom micelarnym nadaje się wręcz magiczne właściwości w usuwaniu nawet najtrwalszego makijażu. Niestety, w rzeczywistości czynią to w sposób niepełny, powierzchowny i delikatny. To, co spotykamy w drogerii to głównie układy wodne, stąd radzą sobie zasadniczo z niewielką ilością potu i sebum, a z pewnością nie zastępują pełnego, gruntownego oczyszczania, zwłaszcza, gdy naszym przeciwnikiem na froncie są przeważające zabrudzenia typu tłuszczowego.

Poprzez swoisty, medialny dysonans, wiele osób sięga po płyny w nie do końca adekwatnych sytuacjach, zazwyczaj próbując za ich pomocą usunąć ciężkie zabrudzenia rozpuszczalne głównie w tłuszczach (podkłady kremowe, wodoodporne produkty do makijażu, kremy ochronne), z którymi tego typu formuła nie poradzi sobie w pełni, a z pewnością nie tak szybko i tak łagodnie jak uporałaby się bardziej neutralna baza tłuszczowa. Ten sposób postępowania może doprowadzić z jednej strony do wymuszania wzmożonych działań, ale i równie upiornego w skutkach sukcesywnego zanieczyszczania się skóry. Cera na skutek nadmiernych pokładów nadziei w płynach micelarnych, może zasypywać się coraz większą ilością grudek, zaskórników, zmian zapalnych oraz borykać się z narastającą  i trudną do okiełznania chwiejnością - suchością przeplataną z nadmiernym przetłuszczaniem się.

Owszem, płyny micelarne mają swoje niezaprzeczalne plusy. Ich wygoda stosowania i wielofunkcyjność może być szczególnie pomocna podczas okazjonalnych wyjazdów, gdy w zasięgu naszej ręki znajduje się ograniczona pula produktów. Co więcej, lista składników zmienia znacząco obraz miceli i mogą one również tworzyć udane  układy tłuszczowe, czy lepiej chwytne ukłasy wodne, co zwiekszy ich rejon działania. To również dobry, kompromisowy sposób wstępnego oczyszczenia cięższych zabrudzeń, gdy obecny jest spory dysonans między różnymi partiami twarzy (na przykład wodoodporny makijażu oczu i sypki, nieobciążający makijaż mineralny), trudnościach w dopasowaniu porannego rytuału, przy braku wyczuwalnej powłoki/warstwy oraz gdy istnieją konkretne przesłanki za niestosowaniem preparatów tłuszczowych w rejonie oczu (sztuczne rzęsy, soczewki, bardzo wrażliwe spojówki, reakcje alergiczne). Niemniej, nie są to kosmetyki o takiej sile i mocy, jaką im się zwykle przypisuje - a z pewnością, niewarte kosztów odwodnienia jakie bezsprzecznie generują.

Odwodnienie to wynika ze złożoności działań i specyfiki stosowania płynów (drażniącego działania substancji amfifilowych i samej wodnej formuły, waloryzowanego poprzez dodatkowe drażnienie mechaniczne), które nie pozwalają na utrzymanie jakiejkolwiek wilgoci podczas tak potencjalnie drażniącego etapu jakim jest oczyszczanie skóry (tutaj efekt ten dodatkowo wzmacnia złuszczanie naskórka). Nie są to kosmetyki całkowicie efektywne, mogą tak samo upraszczać, jak i burzyć pielęgnację, doprowadzając do katastrofalnych zmian w wyglądzie skóry, szczególnie, gdy nie są z niej spłukiwane (substancje myjące mogą wzmagać reaktywność naskórka, pokrywać go lepkim i nieprzyjemnym filmem oraz nasilać stan zapalny). Zaufanie wobec płynów micelarnych może zostać zatem głęboko nadszarpnięte, szczególnie, że układy usuwają jedynie częściowe i powierzchowne zabrudzenia, niezależnie od ich rodzaju. Jest to również zupełnie nieprzemyślany krok w pielęgnacji cery już zmagającej się ze skutkami dehydratacji i/lub problematycznej, zmienionej trądzikowo.

Podsumowując:
  • płyny micelarne należy zawsze dodatkowo spłukiwać ze skóry przy użyciu wody (samo przetarcie skóry płatkiem to za mało);
  • płyny należy przytrzymać na skórze, przy jednoczesnym unikaniu nadmiernego pocierania; 
  • kosmetyki tego typu usuwają zanieczyszczenia wodne i tłuszczowe, lecz czynią to w niezwykle powierzchowny sposób i nie stanowią żadnej, efektywnej metody oczyszczającej z zabrudzeń okluzyjnych typu makijaż (zarówno kremowy, jak i mineralny), duża ilość sebum oraz kremy ochronne;
  • micele nierzadko bywają substancjami drażniącymi oraz bazują głównie na wodzie, co wzmaga ich potencjał odwadniająco-pobudzający, mogą nasilać stany zapalne skóry, generować świąd oraz doprowadzać do odwodnienia skóry; 
  • płyny micelarne wymagają dalszego rozbudowania pielęgnacji, nie są produktami pełnymi; mogą stanowić preludium dzialan;
  • mogą stanowić wstępny etap oczyszczający skóry, ale ich potencjał drażniący będzie jedynie przygotowywał grunt skóry reagującej intensywniej na dalsze, przeprowadzane etapy;
  • kompromisowa i najlepsza metoda usuwająca makijaż oczu, gdy niemożliwe staje się stosowanie substancji tłustych w tym celu; 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

06:00

ROZŚWIETLAJĄCE NOWOŚCI ANNABELLE MINERALS

ROZŚWIETLAJĄCE NOWOŚCI ANNABELLE MINERALS
annabelle minerals rozświetlacz mineralny rozświetlacz swatche diamond glow royal glow peach glow lily glow jak wygląda rozświetlacz

Rozświetlona i promienna cera to trend, który ma szansę na stałe wkraść się do kosmetyczek wielu kobiet. Czy minimalistyczny, mineralny koncept i iskrząca formuła stworzą i tym razem zgrany duet?

Moja skóra przeszła ze mną dużo. Poprzez mnogość beztroskich kuracji leczniczych i tysiące stosowanych produktów coraz bardziej przypomina swymi właściwościami japoński welin. I choć ogólna kondycja naskórka nie zła, mam spore trudności z doborem prawidłowych kosmetyków, szczególnie w sferze makijażu, który zazwyczaj rozmywa się zupełnie z moim poczuciem estetyki i oczekiwaniami w stosunku do kondycji skóry. 

Nie zamierzam skrzętnie ukrywać faktu, że rozświetlające nowości Annabelle Minerals nie przemówiły do mnie od samego początku. Miałam do nich wręcz pejoratywny stosunek. Niemniej, z każdym kolejnym użyciem w naturalny i niewymuszony sposób zaczęliśmy nawiązywać ze sobą bliższą, i jak widać, zacieśniającą więź.

annabelle minerals rozświetlacz mineralny rozświetlacz swatche diamond glow royal glow peach glow lily glow jak wygląda rozświetlacz (2)
Góra od lewej: Diamond Glow, Royal Glow
Dół od lewej: Lily Glow, Peach Glow

WŁAŚCIWOŚCI ROZŚWIETLAJĄCYCH NOWOŚCI ANNABELLE MINERALS. 

Pudry są dokładnie zmielone, choć mika iskrzy rozpasanymi tuzinami drobinek. Nie są tak suche jak inne produkty marki, dlatego też rozświetlające nowości można aplikować nawet palcem, intensyfikując bez najmniejszego trudu efekt rozświetlenia. Przyczepność kosmetyków oceniam na dobrą trójkę, mieniące się pyły zupełnie nie chciały trzymać się mojej odwodnionej skóry i dopiero po ustabilizowaniu nawodnienia podły urok został zdjęty. Użytkowanie umila rozkosznie aksamitna konsystencja, która nie osypuje się nadmiernie nawet przy zawadiackich ruchach włochatym pędzlem.

Drobinki produktów początkowo wprowadziły moje poczucie estetyki w stan skonfundowania. Należę do oportunistów eleganckiej satyny, a wszelaka drobinkowość w moim przypadku złowróżbnie zapowiada dalsze losy kosmetyków rozświetlających. Mimo to zbyt pochopnie skazałam nowości Annabelle Minerals na kosmetyczną klęskę. Awersja i początkowe poirytowanie połyskującymi beztrosko drobinami, ustąpiły miejsca uznaniu: iskrzące nowości marki otworzyły mi oczy na inny, mniej zachowawczy sposób podkreślenia urody. Mimo racjonalnych uprzedzeń, iskrzące nowości nie podkreślają nadmiernie struktury twarzy, co więcej, daleko jest im również do tandetnej brokacizny.

Powoli przekonuję się do tego typu wykończeń, szczególnie latem, gdy świdrujące drobinki zapewniają efekt młodzieńczej skóry chwytającej zalotnie promienie słoneczne. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, rozświetlaczy Annabelle Minerals używam najczęściej w połączeniu z konsystencjami mokrymi, kremowymi - stanowią one doskonałą bazę rozświetlającą pod podkład oraz znakomicie podkreślają gładkość odsłoniętego ciała.

Drobinkowość znosi bardziej twarde i zdefiniowane włosie z kozy, które strzepuje nadmiar miki, pozostawiając gładką, rozświetloną cerę. Osobom, którym zależy na mieniącym się efekcie, zalecałabym aplikację bardziej śliskim i mniej chwytnym włosiem syntetycznym.

W zależności od techniki aplikacyjnej, rodzaju pędzla oraz bazy - rozświetlające nowości przynoszą zgoła odmienny efekt. Aplikowane na sucho cechują się dużą, radosną i niejednolitą grą światła, a także bardziej transparentną bazą. Nakładanie pudrów na mokro zdecydowanie wzmacnia i definiuje przewodnią bazę kolorystyczną oraz zapewnia bardziej metaliczny efekt. Produkt pod wpływem wilgoci przylega mocniej oraz jest bardziej odporny na działanie potu oraz sebum, co w praktyce podwyższa jego trwałość i wymaga jednocześnie bardziej adekwatnego, mocniejszego etapu myjącego.

KOLORYSTYKA

Wśród połyskujących nowości marki Annabelle znalazły się aż cztery nowości, a w zasadzie dwie pary: para mieniących się różów i zuchwały duet rozświetlaczy.

Diamond Glow. Średni, neutralny beż ze złocistą, chłodną poświatą. Aplikowany lekką ręką sprawdzi się na bladych, jasnych karnacjach.
Royal Glow. Chłodne, królewskie złoto. Fantastyczny dla opalonej, śniadej karnacji.
Lily Glow. Chłodny, średnio jasny, iskrzący róż.
Peach Glow. Intensywny, ciepły, brzoskwiniowy róż ze złotymi drobinkami. 
annabelle minerals rozświetlacz mineralny rozświetlacz swatche diamond glow royal glow peach glow lily glow jak wygląda rozświetlacz (2)
Góra od lewej: Diamond Glow, Royal Glow;
Dół od lewej: Lily Glow, Peach Glow;
SKŁAD I BEZPIECZEŃSTWO. 

Mineralny i prosty koncept miota gromy w kierunku zawiłych list składników okrywanych kurtyną milczenia, stanowiąc czystą, bezpieczną i wspaniałą alternatywę dla osób z wrażliwą, delikatną, alergiczną skórą. Atutem pudrów rozświetlających jest ich wielofunkcyjność - nie gdzie indziej, jak właśnie w kosmetykach mineralnych, jedynym ogranicznikiem, jest wyobraźnia, a zalecenia producenta są jedynie małą podpowiedzią. Produkty można stosować bezpieczne na skórę, włosy, paznokcie, czerwień wargową oraz okolice oczu.

Skład nowości Annabelle Minerals podlega różnicowaniu. Royal Glow stoi dumnie w szeregu tradycyjnych produktów mineralnych bez domieszek składników dodatkowych innych niż sypkie, zaś siła pozostałych pudrów została wspomożona w dodatek naturalnych olejów (olej z pestek słonecznika, olej jojoba, olej z nasion czarnej porzeczki, witaminę E) oraz w przypadku Diamond Glow i Peach Glow - zwiększający przyczepność azotek boru, przez co stanowią już one produkty naturalne. Mimo zdecydowanych różnic w składzie, nie dostrzegłam tych subtelnych odmienności w konsystencji produktów i ich przedłożeniu na współpracę ze skórą, choć rzeczywiście całkowicie suchy Diamond Glow z całej czwórki posiada najsłabszą przyczepność, zaś Peach Glow to ucieleśnienie aksamitności i intensywności w tradycyjnym użytkowaniu. Jakiekolwiek różnice ulegają zatraceniu, gdy kosmetyki są aplikowane na mokro lub za pomocą pędzli o włosiu syntetycznym.

Diamond Glow: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Stearate, Boron Nitride, Silica, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Blackcurrant Oil, Tin Oxide, CI 77491
Royal Glow: Mica, Titanium Dioxide, Silica, Tin Oxide, CI 77491, CI 77492
Lily Glow: Mica, Titanium Dioxide, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, CI 77491
Peach Glow: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Stearate, Boron Nitride, Silica, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Blackcurrant Oil, Tin Oxide, CI 77492, CI 77491

CENA, WYDAJNOŚĆ, DOSTĘPNOŚĆ. 

Wydajność produktów mineralnych nie zna zdroworozsądkowych granic, choć za podjęciem zakupu 4 gramowego opakowania opowiada się długa terminowość minerałów (najdłuższa w przypadku całkowicie mineralnego Royal Glow), wysoka jakość wykorzystanych składników, naturalny efekt oraz duże bezpieczeństwo stosowania, również dla cer problemowych, podatnych na powstawanie zmian trądzikowych.

Opakowanie tradycyjne, z zasuwką. Dostępność znakomita - online, wybiórcza oferta Annabelle Minerals znajduje się również stacjonarnie w drogeriach Hebe. Cena 49,90 zł.

ARTYKUŁ POWSTAŁ PRZY WSPARCIU MARKI ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

20:00

KUBECZKI MENSTRUACYJNE | CZY SĄ BEZPIECZNE W STOSOWANIU?

KUBECZKI MENSTRUACYJNE | CZY SĄ BEZPIECZNE W STOSOWANIU?

Ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi, ale udało się to uczynić Twórcom promującym bez najmniejszego krytycyzmu niezwykle szkodliwe społecznie treści gloryfikujące stosowanie kubeczków menstruacyjnych. Dzisiaj napiszę najbardziej konkretny i zwarty artykuł w mojej blogerskiej historii - dlaczego mogą one nie być całkowicie bezpieczne dla miesiączkującej kobiety?

Zacznijmy od samego początku. Będę do bólu logiczna. 

Nie ma idealnego rozwiązania dla młodych kobiet w tym jakże trudnym czasie menstruacji - a z pewnością nie są to rozwiązania ekologiczne. Równie nieekologiczna jest antykoncepcja mechaniczna, czy większość świadczeń medycznych gwarantowanych - nikt na tym polu nie kwestionuje słuszności proceduralnej, więc tym trudniej jest mi zrozumieć osoby, które nie dostrzegają czarnych stron metody "kubeczkowej". A krew - umówmy się - jest materiałem biologicznie niebezpiecznym.

Wychodzę z prostego założenia, że osoby świadomie promujące i uznające kubeczki menstruacyjne za w pełni bezpieczne, powinny być konsekwentne w swym działaniu i z taką samą pewnością w głosie prosić na przykład operatora na sali o niemycie rąk, czy też brak jałowości podczas bezpośredniego dostępu do pęcherza moczowego (procedura zakładania cewnika) - czekam na ten moment, gdy w końcu internetowi znawcy zostaną rozliczeni za swoje słowa, które aktualnie uderzają o kamienny mur braku jakiejkolwiek odpowiedzialności cywilno-prawnej. To nie jest szaleńcza lustracja, ale nie przekładajmy wizjonerskiej fantasmagorii naturalnego środowiska ponad bezpieczeństwo i zdrowie jednostki. Miejmy też trochę wyobraźni i spójrzmy choć przez chwilę dalej niż czubek własnego nosa - to jest naprawdę pomocne. 

Moja ogólna niechęć wynika z prostych, logicznych połączeń. Ciało obce we wnętrzu dróg rodnych kobiety nie jest bezpiecznie - co więcej, jest źródłem wielu powikłań zdrowotnych, szczególnie, gdy znajduje się w nim materiał niebezpieczny biologicznie - wymagający natychmiastowej ewakuacji. 

Kubeczek należy zamontować w pochwie, w pobliżu szyjki macicy. Oczywiste jest również to, że należy go opóźniać i tym samym - montować wielokrotnie. I tutaj dostrzegam już kilka problemów natury typowo fizykalnej. Ciało obce we wnętrzu dróg rodnych jest czymś nienaturalnym dla kobiety - gimnastykuje brutalnie mięśnie dna miednicy, utrzymując je w ciągłym, wysokim napięciu - może to być pozytywny aspekt u kobiet mających osłabione czucie, ale będzie to jedynie mechanizm kompensacyjny. Nie jest to jednak zjawisko akceptowalne fizjologicznie i w niedalekiej przyszłości nadmiernie spięte mięśnie w końcu z mięśni tonicznych, staną się wyćwiczonymi, niefunkcyjnymi mięśniami fazowymi. To nie jest entuzjastyczna wiadomość. Nadmierna, niepulsacyjna i ciągła wysiłkowość mięśni dna miednicy (do której dochodzi również na skutek ciąży, otyłości, nierozsądnych ćwiczeń) prowadzi w konsekwencji do rozluźnienia i upośledzenia siły mięśniowej i tym samym do obniżenia narządów rodnych, osłabienia funkcyjności zwieraczy, czy zmniejszenia doznań seksualnych. Kubeczek częściowo się zasysa, ale to nie wystarcza, ileż osób może go nawet podświadomie podtrzymywać wysiłkowo, na przykład podczas ruchu? Kwestionuję również bezpieczeństwo montażu, gdyż wielokrotne umieszczanie ciała obcego w przekrwionej, nierzadko wysuszonej i zmuszonej do skurczu pochwie skutkuje urazami mechanicznymi, a w szczególności - uszkodzeniami wstępującymi szyjki macicy. Dzieje się to szczególnie okrutnie, gdy kubeczek jest niedopasowany pod względem wielkości, sprawiając przy tym ogromny ból. Sytuacja ta jest bezpośrednim zagrożeniem zdrowia, gdyż na skutek uszkodzeń na takiej szyjce mogą powstawać nadżerki i polipy (nawet jeśli kubeczek jest pod względem rozmiaru dobrany prawidłowo), co jest tożsame z rozwojem na wysokich piętrach infekcji, krwotoków, czy w dalekiej przyszłości nowotworzeniem w obrębie tej części macicy. To najgorsze sytuacje, do których wcale nie musi dojść, ale może, a wpływają one bezpośrednio na płodność i życie kobiety. Czy osoby, które umieszczają bezkrytyczne recenzje kubeczków tkwią nadal w swojej zaawansowanej mitomanii, twierdząc, że największą wadą tej rewolucyjnej metody jest możliwość przerwania błony dziewiczej? Ta wada jest oczywista, ale warto zreflektować nieco głębiej. 

Nie zapominajmy, że mamy jednocześnie materiał niebezpieczny biologicznie, również, a przede wszystkim, dla samej kobiety. Krew miesiączkowa. Jest to krew, która w prawidłowych warunkach zbiera się przez niemal cały miesiąc (+/-) w endometrium macicy, i jeśli jej odpływ jest prawidłowy, zgodnie z cyklem miesiączkowym, jest swobodnie ewakuowana. Pragnę podkreślić słowo ewakuacja i słowo swobodnie. Krew odpowiednio ewakuowana, przy zachowaniu prawidłowych zasad higieny, nie stanowi zagrożenia dla zdrowia kobiety (chociaż nawet w prawidłowych warunkach wzrasta ciepłota ciała, a kobieta w pewnym sensie tkwi w stanie zapalnym), w przypadku zaniedbań podczas stosowania podpasek - może być przyczynkiem infekcji wstępujących, najczęściej cewki moczowej lub sromu. Nie kwestionuję ich niebezpieczeństwa, a w szczególności, gdy bywają (a nader często się to zdarza) zaniedbywane, co prowadzi do dalszej ekspansji patogennych szczepów i pociąga za sobą finalnie fatalne skutki kliniczne. Z tego powodu nie do końca widzę kubeczki u kobiet z endometriozą oraz jakimikolwiek patologiami w obrębie endometrium macicy, ale mogą okazać się kompromisowym rozwiązaniem dla osób z chorobami sromu, zewnętrznymi patologiami części pochwy czy częstymi infekcjami pęcherza moczowego. 

Krew przetrzymywana we wnętrzu pochwy w towarzystwie szyjki macicy to bezpośrednie zagrożenie zdrowia - nie wyobrażam sobie, by chirurg po wycięciu pęcherzyka żółciowego nie zamontował drenu odbarczającego, dlatego tak szokująca jest dla mnie aprobata wobec przetrzymywania krwi miesiączkowej w ciele kobiety (gdzie jest dostęp powietrza, bakterii, podwyższonej temperatury) - gdzie notabene właśnie organizm w sposób naturalny za pomocą fizjologicznego "drenu", swoistego przewężenia, odprowadza krew na zewnątrz. Zdecydowanie zalecałabym o wiele częstszą wymianę krwi miesiączkowej - z każdą godziną ryzyko skutków niepożądanych rośnie i nie cieszyłaby mnie myśl fundowania schronu kubeczkowi w ciele przez nawet 12 godzin.

Kwestią, której nie należy pomijać jest całkowity brak higieny i sterylności kubeczków (atutem jest materiał z jakiego są wykonane, ale sposób jego użytkowania i częstotliwość wymiany nie jest w żaden sposób "czysta") - przemycie akcesorium wodą i ponowny montaż w ciele, gdy silikon miał bezpośredni kontakt z potencjalnie skażoną krwią, wodą i samym, nawet chwilowym środowiskiem zewnętrznym stanowi ogromne ryzyko - nie zapominajmy, że flora bakteryjna pochwy stanowi swoistą barierę ochronną, a montaż kubeczka w wyższych piętrach prowadzi do adekwatnie większego ryzyka rozwoju zakażenia - nie sposób zamontować go próżniowo, a dodatkowo zasysa się on jedynie częściowo - mając przez cały czas kontakt z powietrzem. Dodatkowo bakterie pozostawiają biofilm, który wymaga bardziej wyrafinowanych metod sterylizacyjnych, i niestety, ale najrozsądniejszą opcją byłoby posiadanie co najmniej 2-3 kubeczków, które zostały poddane działaniom wysokiej temperatury oraz złożonym preparatom dezynfekcyjnym o szerokim spektrum działania. Skutki są naprawdę poważne - implikacją nie będzie nieprzyjemne pieczenie podczas oddawania moczu i delikatny ból w nadbrzuszu, a potwornie trudna w leczeniu powikłana infekcja dróg rodnych, wstrząs toksyczny, a nawet tragiczna w skutkach sepsa. Przecież to prowadzi do kalectwa, a bardzo często do śmierci. 

Można oczywiście bronić się, że to tylko wyjątki. Bo tak rzeczywiście jest. A na wyjątkach nie buduje się reguły. Ale czułabym się wstrętnie, gdyby z mojego polecenia na zdrowiu ucierpiała choć jedna kobieta - stąd ta patetyczność artykułu. Objawy tego typu powikłań często bywają niespecyficzne, pomijam już zupełnie fakt, że większości kobiet profilaktyka narządów rodnych jest zupełnie obca, a wizyta u ginekologa stanowi zazwyczaj potwierdzenie ciąży, dlatego w tym miejscu chciałabym zachęcić Was, Drodzy, do prostego, codziennego samobadania, a zwłaszcza regularnego poboru cytologii. Nie tylko kobiety, lecz również Panów - nowotwór jądra rozwija się równie podstępnie i wstrętnie. 

Tak jak napisałam - nie ma dobrych rozwiązań dla kobiet w czasie menstruacji, powyższe zagadnienia dotyczą również powszechnie stosowanych tamponów, dlatego wybieram dla siebie mniejsze zło i decyduję się świadomie na stosowanie podpasek. Przypadki bywają różne, dlatego nie upieram się co do słuszności wygłaszanych tez, a ostatnią cechą jaką posiadam - jest zgubna pewność. Ludzie są rożni, mają odmienne potrzeby i stanowi to znakomite pole do dyskusji -  bowiem u kogoś ta kubeczkowa metoda fantastycznie poprawi stan zdrowia dróg rodnych, a także wzmocni funkcjonalność mięśni dna miednicy, a innego wpędzi w plugawą chorobę. Tak czy inaczej, gorąco zachęcam do krytycznego myślenia i profilaktyki.


ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

12:00

SKUTECZNE SERUM NAWILŻAJĄCE ORPHICA PURE ADVANCED EYE RENEWAL SERUM

SKUTECZNE SERUM NAWILŻAJĄCE ORPHICA PURE ADVANCED EYE RENEWAL SERUM
PURE Advanced Eye Renewal Serum with Deep-CareTM ComplexSerum pod oczy krem pod oczy serum intensywnie nawilżające serum nawadniające serum dla cery dojrzałej serum na zmarszczki i przebarwienia

Przyznaję uczciwie, moja skóra z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, a nawet z godziny na godzinę staje się coraz bardziej wymagająca. Zauważam to szczególnie w trudnościach związanych z dostarczeniem prawidłowego nawilżenia, gdy sprawdzone niegdyś produkty okazują się nieefektywne, bądź też wręcz drażniące i szkodliwe. 

Niemałym, tegorocznym zaskoczeniem jest dla mnie marka Orphica, nie sądziłam bowiem, że dziełem szczęśliwego zbiegu okoliczności, uda mi się zapoznać z kosmetykami, które moja skóra autentycznie polubi. Cieszę się ogromnie, że serum PURE zaskoczyło mnie równie pozytywnie, jak znakomita maska w płachcie Timeless [więcej tutaj], która rzeczywiście działa, sprzyjając tym samym uproszczeniom w pielęgnacji. Cenię tego typu produkty i jestem skłonna zapłacić za nie więcej niż zwykle. 

SERUM PURE. WŁAŚCIWOŚCI. 

Serum posiada konsystencję zagęszczonego, transparentnego żelu. Żelowa struktura jest idealnie wyważona i już w tym miejscu pragnę zawetować o dłuższą pauzę. Nie jest to bowiem klasyczny żel - formuła jest niezwykle aksamitna, jednolita, gładka, pozbawiona nieprzyjemnej lepkości, lecz jednocześnie jest niesamowicie spójna oraz niecałkowicie schnąca. Produkt mimo rozpieszczającej lekkości, nie pozostawia skóry tępej, szorstkiej, wysuszonej, co pozwala na bezpieczne i nieco frywolne w swej prostocie zakończenie etapu pielęgnacyjnego właśnie na serum PURE. Tuż po aplikacji, pod względem organoleptycznym, daje efekt nawodnionej skóry po prawidłowo dobranym preparacie kremowym, aniżeli lekkim, wodnistym, żelowym serum. Trafia do mnie zestawienie maksymalnej lekkości z odpowiednim, komfortowym i przyjaznym dociążeniem, pod tym względem serum przypomina mi doskonałe, lecz horrendalnie drogie serum Bio-Energy Lift Naturophatica oraz stanowi potężną konkurencję dla niedostępnych w Polsce i uwielbianych przeze mnie serum marki Eminence [więcej tutaj i tutaj]. 

PURE Advanced Eye Renewal Serum with Deep-CareTM ComplexSerum pod oczy krem pod oczy serum intensywnie nawilżające serum nawadniające serum dla cery dojrzałej serum na zmarszczki i przebarwienia naturalne składniki żel

Pozory mylą. Serum może zwieść początkową, zbyt lekką, przeciętną konsystencją - otóż jest to w praktyce produkt emulsyjny i szatańsko dobrze zrównoważony, przez co stosowanie produktu zakrawa wręcz o grzeszną, egoistyczną przyjemność.

Konsystencja produktu posiada przyjemny, organiczny poślizg, ułatwia to sprawną i adekwatną pod względem ilości, aplikację serum. PURE szczególnie pozytywnie reaguje na ruchy oklepujące i znakomicie sprawdza się do szybkiego, mało inwazyjnego i codziennego masażu.

Nieschnąca warstwa może zniechęcać część skupionej rzeszy do bliższej relacji. Niesłusznie. Nie jest to bowiem film niekomfortowy, śliski, lepki, dziwaczny. Jest tutaj ten typ powlekania, który moja potwornie chwiejna skóra lubi i prawdopodobnie równie korzystnie będzie on oddziaływał na bardziej bądź też mniej problematycznych typach skórnych - to okluzja pracująca cały czas z cerą, pozbawiona silnych właściwości powlekających. Nie poddusza zatem już i tak biednej, zmienionej zapalnie skóry, nie sprzyja jej rozpulchnianiu i nadmiernemu zanieczyszczaniu, ale nie jest zbyt schnąca, by generować zupełnie niepotrzebne odwodnienie, podrażnienia, rogowacenie oraz potrzebę uzależnienia się od stosowania kolejnych produktów pielęgnacyjnych.

EFEKTY STOSOWANIA. 

No cóż, jeśli przebrnąłeś przez moje wyegzaltowane, dłużące się elukubracje, nie zaskoczę Cię stwierdzeniem, że serum PURE marki Orphica przyniosło na mojej skórze fantastyczne efekty, choć docelowo powinno być stosowane pod oczy :) Być może dla kogoś ładniejszy koloryt skóry, wyczuwalne nawodnienie i gładkość to stanowczo zbyt mało, ale przy tak skomplikowanym typie cery jaki nieszczęśnie posiadam, musisz mi wierzyć na słowo, jest to nie lada osiągnięcie i poświadcza jedynie o rzeczywistej, wysokiej jakości i sile formuły.

Prawidłowe nawodnienie naskórka w moim, konkretnym przypadku jest kluczem do zadbanej i niezmienionej trądzikowo skóry, lecz nie każdy rodzaj nawilżenia, a szczególnie okluzji lubię. Nader często, gotowe produkty balansują między wstrętną okluzyjnością, a wysychającą i drażniącą lekkością, pozostawiając bolesną i tragiczną w skutkach suchość. Jeśli napotykasz na swej drodze podobne problemy pielęgnacyjne, wiesz doskonale jak trudne jest dopasowanie preparatu, który rzeczywiście przynosi nawilżającą ulgę, lecz jednocześnie nie okazuje się szkodliwy.

Skóra po zastosowaniu serum PURE jest zmiękczona - miękka, sprężysta, gładka, przypomina mi moją śliczną cerę w wieku licealnym, gdy problem trądziku stanowił dla mnie taką zagwozdkę jak twórczość Van Gogh'a w czasie jego żywota, a skóra nie dźwigała brzemienia w postaci katastrofalnych, głównie pod względem nawilżenia (choć nie tylko), terapii dermatologicznych.

Główne i utrzymujące się efekty, które zauważyłam zaledwie po kilku dniach stosowania serum, to: zauważalna poprawa kolorytu (redukcja odbarwionych, objętych nadmierną keratynizacją obszarów skóry, efekt wypoczętej skóry), znaczące uspokojenie naskórka oraz stopniowe ograniczenie nadmiernego rogowacenia. W rezultacie naskórek stał się gładszy, mniej zmieniony zapalnie oraz wizualnie ładniejszy. Przy dłuższym stosowaniu serum (około 30 dni) odnotowałam bardzo dużą różnicę pod kątem reaktywności skóry - naturalnymi implikacjami było szybsze wchłanianie się przebarwień pozapalnych (nieutrwalonych, naczyniowych) oraz zmniejszona pobudliwość naczyniowa, efekty mogłam odnotować szczególnie podczas przeprowadzania inwazyjnych zabiegów, takich jak oczyszczanie, czy złuszczanie naskórka, gdy skóra jest najintensywniej narażona na dehydratację oraz wynikające z tego tytułu implikacje.

Serum PURE jest skierowane głównie do pielęgnacji okolic oczu. Nie mam zastrzeżeń, zarówno pod względem konsystencji, jak i działania, choć nie jestem najlepszym źródłem informacji, zatem użytkując produkt skupiłam się na partiach sprawiających o wiele więcej problemów. Serum jest delikatne dla tej okolicy, nie powoduje swędzenia, pieczenia i łzawienia, choć jest to, niestety, kwestia niezwykle indywidualna i domyślam się, że w gronie pochlebców, z pewnością znajdzie się choć jedna osoba, która zaobserwuje u siebie objawy niepożądane. Tak czy inaczej, atutem jest fakt, iż serum zostało dokładnie przebadane zarówno pod kątem dermatologicznym, jak i oftalmologicznym. Nie odbiegając od tematu przewodniego, kosmetyk niwelował zmęczone spojrzenie, ładnie rozświetlał tę okolicę i rzeczywiście działał w kierunku małych, ale jednak obecnych, zasinień. Serum zaleciłabym przy obecnych, ale nie aż tak bardzo zintensyfikowanych problemach w tym rejonie, choć jak na produkt zewnętrzny, o ograniczonym spektrum działania, Orphica naprawdę zadziwia swym działaniem.

Serum sprawdza się stosowane pod makijaż, szczególnie jako amortyzator na formuły zastygające oraz sypkie, pudrowe, mające pewien potencjał wysuszający. Kremowe struktury rozprowadzają się łatwiej i przyjemniej, bez nadmiernego osiadania w suche struktury, pozwala to na mniejsze zużycie kosmetyków kolorowych oraz ładniejszy, bardziej naturalny efekt makijażu. 

PURE Advanced Eye Renewal Serum with Deep-CareTM ComplexSerum pod oczy krem pod oczy serum intensywnie nawilżające serum nawadniające serum dla cery dojrzałej serum na zmarszczki i przebarwienia serum żelowe serum nie zapycha

SŁABE STRONY.

Każdy, nawet najlepszy produkt ma pewne wady. I tak też jest i w przypadku serum PURE, po które z pewnością sięgnę nie raz.

Przede wszystkim jest nim nietrafiony i niesprawny z zetknięciu z konsystencją, aplikator. Nie dozuje on odpowiedniej ilości serum, wymaga ciągłego przechylania opakowania oraz dużego skupienia podczas wydobywania tak dobrej treści. Myślę, że znacznie rozsądniejszym i przyjemniejszym rozwiązaniem byłoby opakowanie z dozującym systemem próżniowym, mimo że buteleczka prezentuje się niezwykle świetnie i jest wykonana z bardzo wysokiej jakości materiału. 

Mimo że zapach jest niezwykle przyjemny, kremowo-kwiatowy, świeży, jest zbyt mocny. Szybko ulatnia się, ale jest to jednak kolejne i zupełnie zbędne zagrożenie drażniące.

Ostatnim minusem, ale też i po części plusem, są niemodyfikowane właściwości serum. Według producenta jest to ostatni etap pielęgnacji, z czym zupełnie się zgadzam - kosmetyk nie znajduje nici porozumienia z innymi produktami, jest oporny na wszelkiego rodzaju modyfikacje, jest jednak zupełnie wystarczający samodzielnie, więc zadowoli oponentów warstwowej pielęgnacji.

GRUPA DOCELOWA

Wymagający nawilżenia. Serum może pozytywnie zadziałać na wszelkiego typu zasinienia i symptomy dehydratacji skóry. W tym również na innych powierzchniach twarzy. 

INCI: Aqua, Glycerin, Citrus Aurantium Amara Flower Extract, Snail Secretion Filtrate, Squalane, Propanediol, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Crambe Abyssinica Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Spilanthes Acmella Flower Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Enteromorpha Compressa Extract, Carthamus Tincotorius Bud Extract, Tocopherol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Hydroxyethylcellulose, Niacinamide, Panthenol, Beta-Sitosterol, Retinyl Palmitate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Squalene, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Isohexadecane, Polysorbate 60

Cena: 180-200 zł / 15 ml

ARTYKUŁ POWSTAŁ W WSPÓŁPRACY Z MARKĄ ORPHICA (NUTRIDOME).

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

15:00

ZASKÓRNIKI, WYPRYSKI I WYSUSZENIE SKÓRY PO OLEJACH | JAK UŻYWAĆ OLEJKÓW PIELĘGNACYJNYCH, BY SOBIE NIE ZASZKODZIĆ

ZASKÓRNIKI, WYPRYSKI I WYSUSZENIE SKÓRY PO OLEJACH | JAK UŻYWAĆ OLEJKÓW PIELĘGNACYJNYCH, BY SOBIE NIE ZASZKODZIĆ

Oleje w bardzo szybkim tempie zaczęły stanowić filar udanej, prostej i naturalnej pielęgnacji. Obłąkańczo zaczęto polecać płynne esencje niemal każdemu przechodniowi napotkanemu na ulicy - jawiły się one bowiem jako eliksir na całe zło dzisiejszego, okrutnego świata, a któż o zdrowych zmysłach pragnąłby zyskać łatkę samolubnego antyspołecznika? 

Pierwszą rysę wszechwspaniałemu obliczu olejów w pielęgnacji zadałam ponad 3 lata temu [tutaj] w czasie szaleńczego absolutu naturalnych działań skórnych. Cieszy mnie ogromnie, że coraz większa liczba osób niszczy idylliczny, nierozsądny obraz olejowej przygody, dostrzegając coraz jaśniej pewne, nieuniknione uchybienia wynikające ewidentnie z tłustej kuracji. Nie oznacza to wcale, że oleje zawsze i wszędzie będą złe, lecz warto wiedzieć, że tak jak mogą niwelować problemy skórne, równie skutecznie mogą je indukować. 

JAK DZIAŁAJĄ OLEJE

Oleje, bez względu na podział kwasów tłuszczowych, są substancjami oleistymi i silnie powlekającymi. Rozkład tłuszczowy nie zabezpiecza i nie niweluje potencjału komedogennego olejów - owszem, jest pomocy w wyborze płynności konsystencji tłuszczowej i może nakreślić czego mniej więcej można się spodziewać, bowiem stosunek długości i wiązań poszczególnych łańcuchów węglowych bezpośrednio wpływa na aplikowaną ilość tłuszczu (oleje z lepszym i gorszym poślizgiem, bardziej stałą i płynną konsystencją) , lecz niekoniecznie wykazuje inny mechanizm działania na etapie skóry i przesądza o ponadprzeciętnej skuteczności preparatu, zatem analiza tłuszczu jest narzędziem pomocnym, lecz także niezwykle nieczułym i nierzadko wprowadzającym w błąd. Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w tłuszczach zmodyfikowanych, ale dzisiaj skupimy się na czystych i najprostszych olejach pozyskiwanych z roślin olejodajnych. 

Oleje stanowią okluzję, to jest pokrywają skórę bardziej lub mniej obciążającą, nieschnącą warstwą ochronną. Mimo tego że stanowią rodzaj substancji lipidowych, wbrew tyradom głoszonym przez producentów, nie posiadają zdolności głębokiej penetracji naskórkowej. Jest to niemożliwe, o ile ich cząsteczki nie zostały umieszczone w odpowiednich nośnikach, by przynosiły efekty możliwe do osiągnięcia na etapie skóry właściwej, zatem klasyczne oleje działają tylko i wyłącznie powierzchownie. To wiele zmienia i może zburzyć już teraz Twój pozytywny, olejowy światopogląd. W pielęgnacji zatem, oleje powinno się rozpatrywać jedynie jako zabezpieczenie i substancje buforujące nadmierny nacisk, tarcie lub niekorzystnie parującą formułę, czyli obecność tłuszczów będzie doskonale oddziaływać na skórę w działaniach sprzyjających niepohamowanemu odwodnianiu się skóry, ale nie nawadniają oraz nie będą nawadniać naskórka bezpośrednio same w sobie. 

POZYTYWNE ASPEKTY KURACJI OLEJOWYCH 

Nie jestem pejoratywnie nastawiona do tłuszczów roślinnych w pielęgnacji - nawet mimo tego, że wyodrębnianie olejów roślinnych w celach konsumpcyjnych nie jest ukłonem w stronę natury, oleje roślinne okazują się niezwykle pomocne w zbalansowaniu podstaw pielęgnacyjnych, lecz podobnie jak struktury wodne i nadmiernie schnące, wymagają dużego umiaru i wyczucia w stosowaniu.

Jeśli oleje stają się równoważnią dla działań zdecydowanie za agresywnych, lekkich, schnących lub pokrywają deprywację lipidową mogą poprawiać kondycję skóry. Klinicznie tego typu rozsądne działania mogą doprowadzić finalnie do normalizacji skóry, jednak nie samodzielnie - a jako dopełnienie w postaci deficytowej gospodarki tłuszczowej. I tutaj jest podstawowy błąd, będący źródłem absolutnie wszystkich problemów skórnych wywołanych przez oleje roślinne - nie każdy posiada deficyty tłuszczowe lub nie są one wprost proporcjonalne do warstwy nierozcieńczonego, skondensowanego tłuszczu. Deficyty te mogą jak najbardziej powodować trądzik, atopie, słowem - problemy skórne, dlatego wierzę zarówno tym, którzy ozdrowieli dzięki stosowaniu olejów roślinnych, ale również wiem, że tego typu substancje mogą zrujnować stan cery i wprowadzić ją w potwornie zapętlający się, chroniczny stan zapalny.

Teraz rozwińmy to, o czym już napisałam powyżej. Deficyt lipidowy, jak go rozpoznać? Jest kilka nieklarownych symptomów, mętnie zauważalnych szczególnie wtedy, jeśli nie obserwujesz skóry lub ograniczasz się do krótkotrwałej, szybkiej i często bardzo powierzchownej oceny. Deficyt lipidowy najczęściej manifestuje się nadmierną utratą wody i trudnościach w utrzymaniu powyższego nawilżenia - może mieć charakter nagły i progresywny. Można rozpoznać go deprywacją labilności skórnej (nagła chwiejność w wyglądzie naskórka) na przykład w postaci narastających podrażnień i uczucia suchości, czy też obecnością patologicznego, wywołanego łojotoku ze skutkami dehydratacji skóry. Najczęściej ta przypadłość dotyka osoby z typową, klasyczną cerą suchą, atopiami, dermatozami oraz przewlekłymi pacjentami dermatologicznymi z uszkodzoną barierą lipidową i zachwianym mikrobiomem skórnym. 

Oleje w takim układzie, o ile są stosowane z umiarem i w właściwy sposób, mogą jak najbardziej ograniczać reakcje zapalne, stając się brakującym elementem w pielęgnacji - rozsądnie dawkowana okluzja w postaci czystego tłuszczu zmniejsza ryzyko podrażnień oraz pełni swoistą rolę ochronną, imitując naturalny tłuszcz i tym samym zmniejszając jego produkcję. Działanie to może działać kojąco, stabilizująco i normalizująco na naskórek i tworzące go struktury.

JAK STOSOWAĆ OLEJE?

Nie należy rozpatrywać olejów jedynie w formie pielęgnacji niespłukiwanej - tak potężna dawka okluzji rzadko komu sprzyja i przy dłuższym stosowaniu staje się zazwyczaj generatorem problemów skórnych. Dlaczego? Przypomnijmy to, o czym napisałam już wcześniej - olej pełni rolę powlekającej, nieschnącej, ochronnej powłoki. Nie myśl o cudownych zapewnieniach producenta i nęcącej ilości składników odżywczych podczas wprowadzania olejku pielęgnacyjnego - to tłuszcz i rozpatruj go zabiegowo jedynie w tej kategorii.

Bezpośrednia aplikacja oleju jest pozytywna w zetknięciu z konsystencjami, które wysychają nadmiernie - jako etap oddzielny lub jako składnik danej konsystencji. Oznacza to, że olejami można inteligentnie modulować ciężkość danego produktu pielęgnacyjnego - dociążać go. Jeśli dana konsystencja jest za lekka i zostawia zbyt tępe, suche wykończenie lub skóra nadmiernie pod jej wpływem wraz z czasem wysycha - pomyśl o zwiększeniu fazy tłuszczowej stosowanego kosmetyku pielęgnacyjnego.

Tłuszcz posiada właściwości ochronne, zatem będzie bardzo przydatny w etapach, które skórę potencjalnie wysuszają i drażnią naskórek. Olej buforuje działania składników drażniących o nierównomiernej strukturze oraz zmniejsza potencjał odwadniający poprzez słabsze usuwanie się produktu z powierzchni skóry, w ten sposób możesz zmodyfikować i złagodzić działanie zdecydowanie za mocnego żelu myjącego do twarzy, czy zmniejszyć siłę tarcia ostrych drobinek ścierających w peelingu mechanicznym.

Nie sposób wspomnieć o znakomitych właściwościach tłuszczów w etapie myjącym - baza tłuszczowa doskonale rozpuszcza bazę o podobnej strukturze - łój ludzki, obciążające tłuszcze w kosmetykach w postaci makijażu kremowego, czy filtrów ochronnych. Kwestią odrębną jest sposób spłukiwania się danego kosmetyku, bowiem to ono odgrywa kluczowe znaczenie pielęgnacyjne. Tak czy inaczej, oleje roślinne niezwykle skutecznie i efektywnie pozwalają dokonać wstępnego i pierwszego etapu mycia w przypadku formuł szczególnie obciążających i stanowiących duży problem w etapie oczyszczającym.




Olej stosowany jako olej to nieziemsko obciążający kosmetyk, ale również może mieć rację bytu, zwłaszcza gdy cera wysusza się zdecydowanie za szybko lub jej poziom nawilżenia został tak poważnie zachwiany, że zdążyły już pojawić się niepożądane skutki dehydratacji naskórka, wówczas mimo minusów roślinnych tłuszczów, w ogólnym bilansie, przedstawiają się one w bardziej pozytywnym świetle. Warto jednak, by olej stanowił zawsze element bardziej złożonej pielęgnacji, bowiem pewna jednostajność i monotonność pielęgnacyjna doprowadza do nieuchronnego, bolesnego upadku - za tłusta pielęgnacja jest równie szkodliwa jak za agresywne, lekkie działania.

KIEDY MOGĄ ZASZKODZIĆ I DLATEGO TŁUSZCZE W PIELĘGNACJI SĄ ZAWSZE RYZYKOWNE

To czysta okluzja. Coś, co się nie spłukuje i powleka skórę nieprzepuszczalnym filmem, czopuje ujścia gruczołów łojowych, zaburza prawidłową wędrówkę wody (TEWL) oraz deorganizuje działanie innych, stosowanych produktów pielęgnacyjnych, bowiem emolienty tłuste nadbudowują się w warstwę rogową naskórka i w efekcie sprzyjają jej patologicznemu nawarstwianiu (drażnienie mieszków włosowych, patologiczna hiperkeratynizacja, błyskawicznie zanieczyszczanie się skóry, trudności ze zmiękczeniem naskórka). Nie sposób wspomnieć również o niezwykle wysokim potencjale alergennym naturalnych olejów - są to substancje posiadające składniki mogące doprowadzić do zapaści immunologicznej. Niezwykle często na skutek nierozsądnego stosowania olejów, poszkodowani zmagają się z jednoczesnym, głębokim odwodnieniem skóry, ale i objawami przeciążenia naskórka, to jest rozpulchnioną strukturą cery, kandydozą, wzmożonym zanieczyszczaniem się naskórka oraz klasycznym, głębiej ropiejącym trądzikiem.

Struktury tego typu są zawsze ryzykowne w stosowaniu - jest niewiele osób, które będą rzeczywiście potrzebować tak solidnego i wyczuwalnego zabezpieczenia na powierzchni naskórka. Większość z nas przejawia zapotrzebowanie na formuły zrównoważone i lepiej zbilansowane, to jest z określonym stosunkiem fazy wodnej do fazy tłuszczowej.Olej to tłuszcz, który samodzielnie nie przynosi i nie przyniesie spektakularnych efektów.

Oleje mogą być zatem niezwykle pomocne, lecz mogą stanowić również destrukcyjną moc sprawczą w pielęgnacji - to tłuszcz, zatem należy liczyć się z jego silnymi i wyczuwalnymi właściwościami powlekająco-ochronnymi, niezależnie czy olej zawiera nienasycone oleje omega-3 i omega-6, czy jest typowym tłuszczem stałym o zbitej strukturze.

Przy wprowadzaniu olejków pielęgnacyjnych do działań skórnych warto zwrócić uwagę na jakość wykorzystywanych tłuszczów, ich stabilność, połączenia z innymi składnikami, bądź też obecność olejków eterycznych, które posiadają doskonałe właściwości lecznicze [tutaj]. W ofercie marki Annabelle Minerals znajdziecie aż trzy produkty mieszane, olejowe i celowane w konkretne grupy kliniczne: olejek Pure, Essential oraz Calm. Jeśli potrzebujecie gotowego, tłuszczowego modyfikatora do pielęgnacyjnych celów albo skóra doskonale toleruje obecność olejów samodzielnie, jakość oraz stosunek ceny do pojemności w tym konkretnym przypadku jest niezwykle dobrze wyważony. 

ARTYKUŁ POWSTAŁ W WSPÓŁPRACY Z MARKĄ ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

12:00

EPIDUO FORTE | JAK DZIAŁA, JAKIE EFEKTY PRZYNOSI, CZY WARTO

EPIDUO FORTE | JAK DZIAŁA, JAKIE EFEKTY PRZYNOSI, CZY WARTO
epiduo forte jak działa lek na pryszcze jak wyleczyć trądzik epiduo na trądzik rozszerzone pory zaskórniki podrażnienie po epiduo piecze i swędzi skóra co zrobić (2)

Lek Epiduo Forte jest darzony płomiennym uczuciem przez specjalistów dermatologii - to zdecydowanie najpopularniejszy preparat leczniczy skierowany w problematykę trądziku - ciężko o brak epizodu Epiduo w karcie zdrowia pacjenta z diagnozą zapalnej dermatozy skórnej. Zanim jednak zdecydujesz się na pełną kurację, warto wiedzieć na czym bazuje dany preparat, na jakich polach ma szansę przynieść pozytywne efekty terapeutyczne oraz kiedy kuracja stanowi za duże ryzyko dla skóry, generując zbyt obszerne i trudne do okiełznania skutki niepożądane.

EPIDUO FORTE. MECHANIZM DZIAŁANIA.

Epiduo Forte to preparat złożony, łączy on właściwości pochodnej trzeciej generacji witaminy A, a konkretnie adapalenu w stężeniu 0.3% [więcej tutaj] oraz 2.5%  nadtlenku benzoilu [więcej tutaj]. Powyższe połączenie związków aktywnych zapewnia powierzchowny, delikatny efekt mikrozłuszczający oraz bardzo dobre działanie przeciwzapalne. Lek ma szansę przynieść doskonałe efekty terapeutyczne w leczeniu słabo nasilonego i ropiejącego stosunkowo powierzchownie trądziku, umiarkowanego lecz wykraczającego poza normy łojotoku oraz nieznacznie nasilonych procesach keratynizacyjnych. Może być przydatny przy przenawilżeniu i nadmiernym rozpulchnieniu skóry.

Formuła leku to powlekający, lecz pozbawiony wyczuwalnej lepkości żel o dobrym poślizgu, preparat ściśle i długotrwale przylega do skóry, a substancje aktywne w nim zawarte uwalniane są w stopniowy, powolny sposób. Naraża to skórę na dłuższe i tym samym potencjalnie bardziej drażniące i wysuszające działanie leku. Tego typu formuł nie należy postrzegać jako okrutnego zrzędzenia losu - mają one bowiem swoje i mocne strony - to korzystny efekt terapeutyczny dla typów skóry wymagających nieustannej regulacji, aniżeli szybkiego, efektywnego i jednostkowego działania. Nie mniej - baza leku znacznie zawęża grono zadowolonych i jestem przekonana, że do szerszego odbioru z pozytywnym skutkiem trafiłby preparat mający ograniczony kontakt ze skórą (preparat spłukujący się), co zmniejszyłoby istotnie ilość i nasilenie powikłań wynikających ze stosowania leku.

Z pewnością najwięcej wątpliwości budzi obecność nadtlenku benzoilu - jak każda substancja ma on zarówno swoiste zalety, jak i wady, które w niektórych przypadkach mogą okazać się niemożliwe do zaakceptowania. Peroksydujące właściwości nadtlenku mogą jak najbardziej powodować miejscowe odbarwienie skóry, silne podrażnienie oraz objawy dehydratacji i uszkodzenia naskórka, co istotnie nasila procesy starzenia, jednak zależy wiedzieć, że jednocześnie substancja ta wykazuje klinicznie najsilniejsze właściwości antybakteryjne oraz jest doskonałym czynnikiem normalizującym i buforującym - zapobiega powstawaniu tak powszechnemu i skomplikowanemu zjawiskowi lekooporności oraz w mało agresywny sposób reguluje pracę gruczołów łojowych - stan zapalny skóry to niesamowity generator wolnych rodników i jeśli substancja aktywna przynosi szybkie, trwałe i widoczne rezultaty pod tym kątem, to mimo wszystkich wad, nadtlenek w ogólnym rozrachunku może sprzyjać i tak lepszej kondycji cery.

Prawdopodobnie interesują Cię moje własne spostrzeżenia. Lek Epiduo nie przyniósł pozytywnych rezultatów na mojej skórze, co więcej, zanim po niego sięgnęłam, byłam przekonana, że właśnie tak będzie. Mimo wszystko byłam ciekawa tej kaskady zdarzeń, czując przeszywający dreszczyk emocji.

Powyższe stwierdzenie nie wynika z mojego życiowego sceptycyzmu, ale doskonale znanego mi mechanizmu działania i wynikającej z powyższego potrzeby innego (częstego) stosowania - działanie preparatu na mojej skórze wzmagało jedynie dehydratację naskórka, gdzie z kolei utrzymanie prawidłowego nawodnienia stanowi w przypadku moich problemów skórnych absolutną podstawę do jakiegokolwiek, dalszego działania. Poskutkowało to finalnie oczywiście nasileniem rogowacenia i zaindukowaniem procesów zapalnych, na szczęście dość powierzchownych, ale i intensywnie ropiejących. Preparat poprzez powlekającą formułę negatywnie opóźniał procesy naprawcze, zmiany podbierały zdecydowanie bardziej niż zwykle treścią ropowiczą i krwią oraz końcowo wymagały i tak mechanicznej, sprawnej ewakuacji.

Tak jak widzisz, byłabym podle nieobiektywna, gdybym bazowała jedynie na własnych doświadczeniach i obserwacjach. Zdaję sobie sprawę, że to są tylko moje przemyślenia, a że były negatywne, to wcale nie oznacza to, że lek jest kiepski. Był dla mnie, ale sam preparat nie jest.  Może nawet leczyć problemy skórne. Szkoda jedynie, że pula leków dermatologicznych z roku na rok maleje, a tego typu formuły (Epiduo Forte, MediqSkin, Acnelec żel) mają szansę sprawdzić się jedynie na niewielu typach cery - szczególnie takich, gdy problemy skórne nie zaczęły się piętrzyć jak stos papierów na śródmiejskim, prokuratorskim biurku.

GRUPA KLINICZNA. 

Ponownie i tym razem posłużyłam się ankietą badawczą, którą przeprowadziłam na moim kanale Instagram @szalkowskaewa. W ankiecie udział wzięły 982 osoby, jednak jedynie 24% ankietowanych stosowało lek Epiduo Forte, zatem moją faktyczną grupą badawczą były dokładnie 235 osoby, które miały faktyczny kontakt ze środkiem leczniczym. 

Jedynie 1/3 ankietowanych osób mająca epizod Epiduo Forte była zadowolona ze środka leczniczego, chętnie zaleciłaby jego stosowanie osobie z podobnymi problemami oraz efekty terapeutyczne przewyższały ewentualne skutki niepożądane, mogące wystąpić na czas stosowania terapii dermatologicznej. Dążyłam do jak najlepszego nakreślenia najlepszej grupy docelowej dla leku, czyli nie sugerowałam się jedynie liczbami, a ich rozpiętością - próbowałam dotrzeć nie tylko do największego źródła zadowolenia 1/3 ankietowanych, ale i rozczarowania 66%, nakreślając dokładnie najbardziej pożądaną grupę kliniczną u której lek może rzeczywiście działać.  

W odpowiedzi na pytanie o najlepsze pole aktywności leku, aż 76% badanych zadowolonych z działania Epiduo Forte wskazało zmiany zapalne ropne, drobne i niewielkie zaognione zmiany trądzikowe (32%) oraz przetłuszczanie się skóry (15%). Lek nie okazał się skuteczny wobec zmian zaskórnikowych (szczególnie otwartych), naciekowych i częściowo - rozszerzonych porów. Osoby te posiadały skórę mieszaną z niewielką tendencją do przetłuszczania się bądź też typowo tłustą bez tendencji do odwodnienia oraz nie borykały się ze szczególnie nasilonymi problemami skórnymi rozpoczynając swą przygodę z lekiem relatywnie wcześnie bądź też stosując go w ramach podtrzymania uzyskanych efektów terapeutycznych. W powyższej grupie badanych najczęstszym skutkiem ubocznym było jedynie niewielkie i chwilowe zaognienie skóry oraz miejscowe łuszczenie się naskórka. Moje uprzednie obserwacje i założenia potwierdziła natomiast 66% niezadowolona grupa kliniczna - osoby te posiadały skórę odwadniającą się i mającą niemały problem z jego prawidłowym, optymalnym nawodnieniem oraz złuszczaniem (poważne zaburzenia keratynizacji), a także występujące zmiany trądzikowe miały zazwyczaj zupełnie odmienną etiologię oraz bardziej zaawansowany charakter - lek zaognił stan skóry, a większość ankietowanych za nadrzędne skutki uboczne wskazała eskalację występujących już problemów - wysuszenie skóry (89%) oraz nasilenie trądziku (74%).

Jest to lek skojarzony o specyficznej, powlekającej, ściśle przylegającej formule - działa głównie przeciwzapalnie, a poprzez powierzchowność działania mikrozłuszczającego  - oddziałuje najkorzystniej na zmiany drobne, niewielkie i grudkowate oraz przede wszystkim - słabo nasilone. Jest to lek niekierunkowy, za mało efektywny i jednocześnie zbyt ryzykowny w leczeniu zaburzeń keratynizacji naskórka (rogowaceniu). Powierzchowności działania nie dotyczy łagodność preparatu, bowiem Epiduo Forte należy do grupy leków o sporym potencjale wysuszająco-drażniącym, zatem stosowany niewłaściwie i nieadekwatnie może jak najbardziej generować i zapętlać problemy skórne, szczególnie, jeśli etiologia trądziku wskazywała na zgoła odmienny charakter choroby bądź też problem w istocie okazał się głębszy i bardziej skomplikowany w leczeniu niż wskazywały na to początkowe założenia.

Po dokładnej analizie zebranej ankiety badawczej, mogłam dojść do postawienia następujących wniosków w kierunku nieudolności terapii lekiem Epiduo Forte:

  • niewłaściwe celowanie leku, 
  • celowanie leku mimo widocznych i odczuwalnych przez pacjenta objawów uszkodzenia skóry,
  • zalecenia stosowania leku były nieadekwatne do kondycji skóry, stosowanej pielęgnacji oraz tendencji do nadmiernej ucieczki wody, 

Podstawowym błędem w sztuce lekarskiej jest krótkoterminowe, zabiegowe i zwodnicze w efektach myślenie, co zupełnie nie sprawdza się w pracy nad żywym i podlegającym degeneracyjnym procesom organem, jakim jest skóra.  Ma to swoje odzwierciedlenie w końcowym bilansie nieudolnych i szkodliwych terapii, które nie działają tak jak powinny, istotnie utrudniają, a nierzadko również i przekreślają dalsze, efektywne leczenie. Celowanie leku przeciwtrądzikowego, w tym Epiduo Forte, powinno zawierać następujące, twierdzące odpowiedzi:

  • stan skóry pacjenta przed rozpoczęciem terapii nie przejawia objawów niepożądanych, które mogą pojawić się podczas stosowania leku (w przypadku leku Epiduo Forte: częste działania niepożądane (mogą wystąpić u nie więcej niż 1 na 10 osób): podrażnienie skóry, wyprysk, uczucie palenia skóry. Niezbyt częste działania niepożądane (mogą wystąpić u nie więcej niż 1 na 100 osób): zaczerwienienie powieki, mrowienie lub uczucie kłucia w miejscu aplikacji, swędzenie skóry, reakcja alergiczna skóry, wysypka, suchość skóry, oparzenie słoneczne). Ryzykowne jest zalecanie stosowania leku pacjentom ze słabo nasilonymi, rozmytymi objawami klinicznymi, gdyż ulegną one nieuniknionej intensyfikacji - skrajnie nieodpowiedzialne - z wyklarowanym, jasnym obrazem skóry uszkodzonej, szczególnie podatnej na waloryzację zastanych już problemów, 
  • stosowanie leku w końcowym bilansie długoterminowym przyniesie więcej korzyści aniżeli szkody, 
  • zalecenia indywidualne odnośnie formy i częstotliwości stosowania leku będą zmniejszać ryzyko wystąpienia skutków ubocznych na czas i po zakończeniu terapii, 

Nie jest szczególnym zaskoczeniem fakt, że najbardziej niezadowoloną grupę badawczą ze stosowania Epiduo Forte stanowią pacjenci otrzymujący trzykrotną odpowiedź negującą - w dermatologii znaczenie ma nie tylko to z jakim stanem skóry kończysz, lecz również z jakim zaczynasz. Niezadowolenie ze stosowania leku wynika najczęściej z eskalacji obecnych i nasilonych już problemów skórnych (szczególnie dehydratacji naskórka), będących najczęściej wynikiem niewłaściwego sklasyfikowania choroby bądź też nieumiejętnych i agresywnych zaleceń, które w istocie nie sprzyjały normalizacji skóry, a jedynie generowały nieuchronny i destrukcyjny w skutkach potok efektów ubocznych. 

epiduo forte jak działa lek na pryszcze jak wyleczyć trądzik epiduo na trądzik rozszerzone pory zaskórniki podrażnienie po epiduo piecze i swędzi skóra co zrobić (2)

KIEDY STOSOWAĆ, A KIEDY UNIKAĆ.

Wskazaniem jest średnio nasilony trądzik grudkowo-krostkowy ze znamionami pospolitej, niewywołanej patogenezy, słabo nasilonym problemem łojotoku (organiczny, niewywołany) oraz niewielkim, powierzchownym rogowaceniem. Zmiany głównie zapalne, średnio i powierzchownie ropiejące, jasno odznaczone. Należy zachować dużą ostrożność u pacjentów z zaburzeniami keratynizacji naskórka, patologicznym, eskalującym łojotokiem oraz przejawiającym skłonność do wyprysku toksycznego. Dobry lek wspomagający leczenie o charakterze przeciwzapalnym oraz skuteczny preparat podtrzymujący efekty uprzednich, zakończonych powodzeniem terapii dermatologicznych na skórze niezmienionej lub nieznacznie zmienionej zapalnie i niemającej nasilonych problemów z dehydratacją naskórka. Należy unikać kontaktu ze skórą uszkodzoną, chwiejną i pozostającą w silnym stanie zapalnym.

Lek nie powinien (ale według badań klinicznych: może) być stosowany w trakcie ciąży oraz karmienia piersią. W tym czasie należy unikać stosowania leku w okolicach dekoltu, piersi i brodawek.

Dostępny jedynie z przepisu lekarza. 

TERMIN UŻYTKOWANIA, PRZECHOWYWANIE, SPECYFIKACJA CHEMICZNA.

Lek należy przechowywać w miejscu niewidocznym i niedostępnym dla dzieci. Opakowanie posiada wygodny, próżniowy system dozujący. Epiduo Forte nie należy przechowywać w temperaturze wyższej niż 25°C i wysokiej wilgotności - tuż po otwarciu powinien znaleźć miejsce w warunkach chłodniczych. Okres ważności po pierwszym otwarciu: 3 miesiące. Produkt leczniczy posiada bladą, półtransparentną  i nieprzejrzystą postać klarownego, bezzapachowego żelu - termin przydatności ulega skróceniu, gdy postać oraz odczucia organoleptyczne względem żelu ulegają zmianie. Niewykorzystanego żelu Epiduo Forte nie należy wyrzucać do kanalizacji ani domowych pojemników na odpadki.

Substancje czynne: adapalen i benzoilu nadtlenek. Jeden gram żelu zawiera 3 mg (0,3%) adapalenu i 25 mg (2,5%) benzoilu nadtlenku. Pozostałe składniki: disodu edetynian, sodu dokuzynian, glicerol, poloksamer 124, glikol propylenowy, Simulgel 600 PHA (kopolimer akryloamidu i akryloilodimetylotaurynianu dyspersja 40 % w izoheksadekanie, polisorbat 80, oleinian sorbitanu), woda oczyszczona. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

07:00

PEELING KAWITACYJNY W DOMU | JAKIE PRZYNOSI EFEKTY I CZY WARTO KUPIĆ DOMOWE URZĄDZENIE

PEELING KAWITACYJNY W DOMU | JAKIE PRZYNOSI EFEKTY I CZY WARTO KUPIĆ DOMOWE URZĄDZENIE
peeling kawitacyjny jak wykonać kawitację w domu jak oczyścić pory co na rozszerzone pory

Należę do osób, które z reguły racjonalnie i być może nazbyt chłodnie podchodzą do jakichkolwiek gadżetów w pielęgnacji. Doskonale bowiem wiem, że do marnego i smutnego kawałka plastiku produkowanego masowo w Chinach, nazbyt często dorzucany jest wysublimowany element wykrojony z połyskującego aksamitu fantazji, co w zderzeniu z rzeczywistością pogłębia jedynie poczucie frustracji.

Gąszcz powtarzających się pytań, zobligował mnie do podsumowania ponad pięcioletnich obserwacji i doświadczeń w zakresie przeprowadzanego w domowych warunkach peelingu kawitacyjnego i muszę uczciwie przyznać, że wraz z upływem czasu coraz bardziej doceniam poczyniony niegdyś w przeszłości, wydawać by się mogło - impulsywny i mało pożyteczny, zakup.

PEELING KAWITACYJNY W DOMU. CZY TO MA SENS?

Na pewno nie traktowałam początkowo urządzenia poważnie. Wydawało mi się, że moc i siła urządzenia oraz specjalistyczne umiejętności kosmetyczki skazują domowe urządzenie do kawitacji w rękach niedoświadczonego i roztrzęsionego amatora na widowiskową zbrodnię w afekcie w czterech, smutnych ścianach. Szybko jednak dotarło do mnie, jak bardzo się mylę, a obsługa urządzenia okazała się prostsza niż początkowo zakładałam. 

Parametry niepozornego i niewielkiego przyrządu oraz specyfika mikrodrgań pozwala uzyskać przy niewielkim nakładzie czasu i pracy widoczne rezultaty terapeutyczne, nawet jeśli zabieg jest wykonywany samodzielnie w domu, a niewielka aparatura zasilana jest niską mocą prądu - w praktyce nie ma to przodującego znaczenia. Zasadniczym plusem mobilnego urządzenia jest zatem fakt, że nie trzeba posiadać ogromnego sprzętu, wyjątkowych umiejętności ani nawet specjalistycznej wiedzy, by przeprowadzić bezpieczny i skuteczny zabieg peelingu kawitacyjnego nie wychodząc z domu.

Działanie lecznicze sprowadza się do prostego i zachodzącego naturalnie w przyrodzie zjawiska fizykochemicznego jakim jest kawitacja. Wytwarzane przez urządzenie pulsacyjnie ultradźwięki o wysokiej częstotliwości (25-28 kHz) na wilgotnej skórze doprowadzają do gwałtownego wzrostu ciśnienia obecnej na powierzchni naskórka cieczy, co można obrazowo przyrównać do swoistego wrzenia wody w niezmienionej temperaturze. Eskalująca żywiołowość pęcherzyków intensywnie odbija się od struktury skóry, co klinicznie przynosi pozytywne korzyści w postaci antyseptyki, efektywnego usunięcia warstwy rogowej naskórka oraz nagromadzonego łoju, mikromasażu i poprawy wymiany jonowej. Natychmiastowe efekty to zazwyczaj większa gładkość skóry, oczyszczenie i zwężenie porów oraz chwilowe, przemijające pobudzenie naczyniowe. 

OPIS ZABIEGU.

Najważniejszym elementem jest dbałość o ciągłą, wysoką wilgotność skóry podczas zabiegu - najkorzystniej jest dysponować roztworem wodnym bez dodatku substancji oleistych (między innymi po to, by nie doprowadzić do nagrzewania się głowicy i miejscowego poparzenia skóry) w wygodnym i poręcznym opakowaniu rozpylającym. Druga kwestią jest szeroko pojęta higienizacja urządzenia, jak i samej skóry - to jest: przed i po każdym użyciu, urządzenie należy oczyścić wodą z mydłem, zdezynfekować w preparacie o szerokim spektrum działania (na przykład Skinsept) oraz przechowywać w suchym, zamkniętym i czystym opakowaniu, zaś skórę przed i po wykonaniu zabiegu należy dokładnie oczyścić preparatem spłukującym się całkowicie ze skóry (na przykład żelem, mydłem, innymi środkami pieniącymi się i niezostawiającymi biofilmu na powierzchni naskórka), osuszyć i zwilżać sowicie bezpośrednio przed rozpoczęciem zabiegu i w trakcie jego trwania.

Szpatułkę należy trzymać pod kątem 45 stopni, wewnętrzną stroną do środka (czyli aparatura z całym systemem obsługi jest skierowana środkiem do skóry twarzy), przesuwając głowicę płynnymi ruchami od zewnętrznych partii twarzy do centralnych. Przesuwanie szpatułki tworzy rozpraszającą mgiełkę, co jest zupełnie naturalnym zjawiskiem i świadczy o prawidłowym zachodzeniu kawitacji. Możliwe jest osiadanie treści zaskórniczych i tłuszczowych na powierzchni głowicy - każdorazowo należy je usunąć za pomocą czystych i jałowych gaz lub włóknin. Należy pamiętać, by przesuwać aluminiową głowicą jedynie po zwilżonej skórze - po odbiciu się cząsteczek wody od powierzchni naskórka, należy go ponownie, każdorazowo, obficie zwilżyć.

Zabieg nie powinien początkowo trwać dłużej niż 3 minuty, możliwa jest dalsza intensyfikacja zabiegu, szczególnie przy głębszych problemach skórnych i ogólnym zanieczyszczeniu naskórka, jednak nie powinien zajmować on finalnie więcej niż 15 minut. Należy liczyć się z tym, że mechaniczne przesuwanie głowicy oraz wysokie ciśnienie może być przyczyną miejscowego podrażnienia, wysuszenia oraz ogólnego zaognienia naskórka, stąd ważne jest zachowanie wyjątkowej rozwagi i umiaru, mimo tego, że kawitacja jest stosunkowo bezpiecznym zabiegiem. Częstotliwość przeprowadzanego zabiegu należy właściwie uregulować, jednak nie powinien on być przeprowadzany częściej niż 1-2 w tygodniu.

Po dokonanej kawitacji należy oczyścić skórę przy użyciu spłukujących się środków myjących i w ramach potrzeby poszerzyć dalszą pielęgnację.

peeling kawitacyjny jak wykonać kawitację w domu jak oczyścić pory co na rozszerzone pory
Kąt ułożenia głowicy.

JAKIE EFEKTY ODNOTOWAŁAM NA WŁASNEJ SKÓRZE.

Kawitacja w moim przypadku przede wszystkim przynosiła najbardziej widoczne i utrzymujące się efekty w najszybciej zanieczyszczającej się strefie centralnej, szczególnie w rejonie nosa oraz bruzd nosowo-wargowych - znakomicie usuwała i obkurczała rozszerzone pory, które zanieczyszczały się ze względu na swój rozmiar w błyskawicznym tempie. Głównie ten pozytywny aspekt skłonił mnie do ponownego powrotu do domowych, kilkuminutowych sesji z brzęczącym urządzeniem i uważam, ze właśnie z takimi powierzchownymi, narastającymi zanieczyszczeniami kawitacja radzi sobie najlepiej.

Regularne przeprowadzanie zabiegu w domowym zaciszu widocznie poprawiło koloryt, jakość i ogólną czystość naskórka, co bezpośrednio odbiło się na lepszej trwałości makijażu oraz lepszej współpracy problematycznego naskórka ze stosowanymi kosmetykami pielęgnacyjnymi. Nie przypisuję kawitacji spektakularnych efektów, bowiem widzę ją jako siłę wspomagającą, aniżeli jedyną moc sprawczą w kierunku redukcji trądziku zaskórnikowego, łojotoku, czy nasilonej hiperkeratynizacji, chyba, że problemy są w stanie regresji lub ciężko mówić o ich praktycznej obecności.

Kawitacja jest mechaniczną i dosyć łagodną metodą oczyszczania skóry, stąd przeprowadzana rozsądnie, z dużą delikatnością, może okazać się korzystnym rozwiązaniem dla osób z uszkodzoną warstwą rogową naskórka i nasilonym rogowaceniem, gdzie metody chemiczne i zdefiniowane metody mechaniczne są zbyt ryzykowne poprzez brzemienne w skutkach reakcje toksyczne. To również bardzo dobra metoda regulacyjna o niskich skutkach niepożądanych dla cer mało problematycznych, lecz chcących utrzymać jak najdłużej dobrą kondycję cery. Może również służyć podtrzymaniu efektów kuracji dermatologicznych i zapobiegać piętrzeniu się problemów skórnych.

W dużym skrócie, czego możesz spodziewać się po prawidłowo przeprowadzonym peelingu kawitacyjnym, wykluczając przeciwwskazania wymienione w kolejnym akapicie:

  • oczyszczenie i widoczne obkurczenie porów,
  • zmniejszenie ilości zaskórników, głównie otwartych, 
  • lepsza jędrność i elastyczność skóry, 
  • poprawa kolorytu i zdolności regeneracyjnych naskórka, 
  • redukcja słabo nasilonego rogowacenia i skutków jego narastania, 
  • zmniejszenie egzogennego łojotoku oraz objawów połojotokowych, 
  • naturalne i korzystne działanie antyseptyczne,
  • to doskonała forma oczyszczenia dla wrażliwej, delikatnej i problematycznej skóry, która nie toleruje silnych metod mechanicznych i chemicznych form złuszczania, 

EFEKTY NIEPOŻĄDANE I PRZECIWWSKAZANIA. 

Mimo że kawitacja jest na ogół bezpiecznym zabiegiem, to jednak nie zawsze można z niej korzystać. Bezwzględnymi przeciwwskazaniami są: ciąża, metalowe ciała obce zewnętrzne (biżuteria i podobne, należy pozbyć się ich na czas wykonywania zabiegu) i aktywne (rozrusznik serca, zastawki, aparat na zęby), uczulenie na materiał z którego wykonana jest szpatułka skin scrubbera (stal chirurgiczna, stal nierdzewna, INOX, aluminium), zaburzenia lub duża wrażliwość błędnika, trądzik zapalny ropny (przy niewielkim nasileniu i powierzchownych zmianach należy wykonać zabieg z niewielkim naciskiem), skrajnie, głęboko odwodniony naskórek oraz duża nadreaktywność naczyniowa.

Wybierając domowe urządzenie kieruj się pulsacją ultradźwiękową (najlepiej w przedziale 25-30 kHz), systemem zasilania i wygodnym, poręcznym kształtem, mniejsze znaczenie odgrywa moc urządzenia oraz dodatkowe funkcje - każdą szpatułką przeznaczoną do kawitacji wykonasz również i sonoforezę. Moje pięcioletnie i nadal sprawne urządzenie to KD-8010. Biorąc pod uwagę jednorazowy koszt usługi w gabinecie kosmetycznym, zakup urządzenia okazał się trafną inwestycją.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

07:00

ŚWIETNY I TANI PODKŁAD W KREMIE O NATURALNYM WYKOŃCZENIU | PAESE DD (DAILY DEFENSE) ANTIOXIDANT ANTI-POLLUTION CREAM

ŚWIETNY I TANI PODKŁAD W KREMIE O NATURALNYM WYKOŃCZENIU | PAESE DD (DAILY DEFENSE) ANTIOXIDANT ANTI-POLLUTION CREAM
paese cream dd lekki krem barwiący podkład naturalny do twarzy podkład który nie daje efektu maski nawilżający kremowy podkład dla suchej i odwodnionej skóry podkład który nie zatyka porów lekki podkład nawilżający

Mogłabym lekką ręką wykreślić ze swojego życiorysu kilka długich miesięcy, by napisać emocjonalną, kilkusetstronicową dysertację poświęconą rozważaniom epistemologiczno-retorycznym nad sensem istnienia makijażu na mojej trądzikowej skórze.

Po wzlotach i bolesnych upadkach z makijażem mineralnym, niebywałe, ja, czołowa krzewicielka idei czystego makijażu, wyzbywam się złudzeń. Zanurzona w refleksji, aż po same wierzchołki wyrostków sutkowatych, biję się w pierś, wylewając z otchłani bluźniercze wywody: kosmetyki mineralne nie są na mojej skórze najbardziej trwałą i korzystną formą upiększenia, a bynajmniej nie są żadnym rozwiązaniem na co dzień. W głębokiej i zżerającej od środka rozpaczy, uruchomiłam skrupulatnie zaplanowane poszukiwania na szerszą skalę, obejmując również półki odbiegające od wcześniejszych standardów i bezpiecznych, wtórujących się wyborów. I tak oto, zupełnie przypadkowo, natrafiłam na Paese DD Antioxidant Anti-pollution Cream, który okazał się niemałym, pozytywnym zaskoczeniem. 

PAESE. DD CREAM. WŁAŚCIWOŚCI.

Gęsty, zwarty krem, topniejący pod palcami, lecz niezatracający (również pod wpływem ciepła) swej spójności i gęstości. Nikła skłonność do oksydacji (wzrasta w przypadku skóry tłustej i łojotokowej i równoczesnego stosowania produktów silnie absorbujących wilgoć). Szybko wsiąkająca i nielepiąca się konsystencja, jednak niezastygająca zupełnie na skórze, co czyni krem mało wydajnym i zmusza do stosowania dużej ilości produktu jak na jednorazową aplikację. Spójna struktura wypełnia drobne wklęsłości, dając efekt mocnego wygładzenia, ujednolicenia i wyrównania skóry, aplikacja gąbeczką na mokro waloryzuje powyższy ten efekt. Wykończenie mocno satynowe, na lepiej nawilżonych typach cery - typowo mokre, świetliste, rozświetlone, wyzbyte drobinek. Faktura kremu nie podkreśla zrogowaceń i nierównej struktury skóry, w tym zmian trądzikowych. Imituje efekt odświeżonego, zdrowego, dobrze nawilżonego i wypielęgnowanego naskórka, co więcej - Daily Defense wykazuje bardzo dobre właściwości pielęgnujące i rzeczywiście ma szansę w pewnym stopniu dostarczyć wartościowej okluzji, zastępując skutecznie kremy pielęgnacyjne, przy jednoczesnym, subtelnym wyrównaniu kolorytu. 

Krem prezentuje się niezwykle naturalnie, nawet w bardzo dużym przybliżeniu, jest stworzony do prostego, minimalnego i świeżego makijażu prosto z Rue du Faubourg Saint-Honoré. Z pewnością spodoba się osobom, które za cel nadrzędny nie stawiają krycia, lecz naturalne wykończenie. Pięknie prezentuje się szczególnie w świetle dziennym. 

Krem nie zbiera niekorzystnie suchych skórek, choć jak każdy produkt kolorowy - może je dodatkowo podkreślać, czyni to jednak w sposób subtelny i niewidoczny z bliskiej odległości,  podobna rzecz dzieje się w przypadku zmarszczek i niewielkich bruzd. Nakładanie kremu palcami widoczniej osiada na występującej suchości naskórka, utrudniając jego równomierną aplikację, stąd do nakładania kremu Paese na cerze przesuszającej się najlepiej sprawdzi się delikatna, chłonna, bezlateksowa gąbeczka. 

DD Antioxidant Anti-pollution Paese cechuje duży komfort noszenia - kosmetyk nie przytłacza skóry, przez co nosi się niezwykle przyjemnie i przez większość dnia jest praktycznie niewyczuwalny. Odnotowałam w swojej głowie krótkie i przemijające epizody swędzenia skóry, co nie należało do doświadczeń uporczywych i końcowo nie odbiło się w negatywny sposób na ogólnej kondycji naskórka, a było powiązane z pierwszymi aplikacjami (obecność cytrusów). Kosmetyk nie waloryzuje obecnego przesuszenia oraz jak na produkt kolorowy, wykazuje dostatecznie dobre właściwości pielęgnacyjne. 

Krycie - słabe, lecz satysfakcjonujące. Kosmetyk zawiera lekko żółtą, przygaszoną bazę, która znakomicie neutralizuje zaczerwienienia i ogólne zmęczenie skóry. 

paese cream dd lekki krem barwiący podkład naturalny do twarzy podkład który nie daje efektu maski nawilżający kremowy podkład dla suchej i odwodnionej skóry podkład który nie zatyka porów lekki podkład nawilżający (1)

Pod wpływem upływającego czasu, kosmetyk płynnie osiada na skórze i może tracić nieznacznie na swym kryciu. Trwałość jest zależna od stopnia nawodnienia naskórka oraz jego skłonnościach do przetłuszczania się - przez mokre wykończenie, krem DD może dość mocno się wyświecać i osłabiać swą przyczepność (ścierać się przy dotyku), lecz przy sporym zapotrzebowaniu na związki okluzyjne - nie musi zdradzać najmniejszych oznak przemijającego czasu. Nie wykazuje tendencji do nadmiernej migracji i nieestetycznego osiadania w nierównościach.

Po krem sięgam w fazie największego przesuszenia skóry, wówczas stanowi dla mnie doskonałą barierę ochronną, zapewnia lekkie wyrównanie kolorytu oraz odznacza się dobrymi właściwościami pielęgnacyjnymi i doskonałą trwałością - nie odnotowałam u siebie problemu łojotoku podczas rozsądnego stosowania produktu. Na łojotokowych i tłustych cerach z organicznym łojotokiem, kosmetyk prawdopodobnie okaże się zdecydowanie za tłusty, ciężki, a jego trwałość okaże się nędzna i zupełnie rozbieżna od moich własnych obserwacji. 

WSPÓŁPRACA Z INNYMI PRODUKTAMI.

Paese DD Antioxidant Anti-pollution jest dość trudny w współpracy z innymi produktami, a szczególnie o odmiennej konsystencji. Najlepsze, najtrwalsze i najbardziej naturalne połączenia tworzy z kolorówką o podobnej, kremowej postaci i to właśnie dzięki niemu wydobyłam z najgłębszej półki, zapomniany już, Soleil Tan De Chanel oraz How 'Bout Them Apples marki The Balm, które z kolei nie do końca współpracowały z podkładami i bazami pod makijaż, po które sięgałam zazwyczaj najczęściej, czyli dość suchymi w odbiorze.

Finalne wykończenie produktu jest typowo mokre, a próby jego złagodzenia, co bardzo mi przeszkadza, doprowadzają do większej widoczności kosmetyku na skórze, zwłaszcza porów, zmarszczek i drobnych wklęsłości, gdzie kremu jest fizycznie więcej. Kosmetyk pod wpływem klasycznych, wyczuwalnie suchych pudrów zawierających w głównej mierze niezmodyfikowany talk, krzemionki i celulozy, ciemnieje i pozostawia nieestetyczne plamy, podkreślając strukturę twarzy i piętnując obecność niedoskonałości. Nie reaguje dobrze na dodatkowe, mechaniczne pocieranie, gdy zostanie już zaaplikowany - wymaga bardzo szybkiej pracy, dlatego też w przypadku budowania koloru lub też nakładania kosmetyków kolorowych, najlepiej posłużyć się miękką gąbeczką do makijażu lub opuszkami palców. Ten sam problem dotyczy również kosmetyków kolorowych o sypkiej, trudnej postaci - produkt nie jest mocno przyczepny, więc po kilku minutach od aplikacji, ostentacyjnie ściera się ze skóry, roluje kosmetyk kolorowy oraz pod wpływem związków absorbujących wilgoć - natychmiast oksyduje.

Powyższe trudności można okiełznać aplikacją podkładu zwilżoną gąbeczką, gdzie tarcie i pocieranie jest wyczuwalnie słabsze oraz stosowaniem kosmetyków o dokładnie zmielonej, łagodnej, niezastygającej, satynowej formule - na moim typie skóry najlepiej sprawdza się transparentny, sypki i niezwykle delikatny puder Sheseido oraz niezastąpione, prasowane pudry Hourglass. Nie mniej, jakakolwiek ingerencja zewnętrzna prowadzi do zatracenia unikalnego wykończenia produktu, zatem w praktyce najbardziej zadowala mnie ograniczenie do barwiącego różu w kremie na centralnych częściach policzków i pominięcie próby utrwalania produktu - na mojej skórze DD Cream w takim stanie wykazuje co najmniej 6-8 godzinną trwałość.

paese cream dd lekki krem barwiący podkład naturalny do twarzy podkład który nie daje efektu maski nawilżający kremowy podkład dla suchej i odwodnionej skóry podkład który nie zatyka porów lekki podkład nawilżający (1)

Antioxidant anti-pollution można również wykorzystać w roli barwiącej, wiążącej bazy pod makijaż mineralny - jeśli będziesz pracować wystarczająco szybko, Paese doskonale połączy się z mineralnymi pigmentami, pozbawi ich nadmiernego, suchego wykończenia, zwiększy fizycznie swe krycie oraz utrwali się poprzez mokrą aplikację suchymi składnikami. W tej roli sprawdzą się najlepiej minerały drobno zmielone, szczególnie klasyczny Lily Lolo, Ecolore Velvet Soft Touch, formuła Satin od Amilie Mineral Cosmetics oraz wersja regulująca od Clare Blanc.

Komedogenność jest ściśle powiązana z zapotrzebowaniem na okluzję. Przy mojej odwadniającej się skórze, krem Paese zachowuje się neutralnie, choć aplikacja produktu kilka razy w tygodniu, co jest zupełnie normalne, przyczynia się do powstawania niewielkich niedoskonałości skórnych. Z pewnością nie jest to typowy zapychacz, mimo że lista składników wskazuje na coś innego, kosmetyk na skórze zachowuje się wyjątkowo lekko i przyjemnie, wyróżniając się na tle innych, dotąd mi poznanych, kremowych formuł, które nasilały trądzik po już zaledwie kilku godzinach od aplikacji.

GRUPA DOCELOWA.

Skóra odwadniająca się, przesuszona, sucha, zrogowaciała. Idealny kosmetyk dla osób, które nie cierpią efektu maski i stawiają za cel nadrzędny naturalność i subtelność makijażu.

Zapach łagodny, przyjemny, kremowo-cytrusowy, szybko ulatniający się. Miękka tubka z wąskim aplikatorem, brak trudności z wydobyciem produktu. Kolory neutralne, z domieszką żółci. 1N Ivory odpowiada standardowym, najjaśniejszym i jasnym odcieniom z gamy kosmetyków kolorowych. Dla mnie jest o jedyne pół tonu za ciemny.

Nie dopatrywałabym się w kremie stabilnej ochrony przeciwsłonecznej, chociaż, tak jak napisałam, produktu zużywa się dość dużo i myślę, że zakres ochrony SPF 30+ może być w tym, konkretnym przypadku rzeczywiście, z dużą dozą prawdopodobieństwa, spełniony, przynajmniej pod względem aplikowanej ilości.

INCI: Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Citrus Aurantium Dulcis Fruit Extract, Titanium Dioxide, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Nylon 6/12, Butylene Glycol, Alcohol Denat, Benzophenone-3,methyl Trimethicone, Betaine, Isododecane, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Acrylates/Dimethicone Copolymer, Disteardimonium Hectorite, Glycerin, Aluminum Stearate, Magnesium Sulfate, Sea Water, Tocopheryl Acetate, Sodium Lauroyl Glutamate, Lysine, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Propylene Carbonate, Polyhydroxystearic Acid, Alumina, Aluminum Hydroxide, Magnesium Chloride, Parfum, Hexyl Cinnamal, CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499
Cena: 30 ml /30-40 zł

Kosmetyk wegański. Testowany dermatologicznie.  

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam,
Ewa