Popularne posty

13:00

LEKKI I NIETŁUSTY KREM Z FILTREM | 5 PREPARATÓW PRZECIWSŁONECZNYCH Z NAJWYŻSZYM STOPNIEM OCHRONY SPF 50+

LEKKI I NIETŁUSTY KREM Z FILTREM | 5 PREPARATÓW PRZECIWSŁONECZNYCH Z NAJWYŻSZYM STOPNIEM OCHRONY SPF 50+

Mogłabym napisać trzystustronicową dysertację negującą regularne stosowanie kremów przeciwsłonecznych. Nie kryję się ze swoimi, nierzadko nonkonformistycznymi poglądami i tym, jak głoszone przeze mnie przekonania znacznie ewoluowały pod wpływem nie tylko jałowej teoretycznej wiedzy, a własnych, nabytych doświadczeń. Dzisiejszy artykuł nie jest świadectwem zaawansowanej neurotyczności, daleko mi bowiem do pełnej kategoryczności: wśród morza negatywów, dostrzegam i spore plusy użytkowania ochrony przeciwsłonecznej, dlatego też z dużym entuzjazmem zapoznałam się z najciekawszymi dla mnie nowościami aptecznymi oraz formułami, których wcześniej nie znałam, lub też znałam dość mgliście.


LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL, BARDZO WYSOKA OCHRONA, KREM-ŻEL SUCHY W DOTYKU DO TWARZY SPF 50+ (PPD 31)

Nie potrafię wyzbyć się swego pragmatycznego już skrzywienia zawodowego. Obrzucam antycypacyjnym spojrzeniem producenckie obietnice i lustruję z niesłychaną przebiegłością listy składników. Nie wiążą mnie żadne trwałe relacje z jakąkolwiek marką apteczną, aczkolwiek kremom ochronnym koncernu L'oreal nie mogę zarzucić kiepskiej jakości i sięgam po nie każdego sezonu letniego już od ponad 5 lat.

Formuły Antheliosów nie do końca odpowiadają mi w pełni swoimi walorami użytkowymi, ale biorąc pod uwagę ich akceptowalną konsystencję, wysoką trwałość oraz świetną ochronę przed słońcem - nie mogło zabraknąć ich w dzisiejszym zestawieniu filtrów ochronnych bez których nie wyobrażam sobie tegorocznego sezonu wakacyjnego.

Krem-żel to kremowa, nieprzytłaczająca, przyjemnie zastygająca konsystencja. Dużym atutem jest brak podkreślania suchych skórek tuż po wchłonięciu się preparatu oraz przyjemne, naturalne, delikatnie świetliste wykończenie, a także duży komfort noszenia kremu wraz z doskonałymi właściwościami nawilżająco-natłuszczającymi, co pozwala go rozpatrywać w ramach pielęgnacji, a niekoniecznie niechlubnego generatora problemów skórnych. Rzeczywiście, moja skóra przy optymalnym stosowaniu preparatu wygląda dobrze zarówno podczas jego noszenia (przyjemne nawilżenie, wyciszenie podrażnień, zaczerwienień), jak i tuż po demakijażu (brak potrzeby dodatkowego nawilżania). Na skrajnie odwodnionych oraz suchych typach cery może generować świąd.


Kremy ochronne wymagają aplikacji dużej ilości preparatu na stosunkowo niewielkiej powierzchni skóry, doceniam zatem, że filtr La Roche Posay nie sprawia żadnych trudności w aplikacji, a dodatkowo daje możliwość nałożenia nawet dwukrotnie wyższej objętości na skórę. Kosmetyk nie lepi się, ale również nie zastyga całkowicie, dzięki temu nie powoduje ściągnięcia, wysuszenia i pieczenia, co zdarza się nierzadko przy zbyt lekkich formułach. Najważniejsza kryterium jest jednak ochrona, gdyż po produkty specjalistyczne z tak wysokim stopniem ochrony sięgam przy rzeczywistym narażeniu na ekspozycję słoneczną. Jestem świadoma określonej żywotności preparatów oraz ich ograniczonego działania, ocenię  zatem widoczne działanie produktu, przestrzegając podstawowych zasad aplikacji oraz ponownej reaplikacji preparatu: krem-żel skutecznie zapobiega poparzeniom słonecznym i nabyciu jakiejkolwiek opalenizny na twarzy, szyi i dekolcie przy intensywnym, nie zawsze kanapowym stylu życia. Nie do końca współpracuje z kosmetykami mineralnymi przez swoją delikatnie mokrą konsystencję. Moja ocena: zasłużona piątka.

INCI: AQUA / WATER, HOMOSALATE, ETHYLHEXYL SALICYLATE, SILICA, ETHYLHEXYL TRIAZONE, STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER, BIS-ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE, DROMETRIZOLE TRISILOXANE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, OCTOCRYLENE, C12-15 ALKYL BENZOATE, GLYCERIN, PENTYLENE GLYCOL, POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, DIMETHICONE, PERLITE, PROPYLENE GLYCOL, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, ALUMINUM HYDROXIDE, CAPRYLYL GLYCOL, DISODIUM EDTA, INULIN LAURYL CARBAMATE, ISOPROPYL LAUROYL SARCOSINATE, PEG-8 LAURATE, PHENOXYETHANOL, STEARIC ACID, STEARYL ALCOHOL, TEREPHTHALYLIDENE DICAMPHOR SULFONIC ACID, TITANIUM DIOXIDE [NANO] / TITANIUM DIOXIDE, TOCOPHEROL, TRIETHANOLAMINE, XANTHAN GUM, ZINC GLUCONATE

Grupa docelowa: odwodnione, trądzikowe, wysuszone, rogowaciejące typy skóry.

LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL SPF 50 MGIEŁKA DO TWARZY PRZECIW BŁYSZCZENIU SIĘ SKÓRY

Nie ukrywam, jest to produkt, po który sięgnęłam z czystej, ludzkiej wygody. Jestem aktywna zawodowo i nie zawsze mogę pozwolić sobie na kiepskie dni bez makijażu: aplikując preparaty ochronne unikam nakładania czegokolwiek na skórę w obawie przed zaniżeniem ochrony (zarówno chemicznie, jak i mechanicznie - ścierając kosmetyk palcami, włosiem pędzli) oraz po prostu kiepskim wyglądem makijażu.

Mgiełka Anthelios równomiernie rozpyla preparat ochronny, i choć nie jest to ochrona rzędu preparatów kremowych, skutecznie przeciwdziała poekspozycyjnym skutkom niepożądanym działania promieniowania słonecznego oraz nie zaburza, a nawet sprzyja zaaplikowanym produktom do makijażu, szczególnie kosmetykom w pełni mineralnym. Dużą trudnością jest brak wyczucia w zaaplikowaniu właściwej ilości preparatu ochronnego, dlatego nie opierałabym się jedynie na działaniu mgiełki w skrajnie słonecznych warunkach, ale jest to niezastąpiony i niezwykle wygodny kosmetyk do utrwalania oraz zabezpieczania przygotowanego makijażu bez jego naruszania (przedłuża trwałość kosmetyków kolorowych oraz nadaje skórze bardzo ładnego, gładkiego, korzystnie świetlistego, aczkolwiek nie tłustego wykończenia). To również doskonały produkt w podróży, by ponownie, bezpiecznie i higienicznie zaaplikować filtry, bardzo często, w niesprzyjających warunkach - gdy nie ma możliwości dokładnej dezynfekcji, umycia rąk pod bieżącą wodą, czy starcia poprzedniej warstwy preparatu ochronnego. Plusem jest również bardzo lekka formuła oraz jej łatwość zmycia łagodniejszymi środkami myjącymi.


Mgiełka nie wchodzi dziwnie w pory, nie podrażnia i nie szczypie w newralgicznych rejonach oczu, bruzd nosowo-wargowych oraz ust, ale pozostawia specyficzny nalot na skórze i włosach, podkreśla znacznie włoski na twarzy. Można jednak temu zaradzić przykładając delikatnie rękę do skóry i wklepując opuszkami nadmiar preparatu lub zdjąć go łagodnie chusteczką higieniczną. Minusem jest również specyficzny, kremowy zapach mgiełki, który przedostaje się intensywnie przez błony śluzowe i utrwala na włosach. Biorąc pod uwagę specyfikację kosmetyku, wygodę jego stosowania, niewielkie niedogodności oraz dobrą ochronę przed słońcem, daję mu czwórkę z plusem.

Grupa docelowa: skóra trądzikowa, wrażliwa, sucha, szybko zanieczyszczająca się, tłusta.

INCI: BUTANE, AQUA / WATER, HOMOSALATE, OCTOCRYLENE, GLYCERIN, DIMETHICONE, ETHYLHEXYL SALICYLATE, DICAPRYLYL CARBONATE, NYLON-12 DIISOPROPYL SEBACATE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER, p-ANISIC ACID, CAPRYLYL GLYCOL, CARNOSINE, CYCLOHEXASILOXANE, DISODIUM EDTA, DROMETRIZOLE TRISILOXANE, ETHYLHEXYL TRIAZONE, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER, PEG-32, PEG-8 LAURATE, PHENOXYETHANOL, POLY C10-30 ALKYL ACRYLATE, POLYGLYCERYL-6 POLYRICINOLEATE, SODIUM CHLORIDE, SODIUM HYALURONATE, TOCOPHEROL, PARFUM / FRAGRANCE

SVR SUN SECURE EXTREME GEL SPF 50+ SUPER TRWAŁY ŻEL OCHRONNY

SVR szturmem zdobywa apteczny dział dermokosmetyków. Coraz ciekawsze formuły, wykończenia i właściwości. Z czystej ciekawości sięgam po nowości aptecznej marki.

Extreme Gel to nowość tego lata, równie ciekawa jak puszysta, barwiąca pianka wypuszczona w  roku ubiegłym (pełna recenzja>). Silikonowo-żelowa, zagęszczona konsystencja, sprawnie wydobywająca się z poręcznej, 30 ml tubki, pod wpływem ciepła topnieje, do złudzenia przypomina transparentną, wygładzającą bazę. Znamiennie dla kompleksów silikonowych, czuć typowy, specyficzny, suchy, choć oleisty poślizg, niknący zupełnie tuż po rozprowadzeniu produktu.


Imponująco łatwo rozprowadza się, na drodze aplikacji nie pojawiają się choćby najmniejsze niedogodności z zaaplikowaniem właściwej ilości preparatu na skórę. Preparat całkowicie nie zastyga, a gwarantuje niezwykle przyjemne, komfortowe wykończenie, notabene świetnie sprawdzające się w roli bazy pod makijaż. Preparat nie wyświeca się, nie lepi ani intensywnie nie natłuszcza naskórka, choć jest przez cały czas wyczuwalny. Nie podkreśla suchych skórek i zrogowaceń, a zaryzykuję stwierdzeniem: po aplikacji żelu wszelkie suchości są mniej widoczne. Łagodnie nawilża naskórek oraz optycznie go wygładza. Absolutnie nie bieli, nie koloryzuje, nie osiada we włoskach i nie pozostawia żadnej poświaty, na skórze jest niewidoczny i spośród wszystkich dzisiaj wymienionych, na mojej trądzikowej cerze prezentuje się wizualnie najlepiej.

Nie podrażnia i nie wysusza skóry. Nie drażni okolic oczu.

Nie chcę zostać posądzona o malkontenctwo, ale już od samego początku spodziewałam się, że nie do końca przypadnie mi do gustu formuła, która mimo niesamowitych walorów użytkowych, nie należy do lekkich. Produkt fantastycznie wchłania się, nie podkreśla suchości, jest komfortowy w noszeniu, ale na mojej skórze jest wysoce komedogenny i zawsze po zastosowaniu produktu już tego samego dnia widzę w łazienkowym lustrze nowe, podskórne, potwornie bolące niedoskonałości. Żel czuć na twarzy oraz bardzo ciężko jest go zmyć z powierzchni naskórka. Minusem jest również intensywny, kremowy, mdlący zapach, który nieubłaganie ciągnie się aż do zmycia preparatu ze skóry i uniemożliwia jego regularne użytkowanie. Duży minus za niską ochronę (poparzenie na nosie po niespełna godzinnej ekspozycji słonecznej wraz z ochroną fizyczną), migrację do oczu, rejonu ust i relatywnie wysoką cenę jak na tak małą ilość preparatu. Ode mnie dostaje czwórkę z minusem.

Grupa docelowa: każdy typ cery z zapotrzebowaniem na okluzję i bez skłonności do szybkiego zanieczyszczania się naskórka.

INCI : ISODODECANE, DIETHYLAMINO HYDROXYBENZOYL HEXYL BENZOATE, HOMOSALATE, DIMETHICONE/BIS-ISOBUTYL PPG-20 CROSSPOLYMER, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, ETHYLHEXYL SALICYLATE, DICAPRYLYL CARBONATE, ETHYLHEXYL TRIAZONE, BIS-ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE, BETA-CAROTENE, CAPRYLHYDROXAMIC ACID, DAUCUS CAROTA SATIVA (CARROT) ROOT EXTRACT, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, HYDROGENATED PHOSPHATIDYLCHOLINE, LECITHIN, LEPIDIUM SATIVUM SPROUT EXTRACT, PHENETHYL ALCOHOL, TOCOPHEROL, TOCOPHERYL ACETATE, AQUA (PURIFIED WATER), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CAPRYLYL GLYCOL, DISODIUM EDTA, LYSOLECITHIN, SILICA DIMETHYL SILYLATE, PARFUM (FRAGRANCE)

SVR AK SECURE DM PROTECT SPF50+ (IPD 44, SPF 72)

Nie potrafię ukryć mojego pejoratywnego stosunku do wyrobów medycznych, nie cierpię krętactwa i pozoranctwa, dlatego też Avene ze swoim Sunsimedem dość mocno dało mi do wiwatu w uprzednim roku, zaś ulotki wyrobów Mediq Skin jedynie dolały oliwy do ognia, wyszarpując resztki mojej gdzieś tam głęboko skrytej beztroski konsumpcyjnej. Moją jątrzącą się ranę, jak opatrunek ze srebrem, opatrzono nowym wyrobem SVR, z pełną listą składników i ciekawymi właściwościami użytkowymi.

Plusem wyrobów medycznych, a szczególnie kremów ochronnych, jest na pewno dokładny opis użytkowania, w tym niezbędna ilość preparatu do uzyskania odpowiedniej ochrony przeciwsłonecznej. Tak jak w przypadku preparatu Mediq Skin informacje te okazały się pozbawione głębszego sensu, spełniając jedynie sztywne wymogi, tak akurat w przypadku SVR AK SECURE są to niezwykle pomocne i praktyczne dane, pozwalające prawidłowo użytkować nabyty preparat ochronny. Plus za dokładną deklarację ochrony o poszerzonym spektrum działania UVA oraz stojące za preparatem dokładne testy kliniczne.

Konsystencja śmietankowa, topniejąca pod palcami, przyjemna, ale nie jest to lekki, niewyczuwalny preparat o suchym wykończeniu. Zostawia mokrą warstewkę, co nie zawsze mi przeszkadza, ale nie wyobrażam sobie wykonać na AK SECURE makijażu, nawet mineralnego. Bez trudu rozprowadza się, choć miałabym trudności z nałożeniem ilości ponad deklarację producenta. Krem ochronny początkowo dość mocno rozbiela skórę i podkreśla suche skorki, ale po wklepaniu prezentuje się naturalnie, zrogowacenia i suche partie po wchłonięciu się wyrobu nie są nadmiernie podkreślone. Daje ładny, świetlisty glow. SVR do złudzenia przypomina mi Antheliosa w wersji ultra lekkiej - bardzo podobnie się go nosi, jest podobnie wyczuwalny oraz tak samo paskudnie osiada we brwiach i włoskach, skazując na klęskę ten rejon twarzy. Prawdopodobnie te osoby, które polubiły ultra lekki od La Roche Posay, polubią i wyrób SVR.


Formuła przyjemnie nawilżąjaco-natłuszczajaca. Czuć na twarzy oleistą powłokę, zdecydowanie za bogatą dla mojej skóry w okresie dobrego nawodnienia (co objawia się nadpotliwością i błyskawicznym zanieczyszczaniem się naskórka), ale idealną w czasie przejściowych przesuszeń. Kosmetyk nie generował problemów skórnych, jeśli był stosowany z rzeczywistym zapotrzebowaniem na okluzję, zupełnie odmiennie od Extreme Gel tej samej marki, którego testy zostały okupione ciężkim, bolesnym wysypem zmian trądzikowych. Wyczuwam bardzo delikatny, swoisty zapach, ale nie przeszkadza on w codziennym użytkowaniu wyrobu. Mimo że nie jest to moja ulubiona formuła kosmetyczna, ocenę preparatu podniosę zasłużenie za niesamowitą delikatność preparatu, wyciszające właściwości pielęgnacyjne oraz przede wszystkim za wysoką i stabilną ochronę przed słońcem. Daję dobrą czwórkę.

Grupa docelowa: dojrzałe, odwodnione, zrogowaciałe i suche typy cery wymagające natłuszczenia i ukojenia. Świetny preparat ochronny dla nadwrażliwej skóry.

INCI: AQUA (PURIFIED WATER), DICAPRYLYL CARBONATE, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, METHYLENE BIS-BENZOTRIAZOLYL TETRAMETHYLBUTYLPHENOL [NANO], SILICA, DIMETHICONE, DIISOPROPYL ADIPATE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, DIETHYLAMINO HYDROXYBENZOYL HEXYL BENZOATE, CETEARYL ALCOHOL, BIS-ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE, ETHYLHEXYL TRIAZONE, CETEARETH-20, NIACINAMIDE, PENTYLENE GLYCOL, POLYESTER-7, CETEARYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, ARABIDOPSIS THALIANA EXTRACT, BETA-CAROTENE, CAPRYLHYDROXAMIC ACID, DAUCUS CAROTA SATIVA (CARROT) ROOT EXTRACT, DECYL GLUCOSIDE, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, HYDROGENATED PHOSPHATIDYLCHOLINE, LECITHIN, LEPIDIUM SATIVUM SPROUT EXTRACT, MICROCOCCUS LYSATE, PHENETHYL ALCOHOL, GLYCERIN, TOCOPHEROL, TOCOPHERYL ACETATE, 1,2-HEXANEDIOL, CAPRYLYL GLYCOL, CITRIC ACID, DISODIUM EDTA, HYDROXYETHYL ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, LYSOLECITHIN, NEOPENTYL GLYCOL DIHEPTANOATE, POLYSORBATE 60, SORBITAN ISOSTEARATE, XANTHAN GUM, PHENOXYETHANOL

AVENE CREME COMFORT KOMPLEKS ANTYOKSYDACYJNY SPF 50+ DO WRAŻLIWEJ SUCHEJ SKÓRY

Po krem sięgnęłam z myślą o dojrzałych, odwodnionych oraz typowo suchych typach cery, nie liczyłam, że krem trafi w moje indywidualne potrzeby, i tak też się stało. Avene posiada specjalny, unikalny kompleks antyoksydacyjny, wysoki stopień ochrony oraz według producenta, przyjemną konsystencję nie utrudniającą użytkowania preparatu promieniochronnego.

Bogata, kremowa, przyjemnie otulająca struktura o dobrych walorach nawilżająco-natłuszczających. Nie ma problemu w zaaplikowaniu właściwej ilości preparatu, ale są już pewne spore niedogodności w samych walorach wykończeniowych. Filtr widocznie skórę rozbiela, efekt bieli słabnie (choć nie niknie całkowicie) samoistnie po upływie kilku minut, intensywnie widoczny w oświetleniu sztucznym. Preparat wymaga dużej sprawności w aplikacji i na pewno nie jest to kosmetyk stworzony do wykonywania jakichkolwiek poprawek oraz makijażu. Wchodzi niekorzystnie w pory, dając efekt nieświeżej skóry, nawet na naskórku potrzebującym dużej porcji okluzji. Wykończenie typowo mokre, choć nieklejące i nie nadmiernie tłuste. Ku mojemu zaskoczeniu - komfortowy przy dłuższym noszeniu oraz relatywnie łatwy do zmycia (nie przylega mocno do skóry oraz nie zastyga - co utrudnia zmycie preparatu).

Przez kremową i bielącą konsystencję, krem zbiera suche skórki oraz mocno je podkreśla, wymaga łagodnego wklepania, inaczej powstałe białe smugi i pręgi zrolowanych suchych skórek są nie do przejęcia. Nie powinnam aż tak czepiać się, mając z tyłu głowy propozycje kremów ochronnych sprzed kilku lat, ale biorąc pod uwagę chociażby dzisiejsze produkty z zestawienia, "komfortowy" krem od Avene wychodzi przy nich i metaforycznie, i rzeczywiście: blado.


Mimo braku zaognienia skóry, niezwykle niepokoi mnie niesłabnące, intensywne pieczenie skóry podczas aplikacji preparatu. Początkowo zrzucałam  niemiłe doznania na wysokie stężenie związków aktywnych o działaniu antyoksydacyjnym, pokładałam nadzieje w ich przejściowy charakter, ale zarzuciłam tę myśl, gdy negatywne objawy zaczęły nasilać się podczas ekspozycji słonecznej i na pewno nie uległy osłabieniu podczas dłuższego użytkowania kremu. Puszczam zatem w wątpliwość domniemaną delikatność produktu i docelową, wrażliwą grupę kliniczną. Nie mogę odmówić wysokiej ochrony kremu ochronnego, ale nieprzyjemne skutki uboczne stosowania oraz kiepska formuła zmusiły mnie do wystawienia słabej trójki z minusem.

INCI: AVENE THERMAL SPRING WATER (AVENE AQUA), C12-15 ALLKYL BENZOATE COCO-CAPRYLATE/CAPRATE METHYLENE BIS-BENZOTRIAZOLYL TETRAMETHYLBUTYLPHENOL (NANO), WATER (AQUA), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLICERYDE, BIS-ETHYLHEXYLOXPHENOL, MRTHOPHENYL TRIAZINE, DIETHYLHEXYL BUTAMIDO TRIAZONE, GLYCERIN, SILICA, BUTYL METHOXYDIBENZOYMETHANE, POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, DECYL GLUCOSIDE VP/EICOSENE COPOLYMER ACRYLATES/C10-3- ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, BENZOIC ACID, BUTYLENE GLYCOL, CAPRYLYL GLYCOL, CARBOMER, DISODIUM EDTS, FRAGNANCE (PARFUM), GLYCERYL BEHENATE, GLYCERYL DIBEHENATE, HELIANTHUS ANNUS (SUNFLOWER) SEED OIL, OXOTHIAZOLIDINE, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM BENZOATE, SODIUM HYDROXINE, TOCOPHEROL, TOCOPHERYL GLUCOSIDE, TRIBEHENIN, XANTHAN GUM. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam serdecznie,
Ewa 

00:00

PUNKT PIERWSZY W WALCE O PIĘKNĄ SKÓRĘ

PUNKT PIERWSZY W WALCE O PIĘKNĄ SKÓRĘ

Bardzo długo wydawało mi się, że źródłem moich wszystkich problemów... jest skóra. Liczyłam naiwnie na to, że wyzbycie się trądzikowych niedoskonałości uratuje moją duszę i dostąpię delirycznego szczęścia, gdy tylko wyzbędę się ropnej galaktyki pryszczy. Trądzik w moim mniemaniu hamował mój rozwój, wzbudzał poczucie wstydu i wpędzał w poczucie beznadziejności.

Przyznaję, pracę nad sobą bardzo długo traktowałam jak idiotyzm. Wzbraniałam się przed słowem i kategorycznie odpychałam od siebie psychologiczne, werbalne wymiociny. Nie rozumiałam tego języka, nie był on w stanie przedostać się przez moją gruboskórną powłokę ochronną. 

Moje życie nigdy nie było usłane płatkami róż, poza niewielkimi epizodami szczęścia, wydawało mi się, że wszystko jest skryte za słowem beznadziejność, a każda napotkana nowo osoba, każda sytuacja i ciąg zdarzeń, prowadzi tylko do spektakularnego upadku mojego jestestwa. I do tego jeszcze ten cholerny trądzik. Teraz, gdy jestem starsza i mądrzejsza, wiem, że wszytko to miało swój ukryty sens i potrzebowałam czasu, by potrafić zrozumieć znaczenie czarnych zdarzeń na mojej osi czasu. 

Poharatane poczucie własnej wartości próbowałam desperackimi czynami podnieść wszelkimi możliwie dostępnymi sposobami, oczywiście bez skutku. 

DLACZEGO WARTO PRACOWAĆ NAD SOBĄ

Dla samego siebie i tych, którzy w Ciebie wierzą. Nie możemy zmienić całego świata, ale możemy sprawić, że to właśnie my będziemy tym coraz bardziej błyszczącym punktem, dla którego warto. Tak po prostu. 

Leczenie trądziku nie ma na celu leczenia roztrzaskanej osobowości, upodlonego poczucia własnej wartości i bryzgającej obficie krwią rany na sercu. Żaden lek na trądzik nie przyniesie wymarzonego rezultatu, a kolorowa tabletka dostarczy tylko chwilowej ulgi.

Zrozumiałam to prowadząc ten blog i spotykając nowych, wspaniałych ludzi na swojej drodze, którzy byli tak samo zagubieni, chimeryczni, niespokojni, jak ja. Upatrywałam się problemów na swojej skórze, a tak naprawdę tkwiły one, raniąc mnie dotkliwie, w najdalszych, wypartych rewirach psychiki. Wyleczyłam się nie tretinoiną i ciągłą, wzmożoną obserwacją własnej skóry, a akceptacją własnej persony. Nikt inny nie mógł mi w tym pomóc. 

Wiem już teraz, że nic nie muszę. I Ty też. 

Nie warto popadać w destrukcyjną inercję, rzewnie płakać w poduszkę, czy wykrzykiwać inwektywy prosto do nieba, nie wydatkuj swojej energii na toksycznych ludzi i materialne, fizykalne pierdoły. Poświęć ten czas tym, którzy na to zasługują, dla których nie będziesz musiał stawać na rzęsach, którzy Cię zrozumieją i będą chcieli to uczynić. 

Bardzo długo dawałam sobie wmówić, że to ze mną jest problem. Że mój trądzik nie jest ok, podobnie jak moja odmienna postawa, poglądy, spostrzeżenia, czy nawet prowadzenie bloga rozpatrywanego w formie manifestacji pauperyzmu intelektualnego. To nie jest prawda. Musisz wiedzieć, że gdzieś na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy będą mieć zbieżny temperament, imperatywy wewnętrzne i cele do Twoich własnych. To z nimi łączy Cię więź, nie zawsze biologiczna i numeryczna. 

Przesadna słodycz nie sprawi, że w Twoim życiu będzie równie błogo. Gdzieś w zgliszczach ciemnego lasu, czyhają drapieżnicy, dla których będziesz łatwą ofiarą, jeśli zatracisz swoją własną autentyczność. 

Praca u podstaw, chęć poznania samego siebie i własnych potrzeb sprawia, że w końcu stajesz na własnych nogach, masz otwarty, jasny umysł i jak nigdy dotąd masz prosty cel działania, do którego dążysz. Wtedy dopiero jestem w stanie Ci pomóc. 

Zdaję sobie sprawę, że głoszę truizmy, ale jeśli poświęciłeś mi tych kilka minut, dzięki, że jesteś, wiedz, że jesteś wartościowym człowiekiem i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, 

Trzymaj się, 

Ewa

17:00

PIXIE COSMETICS RÓŻE MINERALNE MY SECRET MINERAL ROUGE POWDER

PIXIE COSMETICS RÓŻE MINERALNE MY SECRET MINERAL ROUGE POWDER

Chwyta Cię niepostrzeżenie, mocno i zdecydowanie za rękę, pospiesznym, choć pewnym krokiem zabiera do baśniowego ogrodu... magicznej krainy, gdzie można do oporu wsysać łapczywie w trzewia rozkoszne opary kwiecia, upajać wzrok feerią migoczących w słońcu barw i zapomnieć, choć na chwilę, o stosie brudnych naczyń, przepoconej koszuli, spalonej jajecznicy. I choć nie mam łatwości, którą mogą legitymować się mistrzowie grający słowem, uwierzcie mi: Pixie Cosmetics to 20 pięknych, wyjątkowych, kwiecistych barw zdobiących kobiece rumieńce. 

19:00

HIT CZY KIT OTC? | ŻELE LECZNICZE NA TRĄDZIK MEDIQ SKIN

HIT CZY KIT OTC? | ŻELE LECZNICZE NA TRĄDZIK MEDIQ SKIN

Pojawienie się na aptecznych półkach żeli z tretinoiną dostępnych bez recepty wzbudziło niemałe zainteresowanie. Z jednej strony pochodne witaminy A mogą doskonale wpływać na skórę z trądzikiem oraz daleko posuniętym rogowaceniem, z drugiej - ułuda pięknej skóry często przyćmiewa zdrowy rozsądek i czujność, niezbędną przy stosowaniu tak silnych preparatów (problem ten dokładnie poruszyła Kosmostolog, dokumentując skutki deficytu wiedzy). Czym są, co zawierają, jak bezpiecznie je stosować oraz jak działają preparaty Mediq Skin?

MEDIQ SKIN: CO ZAWIERA, JAK DZIAŁA I JAKIE MOGĄ POJAWIĆ SIĘ REAKCJE NIEPOŻĄDANE? JAKIE ZACHOWAĆ ŚRODKI OSTROŻNOŚCI?

Aktualnie w aptekach można zakupić dwa rodzaje wyrobów medycznych Mediq Skin (wersję podstawową (opakowanie typu air-less z żółtymi elementami) oraz wersję Plus wzbogaconą o antybiotyk o szerokim spectrum działania: klindamycynę (opakowanie typu air-less z różowymi elementami), są one skierowane do osób borykających się z problemami skórnymi.

Preparat Mediq Skin, jak pisze o nim sam producent to połączenie czterech, unikalnych składników: 
- PVA (0.2%) działającego ochronnie. Tworzy niezatykającą porów niewidoczną warstwę, która izoluje i chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, mogącymi mieć wpływ na nasilenie objawów trądzikowych.
- Kwasu glikolowego (4%) i retinowego (tretynoiny 0.02%) działających złuszczająco. Usuwają komórki martwego naskórka.
- Klindamycyny (0.8%) przeciwdziałającej namnażaniu się bakterii poprzez utrzymywanie całkowitego poziomu drobnoustrojów na niezmiennym poziomie.
Mediq Skin ma postać spoistego, nieco lepiącego się, przezroczystego żelu.

Jest to pierwszy preparat zawierający tretinoinę dostępny bez zlecenia lekarza (WIĘCEJ O TRETINOINIE PRZECZYTASZ TUTAJ>), co oczywiście jest sporym udogodnieniem, choć ma i swoje ciemne strony. Producent ucieka od odpowiedzialności, ślizga się na pograniczu prawdy i nie poczuwa się do obowiązku, by skonkretyzować przeznaczenie produktu, jego możliwe działania niepożądane w zakresie nie tylko ogólnoustrojowym oraz oczywiście poszerzenia przeciwwskazań i dodatkowych środków ostrożności podczas stosowania wyrobów Mediq Skin na skórę.

Nie chcę być posądzona o malkontenctwo, ale w moim odczuciu ulotka dołączona do wyrobu, jak i sam opis producenta jest niekompletny, stwarza spore, realne niebezpieczeństwo dla potencjalnych, powszechnych klientów, którzy mają prawo nie wiedzieć (ale powinni otrzymać takie infromacje od producenta) o teratogenności zawartej substancji, niezbędnej ochronie przeciwsłonecznej przy każdej ekspozycji na promieniowanie oraz możliwości wystąpienia zewnętrznych objawów niepożądanych, które uznano widocznie za zbędne i psujące wyidealizowany w reklamach obraz wyrobów.

Poniżej cytuję, w skróconej formie o stosowanie preparatu, opis wyrobu medycznego Mediq Skin.
1) MEDIQSKIN PLUS Żel punktowy do cery trądzikowej to specyficzny niesterylny wyrób, medyczny klasy III stosowany w profilaktyce powikłań trądzikowych. 2) Produkt nie zawiera alkoholu etylowego ani substancji zapachowych, a w jego skład wchodzi polialkohol winylowy, który tworzy niezatykającą porów niewidoczna warstwę. 3) Izoluje ona i chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, mogącymi mieć wpływ na nasilenie objawów trądzikowych. 4) Kwasy glikolowy i retinowy, dzięki swoim właściwościom złuszczającym, sprzyjają mechanicznemu usuwaniu komórek martwego naskórka. 5) Z kolei obecna w składzie klindamycyna działa wspomagająco, przeciwdziałając namnażaniu się bakterii poprzez utrzymywanie całkowitego poziomu drobnoustrojów na niezmiennym poziomie.
Bezmiar głupoty (bo czegoż by innego?) w tak skondensowanej formie wymaga zachowania szczególnych środków ostrożności, postanowiłam zatem dawkować treść w dawkach arszenikowych, fragmentarycznych, ustosunkowując się do każdego, wyszczególnionego przeze mnie numerycznie zagadnienia, oczywiście czynię to w trosce o zdrowie własne i Wasze.

Mam wrażenie, że zespół Mediq Skin to oderwani od rzeczywistości mitomani. Na Boga!, ogarnia mnie paraliżujący lęk, że w wyrobie medycznym, w którym znajduje się substancja silnie działająca, modyfikująca warstwę rogową naskórka oraz przede wszystkim: teratogenna, w opisie braknie słowa o jej potencjalnym, negatywnym działaniu, nie poskąpiono za to soczystych opisów o ewentualnych skutkach ubocznych stosowania PVA, jakby jego obecność w preparacie budziła najwięcej wątpliwości. Ale to nie wszystko. Ignorancja producentów bezwzględnie depcze po moich imperatywach wewnętrznych. Dzisiejszy artykuł to popis mistrzowskiej kurtuazji.

1) Strasznie to pokrętne. Bo w końcu jaka jest grupa docelowa wyrobów medycznych Mediq Skin? Do profilaktyki (czyli zapobiegania wystąpienia trądziku, dedukuję: stosowania u osób, które trądziku nie mają, ale posiadają pewne predyspozycje lub znajdują się w grupie ryzyka), czy jednak do leczenia aktywnego trądziku? Skoro producent jest pogrążony w inkoherencji, to skąd potencjalny nabywca ma wiedzieć, czy oferowany wyrób medyczny jest odpowiedni do jego aktualnych potrzeb i problemów? Mierzi mnie tak wyrachowane obchodzenie prawa - bowiem wyrób medyczny musi spełniać funkcje terapeutyczne, profilaktyczne i diagnostyczne, choć producent reklamuje go jako remedium na trądzik (czyli jako preparat leczniczy).
2) Jeśli pozostawia warstwę, to znaczy, że posiada potencjał komedogenny. Strasznie irytują mnie takie werbalne, pseudonaukowe wynurzenia, które w praktyce nie znaczą nic.
3) I jednocześnie zwiększa drażniące działanie zastosowanych substancji złuszczających, które również działają na skórę toksycznie i mogą generować problemy skórne.
4) I z jakimi to się wiąże implikacjami? Złuszczanie to nie tylko zwężone pory, ładniejszy koloryt i delikatna jak aksamit skóra, konsekwencji jest znacznie więcej i nie zawsze są one pozytywne! Określnik "złuszczający" w powszechnym słowniku ma bardziej pozytywny, aniżeli pejoratywny wydźwięk. Zastosowane w preparacie substancje uwrażliwiają, potencjalnie uszkadzają oraz odwadniają skórę. Podczas stosowania preparatów Mediq Skin mogą wystąpić takie objawy jak: świąd, zaczerwienienie, wysypka, nasilenie, a nawet wywołanie trądziku ropnego, zaostrzenie rogowacenia oraz możliwe wystąpienie łojotoku wywołanego.
5) Linkozamidy to antybiotyki o szerokim spektrum działania, oprócz działania bakteriostatycznego (o którym wspomina producent) działają również bakteriobójczo, czyli nie sprzyjają zachowaniu równowagi mikroflory skóry - a jej zaburzeniu. Na skutek stosowania klindamycyny,  może dojść do modyfikacji miejsca docelowego działania antybiotyku, co skutkuje nabyciem oporności, jest to ściśle związane z obecnością plazmidu. Dodatkowo klindamycyna wykazuje częściową krzyżową oporność z makrolidami i całkowitą oporność krzyżową z linkomycyną. Zupełnie nieświadomy swego działania klient sięgający po Mediq Skin, może nie tylko wywołać trwałe zaburzenia w naturalnej florze bakteryjnej (głównie z przerostem flory grzybiczej i pasożytniczej), która jest swoistą ochroną przed patogennymi szczepami, ale również częściowo lub też całkowicie hamuje drogę do skutecznego leczenia skórnych zakażeń bakteryjnych.

Producent przedstawia mętne, niejasne i znacznie okrojone informacje na temat działania preparatu, nie byłabym tak uszczypliwa, gdyby produkt nie zawierał substancji silnie działających, wymagających bardziej rozbudowanego, trafnego opisu. Niepokoi mnie również brak konkretnej grupy docelowej: jeden preparat posiada zupełnie rozbieżne zalecenia, zależy z którą częścią informacji od producenta potencjalny nabywca zdąży się wstępnie zapoznać.
Przeciwwskazania i środki ostrożności
6) Badania nad przenikaniem substancji przez skórę przeprowadzone na Wydziale Farmacji Uniwersytetu w Mediolanie wykazały, że dzięki obecności PVA żaden ze składników produktu nie przedostaje się w znaczącym stopniu przez skórę. Ponadto badania nad cytotoksycznością substancji w drodze bezpośredniego kontaktu oraz testy pod kątem reakcji alergicznych i podrażnienia skóry nie wykazały jakichkolwiek przeciwwskazań do stosowania produktu.

6) Zastanawiające, czemu tak wiele miejsca poświęcono składnikowi będącemu bazą, najmniej problematycznemu ze wszystkich zastosowanych związków aktywnie działających. Nie o tretinoinie, która w Polsce po raz pierwszy jest dostępna OTC i to właśnie jej obecność w preparacie napawa najwięcej wątpliwości. To właśnie pochodna witaminy A jest substancją silnie działającą, teratogenną, mającą niemały wpływ na funkcjonowanie naskórka, a nie wspomniano o tym nawet jednym, małym, skromnym słowem. Nie napomknięto nawet o kwasie glikolowym, również powodującym złuszczanie warstwy rogowej, kwaśnym, drażniącym pH, mogącym wywoływać reakcje alergiczne i alergicznopodobne (toksyczne). Zawarty antybiotyk w wersji Plus też nie jest całkowicie obojętny dla skóry - może prowadzić do rozwoju oporności, miejscowej alergii, nadwrażliwości.

Możliwe działania niepożądane wyrobu medycznego
7) Nie zaobserwowano żadnych działań niepożądanych. Zaleca się jednak zgłaszanie lekarzowi lub farmaceucie wystąpienia działań niepożądanych, które mogą mieć związek z zastosowanym produktem.

7) Różnica między wyrobem medycznym, a lekiem jest gigantyczna, szczególnie jeśli biorę pod uwagę bezpieczeństwo oraz skuteczność stosowania. Zanim lek trafi do powszechnego użytku musi przejść fazę badawczo-rozwojową, w tym również przez proces badań klinicznych. W Polsce pozwolenie na dopuszczenie do obrotu przygotowuje Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, z kolei organem, który dopuszcza lek na rynek jest Minister Zdrowia. Sama faza badań klinicznych trwa około 4 do 5 lat, a poprzedza ją kilkuletnia fazą badań przedklinicznych. W tej części testów lek musi przejść próby na komórkach in vitro, po czym zostać przebadany in vivo na zwierzętach doświadczalnych. Po pomyślnym zakończeniu tego etapu badań rozpoczyna się badania kliniczne. Etap badań klinicznych w procesie badawczo-rozwojowym nowego leku dzieli się na 4 fazy. Wprowadzenie nowego leku trwa zatem od 12 do 13 lat. W przypadku wyrobu medycznego zanim zostanie on przekazany do badań klinicznych jego wytwórca jest zobowiązany do przeprowadzenia oceny zgodności wyrobu. Badanie kliniczne można rozpocząć dopiero po uzyskaniu pozwolenia Prezesa Urzędu na jego przeprowadzenie, o co wnioskuje sponsor badania. W ramach przeprowadzenia badań klinicznych kluczowe znaczenie należy przypisać dokumentacji medycznej, w której znajduje się pełny opis zdarzeń niepożądanych, bądź ciężkich zdarzeń niepożądanych ujawnionych podczas badania, nadmienię, że są to reakcje ciężkie i drastyczne, nie dziwi mnie zatem tak lakoniczny opis działań niepożądanych w przypadku stosowanego zewnętrznie preparatu Mediq Skin. Niezaprzeczalnym faktem jest znacznie skrócony czas wprowadzania wyrobu, co odbija się negatywnie na jego jakości i prawie konsumenckim, a może zawierać drażniące, potencjalnie toksyczne substancje aktywne oraz powodować znaczne uszkodzenia ciała, skóry, błon śluzowych.

Oględny, powściągliwy opis producenta jest pozbawiony niezbędnych, ważnych informacji. Brak komunikatów i jasnych konkretnych informacji o efektach niepożądanych zewnętrznych przy stosowaniu preparatu o intensywnym, mogącym oddziaływać negatywnie na skórę wyrobie w moim odczuciu jest skrajnie nieodpowiedzialne i nieuczciwe. Owszem, biorąc pod uwagę szerokie spektrum działania tretinoiny stosowanej zewnętrznie, trudno o spowodowanie trwałego kalectwa lub zgonu, ale jak najbardziej regularne stosowanie preparatu Mediq Skin może przysporzyć wiele problemów stricte dermatologicznych, o których nie wspomniano nawet słowem.

Dostrzegam ogromną rozbieżność między opisem produktu, a przeznaczeniem wyrobu według reklam i barwnych opisów sugerujących inny sposób użytkowania aniżeli zawarto to w opisie wyrobu medycznego.
Uwagi
8) Ostrzeżenia: Po nałożeniu produktu unikać bezpośredniego wystawienia na promienie słoneczne oraz światło z lamp UV. Przechowywać poza zasięgiem dzieci.

8) Według producenta preparat nie wymaga stabilnej ochrony przed słońcem, należy jedynie unikać bezpośredniego kontaktu z promieniowaniem tuż po aplikacji preparatu.

Tretinoina nie jest substancją fotouczulającą, ale może być czynnikiem uwrażliwiającym na promieniowanie słoneczne, bowiem modyfikuje bezpośrednio warstwę rogową (tretinoina to w zasadzie pięć działań: a) normalizacja złuszczania nabłonka pęcherzykowego w zespole włosowo-łojowym, b) dezaktywacja aktywności transglutaminazy, która powoduje adhezję komórkową, c) zapobieganie zatykaniu się torebek, d) drenaż i wydalanie nadmiaru sebum i P. acnes, oraz e) stwarza bardziej aerobowe środowisko, które jest mniej sprzyjające P. acnes) oraz jej funkcjonowanie, dlatego też szeroko pojęta ochrona przeciwsłoneczna (i nie mam tu na myśli jedynie preparatów ochronnych, a aktywną ochronę fizyczną) przy stosowaniu preparatów z tretinoiną jest niezbędna nie tylko tuż po aplikacji konsystencji na skórę, a przy każdej ekspozycji słonecznej. Oczywiście można mieć mniej, lub też bardziej radykalne poglądy w zakresie ochrony przed słońcem, aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że stosowanie substancji, które wykazują jakiekolwiek działanie złuszczające, zwiększają ryzyko wystąpienia lub też utrwalenia przebarwień, poparzeń, osłabienia zdolności regeneracyjnych, nadmiernej ucieczki wody, nasilania stanu zapalnego, nasilonych procesów glikacyjnych oraz możliwej karcynogenezy.
Ciąża i karmienie piersią
9) Ponieważ nie przeprowadzono badań nad stosowaniem produktu u ciężarnych, nie zaleca się korzystać z niego w tym okresie.
9) Kobiety ciężarne nie podlegają jakimkolwiek testom klinicznym, natomiast warto byłoby właśnie w tym miejscu wspomnieć o obecności teratogennej substancji, która jest główną substancją czynną wyrobu medycznego i nie powinna być stosowana nie tylko w okresie ciąży, ale i co najmniej 3 miesiące przed planowaną ciążą, jak i w okresie karmienia.

JAK BEZPIECZNIE STOSOWAĆ PREPARATY MEDIQ SKIN

W opisie producenta podano aptekarskie ilości produktu przy dozowaniu jednorazowym (wymóg niezbędny dla wyrobów medycznych), a jednocześnie pominięto kluczowe informacje w zakresie prawidłowego użytkowania produktu.

Według producenta, wyrób Mediq Skin jest skierowany do punktowego stosowania, powątpiewam głęboko w skuteczność wyrobu stosowanego właśnie w ten sposób, a jeszcze bardziej wątpię, by tak zmącona głowa po zapoznaniu się z ulotką dołączoną do wyrobu, używała Mediq Skin tylko na wykwity skórne, zaskórniki. Efekty deklarowane przez producenta (zwalczanie trądziku zakórnikowo-grudkowego) oraz obrazy idealnej skóry, siłą rzeczy przemawiają raczej za stosowaniem preparatu na całą twarz. Jest to preparat przeznaczony do stosowania na większe partie skóry, zwłaszcza wersja podstawowa, która nie zawiera ani jednej substancji o działaniu przeciwzapalnym.

Przede wszystkim w stosowaniu preparatu Mediq Skin należy zachować umiar oraz trzeźwość umysłu, oceniać obiektywnie pojawiające się efekty oraz nie zachłysnąć się wypracowanymi rezultatami. Wyrób zawiera substancje, które mogą powodować silne reakcje niepożądane, takie jak świąd, rumień, nasilone rogowacenie (grudki, uporczywa suchość, zbrunatnienie naskórka), łojotok oraz reakcje alergiczne i toksyczne (trądzik zapalny). Każda ta reakcja powinna zaalarmować, aniżeli zachęcać do dalszego stosowania preparatu. Moim zdaniem nie jest to także preparat do codziennego stosowania, traktowałabym go jak intensywną regulację, którą należy właściwie dopasować do aktualnej kondycji skóry, jej wrażliwości oraz ogólnej tolerancji środków złuszczających. Środek powinien skórę normalizować i regulować, aniżeli burzyć zastane schematy i doprowadzać do takiej skrajności jak trądzik zapalny, trądzik różowaty, czy łojotokowe zapalenie skóry, które są następstwami niewłaściwych, agresywnych działań.

Przy stosowaniu preparatu skóra wymaga stosowania preparatów promieniochronnych.

DO JAKICH PROBLEMÓW SĄ SKIEROWANE?

Zawarte połączenie kwasu glikolowego oraz tretinoiny może świetnie sprawdzić się w regulacji skóry bardzo szybko rogowaciejącej, odwadniającej się ale bez tendencji do łojotoku. Preparat może również skutecznie zwalczyć nadmierną hiperkeratozę na typowo suchych oraz dojrzałych, nietłustych typach cery. Rzeczywiście może okazać się pomocny w leczeniu rogowacenia oraz trądziku głównie zaskórnikowego, ale powiązanego z zakłóconym cyklem komórkowym, gdzie przewodnią przyczyną jest nadmierne rogowacenie skóry. Jest to jednak działanie doraźne.

Preparat może być pomocny w leczeniu świeżych, nieutrwalonych blizn oraz przebarwień, o ile nie będzie wywoływał trądziku lub objawów stanu zapalnego (wówczas pogłębi problem).

Mediq Skin pozostawia specyficzną warstwę na skórze, która może okazać się paradoksalnie bardziej drażniąca niż preparaty alkoholowe, które szybko odparowują ze skóry. Nie polecam zatem wyrobów Mediq Skin osobom z cerą tłustą, bardzo szybko zanieczyszczającą się, odwadniającą się z tendencją do łojotoku. Preparat może sprzyjać rozwojowi trądziku toksycznego, zanieczyszczaniu się skóry oraz paradoksalnemu nasileniu objawów trądzikowych. Może być także bardziej drażniący, indukować silny świąd oraz zaogniać skórę.  

Wyrób nie jest przeznaczony dla kobiet ciężarnych, karmiących oraz planujących w najbliższym czasie ciążę. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 
Pozdrawiam, 
Ewa

13:00

ŚMIETANKI OCZYSZCZAJĄCE BIELENDA | "KURKUMA + CHIA" & "OPUNCJA FIGOWA + ALOES"

ŚMIETANKI OCZYSZCZAJĄCE BIELENDA | "KURKUMA + CHIA" & "OPUNCJA FIGOWA + ALOES"

Odkąd sięgam pamięcią, etap oczyszczania skóry skóry traktowałam dość pobieżne, bez należnego zainteresowania i bez wzbijania się na wyżyny przygarnianej zachłannie wiedzy pielęgnacyjnej. Wówczas najważniejszą, choć może nieco strywializowaną rolą oczyszczania, zwłaszcza biorąc pod uwagę aktualne poglądy, było jedynie, bez względu na wszystko, usunięcie zabrudzeń z powierzchni wymęczonego naskórka. Nie zgłębiałam się, a na pewno nie poszukiwałam w tym rejonie żadnych przyczyn kiepskiej kondycji skóry. Jak się później okazało, wiele implikacji wynikało właśnie z nieprzemyślanych, agresywnych i zupełnie niedostosowanych działań właśnie w tym marginalizowanym przeze mnie etapie. 

Bogatsza o doświadczenia poszukuję produktów myjących, które oprócz efektywnego oczyszczenia, zapewniają komfort lub chociaż nie zaburzają kondycji skóry, powodując chociażby deficyt nawilżenia. Nadmienię, iż nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza w dyskontowym, ekonomicznym pułapie cenowym. Czy śmietanki Bielenda spełniają powyższe wymogi? Jak działają? Z jakimi zabrudzeniami sobie poradzą oraz komu mogę polecić lub też odradzić zakup produktów z serii Botanicals Spa Rituals? 

WŁAŚCIWOŚCI 

Konsystencja przyjemnie kremowa i niewymagająca rozbudowanych kroków pielęgnacyjnych. Nie przelewa się między palcami, produkt jest skoncentrowany, wdzięczny w użytkowaniu i bardziej jednolity w porównaniu z popularnymi emulsjami Dr Medica tejże marki. Przyznaję: pojawiły się pewne uprzedzenia jeszcze przed zakupem śmietanek: przesiąknięta defetyzmem założyłam, wnioskując chociażby po działalności większości marek, iż otrzymam podobny kosmetyk w bardziej zielonej, modnej i dobrze sprzedającej się odsłonie, zostałam jednak już na samym początku znajomości pozytywnie zaskoczona i nie było to tylko pierwsze, ulotne, dobre wrażenie: okazało się, że śmietanki z serii Botanic Spa Rituals to zupełnie inne, bardziej trafiające w moje aktualne upodobania produkty oczyszczające.

Śmietanka nie jest tłusta i obciążająca, mimo ze konsystencja jest kremowa i gładka, komfortowo pokrywa naskórek bez poczucia "wsiąkania", co ogranicza jej zużycie, a przyjemny poślizg pozwala na wykonanie szybkiego, łagodnego masażu oraz mało problemowe usunięcie produktu ze skóry (przy niższych temperaturach wody, produkt ze względu na znaczną zawartość tłuszczów może trudniej spłukiwać się (ślimaczyć się między palcami i dawać słabszy efekt myjący)).

Śmietanka gładko i bezproblemowo sunie po naskórku, choć przy zrogowaciałej, wysuszonej skórze jakby w bardziej zawężony, ograniczony sposób traktuje wymagające wzmożonej troskliwości tereny, mam nieodparte wrażenie, że jej właściwości myjące znacznie słabną - nie chwyta się prawidłowo skóry, brakuje tego efektu scalenia i wzajemnej współpracy i jakkolwiek to brzmi - działa na najbardziej wierzchnie warstwy naskórka, nie przynosząc większych rezultatów podczas jej stosowania. Podobny efekt zauważyłam podczas demakijażu kosmetyków o bardziej zastygającym lub suchym wykończeniu, gdzie dodatek tłuszczu lub też detergentów/akcesoriów jest niezbędny. Śmietanki zdecydowanie lepiej radzą sobie ze spłukiwaniem tłustych zabrudzeń, aniżeli tych wodnych i zawiesistych, dlatego też widzę je szczególnie w drugim etapie klasycznego oczyszczania, w pielęgnacji skóry tłustej oraz do modyfikacji jednoetapowego oczyszczania skóry.


Kosmetyk niemal całkowicie, choć komfortowo spłukuje się ze skóry, czyni to niezwykle delikatnie, subtelnie i emulsyjnie (śmietanka przy kontakcie z wodą staje się rzadsza, bardziej płynna, choć jednolita, nie lepi się i nadmienie nie ślizga, gwarantując komfort podczas spłukiwania jak i tuż po jej całkowitym usunięciu z powierzchni skóry), bez pozostawiania tłustego filmu, z tego też powodu może powodować ściągnięcie i wysuszenie na cerach wymagających większej porcji okluzji tuż po u myciu.

Podoba mi się sposób domywania - bez zbędnego pienienia się i niekomfortowego uczucia pozostawionej samej sobie, ściągniętej skóry, naskórek po oczyszczaniu jest gładki, aksamitnie przyjemny w dotyku, ale bez tłustej, obciążającej i często kłopotliwej warstwy. Istnieje niewiele produktów myjących, po których naskórek nie jest zmaltretowany, a potraktowany z należytą troską.

Miła konsystencja śmietanek jest dla mnie sporym zaskoczeniem, nie odbiega ona bowiem znacząco właściwościami od wielu produktów ulokowanych na wyższej półce cenowej. Nie oczekiwałabym jednak od Bielendy zbyt wiele, obawiam się, że właściwości produktu będą generować rozbieżne, skrajne opinie i pomijam tutaj zamiłowanie do powszechnie akceptowanego malkontenctwa, bowiem wiele osób może wyrażać nieprzemyślane, krzywdzące opinie pod adresem naprawdę udanego kosmetyku pielęgnacyjnego. Nie uważam jednocześnie, że śmietanki są pozbawione wad (o których napiszę poniżej), ale bacznie analizując ofertę kosmetyczną, zwłaszcza w tak niskim pułapie cenowym, są zdecydowanie warte dłuższej uwagi.

Powiedzmy sobie jasno - nie jest to produkt, który przynosi uczucie świeżości, silnej czystości, a bardziej - komfortu. Kosmetyk może dawać uczucie niedomycia i niedoczyszczenia, gdyż nie posiada silnych substancji pieniących, które agresywnie usuwają brud i zanieczyszczenia (głównie wodne i zawiesiste). Śmietanki pod tym względem są niezwykle łagodne, samodzielnie nie zmyją kremowych, wodoodpornych produktów do makijażu (nie radzą sobie kompletnie również z kosmetykami do oczu) oraz kremów ochronnych, co więcej, w pojedynkę, w zależności od ilości nakładanego makijażu mineralnego, współpracy ze skórą oraz metody jego utrwalania, mogą również nie sprostać powyższemu zadaniu.

Nie sugeruję, że jest to produkt zbędny w pielęgnacji, wręcz przeciwnie: emulsje wplecione umiejętnie w kroki pielęgnacyjne, mogą sprawdzić się zarówno w pielęgnacji zgrabnie okrojonej, jak i rozbudowanej. Plusem jest plastyczna konsystencja, jest ona bowiem niezwykle podatna na wszelkie modyfikacje: można nią zagęszczać inne produkty myjące, dodawać olejków myjących, by lepiej emulgować i zbierać tłuste zabrudzenia, a jednocześnie działać łagodniej, czystych olejów, jeśli skóra wymaga większej porcji okluzji, dodawać detergentów pieniących się, by kosmetyk lepiej zmywał wszelkie zawiesiny i sypkie zabrudzenia oraz przynosił uczucie świeżości, a także domywać nią w mniej agresywny sposób inne środki myjące, a nawet łączyć z akcesoriami, by zwiększyć właściwości myjące i jednocześnie nie narażać skóry na tak silne wysuszenie. Możliwości i potencjalnych konfiguracji jest niezliczenie wiele.


Zapach śmietanek jest niedrażniący i niemęczący, nie nasila się podczas kontaktu z wodą oraz nie ciągnie się za użytkownikiem: ulatnia się wraz z pozbyciem się emulsji ze skóry. Nie zauważam znaczących różnic pomiędzy dostępnymi wersjami, choć sięgałam, czysto intuicyjnie, częściej po wersję Chia i Kurkuma - posiada nieznacznie bardziej kremową, lepiej współpracują konsystencję łagodnie zabarwioną na żółto (kurkumina) oraz przemawiała na jej korzyść kompozycja zapachowa, nie są rewiry olfaktoryczne, nie wspięłam się na wyżyny doznań zapachowych, ale produkt po prostu ładnie, nienachalnie pachnie - łagodnie ziołowo, świeżo, ale nie do końca jest to zapach natury. Wersja Opuncja figowa i Aloes uwalnia bardziej owocowy, kwiatowy zapach.

Kosmetyki nie drażnią oczu oraz błon śluzowych. Nie zauważyłam, by powodowały jakiekolwiek podrażnienia, dyskomfort i zaognienia na skórze, choć jest to kwestia indywidualna, ściśle powiązana z reakcją na właściwości śmietanek. Mogą być stosowane bez jednoczesnej ochrony przeciwsłonecznej oraz przez ciężarne i karmiące.

System dozujący nie sprawia większych problemów: nie zacina się, choć pamiętam sytuację, gdy blokada uniemożliwiła zabezpieczenie produktu oraz ograniczyła ruchy pompki - na szczęście wystarczyło 5 minut, by naprawić sytuację bez potrzeby wymiany opakowania.

Zazwyczaj dozuję jedną, maksymalnie dwie pompki produktu do oczyszczenia twarzy oraz szyi i dekoltu, myślę, że jedno opakowanie mieszące aż 250 ml produktu, powinno wystarczyć na co najmniej pół roku codziennego użytkowania.

Nie będę szczególnie wgłębiać się w skład  oferowanych śmietanek, choć nie jest on idealny - produkt jest naturalny (ale nie wegański i ekologiczny), nie posiada silikonów, PEG-ów, syntetycznych barwników. Ze względu na obecność naturalnych składników oraz substancji zapachowych, istnieje pewne ryzyko wystąpienia alergii. Zawiera tytułowe wyciągi w postaci ekstraktów (kurkuma, opuncja figowa i aloes) oraz olejów roślinnych (chia).


ŚMIETANKA MYJĄCA WERSJA "KURKUMA+CHIA": Aqua (Water), Tripelargonin, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Curcuma Longa Root Extract, Salvia Hispanica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Olus Oil, Toopherol, Sodium Stearoyl Glutamate, Sorbitol, Sorbityl Laurate, Xanthan Gum, Citric Acid, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

ŚMIETANKA MYJĄCA WERSJA "OPUNCJA FIGOWA+ALOES": Aqua, Tripelgaronin, Ethyhexyl Stearate, Orbignya Oleifera Seed Oil, Glycerin, Oryza Sativa Bran Oil, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alochol, Opuntia Ficus- Indica Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Tocopheryl Acetate, Sodium Stearoyl Glutamate, Sorbitol, Sorbityl Laurate, Xanthan Gum, Citric Acid, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Cena: 20 zł / 250 ml

KURKUMA + CHIA & OPUNCJA FIGOWA + ALOES : SŁABE STRONY

Śmietanki łagodnie, choć niemal całkowicie spłukują się: u osób z wyższym zapotrzebowaniem na okluzję mogą powodować nieprzyjemne uczucie ściągnięcia, wysuszenia oraz generować łojotok. Efekt ten może również pojawić się przy regularnym, stałym stosowaniu śmietanek przez osoby z cerą odwadniającą się i tendencją do nadmiernej ucieczki wody, dlatego też warto stosować je naprzemiennie z innymi produktami lub rozważyć samodzielnie modyfikację konsystencji - ja osobiście nie widzę ich w swojej codziennej pielęgnacji bez dodatkowych ulepszeń. 

Pewną przeszkodą mogą być również ich słabe właściwości myjące, zwłaszcza oporne na zabrudzenia sypkie. Generalnie nie są to najlepsze produkty do działania w pojedynkę, jeśli masz do zmycia jakiekolwiek cięższe zabrudzenia (kremowy makijaż, filtry ochronne, makijażu oczu i ust), warto wówczas połączyć ich działanie z właściwościami innych produktów myjących (chociażby z większą ilością fazy tłuszczowej).

Śmietanki polecam szczególnie osobom z cerą wrażliwą i delikatną. Mogą sprawdzić się na większości typów i rodzajów cery, ale wymagają przemyślanego wplecenia w pielęgnację i wzajemnego łączenia właściwości z innymi produktami, zwłaszcza, gdy skóra jest bardziej wymagająca. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

21:00

GĄBECZKI KONJAC W PIELĘGNACJI

GĄBECZKI KONJAC W PIELĘGNACJI

Gąbeczki Konjac znalazły niezliczoną ilość funkcji w mojej okrojonej pielęgnacji. Ich gąbczasta i porowata, a jednocześnie na wskroś delikatna struktura, stwarza mnóstwo możliwości wykorzystania nawet na trudnych, problematycznych typach cery. Mimo że często kręcę nosem na akcesoria w pielęgnacji, gdyż nierzadko generują sporo problemów przy dłuższym stosowaniu jak i w utrzymaniu względnej czystości, tak gąbeczki Konjac akompaniują mi niezmiennie w codziennym rytuale już od kilku miesięcy.

KONJAC? CO TO TAKIEGO?

Gąbeczka Konjac w kosmetyce i medycynie japońskiej istnieje od przeszło 1500 lat. To produkt w 100% naturalny i biodegradowalny, jest wolna od szkodliwych, drażniących i mogących podrażnić skórę substancji.

Gąbka otrzymywana jest z azjatyckiej byliny, która nosi tę samą nazwę. Powstały surowiec posiada silne właściwości absorbujące, zawdzięcza to lekko zasadowemu pH, przez co wykazuje właściwości myjące, peelingujące i emulgujące tłuszcz, a zawartość składników naturalnych i substancji aktywnych, pielęgnuje, odżywia i nawilża skórę. Gąbeczki mogą zawierać różne składniki - aktywny węgiel, który wspomaga walkę z trądzikiem i bardzo dobrze oczyszcza, antyseptyczną i oczyszczającą glinkę, kojącą zieloną herbatę i wiele, wiele innych.

W kontakcie z wodą gąbka intensywnie pęcznieje, staje się delikatna, miękka, doskonale absorbuje sebum, tłuszcz i zanieczyszczenia. Zapewnia subtelne i łagodne dla skóry oczyszczenie bez podrażnień. Regularne oczyszczanie skóry za pomocą gąbki Konjac pozwala na minimalne użycie kosmetyków myjących, zmniejszenie ilości produktów oczyszczających, znaczne uproszczenie pielęgnacji, zwężenie porów, niewymagającą ochrony przeciwsłonecznej regulację rogowacenia oraz delikatny i relaksujący masaż, co wpływa bezpośrednio na lepsze ukrwienie skóry i jej ładniejszy koloryt.

Przy szeregu niezbywalnych zalet, nie można niestety zapomnieć o wadach gąbki Konjac. Nie odkryję Ameryki, ale największą przywarą tej świetnej gąbeczki jest przede wszystkim jej wątpliwa higieniczność. Gąbka sama w sobie jest śliska, schnie powoli, choć można ją dezynfekować i prać w wysokich temperaturach, często ulega uszkodzeniom i pomimo zachowania wzmożonych środków ostrożności: pleśnieje w środku. Ogromną zaletą jest niewchłanianie kosmetyków do środka, ale niestety nie ochrania to przed psuciem się gąbki (wynika to z naturalnej budowy i składu). Dodatki do gąbki szybko się wypłukują i na pewno tracą swoją wartość aktywną, zwłaszcza gdy zdecydujesz się na regularne wygotowywanie gąbki, co jest najskuteczniejszą metodą ochrony przed patogennymi drobnoustrojami. Zalecam wymianę gąbki co co najmniej 3 miesiące.

Dla niektórych osób gąbeczka Konjac może okazać się stanowczo za ostra, zachowuje jednak trwałą formę, przez co masaż całą powierzchnią gąbeczki może sprzyjać roznoszeniu zmian zapalnych, generować podrażnienia i nasilać ucieczkę wody.

Ostrzegam, że jakość gąbeczek (poza sprawdzoną firmą Konjac Sponge Company) nie jest równa - wiele gąbeczek okazywała się zbyt twarda, nieprzyjemna i szorstka, by móc bezpiecznie włączyć je do pielęgnacji twarzy.

MOŻLIWOŚCI WYKORZYSTANIA GĄBECZEK W PIELĘGNACJI CODZIENNEJ I SPECJALNEJ

Gąbeczki Konjac posiadają miłą, choć przedziwną strukturę. Nadal pamiętam swój ewoluujący grymas w zderzeniu z twardą niczym głaz powierzchnią z którą nie do końca wiedziałam co mam uczynić, zresztą wciąż ogarnia mnie niewymuszone zdumienie przy upuszczaniu strumienia wody, transformacja Konjac to coś niesamowitego: mokra gąbeczka natychmiast staje się niesamowicie mięciutka i plastyczna.

Niespotykana, wyczuwalnie porowata struktura gąbki to jednak jej duża zaleta, ta porowatość jest zupełnie rozbieżna z tradycyjnymi gąbkami, a nawet z gąbeczkami Konjac kiepskiej jakości - unikalna faktura chwyta i pochłania mechanicznie zabrudzenia oraz zapewnia jednocześnie przyjemny, oczyszczający masaż. Sowicie przesiąknięta wodą gąbeczka jest łagodna dla skóry, choć można nią wykonać bezdrobinkowy peeling mechaniczny, zatem zachowałabym rozwagę przy stosowaniu Konjac w nasilonych, ropnych odmianach trądziku,  szeroko pojętych infekcyjnych zakażeniach mieszków włosowych oraz przy uszkodzonej i nadreaktywnej, rumieniowej skórze.

Zdolności absorbujące gąbeczki można wykorzystać przy spłukiwaniu i pochłanianiu substancji trudnych do zmycia bez zastosowania silnych detergentów lub emulgatorów - pozostałości tłuszczu lub związków tworzących dyspersje w wodzie i tłuszczach (na przykład pigmenty mineralne). Jest to pomocne szczególnie na typach cery, które błyskawicznie odwadniają się, ale jednocześnie brak redukcji okluzji ze środków myjących wróży jedynie pogorszenie stanu skóry. Włączenie gąbeczki Konjac do rytuału oczyszczania to mądry i sprytny sposób ograniczenia wysuszenia skóry podczas jej mycia oraz bezpiecznego zwiększenia siły myjącej (skóra się wysusza, ale wymaga łagodnego domywania produktów / problem z odwadnianiem z jednoczesnym noszeniem trudnych do zmycia filtrów ochronnych lub kremowych produktów do makijażu). Biorąc pod uwagę właściwości akcesorium, gąbeczkę Konjac widzę raczej w połączeniu z delikatniejszymi środkami myjącymi - stosowana z pieniącymi się detergentami, czy zasadowymi, naturalnymi piankami i mydłami, będzie wzmagać ich właściwości drażniące oraz wysuszające.

Gąbeczki Konjac to również codzienny sposób regulowania naskórka zrogowaciałego i szybko zanieczyszczającego się. Mimo że masaż gąbeczką nie jest niczym nieprzyjemnym i organoleptycznie jest zdecydowanie delikatniejszy od tradycyjnych peelingów ziarnistych, czy nawet szczotkowania skóry, regularne oczyszczanie skóry z zastosowaniem gąbeczki może odczuwalnie sprzyjać lepszej kondycji skóry szczególnie trudnej w pielęgnacji. Akcesorium nie jest na tyle agresywne, by działało toksycznie na skórę, ale również nie jest aż tak delikatne, by jego stosowanie nie przynosiło nawet wymiernych efektów.

  • Samodzielny sposób oczyszczania skóry. Jeśli nie nosisz makijażu, unikasz ciężkich kremów ochronnych, problem wzmożonego łojotoku Cię nie dotyczy, nie masz trudności z utrzymaniem prawidłowego nawilżenia skóry, ale zauważasz u siebie problem zaskórników i/lub nadmiernego rogowacenia, to oczyszczanie gąbeczką w wyjątkowo łagodny, mało problematyczny i niewymagający jednocześnie restrykcyjnej ochrony przed słońcem sposób, wyreguluje Twoją skórę. Gąbeczka Konjac z wodą to idealny sposób oczyszczania dla osób z cerą bez większych problemów z wyjątkowo minimalistyczną, prostą pielęgnacją, ale z tendencją do zanieczyszczania się. 
  • Drugi, bezdetergentowy etap oczyszczania. Jeśli borykasz z problemem szybko odwadniającej się skóry, negatywnie reagujesz na większość pieniących się detergentów oraz akcesoriów, które okazują się zbyt ostre w swej fakturze, a wymagasz tłustego, olejowego rozpuszczenia zanieczyszczeń i równorzędnie skutecznego, efektywnego i bardzo delikatnego usunięcia tłustej fazy, włączenie gąbeczki Konjac do drugiego etapu (spłukiwania pierwszej fazy), pozwoli uniknąć tak silnego wysuszenia, ściągnięcia i dyskomfortu. Gąbeczka znacznie delikatniej pochłonie nadmiar tłuszczu i obejdzie się ze skórą łagodniej niż pieniące się detergenty. Ponadto gąbeczka pozwala na zastosowanie bardziej kremowej, treściwej konsystencji do oczyszczania, można nią świetnie zrównoważyć etap myjący bez większych szkód i ryzyka nagłego pogorszenia stanu skóry. 
  • Mało agresywny sposób usuwania masek nawilżających (kremowych i hydrożelowych). Zwilżoną gąbeczką szybko i bezboleśnie usuniesz maski nawadniające - silny strumień wody, detergenty lub nadmierne pocieranie w celu pozbycia się konsystencji, może zniweczyć efekty nawet najwspanialszego zabiegu upiększającego. Gąbeczki Konjac dzięki właściwościom absorbującym bardzo szybko i wybiórczo usuwają zabrudzenia, przy ich użyciu, zabiegi tego typu mają jakiś sens i zwiększają swoją efektywność działania. 
  • Akcesorium zwiększające siłę myjącą i oczyszczającą detergentów, glinek oraz alg. Gąbeczki skracają znacznie czas usuwania masek i środków myjących ze skóry przy jednoczesnym zwiększeniu ich właściwości oczyszczających. 
  • Bezdrobinkowy peeling mechaniczny. Jeśli peelingi ziarniste i szczotkowanie twarzy okazują się zbyt ostre, a enzymatyczne sposoby złuszczania naskóka albo wysuszają skórę lub są zupełnie nieefektywne, codzienne lub okazjonalne oczyszczanie skóry przy pomocy gąbeczki Konjac może okazać się przemyślaną i skuteczną metodą peelingującą, sprzyjającą normalizacji skóry. 


ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam,
Ewa

16:00

EIGHT GREENS YOUTH SERUM | EMINENCE ORGANIC SKIN CARE

EIGHT GREENS YOUTH SERUM | EMINENCE ORGANIC SKIN CARE

W bałaganie jaki towarzyszy mi na co dzień, również w pielęgnacji, jest pewna, ukryta metoda. Wystarczyło kilka lat burzliwych doświadczeń, by pomimo ciągle towarzyszącego mi harmideru i mnogości kosmetyków, przeplatających się nawet i pod moimi obcesowo zniszczonymi stopami, dość trafnie dobierać je do potrzeb własnej skóry i stosunkowo szybko wyrabiać sobie trafną opinię na temat nowo wdrożonych produktów do pielęgnacji. Zielone serum od Eminence Organic Skin Care okazało się zaproszeniem do poznania kolejnych produktów marki - zapewnia mi to, czego oczekuję z pogranicza stosowanych łatwo dostępnych serum, a kremów - nawodnienia, ale jednocześnie łagodnej, przyjemnej okluzji. 

Bardzo podoba mi się koncepcja, ideały i przede wszystkim autentyczność głoszona przez markę Eminence, której działalność śledzę skrupulatnie od kilku miesięcy. Przemawiają do mnie zatem nie tylko oferowane produkty, które mają ciekawe i niekonwencjonalne, ale jednocześnie przyjazne formuły, które można wdrożyć bez nadmiernych implikacji, jak i ludzie, którzy nie serwują werbalnych wymiocin i eko-pozoranctwa, a wiedzą dokładnie co są w stanie zaoferować i odpowiednio wyargumentować cenę oferowanych kosmetyków. 

KONSYSTENCJA

Delikatnie żelowa, doskonale i bezprecedensowo rozprowadzająca się, aplikacji nie akompaniuje dziwny, nadmierny opór, lepkość, zbyt szybkie wchłanianie soczyście zielonej konsystencji. Wystarczy niewielka ilość, by równomiernie rozprowadzić serum po twarzy, szyi i dekolcie. Łagodnie zastyga (choć raczej owe uczucie przypomina rozkoszne wtapianie się, czuć jak skóra dosłownie wsiąka każdą kropelkę serum i jest nieprawdopodobnie wilgotna od szczodrego nawodnienia), pozostawiając jedwabistą, cudownie przyjemną w dotyku skórę.  Eminence Eight Greens tuż po wklepaniu ładnie i przyjemnie powleka skórę, nieco się lepiąc, ale uczucie to nie jest niekomfortowe i przytłaczające - mija zupełnie po około 10 minutach - uczucie kleistości wzrasta wraz z bardziej obfitą aplikacją (brak rolowania się produktu). Mimo tychże walorów, serum na skórze jest niezwykle lekkie, nie obciąża nawet błyskawicznie zanieczyszczających się typów cery oraz nie sprzyja ogólnemu zanieczyszczaniu się naskórka, jeśli jest stosowane zgodnie z bieżącym zapotrzebowaniem na nawilżenie (serum porządnie nawilża, więc po jakimś czasie może nadmiernie rozpulchniać pory i przyspieszać zanieczyszczanie się skóry). Serum niezwykle komfortowo, wręcz luksusowo zachowuje się na skórze, mimo bardzo lekkiej formuły, nie wysycha zupełnie, pozostawia przyjemne uczucie zmiękczenia i nie powoduje ściągnięcia nawet na odwodnionych typach cery. Zapach przyjemny, świeży, zielony, wyczuwam w nim świeżo utarte w moździerzu zioła polne oraz aromatyczną, kwitnącą suto lawendę.

Sięgam po serum z nieukrywaną przyjemnością.

Z moich obserwacji wynika, że serum lepiej sprawdza się stosowane w połączeniu z czymś do uzyskania pożądanej konsystencji niż w klasycznej pielęgnacji warstwowej (produkt zastosowany po serum bardziej przyczepia się do skóry i trudniej rozprowadza, przez co ciężko jest wklepać i rozsmarować chociażby kremy/emulsje o bardziej skontrowanej formule), jest to również jeden z niewielu produktów o tak lekkiej konsystencji, pozwalający swymi właściwościami na samodzielnie stosowanie bez obaw o dyskomfort i wzmożone ściągnięcie naskórka. Charakterystyczna struktura serum ma swoje duże plusy chociażby w roli bazy: doskonale chwyta mineralne pigmenty, efekt przedłużonej trwałości makijażu ma miejsce zarówno przy stosowaniu kremowych produktów, jak i sypkich mineralnych.

Mimo że serum Eminence posiada szereg substancji aktywnych, w tym pochodzenia wyłącznie naturalnego, konsystencja serum jest na tyle przyjemna i wyjątkowa w użytkowaniu, że nie powoduje podrażnień, przelotnego rumienia, czy ściągnięcia nawet przy regularnym stosowaniu. Produkt nie wzmaga nadmiernej potliwości skóry oraz nie pobudza łojotoku, co jest gehenną przy stosowaniu za lekkich, wodnych produktów do pielęgnacji skóry.

DZIAŁANIE

Część osób może być głęboko przesiąknięta defetyzmem usłyszawszy hasło "naturalna pielęgnacja" - szczególnie, gdy roślinne, zgodne z naturą działanie nie przynosi pożądanych rezultatów, odpycha i konsekwentnie zraża swym "swoistym" zapachem, a jeszcze częściej generuje kolejne problemy z cerą, zamiast niweczyć nieuniknione skutki mijającego czasu, przewlekłego stresu i nie do końca zdrowej, wątpliwej jakości pszenicznej bułeczki z makiem. Wszystko to sprawia, że w pewnym sensie wiele z nas traci wiarę w matkę naturę i przybiera fatalistyczną postawę, a równie mocno mierżą wszelakie odgórne przymusy bycia zawsze szczęśliwym, zadbanym i koniecznie bio zgodnym ze środowiskiem naturalnym. Po wielu latach testów, i wydaje mi się - dość dobrej orientacji rynkowej, rzeczywiście kosmetyki naturalne są w pewnym stopniu sztampowe i momentami - aż do egzystencjalnego bólu - przewidywalne. Eminence Organic Skin Care rozbudziło we mnie początkowy towarzyszący mi entuzjazm obecny w dziewiczym odkrywaniu naturalnych, zdrowych produktów, który nieuchronnie stopniowo zaczął przygasać i ustępować miejsca wyważonemu dystansowi.

Cenię produkty, które rzeczywiście działają - w naturalnych kosmetykach dostrzegam niepokojący deficyt nawilżenia i przyjemnego uczucia zmiękczenia, co automatycznie przekłada się na namacalne i długotrwałe efekty stosowania, których notabene brakuje mi przy nawet rozsądnym, systematycznym użytkowaniu naturalnych kosmetyków - naturalne tłuszcze nie są łatwymi składnikami formulacyjnymi, nie nawilżają samodzielnie i wykrzesanie z naturalnych składników efektu "plumping" wcale nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Zawód zatem nabierał niebotycznych wymiarów i cieszę się, że w tymże czasie natrafiłam na markę Eminence, której to serum Youth Eight Greens robi coś więcej niż tylko natłuszcza.

Niby niewiele, ale produkt pozostawia skórę niesamowicie gładką, ukojoną, zmiękczoną, cudownie aksamitną, szaleńczo przyjemną w dotyku, ale przede wszystkim: nawodnioną. Miałabym spore trudności ze wskazaniem produktu wodnego/zażelowanego, który tak przyjemnie i delikatnie, aczkolwiek widocznie działa na moją odwodnioną i niezwykle wybredną, trądzikową skórę - i z całą pewnością nie byłby to preparat bazujący na naturalnych, roślinnych komponentach. Cena serum może na pierwszy rzut oka wydawać się kuriozalna, ale po głębszym zastanowieniu, na rynku brakuje produktów, które są tak lekkie i jednocześnie zapewniają bez żadnych dodatkowych modyfikacji wspaniałe uczucie nawodnienia.

Prawidłowe nawilżenie naskórka automatycznie zmniejsza skłonności do nadmiernej reaktywności i pobudliwości naczyniowej, niweluje nieprzyjemny świąd, wspomaga regenerację, poprawia koloryt, ogólnie rzecz biorąc: sprawia, że naskórek wygląda i czuje się zdecydowanie lepiej. I rzeczywiście tak jest, przy stosowaniu serum moja cera jest w znacznie lepszej kondycji niż przed włączeniem kosmetyku do stałej pielęgnacji - struktura skóry jest bardziej zbita, koloryt stopniowo wyrównany, gładkość skóry momentami powoduje aż gęsią skórkę. Na pewno będzie mi bardzo smutno, gdy system dozujący pozostanie już pusty i nie zasięgnie kolejnej porcji nawilżającego serum.

Regularne stosowanie Eight Greens Eminence na pewno poprawiło stopień regeneracji oraz ujednoliciło ogólny koloryt mojej skóry. Na prawidłowo wypielęgnowanej skórze wszystko goi się, regeneruje, przyjmuje i wygląda lepiej - co jestem w stanie potwierdzić po długich tygodniach regularnych testów.

Równie mocno cenię realistyczne i w pełni uzasadnione w działaniu obietnice producenta. Serum ma pozostawiać skórę gładką, jedwabistą i przyjemną w dotyku bez tłustego filmu, dobrze nawilżać, wzmacniać i poprawiać ogólną kondycję skóry. Wszystkie wykazane podpunkty są odzwierciadleniem tego, co widzę na własnej skórze. Serum Eight Greens jest skierowane do każdego rodzaju skóry - myślę, że producent nie mija się z prawdą, bowiem wprowadzenie serum wymaga odpowiedniego wkomponowania w zastaną pielęgnację, choć najbardziej kosmetyk polecam odwodnionym trądzikowym, tłustym i problematycznym typom cery z niskim, ale jednak obecnym zapotrzebowaniem na okluzję, którym nie jest obcy problem rogowacenia i łojotoku wywołanego. 


SKŁAD, POJEMNOŚĆ, WYDAJNOŚĆ I CENA

Zielone serum od Eminence, jak sama nazwa arbitralnie wskazuje, bazuje na głównych, ośmiu zielonych roślinach, będących źródłem naturalnych, odmładzających i nawilżających fitoestrogenów: jukka, skrzyp polny, niepokalanek pospolity, chmiel zwyczajny, koniczyna łąkowa, len zwyczajny, lawenda i liście papryki. To jednak nie koniec (rzec by się przekornie chciało, że dopiero początek) roślinnej przygody, bowiem kosmetyki Eminence to prawdziwa gratka dla osób ceniących naturalne kosmetyki z prawdziwego zdarzenia. Formuła serum nie zawiera wody, jest oparta na soku z rozgniatanych liści aloesu i pomidora, działanie serum wzmacniają naturalne ekstraty pozyskane z jęczmień zwyczajny czterorzędowy, spirulina, szpinak, kapusta warzywna, lucerna, pszenica, brokuł, burak ćwikłowy, dulka, rozmaryn, kompleks antyoksydacyjny (cytryna, jagody acai i goji, wiśnia barbados acerola, indyjski agrest, marchew, camu camu, baobab i woda kokosowa) naturalne olejki eteryczne oraz nawadniające cukry oraz niewielka ilość okluzji w postaci oleju słonecznikowego. Serum zawiera glicerynę, która mi osobiście w podanej formie nie wadzi.

Mimo przebogatej, obfitującej w naturalne składniki zawartość, kosmetyk nie spowodował u mnie uczulenia i miejscowych odczynów niepożądanych. Może być stosowany bezpiecznie w okresie ciąży i karmienia piersią.

INCI: Organic Phytonutrient Blend™ [Aloe Juice*, Tomato Juice*, Horsetail Extract*, Chasteberry Extract*, Flaxseed Extract*, Hops Extract*, Barley Leaf Extract*, Wheat Leaf Extract*, Algae Extract*, Spinach Extract*, Broccoli Extract*, Alfalfa Leaf Extract*, Beetroot Extract*, Dulse Extract*, Bladderwrack Extract*, Yucca Extract*, Red Clover Flower Extract*, Honey*, Paprika Extract*, Sunflower Seed Oil*, Rosemary Leaf Extract*, Maltodextrin (from Rice)* And Vegetable Glycerin*], Lavender Extract, Vegetable Glycerin*, Horsetail Extract, Propanediol (from Corn), Vegetable Glycerin, Tara Tree Gum, Yucca Filamentosa Extract, Hops Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Lactic Acid, Chlorophyll, Sodium Salicylate, Paprika Extract, Sodium Alginate, Lavender Oil*, Biocomplex2™ [Acai*, Lemon*, Barbados Cherry*, Indian Gooseberry*, Baobab*, Camu Camu*, Carrot*, Coconut Water*, Goji Berry*, Tapioca Starch (from Cassava Root)*, Alpha Lipoic Acid And Coenzyme Q10].
*Certified Organic Ingredient
**Biodynamic® Ingredients From Controlled Demeter Production

Pojemność 30 ml w butelce z porządnego, ciemnego, grubego szkła z pipetą. Serum jest bardzo wydajne, opakowanie przy rozsądnym stosowaniu powinno wystarczyć na około 4-6 miesięcy. Koszt serum waha się w granicach 150 - 200 zł. Produkty Eminence, niestety, nie są dostępne bezpośrednio w Polsce. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa
Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger