Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochrona przeciwsłonewczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochrona przeciwsłonewczna. Pokaż wszystkie posty

16:00

PORÓWNANIE KREMÓW Z FILTREM, CZĘŚĆ DRUGA: TOCOBO, MISSHA, EUCERIN, ALTRUIST, SKINTRA, ISDIN

PORÓWNANIE KREMÓW Z FILTREM, CZĘŚĆ DRUGA: TOCOBO, MISSHA, EUCERIN, ALTRUIST, SKINTRA, ISDIN



Kolejna część recenzji preparatów skierowanych do prewencji przed promieniowaniem słonecznym i innymi czynnikami fizycznymi. 

TOCOBO, BIO WATERY SUN CREAM SPF 50+ PA+++ spf lekki ktory nie zapycha porow lekki spf dla tlutej skory tradzik filtry przeciwsloneczne

TOCOBO, BIO WATERY SUN CREAM SPF 50+ PA+++

No dobrze, zacznijmy od Tocobo. Konsystencja mleczna, lejąca, lecz z pewną aksamitnością, kosmetyk nie przelewa się między palcami, nie ma w sobie zawoalowanej tłustości. Myślę, że określenie mleczny jest w przypadku tego produktu nad wyraz trafne. Podczas delikatnych ruchów, konsystencja nie gęstnieje, a rozmywa się zarówno na skórze, jak i niknie w oczach, pozostawiając neutralne i całkowicie transparentne wykończenie. Konsystencja jest lekko pożółcona, ale macie moje słowo, że nie pozostawia na skórze tego pontonu, ani też nie płata psikusa pod wpływem wydzielania większej ilości sebum, czy potu. Mimo zapachu, którego nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować (wyczuwam nuty jodłowe i wodne, woda po kwiatach?), jestem w stanie napisać, że nie jest on przytłaczający i staje się praktycznie niewyczuwalny po około 5 minutach od aplikacji. Niemałym zaskoczeniem jest dla z pewnością brak podrażnień, zazwyczaj przy perfumowanych preparatach o tak lekkiej konsystencji, sprawy wkraczają na alarmowy poziom, który zazwyczaj kończy się trudną do opanowania reaktywnością skóry oraz nierówną batalią o ocalenie narządu wzroku. Tak, nie piecze, nie migruje, nie podrażnia ani skóry ani oczu. Zapewnia wręcz przyjemny efekt ukojenia skóry, chłodzenia, ale nadmienię, że dzieje się tak wówczas, gdy skóra jest w miarę stabilnej formie, nie polecam go w stosowaniu cerom, które są rozchwiane pod względem nawodnienia i mają niski próg tolerancji, spójrzmy prawdzie w oczy, jeśli nie ogarnięcie tematu odwodnienia, będzie Was podrażniać wszystko, co szybko schnie i to nie będzie wina tego produktu, tylko specyfika skóry, którą macie. Wtedy faktycznie może pojawić się świąd i dziwne naciąganie naskórka. 

TOCOBO, BIO WATERY SUN CREAM SPF 50+ PA+++ spf lekki ktory nie zapycha porow lekki spf dla tlutej skory tradzik filtry przeciwsloneczne

Mam pewną zagwozdkę co do jego lekkości, natomiast myślę, że w znacznej mierze moje pewne obserwacje są bardziej powiązane nie z konsystencją Tocobo, a po prostu ilością, która jest niezbędna do zapewnienia mi odpowiedniej ochrony. Generalnie produkt zostawia neutralne wykończenie. Nie jest ono matowe, ale również nie jest tłuste. Nie wzmaga tendencji do przetłuszczania, nie ugotujecie się w nim, ale nie jest też typowo suchy. Jeśli macie tylko tendencję do przetłuszczania, to skóra pod koniec dnia będzie przetłuszczona, bo ten produkt Wam tej produkcji sebum nie ograniczy i nie da też zbyt dużego komfortu. Tocobo hołduje zasadę: bądź możliwie jak najbardziej neutralny. Jeśli jesteście na to przygotowani, to myślę, że zakup tego kremu będzie jedną z najlepszych decyzji kosmetycznych, jaką możecie podjąć. Na mojej skórze wygląda perfekcyjnie i na pewno go kupię ponownie. 

TOCOBO, BIO WATERY SUN CREAM SPF 50+ PA+++ spf lekki ktory nie zapycha porow lekki spf dla tlutej skory tradzik filtry przeciwsloneczne jak wyglada na skorze

Z powyższych rozważań, moim zdaniem aplikacja makijażu na nim to dość śliska sprawa. Od razu po nałożeniu daje zupełnie neutralne wykończenie, stąd jeśli nie wykonujesz jakichś abstrakcyjnie zaawansowanych, trących ruchów, raczej nie naruszysz go na tyle, by gwałtownie obniżyć zapewnianą przez niego ochronę (chociaż nigdy takiej pewności nie masz i trzeba to wliczyć w koszty), ale ten kosmetyk nie utrzyma wybitnie kolejnej warstwy, choć i tak zrobi to lepiej niż większość SPFowych czempionów. Jeśli zatem masz sprawdzony podkład, który sprawdza się w standardowych warunkach, jest duża szansa, że będzie pracować w zbliżony sposób na warstwie Tocobo.

Zakres ochrony: 5 filtrów chemicznych, o szerokim spektrum działania, wygląda to obiecująco. Jak jest w rzeczywistości? Nie wiem, ale mam nadzieję, że producent nie zanurza się tak głęboko w świat fantazji jak w zespół Purito i faktycznie w tym filtrze jest to, co znajdziemy na etykiecie produktu. 

INCI: Aqua, Dibutyl Adipate, Propanediol, Ethylhexyl Triazone, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Polyglyceryl-3 Distearate, Niacinamide, Tromethamine, Cetearyl Alcohol, 1,2-Hexanediol, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Pentylene Glycol, Polysilicone-15, Vigna Radiata Seed Extract, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract, Sophora Flavescens Root Extract, Rheum Palmatum Root/Stalk Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Phellodendron Amurense Bark Extract, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Flower Extract, Ulmus Davidiana Root Extract, Pinus Palustris Leaf Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Sodium Hyaluronate, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Polymethylsilsesquioxane, Sodium Polyacryloyldimethyl Taurate, Glyceryl Stearate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Potassium Cetyl Phosphate, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Inulin Lauryl Carbamate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Ethylhexylglycerin, Adenosine, Butylene Glycol, Tocopherol, Parfum

MISSHA SOFT FINISH SUN MILK SPF 50+ PA+++ opinia recenzja spf lekki filtr przeciwsloneczny

MISSHA SOFT FINISH SUN MILK SPF 50+ PA+++

Kolejny, topowy produkt. Może nie doczekał się dytyramb w instagramowym światku, ale ma swoje stałe i przekonane o jego wyjątkowości, grono odbiorców. No więc musiałam, musiałam go kupić i sprofanować na swojej cholerycznej skórze. 

Konsystencja płynąca ciurkiem, podbielona i naciągnięta różowym pigmentem. Serce mi niemal stanęło, gdy tę mleczną drogę zobaczyłam. Przysięgam. Kosmetyk podczas aplikacji staje się hybrydą kremu-silikonu, nie potrafię wyjaśnić dokładnie swoich odczuć, ale jest to za każdym razem błogie przeżycie. Sun Milk cudownie rozpręża i zmiękcza skórę, za każdym razem gdy go aplikuję nie mogę wyjść z podziwu z jaką delikatnością, szacunkiem i czułością traktuje moją cerę. Konsystencja jest na tyle lejąca, że nie miałam do końca pewności czy aplikuję prawidłową ilość, zwłaszcza, że delikatnie smuży i ma tendencję do osiadania gdy jest jeszcze mokry, co sprawia, że końcowy werdykt co do dobrze wykalkulowanej ilości jest tak samo mętny jak an początku. Nie stawia żadnego oporu, nie wymusza tarcia, działa jak opatrunek. Po około 5-10 minutach (w zależności od odwodnienia skóry), Missha osiada na skórze, zachowuje się jak jedwabny, miękki puder. Skóra wygląda w nim pięknie: o ile nie będzie zaburzać jego warstwy dodatkowymi kosmetykami i warstwami. Daje efekt wygładzenia, wygląda fenomenalnie na zdjęciach, cera w obiektywie wygląda na nieskazitelną i wcale nie jest gorzej w rzeczywistości. Polecam go szczególnie osobom, których większość filtrów przeciwsłonecznych podrażnia lub wysusza (i jednocześnie działa komedogennie) lub szukają kosmetyku, który podkreśli dobrą kondycję skóry. 

MISSHA SOFT FINISH SUN MILK SPF 50+ PA+++ opinia recenzja spf lekki filtr przeciwsloneczny

Sun Milk to nie jest jednak samo pasmo sukcesów. Rozbiela skórę. Najbardziej przy aplikacji, potem ten efekt jest coraz subtelniejszy, ale jeśli załakniecie choć odrobiny piękna, spoglądając z podziwem na własne odbicie w sklepowej szybie, to jest to zauważalne, zwłaszcza gdy macie cieplejszy i/lub ciemniejszy typ urody. Nie mam również pewności co do jego przyczepności: bo z jednej strony stawia opór podczas demakijażu i nie jest wcale tak prosty do zmycia, a z drugiej: absolutnie za każdym razem, gdy próbowałam go dobudować lub nałożyć makijaż, widziałam jak się przemieszcza, miejscami nawet i roluje. Makijaż niszczy, niestety, jego wyjątkowe wykończenie i sprawia, że skóra zaczyna się wyświecać, co się nie dzieje, jeśli nie zhańbię go nawet minimalną warstwą pudru. Biorąc również pod uwagę zastosowane w nim filtry, nie opierałabym na nim swojej głównej ochrony przed promieniowaniem słonecznym. Ta delikatna, wyczuwalna, pudrowa warstwa sprawia, że Sun Milk świetnie chroni skórę przed innymi czynnikami fizycznymi, to dosyć istotne, jeśli posiadacie skórę reaktywną o niskich możliwościach adaptacyjnych. 

MISSHA SOFT FINISH SUN MILK SPF 50+ PA+++ opinia recenzja spf lekki filtr przeciwsloneczny

Nie wzmaga przetłuszczania, ale czasami zdarzało mi się odczuwać w nim falę ciepła. Nie migruje, nie podrażnia skóry (wykazuje działanie łagodzące, również na skórach reaktywnych, uszkodzonych, po zabiegach), nie powoduje potoku łez. Nie lepi. Nie daje uczucie przeciążenia, choć jest przez cały czas wyczuwalny (ale w pozytywny sposób, daje bardzo miękkie, luksusowe wręcz wykończenie).

Zapach salonu fryzjerskiego, wietrzeje szybko do poziomu, który nie dręczy nosa własnego i cudzego. 

Zakres ochrony: chemiczno-mineralny, tlenek cynku i filtry chemiczne o średnim rozmachu ochrony. Nie miałabym odwagi go nosić przy indeksie UVA wyższym niż 6, a zwłaszcza gdybym miała uwrażliwioną, reaktywną i odbarwioną skórę (lub. takimi tendencjami). 

INCI: Water, Cyclopentasiloxane, Silica, Zinc Oxide, Dipropylene Glycol, Butylene Glycol, Lauryl PEG-10 Tris(Trimethylsiloxy)silylethyl Dimethicone, Ethylhexyl Salicylate, Caprylyl Methicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Isopropyl Palmitate, Titanium Dioxide (CI77891), Alcohol Denat., C12-15 Alkyl Benzoate, Helichrysum Arenarium Extract, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Magnesium Sulfate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Quaternium-18 Bentonite, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Glycerin, Hydrogen Dimethicone, Phenoxyethanol, Fragrance, Silica Dimethyl Silylate, Sodium Benzoate, Tocopheryl Acetate, Disodium EDTA, Potassium Sorbate, Caprylyl Glycol, Polyhydroxystearic Acid, Isostearic Acid, Isopropyl Myristate, Lecithin, Ethylhexyl Palmitate, Polyglyceryl-3 Polyricinoleate, CI77492, Limonia Acidissima Extract, CI77491, VP/Hexadecene Copolymer, Acrylates/Dimethicone Copolymer, Biosaccharide Gum-4, Rosa Davurica Bud Extract, Cinchona Succirubra Bark Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Abronia Villosa Leaf Extract, Psidium Guajava Leaf Extract, Rhodiola Rosea Root Extract, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate

EUCERIN SUN GEL-CREAM OIL CONTROL SPF50+ spf dla skory tlustej spf pod makijaz.

EUCERIN SUN GEL-CREAM OIL CONTROL SPF50+

Przejdźmy dalej: Eucerin. Nie zgodzę się z informacją o żelowej formule, czy też żel -kremie. To, co wydobywa pompka to krem, i to gęsty krem. Kolor podżółcony, mam wrażenie, że i lekko zażółca skórę, aczkolwiek nie jest to u mnie aż tak zauważalne, gdyż moja karnacja ma tych tonów naturalnie dużo. Myślę, że na chłodniejszych typach skóry sytuacja może być już mniej optymistyczna. 

Mimo gęstej i mokrej konsystencji, krem rozprowadza się na skórze w sprawny sposób, całkowicie niknie jego toporność, nie jest tłusty. Wchłania się, ale do satyny, i tutaj powiem szczerze, mam pewien problem. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć zachwyt tym produktem, biorąc pod uwagę jego dalsze zalety o których napiszę, to ja nie jestem w stanie go używać. Wykończenie, jak napisałam, jest satyną. Ale to jest satyna, która daje efekt brudnej, niedomytej skóry i w wyjątkowo niekorzystny sposób na tej skórze leży. Nakładanie Eucerin to dla mnie alegoria picia piołunu, niby dobrze robi na żołądek, ale nadal pijesz wywar z piołunu, po którym cię wykręca. 

EUCERIN SUN GEL-CREAM OIL CONTROL SPF50+ spf dla skory tlustej spf pod makijaz.

Kosmetyk dobrze siada na skórze, na tyle dobrze, że spośród wszystkich dzisiaj wywołanych produktów do ochrony przeciwsłonecznej, ten z makijażem ma szansę być najbardziej kompatybilny. Wymaga jednak czasu, co najmniej 10-15 minut. Jest trwały i zwiększa trwałość tego, co się na niego nałoży. Jest rzeczywiście odporny na sebum i pot, w zasadzie to, w jaki sposób wygląda na skórze po około 15 minutach, utrzymuje się już przez pozostałe godziny aż do demakijażu. Prawdziwe jest stwierdzenie, że jest wyczuwalny na skórze, ale jej nie przeciąża. Mimo wielokrotnych prób, nigdy nie spowodował gwałtownego pogorszenia stanu mojej cery, jest dosyć neutralny pod tym względem - skóra pracuje podobnie jak bez żadnego produktu, co przy aplikacji tak sowitej ilości kosmetyku wodoopornego, zasługuje na szczere uznanie. Ma, niestety, tendencje do rolowania i zbijania się w kłębki, dlatego trzeba działać nim szybko i moim zdaniem nie nadaje się do reaplikacji. 

Ze świeżo wklepywanego kremu wyzierają złowrogo opary alkoholu, natomiast nie odnotowałam żadnych epizodów, które mogłyby świadczyć o większej reaktywności mojej skóry. Ogólnie kosmetyk nie migruje, ale podrażnia oczy. Nie zawsze powoduje łzawienie, ale daje głównie uczucie "ciężkich powiek"  oraz podczas demakijażu i do nawet godziny po, utrzymuje się zamglenie- nie, nie nakładam go na powieki. Jest w nim coś, co jednak musi mój narząd wzroku wyjątkowo drażnić albo jest to znak, że potrzebuję pilnie porady psychologicznej. 

EUCERIN SUN GEL-CREAM OIL CONTROL SPF50+ spf dla skory tlustej spf pod makijaz.

Polecam osobom, które mają twierdzą, że każdy SPF powoduje wysyp i gigantyczny łojotok. W moim odczuciu to jedna z najbardziej neutralnych, dostępnych na rynku formuł, ale tak jak już pisałam, nie będę używać, bo nie podoba mi się jego niechlujne wykończenie.  

Ochrona: szerokopasmowa, ale nie spodziewałabym się wysokiej ochrony w zakresie UVA, analizując zastosowane w formule filtry chemiczne. Plusem jest to, że SPF się nie przemieszcza i jest odporny na pot, to zawsze punktuje, nawet jeśli pozostałe parametry mogłyby być odrobinę lepsze. 

INCI: Aqua, Cl 2-15 Alkyl Benzoate, Alcohol Denat., Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butylen Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Ethylhexyl Triazone, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine Dibutyl Adipate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexy Benzoate, Glyceryl Stearate Citrate, Phenylbenzimidazol Sulfonic Acid, Silica, Tapioca Starch, Behenyl Alcohol Cetearyl Alcohol, Silica Dimethyl Silylate, Carnitine Glycyrrhetinic Acid, Glycyrrhiza Inflata Root Extract Glycerin, Dimethicone, Copernicia Cerifera Cera Hydroxypropyl Methylcellulose, Carrageenan, Xantha Gum, Sodium Hydroxide, Trisodium EDTA, Hydroxyceto henone Eth Ihex I I cerin Phenox ethanol

ALTRUIST, FACE FLUID SPF 50+ (LEKKA EMULSJA DO TWARZY) krem przeciwsloneczny recenzja

ALTRUIST, FACE FLUID SPF 50+ (LEKKA EMULSJA DO TWARZY)

No to lecimy dalej. Kolejny kosmetyk legenda. 

Konsystencja zsiadłego mleka, w zasadzie pierwsze, buzujące i uderzające do głowy emocje nie zniekształcają aż tak rzeczywistości, bowiem Altruist daje efekt zwarzenia, skiśnięcia na twarzy. Nie wygląda to dobrze. Krem szybko nabiera przyzwoitości przy delikatnych, okrężnych i oklepujących ruchach, delikatnie transparentnieje, ale nie ma mowy żeby trzymał fason, wchłonął się całkowicie i dawał dyskretny, neutralny efekt. Rozbiela skórę i robi to widocznie. Z jednej strony to plus, bo doskonale wiesz ile gdzie i ten krem jest, więc dobrze kontrolujesz sytuację, ale z drugiej strony sami widzicie w jak żałosny sposób próbowałam ratować sytuację z Altruistem. 

Krem gęstnieje i w ciągu 15 sekund przechodzi dość gwałtowną metamorfozę, staje się bardziej gumowy, rozsiadając się impertynencko na skórze. Plusem jest bardzo komfortowa konsystencja, przy wrażliwych, suchych i bardzo reaktywnych skórach, kosmetyk może przynieść dużą ulgę i zapewnia naprawdę ładne, satynowe wykończenie. Ogromnym plusem są jego wysokie zdolności łagodzące, zmiękczające i nawilżające, naskórek w tym produkcie rozmięka jak masło, dlatego też myślę, że mimo wszystko znajdzie on swoich wielbicieli. Zaskoczeniem jest to, że nie daje brudnego i przepoconego efektu mimo naprawdę mokrego wykończenia. Nie wysycha na skórze. Jeśli skóra Wam się wyświeca, to będzie w nim sto razy bardziej tłusta niż zwykle ma to miejsce. W innych przypadkach efekt jest mokry, lepki i coraz bardziej uciążliwy w ciągu dnia. Ciężko było mi uwierzyć w tak liczne, pozytywne opinie, bo grupa odbiorców jest naprawdę wąska (i gdybym miała inwestować w SPF z powyższymi wymaganiami, wybrałabym ostatnio recenzowany Garnier Ambre Solaire Super UV lekkie serum z wysoką ochroną UV z ceramidami). No dobra, jeszcze ciężej uwierzyć mi, że ktoś zdołał na tym produkcie wykonać makijaż i jeszcze jest zachwycony końcowym efektem. 

Skóra dosyć mocno się pod nim poci. Na szczęście nie rozgrzewa, ale to pocenie i widoczne, białe ślady przy zmoczeniu są mało estetyczne. 

ALTRUIST, FACE FLUID SPF 50+ (LEKKA EMULSJA DO TWARZY) krem przeciwsloneczny recenzja

Nie zauważyłam by produkt migrował, nie roluje się, ale do ponownej aplikacji nadaje się średnio, jest to mozolna i mało sensowna czynność. Jak siebie kocham, zapachu nie wyczuwam, a czytałam, że jest nieznośny. O ile w tę zsiadłą konsystencję jeszcze mogłam uwierzyć, to już w tę drugą atrybucję - nie do końca. Okazało się, że to właściwy kosmetyk, nie minęła data przydatności, mogłam również wymienić opakowanie. Jesteście ciekawi finału? Jest tak samo kiepski. Nadal ma konsystencję zsiadłego mleka. I nadal nie wyczuwam w nim tego nieznośnego zapachu.

Oczy posyła do piekieł. Piecze niemiłosiernie. Na skórę działa jak balsam, na ślepia jak formalina. Mam nadzieję, że na tych pozowanych fotach udało mi się to uchwycić. 

ALTRUIST, FACE FLUID SPF 50+ (LEKKA EMULSJA DO TWARZY) krem przeciwsloneczny recenzja

Ochrona: perfekcyjna. 6 stabilnych filtrów chemicznych, szerokopasmówki, porządne przyleganie do skóry. Nie mam się do czego przyczepić, zawsze kiedy go noszę czuję się bezpiecznie: ochrona przed promieniowaniem słonecznym, czynnikami fizycznymi i small-talkiem.

INCI: Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Niacinamide, Octocrylene, Dimethicone, Titanium Dioxide (Nano), Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Sodium Stearoyl Glutamate, Ethylhexyl Triazone, Panthenol, Aminomethyl Propanol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Alumina, Tocopheryl Acetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Simethicone, Caprylyl Glycol, Piroctone Olamine, Titanium Dioxide, Silver Chloride, Diethylhexyl Sodium Sulfosuccinate, Propylene Glycol

SKINTRA, RICH COAT SPF 50+ recenzja kremu z filtrem filtr nie bieli nie szcyzpie w oczy prawdziwa opinia

SKINTRA, RICH COAT SPF 50+

I to jest SPF o którym nie wiem co mam napisać. Bo nie jest wcale zły (i o tym będzie dalej), jest wręcz poprawny, ale konkurencja go zmiażdżyła. Za tę cenę jest masa lepszych, ciekawszych formuł. 

Konsystencja średnio gęsta, beżowa, ale ze zdecydowanymi tonami żółtymi, ale nie bieli i nie żółci skóry. Jest neutralna pod tym względem. Kosmetyk krótko po aplikacji osiada na skórze, ale zaskoczeniem jest to, że mimo tej schnącej i siadającej formuły, nie roluje się (ale może to robić, jeśli cackasz się z nim za długo, trzeba nim działać szybko). Wykończenie typowo satynowe, nie potrzebuje wiele czasu, w ciągu minuty zobaczysz to, co po kilku godzinach. Nie wzmaga tendencji do przetłuszczania, ale jeśli Wasza skóra ma do tego skłonności, to po tym SPFie nie będzie lepiej. Szybko się rozprowadza, nie smuży. Nie podrażnia oczu, ale jest jedna rzecz, która mnie bardzo w nim niepokoi: za każdym razem mam po nim rozgrzaną skórę. Nie czuję pieczenia, ale ciepło już tak. Do tej pory nie doszłam do tego co tak na mnie działa, ale nie zamierzam ryzykować i dalej go używać. 

SKINTRA, RICH COAT SPF 50+ recenzja kremu z filtrem filtr nie bieli nie szcyzpie w oczy prawdziwa opinia

Nie pogłębia struktury skóry, równomiernie na niej osiada. Wykończenie jest satynowe, ale nie pudrowe, tylko z delikatnym poblaskiem. Czy sprawdzi się pod makijaż? I tak, i nie. Jeśli Twoja skóra dobrze reaguje na budowanie warstw i wykazuje minimalną tendencję do przetłuszczania, prawdopodobnie tak i będzie to jedna z lepszych baz. Jeśli jednak posiadasz skórę bardziej wymagającą i nawracającą bolączką jest niska trwałość kosmetyków kolorowych, naprawdę nie licz na to, że Skintra ją rozwiąże. Prawdopodobnie potrzebie resztki nadziei. 

Plusem jest to jak łatwo się zmywa, spośród wszystkich recenzowanych dzisiaj filtrów, to właśnie on stawia poprzeczkę najniżej. Do tego dzielnie reaguje na pot. Nie zauważyłam po nim pogorszenia stanu skóry, ale tak jak już napisałam - ze względu na rozgrzewanie skóry, nie stosowałam go zbyt często i swoją opinię opieram na pojedynczych dniach, a nie tygodniach. Zapach neutralny, "kosmetyczny", nie wyczuwam żadnych wybijających się, przewodnich nut. Woń towarzyszy przez cały czas noszenia, jednak nie jest nachalna. 

SKINTRA, RICH COAT SPF 50+ recenzja kremu z filtrem filtr nie bieli nie szcyzpie w oczy prawdziwa opinia

Ochrona: 3 filtry chemiczne, w tym Tinosorb S i Uvinul A. Ciężko mi dywagować nad składem tego produktu, ale budzi i budził on od samego początku ciąg piętrzących się wątpliwości, szczególnie, że w składzie znajdują się składniki, które są wysoce podatne na procesy utleniania. Wierzę jednak, że jeśli został on dopuszczony do obrotu, spełnia swoją funkcję i zostało to potwierdzone niezbędnymi badaniami.

INCI: Aqua, Dibutyl Adipate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Propanediol, C15-19 Alkane, Amylopectin, Ethylhexyl Triazone, Triheptanoin, Undecane, Potassium Cetyl Phosphate, Coco Caprylate Caprate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Silica, Pentylene Glycol, Acrylates/C12-22 Alkyl Methacrylate Copolymer, Glyceryl Stearate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Saccharide Isomerate, Cetearyl Alcohol, Citrullus Lanatus Seed Oil, Tocopherol, Caesalpinia Spinosa, Sunflower Sprout Extract, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Allantoin, Arginine, Bentonite, Xanthan Gum, Tridecane, Maltodextrin, Glyceryl Caprylate, Coco-Glucoside, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Hydroxyacetophenon, Quartz, Sodium Citrate, Citric Acid

Isdin Fotoultra Age Repair Fusion Water Krem Do Twarzy recenzja jak wygląda na skórze czy zapycha

ISDIN FOTOULTRA AGE REPAIR FUSION WATER KREM DO TWARZY SPF 50+

Biała, mięsista emulsja, podczas rozprowadzania produkt staje się półwodnisty. Bieli jedynie na czas aplikacji, wymaga czasu, bowiem intensywnie smuży. Pomocne jest "doklepanie". Nie jest to filtr, który w zdecydowany, konkretny sposób siada na skórze, można łatwo naruszyć jego powierzchnię, dlatego nic więcej, poza aplikacją, nie zalecam z nim robić - jeśli macie nawyk dotykania skóry, zdecydowanie odradzam Wam zakup tego produktu. Nie wiem też jak ogarnęłabym z nim sprawę okularów, jeśli tak łatwo się ściera... Wraz z czasem staje się coraz bardziej tłusty, zostawiając dziwną, natłuszczona powierzchnię, jest to jeden z tych kosmetyków, który w ogóle nie reaguje na próby zmatowienia. I tak jak lubię świetliste wykończenie, to Isdin przekroczył tę granicę i przekracza ją wielokrotnie - im dalej w las, tym skóra coraz bardziej tłusta. Kompletnie nie nadaje się pod makijaż. Plusem jest to, że sam z siebie się nie wałkuje (o ile mu w tym nie pomożecie), ale wysypało mnie po nim srogo. 

Od razu podczas aplikacji do nozdrzy wdziera się zapach mydła i towarzyszy on przez cały czas noszenia, szczęśliwie: do takiego poziomu, który już nie jest męczący. 

Isdin Fotoultra Age Repair Fusion Water Krem Do Twarzy recenzja jak wygląda na skórze czy zapycha

Co więcej, na pewno dobrze sprawdza się w replikacji. Tak jak źle na niego wpływa jakikolwiek dotyk, to konsystencja jest na tyle płynna, że jest stworzona do podbudowania kolejnych warstw - pardon, tylko nie gdy tę warstwę stanowi Isdin. Zatem jeśli nie jest to dla Was problem, by mieć inny produkt bazowy, i inny do ponownej aplikacji, to wersja Age Repairing jest doskonałym wyborem. 

Ogromny plus: nie piecze w oczy, nawet jeśli kładłam go na powieki, nie robił mi krzywdy. Nie powoduje swędzenia, nie podrażnia. Gdyby nie był tak tłusty, to pewnie zużyłabym go do końca. 

Isdin Fotoultra Age Repair Fusion Water Krem Do Twarzy recenzja jak wygląda na skórze czy zapycha

Ochrona: poza ścierającą się formułą? Bardzo dobra, jeśli nie najlepsza z dzisiaj przedstawionych produktów do ochrony przeciwsłonecznej. Analizując skład Isdin, nie ma się do czego przyczepić. 6 filtrów chemicznych, pełny zakres ochrony, UVA na wyższym poziomie niż wymagają tego ogólne standardy UE. 

Pozdrawiam ciepło,

Ewa

14:39

Bioderma, Photoderm MAX Ultra-fluide SPF 50+ / UVA 40 (wersja bezbarwna), czyli jak lekkie emulsje wyparły filtry typu dry-touch

Bioderma, Photoderm MAX Ultra-fluide SPF 50+ / UVA 40 (wersja bezbarwna), czyli jak lekkie emulsje wyparły filtry typu dry-touch

Cześć kochani :) 

Nie ukrywam, że nowe filtry Biodermy wzbudziły we mnie ogromną ciekawość. W poprzednim roku mieliśmy dry-touch'e (suche w dotyku), w tym mamy ultra lekkie fluidy. Cóż mogę powiedzieć, koncerny farmaceutyczne w końcu idą w dobrą stronę.

Kosmetyk udostępniła mi firma Bioderma, niedługo po tym otrzymałam od nich kolejny produkt, który ciekawił mnie od samego początku (mianowicie krem z  filtrem UVA 42),a  do tego skromna karteczka z pozdrowieniami - to bardzo miły gest. Dziękuję :)


Firmę cenię za jakość produktów. Mimo że poprzednie Photodermy wywoływały u mnie spustoszenie, to nie mogłam odmówić im naprawdę wysokiej ochrony. Wskaźniki ochrony przed UVA nie są sobie równe, ale Bioderma jest zdecydowanie w czołówce jeśli chodzi o bardzo wysoką ochronę anty UV. No i przebija LRP, lekki fluid jest tak przepakowany alkoholem, że już po samym otwarciu powiedziałam mu NIE. Jeśli szukacie czegoś podobnego, ale o mniej drażniącym składzie - spróbujcie koniecznie Biodermy.

Może zacznę od tego, że filtr ma swoje zalety, ale i wady. Nie jest to nic dziwnego, filtry zawsze będą trudne w obsłudze, jeśli mamy zamiar skutecznie chronić skórę. No bo który kosmetyk nałożony w takiej ilości będzie wyglądał przyzwoicie? Żaden. Oczywiście możemy kombinować z frakcjami, pudrami naturalnymi, minerałami, diabeł wie z czym jeszcze, ale filtry są kosmetykami ochronnymi. Szkoda, że większość osób tego nie rozumie i ocenia je w kategoriach kosmetyków typowo pielęgnacyjnych.

Koncerny w końcu robią nam dobrze,w  końcu lekkie fluidy są lekkimi fluidami. I jakież było moje zdziwienie,  gdy przy pierwszej aplikacji byłam oszołomiona lekkością tego kosmetyku. Uwaga - osoby, które używają namiętnie Ziai, muszą zmienić sposób aplikacji. Bioderma wymaga innych, bardziej delikatnych ruchów, trzeba się nim trochę pobawić, by wyglądać przyzwoicie, ale zdecydowanie warto. Bo to naprawdę świetny produkt.


Ultra lekki fluid odznacza się naprawdę ultra lekkością. Ma konsystencję lejącego mleczka, które przelewa się między palcami. Produkt najlepiej jest wklepać, delikatnie wmasować. Nie jest lepki, ani tłusty, ale oleisty w dotyku.  Może kusić, by nałożyć go mniej (wtedy wygląda idealnie), ale niestety - nałożony w odpowiedniej ilości nie wygląda tak pięknie jak mogłoby się wydawać...


 Filtr pozostawia błyszczącą powłokę (nie tak nachalną jak inne Photodermy, ale jednak) , wersja bezbarwna delikatnie bieli. Bielenie niknie wraz z czasem. Jestem ciekawa wersji barwionych (tracą nieco na ochronie UVA), ale podejrzewam, że byłyby stanowczo zbyt ciemne dla mojej karnacji. Nie wchodzi w  pory, ale zostawia 'białe kropeczki' (jeśli zwarzył Wam się kiedyś podkład wiecie o co chodzi) , które nie wyglądają ani estetycznie, ani neutralnie. Trzeba się z nim pobawić, by odpowiednio to zakamuflować. I wyglądać przyzwoicie. Nie wchłania się i ciągle się rozsmarowuje. I niestety nie przebija pod tym względem Ziai, na skórze prezentuje się zdecydowanie gorzej, choć ma szereg innych zalet, o których zaraz napiszę. Na zdjęciu widzicie dokładnie efekt 'zwarzonego podkładu', nakładając go umiejętnymi ruchami można ten efekt zminimalizować. Nie roluje się, ale trzeba się przy nim namęczyć.

Kosmetyk przede wszystkim chroni - i jest to ochrona bardzo wysoka, którą cenię. W lipcu panowały wręcz tropikalne temperatury, takie, że po wyjściu na zewnątrz miałam od razu zawroty głowy ;) Był to chyba najlepszy czas, by skutecznie przetestować ten filtr. No i tutaj muszę pochwalić Biodermę za to, że mimo lekkości tego kosmetyku ani pot, ani łzy nie są mu straszne. Moja skóra twarzy poci się nadzwyczaj mocno w okolicach nosa, brody i w okolicach ust. Nie wiem czy ktoś cierpi jeszcze na taką przypadłość, ale po nałożeniu x filtru po 5 minutach w tych okolicach twarzy już go nie było. Poskutkowało to piegami na nosie (które już wybieliłam) i przebarwieniami w centralnej części brody. O ile Bioderma daje wrażenie zwarzonego podkładu, to chroni tak dobrze, że mogę wybaczyć mu nawet niezbyt komfortową aplikację.


Taaak, nie spływa. Wreszcie. To chyba jedyny filtr, który nałożony raz, pozostaje na twarzy tak długo, aż w końcu go zmyję. Moja skóra nie pociła się pod nim tak jak po Ziai, mając go na twarzy często o tym zapominam, to coś innego niż dotychczas.Można to w końcu nazwać pewną rewolucją w filtrach przeciwsłonecznych, to dobra droga.

Ale największym plusem jest jego piekielnie wysoka ochrona, nie doigrałam się żadnych poparzeń (o które jest łatwo ruszając do pracy o godzinie 12) i mam nadzieję, że żadnych przebarwień :) I nie nagrzewam się w nim jak w innych filtrach, mimo że zawiera jedynie filtry chemiczne, to nie pozostawia powłoki, która dodatkowo piętnuje ten efekt. Czuję, że moja skóra oddycha. Jest fotostabilny. Ochrona przed promieniowaniem UVA sięga 40.

Przy pierwszej aplikacji filtru odczuwałam delikatnie pieczenie, po zmyciu moja skóra była zaczerwieniona. Skóra nie paliła mnie żywym ogniem, ale w początkowym okresie stosowania niestety mnie podrażnił. Po 3 dniach moja skóra przestała tak na niego reagować i przyzwyczaiła się. Aktualnie nie podrażnia, nie wysusza, jest neutralny dla mojej skóry. Nie powoduje żadnych niespodzianek - ani zaskórników, ani stanów zapalnych. Nie pielęgnuje cery, ale też jej nie szkodzi. Jest to produkt odpowiedni dla wrażliwej cery - jest hypoalergiczny, nie zawiera parabenów oraz odznacza się naprawdę wysoką ochroną. Jest odporny na pot i muszę to potwierdzić :) Jestem z  niego tak zadowolona, że kupiłam go tym razem za własne pieniądze,a  nie oszukujmy się, do tanich nie należy :) Za tubę 40ml zapłacicie około 60 złotych. Oprócz wersji bezbarwnej dostępna jest także wersja barwiona: jasna i ciemna.

Nie udało mi się zrobić na nim makijażu, miałam wrażenie, że pędzel zbiera filtr. 


Nie mogę jednak zapomnieć o tym, że filtr mimo, że nie powodował u mnie pieczenia oczu, to po dostaniu się do oka skutecznie powodował ich łzawienie. Jest bezzapachowy. Przypomina mi bardzo filtr Uriage Hyseac SPF 50+, z tym, że jest łagodniejszy dla mojej skóry.

Produkt dostajemy w poręcznej tubeczce, z przyjemnym, zwężanym aplikatorem.  Produkt zużyłam w prawie 3 tygodnie (ograniczałam się do 2-3 reaplikacji w  ciągu dnia), dlatego dokupiłam drugie opakowanie, by mieć pewność, czy rzeczywiście nie ma wpływu na stan mojej cery.

Ultra lekki fluid z filtrem ochronnym producent zaleca osobom o bardzo jasnej karnacji, nadwrażliwym na słońce.Aplikację należy powtarzać co 2 godziny (jeśli cały czas przebywamy na słońcu), kiedy spędzamy czas w pomieszczeniach zamkniętych, czas reaplikacji nieco się wydłuża.

Kosmetyk zawiera octocrylen, bardzo wysoko w składzie. Przypisuje mu się właściwości alergizujące, ale jest to zależne od stężenia. W składzie znajdziemy stabilne i chroniące filtry zarówno przed promieniowaniem UVA, jak i UVB Tinosorby (S i M). Dość wysoko jest także filtr przenikający - BMDM. Oprócz tego w składzie znajdziemy składniki kondycjonujące - filtr chroni DNA komórek naskórka, bowiem zawiera opatentowany kompleks CELLULAR BIOPROTECTION®. Kompleks ten aktywuje naturalne mechanizmy obronne, chroni komórkowe DNA i zapobiega fotostarzeniu. Filtr Biodermy to filtr chemiczny, nie ma w nim ani grama filtrów mineralnych.

 INCI: AQUA/WATER/EAU, DICAPRYLYL CARBONATE, CYCLOPENTASILOXANE, OCTOCRYLENE, METHYLENE BIS-BENZOTRIAZOLYL TETRAMETHYLBUTYLPHENOL, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, GLYCERIN, ISONONYL ISONONANOATE, PROPYLENE GLYCOL, PEG-30 DIPOLYHYDROXYSTEARATE, BIS- ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE, LAURYL PEG/PPG-18/18 METHICONE, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER, ECTOIN, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, DECYL GLUCOSIDE, SODIUM CITRATE, STEARALKONIUM HECTORITE, XANTHAN GUM, LACTIC ACID, PROPYLENE CARBONATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, CHLORPHENESIN. [BI 642]



Skusicie się ?

11:23

Filtry przenikające i parabeny w kosmetykach promieniochronnych

Filtry przenikające i parabeny w kosmetykach promieniochronnych

Temat filtrów przenikających wciąż budzi wiele kontrowersji i często pojawiają się pytania, czy czasem sobie nie szkodzimy używając kosmetyków z ochroną anty UV. Temat aktualnie jest wyjątkowo gorący, po opublikowaniu listy szkodliwych składników w produktach kosmetycznych, gdzie filtry przenikające, jak i parabeny zajmują zaszczytne, wysokie miejsce. Zawsze, kiedy recenzuję filtry firmy Ziaja, pojawiają się zapytania na temat filtrów przenikających i parabenów, czy szkodzę sobie ich używając?

I tak, i nie. Na dzisiejszy stan wiedzy filtry przenikające nie są zagrożeniem dla naszego zdrowia,wiadomo jedynie, że mogą (ale nie muszą) działać delikatnie estrogennie i wykryto je w mleku matki. Stąd (nie znając do końca wpływu filtrów przenikających na zdrowie człowieka) nie są one zalecane ani kobietom w ciąży, ani karmiącym piersią. Z innymi przeciwwskazaniami się nie spotkałam.

Zacznijmy od tego, że każdy kosmetyk i to bez względu na to jakiej jest marki i jakiego przeznaczenia, musi przejść przez rygorystyczne badania UE. Każdy produkt wypuszczony na rynek UE musi być bezpieczny dla nas - dla skóry, dla włosów,a  przede wszystkim dla naszego zdrowia. Stąd bardziej ufam firmie Ziaja, niż kosmetykom azjatyckim, o których praktycznie nie wiem nic. Fitry Ziai, skoro znalazły się na naszym polskim rynku, muszą być stabilnie, niefototoksyczne i muszą zapewniać deklarowany stopień ochrony. Często to my jesteśmy winni - nie używamy produktów zgodnie z zaleceniami producenta.

Sprawa jednak tyczy się filtrów przenikających. Filtry przenikające mają zdolność do przenikania do krwiobiegu, lub mogą działać kancerogennie (Oxybenzone) i naśladują działanie hormonów. Brakuje jednak badań, by potwierdzić te informacje, dlatego dla bezpieczeństwa matki, a przede wszystkim dziecka, karmiące i spodziewające się dziecka powinny tych filtrów unikać (ich maksymalna przepuszczalność to 8.7%). Wbrew pozorom nie występują one jedynie w kremach promieniochronnych, ale balsamach, kremach pielęgnacyjnych, kolorówce. Filtrami przenikającymi są: Etylhexyl Methoxycinnamate (Octylmethoxycinnamate), Benzophenone-3 , 4- Methylbenzylidene Camphor , Octyl Dimethyl PABA
Nigdy nie poleciłabym na swoim blogu produktu szkodzącego zdrowiu, a mam pewność, że Ci, którzy mnie uważnie czytają, używają produktów zgodnie z przeznaczeniem. Nie można mieć pretensji do filtru spf 50+ o pojawiają się opaleniznę, jeśli nie nakładamy przepisowej ilości i nie reaplikujemy go co 2-4 godziny (w zależności od nasłonecznienia). Filtry chemiczne ulegają rozkładowi, producent o tym nie napisze, ale na etykiecie mamy informację o kilkukrotnej aplikacji produktu w ciągu dnia. Jeśli postępujemy zgodnie z zaleceniami - produkt musi być skuteczny. Tyczy się to kremów z ochroną anty UV oczywiście, z kosmetykami pielęgnacyjnymi bywa różnie.Filtry przenikające mogą działać na zasadzie prooksydantów, po upływie kilku godzin mogą namnażać wolne rodniki i zwiększać absorpcję szkodliwego promieniowania, aby tego uniknąć należy stosować kremy z  filtrem zgodnie z przeznaczeniem i zaleceniami. Nie wiemy tak naprawdę zbyt wiele o filtrach przenikających i ich wpływie na zdrowie, badania rzadko kiedy są przeprowadzane w realnych warunkach, dotyczą skrajnych sytuacji. Jedno jest pewne, nieużywanie filtrów przeciwsłonecznych szkodzi nam bardziej niż ich stosowanie. 

Octyl Methoxycinnamate. Otóż rzeczywiście zostały opisane pewne badania, których wyniki wskazują na potencjalne ryzyko ze strony filtrów chemicznych. Jeden z artykułów pojawił się w marcu 2001 r. Opisywał on badania przeprowadzone na Uniwersytecie Alabama w USA. Tytuł tego artykułu brzmiał " Filtr Octyl Methoxycinnamate ma zdolność wiązania się do DNA". Sam tytuł mogł rzeczywiście wzbudzić zaniepokojenie. Jednak wnikając dokładnie w przebieg opisanych badań, okazuje się, że testy były przeprowadzone na zasadzie zmieszania w probówce powszechnie stosowanego filtru anty-UVB będącego pochodną cynamonową i spermy śledzi. Powiązanie między oddziaływaniem filtru na spermę śledzi a efektem jaki daje nakładanie na ludzką skórę warstewki kremu z użytym w małych ilościach filtrem jest znikome. Poza tym sami autorzy tych badań nie starali się tłumaczyć czy wyniki ich doświadczenia mogą mieć jakiekolwiek powiązania z ludźmi.
 Methylbenzylidene Camphor. Kolejna sprawa to dwa badania, których wyniki zostały opisane w artykułach z 2001 r. Wskazywały one , że filtr 4- Methylbenzylidene Camphor może wpływać na równowagę estrogenową w organizmie. Co jednak mało kto wyraźnie podkreślał - doświadczenia te były przeprowadzone na szczurach i rybach oraz polegały na tym, że filtr ten był dodawany do karmy tych zwierząt, a więc był podawany wewnętrznie do organizmu, a nie aplikowany na skórę. Trzeba przyznać, że jedzenie preparatów zawierających filtry to nie to samo, co nakładanie ich na skórę. Tym bardziej, że główne dane na temat filtrów chemicznych potwierdzają, że filtry zawarte w kremach aplikowanych na skórę, wnikają tylko do wierzchnich warstw naskórka, natomiast nie mają zdolności wnikania głęboko w skórę, a to oznacza, że negatywne działanie filtrów jakie uzyskano w doświadczeniach przeprowadzanych w specyficznych warunkach nie jest możliwe w rzeczywistości. Nawet sami wykonawcy tych badań podali ostatecznie, że uzyskane przez nich wyniki nie są powodem do stwierdzenia, że filtr 4- Methylbenzylidene Camphor może być niebezpieczny dla ludzi podczas aplikacji na skórę. Jedyne ograniczenie jakie podali dotyczy małych dzieci, ale to z takiego powodu, że ich skóra jest bardzo delikatna i ze względu na możliwość podrażnień bezpieczniej jest stosować nieuczulające filtry mineralne.
 Pozostałe filtry chemiczne. Zanim sprawdzicie jaki rodzaj filtrów zawierają wasze kremy wiedzcie, że w zasadzie na temat wielu filtrów chemicznych i fizycznych istnieją jakieś pogłoski, nie tylko na temat tych dwóch. A oto jak naukowcy wypowiadają się w tej kwestii.
            Faktem jest to, że każdego roku przeprowadzana jest cała masa doświadczeń naukowych w różnych dziedzinach. Wyniki każdego z nich są zawsze opisywane i podawane do wiadomości. Często badania te są przeprowadzane w specyficznych warunkach i nie odnoszą się do rzeczywistej praktyki, nawet sami wykonawcy nie starają się tworzyć powiązań. Na przykład opisując doświaczenie na spermie śledzi stwierdzono tylko, że filtr użyty w doświadczeniu wiązał się konkretnie do DNA w spermie śledzi, natomiast nie wiązano tych wyników bezpośrednio z człowiekiem. Żadne z doświadczeń przeprowadzonych bezpośrednio na ludzkiej skórze z udziałem stosowanych obecnie filtrów nie wykazało zagrożenia związanego z możliwością wpływu na DNA czy gospodarkę hormonalną naszego organizmu. Ważne jest też, że takich nie w pełni jasnych i potwierdzonych badań na temat negatywnych efektów stosowania filtrów jest kilka, zaś istnieje ogromna ilość badań wielokrotnie potwierdzonych przez niezależne laboratoria, które stwierdzają jednogłośnie, że nie stosowanie filtrów może spowodować wiele niebezpiecznych problemów w tym raka skóry. Nawet w tekście opisującym doświadczenie na 4-Methylbenzylidene Camphor podkreślano, że stosowanie preparatów z filtrami jest niezbędne i bardzo pomocne.
            Moim zdaniem tak naprawdę istnieje wiele prawdopodobnych zagrożeń ze strony wielu stosowanych przez nas składników, choćby różnych leków. Wystarczy wziąć ulotkę przykładowo z tabletek hormonalnych i przeczytać listę działań niepożądanych, a mimo to nie odstrasza to nikogo do ich stosowania.
            Ktoś, może stwierdzić, że teraz się podaje, że filtry są bezpieczne, a może za parę lat będzie się mówiło coś innego. Coż, co mogę potwierdzić na pewno, to, że pogłoski na temat efektu estrogenowego 4-Methylbenzylidene Camphor zostały obalone. Natomiast jeśli chodzi o inne filtry to zawsze istnieje takie zagrożenie i to w przypadku wielu innych składników, mimo wszystko ja jestem przekonana, co to dużej i uzasadnionej potrzeby stosowania preparatów z filtrami i wierzę, że przyniesie to więcej pożytku niż szkody, zresztą taką opinię potwierdza bardzo wielu naukowców. Oczywiście ostateczna decyzja to osobista sprawa każdej z osób, ja mogę tylko poinformować, że opozycją to tych kilku pogłosek jest cała masa wielokrotnie potwierdzonych badań przemawiających za tym, że nie używanie filtrów powoduje wiele niekorzystnych efektów, co stwierdzono nie tylko na podstawie laboratoryjnych badaniach, ale potwierdziło się to także w praktyce. Można spotkać liczne przykłady osób, które cierpią z powodu nadmiernego wystawiania się na działanie słońca bez ochrony (nie mam tu na myśli tylko raka skóry, w końcu nadmierna ilość zmarszczek to także cierpienie dla dużej liczy osób), natomiast nie spotkano jeszcze przykładu osoby cierpiącej z powodu nadmiernego używania preparatów ochronnych. Jedyną, udowodnioną ciemną stroną filtrów jest możliwość wystąpienia w indywidualnych przypadkach podrażnienia skóry pod wpływem niektórych filtrów chemicznych, o czym była już mowa w poprzednich tekstach. Źródło


Filtry, zwłaszcza te chemiczne nie są obojętne dla naszej skóry. Bywało, że wywoływały silne alergie kontaktowe,podrażnienia, czy odczyny fototoksyczne. Miejmy jednak na uwadze fakt, że substancje te zostały zakazane i nie mogą znaleźć się w produkcie produkowanym na terenie UE (jedynie niektóre dopuszczalne filtry chemiczne mogą podrażniać skórę, dlatego osoby, które mają uwrażliwioną skórę powinny używać filtrów mineralnych lub mineralno-chemicznych) UE nie zostaje obojętne wobec filtrów przenikających,z  racji tego, że o ich działaniu na ludzki organizm wiemy niewiele mogą być one stosowane jedynie w określonym stężeniu i w takiej kompozycji, by były bezpieczne. Kremy z filtrem to kompozycja filtrów, wiele osób o tym zapomina. Jeden filtr przenikający nie zrujnuje nam zdrowia, przykładowo Ziaja posiada Tinosorb, który nie tylko zapewnia wysoką ochronę anty UV, ale i chroni EM przed rozkładem. Ziaja nie jest odpowiednim filtrem na lato (dla aktywnych) nie dlatego, że zawiera filtry przenikające, ale dlatego, że kompozycja filtrów zapewnia zbyt niską ochronę UVA. Cena filtrów aptecznych nie tylko wynika z prestiżu, czy marki, ale przede wszystkim z użycia innowacyjnych filtrów o szerokim spektrum działania wobec promieniowania UVB, ale i UVA, które kosztują. Uriage Hyseac dostaniecie już za 35 złotych, a zapewnia ochronę przed UVA na poziomie 40 PPD. 

Nie posiadam tak szerokiej wiedzy, by opowiadać Wam o specyfikacji chemicznej i zalecanych połączeniach. Prawda jest taka, że najbardziej toksyczne i szkodliwe są samoróbki, a nie kremy z  filtrem dostępne na rynku. Nawet genialna Lorri (wizaż), która zgniata mnie swoją wiedzą, nigdy nie stworzyła własnego produktu promienioochronnego. Oprócz pudru, który może zrobić każdy. Jest to wyższa szkoła jazdy, wymaga nie tylko wiedzy, czasu, cierpliwości, ale odpowiedniego sprzętu. Filtry nie mają tylko działania chroniącego przed promieniowaniem UV, ale i nawzajem się stabilizują i chronią przed rozkładem. 

Zwracajcie uwagę na źródło informacji. Producenci kosmetyków naturalnych zawsze będą wytykać palcami flity chemiczne, a nigdy od nich nie usłyszycie o równie toksycznym dwutlenku tytanu.O wiele częsciej dochodzi do alergii, czy odczynów fototoksycznych pod wpływem substancji naturalnych (najczęściej ekstrakty),a  nie filtrów chemicznych. 

Parabeny. Mimo tego, że są najlepiej przetestowanymi substancjami konserwującymi w kosmetykach, wciąż budzą wiele kontrowersji. Pewnie wiele z Was słyszało o tym, że mogą powodować raka piersi, czy zaburzać gospodarkę hormonalną. Do tej grupy nalezą: Methylparaben, Ethylparaben, Isopropylparaben, Propylparaben, Butylparaben

Zamętu o parabeny nie rozumiem,  nie przechodzą one tak łatwo przez barierę skórno-naskórkową jak piszą o tym niektóre osoby. Poza tym  po przeniknięciu do krwioobiegu są metabolizowane i nie kumulują się w tkankach, więc doniesienia a jakikolwiek wpływ na gospodarkę hormonalną, czy wywoływanie raka piersi są bezpodstawne.  Fakt, są osoby, które są na nie uczulone, ale nie jest to nawet 1%.

Komitet w opinii z czerwca 2008 roku jeszcze raz potwierdził, że stosowanie w produktach kosmetycznych metyloparabenu oraz etyloparabenu jest bezpieczne. W najnowszej opinii, opublikowanej w grudniu 2010 roku Komitet stwierdził, że również stosowanie parabenów o dłuższych podstawnikach: butyloparabenu i propyloparabenu jest bezpieczne dla konsumentów jeżeli stężenie w produkcie gotowym nie przekracza 0,19% zarówno w przypadku stosowania tych substancji pojedynczo jak i w mieszaninie. Komitet zalecił tym samym ograniczenie stosowania tych konserwantów w stosunku do dotychczas stosowanego (0,4% pojedynczego związku oraz 0,8% dla mieszaniny w przeliczeniu na kwas benzoesowy).Źródło

Jeśli służą Wam produkty chroniące przed promieniowaniem UV, które zawierają filtry przenikające, czy parabeny, nie widzę większych przeciwwskazań, by zaprzestać ich używania. Chyba, ze jesteście w ciąży, czy karmicie piersią, wtedy lepiej zdecydować się na filtry mineralne.Nie dlatego, że są szkodliwe, ale dlatego, że dzisiejszy stan wiedzy jest niewystarczający ;)


Pozdrawiam,
Ewa

19:00

Filtr przeciwzmarszczkowy Ziaja Med spf 50+

Filtr przeciwzmarszczkowy Ziaja Med spf 50+

Hej kochani!

Na wstępie chciałabym Was bardzo przeprosić na kilkudniową przerwę w blogowaniu - ale chyba nie będziecie mieć mi tego za złe. Postaram się połączyć regularne blogowanie z pracą, na szczęście okres przedświąteczny dobiega końca i w sklepach nie ma już takiego ruchu jak wcześniej :)

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzję filtru przeciwzmarszczkowego Ziai Med, który kupiłam całkiem przypadkowo. Tak jak wiecie, ochrona przeciwsłoneczna to u mnie obowiązek i nie ma zmiłuj - a że przywykłam do taniego filtru Ziai, ciężko jest mi przerzucić się na droższe dermokosmetyki tego typu ;) Niestety w aptekach nie dostałam mojej ukochanej wersji matującej, więc sięgnęłam po wersję przeciwzmarszczkową przeznaczoną dla cery suchej i dojrzałej, a w zestawie dostałam krem przeciwzmarszczkowy na noc rozjaśniający przebarwienia (swoją drogą jest bardzo przyjemny i pielęgnuję nim dekolt i szyję). Sam filtr nie przebił wersji matującej, ale to chyba takie 'widzi mi się' bo ostatnio jestem bardzo wybredna.


Zacznę od składu - w filtrze mamy stabilne filtry chemiczne, nie ma w nim ani grama filtrów fizycznych, więc produkt nie ma prawa bielić. Kosmetyk nie zawiera także nieszczęsnego Parsola, więc nie musicie się obawiać, że zdestabilizujcie filtr kolorówką.

Oprócz filtrów chemicznych, w składzie znajdziecie także nawilżającą glicerynę i pantenol - ten filtr naprawdę nawilża, a przy tym nie spowodował u mnie zaskórników. Oczywiście nie jest to substytut nawilżaczy, ale cery tłuste, czy mieszane, które potrzebują małej dawki nawilżenia, powinny być z niego zadowolone pod tym względem.

Konsystencja - bardzo lubię silikonowe konsystencje. Filtr genialnie rozprowadza się po twarzy, ma świetnie wyważoną lekkość i ciężkość. Nie jest tępy, ale też nie jest mało treściwy. Nie będziecie mieć żadnych problemów z nałożeniem odpowiedniej ilości - mogłabym go nakładać, reaplikować i tak go nie widać zbytnio na twarzy. Zachowuje się jak typowy krem nawilżający.Jest transparentny, o delikatnie żółtym zabarwieniu, po nałożeniu wygląda bardzo naturalnie.

Walory użytkowe są przyjemne - świetna aplikacja.. ale zostawia delikatnie lepką twarz. Zawieje wiatr i pół twarzy jest zalepione włosami, niezbyt przyjemne uczucie :D Ale na tle innych filtrów wychodzi naprawdę dobrze, i ta cena - 13-15 złotych za filtr spf 50+, który nie szkodzi cerze tłustej? Tylko brać!

Mogę przyczepić się do opakowania, no cóż jest proste, nieco tandetne wykonane, filtr lubi sobie wyciekać. Plastik jest elastyczny i miękki, można wydobyć produkt do samego końca. Tubka jest z zakręcaną nakrętką.  Ale przynajmniej działanie jest świetne, tak jak cena. Może i dobrze, że producent zaoszczędził na opakowaniu :)




Działanie i odniesienie do obietnic producenta
Przede wszystkim filtr zapewnia nam wysoką ochroną przed promieniowaniem UVA i UVB, nie widzę nowych przebarwień, te po stanach zapalnych nie są utrwalane, a cera jest bladziutka. Dokładny stopień ochrony:
SPF: 64,7
PPD in vivo: UVA:27,2
PPD in-vitro: UVA-PF: 23,3
UVA-PF/SPF: 0,42 (rekomendacja dla „UVA-PF/SPF” to co najmniej 0,33)
Ochrona PPD dla mnie jest zbyt niska na lato, ale osoby, które pracują w zaciemnionych miejscach, albo nie wystawiają się celowo na słońce i nie używają żadnych fotouczulających produktów wewnętrznie i zewnętrznie, powinien być wystarczający.Produkt oczywiście zapobiega podrażnieniom i neutralizuje wolne rodniki - jak każdy filtr. No i tutaj muszę pochwalić Ziaję, bo nie poleciała zbyt daleko ze swoimi obietnicami i nie mam do czego się przyczepić ;) Filtr chroni, neutralizuje wolne rodniki, zapobiega podrażnieniom słonecznym. zabezpiecza skórę przed powstawaniem przebarwień i do tego nawilża. Bardzo przyjemnie, delikatnie, w sam raz dla cer, które nie potrzebują aż takiej dawki nawilżaczy.

Nie szkodzi cerze trądzikowej - produkt jest niekomedogenny i nieaknegenny.

No i pewnie zadacie sobie pytanie, dlaczego raczej nie kupię go ponownie. Mianowicie filtr przez swoją konsystencję, która podoba mi się w użytkowaniu, to po nałożeniu zostawia różne efekty. I tak naprawdę nie wiem od czego to zależy - raz wygląda idealnie... wtapia się w skórę i zostawia bardzo świeżą, promienną cerę, a raz sprawia wrażenie mokrej twarzy i wyglądam jak po intensywnym wysiłku fizycznym. Poza tym przez swoje zabarwienie, na mojej twarzy lubi żółknąć. Raz wyglądam bardzo naturalnie, raz mam aż żółtą skórę i muszę zetrzeć filtr chusteczką i nałożyć go ponownie. No i lubi się rolować - ale na szczęście tylko w okolicach szczęki, co da się umiejętnie zatuszować. ;) 

Poniżej zamieszczam Wam zdjęcie, które już wcześniej pojawiło się nas blogu, ale akurat mam na nim filtr Ziai przeciwzmarszczkowej.



Filtry Ziai nie matują - dla mnie to nie jest minus, bo to filtr a nie lekki krem nawilżający. Tą niedogodność zawsze można zmatowić pudrem bambusowym, ryżowym, perłowym, czy skrobią. Wiem, że wielu osobom to przeszkadza, ale po zużyciu kilkudziesięciu tubek filtrów różnych firm, stwierdzam, że filtry nigdy nie będą użytkowe, a jeśli będą, to nie zapewnią nam odpowiedniej ochrony. Przykład? Filtr Vichy, po którym miałam opaleniznę.

Niewiele go różni od wersji matującej, są bardzo podobne. Z tym, że wersja matująca po prostu bardziej przypadła mi do gustu. 

Filtr jest ponoć wodoodporny, ale po dostaniu się wody tworzy białe smugi i natychmiast się ściera. Podobnie jest z potem - trzeba go reaplikować, bo nie jestem pewna co do jego ochrony w takich sytuacjach.

Czy go polecam ?
Oczywiście, że tak. Wersja przeciwzmarszczkowa jest bardzo podobna do wersji matującej, ale niestety pozostawia różne efekty na twarzy i lubi żółknąć. Nie lubię takich niespodzianek i zdecydowanie będę sięgać po wersję matującą, choć z matem ma niewiele wspólnego.

Czy będę używać filtrów Ziai? Tak, i tak sobie myślę - pracuję w zaciemnionych pomieszczeniach i przy światłach jarzeniowych, chyba ta ochrona PPD będzie odpowiednia. Najwyżej na 'awaryjne' wyjazdy zakupię filtr Uriage :)


A tak przy okazji, życzę Wam spokojnych, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze Świąt :)


Znacie filtry Ziai ?