Hej kochani!
Na wstępie chciałabym Was bardzo przeprosić na kilkudniową przerwę w blogowaniu - ale chyba nie będziecie mieć mi tego za złe. Postaram się połączyć regularne blogowanie z pracą, na szczęście okres przedświąteczny dobiega końca i w sklepach nie ma już takiego ruchu jak wcześniej :)Dzisiaj przychodzę do Was z recenzję filtru przeciwzmarszczkowego Ziai Med, który kupiłam całkiem przypadkowo. Tak jak wiecie, ochrona przeciwsłoneczna to u mnie obowiązek i nie ma zmiłuj - a że przywykłam do taniego filtru Ziai, ciężko jest mi przerzucić się na droższe dermokosmetyki tego typu ;) Niestety w aptekach nie dostałam mojej ukochanej wersji matującej, więc sięgnęłam po wersję przeciwzmarszczkową przeznaczoną dla cery suchej i dojrzałej, a w zestawie dostałam krem przeciwzmarszczkowy na noc rozjaśniający przebarwienia (swoją drogą jest bardzo przyjemny i pielęgnuję nim dekolt i szyję). Sam filtr nie przebił wersji matującej, ale to chyba takie 'widzi mi się' bo ostatnio jestem bardzo wybredna.
Zacznę od składu - w filtrze mamy stabilne filtry chemiczne, nie ma w nim ani grama filtrów fizycznych, więc produkt nie ma prawa bielić. Kosmetyk nie zawiera także nieszczęsnego Parsola, więc nie musicie się obawiać, że zdestabilizujcie filtr kolorówką.
Oprócz filtrów chemicznych, w składzie znajdziecie także nawilżającą glicerynę i pantenol - ten filtr naprawdę nawilża, a przy tym nie spowodował u mnie zaskórników. Oczywiście nie jest to substytut nawilżaczy, ale cery tłuste, czy mieszane, które potrzebują małej dawki nawilżenia, powinny być z niego zadowolone pod tym względem.
Konsystencja - bardzo lubię silikonowe konsystencje. Filtr genialnie rozprowadza się po twarzy, ma świetnie wyważoną lekkość i ciężkość. Nie jest tępy, ale też nie jest mało treściwy. Nie będziecie mieć żadnych problemów z nałożeniem odpowiedniej ilości - mogłabym go nakładać, reaplikować i tak go nie widać zbytnio na twarzy. Zachowuje się jak typowy krem nawilżający.Jest transparentny, o delikatnie żółtym zabarwieniu, po nałożeniu wygląda bardzo naturalnie.
Walory użytkowe są przyjemne - świetna aplikacja.. ale zostawia delikatnie lepką twarz. Zawieje wiatr i pół twarzy jest zalepione włosami, niezbyt przyjemne uczucie :D Ale na tle innych filtrów wychodzi naprawdę dobrze, i ta cena - 13-15 złotych za filtr spf 50+, który nie szkodzi cerze tłustej? Tylko brać!
Mogę przyczepić się do opakowania, no cóż jest proste, nieco tandetne wykonane, filtr lubi sobie wyciekać. Plastik jest elastyczny i miękki, można wydobyć produkt do samego końca. Tubka jest z zakręcaną nakrętką. Ale przynajmniej działanie jest świetne, tak jak cena. Może i dobrze, że producent zaoszczędził na opakowaniu :)
Działanie i odniesienie do obietnic producenta
Przede wszystkim filtr zapewnia nam wysoką ochroną przed promieniowaniem UVA i UVB, nie widzę nowych przebarwień, te po stanach zapalnych nie są utrwalane, a cera jest bladziutka. Dokładny stopień ochrony:
SPF: 64,7
PPD in vivo: UVA:27,2
PPD in-vitro: UVA-PF: 23,3
UVA-PF/SPF: 0,42 (rekomendacja dla „UVA-PF/SPF” to co najmniej 0,33)
Ochrona PPD dla mnie jest zbyt niska na lato, ale osoby, które pracują w zaciemnionych miejscach, albo nie wystawiają się celowo na słońce i nie używają żadnych fotouczulających produktów wewnętrznie i zewnętrznie, powinien być wystarczający.Produkt oczywiście zapobiega podrażnieniom i neutralizuje wolne rodniki - jak każdy filtr. No i tutaj muszę pochwalić Ziaję, bo nie poleciała zbyt daleko ze swoimi obietnicami i nie mam do czego się przyczepić ;) Filtr chroni, neutralizuje wolne rodniki, zapobiega podrażnieniom słonecznym. zabezpiecza skórę przed powstawaniem przebarwień i do tego nawilża. Bardzo przyjemnie, delikatnie, w sam raz dla cer, które nie potrzebują aż takiej dawki nawilżaczy.
Nie szkodzi cerze trądzikowej - produkt jest niekomedogenny i nieaknegenny.
No i pewnie zadacie sobie pytanie, dlaczego raczej nie kupię go ponownie. Mianowicie filtr przez swoją konsystencję, która podoba mi się w użytkowaniu, to po nałożeniu zostawia różne efekty. I tak naprawdę nie wiem od czego to zależy - raz wygląda idealnie... wtapia się w skórę i zostawia bardzo świeżą, promienną cerę, a raz sprawia wrażenie mokrej twarzy i wyglądam jak po intensywnym wysiłku fizycznym. Poza tym przez swoje zabarwienie, na mojej twarzy lubi żółknąć. Raz wyglądam bardzo naturalnie, raz mam aż żółtą skórę i muszę zetrzeć filtr chusteczką i nałożyć go ponownie. No i lubi się rolować - ale na szczęście tylko w okolicach szczęki, co da się umiejętnie zatuszować. ;)
Poniżej zamieszczam Wam zdjęcie, które już wcześniej pojawiło się nas blogu, ale akurat mam na nim filtr Ziai przeciwzmarszczkowej.
Filtry Ziai nie matują - dla mnie to nie jest minus, bo to filtr a nie lekki krem nawilżający. Tą niedogodność zawsze można zmatowić pudrem bambusowym, ryżowym, perłowym, czy skrobią. Wiem, że wielu osobom to przeszkadza, ale po zużyciu kilkudziesięciu tubek filtrów różnych firm, stwierdzam, że filtry nigdy nie będą użytkowe, a jeśli będą, to nie zapewnią nam odpowiedniej ochrony. Przykład? Filtr Vichy, po którym miałam opaleniznę.
Niewiele go różni od wersji matującej, są bardzo podobne. Z tym, że wersja matująca po prostu bardziej przypadła mi do gustu.
Filtr jest ponoć wodoodporny, ale po dostaniu się wody tworzy białe smugi i natychmiast się ściera. Podobnie jest z potem - trzeba go reaplikować, bo nie jestem pewna co do jego ochrony w takich sytuacjach.
Czy go polecam ?
Oczywiście, że tak. Wersja przeciwzmarszczkowa jest bardzo podobna do wersji matującej, ale niestety pozostawia różne efekty na twarzy i lubi żółknąć. Nie lubię takich niespodzianek i zdecydowanie będę sięgać po wersję matującą, choć z matem ma niewiele wspólnego.
Czy będę używać filtrów Ziai? Tak, i tak sobie myślę - pracuję w zaciemnionych pomieszczeniach i przy światłach jarzeniowych, chyba ta ochrona PPD będzie odpowiednia. Najwyżej na 'awaryjne' wyjazdy zakupię filtr Uriage :)
A tak przy okazji, życzę Wam spokojnych, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze Świąt :)
Znacie filtry Ziai ?