Cena kremu Pharmaceris jest na ogół zachęcająca, tubka 50ml to koszt około 30 złotych, więc prawie o połowę taniej od matującej emulsji Vichy. Wraz z czasem cena okazała się dla mnie dosyć odczuwalna,z tego względu, ze filtry zużywam bardzo szybko, 50 ml tubka wystarcza mi na średnio dwa tygodnie. Dlatego moje zainteresowanie przykuła jednak emulsja Lirene, która wyskoczyła mi podczas wklejenia składu w wyszukiwarkę. Okazało się, że skład produktu Lirene jest tak złudnie podobny, że nie miałam innej możliwości i zakupiłam kilka tubek za jednym zamachem.Dzisiaj mogę napisać, że to tańszy odpowiednik kremu Pharmaceris, choć są między nimi subtelne, ledwo dostrzegalne różnice.
Zacznę od ochrony. Emulsja Lirene jest dla mnie wystarczająca, według producenta ochrona przed promieniowaniem UVA wynosi aż 35 PPD, ale nie można tego brać zbyt poważnie z tego względu, że każdy producent inaczej taką wartość przelicza. Bądź co bądź, przeprowadzam kurację retinoidami, a do pracy dojeżdżam rowerem nie oszczędzając siebie przez około 30minut w jedną stronę. Nigdy nie wróciłam spieczona, a miejsca pokryte filtrem są zawsze blade, jest to dla mnie świetny argument przemawiający za tym, że ten krem naprawdę działa i nie odczuwam potrzeby przerzucenia się na coś mocniejszego.
W składzie znajdziemy filtry chemiczne i mineralne, niezbyt dobrej jakości, zwłaszcza kontrowersyjny Parsol, ale to właśnie kremy z filtrami chemiczno-mineralnymi odznaczają się najwyższą skutecznością (gdyż działają na dwóch zasadach, a nie jednej). W składzie mamy aż 6 filtrów chroniących przed promieniowaniem UVA i UVB ( Ethylhexyl Methoxycinnamate, Octocrylene, Ethylhexyl Triazone, UVA: Parsol 1789 (Butyl Methoxydibenzoylmethane) oraz
Tinosorb M (Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano) i oczywiście mineralny dwutlenek tytanu) , w tym stabilny Tinosorb M. Jest to krem z gatunku chemiczno-mineralnych, a więc oprócz pochłaniania szkodliwego promieniowania i nie dopuszczania do głębszych warstw skóry, dodatkowo działa na zasadzie tarczy, która owe promienienie odbija. Sprawia to, że krem nadaje się dla każdego typu skóry, nawet dla cery naczynkowej i wrażliwej, u których filtry chemiczne nie są wskazane.
Poza tym używając filtrów, chcemy wyglądać normalnie, co z tego, że filtry La Roche- Posay mają najwyższą ochronę UVA wśród filtrów aptecznych, jeśli nie zdają egzaminu w realnych warunkach, jakie panują latem? Lirene i Pharmaceris mają tę przewagę, ze zastygają na skórze i wcale nie tak łatwo znikająz powierzchni skóry wraz z potem, a więc ochrona jest zdecydowanie wyższa, a to niesamowicie ważny aspekt zwłaszcza latem.
Aplikacja tego kremu jest niemalże identyczna jak w przypadku
Pharmaceris. Konsystencja Lirene jest tylko nieco lżejsza, gdy dochodzi
do kontaktu ze skórą, staje się delikatna, wręcz wodnista i bardzo
lekka. Pharmaceris jest bardziej.. śmietankowy, puszysty, jakoś lepiej
się nim pracuje. Przy Lirene trzeba niestety troszeczkę się namachać,
mianowicie smuży, maże się i zostawia białą poświatę, bardziej widoczną
niż Pharmaceris. Trzeba poświęcić więcej niż 5 minut, by dobrze go
nałożyć. Po około 10minutach pięknie wtapia się w skórę. Tak jak Pharmaceris świetnie sprawdza się nałożony pod makijaż, wręcz przedłuża jego trwałość :)
Nie
będę ukrywać, że największą zaletą kremu jest to jak wygląda na skórze.
Zostawia jedynie delikatną białą poświatę, szybko zastyga i nie
zostawia typowego matowego wykończenia, a raczej satynowe. Można to
sprytnie zakamuflować, oprószając twarz podkładem mineralnym( na zdjęciu
powyżej mam jedynie sam filtr,prawda, że wygląda całkiem znośnie?)
Natomiast to, że zastyga nie ma samych zalet. Aby nałożyć krem ponownie,
trzeba go usunąć z powierzchni skóry, gdyż inaczej zaczyna się rolować,
okropnie bieli i wygląda naprawdę źle. To jeden z tych filtrów, które
wyglądają najlepiej nanoszone na czystą skórę. Podobnie sprawa ma się z
kremami nawilżającymi, Lirene i Phamraceris nie lubią się z kosmetykami
pielęgnującymi, najlepiej zachowują się na oczyszczonej skórze, ponieważ
pięknie się wtapiają, inaczej nie mają czego się przyczepić i
ześlizgują się ze skóry, tworząc białe plamy.
Wadą,
której ukryć nie mogę jest to, ze podkreśla suche skórki i nie nadaje
się do suchej, odwodnionej skóry, oraz cery dojrzałej ze zmarszczkami.
Zawsze, kiedy moja skóra zaczyna się łuszczyć, nakładam filtry Ziaja,
ponieważ mimo że są tłuste, to świetnie nawilżają i ukrywają suchość
skóry. Lirene podkreśla każdą suchą skórę, nie można go równomiernie
nałożyć i powstają białe placki. Osoby z tłustą i mieszaną cerą będą
nim zachwycone. Emulsji używam nie tylko na twarz, ale na szyję, dekolt i dłonie.
Niezmiernie ważne jest to, że
Lirene nie pogarsza stanu mojej cery. Nie jest tłusty, mogę łatwo usunąć
go z powierzchni skóry, nie żółcieje na mojej skórze i nie brudzi ubrań
co robi niestety Ziaja. Nie spowodował on żadnych wyprysków, ani
zaskórników, jest zupełnie neutralny. Nie powoduje on u mnie podrażnień,
ani zaczerwień, wręcz daje efekt chłodzenia i fajnie koi skórę :) Wady
ujawniają się dopiero wtedy, kiedy moja skóra zaczyna się łuszczyć,
ponieważ pogłębia efekt ściągnięcia i mam wrażenie, że odwadnia moją
cerę.
Produkt zapewnia nam wysoką ochronę, ale oprócz tego posiada składniki pielęgnujące, takie jak alantoina, masło shea, czy witamina E. Łagodzą one ewentualne podrażnienia, nawilżają, oraz chronią przed wolnymi rodnikami. Ponadto emulsja jest bezzapachowa, nie zawiera alkoholu, ani substancji zapachowych i koloryzujących. Umieszczona jest w poręcznej, pomarańczowej 150ml (teraz w gratisie dostajemy 25ml) tubie. Plastik jest elastyczny, można go w razie konieczności przeciąć i wydobyć resztę produktu. Poza tym emulsja jest szeroko dostępna, widziałam ją nawet w Rossmannie w cenie 27 złotych.
Myślę, że takie niuanse jak trochę rzadsza
konsystencja i ciut gorsza aplikacja nie przekreślają emulsji Lirene.
Mnie przekonuje cena - 150ml kosztuje tylko 25 złotych, w cenie jednego
kremu Pharmaceris, mam trzy razy większą pojemność Lirene. Stosunek ceny do pojemności jest genialny! Im dłużej
używam kremów z filtrami, tym bardziej utwierdzam się z fakcie, że
komfort jaki daje mi Lirene i Pharmaceris to chyba najwyższy level przy
kremach z filtrem, zwłaszcza, że musimy przestrzegać określonej ilości
produktu. Jeśli jesteście zadowoleni z działania kremu Pharmaceris, to koniecznie spróbujcie emulsji Lirene.
INCI Lirene emulsja dla skóry wrażliwej: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Propylene Glycol, Octocrylene,
C12-15 Alkyl Benzoate, Dimethicone, Potassium Cetyl Phosphate, Cetyl
Alcohol, Titanium Dioxide (nano), Ethylhexyl Triazone, Butyl
Methoxydibenzoylmethane, Hydrogenated Dimer Dilinoleyl /
Dimethylcarbonate Copolymer, Methylene Bis-Benzotriazolyl
Tetramethylbutylphenol (nano), Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl
Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate,
Alumina, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Allantoin, Decyl
Glucoside, BHA, Simethicone, Methylparaben, Phenoxyethanol, Diazolidinyl
Urea, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben.
INCI kremu Pharmaceris: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate,
Octocrylene, Propylene Glycol, C12-15 Alkyl Benzoate, Dimethicone,
Potassium Cetyl Phosphate, Cetyl Alcohol, Titanium Dioxide (nano),
Ethylhexyl Triazone, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Hydrogenated Dimer
Dilinoleyl/Dimethylcarbonate Copolymer, Methylene Bis-Benzotriazolyl
Tetramethylbutylphenol (nano), Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl
Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Stearic Acid, Alumina, Butyrospermum
Parkii (Shea Butter), Decyl Glucoside, BHA, Simethicone, Methylparaben,
Phenoxyethanol, Diazolidinyl Urea, Ethylparaben, Butylparaben,
Propylparaben
PS. Przepraszam za mały zastój, ale właśnie dostałam nową pracę :) Postaram się odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania do środy.