22:41

Przepis na super lekkie, antyoksydacyjne serum dla cery trądzikowej


Tworzenie własnych kosmetyków bardzo wciąga. Uczucie, gdy Wasz krem zaczyna nabywać wymarzonej, śmietankowej konsystencji, serum - staje się tak lekkie jak nigdy dotąd, a wszystkie receptury są oparte na składnikach, które Wam służą jest naprawdę niesamowite. Mnie kręcenie już dawno uzależniło, zawsze latem, powraca to do mnie ze zdwojoną siłą i ciągle coś mieszam dla siebie i dla rodziny ;)

Dzisiaj pragnę przedstawić Wam przepis na moje ultra lekkie serum antyoksydacyjne dla skóry trądzikowej. Serum ma wręcz lejącą konsystencję, wchłania się błyskawicznie, nie jest komedogenne i na moją skórę działa wspaniale. Choć jestem fanką  minimalizmu w kosmetykach, serum antyoksydacyjne jest dla mnie małym wyjątkiem - odkąd posiadam olejową formę witaminy C i kwas alfa-liponowy zamknięty w liposomach, moja wyobraźnia nie zna granic.



Zawsze miałam problem z emulgatorami. Emulsje często były niestabilne, albo nie posiadały takiej konsystencji, na jakiej najbardziej mi zależy, dlatego w mojej pielęgnacji królowały sera i toniki. Okazało się, iż emulgator SLP sprawdza się doskonale, choć już od dawna leżakował w moim półproduktowym pudełeczku, nie mogłam znaleźć dla niego zastosowania, nie sprawdzał się zbytnio w bardziej treściwych emulsjach, ani tym bardziej w kręceniu kremu. I niespodzianka - jest świetny w tworzeniu wszelkiej maści serum. Nie zostawia on tłustego filmu, nie zapycha moich porów, sprawia, iż emulsje mają wręcz wodniste konsystencje, aczkolwiek fazy są ze sobą doskonale połączone. To właśnie to, czego szukałam.

Kolejnym, dość kłopotliwym składnikiem okazał się kwas alfa-liponowy. Po prostu nie miałam cierpliwości do tej substancji, już pominę jego upór w rozpuszczeniu, ale krystalizacja kwasu i zbijanie się grudki było nie do przyjęcia. Powiem kolokwialnie - schrzanił każdą formulację, zepsuł każdy krem i serum. Próbowałam stabilizować emulsję różnymi sposobami, by uniknąć późniejszego zbijania się w kryształki, ale to i tak nie zdawało egzaminu. Jest super do cięższych kremów na Olivem'ie, czy serum olejowego, ale kompletnie się nie sprawdza w lekkich serach. No i zerknęłam u Justyny kwas alfa-liponowy zamknięty w liposomach. Wszystkie moje bolączki zniknęły jakby ręką odjął - rozpuszcza się cudnie w fazie wodnej, wszystko można idealnie odmierzyć na łyżeczkach miarowych, wiem, że już nie tknę czystego kwasu alfa-liponowego w tworzeniu lekkiego serum. Jeśli macie podobny problem do mnie, to nawet się nie wahajcie - różnica w kręceniu jest tak odczuwalna, że zdecydowanie wersja liposomowa jest warta kupienia. Pozostałe składniki serum nie są jakoś szczególnie problematyczne i bez specjalnych umiejętności każdy takie serum może wykonać w domowym zaciszu ;)


Zanim przejdę jednak do kwestii kluczowej - jest to jedno z  lepszych serum jakie udało mi się ukręcić. Serum może się rozwarstwiać (zdecydowałam, że nie będę dodawać gumy ksantowej, jakoś nie odpowiada mi ona w  serum, nie wchłania się ono tak fajnie,a  kosmetyki 'na' lubią się rolować) , ale wystarczy delikatne potrząśnięcie, by przywrócić jednolitą konsystencję, nie ma to też większego znaczenia w trwałości serum. Myślę, że na tę niedogodność można przymknąć oko ;)

Serum działa wspaniale na moją skórę, nie zapycha też moich porów. Cera podczas stosowania zyskuje zdrowy, jednolity koloryt, jest widocznie jaśniejsza i bardziej jędrna. Doskonale nawilża, ale nie obciąża mojej skóry, współgra też z kremem z  filtrem i kolorówką. Skóra jest doskonale wygładzona, a wypryski goją się błyskawicznie! Nie pamiętam, kiedy serum antyoksydacyjne miało aż tak świetny wpływ na moją skórę - owszem, BiochemiaUrody oferuje świetne produkty, ale moja własna formulacja wyeliminowała składniki za którymi nie przepadam i spełnia moje wysokie wymagania. Zaczerwienienia i podrażnienia pojawiają się sporadycznie, natomiast serum skutecznie je łagodzi. Daje lekkie uczucie chodu, doskonale koi skórę, dlatego jest doskonałe podczas upałów. I oczywiście działa silnie antyoksydacyjne - wypróbowane na kawałku jabłka, a efekty widać przede wszystkim na mojej skórze ;) W końcu to połączenie witaminy C i pogromcy wolnych rodników - kwasu alfa-liponowego. Skóra wygląda po prostu lepiej, to już moja druga buteleczka i z  pewnością nie ostatnia. Jest w dodatku bardzo wydajne. Jeśli Wasza skóra potrzebuje rozjaśnienia kolorytu,wygładzenia i nawilżenia, to koniecznie musicie spróbować. Serum ma tak lekką, wodnistą konsystencję, że można się w nim zakochać :)

Do wykonania serum od sprawy technicznej potrzebujemy łyżeczek miarowych, dwóch zlewek, bagietki szklanej i czystego, zdezynfekowanego opakowania z ciemnego szkła.Wszystkie narzędzia muszą być odkażone, ja w tym celu używam Skinseptu, a przed dezynfekcją szklane opakowania sparzam wrzątkiem.

Receptura (25ml)
Faza wodna
Faza tłuszczowa (olejowa)
 Po połączeniu faz, wkraplam 3 kropelki olejku z  drzewa herbacianego i wszystko konserwuję FEOGiem, około 4 kropli. Aby wzmocnić działanie nawilżające serum polecam dokropić (ok.10 kropli) nawilżacza cukrowego.

Opcjonalnie zagęstnik : Guma ksantowa, rozpuszczona w kilku kropelkach d-panthenolu. 


Mając już przygotowane narzędzia do pracy, odmierzamy odpowiednią ilość hydrolatu i umieszczamy go w zlewce. Następnie dodajemy aloes zatężony, witaminę B3, kwas alfa-liponowy i ekstrakt z lukrecji gładkiej. Wszystko po każdym dodaniu kolejnego składnika dobrze mieszamy szklaną bagietką, następnie dodajemy żel hialuronowy 1% i dobrze mieszamy. Odstawiamy na chwilę fazę wodną. W kolejnej zlewce, mającej co najmniej 50ml, umieszczamy oleje i mieszamy, wkraplając witaminę C. Pamiętajcie, by dobrze ją rozpuścić. Następnie dodajemy odpowiednią ilość emulgatora SLP i mieszamy. Ze względu na niską zawartość fazy tłuszczowej i drogich składników (olejowa witamina C), dodaję fazę wodną do tłuszczowej. Mieszając fazę tłuszczową, powolnym strumieniem wlewam fazę wodną. Zostawiam ją na chwilę, przerywając mieszanie aż fazy się rozdzielą, wówczas zaczynam energicznie mieszać. Przelewam serum do opakowania i energicznie nim wstrząsam, wkraplam olejek z drzewa herbacianego i konserwuję FEOG-iem. Serum jest gotowe do użycia, a zakonserwowanie sprawia, iż produkt jest zdatny do użytku przez około 4-6 miesięcy, ale ze względu na witaminę C najlepiej jest je zużyć jak najszybciej. Oczywiście serum należy przechowywać w lodówce.


Serum sprawdza się świetnie o poranku, widzę tylko profity z jego stosowania ;) Skóra jest tak miękka i rozjaśniona, że mówi sama za siebie jak kocha ten kosmetyk. Oczywiście recepturę możecie zmieniać, zamieniając bazę wodną, czy olejową, dodając inne ekstrakty, myślę jednak, że składniki są tak dobrane, iż sprawdzą się na większości cer z podobnymi problemami do moich.



Pozdrawiam,
Ewa