12:57

Ultra lekki fluid od LRP | La Roche Posay, Anthelios XL Ultra-leger Fluide SPF 50+ PPD 42 [Ultra-light Fluid]


Ochrona przeciwsłoneczna jest dla mnie jedną z podstaw pielęgnacji, nie wyobrażam sobie wyjścia na zewnątrz bez kremu z filtrem. Choć staram się wcielać w życie dni bez żadnych kosmetyków (weekendy) jest mi ciężko. Czynność, jaką jest nakładanie kremu z filtrem stało się już moją codzienną, poranną rutyną. Zwłaszcza, że mogę robić to bez lusterka. Z zamkniętymi oczami. Z kremem ultra lekkim od La Roche-Posay.

Wiem, że czekaliście na tę recenzję. Wiem także, że zapotrzebowanie na kremy z filtrem rośnie, więc koncerny farmaceutyczne stają na rzęsach, by produkty były jak najbardziej lekkie, odpowiednie dla skóry problematycznej, współgrające z makijażem, nie zostawiające błysku. Patrząc wstecz, na biedę pod kątem ochrony UV mamy dziś ogromny wybór. . a ja mam co testować. Ale.. wiedziecie co. Ja już skończyłam swoje poszukiwania.

Nie będzie to hymn pochwalny. Nie będę Was oszukiwać - nie jest to kosmetyk bez wad. Jest jednak w nim coś, co sprawia, że ciągle powracam i powracam, jesienią, zimą, wiosną i latem. Nie jest to też bezkompromisowa miłość, są między nami zgrzyty, złość, rozczarowania. Czy warto kupić ultra lekki fluid La Roche-Posay ? Zdecydowanie tak, ale zanim kliknięcie opakowanie, czy polecicie do apteki - przeczytajcie uważnie moją recenzję. Aby jednak rozbudzić Waszą nagłą chęć posiadania lekkiego fluidu LRP możecie zobaczyć jak fenomenalnie wygląda na skórze.


Dzisiaj postaram się jak najbardziej opisać Wam jak wygląda praca z tym kremem, choć zdjęcie powyżej obrazuje mój mały zachwyt nad produktem La Roche-Posay. Zacznę od konsystencji. Jest ona rzadka, delikatnie lepka, o ciepłym zabarwieniu (osoby o chłodnej karnacji, zwłaszcza bladej muszą uważać - może on delikatnie ocieplać cerę) . Czuć w  niej coś oleistego, nie jest sucha, ani wodna, tak jak lekki fluid od Biodermy. Nie jest to jednak minusem - w takim kosmetyku to ogromna zaleta - wodny, leciutki fluid Biodermy osadzał się na skórze, nie był dobrze przyczepny, szybko spływał, zostawiał nieestetyczne zacieki i po prostu nie wyglądał wyjściowo. Nie było także mowy o nałożeniu makijażu. Wolę więc bardziej lepkie LRP. I teraz może was zszokuję, ale ten krem bardzo przypomina mi kremy Ziaja - to taka ulepszona wersja, lżejsza, nie żółcieje na skórze (choć ją ociepla), bardziej rzadka, lepiej rozprowadzająca się, z wyższym stopniem ochrony. I bardziej odporna na pot i wodę, choć w ekstremalnych warunkach czasami spływa (ale chociaż równo, nie tworzy białych zacieków). Zdarza się to jednak przy niespotykanie wysokich temperaturach, nie warzy się tak szybko jak Ziaja. Zdecydowanie lepiej przylega do skóry, wspomniana lepkość to ogromny atut, gdyż filtr dzięki temu faktycznie trzyma się skóry,a  ochrona jest wyższa.
Ciekawa jest specyfika tego kremu. Bezpośrednio nałożony na skórę daje tłusty, mokry, oleisty błysk, wygląda jak najlepszy rozświetlacz jaki mogłabym sobie wymarzyć. Konsystencja jest mokra przez około 20 minut, następnie krem wtapia się w skórę. Niecałkowicie. Ale nie jest to jego wada, mimo że to formuła zastygająca, daje on naturalny, nienachalny połysk.. i w zasadzie nie odczuwam potrzeby matowienia tego kremu. Ogromną zaletą lekkiego fluidu jest to, że po prostu nie da rady nałożyć go w nie przepisowej ilości. Jeśli próbujemy nałożyć go mniej - słabo się rozprowadza, dopiero przy odpowiedniej ilości rozprowadza się jak delikatne masełko. Można to nawet robić z zamkniętymi oczami - dozuję odpowiednią ilość na dłoń i rozprowadzam  na wybranych partiach twarzy. Formuła jest zastygająca, ale potrzebuje czasu, więc nie ma problemu z dokładaniem kolejnych warstw w tym czasie (np. z Pharmacerisem trzeba robotę załatwić szybko i precyzyjnie) , tym samym nie roluje się i nie warzy. Wymaga jednak zmycia, przy kolejnej aplikacji. Ale tak jest z każdym kremem z filtrem.


Jest jednak jeszcze jedna, spora różnica między przystępną cenową Ziają, a LRP - dwie półki wyżej. Filtr LRP jest bardzo ciężko zmyć. Bardzo. Kosmetyki aktualnie są tak trudne do zmycia, że usunięcie ich żelem nie daje rady, ale w tym przypadku mamy styczność z jakimś szczególnie opornym zawodnikiem. Nie można go absolutnie ruszyć płynem micelarnym - krem z filtrem nakładam dwa razy w ciągu dnia i ta druga aplikacja zawsze jest warstwą na warstwie. Mimo że przecieram twarz płatkiem kosmetycznym nasączonym płynem do demakijażu - ten produkt nadal jest na skórze, głęboko w porach. Daje specyficzny połysk. Nawet mój wieloetapowy demakijaż, składający się z olejku myjącego, mydła i płynu micelarnego momentami nie dawał uczucia świeżości i musiałam myć skórę ponownie mydłem.Trwałość jest zdumiewająca. Przypudrowany jest doskonałą bazą pod makijaż, w zasadzie najlepszą jaką miałam (wybitnie trwała formuła, dodatkowo optycznie wygładza skórę) . Jeśli już chcecie go mieć - głęboki demakijaż musi się stać Waszą codziennością, krem bardzo szybko może pogorszyć stan skóry, jeśli nie przyłożycie do tego należytej uwagi. Doświadczyłam tego na sobie, dlatego stawiam na jeszcze bardziej głębsze oczyszczanie każdego dnia. Jeśli chcecie poczytać jak wykonuję taki demakijaż, i jakich produktów w tym celu używam - dajcie znać ;)

Krem nie bieli, nie zostawia żadnego pudrowego wykończenia i nie zmienia kolorytu skóry. Nie jest on jednak transparentny, a ma delikatne żółte zabarwienie - nie żółcieje na skórze jak Ziaja, ale może ocieplać blade, chłodne twarze. Generalnie smug nie zostawia, ale ważne jest, aby nałożyć go równomiernie. Czasami nałożę go zbyt dużo przy żuchwie i brzydko się odcina. Najodpowiedniejszym sposobem jest trzymanie się przepisowej ilości, zazwyczaj ciężko jest nałożyć tyle kremu na skórę - z tym jest odwrotnie. Mam wrażenie, że i tak nakładam go trochę więcej.

Nie wysypuje mnie po nim i nie robi nic złego z moją skórą, pod jednym warunkiem- jeśli jest dobrze usunięty z powierzchni skóry. Przetestowałam go chyba w Wszystkich warunkach -od neutralnej, ciepłej pogody, aż po upały i deszcze. Nawet gdy moja cera miała gorszy okres sprawdzał się dobrze. Dla mnie to hit tego roku łącznie z emulsją do opalania Lirene i błotem termalnym z siarką.

Jest jednak jeszcze jedna różnica o której muszę wspomnieć. Jest on zdecydowanie lżejszy od kremu Ziaja, nie czuć go na twarzy i można zapomnieć, że na skórze macie krem z  filtrem, mimo że to formuła wodoodporna.Kropelki wody spływają po tym produkcie, jest tak samo bezwzględny dla potu. Taka formuła mimo tego, że na mojej skórze komedogenna nie jest - przez trwałe odcinanie tlenu i brak cyrkulacji powietrza może spowodować wypryski. Po nałożeniu i zastygnięciu jest nie do ruszenia - stąd dla mnie to jedna z najlepszych baz pod makijaż jaką miałam.

Krem zawiera sporą ilość alkoholu, jednak w takim produkcie, o takiej konsystencji - nie przejmuję się jego dodatkiem. Alkohol odparowuje wraz z nałożeniem kremu z  filtrem, zdecydowanie bardziej wolę alkohol jako rozpuszczalnik niż ciężki, tłusty silikon. Ze względu na specyfikę produktu lekki fluid nie podrażnia mojej skóry, ani nie powoduje żadnych zaczerwienień - zdarzyło się to jedynie raz na bardzo podrażnionej skórze (Atrederm 4 dni pod rząd) , co nie jest niczym zaskakującym. wszystko, co nałożyłabym na taką skórę wywołałoby podrażnienie, a zwłaszcza filtry chemiczne.Zapach alkoholu jest wyczuwalny tylko przy bezpośrednim nałożeniu na skórę, potem momentalnie odparowuje. Kiedyś miałam tendencję do ubliżania temu składnikowi, ale aktualnie coraz bardziej doceniam jego dodatek w pewnych produktach i jest zdecydowanie mniejszym złem niż składniki okluzyjne.

INCI: Aqua / Water, Diisopropyl Sebacate, Alcohol Denat., Glycerin, Dimethicone, Isohexadecane, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Octocrylene, Silica, Drometrizole Trisiloxane, Isononyl Isononanoate, Zea Mays Starch / Corn Starch, C12-15 Alkyl Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Ethylhexyl Triazone, Peg-30 Dipolyhydroxystearate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Isododecane, Phenoxyethanol, Isopropyl Lauroyl Sarcosinate, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Silica Silylate, Lauryl PEG/PPG-18/18 Methicone, PEG-8 Laurate, Caprylyl Glycol, Triethanolamine, Disteardimonium Hectorite, Tocopherol, Disodium EDTA, Dodecene, Propylene Carbonate, Poloxamer 407, Zinc Gluconate, Perlite (04.2014. - FIL Code: C162700/2)

Na uwagę zasługuje także opakowanie. Przy tak lekkiej konsystencji nie ma lepszego rozwiązania. Opakowanie zapobiega wylewaniu produktu (należy je postawić), a także posiada zwężający się mały otwór, który dozuje odpowiednią ilość produktu bez jego marnowania. 

Zobaczcie jak jest leciutki. Rozprowadza się doskonale, nie ślizga się, mimo że jest to tłusta konsystencja. Zaraz po nałożeniu lekko wtapia się w skórę. Nie jest też po pewnym czasie aż tak lepka, jak to bywa w przypadku kremów Ziaja bez zmatowienia - możecie posłużyć jako lep na muchy.W przypadku kremu Anthelios jest trochę podobnie, ale nie tak jak w przypadku Ziaja, gdzie konsystencja jest zdecydowanie bardziej ciężka i treściwa. Kosmetyk przed użyciem należy wstrząsnąć. 

No i rzecz najważniejsza - ochrona. Jest bardzo wysoka, jak to bywa w filtrach LRP. Dwukrotnie wyższa niż standardy europejskie . Cieszę się, że w końcu mam pewniaka z tak wysoką ochroną UVA (PPD 42!), co jest niezwykle ważne podczas szczególnej wrażliwości na promieniowanie - dla mnie to czas nieustannej walki z cerą i zmagań z tretinoiną. Nie jest to moja pierwsza tubka. W zasadzie już nie wiem która, testuję ten produkt odkąd pojawił się na rynku. No i sam fakt, że ciągle do niego powracam sprawia, że naprawdę warto przeznaczyć tą wysoką kwotę (ja płacę 55 złotych za 50ml) na ten produkt. Widzę ogromną różnicę, gdy stosuję ten kosmetyk,a  inne. Moja skóra nie jest tak wrażliwa, nie mam żadnych przebarwień typu słonecznego, nic się z moją skórą złego nie dzieje.

Niektórych może przerazić ten alkohol - ja generalnie z tym składnikiem problemu nie mam, o czym napisałam powyżej. Moja cera, brutalnie mówiąc, którą regularnie obdzieram z wierzchniej warstwy naskórka także nie protestuje. Na dłuższą metę mojej cery nie wysusza, ani tym bardziej nie podrażnia. Alkohol wyparuje - gliceryna wniknie głębiej i nawilży naskórek. Mimo że z gliceryną mam dość napięte stosunki, a raczej z pewnymi połączeniami z  tym składnikiem - w tej formulacji krzywdy mi nie robi. A jest w tym produkcie jest bardzo dużo. Jeśli więc oglądacie nikkietutorials, która zachwala Nivea for Men After Shave Balm w roli bazy- lepiej zainwestujcie w ten kosmetyk. Ma on podobną specyfikację i w dodatku zapewni Wam stabilną i pewną ochronę przed słońcem. Bardzo dobrze współpracuje z minerałami.

Ma on jednak jedną wadę. Bardzo podkreśla suche skórki, po rozmasowaniu kremu nie można się tego dopatrzyć, ale gdy tylko zastygnie, ukaże i podkreśla każdy suchy obszar. Sucha, łuszcząca się skóra to coś zupełnie normalnego przy stosowaniu retinoidów, więc czasami podczas stosowania tego kremu mam mieszane odczucia.

Minusem może okazać się także trwała formuła. Mimo że jest lekka, to mimo wszystko ciężka sama w sobie. Jest to pierwszy krem z  filtrem, który daje radę podczas upałów, czy ekstremalnych warunków. Jest także odpowiedni dla skóry tłustej - nie oszukujmy się, kontakt z sebum i potem bardzo zaniża ochronę. Niestety, trzeba bardzo przyłożyć się do zmycia tego produktu, przez pierwsze dni ciągle czułam go na skórze i mimo rozbudowanego rytuału - czasami pozostałości kremu nadal czułam na skórze. Wymaga rozpuszczenia olejem - nie ma innego sposobu na ten produkt. Pod koniec dnia zaczyna się wałkować - zbiera wszystkie suche skórki i wygląda źle. Można tego jednak uniknąć nakładać ten krem chociaż 2 razy dziennie.

Wykończenie jest bardzo naturalne, z pewnością nie ma wiele wspólnego z  tłuszczem, który widzicie bezpośrednio po nałożeniu. Początkowo przeraziłam się jak wygląda na skórze - ale jest to krem, który wręcz wymaga przepisowego stosowania. Najlepiej wygląda i rozprowadza się nałożony w  przepisowej ilości i ewentualnie zmatowiony po 20-30minutach. Moja przygoda z La Roche-Posay bywa nieco burzliwa, dry-touch i krem z  bajkaliną to jakieś straszne niewypały, ale w końcu nie czuję rozczarowania i straty, nie oszukujmy się sporej kwoty jak na taką tubkę kremu. Tym razem koncern L'oreal zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.

Zatem, czy mogę polecić ten krem. Tak! Stosuję go zamiennie z fenomenalnym i tanim kremem Lirene i muszę pokornie stwierdzić, że to najlepszy krem z  filtrem jaki miałam. Jeśli formuły zastygające tj. krem Pharmaceris hydrolipidowy dla dzieci i dorosłych sPF 50+ oraz tańszy odpowiednik Lirene na dłuższą metę odwadniają Waszą skórę, a jednak lubicie kremy w typie Ziaja, ale jednak lżejsze, ale nadal nawilżające, trwałe i wodoodporne - polecam Wam kosmetyk LRP. Zerknijcie także na recenzję dwóch, świetnych kremów zapewniających ochronę przeciwsłoneczną, które szczerze polecam:



Pozdrawiam serdecznie,
Ewa