00:21

Sylveco | Łagodzący krem pod oczy

Muszę przyznać, że moje okolice oczu nie są przeze mnie rozpieszczane - nie używam specjalnych kremów, ani olejków na tak wrażliwe okolice, a stosuję normalną pielęgnację jak w przypadku całej skóry twarzy. Jesienią jednak zawsze stoję przed dylematem - mianowicie, zawsze przeprowadzam silne kuracje dermatologiczne i zawsze omijam okolice oczu. Moja pielęgnacja jest także mniej bogata w emolienty, więc bywa, że bezproblemowe okolice oczu nagle zaczynają przypominać o swoim istnieniu i muszę włączyć produkt, który zmieni ten stan rzeczy.

Często są to moje własne mieszanki, często, bowiem większość kosmetyków zupełnie nie sprawdza się u mnie w tym obszarze, mimo że są przebadane pod względem okulistycznym i według zapewnień, hipoalergiczne. Często też pytacie mnie o łagodzący krem Sylveco, nie jest to moje pierwsze podejście do tego kosmetyku i zdążyłam wyrobić sobie już o nim porządną opinię. 

Z kosmetykami Sylveco łączą mnie ambiwalentne odczucia- są produkty, które absolutnie uwielbiam, natomiast są i takie, których nie jestem w stanie używać dłużej niż przez jeden dzień. Kremy Sylveco to nie moja bajka, niezależnie od wersji wywołują spustoszenie na mojej skórze i mają w sobie coś bardzo ciężkiego, co momentalnie pogarsza stan mojej cery. Łagodzący krem pod oczy także nie spełnił moich wymagań, mimo że nie są wysokie.

Moje oczekiwania odnośnie kremu stosowanego na okolice oczu nie są wygórowane - ma nie uczulać (chociaż nie jestem alergikiem i rzadko coś jest w stanie wywołać u mnie potok łez i reakcję alergiczną) i nawilżać. Słowo nawilżać jest kluczowe, ponieważ zdecydowana większość mazideł pod oczy natłuszcza, co jest dla mnie niedopuszczalne i od razu skreślam taki kosmetyk na miejscu. Spodziewałam się, że z Sylveco będzie podobnie - nie mogę znieść tego efektu jaki pozostawia. 

Konsystencja jest bardzo delikatna, mimo że sprawia wrażenie lekkiej, jest ciężka. Jest ciężka sama w sobie i mogłoby się wydawać, że tym samym odżywcza - niestety, akurat w przypadku Sylveco te dwa słowa nie idą ze sobą w parze. Podczas rozsmarowywania kremu wyczuwam olej, mimo że daleko mu do lepu na muchy, to ma w sobie coś odpychającego. Jest to mimo wszystko kosmetyk treściwy, choć jego funkcje nawilżająco-odżywcze powinnam przemilczeć. To bezwonna, biała emulsja, rozprowadza się gładko, ale oleiście i niestety na mojej skórze w ogóle się nie wchłania. Uczucie lepkości i obciążenia towarzyszy mi do momentu zmycia kremu. 

Zacznę od pielęgnacyjnych właściwości kremu i odniesienia się do obietnic producenta. Krem ma chronić delikatną skórę, poprawiać jej sprężystość i zmniejszać cienie i obrzęki. Jak wskazuje także nazwa, kosmetyk powinien przede wszystkim łagodzić i koić okolice pod oczami. To sporo jak na krem o tak prostym składzie. Będąc osobą zupełnie obiektywną, muszę stwierdzić ze smutkiem, że ten produkt, mimo sympatii do Sylveco, nie spełnia ani jednej obietnicy, chociaż to wszystko zależy od skóry (reagujemy różnie na kosmetyki, wiec możesz jedynie zasugerować się tym, co mam do powiedzenia) i dodatkowo jest szczególnie upierdliwy w aplikacji i znakomicie skraca trwałość nawet najbardziej trwałych kosmetyków. Nie zauważyłam, by krem wpłynął w jakikolwiek sposób na nawilżenie mojej skóry pod oczami, poprawił znacząco jej kondycję, czy chociaż minimalnie rozjaśnił ten obszar, który jest u mnie odrobinę ciemniejszy od reszty twarzy.

Krem bardzo ślimaczy się na skórze. Czekałam wieki, aż zdąży się wchłonąć i niestety nie miało to miejsca. Mam wrażenie, że moja skóra bardzo się pod nim poci i jest dodatkowo obciążona, podczas jego stosowania zauważyłam mnóstwo drobnych prosaków w tych okolicach. Kosmetyk w ogóle się nie wchłania, czytałam wiele opinii o lekkich kremach Sylveco i o dzisiejszym delikwencie i niestety moja opinia jest zgoła inna- u mnie każdy krem Sylveco nie ma racji bytu - na skórze pozostaje lepiąca się warstwa, krem zupełnie nie współpracuje z moją cerą i dodatkowo ją obciąża. Dziwię się, bo zdarza mi się kłaść samodzielnie olej pod oczy i jestem zadowolona z efektu, natomiast tylko z kremami Sylveco nie potrafię się dogadać. Niestety, nie potrafię znaleźć pozytywnego, pielęgnacyjnego aspektu stosowania łagodzącego kremu pod oczy Sylveco. 

Przez swoją konsystencję krem bardzo koliduje z  moimi kosmetykami kolorowymi i odczuwalnie zmniejsza ich trwałość. Wpływa także na ich konsystencję i sprawia, ze znacznie tracą na kryciu, nie zastygają i zbierają się w załamaniach. Większość moich korektorów zaczęła także oksydować, chociaż przez tak długi okres użytkowania tych sprawdzonych kosmetyków nie zauważyłam. Wina leży ewidentnie po stronie Sylveco i nie potrafię mu tego wybaczyć.

Krem stosowałam zarówno na dzień, jak i na noc. Po pewnym czasie przerzuciłam się na wieczory, a następnie wklepywałam go tylko o poranku. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, co odpowiadało mi bardziej, jednak biorąc pod uwagę ile czasu owy krem bytował na mojej skórze i jak wpływał na makijaż oraz jego trwałość - przyznaję, że stosowałam go głównie na noc. Nie zauważyłam, by w jakikolwiek, choć najmniejszy sposób poprawił stan mojej skóry. 


Dodatkowo miałam wrażenie, że moja skóra podczas jego stosowania wydawała się zdecydowanie bardziej obciążona i tym samym zmęczona i poszarzała. Nie pamiętam, by krem zrobił cokolwiek w kierunku rozjaśnienia moich okolic oczu, czy chociaż dawał ulgę i efekt wygładzenia podczas nałożenia. Czasami stosuję kremy pod oczy tylko dla uczucia chłodu i mam wrażenie odprężenia., natomiast w przypadku Sylveco jest zupełnie odwrotnie. Paradoksalnie, doczekałam się także opuchniętych powiek o poranku, chociaż normalnie nie mam takich problemów, dlatego podejrzewam, ze w kierunku redukcji zasinień i obrzęków zupełnie nic nie zrobi. Mimo że mnie nie podrażnił, to nie zrobił nic wyjątkowego, bym mogła napisać o nim jeszcze raz. 

Nie jest to rewelacyjny produkt, powiedziałabym, że bardzo przeciętny. Zdaję sobie sprawę, że zapewne są osoby, którym działanie w pełni odpowiada - zwłaszcza jeśli lekkie kremy nie pozostawiały tak samo tłustej warstwy. Moja mama mimo swojego wieku (44 lata) jest z niego zadowolona, wchłania się u niej niemal błyskawicznie i delikatnie nawilża ten obszar. Działanie nie porywa i jest tego świadoma, natomiast bardzo go lubi za wspomnianą delikatność i szybkie wchłanianie. Nie jest to kosmetyk dla osób z wysokimi wymaganiami, nie znajdzie także miejsca w przypadku mocno suchej skóry, czy z  problemami takimi jak wspomniane zasinienia czy obrzęki. myślę, że zadowoli osoby bez większych wymagań, sprawdzi się także u osób młodych, noszących okulary. Mimo że nie wymagam wiele, to nie sprostał on moim oczekiwaniom. 

Skład produktu jest prosty, ale mocno emolientowy.  Kremy Sylveco zawierają także składniki, których moja skóra nie toleruje, dlatego moja przygoda z dziećmi Syleco stała się niezwykle burzliwa. Oprócz naturalnych olejów, znajdziesz także ekstrakt z chabru bławatka, świetlika łakowego, lupeol i betulinę.

Skład: Woda,  Olej z pestek winogron,  Olej sojowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Skwalan,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu,  Olej arganowy,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Ekstrakt ze świetlika łąkowego,  Ekstrakt z chabru bławatka,  Alkohol benzylowy,  Witamina E,  Betulina,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Lupeol,  Kwas oleanolowy  

Krem jest umieszczony w opakowaniu z pompką typu air-less. Design Sylveco bardzo lubię, natomiast nastąpił zgrzyt wobec pompki. Pompka dosłownie wypluwa zbyt dużą ilość produktu, oblepiając pompkę. Całość zastyga, a ja nie mam co zrobić z pozostałą, większą ilością i wcieram ją w dłonie. Opakowanie jest higieniczne, ale przy tak działającej pompce nie jestem do końca tego pewna.

Cena jak na Sylveco jest przystępna - za 30ml gotowego produktu należy zapłacić około 29-30 złotych. Biorąc jednak pod uwagę jakość produktu, to zdecydowanie bardziej wolę przeznaczyć tę kwotę na kosmetyk do twarzy, który będę stosować także pod oczy. Póki co, Sylveco po raz kolejny zawodzi i nie mogę polecić od siebie ich kremu łagodzącego pod oczy.



Pozdrawiam serdecznie,
Ewa