Nie można ująć uroku i jakiejś magicznej siły, jaką dysponuje marka Antipodes. Zawsze ciągnęło mnie do lasu, mokradeł, naturalnie pięknych miejsc. Podobnie mam z nowozelandzką pielęgnacją - mimo małych potknięć, nie potrafię zaprzestać na jednym, dwóch produktach, są dla mnie czymś nowym i czuję się jak mała dziewczynka, otwierająca starą, drewnianą szafę z różnościami, starymi pamiątkami i książkami, których nie powinnam była czytać. Antipodes ma w sobie coś, co przypomina moje błogie dzieciństwo na wsi, skakanie w majowym, świeżym deszczu, samotne chadzanie leśnymi ścieżkami i zajadanie świeżych leśnych jagód prosto z kubełka, co nadal mi się zdarza, chociaż starzeję się z każdym kolejnym rokiem :) To już nie tylko kosmetyki dla skóry, ale dla mnie - ich używanie sprawia mi namacalną przyjemność i za każdym razem chcę więcej.
Bardzo ciężko jest spotkać się z negatywnymi recenzjami na temat marki Antipodes. Nie dziwię się. To jedna z najlepszych, naturalnych marek, oferująca kosmetyki skoncentrowane (a nie rozrzedzone emulgatorami), skuteczne, ze szczyptą magii. Żałuję, że Vanilla Pod Hydrating Cream nie został przeze mnie odpowiednio dopasowany do potrzeb skóry, jego stosowanie było dla mnie prawdziwą przyjemnością i przez burzliwy okres stosowania retinoidów, jako jedyny wyleczył mi z atopii i okropnych podrażnień. Do stosowania na co dzień okazał się stanowczo za treściwy i odżywczy, choć współpracował z moją cerą wzorcowo.
Krem ma niespotykaną konsystencję, dotąd nieznaną i obcą w przypadku gotowców. Bardzo przypomina mi moje własne kremy na Olivem 1000 - doskonała, gęsta, delikatna, śmietankowa konsystencja. Krem jest prawdziwym bogactwem naturalnych składników, producent nie próbuje oszukiwać i wcielać w życie tanich sztuczek - to prawdziwy, porządny krem, dzięki temu kosmetyk jest niezwykle odżywczy, nawilżający, kremowy i przyjemny, a przy tym bajecznie wydajny. Nie ma mowy o ślizgających się emulgatorach, to doskonały przykład, jak powinien wyglądać i zachowywać się krem na skórze. Wielbiciele polskich kremów mogą być w niemałym szoku - to zupełnie inny wymiar i walory użytkowe, każdy, kto obcował z kremem Vanilla nie może wyjść z podziwu co robi z cerą i w jak doskonały sposób z nią współpracuje. Ciężko jest mi opisać konsystencję, ale jest niezwykle przyjemna, otulająca i gładka, a także puszysta podczas rozprowadzania. Mimo dużej zawartości naturalnych, drogocennych tłuszczy i miodu manuka (masło shea, skwalan, olej avocado, makadamia, z róży) nie wyczuwam tłustego, obciążającego filmu - pod względem wchłanialności i zachowywania się na skórze, krem niemal zawsze zapewniał mi komfortowe uczucie nawilżenia.
Moja cera reagowała bardzo różnie na krem Vanilla i nie mogę go polecić tym, którzy borykają się z tłustą, trądzikową cerą. Mam wrażenie, że czasami okazywał się za mocno odżywczy i zdarzało się, że moja skóra dosłownie pociła się pod nim. Nie towarzyszyło temu nieprzyjemne uczucie dyskomfortu, ale w najbardziej dotkliwym dla mojej skóry okresie cyklu (gdy estrogen zaczyna szaleć) nie współpracował z moimi kremami z filtrem, kolorówką, serum. Za każdym razem cechowała go wspaniała wchłanialność, dlatego nie sądziłam, że jest w stanie pogorszyć stan mojej skóry, co niestety zrobił, gdy tylko przywrócił odpowiedni poziom nawilżenia po zbyt częstym stosowaniu retinoidów. Podczas regularnego stosowania Vanilla nie pojawiły się zmiany zaskórnikowe, czy też zapchane, poszerzone pory, ale typowe czerwone krostki, które objawiają się u mnie zawsze, gdy nie dobiorę odpowiedniej dawki nawilżenia do potrzeb mojej skóry. Nie zauważyłam także nieświeżego, obciążonego wyglądu - cera lśniła zdrowym blaskiem, jednak zbyt odżywcza formuła bardzo szybko spowodowała wysyp niechanych zmian..
Niespotykane jest to, że mimo zawartości samych naturalnych kosmetyków - krem genialnie i bardzo mocno (i trwale!) nawilża naskórek. Na przełomie grudnia i stycznia napotkał mnie niemały kryzys wynikający ze zbyt częstego stosowania retinoidów, suchego powietrza i czystkami w pielęgnacji. Jedynie krem Vanilla wyleczył mnie z atopii, ciemnych przebarwień powstałych z martwego, zalegającego naskórka, pozbył się nader skutecznie suchej warstwy i doskonale odżywił moją cerę. W styczniu moja skóra wyglądała najlepiej, jak tylko pamiętam - zdrowy blask, połysk, miękkość i gładkość.
Co ważne, nie jest to przejściowe nawilżenie jak w przypadku większości kosmetyków, a zwłaszcza naturalnych. Często bywa tak, że poczucie nawilżenia zanika wraz z nałożeniem lub zmyciem kosmetyku. Vanilla Pod bardzo intensywnie nawilża naskórek, ale nie wyłącznie przez okluzję, a wiązanie wody w naskórku. Dla mnie, jest to zupełna nowość i przyznaję, że jest to najlepszy krem o walorach nawilżających jakiego dane mi było używać. Aktualnie, krem Vanilla ma innego właściciela, a mała próbeczka wystarczy mi spokojnie na kilka miesięcy, kremu bowiem używam raz na dwa tygodnie i uwierzcie mi - tak mała ilość kosmetyku doskonale nawilża i zmiękcza moją cerę. To zupełne przeciwieństwo polskich mazideł, którymi można mazać się codziennie, a i tak nie dają satysfakcjonującego nawilżenia. Antipodes przede wszystkim, zmiękcza odczuwalnie naskórek, czuć, że naskórek jest głęboko nawilżony - gładki, przyjemny w dotyku, elastyczny.
Podczas najgorszego okresu, gdy moja cera była wręcz wysuszona na wiór, codzienne stosowanie Vanilla Pod przez dwa tygodnie zupełnie odmieniło stan mojej cery. Moja skóra nabrała nieznanej mi dotąd gładkości i jędrności. Naskórek lśnił zdrowym blaskiem, ale bez tłustej, obciążającej warstwy. Nie zauważyłam podczas stosowania kremu rozszerzonych porów i efektu zmęczonej cery, gdy tylko krem nawilżył odpowiednio moją skórę, spełniając każdą obietnicę producenta - przestał mi służyć. Nie mogę więc powiedzieć złego słowa o produkcie - gdyby moja skóra była permanentnie odwodniona i z natury sucha, prawdopodobne Vanilla Cream okazałby się moim hitem. Aktualnie, 60ml cudownej zawartości to dla mnie zdecydowanie zbyt dużo, zwłaszcza, że kosmetyk po otwarciu, jak na naturalne kosmetyki przystało, ma krótką datę ważności - 6 miesięcy.
Vanilla Pod Hydrating Cream, to doskonała opcja dla osób z suchą skórą, bardzo odwodnioną, szybko przesuszającą się. Wadą i zaletą kremu jest jego niespotykana wydajność, przez ponad miesiąc używania kremu nie zużyłam nawet 1/10, dlatego warto kupować kosmetyki Antipodes na spółkę :) Wydajność zawdzięcza jednak wyłącznie prostej, bogatej, skoncentrowanej formule, znanej mi jedynie z kosmetyków własnej produkcji. Osoby borykające się z nadmiernym łojotokiem, tłustą cerą, nie potrzebującą aż takiego zmiękczenia i nawilżenia mogą poczuć się zawiedzione i nie rzucałabym się na duże opakowanie, warto zakupić komplet próbek. Sama trochę żałuję swojej decyzji, ale nie miałam pojęcia, że kosmetyk będzie miał aż tak dobre właściwości nawilżające i zmiękczające naskórek. Bardzo ciężko jest zużyć krem samemu - początkowo nabierałam, jak na moje oko, odrobinę, małą ilość kremu a po rozprowadzeniu mogłam nim wysmarować twarz, szyje, dekolt, a nawet plecy! To jest niebywałe! Zawsze, przy aptecznych, czy typowych lekkich kremach, musiałam często dokładać kolejną porcję kremu, aby uzyskać dobre nawilżenie.
Nie jest to absolutnie zły kosmetyk. Mimo ze producent zaleca go na co dzień, może być on kremem każdej pory dnia, ze względu na niespotykanie lekką konsystencję i doskonałą współpracę z cerą, ale i odżywcze, zmiękczające działanie. Najważniejsze jest jednak ocenienie poziomu nawilżenia skory i jej preferencji - krem doskonale nawilża, ale być może okaże się dla ciebie zbyt mocny, jeśli masz tendencję do trądziku, a twój naskórek sam z siebie jest dobrze nawodniony. To doskonały wybór dla osób, których naskórek jest narażony na ciągłe odwodnienie i bardzo szybko traci wodę.
Oczywiście ogromną zaletą jest naturalny, czysty, prosty skład. W kremie zastosowano mieszankę emulgatorów Olivem 1000 + lecytyna, którą znam doskonale z własnych receptur. W kremie, oprócz naturalnych, cennych tłuszczy (masło shea, olej avocado, makadamia, z róży, skwalan) wysoko, bo już na trzecim miejscu, znajdziesz bogaty, aktywny i cenny miód manuka (active 20+). Dodatkowo krem zawiera ekstrakt ze słodkich winogron i ekstrakt z liści kawakawa. Oczywiście wszystkie składniki pochodzą z terenów Nowej Zelandii, w tym sztandarowy, o nieocenionych właściwościach zdrowotnych i leczniczych miód manuka i wyodrębniony ekstrakt z kawakawy, z rodziny roślin pieprzowatych. Składniki są niemal identyczne jak w przypadku maski Aura Manuka, zapach, jest również łudząco podobny - spożywcza, ale nie przesłodzona wanilia trzyma dystans wibrującej mandarynce i lekko gorzkiemu, dystyngowanemu grapefruitowi. Czuć lekko kwiatowe podłoże łagodzi zapach i nie pozwala na przesłodzenie i zbytnią kwaśność. Zapach, moim zdaniem, jedynie uprzyjemnia czynność stosowania kremu i nie był dla mnie zmorą, ciągnącą się przez kilka godzin. Ma podobne walory nawilżające, podobnie zmiękcza naskórek, nawadnia i trzyma skórę w ryzach,z tym że formuła kremu pozwala stosować go częściej, bez konieczności zmywania okładu. Idealne uzupełnienie maski Aura Manuka Honey Mask, zwłaszcza, gdy Twoja cera jest wyjątkowo sucha i potrzebuje dużej dawki codziennego nawilżenia.
Muszę wspomnieć o doskonałych walorach antybakteryjnych i przeciw pasożytniczych Vanilla Pod Hydrating Cream. W ostatnich tygodniach, niestety zmagałam się z atakiem gronkowca złocistego i Vanilla Pod, znacznie lepiej niż Aura Manuka, przyspieszył wchłanianie zmian. Moja rekonwalescencja trwała tylko dwa tygodnie, a pielęgnacja Antipodes miała tylko pozytywny wpływ na kondycję mojego naskórka w tym okresie.
Krem jest nawilżający, nie tylko z nazwy. Producent nie obiecuje gruszek na wierzbie i produkt spełnia swoje zadanie. Dobrany do potrzeb skóry, jej preferencji i stopnia odwodnienia potrafi zdziałać cuda. Skóra odzyskuje blask, jędrność, elastyczność i zdrowy połysk. Idealny kosmetyk dla wymagających i poszukujących dużej dawki nawilżenia, bez tendencji do powstawania zmian trądzikowych i samej w sobie słabo nawodnionej. Dla osób z łojotokiem i skłonnością do trądziku może okazać się stanowczo za ciężki. Praca z tym kremem wygląda zupełnie inaczej zależnie od typu skóry - gdy krem przestał współpracować z moją cerą zaczął się mazać i przestał spełniać swoje zadanie.
Koszt 60ml / 130-170 zł , możliwość zakupu zestawu miniaturek
INCI: Aqua (water), Butyrosperum parkii (shea butter), Squalane (vegetable), Leptospermum scoparium mel (manuka honey), Persea gratissima (avocado oil), Macadamia ternifolia (macadamia oil), Rosa canina (rosehip oil), cetearyl olivate, sorbitan olivate, lecithin, vitis vinifera (grapeseed) extract, macropiper excelsum (kawakawa) leaf extract, gluconolactone, sodium benzate, calcium gluconate, essential oil fragrances of vanilla and mandarin: coumarin+, d-limonene+, linalool+, citral+, geraniol+.
+ component of essential oil
Wpis nie jest sponsorowany
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Co ważne, nie jest to przejściowe nawilżenie jak w przypadku większości kosmetyków, a zwłaszcza naturalnych. Często bywa tak, że poczucie nawilżenia zanika wraz z nałożeniem lub zmyciem kosmetyku. Vanilla Pod bardzo intensywnie nawilża naskórek, ale nie wyłącznie przez okluzję, a wiązanie wody w naskórku. Dla mnie, jest to zupełna nowość i przyznaję, że jest to najlepszy krem o walorach nawilżających jakiego dane mi było używać. Aktualnie, krem Vanilla ma innego właściciela, a mała próbeczka wystarczy mi spokojnie na kilka miesięcy, kremu bowiem używam raz na dwa tygodnie i uwierzcie mi - tak mała ilość kosmetyku doskonale nawilża i zmiękcza moją cerę. To zupełne przeciwieństwo polskich mazideł, którymi można mazać się codziennie, a i tak nie dają satysfakcjonującego nawilżenia. Antipodes przede wszystkim, zmiękcza odczuwalnie naskórek, czuć, że naskórek jest głęboko nawilżony - gładki, przyjemny w dotyku, elastyczny.
Podczas najgorszego okresu, gdy moja cera była wręcz wysuszona na wiór, codzienne stosowanie Vanilla Pod przez dwa tygodnie zupełnie odmieniło stan mojej cery. Moja skóra nabrała nieznanej mi dotąd gładkości i jędrności. Naskórek lśnił zdrowym blaskiem, ale bez tłustej, obciążającej warstwy. Nie zauważyłam podczas stosowania kremu rozszerzonych porów i efektu zmęczonej cery, gdy tylko krem nawilżył odpowiednio moją skórę, spełniając każdą obietnicę producenta - przestał mi służyć. Nie mogę więc powiedzieć złego słowa o produkcie - gdyby moja skóra była permanentnie odwodniona i z natury sucha, prawdopodobne Vanilla Cream okazałby się moim hitem. Aktualnie, 60ml cudownej zawartości to dla mnie zdecydowanie zbyt dużo, zwłaszcza, że kosmetyk po otwarciu, jak na naturalne kosmetyki przystało, ma krótką datę ważności - 6 miesięcy.
Vanilla Pod Hydrating Cream, to doskonała opcja dla osób z suchą skórą, bardzo odwodnioną, szybko przesuszającą się. Wadą i zaletą kremu jest jego niespotykana wydajność, przez ponad miesiąc używania kremu nie zużyłam nawet 1/10, dlatego warto kupować kosmetyki Antipodes na spółkę :) Wydajność zawdzięcza jednak wyłącznie prostej, bogatej, skoncentrowanej formule, znanej mi jedynie z kosmetyków własnej produkcji. Osoby borykające się z nadmiernym łojotokiem, tłustą cerą, nie potrzebującą aż takiego zmiękczenia i nawilżenia mogą poczuć się zawiedzione i nie rzucałabym się na duże opakowanie, warto zakupić komplet próbek. Sama trochę żałuję swojej decyzji, ale nie miałam pojęcia, że kosmetyk będzie miał aż tak dobre właściwości nawilżające i zmiękczające naskórek. Bardzo ciężko jest zużyć krem samemu - początkowo nabierałam, jak na moje oko, odrobinę, małą ilość kremu a po rozprowadzeniu mogłam nim wysmarować twarz, szyje, dekolt, a nawet plecy! To jest niebywałe! Zawsze, przy aptecznych, czy typowych lekkich kremach, musiałam często dokładać kolejną porcję kremu, aby uzyskać dobre nawilżenie.
Oczywiście ogromną zaletą jest naturalny, czysty, prosty skład. W kremie zastosowano mieszankę emulgatorów Olivem 1000 + lecytyna, którą znam doskonale z własnych receptur. W kremie, oprócz naturalnych, cennych tłuszczy (masło shea, olej avocado, makadamia, z róży, skwalan) wysoko, bo już na trzecim miejscu, znajdziesz bogaty, aktywny i cenny miód manuka (active 20+). Dodatkowo krem zawiera ekstrakt ze słodkich winogron i ekstrakt z liści kawakawa. Oczywiście wszystkie składniki pochodzą z terenów Nowej Zelandii, w tym sztandarowy, o nieocenionych właściwościach zdrowotnych i leczniczych miód manuka i wyodrębniony ekstrakt z kawakawy, z rodziny roślin pieprzowatych. Składniki są niemal identyczne jak w przypadku maski Aura Manuka, zapach, jest również łudząco podobny - spożywcza, ale nie przesłodzona wanilia trzyma dystans wibrującej mandarynce i lekko gorzkiemu, dystyngowanemu grapefruitowi. Czuć lekko kwiatowe podłoże łagodzi zapach i nie pozwala na przesłodzenie i zbytnią kwaśność. Zapach, moim zdaniem, jedynie uprzyjemnia czynność stosowania kremu i nie był dla mnie zmorą, ciągnącą się przez kilka godzin. Ma podobne walory nawilżające, podobnie zmiękcza naskórek, nawadnia i trzyma skórę w ryzach,z tym że formuła kremu pozwala stosować go częściej, bez konieczności zmywania okładu. Idealne uzupełnienie maski Aura Manuka Honey Mask, zwłaszcza, gdy Twoja cera jest wyjątkowo sucha i potrzebuje dużej dawki codziennego nawilżenia.
Muszę wspomnieć o doskonałych walorach antybakteryjnych i przeciw pasożytniczych Vanilla Pod Hydrating Cream. W ostatnich tygodniach, niestety zmagałam się z atakiem gronkowca złocistego i Vanilla Pod, znacznie lepiej niż Aura Manuka, przyspieszył wchłanianie zmian. Moja rekonwalescencja trwała tylko dwa tygodnie, a pielęgnacja Antipodes miała tylko pozytywny wpływ na kondycję mojego naskórka w tym okresie.
Krem jest nawilżający, nie tylko z nazwy. Producent nie obiecuje gruszek na wierzbie i produkt spełnia swoje zadanie. Dobrany do potrzeb skóry, jej preferencji i stopnia odwodnienia potrafi zdziałać cuda. Skóra odzyskuje blask, jędrność, elastyczność i zdrowy połysk. Idealny kosmetyk dla wymagających i poszukujących dużej dawki nawilżenia, bez tendencji do powstawania zmian trądzikowych i samej w sobie słabo nawodnionej. Dla osób z łojotokiem i skłonnością do trądziku może okazać się stanowczo za ciężki. Praca z tym kremem wygląda zupełnie inaczej zależnie od typu skóry - gdy krem przestał współpracować z moją cerą zaczął się mazać i przestał spełniać swoje zadanie.
Koszt 60ml / 130-170 zł , możliwość zakupu zestawu miniaturek
INCI: Aqua (water), Butyrosperum parkii (shea butter), Squalane (vegetable), Leptospermum scoparium mel (manuka honey), Persea gratissima (avocado oil), Macadamia ternifolia (macadamia oil), Rosa canina (rosehip oil), cetearyl olivate, sorbitan olivate, lecithin, vitis vinifera (grapeseed) extract, macropiper excelsum (kawakawa) leaf extract, gluconolactone, sodium benzate, calcium gluconate, essential oil fragrances of vanilla and mandarin: coumarin+, d-limonene+, linalool+, citral+, geraniol+.
+ component of essential oil
Wpis nie jest sponsorowany
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa