16:36

Alpha-h Balancing Cleanser | Balansujący cleanser dla cery problematycznej


Dokładne oczyszczanie to podstawa pielęgnacji każdego typu i rodzaju skóry, a zwłaszcza problematycznej, trądzikowej skóry, gdyż pełni kilka funkcji. No cóż, lekko nie jest, a idealnie dobrane środki myjące to wymóg konieczny w mojej pielęgnacji, zwłaszcza gdy skóra intensywnie poci się, staje się bardziej tłusta, nie żałuję sobie ochronnych kremów z filtrem, retinoidy zostawiam na chłodniejsze pory roku, a dodatkowo nie toleruję warstwy, jaką pozostawiają kremy i emulsje na skórze. Wymagam dużo: dobry preparat myjący musi dokładnie oczyszczać skórę, nie podrażniać, nie wywoływać potrzeby nawilżania, a nawet delikatnie nawilżać, poprzez oczyszczanie. Czy Alpha-h wpisała się w  mój schemat pielęgnacyjny i spełnia swoje zadanie? 

Zakup Alphy nie był łatwy - bo cena, dostępność, i inne takie kobiece dyrdymały, a stan skóry wymownie prosił o coś łagodniejszego i zarazem skutecznego do usuwania nadmiaru sebum. Pielęgnacja w pewnym momencie nagle nieładnie rozkraczyła się i zostałam w sytuacji bez wyjścia, no może nie było aż tak takiej tragedii - chociaż i tak czułam potrzebę zmian. Ciągle coś mi nie pasowało - a to nawilżenie za małe, a to kosmetyk z pielęgnacji wieczornej wysusza, ściąga, albo sprzyja zanieczyszczaniu cery. No i uległam. Kosmetyk trafił w moje czeluście dzięki rekomendacji Ani, czytelniczce mojego bloga, jak dar niebios  ww tej samej chwili na polski sklep z kosmetykami Alpha, a obiekt moich westchnień był w promocji. Powiedzcie, że to przypadek! 

A co mi tam, mówię sobie, raz się żyje, zakup był dla mnie niezwykle emocjonujący, zwłaszcza, gdy pojawiły się problemy z płatnością i nagle dostałam białej gorączki, za tak delikatne i fachowe obchodzenie się z nie lada panikarą, nie sposób pochwalić polski zespół Alpha-h. Powiem brzydko, bez ubierania w zgrabne słówka, jestem straszną pokraką w sprawach technicznych, założenie konta internetowego i dokonywanie przelewów on-line to szczyt moich technologicznych możliwości, więc gdy tylko zaczęło mnie przenosić na jakieś serwisy przelewowe, zaczęłam tracić grunt pod nogami, a raczej tyłek pod krzesłem. Zespół odpisał na każdą moją wiadomość, udzielił konkretnych rad oraz niezbędnych informacji, a przesyłka trafiła do mnie błyskawicznie, przed weekendem. Nikt nie żałował mi próbek, na tak skromne zakupy przypadły mi aż dwie miniaturki produktów, które mogę w pełni przetestować i być może zdecydować się na zakup wersji pełnowymiarowych. Nadmienię, iż zawsze jestem klientem anonimowym, nie afiszuję się blogiem, więc jeszcze bardziej cenię tak miły kontakt i wysoką jakość obsługi. Brawo! 

Od razu zaczęłam testować Alphę, wiedziałam, ze będzie to strzał w dziesiątkę, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo ją polubię. Bardzo, bardzo, bardzo.


Balancing Cleanser to nietłuste gęste mleczko, czy też krem do oczyszczania, ale całkowicie pozbawione tłustości. Pierwszy raz spotykam się z taką konsystencją, dlatego mam problem z dokładnym jej określeniem. Jest bardzo delikatne, lekko kremowe, otulające i chłodzące (natychmiast przynosi ukojenie) wspaniale, deliaktnie rozprowadza się, ale nie czuję w nim tłuszczu i niczego lepkiego, coś, co zawsze mnie zniechęcało do stosowania takich cleanserów. Biała, gęsta, ale przy tym leciutka konsystencja (absolutnie nie rzadka i przelewająca się) nie przecieka między palcami, doskonale się rozprowadza i łączy z sebum oraz delikatnymi zabrudzeniami pochodzenia tłuszczowego oraz w kontakcie z wodą - wodnymi. Gdybym miała przyrównać do czegokolwiek oczyszczanie cleanserem, powiedziałabym prędzej, iż myję się napowietrzonym, delikatnym i przyjemnym musem, aniżeli mleczkiem, czy też czymkolwiek myjącym, i takie same wrażenia towarzyszą mi po spłukaniu produktu.

Delikatność emulsji towarzyszy już przy pierwszym zapoznaniu się z produktem, począwszy od niezwykle przyjemnej, rozkosznej konsystencji, aż po spłukanie gęstego mleczka i efekt finalny. Lekko wilgotnymi dłońmi, nabieram dwie pompki produktu, masuję nimi twarz, szyję, a nawet część dekoltu, czasami, gdy odczuwam potrzebę nawilżenia, pozostawiam cleanser na twarzy przez 5 minut (Alpha świetnie sprawdza się w roli maseczki nawilżającej), a następnie spłukuję pod bieżącą wodą. Alpha zmywa się delikatnie, nie ślizga się, nie tłuści, nie wymaga użycia ciepłej wody. Zaskakujące jest iż przy kontakcie z bieżącą wodą natychmiast usuwa się z powierzchni skóry i pozostawia czystą cerę, nie pokrytą żadnym lepkim filmem, ale w żaden sposób nie pieni się. Nie zatyka porów, mimo przyjemnej, wydawałoby się aż nadto treściwej konsystencji, po dokładnym rozprowadzeniu staje się delikatnym musem, który łatwo się spłukuje bez pozostawiania ochronnej warstewki. Za pierwszym razem węszyłam nosem jakiś spisek. No bo w jakichże to sposób emulsja usuwa moje sebum i pot, ale ani się nie pieni, ani tym bardziej nie zostawia tłustego filmu? No jak?!

Formuła jest niebywale udana - właściwości myjące zawdzięcza łagodnemu detergentowi (poliglukozyd laurylowy) oraz emulgatorom, dzięki temu usuwa dobrze tłuszcz, ale nie zostawia  ani wysuszonej na wiór skóry, ani tym bardziej tłustego filmu. Pierwszy raz spotykam się z takim wynalazkiem, którym oczyszczam skórę w tak łagodny i skuteczny sposób, a cera po oczyszczeniu wygląda lepiej niż przed myciem. Zazwyczaj jest na odwrót, skóra jest pobudzona naczyniowo, lekko zaczerwieniona, a czasem lekko ściągnięta, potrzebuje chwili, aby dojść do siebie. A tutaj jest idealny balans - nie muszę rezygnować z nawilżenia na rzecz oczyszczenia i na odwrót, mam wszystko w jednym. Nie dość, że cera jest idealnie czysta, to jeszcze odpowiednio nawilżona i wygładzona. Zero ściągnięcia, przesuszenia, dyskomfortu przy jednoczesnej skuteczności preparatu. Kosmetyk dzięki swoim unikalnym właściwościom nie nasila łojotoku i idealnie wpisuje się w schemat skóry problematycznej, gdy pojawia się pytanie czym myć twarz, jeśli jedno mnie wysusza, a drugie nie oczyszcza tak jak powinno - polecam Alphę. Alpha, to także świetna maska nawilżająca, zdarza się, że pozostawiam cleanser na skórze przez około 5 minut, następnie bez problemu spłukuję go ciepłą wodą - po szybkim i bardzo prostym zabiegu, skóra staje się nawilżona, gładka i bardzo przyjemna w dotyku, jednak najbardziej cieszy mnie kojące i chłodzące działanie, konsystencja w zetknięciu ze skórą niemal natychmiast przynosi jak dotąd nie poznaną mi przyjemność i odczuwalnie przygasza wszelkie stany zapalne. Efekt chłodzenia wynika z bardzo dobrych właściwości kojących. Nie zauważyłam by trzymanie cleansera przysporzyło mi więcej niedoskonałości, takie reakcje nie przejdą mi niezauważenie koło nosa, więc jestem pewna iż akurat ten produkt w moim przypadku okazał się wybawieniem i w żaden sposób nie wpłynął negatywnie na kondycję skóry.

INCI: Aqua, Ethylhexyl Palmitate, Lauryl Polyglucose, Aloe Barbadensis Leaf, Sorbitan Stearate, C12-15 Alkyl Benzoate, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Sodium Hydoxymethylglycinate, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Perfume, Methylparaben.

Producent nie obiecuje wiele, postawiono na  krótki, prosty skład bez żadnych udziwnień, pióropuszu i potoku słów mijających się z prawdą. Wspaniały przykład, iż w prostocie tkwi siła. Balansujący środek myjący? To pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się przy obadaniu cleansera Alpha. Rzadko spotykana fraza, ale chociaż nie jestem sama w zachowywaniu równowagi nie tylko życiowej, ale także pielęgnacyjnej. I teraz już wiem, że nie są to puste słowa. Preparat Alpha to sztandarowy przykład tego, o czym piszę cały czas: dzięki dobremu oczyszczaniu i solidnym podstawom regulujesz cerę. I tak na mnie wpływa kosmetyk Alpha, dzięki skutecznemu i jednocześnie łagodnemu oczyszczaniu nie nasila łojotoku, ogranicza potrzebę nawilżania, a tym samym przywraca utraconą równowagę w pielęgnacji. Moja tłusta cera pokochała kosmetyk Alpha-h, stosowanie balancing cleanser nie tylko spełnia swoją rolę oczyszczającą, dzięki swoim właściwościom nie generuje potrzeby nawilżania, co więcej - on mi ją zapewnia w tak krótkim, zajmującym mi góra dwie minuty etapie pielęgnacyjnym.

Moim zdaniem jest to kosmetyk zdecydowanie przeznaczony do pielęgnacji warstwowej lub też uogólniając - świadomej, ale także pielęgnacji skóry ultra reaktywnej i wrażliwej. Nie oczekiwałabym multi funkcyjności, jeśli coś w Twojej pielęgnacji nie gra, albo potrzebujesz zarówno mocnego oczyszczenia, ale i solidnego nawilżenia. To kosmetyk dla określonej grupy odbiorców z jasno sprecyzowanymi wymaganiami.

Alpha nie posiada takich walorów myjących jak żele kremowe, czy rytuał oczyszczania dwuetapowego, jest to produkt przeznaczony do oczyszczania skóry w sposób skuteczny, ale jednocześnie nie za mocny, powiedziałabym ultra delikatny. I właśnie w mojej pielęgnacji czegoś takiego brakowało w porannym oczyszczaniu oraz w dni, gdy nie stosuję filtrów, lub muszę ponownie, kolejny raz zmyć sebum, ale nie chcę maltretować skóry żelem - chcę tylko odświeżyć cerę, nie podrażniać jej, wysuszać, nasilać łojotoku, ale jednocześnie dobrze oczyścić. Niewiele jest takich produktów, ten, kto poszukuje takiego cleansera wie, jak na pozór delikatne środki myjące stosowane często mogą pogorszyć skórę, wysuszać i rujnować całą pielęgnację.

Alphą nie zmyjesz tłustych filtrów, kryjącego podkładu, wodoodpornego tuszu. Gdybym zarzekała się, iż oczyszczam się tylko Alphą, byłabym straszną kłamczuchą. Alphy używam, gdy moimi jedynymi zanieczyszczeniami jest niekomfortowa warstwa sebum lub tylko produkty sypkie, bez żadnych emolientów tłustych. Balancing cleanser to kosmetyk, którego zawsze brakowało w mojej pielęgnacji. No zaraz, zaraz, pomyślisz sobie, że to jakaś fanaberia kosmetyczna, bo jak nie zmyje mocnego makijażu, albo filtrów, to na co mi to? To nie jest jakaś potrzeba wyższa w pielęgnacji, coś, co mogłabym sobie odpuścić. No bo gdyby Alpha zawierała mocniejsze detergenty, to szlag by strzelił jej łagodność, podobnie, gdy konsystencja byłaby bardziej tłusta, oczyszczanie nie będzie już tak komfortowe jak teraz, pewnie musiałabym ją doczyszczać jakimś innym detergentem. Nie oczekuję więc od Alphy, że jednocześnie spisze się w moim wieczornym oczyszczaniu, jak i porannym, bo mam zupełnie inne wymagania i tym samym potrzebuję innych kosmetyków. Dla mnie to świetny kosmetyk, ale do oczyszczania skóry o poranku lub po całym dniu, gdy skóra jest jedynie pokryta warstwą sebum i lekkimi zanieczyszczeniami.


Balancing Cleanser jest więc idealnym produktem do lekkiej, nie obciążającej pielęgnacji lub też porannego oczyszczania, w moim przypadku nie dość, że nie nasila łojotoku i nie ściąga skóry, łagodzi podrażnienia, delikatnie chłodzi, nawilża, choć nie zostawia tłustego filmu, a kontakt lekkiego kremu ze skórą jest bardzo krótki. To także wspaniały kosmetyk oczyszczający dla bardzo wrażliwej, reaktywnej, skomplikowanej skóry. Mimo że nie stosuję retinoidów, zdarza mi się nieświadomie podrażnić skórę i jest to jedyny środek myjący, który w niewyjaśniony mi sposób łagodzi wszelkie podrażnienia, działając jak opatrunek. Sprawdzi się także do oczyszczania skóry po oparzeniu słonecznym oraz z trądzikiem różowatym.

W mojej pielęgnacji cleanser przywrócił równowagę, która została zachwiana - mam wysokie wymagania i jest wąska grupa produktów, które sprawdzają się w codziennym pielęgnowaniu skóry, jednym z nich jest wyśmienity produkt Alpha. Balancing Cleanser połączył wraz z dobrymi właściwościami oczyszczającymi lekkie nawilżenie, to bardzo pozytywny aspekt dla osób, które nie tolerują okluzji i lekkiej warstewki, a zapotrzebowanie na nawilżenie jest zbyt małe, aby stosować kremy (nawet lekkie emulsje i serum okazują się za ciężkie i zatykają pory) Nie sprzyja, a nawet zapobiega zanieczyszczaniu się skóry i zatykaniu porów, gdyż stabilizuje skórę, nie nasila łojotoku, ale bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem tłustego, gęstego sebum.

Z pewnością Alpha będzie sprzyjać zanieczyszczaniu, jeśli będzie stosowana do zmywania kosmetyków cięższego kalibru z bardzo wysoką zawartością fazy tłuszczowej, ponieważ nie usunie dokładnie zabrudzeń, stosowana w sposób właściwy, może jedynie poprawić kondycję skóry. To jedyny środek myjący, który oprócz delikatnego i skutecznego obchodzenia się z zanieczyszczeniami, nawet pochodzenia tłuszczowego, wykazuje tak silne walory pielęgnujące: dzięki Alphie mój czasami pojawiający się rumień pod kością policzkową zanikł niemal całkowicie, nie mam także potrzeby nawilżania, a skóra jak nigdy dotąd jest uspokojona, gładka i przyjemna w dotyku.

Mniej przyjemną kwestią może okazać się wysoka cena (120zł/200ml), ale biorąc pod uwagę promocje (dwa cleansery w cenie jednego), ogromną wydajność i wspaniałe działanie, mogłabym zapłacić za ten kosmetyk dwa razy więcej. Cieszę się, że data przydatności po otwarciu wynosi aż 12 miesięcy, są tygodnie, gdy używam Alphy nawet 2-3 razy dziennie (zwłaszcza gdy robi się coraz cieplej), a nie wyobrażam sobie zużyć cleansera w przeciągu pół roku, czyli w czasie, który najczęściej jest zalecany w kosmetykach o tak krótkim, prostym składzie. Alpha ma delikatny, kremowy, bliżej nieokreślony mi zapach, nie pachnie niczym szczególnie, ale aromat jest delikatny i przyjemny, myślę, że spodoba się każdemu, a na pewno nie okaże się drażniący, trudny do zniesienia.

Pełnowymiarowe, 200 ml opakowanie jest dostępne w wersji z pompką. Cleanser umieszczony jest w świetnym, plastikowym, elastycznym plastiku, a każdy element opakowania jest solidnie wykonany - nie da się ukryć, iż Alpha-h to kosmetyki specjalistyczne, cieszę się, że o tym samym świadczy szata graficzna. Tworzywo jest elastyczne, ale bardzo porządnie wykonane, dlatego nie muszę myśleć gdzie postawię opakowanie, nawet jeśli spadnie na twarde płytki, kosmetyk wyjdzie z takiego zderzenia obronną ręką.

Twarz i oczy: brązer Cocomo Ecolore, miejscowo Ecolore brązer Diani, róż: ecolore Petit Beurre, usta: Rimmel Moisture 705 Let's Get Naked, piegi: brązer Bahama Mama

Dla mojej aktualnie tłustej, problematycznej skóry Alpha okazała się strzałem w dziesiątkę, mogę w pełni zgodzić się ze słowami producenta i potwierdzić balansujący wpływ na skórę, to tylko potwierdza moją teorię o ogromnym znaczeniu kroku oczyszczania w pielęgnacji każdej skóry.

Produkt zawiera potencjalny alergen aloes. Wpis nie jest sponsorowany. 

Pozdrawiam,
Ewa