Dokładne i głębokie oczyszczanie skóry jest moim priorytetem w pielęgnacji skóry. Dzięki dokładnemu usuwaniu zanieczyszczeń, moja cera wygląda znacznie lepiej, nie sprawia mi tylu problemów, a kosmetyki znacznie lepiej wchłaniają się i nie obciążają tak bardzo jak kiedyś mojej kapryśnej cery. Można więc powiedzieć, że opracowanie własnego schematu demakijażu przyczyniło się w znacznej mierze do jej aktualnego, dobrego stanu.
Sam schemat nie ulega zmianom od długiego czasu, testuję jedynie nowe produkty,w celu urozmaicenia pielęgnacji. Jeśli interesuje Cię mój sposób na idealnie czystą skórę bez podrażnień, możesz dokładniej tutaj przeczytać więcej o mojej metodzie. Dzisiaj pragnę poświęcić chwilę naturalnemu mydłu, o którym wspominam już jakiś czas pobieżnie w postach - myślę, że warto podzielić się swoją opinią, zwłaszcza, że nie jest do końca ani pozytywna, ani negatywna - powiedziałabym, neutralna i w zależności od oczekiwań - mydło węglowe może stać się Twoim hitem lub pielęgnacyjnym rozczarowaniem.
Jest to moje pierwsze mydło węglowe, nie mniej jednak zaskoczyło mnie ono w pewnych aspektach bardzo pozytywnie, po około trzech miesiącach doszłam do wniosku, że stosowane w odpowiedniej częstotliwości i w odpowiednich momentach cyklu działa na moją skórę bardzo dobrze i mogłabym je polecić pewnej grupie docelowej, do zadań specjalnych.
Nie jest ono tak delikatne, jak chociażby mydło afrykańskie, jest zdecydowanie bardziej śliskie, mniej kremowe i trudniejsze w obsłudze. Nieporęczna, prostokątna kostka wielokrotnie wypadała mi z wilgotnych rąk, zauważyłam jednak, że wraz z czasem zyskuje na walorach użytkowych - jest zdecydowanie przyjemniejsze, mydło bardziej ślimaczy się i piana staje się bardziej obfita, ale puszysta, zbita i gęsta, ma niewiele wspólnego z pianą z typowych mocnych detergentów. Początki z czarną sztuką nie należały do łatwych - byłam zmuszona wielokrotnie obracać kostkę, piana była bardzo uboga, a ucieczki mydła po umywalce doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Im mniej mydła - tym szybciej ubywa, nie wiem z czego to wynika (prawdopodobnie łatwiej łapie wilgoć), ale mydło staje się bardziej miękkie i zanim wyschnie bardzo się klei. Jest nadal zwarte i nie robi się z niego breja jak z czarnego mydła afrykańskiego (czarna sztuka zawiera znacznie mniej gliceryny), zachowuje swój pierwotny, kwadratowy kształt, ale jest trochę inne niż na początku, co przemawia tylko na korzyść produktu. Używanie czarnej sztuki stało się naprawdę przyjemne po około 6 tygodniach. Im mniej mydła, tym jest mniej wydajne, ale kostka wystarczy na co najmniej pół roku stosowana kilka dni w tygodniu. Mydło barwi przez zawartość węgla drzewnego (ma ono silne właściwości absorbujące toksyny i działa bakteriobójczo, matuje także skórę), piana jest szara, nie zliczę ile razy w taki sposób załatwiłam sobie ręcznik i ubrania, na szczęście wszystko dopiera się bez problemu w ciepłej wodzie. Nie mniej jednak - warto mieć to na uwadze.
Mydło nie należy do delikatnych i nie zamierzam ukrywać, że nie polecam go w codziennej pielęgnacji. Bardzo ściąga skórę, ale doskonale ją oczyszcza, powiedziałabym, że działa nawet lepiej niż tradycyjne savon noir jako maseczka peelingująca - piana z mydła węglowego genialnie oczyszcza pory i wierzę, że pozwoli mi utrzymać stan mojej skóry bez zaskórników - z pewnością samo mydło nie usunie podskórnych zmian, ale dzięki doskonałym właściwościach oczyszczającym - jak najbardziej może wspomóc tę walkę.
Skóra po użyciu mydła jest tępa i czuć jak skrzypi, mydło jest bardzo mocne i stosowane kilka dni pod rząd bardzo wysuszyło mi cerę. Ściągnięcie trwa dość długo, u mnie mija po około 3-4 godzinach od mycia, czas ten skraca odpowiedni produkt tonizujący. Stosowane raz na jakiś czas wpływa pozytywnie na stan mojej cery, niestety, gdy używam go częściej efekty są odwrotne - skóra jest bardzo ściągnięta i ciężko ją czymkolwiek nawilżyć, pojawiają się suche skórki i ogólne podrażnienie. Przy bardzo podrażnionej i wrażliwej skórze może spowodować pieczenie - unikam kontaktu z czarną sztuką, podczas łuszczenia po Atredermie. Nie zauważyłam, by mydło ruszyło moje naczynka, ale dużo zależy od tego jak znosisz zasadowe środki myjące.
Produkty po oczyszczeniu czarną sztuką wchłaniają się błyskawicznie, skóra jest tępa, ale chłonie kosmetyki jak gąbka. Znalazłam więc bardzo szybko sposób na kostkę i stosuję ją dwa razy w tygodniu przed bardziej rozbudowaną pielęgnacją (peeling i maseczka), wówczas tak doskonale oczyszczona skóra świetnie przyjmuje kolejne etapy pielęgnacyjne.
Zauważyłam znaczną poprawę cery dzięki węglowej kostce, nie są one jednak tak spektakularne, bym mogła nazwać mydło moim nieodzownym elementem pielęgnacji. Skóra przede wszystkim zyskała na jeszcze lepszym wyglądzie, pory są bardzo czyste, zauważyłam także, że uległy delikatnemu zwężeniu, ale jest to zasługa całej mojej pielęgnacji. Wypryski pojawiają się znacznie rzadziej, a kosmetyki wchłaniają się doskonale. Czarna sztuka idealnie uplasowała się w mój schemat pielęgnacyjny, ale jako element rozbudowanej pielęgnacji wieczorowej - dzięki tak gruntownemu oczyszczeniu, mogę bez obaw przeprowadzać kolejne zabiegi.
Muszę wspomnieć także o niezwykle przyjemnym zapachu kostki - to połączenie cedru, lawendy i cytryny. Kompozycja bardzo przypomina mi leśny zapach drewna i mchu, dzięki cytrynie aromat staje się bardziej świeży i lekki. Nie ukrywam, że masaż pianą mydlaną bardzo mnie odpręża,a zapach jest na tyle delikatny, że stosuję czarną sztukę nawet dla samej przyjemności węchowej. Dodatkowo użyto czystych olejków eterycznych - cedr doskonale zwęża i oczyszcza pory, stał się moim ulubieńcem w serum olejowym dla skóry tłustej oraz lawenda, która nie tylko uspokaja, ale przede wszystkim świetnie tonizuje skórę i działa bakteriobójczo.
Mydełko nie sprawdza się stosowane o poranku - jest ewidentnie za mocne i powoduje zbyt duży dyskomfort. Makijaż jest mniej trwały, skóra zaczyna bardzo szybko się przetłuszczać (czarna sztuka niezwykle mocno odtłuszcza) , a kolorówka zaczyna oksydować. Jest to produkt, na który trzeba znaleźć sposób i powiedziałabym, że nie jest on przeznaczony do codziennego stosowania, tylko do zadań specjalnych.
Czarna sztuka doskonale przyspiesza gojenie wyprysków i wzorcowo je podsusza, kiedy obserwuję pogorszenie stanu skóry. Sprawdza się także, podczas nieudanych eksperymentów - bardzo dobrze oczyszcza pory i czuję świeżość, której mi brakowało. Sprawdzi się u osób z bardzo zanieczyszczoną cerą w połączeniu z odpowiednimi produktami o działaniu keratolitycznym.
Mydło jak najbardziej może wpłynąć na regulacje sebum, ale stosowane umiejętnie. Zbyt częste oczyszczanie czarną sztuką szybko odwodni Twoją skórę i spowoduje permanentne podrażnienie.
Mydło węglowe należy do najmocniejszych mydeł jakie stosowałam, ale pobija pod każdym względem popularne mydło Aleppo. Oczyszczenie jest naprawdę mocne, pory są doskonale czyste, skóra wręcz skrzypi z czystości, a ewentualne wypryski goją się błyskawicznie. Osławione mydło Aleppo nie robiło z moją skórą nic, prócz mocnego odwodnienia, mimo że stosowałam je na wiele różnych sposobów. Mimo że mydło węglowe bardzo odwadnia skórę, to efekty jego stosowania przemawiają jak najbardziej za tym, by kupić je ponownie, chociaż nie wiem, czy sprawdzi się w bardziej ciepłych miesiącach, gdy moja skóra staje się odwodniona. Dla skóry tłustej, to naprawdę dobry produkt, by od czasu do czasu porządnie oczyścić skórę. Ma doskonałe właściwości antybakteryjne i antyseptyczne, radzi sobie bardzo dobrze z podskórną kaszką, jaką miewam na dekolcie i plecach - wystarczy użyć przez kilka dni czarnej sztuki i zmiany odchodzą w zapomnienie. Sprawdza się przy typowych potówkach - bardzo lubiłam nim oczyszczać ciało w upały, ponieważ doskonale odświeża i zapobiega 'duszeniu się' skóry własnym potem.
Czarnej sztuki nie polecam osobom z cerą bardzo podrażnioną, wrażliwą i odwodnioną - zawsze unikam kontaktu z tym produktem, gdy moja skora zaczyna się łuszczyć. Bardzo zaognia te obszary i nie jest odpowiedni do delikatnej cery.
Czarna sztuka to mydło polskiej produkcji, zawiera ono wyłącznie naturalne, wartościowe składniki. Bardzo podobają mi się nie tylko składy tych mydełek, ale przekorne, zabawne nazwy.Świetnym posunięciem jest także mniejszy wymiar wagowy, 50g to koszt tylko 7 złotych,a można porządnie przetestować produkt. Za moją 100 g kostkę zapłaciłam 13 złotych, co jest jak najbardziej adekwatną ceną - mydło robi to, co ma robić - doskonale oczyszcza, chociaż nie jest przeznaczone dla każdego typu cery i sprawdza się tylko stosowane raz na jakiś czas. Nie jest to moje ostatnie spotkanie ze Sztuką Mydła, na pewno usłyszcie o nich więcej ;)
Skład: zmydlona oliwa, zmydlony olej kokosowy, zmydlony olej awokado, gliceryna, woda, zmydlone masło shea, naturalne olejki eteryczne (cedrowy, lawendowy, cytrynowy), aktywny węgiel drzewny
Skład: zmydlona oliwa, zmydlony olej kokosowy, zmydlony olej awokado, gliceryna, woda, zmydlone masło shea, naturalne olejki eteryczne (cedrowy, lawendowy, cytrynowy), aktywny węgiel drzewny
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa