14:20

Jak dbam o skórę głowy i włosy? | Łojotokowe zapalenie skóry głowy, cienkie i delikatne włosy

Wpisów poświęconych moim włosom jest bardzo mało, przyznaję, zaniedbałam ten temat na moim blogu. Moja skóra głowy, podobnie jak skóra twarzy jest problematyczna. Od kilku lat borykam się z łojotokowym zapaleniem skóry głowy, które oprócz naturalnych objawów takich jak swędzenie, zaczerwienienie, łuska i nadmierny łojotok, nasila wypadanie włosów, osłabia cebulki włosowe i wpływa bardzo negatywnie na ich stan i strukturę. W przeciągu kilku lat straciłam sporo włosów, które mimo swojej cienkiej i delikatnej struktury, były gęste. Ostatnio problem znowu zaczął się nasilać.

Odkąd cierpię na ŁZS głowy , kondycja moich włosów znacznie się pogorszyła, z dnia na dzień zaczęły się przerzedzać i od pewnego czasu wyglądają dobrze tylko w  określonej długości. O ile włosy na długości nie są szczególnie wymagające i nie reagują źle na większość detergentów, to ich pielęgnacja po umyciu sprawia mi zawsze sporo problemów. Notorycznie mam problem z rozczesywaniem włosów, a także produktami, które usprawniają ten proces, ale nie obciążą nadmiernie czupryny i pozwolą mi cieszyć się przyzwoitą objętością fryzury. Przez ten czas, zmieniłam moje podejście do pielęgnacji włosów i mam inne cele. Zależy mi głównie na odpowiednim traktowaniu skóry głowy, utrzymaniu gęstości i dobrej kondycji włosów na długości. Nie marzę o śliskich, lśniących, włosach i pięknej tafli, a także równym cięciu. Ten okres minął już dawno temu i szybko doszłam do wniosku, że posiadając tak cienkie włosy i tracąc je codziennie w większej ilości przez problemy ze skórą głowy, wygląda to dobrze tylko na zdjęciach. Przyłożyłam świadomie swoją rękę, pogarszając stan włosów i zdaję sobie sprawę, że nie są już tak 'ładne' jak kiedyś, ale czuję się po prostu lepiej w takiej długości i objętości. Przeszły mi także fazy testów i staram się trzymać  sprawdzonych produktów.

Zanim przejdę do pielęgnacji, chciałabym także zwrócić uwagę na akcesoria i ogólne traktowanie moich cienkich włosów. Odpowiednia pielęgnacja, pozwala mi ograniczyć użycie ciepła do minimum - nie stylizuję włosów, z natury są proste, nie sprawiają mi wielu problemów - dobrze odżywione mają zadowalającą objętość. Lekko wilgotne pasma rozczesuję palcami, natomiast suche - szczotką z włosia dzika, która służy mi już od ponad 4 lat i była świetną inwestycją (Khaja) . Aby ułatwić sobie to zadanie, na końcówki aplikuję serum silikonowe, najczęściej z GlissKur. Codziennie, opuszkami palców, wykonuję delikatny masaż skóry głowy. Zazwyczaj chodzę w związanych włosach, w tym celu używam gumek invisibobble, które jako jedyne nie zsuwają się z moich cienkich, śliskich włosów.

Oczyszczanie
Do oczyszczania mojej skóry głowy używam tylko mocnych detergentów. Miałam wiele podejść do delikatnych balsamów, szamponów, ale nigdy nie sprawdzają się w moim przypadku na dłuższą metę.  Każdy, delikatniejszy szampon wywołuje u mnie swędzenie skóry głowy, często także łupież i skraca świeżość moich włosów. Nie widzę więc sensu, by przerzucać się na delikatne środki, które ewidentnie nie służą ani mojej skórze głowy, ani nawet długości (przy większej dawce emolientów natychmiast strączkują się) Zdaję sobie sprawę, że znajdą się osoby, które nie będą w stanie oczyszczać skóry tak agresywnymi środkami, ale na moje potrzeby (mycie co 2-3 dni) nie odczuwam żadnych negatywnych skutków i taka pielęgnacja bardzo mi służy. Czytałam wiele na temat mojej przypadłości i większość zwraca uwagę na delikatniejsze środki myjące, aczkolwiek w moim przypadku, każde podejście do łagodnego szamponu kończy się porażką.

Znalezienie dobrego, mocno oczyszczającego szamponu, żelu, mydła nie jest również tak proste, jakby mogło się wydawać. Moja skóra głowy nie akceptuje pewnych mieszanek konserwujących, które występują w najtańszych szamponach. Nie jestem szczególnie wymagająca w tej kwestii, produkt ma nie podrażniać mojej skóry, a przede wszystkim gruntownie oczyszczać. Jestem także ekonomistką w tej kwestii, nie inwestuję szczególnie w środki myjące, mają jedynie służyć mojej skórze i nie powodować tłustych strąków, na które mam alergię.
Szampony Joanna Naturia (wersja z miętą pieprzową i wrzosem)
Szampony Joanna Naturia, to jedne z moich ulubionych, zwłaszcza wersja z miętą pieprzową i wrzosem, która działa na mnie zdecydowanie najlepiej.  Szampon bardzo dobrze się pieni, oczyszcza skórę głowy, nie przyspiesza przetłuszczania i dobrze odbija włosy od nasady. Dodatkowo, ma bardzo przyjemny, lekko ziołowy zapach, kosztuje grosze i przy tym jest niesamowicie wydajny. Mimo barwników, szampony Joanna, moja skóra głowy toleruje bardzo dobrze, podobnie, jak włosy na długości. Nie plącze ich nadmiernie, nie robi siana i sztywnych strąków, wystarczy dobra odżywka i nie ma problemu z rozczesaniem włosów, a czupryna zyskuje na objętości. Mimo mocnych detergentów, Joanna nie podrażnia mojej skóry głowy i nie nasila swędzenia. 
Koszt 500ml / 7zł
Szampony Fitomed (wersja do włosów tłustych, do suchych i zniszczonych)
Szampony Fitomed to jedne z moich ulubionych, ziołowych szamponów. Za każdym razem, gdy moja skóra głowy nie toleruje nowego kosmetyku w pielęgnacji, powracam do Fitomedu. Nie są to delikatne środki myjące, zawierają mocniejsze detergenty, powiedziałabym jednak, że mimo wszystko nadają się do częstego stosowania u osób, które mają problem z łojotokiem. Są znacznie delikatniejsze od drogeryjnych rypaczy i przy tym, odczuwam faktyczne działanie zawartych w nich ziół. Nie podrażniają mojej skóry głowy, bardzo dobrze odbijają włosy od nasady i widocznie zmniejszają przetłuszczanie. Bardzo lubię ten efekt, przyklepane, gładkie, trzy włosy na krzyż wyglądają na mnie tragicznie, zwłaszcza, że mam cienkie włosy.  Jak na szampony ziołowe, nie mają aż tak złego wpływu na kondycję włosów, nie zauważyłam mocnego przesuszenia i suchych strąków, których nie można rozczesać żadnym, możliwym sposobem. Szampony Fitomed stosuję od ponad 4 lat i póki co, nie znalazłam lepszego, ziołowego zamiennika. 
Koszt 250ml/12 zł


Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło 
Mydła Agafii, sprawdzają się bardzo dobrze na mojej skórze głowy jako środki oczyszczające. Bardzo długo byłam fanką czarnego mydła, ale zmieniłam zdanie, gdy poznałam mydło cedrowe, które jest w bardziej przystępnej cenie i lepiej odpowiada mi działaniem. Łagodzi swędzenie skóry głowy, pięknie odbija włosy od nasady i spowalnia przetłuszczanie włosów, dodatkowo, włosy na długości bardzo ładnie błyszczą. Skład jest bardziej ubogi, ale efekt bardzo mnie satysfakcjonuje. Moja skóra głowy z ŁZS bardzo polubiła ten kosmetyk. Atutem jest także niska cena i bardzo duża wydajność, jestem pewna, że nie jest to moje ostatnie opakowanie. 
Koszt 300ml/13 zł
Sylveco, Balsam myjący z betuliną
Moja opinia, tak jak odczucia podczas stosowania tego balsamu, jest bardzo ambiwalentna.  Balsam myjący, sprawdza się u mnie podczas bardzo podrażnionej skóry głowy, a także kilka razy w ciągu miesiąca,gdy odczuwam potrzebę bardzo łagodnego oczyszczenia. Odczuwalnie łagodzi podrażnienia, swędzenie, delikatnie chłodzi i nawilża skórę głowy i włosy na długości. Czar jednak pryska po spłukaniu produktu.. bardzo skraca świeżość włosów, powoduje smętne strąki bez życia, dodatkowo, jest bardzo niewydajny i trzeba go lać, by móc w ogóle umyć włosy. Pomijam już fakt, iż pieni się tylko w  bardzo ciepłej wodzie, inaczej zostawia smalec po spłukaniu z czupryny. Podoba mi się jego delikatność, ale tak słaba wydajność, beznadziejna konsystencja i notoryczne skracanie świeżości włosów, a także ich nie domywanie jest nie do przełknięcia.
Koszt 300ml / 29z
ł


Pielęgnacja specjalna

Nie oszczędzam na pielęgnacji specjalnej, która  w głównej mierze odpowiada za dobry stan mojej skóry głowy. Półprodukty stosuję głównie w bardzo niskim stężeniu, najczęściej są składnikiem moich masek i szamponów. Pielęgnacja specjalna, to także lecznicze okłady, oleje, płukanki i wcierki. Odkąd cierpię na ŁZS, moje włosy znacznie się przerzedziły, dlatego w mojej pielęgnacji nie brakuje składników nie tylko o działaniu antyseptycznym i antybiotycznym, ale także pobudzającym krążenie i porost włosów.

Odbiegam od częstego stosowania olejów,  w dłuższej perspektywie, jedynie obciążały moje cienkie kosmyki i w żaden sposób nie wpływały na kondycję moich włosów, oprócz mocnego wygładzenia, którego nie lubię. Dzięki włosomaniactwu, odkryłam i pozostałam wierna indyjskim olejkom, które mają bardzo pozytywny wpływ na moją skórę głowy, a także uszlachetniają i pogłębiają mój jasny odcień brązu. Jako jedyne nie nasilają wypadania moich włosów, a powodują wzrost nowych

W moim zestawieniu nie ma ulubionej wcierki, choć regularnie wracam do odżywki Jantar. Czuję niedosyt i jestem rozczarowana, jak zmieniono jej formulację. Szkoda, bo kiedyś jej działanie bardzo mi odpowiadało, aktualnie bardzo skraca świeżość moich włosów i nie ma tak spektakularnego działania. 

Czysty dzięgieć, ekstrakt
Odkąd wycofano mój ulubiony szampon, dzięgieć brzozowy to mój stały bywalec w pielęgnacji skóry głowy. Każdy, chorujący i zmagający się z łojotokiem i ŁZS doceni jego działanie. Dzięgieć, to naturalny środek o działaniu antybiotycznym, działa przeciwgrzybiczo i antybakteryjnie. Dzięki włączeniu ekstraktu, moja czupryna zachowuje świeżość znacznie dłużej, włosy, przetłuszczają się wolniej, są odbite od nasady, tak, jak lubię. Dzięgieć, ma bardzo pozytywny wpływ na moją skórę głowy - eliminuje łupież, swędzenie, odchodzącą łuskę. Odwala kawał dobrej roboty i polecam go każdej osobie, która walczy z podobnym problemem.
Koszt 40ml/14 zł
Błoto termalne z siarką
Błoto jest moim odkryciem, służy mi nie tylko w  pielęgnacji skory twarzy, ale także głowy. Doskonale koi podrażnienia, zapobiega nadmiernemu łuszczeniu, trzyma moją skórę głowy w ryzach i przedłuża świeżość włosów. Koszt 50g/ 13 zł
Błoto z morza martwego
Mimo trudności przy spłukiwaniu, dodaje wręcz wymarzonej objętości, świetnie ogranicza przetłuszczanie i bardzo dobrze koi podrażnienia skóry głowy. Łagodzi nieprzyjemny świąd i pieczenie, zawsze jestem zachwycona stanem mojej skóry głowy i objętością, jaką uzyskuję po okładzie z błota z morza martwego.
Koszt 500g / 20 zł
 
Peelingi cukrowe
Peelingi cukrowe najczęściej są mieszaniną szamponu, cukru i glinki. Peelingi pozwalają mi utrzymać dobry stan skóry głowy, odbijają włosy od nasady, nadają im świeżości i pięknej objętości. 

Olejek eukaliptusowy, rozmarynowy i lawendowy
Olejki eteryczne zawsze pozytywnie wpływały na stan mojej skóry, podobnie jest w przypadku pielęgnacji skóry głowy.  Dodatek olejku eterycznego, to nie tylko przyjemny zapach, ale niesamowite właściwości - czupryna zyskuje na objętości, niesamowite uczucie chłodu i odprężenia, złagodzenie podrażnień i tonizacja. Moje ulubione to olejek lawendowy i rozmarynowy, ich połączenie to niesamowite wrażenia zapachowe, ale także ukojenie dla mojego podrażnionego skalpu. Olejek eukaliptusowy, jest natomiast niezastąpiony przy łupieżu, bardzo odświeża czuprynę i odbija włosy od nasady.
Koszt 8ml/ ok.8 zł
Płukanki (wywar z wawrzynu szlachetnego (liści laurowych) i l-cysteiny) 
Mimo mojego minimalizmu i ograniczaniu do minimum zabiegów pielęgnacyjnych, są czynności, których nigdy nie pomijam. Płukanki zawsze wydawały mi się przerostem formy nad treścią, zwłaszcza ziołowe, które strasznie kołtuniły moje pasma i miały negatywny wpływ na ich kondycję. Wywar z wawrzynu szlachetnego, jako jeden z niewielu, stosuję po dziś dzień. Odczuwalnie ogranicza przetłuszczanie włosów, nadaje im puszystości i blasku. 

L-cysteina natomiast towarzyszy mi od początków włosomaniactwa, które już dawno temu we mnie umarło. Nadaje moim włosom niesamowitej objętości, odbija od nasady, ma cudowny wpływ na ich kondycję, kosmykom nadaje pięknego blasku i świeżości. Jest to mmój ulubiony, proteinowy zabieg. 
 
Olejki indyjskie 
Jak już wspomniałam, odbiegam od częstego stosowania olejów, zarówno moje włosy, jak i skóra głowy nie lubią zbyt dużej ilości substancji filmotwórczych. Nie lubię także mocnego wygładzenia, przy moich cienkich włosach, lśniąca tafla wygląda dobrze tylko na fotografiach. Jest jednak chlubny wyjątek - olejki indyjskie nadal zajmują stałe miejsce w mojej pielęgnacji, służą zarówno moim włosom na długości, jak i skórze głowy. Nadają niesamowitego blasku, pogłębiają mój naturalny kolor i lekko go ocieplają (co bardzo lubię). Zauważam także duży wpływ na porost moich włosów i faktyczne działanie przeciwłupieżowe. Aktualnie stosuję nowość Orientany, lecz zbyt krótko, by cokolwiek powiedzieć na jej temat, oprócz ładnego podbicia koloru. Moim ulubieńcem jest nadal tradycyjna, oryginalna Sesa.
Odżywianie

Sylveco, Maska lniana
Mam mieszane odczucia, maska jest droga, ale i konkretna. Zastosowana przed myciem ładnie wygładza pasma, nadaje im puszystości i blasku. Zastosowana po myciu, notorycznie obciąża moje cienkie włosy. Nie daje także żadnego efektu wow, nie ułatwia zbytnio rozczesywania, czasami nie widzę nic, poza smętnie wiszącymi strąkami. Ponadto, bardzo skraca świeżość włosów. Plusem jest jest naturalny skład, z powodzeniem stosuję ją przed myciem na skórę głowy, często dodaję do niej algi i sproszkowane trawy,a  także błota. To jednak zbyt mało, bym kupiła ją ponownie, cena wcale mnie nie zachęca, a naturalny skład wcale się nie broni. 
Koszt 26 zł/150ml 

Kallos, Maska mleczna
Maski Kallosa są tanie, ogólnodostępne i robią to, co mają robić - ułatwiają rozczesywanie, delikatnie wygładzają powierzchnię włosa i nie obciążają nadmiernie czupryny. Sprawdzą się także jako baza do domowych masek z naturalnymi składnikami. Nie będę rozwodzić się nad ich właściwościami, służą mi zarówno jako odżywki, jak i kompresy. Wersja mleczna jest moją ulubioną. 
Koszt 10 zł /1000ml 

Sylveco, Odżywka wygładzająca z łopianem większym
Kolejny produkt naturalny, który nie służy moim włosom i utwierdza mnie w przekonaniu, iż w pielęgnację moich włosów nie warto inwestować. Odżywka robi okropne siano na moich pasmach, są dni, gdy jest łaskawsza pod tym względem i całkiem przyjemnie je nabłyszcza. Jest bardzo lekka i nie obciążyła moich cienkich włosów, ale mam ciągły niedosyt podczas jej stosowania.. ani nie wygładza, ani też wyjątkowo nie ułatwia rozczesywania. Aktualnie, zagraca moje cenne miejsce w łazience i nie mogę się doczekać aż w końcu ją wykończę. 
Koszt 300ml/21 zł 

Trawa jęczmienna i spirulina
Sproszkowane trawy i algi, to ciągły dodatek do moich masek. Są bogactwem składników odżywczych, witamin, enzymów i przeciwutleniaczy. Dzięki łyżeczce sypkich suplementów, moje włosy są bardzo odżywione, pięknie błyszczą, są dobite od nasady i czuję, jak pozytywnie wpływają na stan mojej skóry głowy. Trawa jęczmienna, dodatkowo nadaje niesamowitej objętości mojej czuprynie.
 Koszt 200g /69 zł



Tak jak widać, moja pielęgnacja, nie jest ani zbyt skomplikowana, ani zbyt trudna. Ograniczam ilość produktów, staram się nie przekraczać określonej ilości. Najważniejszym elementem mojej pielęgnacji jest oczyszczanie - odpowiedni produkt myjący i regularne peelingi. Niezwykle ważna jest także pielęgnacja specjalna, która ogranicza nadmierny łojotok, łagodzi ŁZS, a także przyspiesza porost nowych włosów. Nie zwracam szczególnej uwagi na produkty odżywiające, zabiegi odżywcze wykonuję dwa razy w  miesiącu, czasami trochę częściej, w zależności od potrzeby. Zw względu na mocne detergenty, po każdym myciu używam odżywki, by ułatwić rozczesanie włosów. Staram się codziennie szczotkować włosy, a także wykonywać delikatny masaż. Poza tym, nie wciągam się szczególnie w pielęgnację włosów, ten okres minął już dawno temu, a aktualnie, zależy mi jedynie na dobrym stanie włosów, poprawnej kondycji włosów i objętości. 


Pozdrawiam,
Ewa