07:00

Dynjo | Mydło dyniowe, Sztuka Mydła

Od pewnego czasu jestem fanką naturalnych mydeł. Moje wcześniejsze relacje z zasadowymi środkami myjącymi mogłabym określić jako burzliwe, dlatego przez długi czas używałam żeli, które z czasem zaczęły bardziej odwadniać moją skórę niż pieniące się mydła. Zmieniłam swoje zdanie, gdy poznałam mocno glicerynowe czarne mydło afrykańskie, zaczęłam coraz bardziej interesować się naturalnymi kostkami i tak zaczęłam swoją przygodę ze SztukaMydła..
Niestety, moja przygoda z mydłami ze SztukiMydła nie należy do łatwych, są dni, gdy stosuję je przyjemnością, natomiast często są dla mnie zwyczajnie za mocne. Nie mają wiele wspólnego z kremowym i delikatnym mydłem afrykańskim i są to typowo mocno oczyszczające, twarde i zbite mydła, za którymi osobiście nie przepadam. Dłuższe stosowanie mydeł znacznie pogłębiło odwodnienie mojej skóry, dlatego jestem na tak dla polskiej wytwórczyni, świetnej oprawy i bardzo twórczego i zabawnego podejścia, natomiast niekoniecznie na zastosowanie kostek w codziennej pielęgnacji.

Dynjo to kostka myjąca, która oprócz dobrego oczyszczenia skóry, ma gwarantować delikatne złuszczenie naskórka, a masło kakaowe i olej ze słodkich migdałów mają wpływać odżywczo na naskórek. Cały zabieg uprzyjemnia cytrusowy, lekko korzenny zapach mydła. 

Mydło ma postać twardej, zbitej kostki. Mydła ze SZM, bardzo dobrze znoszą wilgotne warunki, zwłaszcza Dynjo, które podczas stosowania nigdy mi nie rozmiękło i nie zatraciło kształtu. Nie ma mowy o wytrącaniu się gliceryny, klejącej się brei jak w przypadku mydła afrykańskiego - jest pod tym względem komfortowe i bardzo wydajne. Największym minusem stricte użytkowym, jest bardzo ostry, prostokątny kształt kostki. Mydło wielokrotnie wypadło mi z rąk, uciekało po całej łazience, a duża kostka i bardzo śliska powierzchnia mydła nie ułatwiły mi tego zadania. Ponadto, mydło wraz z czasem nie staje się plastyczne (jak np. Czarna Sztuka), ale wciąż jest tak samo twarde i śliskie w użyciu. Ogromnym plusem są dwa warianty podczas zakupów- koszt małej kostki to tylko 7 złotych. 

Koszt 100g /13 zł

Ciężko jest mówić o właściwościach odżywczych mydła, gdyż z racjonalnego punktu widzenia, tłuszcze pełnią tutaj rolę wyłącznie detergentów. Producent jednak obiecuje działanie odżywcze i pielęgnacyjne, którego osobiście na sobie nie dostrzegłam. Dynjo, jest bardzo mocne. Kostka, stosowana codziennie, raz w ciągu dnia, bardzo odwodniła moją skórę, przez ponad miesiąc miałam problem z nawilżeniem mojej cery (przez pierwsze 4 tygodnie nie zdołałam zauważyć negatywnych objawów, naskórek jedynie bardziej się przesuszał niż zwykle) i pojawił się problem przebarwień, który był mi niegdyś obcy (przebarwiony naskórek z przesuszenia) . Naskórek na całym ciele zareagował bardzo negatywnie na naturalne mydło (muszę nadmienić, iż nie miałam takiej reakcji po mydle afrykańskim i Czarnej Sztuce) . Odczuwałam potrzebę większej dawki nawilżenia, codzienne szczotkowania ciała i bardziej złożonej pielęgnację. Początkowo, nie skojarzyłam faktów. Obwiniałam mroźną aurę i suchość powietrza, niestety, rzeczywistość okazała się inna. Na niekorzyść Dynjo. 

Mydło bardzo nasiliło mój problem rogowacenia naskórka, w połączeniu z mocnym odwodnieniem, dosłownie sypało się ze mnie. Każdy pielęgnacyjny produkt, nie dawał satysfakcjonującego nawilżenia, a stan skóry z dnia na dzień był tylko gorszy. Zaskakujące jest to, że wystarczyło odłożenie kostki, by uspokoić i doprowadzić moją skórę do ładu. Po około dwóch tygodniach negatywne objawy zginęły, a mydło służy mi tylko do mycia dłoni, które notabene, są także bardzo przesuszone, ale nie mam pomysłu na inne wykorzystanie Dynjo. 

Przez czas stosowania Dynjo, stan mojej cery (było to dokładnie 9 tygodni codziennego stosowania kostki) codziennie ulegał pogorszeniu. Kostka jednak, nie powodowała namacalnych i odczuwalnych negatywnych objawów podczas bezpośredniego stosowania. Dynjo nigdy nie podrażniło mojej cery, nie spowodowało także zaczerwienień i uczucia gorąca, dlatego nie sądziłam, że jest w stanie tak pogorszyć stan mojej skóry. Pieni się dobrze, ale nie tak, jak mydła glicerynowe. Piana jest obfita, ale ostra i nie otula skóry, a spłukanie mydła pozostawia gołą, skrzypiącą z czystości skórę. Nie ma mowy o żadnym filmie, powłoczce i otulającej piance, jak w przypadku mojego ulubieńca. To miłe uczucie, ale raz na jakiś czas. Po umyciu skóry twarzy, efekt ściągnięcia nie jest odczuwalny od razu, powiedziałabym, że po około 30-40 minutach czułam dyskomfort i nieprzyjemne swędzenie skóry z  przesuszenia. Niestety, nie pomaga wówczas żadna tonizacja, ani nawet łagodzenie wodą termalną. 

Skład: zmydlona oliwa, zmydlony olej kokosowy, zmydlony olej palmowy, gliceryna, zmydlone masło kakaowe, zmydlony olej ze słodkich migdałów, woda/mus dyniowy, zmydlony olej rycynowy, naturalne olejki eteryczne (cytrynowy, pomarańczowy, goździkowy), mielone płatki owsiane

Mydła spieniam w dłoniach, nie stosuję ich bezpośrednio na moją skórę twarzy, dlatego ocena faktycznego działania peelingującego może być dla mnie trudna. Rozdrobnione płatki owsiane, które mają zapewnić czystą skórę i delikatne złuszczenie naskórka są dosyć ostre. Na tyle, że bałabym się o bezpośredni kontakt kostki z  moją nadal trądzikową cerą.  Z drugiej strony, jest ich bardzo mało. Uważam, że nie jest odpowiednie do stosowania w ten sposób u osób z bardzo wrażliwą, delikatną skórą, wielokrotnie podczas mycia ciała, zdarzało mi się podrapać dość odczuwalnie, dlatego nie wyobrażam sobie takiego zabiegu na skórze potraktowanej mocnym retinoidem. 

Bardzo lubię mocne środki myjące, moja cera również nie protestuje, gdy oczyszczam ją gruntownie. Niestety, Dynjo,mimo dobrego oczyszczenia skóry i delikatnego zwężenia porów, okazało się zbyt mocne w działaniu dla mojej cery i w gratisie, przez długi czas musiałam zmagać się z bardzo suchą, odwodnioną skórą. Przeglądając zdjęcia, muszę ze smutkiem stwierdzić, iż w listopadzie i grudniu, moja cera wyglądała fatalnie. 

Mydło podrażnia oczy, należy unikać bezpośredniego kontaktu. Jest to jednak zupełnie normalne przy zasadowych środkach myjących, dodatkowo, informacja widnieje na stronie producenta. 

Mydło jest bardzo wydajne. Jest twarde, zbite i zużywa się bardzo powoli. Zapach, jest energetyzujący, świeży, ale przełamany korzenną, goździkową nutą. Cytrusy w takim połączeniu pachną wykwintnie, nie czuję kwaskowości, co bardzo przypadło mi do gustu. Nie należę do fanów cytrusowych zapachów i zdecydowanie bardziej przemawia do mnie świeży zapach lasu i cedru w Czarnej Sztuce, ale Dynjo, nie jest banałem i jego stosowanie, mimo ze nie zapewniło mi walorów pielęgnacyjnych - sprawdziło się pod względem zapachowym.

Ciężko jest mi też ogólnie podsumować ten produkt. Z jednej strony jestem rozczarowana, naturalne składniki, przyjemny skład, ciekawy zapach, polska produkcja... to wszystko zapowiadało się świetnie i liczyłam na łagodną wersję myjącą. Z drugiej, rozsądek, w końcu to mydło. Zasadowe środki myjące zawsze są mocniejsze od tych tradycyjnych, ale takim chlubnym wyjątkiem jest miękkie i plastyczne czarne mydło afrykańskie. Nie oczekiwałam walorów pielęgnacyjnych, oprócz oczywistych, jak dokładne oczyszczenie skóry i przy tym łagodność. Wersja Dynjo, okazała się zdecydowanie mocniejsza od Czarnej Sztuki,a  przy tym, nie miała na mnie żadnego większego, odczuwalnego wpływu (jak np. przyspieszenie gojenia, ogólna poprawa kondycji skóry) , dlatego jestem na nie. Mam jeszcze kilka kostek innych wariantów zapachowych i liczę, że mydła okażą się łagodniejsze dla mojej skóry, albo chociaż stosowane raz na jakiś czas będą mieć pozytywny wpływ na kondycję naskórka. Nie mogę jednak tego powiedzieć o Dynjo, które zupełnie się nie sprawdziło. 


Pozdrawiam,
Ewa