16:02

CZY WITAMINA C ZATYKA PORY ORAZ POWODUJE PRZEBARWIENIA?

Od pewnego czasu rozmyślam nad formą postów i łatwym, mniej treściwym (ale nadal zamierzam się tego trzymać) przekazywaniu informacji, które pojawiają się na bieżąco i na tyle często, by napisać o nich do szerszego grona, choć wiem, że czytacie komentarze na bieżąco i to bardzo miłe, gdy zwracacie uwagę, że nie tylko treść aktualizowanych postów jest wartościowa, ale także dyskusje obecne pod artykułami. Mam nadzieję, że i mniej opracowane, ale nadal bogate w wiedzę, artykuły z Waszymi najczęstszymi problemami będą cieszyć się pozytywnym odzewem z Waszej strony :)

W okresie letnim skóra potrafi kompletnie zwariować. Jest często trudna w pielęgnacji, bo z jednej strony atakują nas ostre promienie słońca, z drugiej - potwornie suche powietrze, naskórek staje się więc odwodniony (i jest to z pewnością świetny temat na następny artykuł), bardziej podrażniony, reaktywny, a cerę trzeba jakość chronić, regulować, pielęgnować, zwłaszcza, gdy leczysz trądzik albo skrywasz świeże blizny i przebarwienia. To bardzo trudny temat. Może dlatego nie cierpię tak lata, moja cera staje się dosłownie kapryśna jak księżniczka - i nie pomaga możliwość chodzenia boso po trawie, tarzania się w złotym, pachnącym zbożu, zajadanie do bólu brzucha świeżych malin i zrywanie świeżej, pachnącej mięty z ogórka. Okres letni to najbardziej histeryczny czas dla mojej cery - jednego dnia mogłabym wylądować na okładce magazynu, a kolejnego spoglądam z przerażeniem w lustro. Wiem, że jest też podobnie i u Was - pielęgnacja nagle przestaje się sprawdzać, znienacka pojawia się chmara niechcianych wyprysków, a ambitne plany pielęgnacyjne nie wpisują się w wakacyjne wojaże i życie na walizkach, albo chociaż częste przebywanie na słońcu.

NAGŁE POGORSZENIE SKÓRY
Pewnie zadajesz sobie pytanie - ale dlaczego? Dlaczego cera tak nagle mi się pogorszyła? No cóż, ja tu widzę kilka dosyć poważnych zarzutów, trzeba przyznać się przed samym sobą, czy nie masz czasem na koncie grzeszków, na które ciężko jest dostać błyskawiczne rozgrzeszenie. Często to nie oddziaływanie zewnętrzne ma wpływ na kondycję skóry, ale reakcje obronne np. częste alergie lub też wewnętrzne zawirowania - szalejące hormony, trudności trawienne, przewlekłe niedobory kluczowych składników odżywczych. 

Alergie. Okres wiosenno-letni to bardzo ciężki czas dla alergików. A z alergią jest tak, że raz jej nie ma, a następnego dnia budzisz się z typową reakcją uczuleniową. Przez jakiś czas, póki jeszcze mogłam odnaleźć czas na wiadomości prywatne, korespondowałam z czytelniczką, która zmagała się z potworną alergią na jajka. A jajek jadła bardzo dużo - na śniadanie, na kolację, a to ciasto, a to typowy niedzielny obiad ze smażonym schabowym, oczywiście namoczonym w jajku. Dieta nie była zła, pomijając ogromną ilość jajek i przewlekłą reakcję zapalną organizmu, przyznaję, że pierwszy raz spotkałam się z tak trudną do określenia reakcją zewnętrzną, ponieważ zmianom trądzikowym nie towarzyszyło ani swędzenie, ani zaczerwienie, gorsze samopoczucie, biegunki, wymioty, nic, co by mogło wskazywać jednoznacznie na alergię pokarmową. Zmiany były typowo trądzikowe, ale oporne na leczenie - jednego dnia było gorzej, drugiego lepiej, nikt nie obstawiał kurzych jaj, a raczej hormony, które notabene także były w granicach normy, ale jak wiadomo, mogą mimo wszystko powodować tak rozchwianą, trudną do określenia kondycję skóry. Zaproponowałam więc dietę wykluczającą, zwłaszcza gdy większość wyników była w normie i czytelniczka według lekarzy była okazem zdrowia. Wraz ze zmniejszaniem spożywania jajek, trądzik nagle zaczął ginąć. Od pewnego czasu również borykam się z nadwrażliwością na pewne pyłki, nie jest to do końca alergia, ale w kontakcie ze świeżym, letnim powietrzem i pyleniem traw, na moim czole pojawia się cielista kaszka, która jest oporna na leczenie i znika wraz z nastaniem września - nie mogę jej niczym wytępić, a problem pojawia się zawsze w okresie czerwiec-sierpień.


Nawracające infekcje grzybicze. Ten, kto choć raz zmagał się z infekcją grzybiczą, wie, że problem powraca jak bumerang. Najczęściej najostrzejszy przebieg choroba ma w czasie wiosennym i jesiennym, gdy wilgotność jest bardzo wysoka i cera naturalnie staje się bardziej nawilżona lub też pojawia się problem łojotoku. Grzybicze zapalenia skóry mają jednak bardzo podobną skłonność do nawrotów latem, gdy skóra nadmiernie się poci i często jest obciążana makijażem lub kremami z filtrem, które niestety bardzo przyczyniają się do rozwoju choroby.


Nagła zmiana klimatu i tym samym potrzeb (zawirowania pielęgnacyjne). Skóra potrzebuje mniejszej dawki okluzji, a więcej nawilżenia, przemyślanej łagodnej, acz regulującej pielęgnacji, wiele z nas gubi się w tym i nie wie do końca czego potrzebuje skóra - z jednej strony się odwadnia, z drugiej nadmiernie przetłuszcza, jest niemały doborem właściwej pielęgnacji. Dorzuciłabym tutaj deficyt regulacji - po długich katorgach, zaprzepaszczasz ambitne plany pielęgnacji, popadając w niepohamowaną euforię, - aby cieszyć się ładną, gładką cerą, nie możesz dbać o naskórek tylko wtedy, gdy znajdujesz na to czas. Nawet dobrze poprowadzona długa kuracja, zapewniająca widocznie zadowalające efekty w okresie chłodnym obliguje do głębszego zastanowienia nad dalszymi działaniami w ciepłym czasie, nawet gdy kondycja cery nie wróży nagłego pogorszenia.

Źle poprowadzona kuracja. I tutaj nie zawsze trzeba doszukiwać się winy lekarza - nawrót często następuje nie tylko na skutek źle wybranej substancji aktywnej, która da się we znaki już od początku terapii i jasno zasygnalizuje o braku efektów lub też złym mechanizmie działania, a często z naszej - przeciąganie kuracji, nadgorliwe stosowanie, albo bez wiedzy specjalisty łączenie ze sobą inwazyjnych środków. Pisałam dość obszernie na temat tego, co się dzieje ze skórą, która jest zwyczajnie źle traktowana - rozpuści się jak dziadowski bicz i nagłe pogorszenie po półrocznej, intensywnej kuracji nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Silne środki nie są remedium na problemy skórne, zwłaszcza, gdy trądzik jest zapalny i nie skupiasz się głównie na leczeniu blizn i przebarwień. Przez nierozsądne stosowanie silnych środków nie tylko gwarantujesz sobie nagły wysyp po odłożeniu, ale przewlekle reakcje zapalne, nadwrażliwość i nadreaktywność skóry.


Problemy wewnętrzne. Zanim przystąpisz do opracowywania planu działania, warto wykluczyć problemy wewnętrzne, które skutecznie może kamuflować dobranie właściwych środków zewnętrznych na czas kuracji. Charakterystyczne jest przede wszystkim bardzo szybkie nawracanie problemu, wracanie do stanu wyjściowego, warto zbadać przede wszystkim gospodarkę hormonalną oraz układ pokarmowy - problemy często łączą się ze sobą i występuje między nimi dość bliska korelacja.

Rogowacenie okołomieszkowe. Niestety upalna pogoda i suche powietrze bardzo zaostrzają problem, a promienie dodatkowo wywołują hiperkeratozę posłoneczną. Często w okresie letnim na skutek rogowacenia, zmiany zaostrzają się i mają charakter typowo zapalny, ale także przypominają do złudzenia zaskórniki zamknięte oraz zaskórniki otwarte, więc powszechnie są mylone z trądzikiem.

WITAMINA C SPRZYJA GORSZEJ KONDYCJI SKÓRY... ?
Dostaję od Was niezliczoną ilość wiadomości na temat negatywnego działania kwasu askorbinowego na skórę, chodzi głównie o szybsze zanieczyszczanie się, wyskakujące zaskórniki, a nawet pojawiające się przebarwienia pod wpływem regularnego stosowania witaminy C, najczęściej w formie serum. Otóż jest to całkowicie możliwe, ale wynika głównie z naszej winy - braku ochrony przeciwsłonecznej, stosowania produktów o niewłaściwej porze dnia, niestabilnym preparacie z witaminą, złą formą, nieodpowiadającą skórze oraz formule, która może działać komedogennie. W większości przypadków nie chodzi o zatykanie porów, bo zaskórniki są bardzo specyficzne i potrzebują określonej ilości czasu, a reakcje, z jakimi się zmagacie, występują często w przeciągu zaledwie kilku dni.

Może zacznę od zanieczyszczonych porów i grudek, do złudzenia przypominające typowe zaskórniki otwarte, z czarnym czubkiem, ale są przede wszystkim trudne do wyciśnięcia i jak na 'zaskórniki' bardzo płytkie, powierzchowne - mogą to być owszem zaskórniki, jeśli rozwijały się na skórze, a witamina C przyspieszyła ich utlenianie, ale często jest to tylko utleniona keratyna - wystarczy kawitacja, peeling manualny lub głęboko oczyszczająca maseczka i oczywiście odłożenie preparatu z witaminą C, aby pozbyć się zmian - pojawiają się błyskawicznie, ale tak samo szybko znikają. Z zaskórnikami mechanizm walki jest bardziej złożony i nie należy nastawiać się na szybkie efekty. Czemu pojawia się taka reakcja? Powodów jest kilka.


Najczęściej to skutek braku ochrony przeciwsłonecznej. Witamina C nie jest filtrem przeciwsłonecznym i nie chroni skory przed słońcem, jeśli jest wystawiana na działanie ostrych promieni. Kwas askorbinowy i jego pochodne są bardzo wrażliwe na działanie promieniowania, witamina C jest bardzo wartościowa, ale też i bardzo ulotna, w kontakcie ze słońcem często jej poziom spada niemal do zera, więc nie spełnia swojej funkcji. Aplikowanie serum o poranku zdaje się więc być bez sensu, jeśli skóry nie chronisz np. kremami z filtrem, już lepiej nasycać skórę witaminą C wieczorem, kiedy nie ma kontaktu ze słońcem i nie działa jak oksydant. Druga sprawa - to często niestabilny preparat lub o zbyt słabej penetracji, nie wnika więc do naskórka i działa pro oksydacyjnie na jego powierzchni (wzmaga produkcję wolnych rodników, dlatego skóra nagle staje się poszarzała i zanieczyszczona, odwrotnie od efektu zamierzonego).

Witamina C błyskawicznie się utlenia, nie sposób uniknąć jej oksydacji w preparacie, co objawia się zżółceniem produktu, dlatego zawsze polecam tworzyć serum z kwasem askorbinowym na świeżo z odpowiednim chelatorem i związkiem stabilizującym, niż wydawanie kroci na serum, które nie ma prawa działać zbyt długo i niczym nie różni się od bardziej ekonomicznej wersji. Dobrym wyborem jest też zainwestowanie w tetraizopaltyminian askorbylu i wzbogacanie nim zawsze na świeżo kosmetyków z fazą tłuszczową.


Źle dobrana forma witaminy C oraz sposób jej aplikacji. Jeśli stosujesz witaminę C, musisz wiedzieć, że jest dosyć specyficzną substancją chemiczną i nie jest tak trwała jak np. inne preparaty, kupując serum, musisz wiedzieć, że jego maksymalna trwałość wynosi do 8 tygodni w warunkach chłodniczych, mimo że producent zaleca dłuższy czas stosowania. Problem jednak tkwi także w wybranej formie witaminy C - kwas askorbinowy jest najmniej stabilną formą, najbardziej intensywną w działaniu, o sporym potencjale drażniącym. Nie każdy typ skóry może dobrze zareagować na serum z witaminą C w takiej formie, a niewłaściwa formuła może sprzyjać nie tylko podrażnieniom, ale też i oksydacji, dlatego w pewnych przypadkach zdecydowanie lepiej postawić na formę naturalną lub lipofilową, która bez problemu wnika w naskórek i go odżywia, a dzięki temu jest lepiej tolerowana. Czy witamina C może stać się oksydantem? Z pewnością podczas skażenia preparatu ciężkimi metalami lub też wystawienia kwasu askorbinowego na działanie słońca, podobny mechanizm działania może mieć też witamina, która nie wnika w naskórek (np. skóra jest mocno łojotokowa), jest za często stosowana (skóra nasyca się witaminą C na około 4 dni, czas ten skraca się w zależności od wystawienia się na działanie słońca, im dłuższy pobyt na słońcu - tym szybsza utrata witaminy C i tym samym zwiększona możliwość aplikacji kwasu askorbinowego na skórę) lub też zastosowane za wysokie stężenie witaminy w preparacie (powyżej 20-25% kwasu askorbinowego).

Częstą przyczyną jest także formula preparatu, która sprzyja zanieczyszczaniu i zatyka pory. Serum z witaminą C często obfitują w glicerynę, glikole, trójglicerydy i emolienty tłuste, które mogą pogarszać kondycję cery.

Problem przebarwień po witaminie C wydaje się być zaskakujący, wszak witamina C ma je rozjaśniać, a nie sprzyjać ich powstawaniu. Czy to możliwe? Jak najbardziej. Jak już wspomniałam, witamina C nie jest filtrem przeciwsłonecznym i nie należy mieć zbyt wielkich pokładów zaufania do obietnic producenta, wierząc w wybielające działanie, pomijając stabilną ochronę. W najlepszym przypadku witamina C nie będzie nasilać problemu i po prostu będzie zupełnie zbędnym kosmetykiem, który rozłoży się w kontakcie ze słońcem, nie powodując reakcji niepożądanych. Często preparaty z witaminą C zawierają nie tylko kwas askorbinowy, który sam w sobie jest drażniący, ale i niskie pH oraz dodatek glikoli i alkoholu, które ułatwiają rozpuszczenie witaminy i zapobiegają jej wytrącaniu (ostre igiełki). To wszystko sprzyja podrażnieniu i uwrażliwieniu na działanie słońca. Jeśli nie chcesz stosować preparatów z filtrami, najbardziej drażniące serum z kwasem askorbinowym nie jest dla Ciebie i lepiej nasycać skórę okazjonalnymi peelingami askorbinowymi, a najlepiej zdecydować się na tłuszczową witaminę C, która jest delikatna i możesz ją stosować ze swoimi ulubionymi kosmetykami zawierającymi fazę tłuszczową. Alternatywą jest też naturalna forma witaminy C, która o ile nie stwierdzono alergii, jest lepiej przyswajalna i nie ma tak drażniącego wpływu na kondycję naskórka. Polecam także zainteresowanie się silnymi antyoksydantami takimi jak ubichinon, kwas ferulowy oraz kwas-alfa-liponowy, są odpowiedniejsze dla osób, które nie unikają słońca lub też nie stosują filtrów ze względu na bardzo niski kontakt ze słońcem ;)

KWASY Z Z KTÓRYMI MOŻNA SIĘ WYGRZEWAĆ NA SŁOŃCU
Nie ma absolutnie kwasów bezpiecznych do stosowania latem, po których można bezceremonialnie spiec się na mahoniowy brąz ;) Każda substancja, nie dotyczy to tylko kwasów, a także mocnych peelingów korundowych, ekstraktów naturalnych, witaminy C, olejków eterycznych (wszystkiego, co ingeruje w naskórek i może go uszkodzić), wywołująca podrażnienia i złuszczanie naskórka, niekoniecznie dostrzegalne gołym okiem - uwrażliwia skórę na działanie promieniowania i tym samym zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia niechcianych przebarwień i poparzeń słonecznych.

'Bezpieczeństwo' najczęściej mylnie jest przypisywane popularnemu kwasowi migdałowemu - substancji ponoć na tyle bezpiecznej, by bez obaw używać jej latem, nawet w formie peelingów. No ok, kwas migdałowy ma duże cząsteczki, więc penetruje naskórek powierzchowniej i delikatniej, ale nie oznacza to, że nie przyczyni się do powstawania przebarwień, zwłaszcza gdy oddziaływanie kwasami nie idzie w parze ze stabilną ochroną przeciwsłoneczną. Kwas migdałowy też uszkadza naskórek i go złuszcza, również wywołuje podrażnienia, nawet kwasy PHA z ogromną cząsteczką mogą spowodować uszkodzenie naskórka, a naprawdę ciężko wskazać mi na łagodniejsze kwasy hydroksylowe. Nie ma kwasów bezpiecznych - jeśli kwas wywołuje podrażnienia, rumień lub wpływa na skórę regulująco, a wiec ingeruje w naskórek, w jakimś stopniu ją uwrażliwia, a to w zupełności wystarczy, aby w okresie plażowym narazić się na poparzenia słoneczne. Nie ma też jasno określonych stężeń i pH - w grę wchodzi także indywidualna reakcja i tolerancja. Jeśli masz tendencję do przebarwień, albo spędzasz aktywnie czas na zewnątrz, musisz głęboko zastanowić się na regulacją chemiczną tak nasłonecznioną porą roku - to, że jakiś kwas ma mniejszą cząsteczkę i działa delikatniej, nie oznacza, że jest w pełni bezpieczny.

ROZTWÓR SODOWY, PO CO W OGÓLE TA NEUTRALIZACJA?
Częste pytania na temat kwasów dotyczą także stosowania roztworu z sody, czy neutralizacja jest czymś zbędnym i czy, a jeśli już tak, kiedy można ją pominąć? Zacznę może od samego początku. Roztwory peelingowe znacząco różnią się od preparatów codziennych, nie mam na myśli tylko stężenia kwasu, ale głównie pH, które zwiększa biodostępnosć kwasu - kwas o pH wyższym niż 4, czyli na granicy codziennej tolerancji, ma niemal 80-90% słabsze działanie, dzięki słabszej mocy rażenia ma mniejsze zdolności do złuszczania naskórka oraz oczywiście wywoływania podrażnień i rumienia. Nadaje się do codziennej pielęgnacji. Roztwory kwasowe są zazwyczaj bardzo kwaśne, jedynym wyjątkiem są peelingi azelainowe, które nawet w 15% stężeniu nie wymagają neutralizacji, chociaż i tak ją zalecam, dlaczego?


Roztwory kwasowe różnią się znacząco od preparatów do pielęgnacji codziennej, dlatego bezwzględnie powinny być nie tylko usuwane z powierzchni naskórka po określonym czasie, ale ich intensywne działanie powinno zostać zneutralizowane - neutralizując kwas masz pewność, że kwas został nie tylko zmyty, ale jego działanie negatywne zostało zniwelowane, samo zmycie roztworu wodą lub też detergentem nie hamuje niepożądanego działania kwasu. I teraz pomyśl, co stanie się, gdy przetrzymasz na skórze tak mocny roztwór, jeśli nawet 20-30 minutowe zabiegi powodują rumień i widoczne złuszczanie? Brak neutralizacji potwornie odwadnia i wysusza skórę, powoduje długo utrzymujący się rumień oraz prowadzi do przewlekłej wrażliwości. Bardzo kwaśne pH uszkadza naturalną florę bakteryjną i zwiększa przepuszczalność naskórka, nie odbudujesz go w przeciągu kilku dni po tak nierozsądnych poczynaniach z kwasami.

Neutralizację zalecam nawet po peelingach azelainowych, mimo że nie mają mocno kwaśnego pH, jest ono nadal na tyle niskie, by nie unikać tej nie należącej do najprzyjemniejszych czynności - roztwór z sody nie niszczy działania kwasów, ale jedynie zapobiega silnym podrażnieniom związanych z negatywnym oddziaływaniem niskiego, kwaśnego pH, które rośnie wraz z długością przetrzymywania kwasu na skórze.

WSZYSTKIE KREMY ZATYKAJĄ MI PORY, A MUSZĘ JAKOŚ CHRONIĆ SKÓRĘ PRZED SŁOŃCEM
Jest to dosyć częsty zarzut odnośnie filtrów, moim zdaniem najlepiej wpleść filtry w taki sposób w pielęgnację, aby stanowiły element nawilżenia i ochrony (zawierają sporo emolientów, więc z powodzeniem mogą zastępować kosmetyki nawilżające oraz jednocześnie łagodzić działanie mocniejszych detergentów, a wiec także pośrednio nawilżając) - przy bardzo treściwej, nawilżającej pielęgnacji faktycznie kremy z filtrem stają się balastem i aplikacja na skórę powoduje niemal natychmiastowy nalot zmian. Są jednak sytuacje, gdy zapotrzebowanie na emolienty jest naprawdę niemal znikome i każda próba obcowania z filtrami w kremie kończy się porażką.

W takim wypadku najlepiej postawić na filtry mineralne w formie pudru - w niektórych przypadkach podkłady mineralne zapewniają wystarczającą ochronę. Dobrym pomysłem są też podkłady typu Cushion oraz pudry matujące, które można wzbogacić nano cząsteczkami - zapewniają wyższą ochronę i mocno nie bielą skóry. W skrajnych przypadkach zdecydowanie warto postawić na kremy z filtrem i bardzo szybko, tuż po powrocie, zmywać je z powierzchni skóry - często to przetrzymywanie kremów na skórze prowadzi do nagłego pogorszenia.

Dla unikających szerokim łukiem filtrów kremowych, duże znaczenie ma ochrona antyoksydacyjna np. kwas ferulowy, alfa-liponowy, beta-karoten, czy ubichinon - nie uwrażliwiają skóry na słońce i bardzo dobrze wzmacniają naturalną ochronę skóry. Niezbędna jest także ochrona fizyczna - blokowanie dostępu promieni do skóry to już połowa sukcesu - kapelusze z szerokim rondem, okulary, długa, przewiewna, lniana odzież ;)


GDY FILTROWANIE JEST JUŻ FANABERIĄ..
Niestety zauważam, że mamy sporą tendencję do skrajności i niestety filtrowanie skóry w niektórych przypadkach jest wręcz chorobliwe. Jestem ogromną zwolenniczką stosowania preparatów ochronnych i uważam, że niemal każdy powinien ich używać, zwłaszcza, gdy skóra jest wrażliwa, delikatna, ulegająca łatwo poparzeniom, ale w niektórych przypadkach nie widzę większego sensu obciążania skóry tak tłustymi kremami, zwłaszcza, gdy spędzasz długie dnie w czterech ścianach i nie masz mocnego kontaktu ze słońcem.

Owszem, kremy z filtrem mogą być traktowane jako baza pod makijaż, mają także bardzo dobre działanie nawilżające oraz ochronne, blokując nadmierną ucieczkę wody - to sprawia, że w klimatyzowanych pomieszczeniach bardzo dobrze chronią skórę przed odwodnieniem, ale moim skromnym zdaniem, nie widzę większego sensu ponawiania aplikacji co 2 godziny - zalecenia te dotyczą najczęściej warunków plażowych oraz skrajnych przypadków zewnętrznych, gdy żar leje się z nieba a skóra nadmiernie się poci. Najnowsze preparaty, z bardzo wysoką ochroną przeciwsłoneczną są najczęściej stabilne nawet do 6 godzin, a nałożony makijaż również pełni funkcję ochronną. Sens ponownej aplikacji dostrzegam tylko wówczas, gdy po ponad 8 godzinach intensywnej pracy w pomieszczeniu zamkniętym musisz wyjść na zewnątrz, a słońce jest bardzo ostre i powrót do domu zajmuje dłużej niż 20 minut - w tym czasie możesz dobrze zabezpieczyć skórę lekką warstwą pudru mineralnego lub też podkładem typu Cushion i nie zmywać całego makijażu, półbiegiem wychodząc z pracy. Nie zapominaj, że bardzo ważna jest ochrona fizyczna - kapelusz, okulary, przewiewna odzież, korzystanie z cienia - czasami można bardziej polegać na osłanianiu ciała niż na kremach z filtrem, które nie zapewniają nigdy 100% ochrony, a fizyczne ograniczenie światła zapobiega przegrzaniu skóry.


Sytuacja zmienia się, gdy przebywasz w pomieszczeniu bardzo naświetlonym, np. przy oknie, uważam, że pracując w takich warunkach warto postawić na wysokiej jakości filtry, aby nie ponawiać aplikacji w ciągu dnia, ale mimo wszystko zabezpieczyć skórę,zwłaszcza gdy jednocześnie masz sporą tendencję do przebarwień i podrażnień. Natomiast kompletnie nie rozumiem obciążania skory, gdy przesiadujesz za żaluzjami, wychodzisz na zewnątrz na góra pięć minut, a i tak porządnie skrywasz się przed słońcem. Ja także nie aplikuję filtrów codziennie, tylko wówczas, gdy wiem, że będę narażać swoją skórę na dłuższy niż zwykle kontakt ze słońcem.

Czy można zatem zrezygnować ze stosowania filtrów? Moim zdaniem w określonych przypadkach - z pewnością pozbawione sensu jest obciążanie skóry, gdy Twój kontakt ze słońcem jest znikomy i prowadzisz bardzo mało aktywny tryb życia. Absolutne tak dla filtrów w upalne dni, gdy nawet półgodzinne sesje mogą wywołać rumień bez odpowiedniej ochrony, dla pracy fizycznej na słońcu, plażowiczów i podczas wycieczek oraz długiej jazdy samochodem. Nie warto przesadzać w żadną stronę - filtry to kremy ochronne, więc powinny być stosowane wówczas, gdy będą mogły spełniać swoją rolę i faktycznie wystawianie skóry na promienie jest dla Ciebie zagrożeniem.

Pozdrawiam,
Ewa :)