17:50

Cukiereczki Ecolore warte grzechu | Wszystkie kolory mineralnych cieni


Zawsze stroniłam od cieni mineralnych i decydowałam się często na matowe, wysokiej jakości cienie prasowane i czyste pigmenty. Wydawało mi się, że mineralne cienie są znacznie bardziej problematyczne, mniej trwałe, odpowiednie tylko do tworzenia kresek z dodatkiem silikonowej bazy. Nie oszukujmy się, nawet malując innych, trudno jest zużyć cienie, jeśli używa się ich w tak ograniczony sposób. 

Wiele osób odstrasza sypka formuła takich produktów - tak naprawdę jest to bez znaczenia i jestem pewna, że każdy dojdzie do takich samych, rozsądnych wniosków, gdy zrozumie, że różnicy między nabieraniem produktu sprasowanego, a sypkiego praktycznie nie ma, choć w początkowej fazie również towarzyszył mi strach i obawa, gdy tylko miałam sięgnąć po cień w takiej formule.

Jeśli cień jest wysokiej jakości, to niezależnie od formy, będzie mi się z nim dobrze pracowało i potwierdzam to za każdym razem gdy sięgam po kosmetyki mineralne. Nawet podczas nabierania produktów typowo sprasowanych cienie zatracają swoją zbitą strukturę i stają się sypkim proszkiem, dlatego kontrargumenty o nieporęcznej formie nie za bardzo do mnie docierają. Jedynym, rzeczywistym, słabym punktem jest przenoszenie mineralnych kosmetyków, które są spore gabarytowo, zajmują tym samym dużo miejsca, jeśli chcemy zabrać ze sobą kilka produktów, a tuż po otwarciu bardzo łatwo jest o rozpylenie i rozsypanie proszku. Nie dotyczy to jednak cieni Ecolore - ze względu na ich małą gramaturę i zabezpieczającą zasuwkę.

Swoje dość długo negatywne zdanie zmieniłam ostatecznie dzięki Pani Dorocie, właścicielki marki, Ecolore, całkowicie odmieniło moje spojrzenie na mineralne cienie i sięgam po nie zdecydowanie śmielej i częściej, nie tylko w użytku osobistym, ale także półprofesjonalnym. Z doświadczenia wiem, że łatwiej jest znaleźć tragicznie cienie prasowane niż mineralne. 

Cienie Ecolore są bardzo wysokiej jakości i nie piszę tego dlatego, że większość cieni otrzymałam w ramach upominku. Pośród dotąd mi poznanych cieni mineralnych, Ecolore zdecydowanie najbardziej odpowiadają mi swoją formułą i właściwościami, w zasadzie już od samego początku spodobała mi się praca z kosmetykami marki i nie sądziłam, że przez kilka miesięcy bardzo długich testów będę myśleć o nich nadal w tak pozytywny sposób. Zaznaczę, że recenzję produktów znacznie przeciągnęłam i z kilkoma sztukami zapoznaję się już ponad rok. 

Przede wszystkim cienie doskonale się rozcierają się. Nie zliczę już ile razy narzekałam na zanikającą pigmentację po roztarciu, nagłe zanikanie koloru, albo tragiczną, skoncentrowaną plamę, z którą już nic nie dało się zrobić. Pigmentacja cieni Ecolore jest na bardzo dobrym poziomie, ale nie blokuje możliwości stopniowania efektu, dlatego są to idealne kosmetyki do profesjonalnego użytku. Nigdy nie oceniam cieni pod względem tego, jak dużo pigmentu mają w sobie bezpośrednio po nałożeniu na skórę, ale po tym, jakie mają właściwości, a tak się składa, że cienie marki Ecolore spełniają wszystkie moje oczekiwania. Za pomocą jednego koloru można wykonać bez większego trudu smoky, czy wyprofilować oko. Istnieje także możliwość łączenia cieni z dowolnymi cieniami prasowanymi, czy innymi, sypkimi innych marek, tak naprawdę, bez większego problemu. Ecolore są bajecznie łatwe w obsłudze i można dowolnie koncentrować kolor, stworzyć delikatny, eteryczny makijaż, jak i mocne smoky, a także użyć cieni jako pigmentu na powiece ruchomej, czy we wewnętrznych kącikach oczu. Niezależnie od użytego pędzla, rozcierają się tak naprawdę same, myślałam, że będą służyć mi jedynie jako pigment, ale aktualnie używam ich do wszystkiego. Są doskonale rozdrobnione, gładkie i delikatne. Pod wpływem wilgoci mają niesamowitą, oszałamiającą wręcz pigmentację i trwałość. Moim zdaniem właśnie takie powinny być cienie idealne, nie zniechęcają do użycia po dalszym zapoznaniu, ale zachęcają i pozwalają docenić swoją delikatność i elastyczność, bowiem można nimi wykonać niemal każdy typ makijażu. Pigmentacja, jak już wspomniałam, jest dobra, z efektem budowania, jednocześnie praca z produktami jest szybka, a do satysfakcjonującego efektu nie trzeba machać po kilkaset razy pędzlem na jednej powiece, 

W całym morzu zalet jest w tym wszystkim jeszcze prostota. Prostota, która pozwala na bezstresowy zakup większej ilości kolorów, pozbawiając nas konieczności miernika ważności po otwarciu. O dobre cienie wcale nie jest tak łatwo - chyba, że nie ma się szczególnych wymagań, albo używa się takich kosmetyków tylko na sobie i jednocześnie posiada nieograniczoną ilość czasu. Ecolore łączy według mnie dwie, najważniejsze cechy - pigmentacja jest bardzo dobra (i co ważne, można ją kontrolować - jako cienie przejściowe do delikatnej mgiełki koloru, aż po mocny pigment i akcent na powiece), rozcierają się cudnie, nawet niewprawiona ręka pokocha Ecolore i nie tworzą plam. Można je rozcierać, maziać, bawić się, a nie powstaną okropne plamy i przebicia skóry, jak to bywa m.in. w paletkach Sleek'a, których szczerze nienawidzę i unikam jak ognia. I laik, i profesjonalista będzie zadowolony z cieni Ecolore, dlatego moim zdaniem warto zakupić sobie kilka cieni bazowych i sprawdzić ich właściwości na sobie. 

Trwałość takich cieni jest również jak najbardziej na plus, już samo budowanie koloru wpływa utrwalająco na makijaż, więc w ogólnym rozrachunku makijaż wykonany cieniami Ecolore na moich tłustych powiekach wytrzymuje nawet do 8 godzin w jak najbardziej przyzwoitym, estetycznym stanie. Nakładane na mokro aż do momentu zmycia makijażu. Cienie nie blakną w ciągu dnia, nagle nie zanikają, bardzo ładnie przystosowują się do skóry. Nie ścierają się po każdym dotknięciu, choć ich trwałość zależy przede wszystkim od użytej bazy i tłustości powiek. Ecolore nie zbierają się w załamaniu tak jak niektóre prasowańce. Nie mogę powiedzieć, ze nie robią tego wcale, ale mają do tego nikłą tendencję. Łączą się ze sobą świetnie, tak jak z cieniami prasowanymi. Współpracują z bazami do powiek, można  uzyskać różne efekty stosując cienie - posłużą zarówno jako typowe cienie mineralne, jak i pigmenty. Z dodatkiem Duraline Inglotniezniszczalne i dosłownie zachowują się jak foliowe, kremowe cienie. 

Co ważne, cienie nie zawierają składników, które mogłyby uczulać, więc mogą używać ich alergicy i osoby z wrażliwymi spojówkami. Wiosną moje oczy odmawiają mi posłuszeństwa i nawet częste pocieranie oczu (a tym samym dostawanie się produktu do oczu) nie spowodowało podrażnień i łzawienia, o które ostatnio nie muszę się jakoś szczególnie starać.  Jestem pewna, że Ecolore spełnią swoje zadanie nawet na wymagających i wrażliwych oczach, a pamiętajmy, że wzrok jest jednym z najcenniejszych zmysłów i powinniśmy uważniej pochylić się nad kosmetykami, jakie stosujemy w tym rejonie. 

Ecolore, to także dbałość o estetykę. Śliczna, urokliwa kolorystyka, gama obejmuje cudowne migoczące wykończenia, które dają satynowy efekt po roztarciu, pod wpływem wilgoci są mocno błyszczące i niesamowicie trwałe. Super, że producent dba nie tylko o jakość produktów, ale o ich estetykę i praktyczność.

No tak, chwila, ktoś może powiedzieć, że kolorówka ma tanie pigmenty, znacznie tańsze od tego, co oferują firmy mineralne. To nie jest to samo. Kupuję regularnie pigmenty na kolorówce i mam ich dziesiątki, ale służą mi głównie jako pigmenty, a nie cienie. To zasadnicza różnica. Ecolore mają niespotykaną gładkość, są świetnie rozdrobnione, więc cudownie sprawdzają się w obydwu rolach. Kolorówka - niekoniecznie. Są pigmenty, które owszem, mogą sprawdzić się i w jednej i w drugiej roli, ale zdecydowana większość rozciera się słabo, nierównomiernie i doprowadza mnie do szewskiej pasji. Mogłabym się tak bawić w domu, nie mając żadnych zajęć, a na pewno nie używałabym ich na klientkach. Ci, którzy mają czas na takie eksperymenty, być może z dodatkiem baz wyczarują swoją własną, unikatową formułę mineralną, ale znakomita większość czystych tlenków nie sprawdza się w roli cieni, ponieważ praca z tak mocno skoncentrowanymi produktami jest po prostu potwornie trudna i wymagająca czasu, a że już nie wspomnę o fatalnym, długim czyszczeniu pędzli po takich eksperymentach.

Ecolore to sama przyjemność stosowania. Cena, biorąc pod uwagę częste zniżki, wysoką wydajność i bardzo dobrą jakość jest okazyjna, warto zapłacić za jeden cień mineralny 29.90 zł, choć może wydawać się to wygórowaną ceną jak za jeden cień.

Chciałabym także rozwiać wątpliwości dotyczące utrudnień wynikających z sypkiej formuły. Osypywanie się cieni jest niezależne od ich postaci, ponieważ finalnie i prasowane, i sypkie cienie są sypkie. Wiadomo, że większą tendencję do osypywania się posiadają kolory ciemne, ale zaznaczam, że nie ma tragedii i na tle dotąd poznanych mi cieni - Ecolore wychodzi z obronną ręką i nie odczułam szczególnych utrudnień związanych z ich regularnym stosowaniem. Wystarczy jedynie delikatnie zamoczyć pędzelek w cieniu i go otrzepać.

Cienie Ecolore mają dosyć małą, ale przemyślaną 1.7 g gramaturę. Spodobają się zarówno wykonującym makijaże profesjonalnie (są łatwe i zgrabne do przenoszenia, a podobne rozmiarowo są moje wszystkie pigmenty z Inglota i kolorówki, małe, okrągłe pojemniczki są strzałem w dziesiątkę) jak i użytkownikom cieni tylko na sobie - nie przytłaczają ogromną ilością, a cienie mineralne są znacznie bardziej wydajne od tych tradycyjnych. Małe pojemności znacznie lepiej się przenosi, są lżejsze i mogę pozwolić sobie na zabranie większej ilości kolorów - i tak zawsze przesypuję odcienie do mniejszych pojemniczków, dlatego cieszy mnie wybór marki. Na uznanie zasługuje także sprawnie działająca zasuwka w malutkich słoiczkach - chcę więcej takich rozwiązań! Słoiczki mogę bez problemu otworzyć, ale też i zabezpieczyć przed działaniem grawitacji, dlatego nie mam problemów, aby w każdej chwili zmienić kolor, gdzieś go przesypać, albo bezpiecznie przenieść. Niestety większość marek albo nie posiada tej kluczowej wręcz zasuwki, albo nie ma możliwości otworzenia opakowania bez uszczerbku na zdrowiu i po pewnej przygodzie z Annabelle Minerals nie chcę już ryzykować własnym życiem :D Bardzo podobają mi się rozwiązania marki, nie zliczę już ile razy zdarzyło mi się wysypać połowę pudru tylko dlatego, że nie zniósł turbulencji, jakie mu zafundowałam podczas podróży. Stąd moja prośba, aby Ecolore pomyślało nad sprzedażą oddzielnych pojemniczków - jestem pewna, że kupi je każdy, kto ma kontakt z pigmentami, mniejszymi samplami lub większymi gabarytowo cieniami mineralnymi innych marek. Z pewnością będę pierwsza w kolejce, bo nie mam już sił na latające wszędzie woreczki strunowe i sypkie opary osiadające na mojej twarzy, ubraniu i wszystkim dookoła. 


GAMA KOLORYSTYCZNA
Cała plejada barw liczy aż 29 odcieni - począwszy od stonowanych, cielistych cieni bazowych, bezpieczne beże, brązy i róże, aż po kolorowe, wibrujące zielenie, fiolety, niebieskości. Nie spotkałam się jeszcze z aż tak szeroka gamą kolorystyczną w polskich minerałach - tak naprawdę każdy znajdzie coś za siebie, niezależnie czy stawia na elegancki, dzienny makijaż, czy uwielbia bawić się kolorem. Posiadając całą gamę jestem w stanie wykonać makijaż na każdym typie urody i mam niezliczoną ilość możliwości stworzenia własnych wariacji kolorystycznych. Kolory są nasycone, dziewczęce, piękne, za każdym razem gdy odkręcam małe, zgrabne słoiczki czuję to samo - dopływ niesamowitej energii, mimo że na co dzień stawiam raczej na nierzucający się w oczy łagodny makijaż, dzięki Ecolore coraz śmielej przemycam kolor na swoich powiekach i wiecie co - coraz bardziej podobam się sobie w mocniejszym makijażu, a nie tylko bezpiecznym cieniu bazowym.

Podoba mi się to, że Ecolore nie postawiło na monotonię - mimo że klasyka zawsze się obroni, tak jak neutralne kolory, zauważam ogromny deficyt cieni właśnie w soczystych, odważnych barwach, które nie muszą wcale wróżyć tandetnego, trudnego do noszenia makijażu. Tak żywe odcienie wspaniale współgrają z letnią opalenizną, ale także gładko roztarte dają lekko eteryczny, zwiewny efekt i wspaniale prezentują się na alabastrowej karnacji.

Muszę zwrócić uwagę na niezwykłe wyczucie i gust osób, które stworzyły pełną gamę kolorystyczną. Widać, że to, co jest tworzone pod szyldem marki Ecolore jest pełne pasji, wyczucia i... koloru. Mimo że niektóre odcienie mogą wydawać się szalone, można je bez problemu wtopić w subtelniejszy makijaż i prezentować się niezwykle urokliwie, ale także postawić na kolor i przedstawić się w odważniejszej, bardziej barwnej wersji.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Vanilla Pudding No.001. Śmietankowy, budyniowy, bazowy, neutralny, bardzo jasny cień (nareszcie! zazwyczaj wszystkie bazowe kolory były dla mnie niewystarczająco jasne), zauważalnie przesunięty w stronę żółci. Niezbędnik osób z neutralną, jasną, lub też lekko ciepłą, a szczególnie oliwkową cerą. Vanilla Pudding nie ma mocnego krycia, nie jest to kosmetyk wyrównujący kolor powiek, jak typowy bazowy kolor - jeśli masz spore zasinienia, przebijające żyłki lub zaczerwienione okolice oczu, możliwe, że Vanilla będzie przebijać niedoskonałości.

W zmian za słabe krycie, waniliowy pudding wspaniale rozświetla spojrzenie, odejmuje zmęczenie i świetnie sprawdzi się szczególnie przy głęboko osadzonych oczach, ale także do rozświetlenia wewnętrznego kącika, czy miejsca pod łukiem brwiowym. Błysk jest bardzo gładki, bez widocznych drobinek, mimo że zarówno w świetle dziennym, jak i po doświetleniu nie sposób dostrzec połyskujące drobinki - ujawniają się po roztarciu produktu. Tafla jest gładka, równomierna, bardzo subtelna - Vanilla Pudding może być więc z powodzeniem stosowany jako elegancki, stonowany rozświetlacz. Jeśli obecne rozświetlacze Ecolore nie trafiają w Twój gust kolorystyczny i potrzebujesz jeszcze bardziej subtelnego koloru lub też masz problem z wyborem właściwego produktu - postaw na Vanilla Pudding.

Od lewej: Vanilla Pudding, Golden Rain, Glowing Amber, Peach Nectar. Góra - aplikacja na sucho, dół - aplikacja na mokro

Trwałość oceniam pozytywnie, choć wiadomo, że bez bazy kosmetyki o lekko rozświetlajacym wykończeniu są mniej trwałe - ale nie jest to taki typowy, bazowy kolor, szczególnie dla osób, które wymagają mocnego pokrycia powieki kolorem, bardzo go lubię do zwieńczenia makijażu, gdy np. chcę rozświetlić część powieki bardzo jasnym, łagodnie odbijającym światło kosmetykiem. Bardzo ładnie wygląda szczególnie u osób dojrzałych, gdzie błysk musi być bardzo subtelny i łagodny, aby naturalnie podkreślić urodę i jednocześnie nie zwracać uwagi na niedoskonałości, których przybywa z wiekiem - zmarszczek, wgłębień, zapadnięć. Pod wpływem wilgoci - daje wręcz lustrzany efekt i jest nie do ruszenia.

Można im rozświetlać okolicę pod oczami i stosować jako typowy rozświetlacz.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Peach Smoothie No.002. Jeden z moich ulubionych (obok Velvet Almond i Hello Blondie!) cieni typowo transferowych, przejściowych. Peach Smoothie to typowy, brzoskwiniowy, lekko sprany pomarańcz, przypomina nieco róż marki Fresh Mango, ale jest odrobinkę chłodniejszy i bardziej spokojny. Wykończenie jest bardzo podobne do Vanilla Pudding, ale ma w sobie więcej pigmentu, dzięki temu można nim bardzo dobrze zaznaczyć załamanie powieki.

Nie mam zastrzeżeń do konsystencji i trwałości - bardzo lubię taki typ wykończenia w cieniach przejściowych, ponieważ można ładniej i naturalniej wymodelować powiekę, a dobra, choć umiarkowana pigmentacja pozwala bezproblemowo manipulować nasyceniem koloru oraz rozcierać mocniejsze krawędzie, tworząc pożądaną mgiełkę koloru.

To świetny kolor dla cieplejszych typów urody, sprawdzi się nie tylko jako cień, ale także możesz go wykorzystać jako róż oraz rozświetlacz na opalonej karnacji. Peach Smoothie często, a w szczególności latem, gdy stawiam na cieplejsze barwy, ląduje na moją całą, ruchomą powiekę oraz jako rozświetlacz w wewnętrznych kącikach oczu - ma mocno satynowe, rozświetlające wykończenie, gdy jest nałożony w większej ilości, świetnie odświeża i odmładza, podobnie zresztą jak Vanilla Pudding :) Lekko zwilżony daje mokre, lustrzane, mocno odbijające światło wykończenie i również ma niesamowitą trwałość.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Golden Rain No.004. Złoty deszcz. Pięknie mieniące się złoto. Nie jest to mocna tafla jak przy cieniach kremowych, ale bardzo subtelnie, nienachalnie rozświetla powiekę. Wklepany palcem na całą powiekę ruchomą pięknie odświeża i dodaje elegancji. Dodatkowo pięknie rozświetla kąciki i miejsce pod łukiem brwiowym. Będzie pasować cieplejszemu typowymi urody, ale też i chłodniejszemu, z tym że te pierwsze wykorzystają ten cień na więcej sposobów - między innymi do rozświetlania partii twarzy, te chłodniejsze ograniczą się głównie do stosowania go na powieki. 

Cień nie posiada mocnej, barwionej bazy. Jest ona transparentna, dlatego faktycznie nazwa złotego deszczu jest trafiona w punkt - drobinki dają efekt błyszczących pod wpływem złotych promieni słońca kropelek deszczu. Dla wszystkich, którzy lubią złoto, ale nie chcą lśniącej tafli na powiece i stawiają na wariant bardziej neutralny. Świetny na co dzień, ale i na wieczór. Nie razi swoim blaskiem, ale jednocześnie przykuwa wzrok swoją subtelnością i delikatnością. Bardzo łagodne złoto w wersji light, dla wszystkich tych, którzy lubią je nosić, ale obawiają się intensywności.

W wersji na mokro, błysk jest bardzo intensywny, niemal jak przy foliowych cieniach. Cudeńko!

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Glowing Amber No.005. Piękna, wyważona miedź. Błyszcząca, nie za chłodna i nie za ciepła, bardzo neutralna i pasująca do wielu typów urody. Pięknie połyskuje, ma mocną bazę, dlatego kolor dobrze pokrywa powieki. Sam błysk jest intensywniejszy niż w złotym deszczu, ale nie jest tak intensywny jak w kremowych cieniach. Baza jest delikatnie miedziana, drobinki głęboko, szlachetnie złote. 

Przy chłodniejszym typie urody cień sprawdzi się jako rozświetlacz. Bardzo ładnie prezentuje się w kącikach oczu, choć zdecydowanie jest to cień na całą powiekę, który robi cały makijaż i sprawia, że nie trzeba nic więcej robić. Absolutny must have dla zielonych oczu, a szczególnie dla tych, którzy cenią sobie szybki makijaż i przy tym dobre rezultaty. Wystarczy wklepać równomiernie cień w powiekę palcem. 

Sam odcień nie jest zbyt ciemny i zbyt rdzawy, dlatego osoby z bladą cerą, które powinny uważać na takie kolory mogą bez zastanowienia sięgnąć po Glowing Amber. Nałożony na  mokro mocno odbija światło, pozostawiając wręcz mokre powieki. Jedna z piękniejszych propozycji Ecolore. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne
Velvet Almond No.006. Bardzo podobny do Hello Blondie!, z tym, że aksamitny migdał jest mniej brązowy, subtelniejszy i bardziej mleczny. Genialny odcień do konturowania twarzy i modelowania powieki. Velvet Almond to także doskonały cień przejściowy oraz wspaniale podkreśli brwi - nie tylko blondynek, ale także brunetek, które mają ciemną oprawę oczu, a zastosowanie ciemniejszego cienia za bardzo podkreśla łuk brwiowy i tym samym przytłacza efektem końcowym. Jeden z moich faworytów i absolutny must have, jeśli planujesz początek przygody z cieniami mineralnymi Ecolore.

Migdał Ecolore jest idealnie zbalansowany, nie jest ani za chłodny, ani za ciepły, choć ma w sobie sporo nut brązu, pomarańczu i szarości. Będzie pasował większości typów urody, a w szczególności skórze ciepłej oraz w kierunku ciepłej.

Mimo że w Velvet Almond można dopatrzeć się malutkich, połyskujących, złotych drobinek, podczas rozcierania cień jest zdrowo matowy, dzięki temu wygląda naturalnie i idealnie wtapia się w skórę. Pod wpływem wilgoci, można wydobyć jego rozświetlające wykończenie. Zdecydowanie pozycja obowiązkowa.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Frosted Lily No.007. Baby pink. Neutralny, choć lekko przesunięty w chłodne tony, bardzo jasny róż, który może być wykorzystany zarówno do makijażu oczu, jak i posłużyć za róż do policzków dla bardzo jasnej karnacji. Drobinki są delikatne, srebrne. Doskonały rozświetlacz dla chłodnej, bardzo jasnej karnacji.

Frosted Lily bardzo dobrze rozświetla spojrzenie, szczególnie pięknie prezentuje się na niebieskich oczach, ale także i zielonych. To kolejny cień, który nałożony samodzielnie robi cały makijaż. Mimo różowej bazy i ryzykownego, bardzo słodkiego koloru, nie jest tandetny, a bardzo dziewczęcy, uroczy i odmładzający, dlatego róże z tego typu kategorii sprawdzą się u osób dojrzałych.

Nałożony na mokro daje lustrzany efekt. Mocno odbija światło, tafla jest równomierna bez żadnych wybijających się drobinek.

Od lewej: Velvet Almond, Frosted Lily, Rosetta, Cranberry Cookie, Góra - aplikacja na sucho, dół- aplikacja na mokro


Drobinek jest dużo, ale są bardzo subtelne i łagodne, wraz z różową bazą wyjątkowo podkreślają oczy, ale także i policzki. Mimo że od różowych cieni stronię w swoim makijażu, ponieważ bardzo łatwo osiągnąć nimi efekt zmęczonych oczu, Frosted Lily przez bardzo jasną bazę, unikatowy odcień i srebrzyste, połyskujące drobinki jest jednym z najlepszych wyborów na początek, a na pewno dla oszczędzających czas i bardzo jasnych cer, które mają problem z  bazowymi cieniami. Trwałość jest średnia, najlepiej nakładać Frosted Lily metodą na mokro, co znacząco przedłuża jego trwałość i zwiększa intensywność błysku.

Frosted Lily polecam każdej temperaturze skóry - zarówno ciepłej, jak i chłodnej. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Rosetta No.008. Chłodny, brudny, połyskujący róż. Baza jest dosyć ciemna i bardzo elegancka, zdecydowanie mniej różowa (na szczęście!) niż w większości cieni typu rose golden. Bardzo szlachetny, nieoczywisty róż, kolor różowego, ale stłumionego, przybrudzonego złota. Drobinki pięknie połyskują raz na złoto (bardzo głębokie), raz na srebrno i łągodnie różowo. Będzie idealnie współgrał z zieloną i niebieską tęczówką.

Cień, który wklepany na całą powiekę wystarcza, aby zachwycić efektem końcowym. Bardzo głęboka, piękna baza, srebrna tafla i połyskujące, cieplejsze drobinki. Mimo że cieni tego typu posiadam wiele, Rosetta jest na swój sposób wyjątkowa i bardzo uniwersalna, ponieważ jej baza jest lekko chłodna, stłumiona, ale nadal odświeżająca, a błysku nie jest zbyt dużo. Idealny cień dla kobiet dojrzałych i fanek naturalnego, acz widocznego makijażu. Pod wpływem wilgoci można wydobyć z niego metaliczny, srebrny połysk i nieco przyciemnić różową bazę.

Rosetta to także idealny róż dla ciepłej karnacji.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Cranberry Cookie No.009. Kolor suszonej żurawiny, delikatnie burgundowy, chłodny odcień nasyconego różu na pograniczu z czerwienią i brązem. Posiada delikatne, subtelne srebrne drobinki. Podobnie jak Rosetta, czy Magnetic Silver, idealnie sprawdza się nie tylko do aplikacji na całą powiekę, ale także do rozcierania granic oraz makijażu jednym cieniem. Wraz z ruchami pędzla, połyskujące drobinki wtapiają się w skórę i pięknie odbijają światło.

Cranberry Cookie to idealna propozycja dla zielonych oczu. Wspaniale podbija kolor także tęczówki niebieskiej i piwnej. Przy takich kolorach trzeba uważać, aby nie spotęgować zmęczenia i objawów niewyspania, dlatego należy bardzo dokładnie przygotować okolice pod oczami i ukryć sińce, cienie. Kolejna propozycja na którą zdecydowanie warto się zdecydować.

Żurawinowe ciasteczko może spełnić także funkcję różu do policzków.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Pretty Berry No.014. Kolejny, piękny, bardzo wyjściowy i uniwersalny kolor. Łagodnie stłumiony jagodowy fiolet, który sprawdzi się wklepany na powiekę ruchomą, ale spełni swoje zadanie także jako cień przejściowy, do rozcierania granic. Można wykonać nim także cieniowanie całej powieki. Drobinki są bardzo delikatne, jest ich znacznie mniej niż w Rosetta, właściwości identyczne jak w Magnetic Silver. Baza nie jest mocno nasycona, powiedziałabym, że nakładany na sucho słabo przyczepia się do skóry, dlatego bez problemu z Pretty Berry wykonasz cieniowanie i modelowanie powieki. Po roztarciu drobinki zanikają, dając satynowe wykończenie. Trwałość bardzo dobra.

Idealny fiolet do noszenia na co dzień, ale także i na wieczór, efekt końcowy można bez problemu stopniować. Fiolet z grupy bezpiecznej, pasującej niemal każdej tęczówce, a także typowi urody - choć posiadaczki zielonych oczu i niebieskich mogą poczuć się dopieszczone przez markę Ecolore, ponieważ Pretty Berry szczególnie pięknie podkreśli ich tęczówkę. Jeden z moich ulubieńców - niekrzykliwy, elegancki, kobiecy. Nie tylko dla odważnych, ale także i dla fanek neutralnego makijażu, które niechętnie przemycają kolor na powiekach. Nałożony na mokro daje świetliste wykończenie, zdecydowanie zyskuje, gdy nałożymy go w ten sposób.

Dostrzec można pewne podobieństwo do cienia Lavender Annabelle Minerals, z tym że propozycja jest zdecydowanie bardziej chłodna i posiada mniej rozświetlających drobinek. Niestety także łatwiej jest nią podkreślić zmęczenie, ale będzie odpowiedniejsza dla chłodnych typów urody. Pretty Berry jest idealnym wyborem dla ciepłego, neutralnego i delikatnie chłodnego typu urody ze względu na idealnie wyważoną temperaturę.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Amethyst Charm No.033. Ametystowy, chłodny, bardzo jasny, delikatnie fioletowy róż. Posiada dużo, iskrzących, chłodnych, srebrnych drobinek, które nałożone metodą pakowania iskrzą nierównomiernym blaskiem, ale roztarte tworzą gładką taflę. Wbrew pozorom Amethyst Charm sprawdzi się nie tylko na chłodnym typie urody, ale także i na ciepłym do rozświetlania kącików oczu, a także jako cień bazowy na całą powiekę. Jego baza jest bardzo jasna, półtransparentna.

Od lewej: Amethyst Charm, Lavender Dream, Pretty Berry, Magnetic Silver, Góra - aplikacja na sucho, dół - na mokro


Trwałość jest średnia, ale można ją wzmocnić, aplikując cień na mokro. Świetny cień rozświetlający do makijażu oka szczególnie dla bardzo jasnej cery.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Lavender Dream No.013. Chłodny, jasny, lawendowy odcień. Wspaniały do tworzenia drobnych elementów - kresek, linii, nakładania na ciemniejsze kolory na środek powieki (wzmacnia efekt rozświetlenia), a także rozświetlania wewnętrznego kącika oczu. Ślicznie połyskuje milionem srebrnych, chłodnych drobinek. Sprawdzi się nie tylko do smoky eye, ale także eterycznych, subtelnych makijaży. Ma w sobie coś magicznego, wyjątkowego. Mimo że po Lavender Dream sięgałam początkowo z pewną dozą ostrożności, stał moim jednym z ulubionych cieni do rozświetlania kącika. Nałożony na mokro ma zabójczą pigmentację i trwałość, zdecydowanie wart swojej ceny. 

Prezentuje się uroczo nakładany na cielistą bazę, bezpośrednio na skórę, ale swoje piękno zdecydowanie ukazuje nakładany na ciemną bazę - granatowe, ciemno fioletowe i czarne cienie lub też kredkę. Doskonały do każdego typu makijażu, a szczególnie dla chłodnych typów cer i wielbicieli bardzo jasnych, rozświetlających kolorów. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Magnetic Silver No.019. Średniej jasności szarość z delikatnymi tonami niebieskimi, dlatego sprawdzi się u jasnej i średnio-jasnej karnacji. Posiada rozświetlające, srebrne, chłodne wykończenie, które można zidentyfikować wklepując cień palcem w powiekę. Doskonale się rozciera. Podczas dokładnego rozpraszania koloru na powiece wykończenie zatraca drobinki i jest zdrowo satynowe. Nie tworzy plam, doskonale łączy się z innymi kolorami. Jeden z najlepszych cieni do wykonania smoky eye - Magnetic Silver to jeden z najprzyjemniejszych cieni do tworzenia mgiełki koloru. 

Będzie pasować do zielonych oczu. Trwałość - bardzo dobra, w szczególności przy cieniowaniu i nakładaniu kilku, cienkich warstw.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Heavenly Blue No.010. Unikatowy, rzadko spotykany, piękny. Heavenly Blue to kolor jasnego nieba, można go też nazwać odcieniem baby blue, który jest bardzo modny w okresie letnim i wcale mnie to nie dziwi - świetnie prezentuje się na opalonej, muśniętej słońcem skórze.

Niebiański błękit ma podobne właściwości do Peach Smoothie, choć jego krycie można dowolnie stopniować - po zwiewną chmurkę koloru, aż po ładowanie mocno skoncentrowanego koloru.

Daje mnóstwo możliwości - świetnie zgrywa się z kolorem marsala, bordo, ale równie dobrze prezentuje się zastosowany samodzielnie przy lekkim, naturalnym makijażu. Bardzo odświeża. Powinny na niego uważać osoby dojrzałe, ponieważ takie kolory lubią niestety dodawać lat - na młodej skórze, szczególnie ciemniejszej, opalonej, Heavently Blue będzie zachowywał się zupełnie inaczej i doda lekkości i dziewczęcości. Polecam nakładać go na mokro. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Royal Blue No.012. Królewski błękit to bardzo często spotykany kolor w ofercie marek oferujących kosmetyki do makijażu - chabrowe odcienie zawsze cieszyły się sporą popularnością i pasują do wielu kolorów tęczówek, a w szczególności do brązowej i piwnej. 

Royal Blue Posiada satynowe, lekko rozświetlające wykończenie, ma dobrą pigmentację. Sprawdzi się zarówno do wykonywania kresek, jak i do rozcierania i budowania koloru. Nie mam zastrzeżeń do jakości i właściwości, dlatego jeśli poszukujesz cieni w podobnej kolorystyce, warto przyjrzeć się Royal Blue Ecolore.

Pod wpływem wilgoci staje się niesamowicie napigmentowany, a także można wydobyć z niego maksymalnie rozświetlające drobinki. 
Od lewej: Heavently Blue, Royal Blue, Midnight Memories, Vintage Blue, od góry - aplikacja na sucho, dół - na mokro

Takie kolory najlepiej sprawdzają się w formie elementu, np. do zaznaczenia dolnej powieki, czy wykonania kolorowej kreski, zaznaczenia kącików wewnętrznych. Świetnie współgra z fioletami, głębokimi, leśnymi zieleniami, ale także pomarańczem. Bardzo podobny do Cornflower Annabelle, ale Ecolore jest zdecydowanie bardziej neutralny i tym samym uniwersalny. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Midnight Memories No.011. Jedna z piękniejszych propozycji Ecolore. Kolor gwiaździstego nieba. Chłodny błękit na pograniczu szarości, który posiada mnóstwo drobinek odbijających światło w kolorze gwiazd, dlatego zaaplikowany na powiekę, a w szczególności na ciemną bazę (np. czarną kredkę) oszałamia efektem końcowym. 

Midnight Memories bardzo dobrze reaguje na ciemne bazy, pod wpływem wilgoci nie ma już migoczącego wykończenia, a mocno metaliczne i odbijające światło. 

Cień spisze się idealnie do ciemnego smoky, szczególnie do zastosowania na całą powiekę ruchomą. Efekt można podbić, stosując go jednocześnie z Golden Rain Ecolore. Trwałość - bez zarzutu, cień nie zatraca swojego uroku i ilości błyszczących drobinek w przeciągu kilku godzin. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Vintage Blue No.030. Jeden z moich ulubieńców. Dżinsowy, ciemny, nasycony, klasyczny, elegancki granat. Ma bardzo podobne właściwości do Spring Grass - jest mocniej nasycony i napigmentowany od reszty matowych kolorów (pigmentacja na takim samym poziomie jak Cucumber) oraz delikatnie bardziej kremowy w dotyku, ma także mocniejszy pigment. Świetnie się rozciera i łączy z innymi barwami, nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia, przyciemniam nim zewnętrzny kącik, linię rzęs przy niektórych makijażach (świetnie podkreśla piwną, miedzianą tęczówkę), wykorzystuję do detali, to mój kolejny ulubiony kolor do tworzenia kresek - od jakiegoś czasu unikam smolistej, mocnej czerni i znacznie lepiej czuję się w bardziej kolorowej, ale nadal stonowanej wyciągniętej jaskółce. 

Jest to bardzo uniwersalny kolor i współgra z większością kolorów - wszystko zależy od klimatu i efektu jaki chcesz uzyskać. Prezentuje się świetnie z tradycyjnymi brązami, brzoskwinią, pomarańczem, śliwkowym fioletem, modnym marsala, ale także trawiastą zielenią Spring Grass. Vintage Blue sprawdzi się i jako pojedynczy element makijażu w formie kreski, ale także jako baza pod ciemniejsze, połyskujące cienie, oraz typowy kolor do wykonania mrocznego smoky - uwielbiam go w połączeniu z Midnight Memories oraz Amethyst Charm, ale także świetnie prezentuje się ze srebrnymi i fioletowymi pyłkami. 

Będzie w zasadzie pasował każdej tęczówce, ale najbardziej polecam go ciemniejszej oprawie - piwnym, zielonym i brązowym oczom. Lepiej komponuje się także z ciemniejszymi włosami, chociaż może także świetnie wyglądać u jasnych blondynek. Vintage Blue to świetny sposób na włączenie koloru do makijażu - tak stonowane, eleganckie granaty mogą zastąpić klasyczne czarne i brązowe kreski - nie rzucają się w oczy, a pięknie modelują i podkreślają oko. 

Można zauważyć spore podobieństwo do Blueberry Annabelle, ale odcień jest słabiej nasycony i to granat z gatunku lżejszych - sprawdzi się i do modelowania powieki, jak i na całą powiekę - Vintage Blue ma w sobie znacznie więcej pigmentu i to typowy kolor do detali, ciemnych, nasyconych kresek oraz mocnego, wampirzego smoky.

Po wpływem wilgoci jest nie do zdarcia - ma niesamowitą pigmentację, trwałość, nabiera kremowości. Wraz z Cucumber to najlepiej napigmentowana pozycja Ecolore, o największej trwałości i nasyceniu koloru. Wart każdej złotówki. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Storm Sky No.031. Czerń z gatunku lżejszych. Nie jest mocno dymna i smolista, ale nie jest też zupełnie matowa, choć po nałożeniu na skórę drobinki nie są widoczne. Baza nie jest bardzo głęboka, dlatego świetnie sprawdzi się do wykonywania smoky, zaznaczania okolicy rzęs, jeśli stawiamy na bardzo delikatny efekt oraz może posłużyć jako baza pod pigmenty błyszczące o jasnej bazie. Bardzo dobra trwałość, efekt można stopniować, cień mocno się nie osypuje i świetnie można nim zaznaczyć zewnętrzny kącik oka. Delikatnie się rozciera, pod wpływem wilgoci widać jego znaczne przesunięcie w ciemne szarości, 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Spring Grass No.021. Trawiasta, wiosenna, nasycona matowa zieleń. Nie jest łatwa do noszenia, szczególnie, gdy stawiasz na mocniejszy makijaż, ale świetnie komponuje się z brązami (szczególnie cieplejszymi, głębszymi, czekoladowymi), odcieniem roku marsala oraz dżinsowym, ciemnym granatem (np. Vintage Blue Ecolore), bardzo ciekawie współgra z głębokim, śliwkowym fioletem, ale jest to już odważniejsze i mniej bezpieczne połączenie :) Spring Grass stosuje namiętnie w formie kreski i łączę z truskawkowym różem Toile The Balm. To jedno z moich ulubionych połączeń kolorystycznych - mocny róż na ustach, ciepłe, różowe policzki i zielona, lekka, zabawna i dziewczęca jaskółka na oku. Wiosenna zieleń Ecolore wspaniale prezentuje się w zestawieniu z mocnymi, śliwkowymi ustami i chłodniejszym różem na jabłuszkach - to świetna wariacja makijażu jesiennego, gdy chcesz przemycić więcej koloru w jesienną pluchę ;)

Od lewej: Spring Grass, Mojito, Cucumber, Storm Sky. Góra - aplikacja na sucho, dół - na mokro

Kolor jest już mocniej nasycony, ale jego krycie można dowolnie budować. Właściwości Spring Grass są podobne do wszystkich matów marki, ale jest odrobinę mniej suchy i lepiej zmielony, dlatego jest mocniej nasycony, ma także mocniejszy pigment i lepiej przylega do pędzla i skóry, dlatego wykorzystuję go głównie do akcentów kolorystycznych, chociaż nie mam obiekcji dotyczących obsługi, tj. rozcierania i zachowywania się na powiece. Pod wpływem światła także można zauważyć drobne, złote drobinki, jest ich więcej niż w innych zieleniach, choć w normalnym świetle dziennym Spring Grass jest  zdrowo prezentującym się matem. 

Zieleń na swój sposób jest unikatowa - nie jest za ciepła, ani za chłodna, nie jest też rażąca i neonowa, dlatego mimo mocnego nasycenia koloru, można ją nosić i w dziennym makijażu, ale też i w mocniejszej, odważniejszej propozycji. Będzie szczególnie pięknie prezentować się na rudzielcach, ale także jasnych blondynkach.

Pod wpływem wody wydobywają się złote drobinki, a także cień ma znacznie mocniejszą pigmentację.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Mojito No.032. Jedna z moich ulubionych, wiosennych i letnich zieleni. Kolor jest matowy, ale nie jest on bardzo płaski, dlatego przy źródle sztucznego światła można dostrzec ujawniające się dyskretne drobinki. Sam odcień jest delikatnie sprany, pozbawiony jest mocnego nasycenia koloru (w wielu dostępnych zieleniach w podobnej kolorystyce, odcienie są wręcz neonowe i trudno je zastosować w codziennym, łagodniejszym makijażu), a dzięki stłumieniu koloru można go nosić nawet na co dzień. Bardzo dziewczęcy i wyjściowy, genialnie prezentuje się na lekko muśniętej słońcem (lub brązerem) skórze. Mimo że unikam słońca, letnie Mojito wspaniale wpisywało się w mój delikatny typ urody i nie czułam się przytłumiona kolorem, który nie jest sam w sobie mocno intensywny.

Mam dosyć skomplikowane relacje z zielenią w makijażu, a szczególnie jasną, takie kolory zazwyczaj wyglądają dobrze na kimś, ale nie do końca na mnie - ogólnodostępne propozycje okazują się na żywo za krzykliwe i przy łagodniejszej urodzie wyglądają komicznie lub też rzucają się na pierwszy plan, czego wolę unikać. Z Mojito i Cucumber nie mam takiego problemu - sprawdzają się zarówno jako pojedynczy akcent w postaci kreski na ruchomej powiece, ale także jako element bardziej skomplikowanego makijażu oka - w okresie letnim bardzo często tworzyłam za pomocą Mojito podwójne kreski w towarzystwie spranej żółci, intensywniejszego pomarańczu lub czerwieni, ale również zaznaczałam nim dolną powiekę, przy bardziej neutralnej, utrzymanej w stonowanej, brązowej barwie (chłodniejszej, ale także cieplejszej, bardziej karmelowej) przydymionej powiece. Propozycja od Ecolore szczególnie pięknie współgra z oranżem na ustach, truskawkową czerwienią i mocniejszym, fuksjowym różem, takie kolory szczególnie lubię na ustach w połączeniu z subtelną, ale zaznaczoną kolorem powieką. Mojito pozwala uniknąć monotonii i przemyca do makijażu więcej koloru, ale w subtelny i nie rażący sposób. Bardzo go polecam szczególnie latem, świetnie odświeża spojrzenie i dodaje młodzieńczego uroku, w ciepłych miesiącach porzucam czarne jaskółki na rzecz zieleni, która jest znacznie lżejsza i nie obciąża tak powiek jak czarne, mocne zaznaczenie oprawy oka. 

Jeśli chodzi o walory użytkowe - matowe cienie Ecolore są bardziej suche w dotyku (absolutnie nie mocno suche, bo wówczas miałyby znikomą przyczepność do skóry i większą tendencję do ścierania się przy nakładaniu kolejnych warstw koloru), ale moim zdaniem to ogromny plus, ponieważ łatwo się rozcierają i łączą się ze sobą, nie tworzą także zacieków i prześwitów. Na moich tłustych powiekach są także bardziej trwałe. Mimo suchości, cienie mocno się nie osypują i nie zbijają w załamaniu powieki. Dotyczy to także Mojito, chociaż najczęściej używam go do robienia kresek za pomocą Duraline Inglot

Dostrzegam pewne podobieństwo do Mint Annabelle Minerals, ale Mojito jest zdecydowanie bardziej neutralny i będzie pasował każdemu typowi urody, w propozycji Annabelle jest więcej chłodnych tonów i jest to bardziej zmrożona mięta, która nie ma w sobie aż tyle świeżości. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Cucumber No.023. Zielenie Ecolore są oszałamiające, niewiele firm oferuje tak odważne, nietuzinkowe, ale niezwykle piękne odcienie, które można jak najbardziej nosić na co dzień! Nawet kolor może być równie elegancki i ponadczasowy jak czerń i właśnie taki jest ogórek od Ecolore, który jest piękną, leśną, ciemną, głęboką zielenią. Nie skłamię, jeśli napiszę, że jest to mój absolutnie ulubiony kolor do tworzenia kobiecych, wyciągniętych jaskółek, a szczególnie jesienią i zimą, gdy stawiam na bardziej elegancki, spokojny makijaż i raczej unikam mocnych kolorów na powiekach. Wspaniale modeluje powiekę, wydawać by się mogło, że przez kolor nie do końca będzie wyglądał naturalnie, ale znacznie lepiej prezentuje się od ciemnej, smolistej czerni, czy nawet ciemnego brązu na delikatniejszym typie urody. Łagodniej i subtelniej. Ogórkowa zieleń pięknie będzie komponować się z ciemniejszą tęczówką - a szczególnie piwną i brązową, widzę ją nie tylko u brunetek, ale także u jasnych blondynek. 

Cucumber wykorzystuję głównie do tworzenia kresek, oko jest pięknie podkreślone, ale nie tak przytłoczone, jak to dzieje się w przypadku czerni. Ciemna zieleń spisuje się także jako typowy cień, chociaż jeżeli już stawiam na tak głęboki kolor, zazwyczaj trafia w zewnętrzny, przyciemniony kącik i do pogłębienia linii załamania. Pięknie komponuje się ze złotem, starym złotem i oliwkową, ozłoconą zielenią, z Italian Olive oraz Golden Rain tworzy wspaniały, niezwykle kobiecy duet. Lubię go także łączyć z brązami, makijaż nabiera leśnego, drzewnego charakteru - generalnie wszystkie zielenie Ecolore wspaniale komponują się z brązami, dając unikatowy efekt. Leśna zieleń ciekawie kolorystycznie zgrywa się także z popularnym kolorem marsala, truskawkowym różem, oranżem oraz głęboką, śliwkową barwą, ale nie lubię takich połączeń na jednym oku - zazwyczaj stawiam na mocny kolor na ustach. Cucumber ma matowe, bezdrobinkowe wykończenie, chociaż przy źródle światła widać drobniutkie, iskrzące migotki, zapewniające bardziej naturalne i mniej płaskie, matowe wykończenie.

Pigment jest mocniejszy niż w cieniach o wykończeniu rozświetlającym marki, jest także bardziej trwały i na dobrze przygotowanych powiekach nie ma tendencji ani do zbijania się w załamaniach ani do tracenia nasycenia koloru z upływem czasu. Mimo dobrej pigmentacji, nie jest ona skoncentrowana, a można ją bez problemu budować, dzięki temu cienie nie sypią się i łatwo się nimi pracuje, budując różny stopień nasycenia koloru. Szczególnie przy ciemnych kolorach łatwo o nierówną koncentrację koloru - czasami pigment za bardzo przylega do skóry i tworzą się nieestetyczne placki - zapewniam, że nie ma to miejsca przy cieniach Ecolore, ale także i konkretnych, ciemniejszych barwach marki, dzięki wspomnianej suchości jaką posiadają (dla przykładu cienie Neauty, które są przyjemniejsze w dotyku, są już trudniejsze w obsłudze i mimo atrakcyjnej ceny nie wiem czy skuszę się na pełnowymiarowe, malutkie, 1g słoiczki).

Oszałamiająca trwałość, szalona wręcz pigmentacja i trwałość. Jedna z najlepszych propozycji Ecolore, którą warto, a nawet trzeba zakupić.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Hello Blondie! No.024. Genialny, matowy cień, zarówno do modelowania powieki, podkreślania kości policzkowych, jak i brwi. Jeśli posiadasz ciemną oprawę oczu, a zastosowanie produktów do brwi w podobnym kolorze powoduje efekt Breżniewa, polecam zapoznać się z wywołanym z tłumu produktem Ecolore. 

Kolor neutralny - nie za chłodny, nie za ciepły, dlatego do modelowania powieki sprawdzi się u każdego, z wyjątkiem ciemnych karnacji z oczywistych powodów. Hello Blondie! to też świetny cień do modelowania twarzy dla osób bladych, mających problem z chłodnymi brązerami, jak i tymi cieplejszymi - zauważyłam spory deficyt kosmetyków brązujących w zbilansowanych tonach, co staje się sporą przeszkodą dla tych najjaśniejszych. 

Blondynką wymodelujesz sobie oko, podkreślisz brwi, ale także i kości policzkowe. Jeden cień - kilka zastosowań. Formuła jest bardzo przyjemna i łatwa w obsłudze, dlatego trudno zrobić sobie krzywdę tym produktem i zacząć straszyć ludzi na ulicy, a ze względu na prosty, mineralny skład, można nim elegancko wykonać makijaż niemalże całej twarzy bez obawy o nalot wyprysków. Bardzo dobrze się rozciera, jeden z najlepszych cieni transferowych w ofercie. Moim zdaniem to absolutny must have i jeśli chcesz zacząć swoją przygodę z cieniami mineralnymi, powinieneś zacząć właśnie od tej propozycji. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Italian Olive No.017. Ozłocone khaki. Ciemna, chłodna, brudna, militarna zieleń, Italian Olive dodatkowo zawiera mnóstwo drobinek w  kolorze starego złota. Idealny jesienny kolor, nie tylko dla brunetek, ale także i blondynek. Szczególnie polecam go przygaszonej jesieni. Cień Ecolore może posłużyć nie tylko jako pigment (jego efekt można wzmocnić nakładając palcem dodatkowo Golden Rain), ale także do wykonania smolistego smoky, bowiem zatraca drobinki wraz z kolejnymi ruchami pędzla. Aktualnie mój ulubiony cień w kolekcji Ecolore.

Od lewej: Hello Blondie, Italian Olive, Hazelnut, Chocoholic. Od góry - aplikacja na sucho, dół - na mokro

Oliwka świetnie współgra z jasnym, neutralnym makijażem, ale także mocnymi ustami, szczególnie szlachetną, głęboką, chłodną śliwką. Italian Olive sprawdzi się przy każdej tęczówce, ale najpiękniej prezentuje się na piwnym zabarwieniu. Cień prezentuje się także genialnie na opalonej skórze, szczególnie o lekkim, oliwkowym zabarwieniu.

Aplikowany na mokro staje się bardziej zielony, a także ma bardziej rozświetlające wykończenie. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne


Hazelnut No.025. Bardzo chłodny, orzechowy, zimny, ale sam w sobie nie jest głęboko brązowy, nasycony. Wspaniale sprawdzi się do podkreślenia brwi, ale także zewnętrznego kącika. Bardzo lubię nim przyciemniać linię rzęs, jeśli czerń okazuje się dla mnie za ciężka na co dzień, podobnie postępuję w rysowaniu kresek. Świetny także do modelowania powieki, nawet dla jasnej powieki, jeśli stawiasz na bardziej zdefiniowany kształt oka. Wspaniale także wyciąga zewnętrzne kąciki oraz sprawdzi się do podkreślania brwi. Odcień posiada możliwość budowania koloru. Sprawdzi się na każdym typie urody, dlatego jeśli nie wiesz do końca na co się zdecydować, Hazelnut jest doskonałym wyborem. 

Posiada możliwość budowania koloru, po raz kolejny nie jest mocno nasycony, dlatego ma znikomą tendencję do osypywania się i tworzenia plam, które ciężko jest potem rozetrzeć. Trwałość na wysokim poziomie. Po wpływem wilgoci staje się bardziej szary, a także posiada mokre, rozświetlające wykończenie. Szczerze polecam.  

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Chocoholic No.015. Kolor mlecznej czekolady, z delikatną nutą czerwieni. Piękny, głęboki, nasycony, ale nadal z możliwością budowania koloru. Gorący, idealny dla ciepłego typu urody. Nie posiada żadnych drobinek, ale ma bardzo gładkie, subtelne wykończenie. Można nim wykonać piękne smoky eye. Cieniem podkreślam nie tylko zewnętrzny kącik, ale przyciemniam nim całą powiekę ruchomą i delikatnie rozcieram na granicach. Idealny do świątecznego makijażu. Sprawdzi się także do podkreślenia brwi u osób z bardzo ciepłym typem urody lub z rudymi włosami. Podobnie jak Hazelnut pod wpływem wilgoci zupełnie zmienia swoją barwę i zyskuje rozświetlające wykończenie.

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Dark Wood No.026. Chłodny, ciemny, ale nie mocno nasycony brąz. Idealny cień do podkreślenia brwi brunetki. Jeśli masz ciemną oprawę oczu i poszukujesz idealnego koloru dla siebie, Dark Wood będzie idealnym wyborem. Ogromnym plusem tego koloru jest jego słabo nasycona baza, dlatego można nim idealnie, bez obaw podkreślić nie tylko łuk brwiowy, ale wykonać także smoky eye. Nie trzeba szczególnej uwagi, aby podkreślić nim zewnętrzny kącik. Jeden z najlepszych i najbardziej uniwersalnych cieni Ecolore, którego zakupu na pewno nie będziesz żałować, ponieważ jest w ciągłym użyciu. Można nim także ochładzać cieplejsze, sypkie brązery. Świetny, bardzo trwały, posiada możliwość budowania koloru. Polecam. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne


Raisin No.016. Głęboki kolor gorzkiej czekolady z delikatnie zauważalną, fioletową nutą, roziskrzony milionem drobinek, połyskujących na różowo i srebrno. Baza jest dobrze nasycona, bardzo błyszcząca. Cień zyskuje na mokrym wykończeniu, a także nakładany na ciemną bazę. Idealny do wykonania smoky eye. 

Raisin wykonasz także piękną, brązową kreskę, pod wpływem wody staje się bardzo ciemny, nasycony, słabiej połyskuje. Bardzo dobra trwałość, bezproblemowa aplikacja, piękny efekt końcowy. Cień sprawdza się najlepiej jako pigment. Zdecydowanie godny polecenia, szczególnie dla fanek czekoladowych, roziskrzonych powiek. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Bitter Chocolate No.018. Bardzo podobny do Raisin, z tym, że jest bardziej czekoladowy i nasycony. Posiada złote, opalizujące drobinki. Bardzo dobrze napigmentowany. Świetny jako pigment, do ciemnego smoky. Pod wpływem wody jego rozświetlające wykończenie jest bardziej zintensyfikowane.

Od lewej: Dark Wood, Raisin, Bitter Chocolate, Heavy Metal. Góra - aplikacja na sucho, dół - na mokro


Bardzo trwały, pięknie wygląda na powiece, zdecydowanie warto polecenia. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Heavy Metal No.020. Cień kameleon. Wprawdzie nie ma rozświetlającego wykończenia, ale nakładany na sucho to niepozorna, słabo napigmentowana czerń, ale poprzez aplikację na mokro staje się bardziej niebieski, grafitowy i piekielnie napigmentowany. Trwałość na bardzo wysokim poziomie. 

Światło dzienne, doświetlenie (nadal światło dzienne), światło sztuczne

Black Swan No.027. Smolista, głęboka, bardzo dobrze napigmentowana czerń. Doskonale się rozciera. Na mokro jest absolutnie czarna. Bardzo lubię jej używać do bardzo ciemnego smoky, jedna z niewielu czerni, z która naprawdę przyjemnie się pracuje i po skończonym makijażu nie wygląda się jak po całym dniu w kopalni węgla, 

Reasumując, cienie są zdecydowanie warte swojej ceny. Większość z nich zyskuje poprzez aplikację na mokro, na sucho, to świetnie cienie do rozcierania granic i bardzo delikatnego makijażu. Z racji zbliżających się Mikołajek oraz Świąt Bożego Narodzenia, warto sprawić sobie dobrej jakości prezent i zakupić chociaż podstawowe, bazowe cienie, które są niezbędne w codziennym makijażu.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam,
Ewa

29 komentarzy:

  1. piękne. Cięzko wybrać ten najładniejszy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brak daty ważności jest dużą zaletą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie w produktach mineralnych, które są bardzo wydajne :)

      Usuń
  3. Jakie fantastyczne kolory!!!

    Mam 2 cienie z Ecolore i bardzo je lubię, a co do "sypkiej formy" - to ja najbardziej lubię się malować sypkimi cieniami, bo takie najlepiej umiem obsługiwać. Nauczyłam się malować na minerałach i to są ciągle moje ulubione kosmetyki do makijażu. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak nie widzę różnicy miedzy sypkimi, a prasowanymi, dobre cienie prasowane po dotknięciu pędzlem nabierają sypkiej formy, a i przy tym sporo produktu niestety się marnuje, dlatego i ekonomiczniej i bezpiecznej dla zdrowia oczu stosować cienie mineralne :)

      Usuń
  4. Ładne, ale szkoda, że mają tak mało jasnych, kremowych, waniliowych odcieni :( Takich do prostych, codziennych makijaży niebieskich oczu o ciemnej powiece i głęboko osadzonych. Jeśli Vanilia jest mało kryjący, to chyba nie znajdę tu nic dla siebie. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vanilla ma dobre krycie, ale kiedy jest nakładany na mokro :) Trochę bez sensu, aby marka wypuszczała po kilka odcieni bazowych, moim zdaniem oferta Ecolore jest bardzo udana i zróżnicowana :) Jeśli szukasz czegoś mocniej kryjącego na sucho, polecam Vanilla Annabelle Minerals :)

      Usuń
  5. Cienie mineralne są wybawieniem dla moich wrażliwych oczu, a ecolore sprawdzają się świetnie. Przed nałożeniem kładę na powiekę, jako bazę, korektor Beige Due Ecolore, fajnie rozjaśnia i wyrównuje koloryt powieki. Potem nakładam cień. Przy szybkim makijażu, często wklepuje cień palcem. Zyskuje wtedy na intensywności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że także jesteś zadowolona z cieni Ecolore :) Także miewam problemy z oczami, a szczególnie ich wzmożoną wrażliwością i cienie Ecolore sprawdzają się świetnie, :)

      Usuń
  6. Jak miło widzieć kolejny post! :) czekałam niecierpliwie :) mam nadzieję że u Ciebie wszystko dobrze, również na studiach (wspominałaś kiedyś, że uczęszczasz na studia medyczne - wiem, jaki to ogrom pracy).
    Nie planuję zakupu cieni mineralnych... ale będąc w potrzebie na pewno przyjrzę się tym proponowanym przez Ciebie szczególnie jako te bardzo uniwersalne i bazowe. Brązy też wpadły mi w oko. W ogóle cienie mineralne są piękne i jeśli tylko ktoś bawi się cerą i makijażem jak płótnem i farbami - to chyba dają wyjątkowe pole do popisu.... :)
    ps. nadal szukam ideału myjącego - czy miałaś do czynienia z myjącą bazą żelową z ecospa? http://ecospa.pl/produkt/bazowy-zel-do-mycia-ekologiczny#tabs1
    tu jej skład: Aqua, Potassium Cocoate*, Potassium Oleate**, Kwasy tłuszczowe betainy (Lauryl Betain), Gliceryna***, Alkohol benzylowy, Sole kwasów tłuszczowych oleju palmowego (Potassium Palm Kernelate), Kwasy tłuszczowe oleju z nasion palmowych, Glukozyd decylowy, Cytrynian tripotasu
    produkt ma wysokie pH (9.27) ale jako iż jest w płynie, może możnaby dodać do niego kwasu mlekowego do obniżenia pH do neutralnego? zastanawiam się czy takie obniżenie ph nie wpływa na skuteczność detergentów jak potassium oleate, cocoate itp... bo jeśli nie to może możnaby tak kombinować z mydłami w płynie/ o galaretkowatej konystencji?
    Uwielbiam czarne mydło babci agafii i gdybym tylko mogła to stosowałabym go też na twarz, nie robię tego jednak ze względu na ph i jego wpływ na buzię.
    Pozdrowienia! :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. wszystko jest ok :)

      Niestety nie znam tej bazy żelowej, ale zawiera substancje mydlane, stąd tak wysokie pH. To po prostu mydło w płynie, pH tak łatwo nie obniżysz, ze względu na stabilne, mocno zasadowe sole kwasów tłuszczowych, a jeśli obniżysz, to osłabisz moc myjącą bazy myjącej, ponieważ jak sama nazwa wskazuje, sole będą posiadały najlepsze właściwości oczyszczające, pieniące w swoim zasadowym środowisku.

      Usuń
    2. To się cieszę :)
      Ok, dzięki za konkretne wyjaśnienie.

      Usuń
  7. Ewo, bardzo zaintrygowała mnie formuła Skinoren + tonik z gluko. Ale po każdorazowym przetarciu skóry tonikiem moja buzia szczypie mnie i robi się czerwona... Powinno tak być? Wydaje mi się, że nie... Mam naprawdę sporo plam potrądzikowych i chcę je wytępić:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozito, jeśli Twoja skóra źle reaguje na glukonolakton w takiej formie, to spróbowałabym go jeszcze stosować w formie maseczek oczyszczających (dodajesz do glinki itp) w ilości 5%, podobnie możesz postępować w masce nawilżającej. Jeśli produkt nadal będzie wywoływał podrażnienia, to odpuściłabym sobie kwasy PHA, które są dosyć specyficzne, z teorii powinny być bardzo deliaktne, ale mogą mieć przez swoje duże cząsteczki działanie drażniące. Podrażnienie może być też wynikiem ogólnej formulacji toniku, dlatego najlepiej poobserwować jak ten kwas sprawdza się w maskach, jeśli efekty są podobne, to prawdopodobnie nie jest to produkt dla Ciebie. A sam tonik należy natychmiast odłożyć i niepotrzebnie nie drażnić skóry.

      Na przebarwienia bardziej polecam niacynamid i witaminę C, same środki złuszczające nie usuwają przebarwień potrądzikowych, chyba, ze są to już przebarwienia utrwalone, ale wtedy walka z takimi zmianami trwa długimi miesiącami, a nawet latami i liczy się głównie działanie złuszczające oraz bardzo wysoka ochrona przeciwsłoneczna.

      Usuń
    2. Rozito,a ja bym na Twoim miejscu najpierw sprawdziła ph toniku. Pamiętam,że przy moich początkach,właśnie z tym kwasem,bywało tak,że ph obniżało mi się na równe 3 i tym samym bardzo podrażniało mi cerę. Najlepiej byś trzymała ph w granicy 4 czy 4.5.
      Co do witaminy C to lepiej użyj olejowej formy. Kwas askorbinowy potrafi bardziej podrażnić cerę niż glukonolakton(czy to w formie toniku czy krótkiego peelingu).

      Usuń
    3. Mnie w toniku podrażniał hydrolat z pomarańczy, nie sam kwas. Zamieniłam na wodę i jest dobrze. Ewa słusznie zwraca uwagę na całą formułę:)

      Usuń
  8. Hej! :) a próbowałaś kiedyś delikatniejszych rzeczy niż kwasy? Np witaminy b3, dipalmitynianu kojowego, arbutyny, witaminy C, kwasu alfa liponowego? Przebarwienia to też mój problem, odstawiłam kwasy rok temu (za bardzo podrażniały moją skórę, nie miały na nią dobrego wpływu) i regularne peelingi enzymatyczne (bromelaina) oraz mgiełki/sera z udziałem tych składników dają u mnie radę :) od dłuższego czasu jeśli walczę to tylko z pojawiającymi się świeżymi przebarwieniami, starych już nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana Ewciu, bardzo dziękuję Ci za wspaniały opis cieni. Jakiś czas temu obiecywałaś post na temat cieni ecolore a ja niecierpliwie czekałam na niego.
    Sama przymierzam się do zakupu kilku odcieni a dzięki Tobie będzie łatwiej podjąć decyzje. Szkoda tylko że Black Friday już za nami :(
    Może jeszcze na mikołaja ecobelle zrobi jakąś promocje.
    Mam jeszcze takie pytanie, czy masz może porównanie odcienia Vanilla Pudding do cienia Cream Soda z Lili Lolo? Ja właśnie posiadam ten z LL ale niekorzystnie w nim wyglądam i szukam czegoś bardziej rozświetlającego ale i też kryjącego.
    Gorąco pozdrawiam
    - Wanilia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety trochę spóźniłam się z recenzją, ale na pewno pojawią się jeszcze spore obniżki z okazji Świąt, Nowego roku ;)

      Cream Soda nie ma takiego rozświetlającego wykończenia, jest też ciemniejszy i bardziej żółty. Vanilla nie jest mocno kryjąca, ale ma bardzo ładne, rozświetlające, jasne wykończenie, jeśli nałożysz ją na mokro, na pewno nie będziesz narzekać na krycie :) Na sucho - z tym jest średnio ;)

      Usuń
  10. Witaj Ewo!
    Chciałabym prosić Cię o poradę odnośnie mojej pielęgnacji. Niedługo kończę 36 lat,moja cera jest bardzo tlusta ale żadne niespodzianki juz sie nie pojawiają.
    Jestem teraz w 5 mies.ciąży i skóra wyglada bardzo dobrze,mam wrażenie ze cera mniej sie przetłuszcza ale zrobiła sie tez bardziej sucha na całym ciele. Nie wiem czy to wpływ hormonów?

    Ale wracając do twarzy mam ciągle problem z odwodnioną skórą szczególnie w okolicy oczu i przy nosie. Jak sie uśmiecham to skóra jest wrecz w tych miejscach tak naciagnieta i tworzy sie siateczka zmarszczek,nie wiem jak to wytłumaczyć. Widać, ze jest mało elastyczna i taka jakby pergaminowa.
    Przeczytalam po kilka razy twoje wpisy o nawilzaniu i stwierdziłam,ze do tej pory moim błędem w pielęgnacji było to że stosowalam np.wodne serum ale na to nie nakladalam żadnej okluzji co jeszcze bardziej odwadnialo mi skórę.
    Zmieniłam mój schemat pielęgnacji i obecnie wygląda on tak:
    1.rano przecieram twarz płynem micelarnym lipowym Sylveco(każdy kontakt z wodą kończy sie potwornym sciagnieciem twarzy)
    2.następnie zielone serum Bielendy
    3.kiedy serum sie wchłonie, Avene post acte i spryskuje twarz mgiełka Vianek
    4.makijaż EL double wear w niewielkiej ilości,puder z mikrosfrerami silikonowymi i bronzer(taki schemat bardzo mi pasuje i w koncu mat utrzymuje mi sie dłużej niz 1h)
    5.makijaz zmywam odzywczym mleczkiem do demakijażu Vianek(bardzo go lubie) zmywanym mokrymi płatkami kosmetycznymi i doczyszczam micelem Sylveco. Następnie przecieram twarz hydrolatem z róży.
    6.później idzie serum Liq CC rich i na to krem.obecnie cera+ do skóry odwodnionej a wcześniej mialam próbkę biolaven na noc z lawendą i był calkiem fajny.Chociaż boję sie czy na dłuższą metę nie byłby dla mnie za ciężki. Na koniec spryskuje twarz mgielka

    Raz w tygodniu maseczka algowa Nacomi i peeling enzymatyczny Ava.

    Taką pielęgnację stosuje teraz od około 3 tygodni ale jak na razie nie widze zadnej poprawy. Skóra zaczęła mi sie delikatnie luszczyc w okolicach brody i nosa i wyskoczyly drobne czerwone krosteczki. Odstawiłam na kilka dni serum z wit.C i krostki zaczely znikać.

    Co myślisz o takim schemacie bo ja juz nie mam pomysłu co mogę zmienić.Czy dac jeszcze sobie czas i stosować taką pielęgnację nadal? Mieszkam zagranica i bedac na swieta w Polsce chciałabym zrobić zapas kosmetyków dlatego prosze Cię o radę.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję rozpoczęcia studiów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, myślałaś o czymś tak prozaicznym jak tarcie płatkiem kosmetycznym? Gdy przestałam, cera jednak szybko się poprawiła - oczywiście całego problemu nie załatwiła, ale to był wielki krok na przód :)

      Usuń
    2. Nie trę suchym platkiem kosmetycznym tylko zwilżonym wodą i robię to delikatnie wiec myślę że nie ma to aż takiego wpływu. Poza tym jak miałabym usuwać mleczko z twarzy? Żadne preparaty myjące spłukiwane wodą nie wchodzą w grę,probowałam już żeli kremowych i olejków do mycia (tylko olejek plus emulgator) i po jakimś czasie skóra wyglądała dużo gorzej.

      Usuń
  11. Super post :D Czytam twojego bloga dopiero od paru dni ale jest taki ciekawy, że nie moge sie oderwać. Widac ze masz ogromna wiedze na ten temat, dlatego chciałąbym sie ciebie poradzic w jednej sprawie. Otóz mam cere trądzikowa obecnie używam Normaclinu i cera nie wyglada najgorzej jednak kiedys stosowalam Axotret przez okolo 3 miesiace, musialam przestac ze wzgledu na podwyzszone wyniki. W czasie tej kuracji mialam bardzo wysuszona cere ( normalne jak sie stosuje mocne srodki), ale moim błędem byl brak nawilzania cery. Teraz skora szczegolnie na policzkach i nosie jest nadwrażliwa , czesto sie robi czerwona ( jak jest zimno, gorąca albo nawet jak sie smieje). Chcialabym sie cie prosic czy mozesz mi jakos poradzic co robic. Jak mogę ja odbudowac, albo co zrobic zeby naczynka byly bardziej odporne. Dzieje sie tak od okolo roku. Staram sie ta cere jakos odbudowac ale nie wiem co juz stosowac > Wiadomo chcialabym to zrobic w miare naturalnie ( chodzi mi, że wolałąbym unikac jkichś wizyt u kosmetyczki albo lekarzy estetycznych itp ;))
    dzieki twojej recenzji zamierzam kupic peeling z e-naturalne z owocó egzotycznych i
    szukam jakiegos dobrego kremu nawilzajacego. Obecnie nie stosuje zadnych mocnych srodków( jedynie normaclin )i jeszcze dodatkowo biore cynk w tabletkach :D
    Mam nadzieje, że mozesz mi pomoc . Chciałąbym sie w koncu uporac z tym problemem :P
    Pozdrawiam, twoj blog jest bardzo inspirujacy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. WItaj, nie wiem czy wracasz do komentarzy z poprzednich postów, ale spenetrowałam dziś większość Twojego bloga i skomentowałam post z atre:

    Witaj, zazdroszczę Ci bardzo, ponieważ u mnie atrederm naprawił koloryt, moja twarz zaczeła być widoczna ze tak napiszę, jednak zaskórniki są dalej.. pryszcze jako tako przestały wyskakiwać, a zaskorniki się zminimalizowały jednak dalej są, a te na czole wręcz nie ruszone.. stosowałam do regularnie 4 miesiące, trzy dni smarowałam dwa przerwy wraz z mydłem aleppo 40%, hydrolatem lawendowym lub różanym i kremem z fitomedu 12 i czasem gdy potrzeba było tłuścioszkiem avene- cicalfate. Co zawiodło? nie wiem.. nie wiem też czy mam zrobić teraz przerwe czy kontynuować smarowanie. Proszę o odpowiedź. Mam 23 lata a problem z nimi jest od zawsze, cerę miałam tłustą lecz odwodnioną, teraz trudno określić ponieważ jest w leczeniu. S. - używam stężenia 0.05 %.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej :D Mam jedno pytanie. Po przeczytaniu postów dot nawilzenia cery zabieram sie ( przynajmniej probuje :D ) do zrobienia wlasnego kremu nawilzajacego. pRODUKTY Planuje kupic ze strony e naturalne. Krem chce zrobic na bazie bez gliceryny i do tego takie skladniki jak mocznik albo mleczan sodu( humektanty gleboko wnikajace), proteiny zbożowe ( do okluzji ) i witamine B5 albo B3. czy tyle skladnikow wystarczy zeby krem dzialal? w jakich ilosciach je ze soba polaczyc ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga Ewo albo Wy Dziewczyny, czy macie może doświadczenie z cieniami firmy Rhea. Ja posiadam próbkę jednego z czarnych odcieni który używam od roku do robienia kreski i jestem bardzo, bardzo zadowolona. Widzę, że firma ma dosyć bogatą ofertę wszelkich kolorów i przystępne ceny. Jeśli posiadacie ich cienie, proszę, podzielcie się opinią. Z gory dziękuję
    Wanilia

    OdpowiedzUsuń

Super, że jesteś! 👍👍👍

Jeśli temat Cię zainteresował, chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, a może potrzebujesz pomocy - podziel się tym w komentarzach. Jeśli wymagasz kompleksowej pomocy i nie radzisz sobie z nadmiarem informacji - warto skorzystać z moich usług: mini-porady, czy też prywatnej konsultacji. Nie udzielam rozbudowanych informacji w sposób bezpłatny, komentarze wyczerpujące, długie, kwalifikują się już do starania się od prywatne rozpatrzenie poprzez drogę e-mailową: mademoiselleeve@wp.pl

Pamiętaj, że nie jesteś sam - trądzik, to choroba, która dotyka nie tylko osoby w wieku dorastania, ale także dojrzałym, a jednocześnie łączy wszystkich w tym miejscu. Dołącz do społeczności i zacznij cieszyć się piękną cerą !

Proszę o nie reklamowanie się na moim blogu. Reklama w tym miejscu jest płatna, a każdy przejaw autoreklamy będzie skrupulatnie moderowany. Artykuły sponsorowane na moim blogu mają dokładne oznaczenia - jeżeli taka informacja nie znajduje się na końcu artykułu, jego opracowanie odbyło się bez nakładów pieniężnych.

Cenię wolność słowa, aczkolwiek komentarze są przeze mnie moderowane. W tym miejscu obowiązują pewne zasady, to JA jestem Administratorem tej strony, to JA codziennie wkładam w nią mnóstwo serca, trudu i potu, a także to JA w nią inwestuję ogromne podkłady pieniężne, jeśli zatem coś mi nie odpowiada, to tylko i wyłącznie JA decyduję o tym, czy coś powinno, czy też nie powinno zostać zmodyfikowane/usunięte/przetworzone.

Proszę o kulturalne wyrażanie się - nie tylko z poszanowaniem Administratora, ale również i pozostałych czytelników. Rodzenie sensacji, która ma na celu agresywne pobudzenie działalności czytelników, niekonstruktywna krytyka oraz nic nie wnoszące komentarze o znamionach negatywnych są również przeze mnie moderowane.

PROSZĘ JEDNOCZEŚNIE O UMIESZCZANIE KOMENTARZY POD NAJNOWSZYMI ARTYKUŁAMI. Dziennie otrzymuję dziesiątki, jeśli nie setki komentarzy, nie jestem w stanie na nie wszystkie odpowiedzieć, jeżeli są rozbite na wiele postów - zawsze coś umknie mojej uwadze, nawet pomimo dokładności i skrupulatności w działaniu.

Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger