Na przestrzeni lat bardzo zmieniłam swój stosunek do kremów ochronnych. Jestem zdecydowanie mniej restrykcyjna niż kiedyś i z całą pewnością wynika to ze stanu mojej skóry i zależności, jakie zauważyłam podczas regularnego stosowania kremów ochronnych. Z tych prostych względów, po tłuste konsystencje sięgam tylko wtedy, gdy występuje u mnie realne prawdopodobieństwo poparzenia słonecznego oraz gdy moja skóra wymaga mocnej okluzji (np. mroźną zimą). Nie nakładam filtrów codziennie i w pocie czoła robię wszystko, aby zmyć je jak najszybciej z powierzchni skóry.
Zdanie zmieniłam po idealnym dopracowaniu swojej pielęgnacji. Ze względu na to, że prowadzę bloga urodowego, nie mogę zatrzymać się na tym, co się u mnie sprawdza - poświęcam swoją skórę, na stosowanie kolejnych nowości i nowych konsystencji, aby móc o nich napisać i dowiedzieć się czegoś nowego, i oczywiście się tą wiedzą podzielić. Produkty pielęgnacyjne to jednak inna kategoria. Można je nakładać w malutkiej ilości, jakoś umiejętnie wpleść w pielęgnację, nie reaplikować, bo po co. Mimo że moja skóra ulegnie początkowemu pogorszeniu, jestem w stanie opanować sytuację bardzo szybko i nadal cieszyć się stanem idealnym.
Problemy jednak zawsze pojawiają się wtedy, kiedy zaczyna być bardzo słonecznie. Po raz kolejny stoję na rozdrożu i muszę to napisać: rezygnuję z codziennej ochrony przed słońcem. Moja cera bardzo źle reaguje na taką dawkę okluzji, w przeciągu kilku godzin, niezależnie od formuły preparatu, zaczyna się nadmiernie pocić i pojawia się cała wataha zmian podskórnych i zapalnych, i nie tylko na brodzie i skroniach, ale również na policzkach, które od jesieni były nietknięte choć jedną zmianą zapalną, czy nawet bolącym naciekiem. Skóra swędzi i nagminnie ropieje, dodatkowo pojawia się problem łojotoku wywołanego - filtry niestety dostarczają mi nadwyżkę emolientów, których moja cera nie potrzebuje. Pojawia się znowu trądzik. Nie mam zaskórników, bo oczyszczam skórę bardzo dokładnie, ale to nie wystarczy, aby zapobiec zmianom zapalnym za które jest odpowiedzialna konsystencja takich produktów i wystarczy mi nawet krótki kontakt z takim preparatem, aby obserwować ciągle pogarszającą się kondycję cery.
Bardzo chciałabym stosować ochronę przeciwsłoneczną bez preparatów regulujących. Moja letnia pielęgnacja zapewniała mi idealny stan skóry bez żadnych środków drażniących i nigdy nie miałam tak pięknej cery, nawet wtedy, gdy dotykał mnie tylko trądzik zaskórnikowy. Doszłam do smutnej konkluzji, że to jest kompletnie bez sensu. Gdy stosuję regularnie retinoidy, skóra staje się bardziej odwodniona i podrażniona, a więc i bardziej wrażliwa na słońce, a preparat ochronny w takim zestawieniu tak naprawdę wyrównuje mi naturalną ochronę przeciwsłoneczną. Gdy nie stosuję żadnych kremów ochronnych i żadnych preparatów do regulacji, moja cera nie sprawia mi takich problemów, jest naturalnie bardziej odporna i zwyczajnie zdrowa. Jestem już na takim etapie, że z dwojga złego, wolę cieszyć się subtelnymi piegami i opalenizną, niż kolejną porcją przebarwień pozapalnych i wgłębień potrądzikowych, które w każdej chwili mogą być utrwalone przez słońce i wymagają dawki niezbędnych kosmetyków mikrozłuszczających, przeciwzapalnych i silniej oczyszczających, które jakoś podratują katastrofę, jaką fundują mi kremy ochronne. Z prostej pielęgnacji, robi się znowu cała chmara produktów, których obecność jest niezbędna, gdy chcę stosować kremy z filtrami.
Piszę to ze smutkiem, i złością jednocześnie, bo naprawdę wiem, że ochrona przeciwsłoneczna jest potrzebna. Wiem, że słońce jest bardzo szkodliwe, gdy nie korzysta się z jego właściwości z umiarem, ale ja mówię szczerze dość. W tym roku zamierzam bazować tylko na podkładach mineralnych i ochronie fizycznej, a po kremy ochronne sięgam tylko wtedy, gdy ryzyko uszkodzenia mojego naskórka będzie bardzo wysokie, a ja nie będę w stanie w żaden sposób tego uniknąć. Jest mi z tym źle, że udzielam rad pielęgnacyjnych, a moja skóra jednocześnie odmawia mi posłuszeństwa, bo trzeba ją przecież chronić kremami, które straszliwie mi zbrzydły i tylko powodują coraz to gorszy stan skóry. Na pewno znajdą się takie typy skóry, które zareagują pozytywnie na kremy ochronne, ale ja się do tej grupy niestety nie zaliczam i jest mi szkoda mojej cery, zwłaszcza, że walczę z trądzikiem już kupę czasu i w końcu doszłam do efektów, z których jestem zadowolona. I tak zasadniczą część czasu spędzam na pracy, w pomieszczeniu zamkniętym, praktykuję pielęgniarstwo również nie na przestrzeni otwartej, a zamkniętej, a przechadzki po mieście i zakupy są moją wieczorną domeną. Przestałam wpadać w paranoję już kilka lat temu, ale aktualnie daję sobie mnóstwo luzu w temacie ochrony przeciwsłonecznej. Najlepszą ochroną przed słońcem jest unikanie kontaktu z promieniami, bo żaden, nawet najlepszy i najbardziej stabilny preparat ochronny nie zapewnia 100% ochrony przy rażącym słońcu. I jest to ochrona gwarantowana przez dość krótki czas. W odróżnieniu od minerałów, które mimo że ochronę przeciwsłoneczną mają niską, to zdecydowanie bardziej wydajną.
Ostatnim minusem kremów ochronnych jest nie tylko ich słaba użytkowość i tłustość, ale fatalny wpływ na odzież. Od dawna nie stosuję kremów ochronnych w rejonie ciała, bo musiałabym chodzić odstrojona w ciuchach do sprzątania, aby móc zaaplikować je na większe powierzchnie ciała. Nie wiem, i nie chcę wiedzieć, ile ubrań zniszczyłam przez filtry (żółte, pomarańczowe nacieki, których nie można wybielić nawet chlorem), ale aktualnie uzupełniam szafę w lepszą jakościowo odzież i jest mi zwyczajnie szkoda nowych ubrań. Zwłaszcza, że celuję w naturalne tkaniny, które są dość delikatne i nie zniosą bardziej agresywnych form czyszczenia.
Mam nadzieję, że rozumiecie. Testuję dla Was nowości filtrów ochronnych pod kątem ich użytkowości, zakresu ochrony i wykończenia, ale nie tak często, jak część osób może się spodziewać. Produkty poznaję w warunkach faktycznej potrzeby, gdy mają szansę się wykazać i zapewnić mi obiecaną ochronę. Moje testy są nadal obiektywne i rzetelne, myślę, że nie muszę nakładać takich preparatów codziennie, aby ocenić właściwości użytkowe oraz zapewnianą ochronę przez produkty zapewniające ochronę przed słońcem. Nie oceniam produktów tego typu pod względem komedogenności, ponieważ one zawsze będą obciążające dla naskórka, już nie chodzi o formuły takich preparatów, ale przede wszystkim o niezbędną ilość, jaką należy zaaplikować każdorazowo na skórę.
KIEDY SIĘGAM PO KREMY OCHRONNE?
W podbramkowych sytuacjach, gdy kontakt ze słońcem będzie trwały, nieprzerywany i faktycznie niebezpieczny, przez co najmniej 20-30 minut. Jeżeli wiem, że w danym miejscu mogę skorzystać z cienia, a także wejść w pełnym kapeluszu, okularach przeciwsłonecznych oraz zwiewnej, całościowej odzieży nie stosuję preparatów ochronnych. Stawiam przede wszystkim na unikanie kontatu ze słońcem w godzinach najbardziej nasłonecznionych oraz bardzo ostrego promieniowania (wschodzące i zachodzące słońce) i korzystam za każdym razem z cienia. Nie przebywam również na słońcu zbyt długo, i nie tylko ze względu na widmo przebarwień, ale na nasilanie odwodnienia i tym samym migreny, jakie bardzo często pojawiają się w sezonie letnim. To wszystko.
POLECANE PREPARATY OCHRONNE W SEZONIE LETNIM 2017
Wybrałam najlepsze, najbardziej stabilne i pewne, jak dotąd, formuły kosmetyczne, które mogą sprawdzić się na kilku typach skóry. Wyróżniają się na tle innych, dostępnych, aptecznych preparatów. W zestawieniu nie uwzględniłam filtrów azjatyckich, ponieważ ich ochrona jest znacznie niższa od ochrony, jaką zapewniają kremy ochronne europejskie oraz australijskie. Produkty podlegają innym normom i regulacjom, dlatego postanowiłam wykluczyć je z mojego rankingu. Jeżeli już sięgam po preparat ochronny, wymagam przede wszystkim stabilnej i pewnej ochrony, której filtry azjatyckie nigdy, w dla mnie w satysfakcjonujący sposób, nie zapewniły. Filtry azjatyckie bazują głównie (nierzadko tylko) na filtrach przenikających, które mimo że zapewniają dobrą użytkowość, gwarantują strasznie kiepską ochronę przed promieniowaniem UVA. Wynika to ze specyfikacji chemicznej filtrów przenikających. Takie formuły nie są stabilne chemicznie, szczególnie w kontakcie ze słońcem. Jeżeli ktoś już decyduje się na filtry typowo azjatyckie, niech chociaż zwróci uwagę na to, aby były to formuły mieszane, mineralno-chemiczne, warto również rozważyć chociażby połączenie kremów ochronnych z makijażem mineralnym. Nie mam zaufania do azjatyckich formuł, obowiązują w tym rejonie inne standardy i inne normy, które niekoniecznie spełniają europejskie oczekiwania. Na pewno podczas użytkowania większości filtrów azjatyckich, jakie dane było mi poznać, wychodziły pod względem ochrony znacznie gorzej od dostępnych na naszym rynku produktów aptecznych, a to ochrona przed słońcem jest najwyższym i najważniejszym kryterium przy ocenianiu i polecaniu preparatów tego typu.
Polecane kremy ochronne pogrupowałam w dwie, zasadnicze grupy: filtry niezastygające oraz zastygające.
Polecane kremy ochronne pogrupowałam w dwie, zasadnicze grupy: filtry niezastygające oraz zastygające.
Filtry zastygające nie zapewniają mokrego wykończenia. Dają delikatne uczucie suchości i pozbawione są mało komfortowego uczucia czegoś ciężkiego na skórze. Oczywiście, przy aplikacji takiej ilości preparatu, jest on nadal wyczuwalny, ale zdecydowanie bardziej komfortowy w noszeniu i odczuwalnie mniej tłusty, lepki, klejący. Podczas noszenia filtrów zastygających, co dla mnie jest szczególnie ważne, nie mam wrażenia noszenia ogromnej ilości tłuszczu na skórze - filtry niezastygające zapewniają ochronne powleczenie, są bardziej kremowe, śmietankowe, otulające (lub przeciwnie, potwornie tłuste i oleiste), co jest charakterystyczne dla tłustawych kremów ochronnych. Lubię je mniej, ale sprawdzają się lepiej, przy większym zapotrzebowaniu na okluzję oraz zimą, spełniając jednocześnie rolę kremu zabezpieczającego przez bardzo niskimi temperaturami. Przy zapotrzebowaniu na okluzję, lepiej wtapiają się w naskórek i faktycznie zmiękczają jego powierzchnię, mogą zatem pełnić rolę kremu nawilżającego. Mogą być dość upierdliwe w użyciu. W moim zestawieniu nie uwzględniłam również filtrów wyłącznie mineralnych, kremowych, ponieważ w moim odczuciu są najmniej komfortowe w zastosowaniu i nadają się tylko do stosowania u dzieci, którym szczególnie nie przeszkadza lep na twarzy i mało atrakcyjny efekt bielenia. Jeżeli filtry mineralne pozbawione są właściwości bielących, producent prawdopodobnie zastosował nanocząsteczki, których działanie na ludzki naskórek nie jest do końca wyjaśniony.
Dzięki zastyganiu, na filtrach o takiej specyfikacji, można wykonać sensowny makijaż bez ryzyka utraty ochrony, ponieważ ich suche wykończenie nie daje powlekającej, klejącej się warstwy, a więc pędzel nie ściera ochronnej powłoczki. Filtry niezastygające najczęściej wymagają zmatowienia tuż po nałożeniu. Każda formuła preparatu po jakimś czasie może zapewniać delikatny lub też mocny glow.
Wykonałam specjalne porównanie wszystkich konsystencji bezpośrednio z opakowania oraz tuż po ich roztarciu. Możesz zauważyć, że mają one dość odmienną strukturę, jednak już na pierwszy rzut oka, można odróżnić filtry o typowym, zastygającym wykończeniu od tych, które dają efekt mokrej, rozświetlonej skóry. Nie zabrakło również zdjęć po około 30 minutach, można dostrzec, jakie jest końcowe wykończenie kremów oraz czy mają one tendencję do oksydacji.
Krem odczuwalnie zastyga, dając efekt suchej skóry. Nie nawilża. Mimo że jest dość lekki, przez cały czas wyczuwam go na skórze (co jest oczywiste, przy nałożeniu dużej ilości preparatu), ale jednocześnie nie jest wyjątkowo obciążający i tłusty jak inne kremy z filtrem, a wręcz daje lekkie uczucie ściągnięcia. Wykończenie spośród wszystkich wymienionych kremów, jest najbardziej zastygające i komfortowe. Krem bardzo dobrze współpracuje z minerałami - nie tylko podczas bezpośredniego mieszania proszków z kremem, ale i podczas tradycyjnej aplikacji makijażu, na skórę pokrytą przepisową ilością preparatu ochronnego. To dość niespotykane, ale nawet po kilku godzinach, makijaż wygląda atrakcyjnie i nie zaczyna się rozwarstwiać i osiadać w porach i nierównościach. Nie lepi się i nie klei, nie daje mokrego woalu, choć skóra nie jest tępo matowa. Nie ściera się i dobrze trzyma się skóry. Moja cera również aż tak bardzo się pod nim nie poci. Kosmetyk nie posiada mocnych właściwości natłuszczających i okluzyjnych, wręcz odnoszę wrażenie, że trochę podsusza cerę, co w przypadku akurat takiej formuły i tak ogromnej ilości nakładanego preparatu - jest plusem.
![]() |
| Powiększ, aby zobaczyć pełną listę składników |
Konsystencja jest dość niespotykana i dziwna w użytkowaniu. Filtr ma formułę zsiadłego, suchego mleka, przypomina trochę zwarzony produkt, może się rozwarstwiać, wymaga wstrząsania przed użyciem. Nie bieli. Podczas rozprowadzania produktu, okropnie smuży, ale ku mojemu zaskoczeniu, bardzo szybko się go aplikuje i przy tym niesamowicie szybko wchłania się w skórę. Nie mam również problemów z nałożeniem przepisowej ilości, co więcej, często nakładam znacznie większe ilości tego preparatu, ponieważ błyskawicznie wchłania się w skórę. Kosmetyk można reaplikować, mimo że ma formułę zastygającą, nie roluje się przy dokładaniu kolejnej warstwy. Nie podkreśla aż tak bardzo suchych skórek, porów i niedoskonałości. Przez cały czas daje lekki efekt chłodzenia.
Krem jest bardzo komfortowy w noszeniu i jest to aktualnie mój ulubiony krem zapewniający stabilną ochronę przeciwsłoneczną.
Filtr bazuje na stabilnych, bardzo dobrych jakościowo filtrach chemicznych. Mimo że faktor wynosi 30 SPF, ochrona PPD waha się w granicach 20-25 (do 28) PPD, jest więc na bardzo wysokim poziomie, wystarczającym w sezonie letnim.
![]() |
| Aplikacja kremu od lewej: po 5 minutach, po 30 minutach oraz po około 120 minutach |
Grupa docelowa: Aknicare polecam osobom, które poszukują maksymalnie lekkich konsystencji, które dobrze zastygają i zamiast tłustego, mokrego wykończenia, delikatnie podsuszają naskórek. Krem bardzo dobrze absorbuje nadmiar sebum, mimo że kremy z filtrem wymagają dość sporej emolientowej bazy. Można na nim wykonać makijaż mineralny. Bardzo polecam go docelowej grupie: cerze trądzikowej, tłustej i zanieczyszczonej.
U kogo się nie sprawdzi: u wszystkich, którzy mają wyższe zapotrzebowanie na okluzję, ich cera bardzo szybko się odwadnia oraz jest podrażniona i reaktywna - krem jest dość mocno perfumowany i nie daje otulającego wykończenia, dlatego może nasilać niepożądane reakcje i nie do końca zgrywać się z pielęgnacją cery bardzo wrażliwej.
U kogo się nie sprawdzi: u wszystkich, którzy mają wyższe zapotrzebowanie na okluzję, ich cera bardzo szybko się odwadnia oraz jest podrażniona i reaktywna - krem jest dość mocno perfumowany i nie daje otulającego wykończenia, dlatego może nasilać niepożądane reakcje i nie do końca zgrywać się z pielęgnacją cery bardzo wrażliwej.
Pełna recenzja produktu pojawi się niebawem na moim blogu.
FORMUŁA ZASTYGAJĄCA, DOBRE WŁAŚCIWOŚCI NAWILŻAJĄCE, OCHRONNE I ZMIĘKCZAJĄCE - KOMBINACJA FILTRÓW CHEMICZNO-MINERALNYCH. Pharmaceris S, krem hydrolipidowy dla dzieci i dorosłych SPF 50+.
O kremie Pharmaceris pisałam już nie raz, niejednokrotnie również go polecałam, bowiem jest to bardzo dobrej jakości preparat ochronny, który ma zrównoważone właściwości nawilżająco-natłuszczające oraz jest dość komfortowy w noszeniu. Sprawdzi się na wielu typach skóry.
Produkt Pharmaceris ma bardzo przyjemną kremową, śmietankową, nie aż tak tłustą konsystencję. Bardzo ładnie zastyga, dając uczucie chłodzenia, nawilżenia, ukojenia. Nie podkreśla suchych skórek i suchej struktury naskórka oraz wraz z czasem delikatnie zastyga, ale dając przez cały czasu uczucie komfortowego nawilżenia. Można na nim wykonać makijaż mineralny oraz nie ma problemów z nałożeniem prawidłowej ilości preparatu. Mimo zastygania, nie ściąga cery, nie jest ani za lekki, ani za tłusty, może z powodzeniem zastąpić kremy nawilżające.
Krem podczas aplikacji delikatnie smuży i rozbiela skórę, ale efekt ten zanika po kilku minutach. Twarz jest odrobinę jaśniejsza od reszty ciała, ale nie wygląda na chorą i przemęczoną. Skóra po zastosowaniu filtra ochronnego nie błyszczy się nadmiernie, choć przy wysokich temperaturach, kremowa konsystencja produktu jest za ciężka i moja cera dość mocno się pod nim poci. Mimo ze filtr zapewnia lekki efekt zastygania, cera nie jest matowa, a zdrowo rozświetlona.
Noszenie kremu jest niezwykle komfortowe. Daje on lekkie uczucie nawilżenia, pozbawiony jest nadmiernej tłustości. Nie ściąga i nie wysusza skóry, a przy tym nadmiernie jej nie natłuszcza, a widocznie zmiękcza. To normalne, że jest wyczuwalny na skórze (jaki krem nie byłby przy zastosowaniu takiej iloci?), ale nie mam uczucia oleju na skórze. Nie klei się i nie lepi. Daje nawilżające, ale i suche wykończenie jednocześnie. Osiada dość mocno we włoskach.
Ochrona nie jest powalająca, na poziomie 16-20 PPD, trochę zbyt nisko, przy ostrym słońcu. Biorąc jednak pod uwagę kombinację filtrów chemicznych i mineralnych, krem na pewno zapewnia bardziej wydajną ochronę przed słońcem. Jest także bardzo komfortowy w noszeniu, więc na warunki typowo miejskie i codzienne, bez ogromnego narażania się na kontakt z promieniami - będzie wystarczający.
Grupa docelowa: dla osób z zapotrzebowaniem na okluzję i nawilżenie, dla cery wrażliwej, delikatnej i ze skłonnością do rogowacenia, może pełnić funkcje kremu ochronnego zimowego,
U kogo się nie sprawdzi: dla wszystkich tych, którzy mają niskie zapotrzebowanie na okluzję i źle reagują na kremowe konsystencje.
O kremie Pharmaceris pisałam już nie raz, niejednokrotnie również go polecałam, bowiem jest to bardzo dobrej jakości preparat ochronny, który ma zrównoważone właściwości nawilżająco-natłuszczające oraz jest dość komfortowy w noszeniu. Sprawdzi się na wielu typach skóry.
Produkt Pharmaceris ma bardzo przyjemną kremową, śmietankową, nie aż tak tłustą konsystencję. Bardzo ładnie zastyga, dając uczucie chłodzenia, nawilżenia, ukojenia. Nie podkreśla suchych skórek i suchej struktury naskórka oraz wraz z czasem delikatnie zastyga, ale dając przez cały czasu uczucie komfortowego nawilżenia. Można na nim wykonać makijaż mineralny oraz nie ma problemów z nałożeniem prawidłowej ilości preparatu. Mimo zastygania, nie ściąga cery, nie jest ani za lekki, ani za tłusty, może z powodzeniem zastąpić kremy nawilżające.
Krem podczas aplikacji delikatnie smuży i rozbiela skórę, ale efekt ten zanika po kilku minutach. Twarz jest odrobinę jaśniejsza od reszty ciała, ale nie wygląda na chorą i przemęczoną. Skóra po zastosowaniu filtra ochronnego nie błyszczy się nadmiernie, choć przy wysokich temperaturach, kremowa konsystencja produktu jest za ciężka i moja cera dość mocno się pod nim poci. Mimo ze filtr zapewnia lekki efekt zastygania, cera nie jest matowa, a zdrowo rozświetlona.
![]() |
| Powiększ, aby zobaczyć pełną listę składników |
Noszenie kremu jest niezwykle komfortowe. Daje on lekkie uczucie nawilżenia, pozbawiony jest nadmiernej tłustości. Nie ściąga i nie wysusza skóry, a przy tym nadmiernie jej nie natłuszcza, a widocznie zmiękcza. To normalne, że jest wyczuwalny na skórze (jaki krem nie byłby przy zastosowaniu takiej iloci?), ale nie mam uczucia oleju na skórze. Nie klei się i nie lepi. Daje nawilżające, ale i suche wykończenie jednocześnie. Osiada dość mocno we włoskach.
Ochrona nie jest powalająca, na poziomie 16-20 PPD, trochę zbyt nisko, przy ostrym słońcu. Biorąc jednak pod uwagę kombinację filtrów chemicznych i mineralnych, krem na pewno zapewnia bardziej wydajną ochronę przed słońcem. Jest także bardzo komfortowy w noszeniu, więc na warunki typowo miejskie i codzienne, bez ogromnego narażania się na kontakt z promieniami - będzie wystarczający.
![]() |
| Aplikacja kremu od lewej: po 5 minutach, po 30 minutach oraz po około 120 minutach |
Grupa docelowa: dla osób z zapotrzebowaniem na okluzję i nawilżenie, dla cery wrażliwej, delikatnej i ze skłonnością do rogowacenia, może pełnić funkcje kremu ochronnego zimowego,
U kogo się nie sprawdzi: dla wszystkich tych, którzy mają niskie zapotrzebowanie na okluzję i źle reagują na kremowe konsystencje.
FORMUŁA PO JAKIMŚ CZASIE ZASTYGAJĄCA, ALE LEKKA I DOBRZE WCHŁANIAJĄCA SIĘ. DOBRE WŁAŚCIWOŚCI NAWILŻAJĄCE, BRAK MOKREGO WYKOŃCZENIA, WIDOCZNE BIELENIE - KOMBINACJA FILTRÓW CHEMICZNYCH. Avene, Sunsimed.
Tak zupełnie szczerze, jestem dość mocno zawiedziona i rozczarowana, moim zdaniem, to znacznie gorsza wersja kremu Pharmaceris, bowiem produkty są dość do siebie podobne, ale z pewnymi odstępstwami, które wychodzą na niekorzyść Sunsimed. Nie mniej, jest to nadal kosmetyk ochronny, który wyróżnia się na tle innych produktów tego typu i nadaje się do użytku innego niż przebywanie w pomieszczeniu zamkniętym, choć i tam prezentuje się zwyczajnie źle.
Na pewno krem nie jest mocno tłusty, po nałożeniu go na skórę, daje mokre, komfortowe wykończenie, ale nie jest to oleista, obciążająca konsystencja. Produkt czuć przez cały czas na skórze, ale w dość suchy, przyjemny sposób. Tutaj już nie mam uczucia ściągnięcia, ale kojącej kremowości. Efekt ten narasta wraz z czasem. Skóra najbardziej błyszczy się po aplikacji, później stopniowo efekt ten zanika, choć lekki blask towarzyszy mi przez cały czas. Pojawiają się problemy z nałożeniem przepisowej ilości.
Naczytałam się sporo pozytywnych opinii na temat tego produktu, ale nie zgodzę absolutnie się z tym, że wygląda bardzo dobrze na skórze. Mam bardzo jasną karnację, a można zauważyć, nawet na mojej jaśniutkiej cerze, jak Sunsimed mocno smuży i jego aplikacja nie jest łatwa, jeżeli stosujesz prawidłowe ilości kremu (a kremów z filtrem nie należy wcierać, tylko delikatnie rozprowadzać) oraz - mocno rozbiela, i to bardzo niekorzystnie, skórę. Nie ma tego efektu przy o połowie mniejszej ilości zaaplikowanego preparatu, ale przepisowa ilość kosmetyku wydobywa jego najsłabsze strony stricte użytkowe. Nie jest to tak mocne bielenie jak po typowych filtrach mineralnych, ale moja cera wygląda niezdrowo, trupio, na poważnie chorą. Efekt ten potęgują szyby oraz światło sztuczne. Osiada we włoskach. Nie mogę tego efektu w żaden sposób zneutralizować, biel kremu przebija przez makijaż i psuje cały efekt. W sumie, jest to najsłabszy punkt tego produktu.
Ogromnym minusem jest podkreślanie przez Sunsimed (na szczęście już bardziej korzystnie) suchych skórek. Natomiast paradoksalnie nie uwidacznia suchej struktury skóry, co robią bardzie oleiste i lejące filtry. Krem delikatnie zastyga po jakimś czasie i daje coraz bardziej suche wykończenie. Moja cera na szczęście, aż tak bardzo nie poci się po tym kremem, ale pod względem estetycznym, wygląda w moim odczuciu - totalnie niewyjściowo.
Tak zupełnie szczerze, jestem dość mocno zawiedziona i rozczarowana, moim zdaniem, to znacznie gorsza wersja kremu Pharmaceris, bowiem produkty są dość do siebie podobne, ale z pewnymi odstępstwami, które wychodzą na niekorzyść Sunsimed. Nie mniej, jest to nadal kosmetyk ochronny, który wyróżnia się na tle innych produktów tego typu i nadaje się do użytku innego niż przebywanie w pomieszczeniu zamkniętym, choć i tam prezentuje się zwyczajnie źle.
Na pewno krem nie jest mocno tłusty, po nałożeniu go na skórę, daje mokre, komfortowe wykończenie, ale nie jest to oleista, obciążająca konsystencja. Produkt czuć przez cały czas na skórze, ale w dość suchy, przyjemny sposób. Tutaj już nie mam uczucia ściągnięcia, ale kojącej kremowości. Efekt ten narasta wraz z czasem. Skóra najbardziej błyszczy się po aplikacji, później stopniowo efekt ten zanika, choć lekki blask towarzyszy mi przez cały czas. Pojawiają się problemy z nałożeniem przepisowej ilości.
Naczytałam się sporo pozytywnych opinii na temat tego produktu, ale nie zgodzę absolutnie się z tym, że wygląda bardzo dobrze na skórze. Mam bardzo jasną karnację, a można zauważyć, nawet na mojej jaśniutkiej cerze, jak Sunsimed mocno smuży i jego aplikacja nie jest łatwa, jeżeli stosujesz prawidłowe ilości kremu (a kremów z filtrem nie należy wcierać, tylko delikatnie rozprowadzać) oraz - mocno rozbiela, i to bardzo niekorzystnie, skórę. Nie ma tego efektu przy o połowie mniejszej ilości zaaplikowanego preparatu, ale przepisowa ilość kosmetyku wydobywa jego najsłabsze strony stricte użytkowe. Nie jest to tak mocne bielenie jak po typowych filtrach mineralnych, ale moja cera wygląda niezdrowo, trupio, na poważnie chorą. Efekt ten potęgują szyby oraz światło sztuczne. Osiada we włoskach. Nie mogę tego efektu w żaden sposób zneutralizować, biel kremu przebija przez makijaż i psuje cały efekt. W sumie, jest to najsłabszy punkt tego produktu.
![]() |
| Powiększ, aby zobaczyć pełną listę składników |
Krem ma sporo wad, ale na pewno odpowiada mi w nim przyjemna i dość komfortowa konsystencja oraz stopniowe zastyganie. Produkt pozbawiony jest nadmiernej tłustości, ale nie zastyga od razu, dopiero po dwóch godzinach prezentuje się najładniej, ale po tym czasie powinien być zaaplikowany ponownie. Reaplikacja tego produktu na kolejną warstwę jest niemożliwa - krem potwornie smuży, roluje się, ślizga. Zaczyna się również mocno błyszczeć.
To jeden z niewielu kremów, który nie potęguje u mnie wysypu, ponieważ nie obciąża mojej cery, mimo swojej dość specyficznej formuły. Ochrona jest na wysokim poziomie. Kosmetyk nie lepi się i nie klei, choć nie zapewnia suchego wykończenia. Szybko się ściera przy dotyku, nie przylega mocno do skóry. Konsystencja mimo że jest pozbawiona nadmiernej tłustości, do lekkich z pewnością nie należy. Krem odczuwalnie nawilża, koi i łagodzi moją cerę. Nie nasila zaczerwienień i nie piecze, gdy dostaje się do oczu. Jest łagodny i delikatny, choć żałuję, ze nie mogę poznać pełnej listy składników.
Na Sunsimed nie jestem w stanie wykonać makijażu, dlatego jedynie delikatnie przypudrowuję go pudrem transparentnym. Wszystko się na nim warzy i włazi w pory oraz zmarszczki, choć spodziewałam się, że będzie trochę lepiej współpracował z kosmetykami mineralnymi. Dodatkowo nie jest odporny na ruchy pędzla, błyskawicznie znika ze skóry. Mocno osiada na brwiach i włoskach.
Producent zastosował wyłącznie filtry chemiczne, stabilne, o szerokich i krótkich pasmach. Krem ma bardzo dobrą ochronę UVA i pod tym względem, zdał mój wymagający egzamin - obyło się bez poparzeń i reakcji posłonecznych, mimo dość długiej ekspozycji na ostre słońce (około 60-70 minut). Generalnie ochrona jest naprawdę w porządku, ale dla bardziej wymagających, Sunsimed może okazać się dość sporym, kosmetycznym rozczarowaniem, zwłaszcza, gdy walory ochronne, mają iść w parze z użytkowymi.
Właściwości tego produktu nie są aż tak złe, na pewno lepsze od większości kremów z filtrem, ale Sunsimed nie zdetronizował żadnego, dzisiaj wymienionego kremu ochronnego i moim zdaniem został rozdmuchany poprzez nieuczciwą, bardzo niekonsumencką politykę Avene, które zasłaniając się wyrobem medycznym, celowo skróciło skład produktu do substancji czynnych, owijając w tajemnicę resztę składników i nie udzielając żadnych, konkretnych informacji na ich temat, ani nawet stosunku procentowego tajemniczych półproduktów do ogółu całej formuły. Większość osób zainwestowała w ten preparat, ze względu na krótki skład, który okazał bujdą na resorach i prawdopodobnie niczym nie różni się od typowych kremów ochronnych. Takie zagrywki i wykorzystywanie luk prawnych, jest bardzo nie w porządku. Substancje pomocnicze, drogie Avene, mimo klinicznej, potwierdzonej hipoalergiczności, nie wykluczają pojawienia się ryzyka alergii, podrażnień, reakcji niepożądanych. Badania wykonujecie tylko na określonej liczbie osób. Nie mam w nawyku ufać komuś na słowo.
![]() |
| Aplikacja kremu od lewej: po 5 minutach, po 30 minutach oraz po około 120 minutach |
Grupa docelowa: Sunsimed polecam osobom z bardzo wrażliwą, delikatną, cienką cerą i bardzo wrażliwymi oczami, które reagują łzawieniem na jakiekolwiek kremy z filtrem. Nie zawiera on żadnych substancji zapachowych,a preparaty ochronne bardzo często są dosyć mocno perfumowane. Krem sprawdzi się u osób, które potrzebują codziennej okluzji. Dzięki lekkiemu zastyganiu i bardzo kremowej formule, preparat może pełnić rolę kremu ochronnego zimowego. Może bardzo dobrze sprawdzić się podczas kuracji złuszczających i uwrażliwiających naskórek. To jeden z delikatniejszych i najlepiej otulających preparatów, który faktycznie nawilża, koi i łagodzi.
U kogo się nie sprawdzi: u osób, które mają niższe zapotrzebowanie na okluzję oraz u wszystkich tych, którzy mają problem z aplikacją prawidłowej ilości kremów ochronnych i nie znoszą efektu bielenia. Mimo że mam spore doświadczenie w tym temacie, nawet mi, Sunsimed stwarza spore problemy podczas rozprowadzania - mam wrażenie, że tego kremu wciąż przybywa (przez treściwą formułę), a jego smużenie nie ułatwia równomiernego rozprowadzenia preparatu.
Pełna recenzja produktu pojawi się niebawem na moim blogu.
FORMUŁA NIEZASTYGAJĄCA, LEKKA, KONSYSTENCJA TOPNIEJĄCEJ, SUCHEJ PIANKI. KOMFORTOWA, DOŚĆ SUCHE WYKOŃCZENIE. NIEWIELKA OKSYDACJA KOLORU W CIĄGU KILKU MINUT. SVR Sun Secure Blur SPF 50+.
Konsystencja pianki SVR wydawała mi się początkowo mało użytkowa, byłam wręcz przekonana, że produkt będzie strasznie się rolował oraz pozostawiał smugi na skórze, natomiast po wielu podejściach, muszę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że jest to zdecydowanie najciekawsza i najbardziej udana propozycja kremu ochronnego w roku 2017.
![]() |
| Powiększ, aby zobaczyć pełną listę składników |
Struktura kosmetyku jest bardzo przyjemna, gładka, miła, przypomina ptasie mleczko. Wyzbyta wyczuwalnej kremowości. Krem nie jest mocno obciążający, choć w upalnych warunkach delikatnie wzmaga potliwość i generuje nadmierny łojotok. Bardzo obawiałam się koloru nowości SVR (odpowiedzialny za zabarwienie jest ekstrakt z marchewki), ale pomimo tej pomarańczowej, okropnej, choć naturalnej barwy, produkt, zaaplikowany nawet w prawidłowej ilości, ładnie wtapia się w skórę i nie daje intensywnego efektu zabarwienia. Utlenia się w ciągu kilku minut, ale nadal nie jest mocno widoczny i można go nałożyć spokojnie w wymaganej ilości nawet na bardzo jasną skórę, bez obaw o efekt marchewki. Przy dłuższym stosowaniu może delikatnie bawić skórę na ciemniejszy kolor.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona wykończeniem, ponieważ jest ono zdrowo suche, ale bez tępego matu i błyszczącego wykończenia. Cera nie jest ani rozbielona, ani nabłyszczona, ale pianka jednocześnie nie podsusza mojej cery i daje bardzo komfortowe nawilżenie przez czas noszenia oraz po zmyciu pianki - skóra jest bardzo miła, gładka i przyjemna w dotyku. Obserwuję znaczne uspokojenie skóry. Kosmetyk wcale nie lepi się i nie klei (ale jednocześnie nie zastyga zupełnie) oraz nie ściera, co jest bardzo ważnym aspektem przy stabilnej ochronie przeciwsłonecznej. Pianka bardzo dobrze współpracuje z makijażem mineralnym.
Czy krem ujednolica koloryt cery? To zależy od typu urody oraz problemu, jaki się pojawia. Jeżeli borykasz się z chorowitym kolorem skóry, bardzo sinym, poszarzałym, niezdrowym, lub masz cerę delikatnie opaloną, to SVR Blur dzięki brzoskwiniowemu zabarwieniu bardzo ładnie ożywi Twoją cerę lub podkreśli w subtelny sposób opaleniznę. Ja posiadam skórę bardzo jasną, bladą, z przebarwieniami potrądzikowymi i nie widzę u siebie żadnego upiększającego efektu tego produktu, wręcz mam wrażenie, że moja cera wygląda w nim ciut gorzej, choć nadal super, jak na krem z filtrem, którego trzeba nałożyć dużo. Wolę lekką, marchewkową, ale pozwalającą prowadzić normalne życie towarzyskie poświatę niż fundować sobie efekt topielicy filtrem Avene Sunsimed. Nie wchodzi we włoski i dodatkowo ich nie podkreśla.
Jak napisałam już wcześniej, nałożenie prawidłowej ilości kosmetyku nie jest nic, a nic, trudne. Jednocześnie zaznaczę, że pianka nie smuży, nie roluje się pod palcami, nie tworzy zacieków. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona walorami użytkowymi, mimo że struktura jest dość zbita i zniechęciła mnie na początku do dalszych eksperymentów z produktem SVR.
Minusem jest bardzo bliskie, wręcz niekomfortowe trzymanie się skóry, dochodzi do tej sytuacji, gdy jest bardzo ciepło, bowiem pianka bardzo przylega przytłaczająco do skóry i wzmaga potliwość. Bardzo szybko spowodowała u mnie pogorszenie stanu cery, gdy była stosowany w takich warunkach.
Ochrona UVA nie jest rekordowa jak w przypadku La Roche Posay, około 18-25 PPD. Producent zastosował dobre jakościowo filtry chemiczne, struktura jest mocno przylegającą, ciężka do zmycia, krem zawiera antyoksydanty, więc ogółem, formuła zapewnia naprawdę porządną ochronę przed słońcem. Moim zdaniem Sunsimed nie zasługuje na te wszystkie psalmy pochwalne w sieci - wystarczy spojrzeć jak na skórze prezentuje się SVR Blur.
![]() | |
|
U kogo się nie sprawdzi: u osób, które mają bardzo wysokie zapotrzebowanie na okluzję oraz u tych, którzy bardzo źle reagują na cięższe emolienty - pianka zawiera dużą ilość ciężkich substancji powlekających, w tym silikonów rozpuszczalnych tylko w tłuszczach. Może podrażniać wrażliwą, uszkodzoną skórę, powodując pieczenie.
Pełna recenzja produktu pojawi się niebawem na moim blogu.
FORMUŁA NIEZASTYGAJĄCA, LEJĄCA, MOKRA. DAJE SUBTELNY, NATURALNY GLOW. La Roche Posay, Ultra lekki SPF 50+.
La Roche Posay Ultra lekki ma kompletnie inną formułę, bardzo lejącą, oleistą, rzadką, przeciekającą i przelewającą się między palcami. Mimo że konsystencja jest bardzo płynna, jest jednocześnie dość tłusta i żelowa, z dużym poślizgiem. Filtr wymaga wstrząsania przed każdym użyciem, ponieważ zawiera niewielką ilość emulgatorów oraz płynną konsystencję, przez co poszczególne składniki mogą się wytrącać. Filtr nie jest transparentny, delikatnie zażółca skórę.
![]() |
| Powiększ, aby zobaczyć pełną listę składników |
Filtr bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Nie smuży, nie bieli, pozostawia błyszczącą poświatę. Na początku jest delikatnie lepki, natomiast po jakimś czasie efekt ten łagodnieje. Nie daje jednak efektu zastygania, dlatego jest dość wyczuwalny na skórze i staje się coraz bardziej mokry po jakimś czasie. Na mojej skórze wygląda bardzo ładnie - świetliście, gładko, zdrowo. Dodatkowo doskonale nawilża moją skórę.
Nie mam problemów z nałożeniem właściwej ilości preparatu, dobrze współpracuje z suchymi minerałami, choć znacznie lepiej reaguje na bezpośrednie łączenie z proszkami, niż oddzielną aplikację makijażu. Jest dość podatny na ścieranie, mocno brudzi ubrania. Skóra poci się pod nim dość intensywnie i po jakimś czasie wyjątkowo ją obciąża.
Największym minusem kremu, jest jego oleista konsystencja, która wyjątkowo nieestetycznie podkreśla suche skórki, dosłownie ściąga i uwidacznia każdą, suchą niedoskonałość, przez co wielokrotne musiałam wykonywać demakijaż, ponieważ krem absolutnie nie współpracuje z bardziej suchą powierzchnią i sprawia, że skóra wygląda 1000 razy gorzej po aplikacji kosmetyku niż bez niego. Winowajcą jest bardzo tłusta, olejowa konsystencja, mimo że jest lekka, jednocześnie pozostaje mocno śliska i gładka, przez co wyjątkowo podkreśla suchość naskórka.
Ochrona La Roche Posay jest na bardzo wysokim poziomie. Ochrona ta, nie uległa zmianie, nawet po niewielkiej reformulacji do jakiej doszło w roku 2016. Jej zakres sięga około 38-42 PPD, co sprawia, że La Roche Posay zdecydowanie przoduje w typowych preparatach ochronnych. Krem sprawdzi się w wyjątkowo niekorzystnych warunkach, gdy jest bardzo wysokie narażenie na promieniowanie słoneczne. Nie polecam go do stosowania jako ochronny krem zimowy, ponieważ daje mokre wykończenie bez kremowej woalki, co powoduje narastanie zimna - tak jak skórze jest pod tym kremem coraz goręcej w lecie, tak zimą - coraz chłodniej, co wzmaga rumień, podrażnienie, przy bardzo niskich temperaturach krem powodował u mnie odczuwalny ból.
Może wzmagać pieczenie i łzawienie powiek.
![]() | |
|
U kogo się nie sprawdzi: u osób na niskie zapotrzebowanie na okluzję, cerą such,ą, silnie rogowaciejącą oraz wprost przeciwnie - mocno łojotokową,
Pełna recenzja produktu znajduje się tutaj>
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
Pozdrawiam,
Ewa










