12:51

Kremy ochronne na parafinie lub olejach i masłach nieschnących | Kiedy są niezbędne w pielęgnacji i nie pogarszają kondycji skóry?

Temat jest bardzo na czasie, zwłaszcza, że aktualnie prym wiedzie super lekka pielęgnacja warstwowa, która bardzo często stopniowo wysusza skórę, zwiększając wrażliwość, tendencję do rumienia, pieczenia, swędzenia i nieco komplikuje dalsze kroki pielęgnacyjne, wzmagając potrzebę zakupu kolejnych kosmetyków. Spora liczba osób histerycznie boi się wprowadzenia cięższych konsystencji, powodując przez to spore problemy ze skórą. 

Nie znam zbyt wielu osób, którym służy warstwowa pielęgnacja, zwłaszcza, że taki sam efekt można osiągnąć podstawowymi krokami ze znacznie lepszym skutkiem. W praktyce, znacznie lepiej ograniczyć się do jednej konsystencji niż do dwóch, czy nawet trzech oddzielnych - wówczas nakładasz znacznie mniej produktu oraz nie podsuszasz naskórka zbyt lekkimi konsystencjami (co generuje sztuczną potrzebę większej ilości emolientów w dalszych etapach, a więc sprzyja obciążaniu  i zanieczyszczaniu się naskórka). Warstwowe postępowanie bardzo często nasila przeznaskórkową utratę wody, a produkty nakładane bezpośrednio po sobie nie dają już takiego efektu - finalnie nakłada się ich znacznie więcej, bardziej obciąża naskórek i paradoksalnie - odwadnia jego powierzchowne warstwy. Kosmetyki bazujące głownie na wodzie, podobnie jak te olejowe, są najbardziej problematycznymi konsystencjami, ponieważ trzeba je bardzo umiejętnie wpleść w pielęgnację, aby nie powodowały kolejnych problemów z cerą. Wychodzę z założenia, że znacznie lepiej zmieszać ze sobą wszystkie konsystencje i nałożyć raz dany produkt, i oczywiście we właściwy sposób (polecam zapoznać się z artykułem jak należy aplikować kosmetyki pielęgnacyjne, więcej tutaj>) niż rozbijać to na kolejne etapy, które nie będą ze sobą współpracować tak, jak jednolita konsystencja, której nałoży się końcowo mniej i tym samym będzie znacznie lepiej współpracować z cerą. Z doświadczenia wiem, że nierzadko ze skórą znacznie lepiej współpracują cięższe konsystencje aplikowane w ramach potrzeby i we właściwy sposób, niż "lekkie" emulsje i mleczka, które mają w sobie sporo zatopionych emolientów, dając uczucie obcej cieczy na skórze, a zapewniając jednocześnie zbyt słabe właściwości nawilżające i natłuszczające. Takich produktów nakłada się dużo i często, a efekty końcowe i tak pozostawiają wiele do życzenia. 

Celowo uczepiłam się wymyślnych kroków azjatyckiej pielęgnacji, ponieważ większość z nich jest zwykłą marketingową wydmuszką i ma na celu tylko nakręcanie konsumpcjonizmu. Nie zliczę już ilości osób, które zgłosiły się do mnie o prywatną poradę i były bardzo zaskoczone jak pielęgnacja może być prosta, logiczna i przy tym efektywna. Duża ilość produktów pielęgnacyjnych powoduje tylko problemy, nie tylko z cerą, ale przede wszystkim z właściwym łączeniem danych konsystencji, częstotliwości stosowania oraz ustalenia właściwej kolejności stosowania. Jeżeli ktoś nie do końca ogarnia zagadnienia pielęgnacyjne, może w bardzo szybki sposób doprowadzić do skrajnego odwodnienia skóry, silnej wrażliwości, rumienia, ciągłego uczucia swędzenia, pieczenia oraz nasilonego łojotoku.

Jednocześnie za każdym razem przestrzegam przed stosowaniem kremów, ponieważ znakomita część użytkowników takich konsystencji nie ma pojęcia jak należy ich używać i tak naprawdę produkt o takiej konsystencji powinien pojawić się w pielęgnacji wówczas, gdy pozostałe kroki pielęgnacyjne będą idealnie dopracowane, a mimo wszystko pojawi się potrzeba dodatkowej ilości emolientów. Czasami naskórek wymaga nieschnącej warstwy emolientów, celowe unikanie ciężkich konsystencji może tak samo negatywnie wpływać na skórę jak bardzo lekka pielęgnacja, która nie zapewnia zapotrzebowania na substancje powlekające. Rzadko komu służy machinalne zaklajstrowywanie się kremami, ale coraz więcej osób ma pewne zapotrzebowanie na związki ochronne. Skóra bez tej ochronnej warstewki staje się pobudliwa, wysuszona, podrażniona i reaktywna. 

KIEDY NIE NALEŻY UNIKAĆ STOSOWANIA KREMÓW OCHRONNYCH

Przede wszystkim przy dużej skłonności do odwodnienia. Nie polecam zaklajstrowywania skóry emolientami tłustymi, ale są sytuacje, w których naskórek, szczególnie ten, który jest uszkodzony, pobudzony i nadmiernie ściągnięty, wymaga tej warstewki. 

Mowa głównie o etapach, w których skóra odwadnia się najszybciej. Nawet cera, która nie ma problemów z wysuszeniem, bardzo pozytywnie zareaguje na niewielką dawkę emolientów powlekających w oczyszczaniu i złuszczaniu, gdy potencjalnie naskórek odwadnia się najszybciej. Rolą emolientów jest zapewnienie niezbędnej okluzji, która otuli naskórek, zapobiega ucieczce wody, minimalizuje wystąpienie podrażnień oraz reakcji zapalnej, która może objawić się zapaleniem mieszków włosowych i zmianami typowo naciekowymi. Już niewielki dodatek parafin, czy naturalnych olejów i maseł nieschnących może doskonale zapobiegać parowaniu wody z naskórka, między innymi dlatego mój puder myjący bazuje na sproszkowanym mleku kokosowym, a do oczyszczania polecam bardziej kremowe kosmetyki myjące, które można ewentualnie później domyć metodą bezdetergentową (na przykład szmatką, gąbeczką).

Emolienty zapewniają działanie ochronne i jest to przydatne przy każdym zabiegu, który potencjalnie wysusza, podrażnia, uszkadza oraz pobudza skórę. Przy odwodnieniu należy zatem unikać sypkich produktów i zbyt dużej ilości wody lub w miarę zapotrzebowania, łączyć takie konsystencje z tłuszczami. Nie należy unikać emolientów przy reaktywnej, pobudzonej, ściągniętej i uszkodzonej skórze oraz po zabiegach, które uszkadzają strukturę naskórka - dotyczy to w szczególności metod chemicznych. Należy mieć na uwadze, że ludzkie sebum również jest emolientem i kosmetyki potencjalnie wysuszające zachowują się zupełnie inaczej na tłustym typie skóry. Niejednokrotnie zwracałam uwagę na wszelkie zabiegi, które odtłuszczają i niszczą barierę hydrolipidową, bowiem powinny być one wykonywane na skórze pokrytej emolientami - naturalnym sebum, parafinami lub naturalnymi olejami i masłami nieschnącymi, aby zmniejszyć ryzyko reakcji niepożądanych. Jestem również zwolenniczką minimalnej ilości wykonywanych zabiegów za jednym razem - nie przemawia do mnie stopniowe oczyszczanie i celowe, wieloetapowe odwadnianie naskórka, zamiast maltretowania skóry potrójnym działaniem peelingu, maseczki i kawitacji, lepiej zdecydować się na jeden zabieg lub połączyć właściwości jednego produktu z drugim. 

Oczywiście w tym wszystkim najważniejszy jest umiar. Są takie typy skóry, które wymagają okluzji tylko podczas etapów potencjalnie wysuszających, na przykład podczas mycia, czy wykonywania peelingu enzymatycznego, ale już zapotrzebowanie na powlekanie jest znacznie niższe po zakończeniu tej czynności, więc kosmetyki muszą być dokładnie, aczkolwiek delikatnie usunięte z powierzchni naskórka. Będą i tacy, którzy będą wymagać całodniowej, ale wyważonej okluzji, wówczas najważniejsza jest zbilansowana, delikatna pielęgnacja oraz łagodne produkty bazujące na emolientach nieprzepuszczalnych.

EMOLIENTY NIESCHNĄCE 

Dużo osób drży na samą myśl o nieprzepuszczalnych silikonach, parafinach, masłach naturalnych, są jednak przypadki, gdy są niezbędne i nie należy unikać ich w pielęgnacji.

W pierwszej fazie zawsze zalecam zrównoważyć pielęgnację - ograniczyć metody złuszczające, zrezygnować z oczyszczania chemicznego, ograniczyć tonizowanie oraz przerzucić się na bardziej kremowe metody oczyszczania. Nie zawsze to jednak wystarcza, w szczególności, gdy naskórek piecze, swędzi i spija wszystko, co zostanie na niego zaaplikowane.

Wokół parafiny narobiło się mnóstwo, niepotrzebnego szumu. Jest niewielki odsetek procenta osób nadwrażliwych na ten składnik, a zapomniano, jak dobrym, stabilnym i przede wszystkim czystym składnikiem są parafiny. Parafiny są bardzo przydatne przy bardzo szybko odwadniającej się, rogowaciejącej skórze, ponieważ zabezpieczają skórę porządnym filmem, który zapobiega nadmiernej ucieczce wody. Jednocześnie nie są tak ciężkie jak lanoliny (woski), dlatego formuły z parafinami nie muszą być obciążające dla naskórka oraz z powodzeniem mogą zostać wprowadzone do codziennej pielęgnacji - dotyczy to nie tylko kosmetyków ochronnych, ale również myjących. Na moim etapie pielęgnacji, znacznie chętniej sięgam po kosmetyki ochronne bazujące na parafinie niż na naturalnych masłach i olejach, które w przeważającej części są emolientami schnącymi i dają krótkotrwały efekt ukojenia, złagodzenia i ochrony. Szczególnie w pielęgnacji ciała i dłoni, gdzie moja skóra wysycha bardzo szybko i nadmiernie rogowacieje - jedynie oleje parafinowe zapewniają mi komfortowe natłuszczenie przez cały dzień.

Problem z emolientami tłustymi jest taki, że mało kto wie jak należy używać takich konsystencji. Począwszy już od braku ogrzewania produktu w dłoniach, skończywszy na rozcieraniu gęstych mazideł na skórze. Krem jest takim produktem, po który sięga się w ramach potrzeby, obciążanie skóry ciężkimi kremami bez większego zastanowienia nie ma żadnego sensu i można przewidzieć efekty takich działań. Skórę może zapychać wszystko w nadmiarze, ale również w niedomiarze - gdy dochodzi do nasilenia łojotoku, wzmagania rogowacenia.

Emolienty nieschnące zapewniają długotrwały, nieprzepuszczalny film. Nie wnikają w cement międzykomórkowy, a gwarantują równomierne pokrycie skóry ochronną warstwą, która jest niezwykle potrzebna przy problemach z przeznaskórkową utratą wody (odwodnienie, uszkodzona struktura naskórka, wahania temperatur, bardzo niskie lub bardzo wysokie temperatury, mechaniczne lub chemiczne usuwanie naskórka). Emolienty tego typu są ciężkie, gęste, mocno powlekające, dlatego wymagają ogrzania oraz równomiernego rozprowadzenia w dłoniach zanim trafią na skórę. Ich ciężkość modyfikuje się przede wszystkim poprzez nakładaną ilość, dlatego prawidłowa aplikacja kosmetyków z emolientami nieschnącymi jest absolutnie konieczna - można osiągnąć efekt nie tylko mocno powleczonej, tłustej skóry, ale również delikatnej, ledwo wyczuwalnej warstwy, która pozostanie na przykład po spłukaniu środka myjącego i ochroni skórę przed nadmiernym ściągnięciem.

JAK WYKORZYSTAĆ KREMY OCHRONNE W PIELĘGNACJI

Wbrew pozorom kosmetyk o ciężkiej konsystencji ma znacznie więcej zastosowań w pielęgnacji niż przeciętna, lekka emulsja - znacznie łatwiej jest rozrzedzić daną konsystencję oraz wykorzystać ją w celu typowo ochronnym. Kremy ochronne nie muszą być stosowane tylko jak typowy, tradycyjny krem, taka aplikacja kosmetyku mało komu służy i nie ma zazwyczaj codziennego uzasadnienia w pielęgnacji, ale bogaty skład w emolienty, pozwala na wiele zastosowań produktu. Moim zdaniem, warto zainwestować w dobrej jakości odżywczy krem w przypadku skóry odwadniającej się, ponieważ zawsze znajdzie on swoje miejsce w pielęgnacji - niekoniecznie w formie skoncentrowanej na skórę, ale do wzbogacania zbyt lekkich konsystencji i zabezpieczania naskórka przed odwodnieniem.

Kremy ochronne bardzo dobrze sprawdzają się w ochronie bardzo delikatnej, podatnej na ścieranie skóry - nie tylko przy złuszczaniu (może na przykłąd pojawić się taka sytuacja, że Twoja cera świetnie reaguje na mechaniczne złuszczanie, ale tylko w obecności emolientów, na swoim przykładzie, używam szmatek złuszczających tylko jednocześnie z kremami oczyszczającymi lub olejkami myjącymi, które całkowicie się nie spłukują, inaczej i jedno, i drugie powoduje u mnie permanentne pogorszenia), ale przy każdej możliwości nadmiernego pocierania i uszkadzania naskórka - na przykład wżerające się i drapiące ramiączka, czy obcierające buty - wówczas warto zabezpieczyć naskórek porządną warstwą emolientów (najbardziej polecam parafiny lub lanoliny przy bardzo nasilonym problemie), które zminimalizują właściwości drażniące i ocierające danych materiałów.

Emolienty tłuste łagodzą działanie wielu zabiegów potencjalnie wysuszających (dzięki ochronnemu filmowi, który zmniejsza tendencję do nadmiernego parowania wody oraz pocierania i uszkadzania delikatnej struktury naskórka), dlatego mogą być dodawane do środków myjących (gdy są za lekkie i wysuszają), do kosmetyków kolorowych, które za szybko wysychają i dają mocno pudrowy efekt, masek i pod maski, jeżeli dają satysfakcjonujący efekt oczyszczenia, ale ściągają naskórek, czy do modyfikowania ciężkości innych kosmetyków nawilżających. Kremy ochronne nie zawsze sprawdzają się stosowane samodzielnie, ale przy problemach z wyczuciem zapotrzebowania na emolienty lub chwiejną potrzebą na te związki, warto mieć taki kosmetyk przy sobie, ponieważ możesz go wykorzystać na wiele, różnych sposobów i uchronić się przed nadmiernym wysuszeniem naskórka. 

Tradycyjnie, jak krem. Kosmetyk można stosować zgodnie z przeznaczeniem, a jego lekkość lub ciężkość należy modyfikować za pomocą metody aplikacji - bezpośrednie rozcieranie produktu na skórze daje mocną, grubą okluzję, uprzednie rozcieranie i ogrzewanie w dłoniach, a następnie wklepywanie - znacznie łagodniejszą i cieńszą. Jeszcze lżejszy efekt osiągniesz aplikując kosmetyk na zwilżoną, mokrą skórę, na przykład tuż po kąpieli lub spryskaną wodą kwiatową, tonikiem.

Zabezpieczenie pod maski o lekkiej konsystencji. Jeżeli Twoja skóra potrzebuje oczyszczenia, ale jednocześnie dosyć szybko odwadnia się po odtłuszczających maseczkach na bazie suchych substratów, bardzo dobrym pomysłem jest aplikacja kremu pod maski tego typu. Możesz ten patent wykorzystać również przy aplikowaniu maseczek algowych peel-off, w płachcie oraz hydrożelowych, jeżeli dają zbyt słaby efekt nawilżenia i skóra zbyt szybko spija żelową zawartość. Jeżeli mimo wszystko nadal nie osiągniesz satysfakcjonującego efektu, przede wszystkim należy zmodyfikować czas trzymania takich okładów (skrócić go najlepiej do 10-15 minut) oraz popracować nad bazą - zamiast wody, bazować na tłustych jogurtach naturalnych lub greckich, mleku kokosowym, dodawać kremu bezpośrednio do danej konsystencji. Sposób ten bardzo dobrze sprawdza się przy stosowaniu bardzo lekkich okładów z glinek, błot, ale także naturalnych masek żelowych (więcej tutaj>), które same w sobie bardzo szybko wysychają, ale dodatek kremu waloryzuje właściwości nawilżające i zmiękczające stosowanej maski.

Podobnie możesz postępować z minerałami, jeżeli zabezpieczanie skóry kremami sprzyja zanieczyszczaniu się cery i mimo wszystko nasila rogowacenie, prawdopodobnie znacznie lepiej sprawdzą się u Ciebie lekkie podkłady kremowe aniżeli mineralne, które nie dość, że wymagają dobrego przygotowania skóry - w ciągu dnia mogą generować nadmierny łojotok i wzmagać rogowacenie przez jednoczesne wysuszanie naskórka. Minerały, owszem, mogą podregulowywać skórę, ale mogą ją również destabilizować, stwarzając problemy w pielęgnacji. 

Zabezpieczenie pod manualne i chemiczne peelingi. Woda najszybciej ucieka z naskórka podczas usuwania zrogowaciałego naskórka, dlatego przy odwodnionej skórze zalecam szczególną ostrożność przy wykonywaniu tego typu zabiegów. Skórę można zabezpieczyć delikatną warstwą kremu (co będzie zapobiegać nadmiernej ucieczce wody) przed wykonywaniem zabiegu jak i tuż po nim, ale bardzo dobrze, w zależności od zapotrzebowania, mogą sprawdzić się formuły złuszczające oparte na kremie - zamiast tradycyjnego peelingu enzymatycznego sypkiego, warto dodać kremu do powstałej papki lub stworzyć kosmetyk złuszczający na bazie kremu myjącego lub maseczki kremowej, która będzie łatwo spłukiwać się ze skóry. Zamiast peelingów kwasowych na alkoholu i drażniących glikolach - dodaj niewielkiej ilości kwasów do maseczki opartej na kremie (lub glinkach), kwasy złuszczą martwy naskórek, a nie będą powodować całej kaskady niepożądanych reakcji pozabiegowych. Zamiast sypkiego peelingu z ziarenkami bazującego na wodzie - dodaj do niego gęstego, kremowego jogurtu lub kremu ochronnego, jaki masz na zbyciu, możesz wykorzystać także maseczkę kremową i podczas spłukiwania okładu, wykonasz sobie od razu odżywczy peeling, waloryzując właściwości maseczki. Zamiast szorowania skóry rękawicą muślinową/ręcznikową mikrofibrą i narzekania na podrażnienia - użyj bardziej kremowego, gęstego cleansera (nawet o konsystencji masła) - szmatka pochłonie nadmiar emolientów, a one bardzo dobrze zabezpieczą skórę przez rysowaniem jej powierzchni zbyt ostrymi włóknami. Zamiast komplikować pielęgnację i włączać masę niepotrzebnych produktów, zainwestuj w podstawowe kosmetyki, które będziesz w stanie wykorzystać w taki sposób - krem ochronny dobrej jakości, maseczkę kremową, olej myjący o średnio spłukiwanej formule lub dobrej jakości serum oparte na olejach nieschnących.

Baza produktu myjącego. Jeżeli Twój kosmetyk jest za lekki i nie pozostawia żadnego, ochronnego woalu, a skóra po spłukaniu produktu jest nadmiernie ściągnięta, do jednorazowej porcji Twojego środka myjącego możesz dodać kremu, oleju myjącego, oleju spożywczego lub kosmetycznego, maseczki kremowej, wszystkiego, co zawiera dużą ilość emolientów, nawet taniego kremu Nivea (niebawem na blogu przedstawię Wam banalny w wykonaniu krem myjący właśnie na bazie ogólnodostępnego i popularnego wyżej wymienionego kremu). Dodając emolientów do formuły myjącej, łagodzisz działanie detergentów oraz zapobiegasz nadmiernemu wysychaniu naskórka podczas mycia. Jednocześnie obserwuj skórę i określ swoje zapotrzebowanie na związki okluzyjne - nie każdemu służy mocno kremowe mycie i warstwa po oczyszczaniu - to także może pogarszać kondycję cery. 

Modyfikator zbyt lekkich konsystencji. Jeżeli Twoje kosmetyki są zbyt lekkie (na przykład chcesz włączyć serum wodne do pielęgnacji, ale Twoja cera szybko się odwadnia)

JAK NALEŻY STOSOWAĆ KREMY O CIĘŻKIEJ KONSYSTENCJI

Może zacznę od tego, ze emolienty można stosować formie nie tylko niespłukiwanej, tradycyjnej, ale również spłukiwanej. Jest coraz więcej osób, które niepotrzebnie unikają emolientów w takich krokach jakim jest oczyszczanie, czy złuszczanie, gdy naskórek odwadnia się najszybciej i związki ochronne są wręcz pożądane, zwłaszcza, ze bardzo dobrze łączą się z naturalnymi i sztucznymi konsystencjami tłustymi, ułatwiając ich usunięcie z powierzchni naskórka. 

Mycie kremowymi, tłustymi środkami nie musi oznaczać obciążającej dla naskórka warstwy emolientowej. Zgłasza się do mnie coraz więcej osób, które wymagają takiego mycia, ale dzielą się na dwie grupy - albo nie potrzebują już tej ochronnej warstwy po oczyszczeniu (lub wymagają jej niewiele), albo muszą mieć zapewnioną woalkę nie tylko podczas mycia, ale i po spłukaniu produktu. Najważniejsze w pielęgnacji jest wyczucie własnego zapotrzebowania, a jest to bardzo proste - wystarczy poświęcić jedną godzinę dziennie na obserwację własnej skóry tuż po oczyszczeniu - obserwacja porów, łojotoku, ogólnej struktury naskórka. Jeżeli Twoja cera jest nadmiernie ściągnięta, pory są mocno obkurczone, a Ty masz problem z mimiką - prawdopodobnie masz wyższe zapotrzebowanie na emolienty podczas mycia lub problem leży w zbyt mocnym domywaniu środków myjących. Może być również sytuacja odwrotna - tuż po oczyszczeniu czujesz brudny, tłusty, klejący się film, pory są rozpulchnione, a cera sprawia wrażenie niedomytej - wówczas problem prawdopodobnie leży w zbyt emolientowej bazie lub złym sposobie doczyszczania kosmetyku. Istnieje jeszcze trzecia opcja, czyli połączenie ściągniętej do granic możliwości skóry, a następnie pojawienia się łojotoku napadowego - wtedy wiadomo, że mycie było zbyt agresywne i nie zagwarantowałeś sobie prawidłowej ilości emolientów po oczyszczeniu. Nałożenie kremu w takim przypadku będzie jedynie obciążać skórę i wzmagać łojotok, a rozwiązaniem jest modyfikacja sposobu oczyszczania naskórka. Jak modyfikować zapotrzebowanie na emolienty? Jeżeli baza jest za lekka i za mocno się domywa - do preparatu dodajesz kremu o ciężkiej konsystencji, oleju myjącego lub zwykłego oleju spożywczego, możesz także nie spłukiwać produktu i stosować go jak typowe, niespłukiwane mleczko kosmetyczne, jeżeli produkt jest za ciężki, masz kilka opcji - albo dodajesz substratów odtłuszczających, które zredukują tłustość produktu (na przykład glinki, błota, mój puder myjący), albo włączasz drugi etap oczyszczania (więcej o dwuetapowym oczyszczaniu przeczytasz tutaj>), albo włączasz metody oczyszczające bezdetergentowe, które manualnie pochłaniają nadmiar tłuszczu - gąbka konjac, ściereczki z mikrofibry i muślinu.

Metody niespłukiwane, to powlekanie skóry bezpośrednio, bez usuwania konsystencji ze skóry. Tutaj trzeba już rozsądnie dopasować ilość produktu oraz dobrać metodę aplikacji, ponieważ emolienty tego typu powlekają skórę aż do momentu demakijażu, więc wiadomo jak skończy się zbyt obfite i zbyt częste nakładanie kosmetyków o ciężkiej konsystencji. Kremy można stosować samodzielnie, jako kosmetyk ochronny i zabezpieczający, czy jako dodatek do innych produktów. Możliwości zastosowania jest wiele, dlatego napiszę ogólnie - kremami ochronnymi można modyfikować wszystkie, zbyt lekkie konsystencje.

Wklepywać, a nie rozcierać. Takie produkty wymagają ogrzania oraz dokładnego rozprowadzenia, dopiero wówczas powinny być aplikowane na skórę. Wyjątkiem są jedynie kremy przeciwsłoneczne. Rozcieranie produktu bezpośrednio na skórze zapewnia bardzo mocną okluzję i sprawdza się tylko u osób i w sytuacjach, gdy naskórek wymaga mocnej, porządnej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Często "zatykanie porów" po kremach, leży po stronie użytkownika, który nie wie jak ma obchodzić się z daną konsystencją i nie obserwuje reakcji własnej cery.

Ogrzewać. Emolienty nieschnące wymagają ogrzania, inaczej są tępe, mocno tłuste i niepodatne na rozprowadzenie, jakim cudem bez tego kroku mają być rozprowadzone równomiernie i cienką warstwą, jeżeli w temperaturze pokojowej mają one formę stałą?

Stosować z umiarem. I obserwować własną skórę. Możliwe, że Twoja skóra wymaga stosowania kremów ochronnych, ale przez brak obserwacji i wyczucia własnych potrzeb, takie konsystencje powodują tylko problemy z cerą. 

GRUPA DOCELOWA

Skóra szybko rogowaciejąca, uszkodzona, odwadniająca się, pobudliwa, reaktywna, wymagająca zabezpieczenia przed czynnikami potencjalnie drażniącymi takimi jak woda, wiatr, słońce, drażnienie manualne i chemiczne.

KTO POWINIEN UNIKAĆ TAK CIĘŻKICH KONSYSTENCJI

Osoby, które mają niskie zapotrzebowanie na okluzję, a stosowane tłuszcze powodują rozpulchnienie porów, nieświeży wygląd oraz sprzyjają zanieczyszczaniu się cery. O tym do czego można doprowadzić poprzez nierozsądne stosowanie tłuszczów (w tym naturalnych olejów) w pielęgnacji, pisałam między innymi tutaj>.

LEKTURA UZUPEŁNIAJĄCA:


POLECANE GOTOWE KOSMETYKI MYJĄCE O KREMOWEJ /OLEJOWEJ KONSYSTENCJI

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam,
Ewa