20:39

Olej z nasion herbaty | Super lekki olej dla problematycznej skóry

Wciąż jestem na etapie poszukiwań lekkich olejów odpowiednich dla cery trądzikowej, podatnej na powstawanie zaskórników. Można powiedzieć, że przez jakiś czas nie pozwalałam sobie na eksperymenty, ale odkąd stosuję retinoidy nie stronię od większej ilości tłuszczów w mojej pielęgnacji.

O oleju z nasion herbaty nie mogłam znaleźć żadnych opinii, które zachęciłyby mnie do zakupu - były zbyt zdawkowe i nie wnosiły zbyt dużo, by dowiedzieć się czegokolwiek więcej niż z opisu producenta. Zaufałam jednak swojej intuicji i sugerując się proporcjonalnością kwasów tłuszczowych, przeszłam do szybkich testów oleju na własnej skórze - samodzielnie, jak i jako główna składowa serum, które stosowałam codziennie przez około 12 tygodni. Myślę, że najwyższa pora, bym podzieliła się z Wami moimi wrażeniami.

Jest to najlżejszy olej z  jakim się spotkałam. Nawet uwielbiane przeze mnie oleje z nasion roślin jagodowych są bardziej odżywcze i tłuste (jakkolwiek to brzmi) w dotyku niż olej z  nasion herbaty. Jest prawie przezroczysty (delikatnie zabarwiony na żółto), nie wyczuwam w nim zapachu, po roztarciu nie czuję w nim lepkości i tłustości. Jest jakby suchy w dotyku, nie daje takiego silikonowego poślizgu jak oleje z nasion roślin jagodowych, ale nie wpływa to negatywnie na walory aplikacyjne. Nakłada się bardzo dobrze, nie jest tępy w dotyku, mogę użyć minimalnej ilości. Jest tak lekki, że przy pierwszej aplikacji,z  ręką na sercu, nie wiedziałam jak się z tym olejem obejść. Zaskoczyło mnie to oczywiście bardzo pozytywnie, gdyż wiedziałam, że wykorzystam go z pewnością we własnych formułach.



Wchłania się błyskawicznie, dlatego coraz bardziej dzięki olejowi z nasion herbaty powracam do stosowania odżywczego serum mieszanego na świeżo w zagłębieniu dłoni. Często takie niestabilne emulsje okazywały się stanowczo zbyt ciężkie, natomiast przy oleju z nasion herbaty nie dostrzegam takiego problemu. Muszę także nadmienić, iż w zimniejszych porach roku moja cera sprawia mi zdecydowanie więcej problemów i zwracam szczególną uwagę na produkty, które włączam do pielęgnacji. Nie mam żadnych wątpliwości, iż olej z naison herbaty stanie się moim stałym punktem zakupów.

Moim najważniejszym kryterium jest przede wszystkim lekkość i wchłanialność tłuszczy, dlatego już spełnienie tych warunków spowodowało, iż moja opinia jest jak najbardziej pozytywna. Poza tym nie oczekuję zbyt dużo, mam inne środki, które wpływają na stan mojej cery,a  olej traktuję jak dodatek. Spełnia on swoje zadanie - pełni rolę izolacji i zabezpiecza moją cerę przed działaniem czynników zewnętrznych, w równoległym połączeniu z humektantami i stosowaniem retinoidów moja cera zyskała nawilżenie, blask i promienność. Wpłynął bardzo pozytywnie na stan mojej cery pod względem jej jakości i nie przypominam sobie, by jakikolwiek olej tak dobrze wpisał się w moją pielęgnację opartą na tretinoinie (przy stosowaniu retinoidów należy szczególnie zwracać uwagę na uzupełnienie gospodarki lipidowej, gdyż skóra podczas kuracji jest pozbawiana naturalnej ochrony). Nie przyczynił się także to pogorszenia stanu mojej cery, mimo że stosowałam go nadzwyczaj sumiennie, co należy do rzadkości i niegdyś skutecznie ograniczałam ilość tłuszczów i lipidów.

Olej jest specyficzny, inny niż te, które dotąd stosowałam, co wcale nie oznacza, ze jest gorszy. Zdecydowanie wyróżnia się na tle dotychczas przeze mnie stosowanych olejów. Ciężko jest zaobserwować efekty przy stosowaniu takich półproduktów, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż stan mojej cery zdecydowanie uległ zmianie na lepsze. Nie wiem, czy olej ma faktycznie wpływ na jakość naczyń krwionośnych i zapobiega rumieniowi, ale mój kilka tygodni uaktywniony rumień pod kością policzkową przybladł i odkąd stosuję olej z nasion herbaty jest przygaszony. Zauważyłam także, iż moja skóra jest bardziej wypoczęta i zrelaksowana, co jest trudne do osiągnięcia przy tak częstym stosowaniu Atredermu.


To, co odróżnia go od oleju z nasion malin, czy truskawki, to wspomniana lekkość. Podczas jego aplikacji naprawdę ciężko uwierzyć, że nakładasz olej na skórę. Pod tym względem przypomina mi niezmydlaną frakcję sojową z ECOSPA, nałożoną w minimalnej ilości. Sprawdza się u mnie nawet w roli bazy pod makijaż, chciałabym znaleźć minus jego użytkowania, ale to jeden z  najprzyjemniejszych i najlepszych olejów dla cery szczególnie tłustej i problematycznej.

Olej pozyskano z Kamelii olejodajnej, to gatunek drzewa z rodziny herbatowatych pochodzący z  Chin. Roślina jest uprawiana ze względu na cenny olej (w Japonii znajdziesz go pod nazwą  bardzo popularnego olejku tsubaki), ale pełni także rolę drzewka ogrodowego. Zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych wynosi aż 88%, przeważa kwas oleinowy (omega-9) . Wydawało mi się, że rozkład tłuszczowy powie mi wszystko i oczekiwałam mocno odżywczego oleju, jak widać, zostałam pozytywnie zaskoczona niespotykaną lekkością oleju kameliowego. Po nałożeniu na skórę jest niewyczuwalny, co jest ogromnym sukcesem na mojej przetłuszczającej się skórze jesienią.

Olej jest bardzo wydajny, a jego niska cena (6.90/15ml) tylko zachęca do zakupu. 


Jeśli nadal zastanawiasz się jaki olej będzie odpowiedni dla Twojej cery, jesteś na etapie poszukiwań, albo szukasz urozmaicenia, serdecznie polecam olej z nasion herbaty. 



Pozdrawiam serdecznie,
Ewa