12:42

Subtelne podkreślenie z Ecolore | Brązery mineralne. Cocomo No.280, Diani No.284, Balos No.285


Moja przygoda z Ecolore trwa nieprzerywanie od momentu pierwszej aplikacji podkładu mineralnego, który idealnie współpracuje z moją cerą i nadaje mi niezwykle zdrowy, promienny wygląd. Magia ta, trwa po dziś dzień.  Mimo że brązery nie są koniecznością w moim codziennym makijażu i często rezygnuję z ich użycia na rzecz różu,  nie mogę nie docenić użycia kosmetyków brązujacych i przyciemniających w makijażu, zwłaszcza w przypadku pełnego kształtu twarzy.

Dzięki Pani Dorocie, miałam szansę przyjrzeć się nowościom Ecolore trochę bliżej i po kilku tygodniach testów, postanowiłam wyrazić swoją opinię. 

Od kilku lat, prym wiodą kosmetyki mineralne, które mogą być równie trwałe jak tradycyjna kolorówka. Są także coraz chętniej stosowane w makijażu profesjonalnym, ze względu na wysoką pigmentację i bardzo naturalne wykończenie. 

Przyznaję się, iż brązery Ecolore stosowałam częściej na kimś, niż na sobie, przeszły jednak fazy testów bardzo porządnie, konturowanie twarzy jest wciąż na topie, chociaż osobiście nie jestem fanką tak mocnego wyostrzania z natury łagodnych, kobiecych rysów. Niezwykle trudne jest także operowanie tak niebezpiecznym kosmetykiem, jakim jest brązer, bardzo łatwo o komiczny wygląd, czy też zniekształcenie twarzy (co nie zdarza się nawet przy fatalnym nałożeniu różu) Korzenie mojego odwiecznego problemu sięgają jednak głębiej, odkryłam to dosyć niedawno, bacznie obserwując zdjęcia. Kosmetyki brązujące nie wyglądają dobrze na mojej bladej karnacji (podkreślam delikatne rysy twarzy najczęściej różami) i drobnej, szczupłej twarzy. Odkąd poznałam magię różu, rezygnuję z użycia innych produktów na rzecz naturalnego rumieńca,z  którym czuję się najlepiej. 

Brązery nie są jednak czymś zbędnym w moich zbiorach (choć można było odczuć nutkę niechęci) - przy mocniejszym makijażu, czy też związanych włosach, odsłaniającej moją twarz w pełnej okazałości, decyduję się korekcję moich niedoskonałości kosmetykiem konturującym, łagodząc ostrą linie podbródka i wysokie czoło. Brązery jednak znacznie częściej służą mi do ocieplania, z tego względu, iż większość jest dla mnie za ciepła. Temperatura mojej skóry wyłapuje niezwykle szybko i trafnie pomarańczowe tony, dlatego większość produktów tego typu wychodzi na mnie bardzo ciepło i nie nadaje się do korygowania ostrych rysów. Ecolore, niegdyś oferowało jedynie ciepłe, brązowe odcienie ( i jeden, nietypowy, na który zdecydowałam się w pełnowymiarowym opakowaniu, Cocomo), aktualnie, poszerzono ofertę o dwa, nowe, chłodne brązy - Diani, oraz ciemniejszy, bardziej brudny i szary Balos. Brązery Diani i Balos, zostały mi przekazane w ramach zapoznania się z nowościami, nie ma to jednak naturalnie żadnego wpływu na moją opinię końcową. 



Muszę odetchnąć z ulgą, gdyż brązery nie są zbyt suche, dzięki temu nie znikają w ciągu dnia (oprócz jednego delikwenta). Nie wiem jednak, jak jest w pozostałych wariantach kolorystycznych (posiadam jedynie 3 z 6, dostępnych brązerów Ecolore), gdyż mogą się między sobą znacznie różnić (odczuwam pewną zależność w różach, nie tyczy się to wyłącznie Ecolore, ale także Lily Lolo, które są do siebie bardzo podobne pod względem konsystencji). Najbardziej delikatny i miły w dotyku, jest Cocomo, który rozprowadza się najlepiej, choć jest bardzo subtelny i widoczny jedynie na bardzo jasnej karnacji. 

Konsystencja jest przyjemna, najbardziej suchy wśród mojej trójki jest Balos, aczkolwiek nie zmienia to faktu, iż wszystkie są przyjemne mniej, lub bardziej w użyciu. W dużej mierze trwałość jest zależna od podkładu i typu skóry. Bardziej mokry Cocomo świetnie współpracuje z każdym typem kolorówki, dla odmiany Balos, wymaga większej miłości, wyczucia i czasu. Brązery najlepiej nakładać naturalnym, porowatym włosiem kozy, przy wiewórce tracą na pigmentacji, do syntetyków nie chcą równomiernie przywierać i efekt końcowy nie zadowala mnie do końca.

Cocomo No.280, to bardzo rzadki i nietypowy kolor brązera. Ma on jednak swoje bardzo mocne plusy, mianowicie, jest idealny dla bardzo bladej karnacji o wyraźnie chłodnych tonach, bardzo ładnie dopasowuje się i można nim, z powodzeniem zresztą, wykonturować twarz. Na bardziej ciepłej karnacji, może się ocieplać (możliwe wybijające się różowe tony), albo wtapiać, nie dając żadnego efektu. Na mojej skórze, jest niemal niewidoczny, aczkolwiek, wiele razy usłyszałam o 'złapaniu słońca' od osób postronnych, nosząc Ecolore. Efekt ten jest bardzo subtelny i praktycznie niedostrzegalny, jeśli jednak, ktoś komplementuje moją opaleniznę, której nie mam - ma u mnie dużego plusa. :D Świetnie sprawdza się także do subtelnego podkreślenia rysów twarzy.

Ciężko jest mi także określić kolor. To beż, ale nie jest ani zbyt ciepły, ani zbyt chłodny, to bardzo neutralny kolor, ale ma w sobie coś z ciepłej opalenizny, taką, jaką można spotkać na bladej karnacji i doskonale imituje ją, nałożony na skórę. Ma lekko morelowy odcień. Na mojej cerze nie ociepla się, nie jestem przyzwyczajona do aż takiego dopasowania, gdzie wskazanie palcem produktu graniczy z cudem.. ale powoli zaczynam się do niego przekonywać :) Bardzo trudno jest spotkać cokolwiek brązującego w takiej kolorystyce, powiedzmy sobie szczerze, patrząc na Cocomo, od razu przywodzą mi na myśl paskudnie niedobrane kolorystycznie podkłady. Jak widać, pozory mylą, jestem bardzo  pozytywnie zaskoczona. Polecam szczególnie bardzo bladej karnacji, na poziomie zero, najlepiej o chłodnym typie urody lub neutralnym, a nawet ciepłym.

W porównaniu do moich jasnych kosmetyków brązujących, Ecolore, ma niezwykle unikatowy, morelowy odcień i może służy zarówno jako brązer, ale także jako subtelny róż.  Większość jasnych brązerów, ma biszkoptowy, ciepły kolor, który nie współgra z chłodną karnacją o różowych tonach. Porównanie kolorystyczne zobaczysz TUTAJ>



Spośród całej trójki, rozprowadza się najlepiej, jest bardzo dobrze rozdrobniony i dobrze przyczepny do skóry, nie ściera się tak łatwo z dłoni, jak np. Balos. Jest lekko mokry, ma satynowe wykończenie i bardzo ładnie rozświetla skórę, nadając jej promienny wygląd - Diani i Balos to typowe matowe brązery. Ciężko o placki i nierównomierne nałożenie produktu, mimo że jest jasny na tle swoich braci, aplikacja jest bezproblemowa i przebiega bardzo szybko. Nie mam wątpliwości, co do bardzo dobrej jakości Cocomo i szczerze go polecam. Jako jeden z  niewielu brązerów, idealnie dopasowuje się do mojej karnacji i podkreśla to, co chcę podkreślić w delikatny i niewidoczny sposób.

INCI: Mica, Titanium Dioxide, CI 77492, CI 77491, CI  77499 
Koszt 36.90zł/ 4g
 

Diani No.284, to odcień, który znajdzie dużą rzeszę fanek, ze względu na podobieństwo do słynnego brązera The balm Bahama Mama, który według mnie, jest bardzo przereklamowany i nie nakłada się wcale tak równo. Diani, jest odcieniem o pół tonu jaśniejszym i nie zawiera oliwkowych tonów w aż takiej ilości jak Bahama Mama, dzięki temu, nie ociepla się tak, jak słynna mamuśka, aczkolwiek, może posłużyć także do ocieplania twarzy w zależności od cery (na mojej skórze Diani bardzo się ociepla, ale nie wchodzi w  pomarańczowe i miedziane tony jak honolulu Lily lolo, czy Bahama Mama The balm. Porównanie znajdziesz TUTAJ>). Diani, to produkt do konturowania. Jest neutralnym, eleganckim brązem. Bardzo przemyślany i trafny kolor, który sprawdza się nawet na mojej bladej skórze w roli ocieplacza, jeśli jest nałożony oszczędnie.

W porównaniu do słynnej Bahama mama i ostatnio, będącego na topie brązera Lily Lolo Honolulu w formie prasowanej, Diani, jest najbardziej neutralny, ale nie jest on chłodny. Moja skóra nadal wyłapuje cieplejsze tony, dzięki temu, w moim przypadku sprawdza się zarówno do konturowania, jak i ocieplania, choć na karnacjach neutralnych, będzie wyglądał znacznie bardziej chłodno i pozostałabym przy podkreślaniu kości policzkowych.

Diani nakłada się odrobinę gorzej od wspomnianego Cocomo, wymaga zdecydowanie lekkiej ręki ze względu na dużą pigmentację, chociaż całość bardzo łatwo jest rozetrzeć. Proszek jest dobrze przyczepny do skóry i nie blednie w ciągu dnia oraz nie pyli podczas apilkacji. Brązer, jest bardziej suchy od Cocomo, aczkolwiek nadal jego konsystencja jest przyjemna i nie sprawia mi większych problemów. Ładnie dopasowuje się do skóry i pasuje do wielu tonacji, zarówno do neutralnej, jak i ciepłej. Do chłodniejszych typów urody może okazać się zbyt brązowy, aczkolwiek dużo zależy od Twoich preferencji i jasności skóry. Na bardzo bladej cerze może niestety odznaczać się, dlatego należy być oszczędnym w aplikacji, do skóry jasnej i średniej, Diani będzie idealny.

Wykończenie jest typowo matowe, dlatego Diani jest odczuwalnie bardziej suchy. 

INCI: Mica, Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77492, CI  77499 
Koszt 36.90zł/ 4g

Balos No.285, to kolor gorzkiej czekolady. Piękny, chłodny brąz, idealny dla opalonej skóry, a także karnacji średniej i ciemnej. Nałożony w małej ilości, sprawdzi się nawet na karnacji średnio jasnej. Jest najchłodniejszy z całej trójki i nałożony umiejętnie, doskonale imituje cień. Nie ociepla się. Dla jasnej karnacji będzie za ciemny,chociaż nakładany, bardzo blednie i traci na pigmentacji.

Balos, to kolor, który sprawia mi najwięcej problemów. Cała trójka jest bardzo dobra jakościowo, ale dostrzegam tę samą zależność jak w przypadku kosmetyków Lily Lolo. Brązer, jest zbyt suchy, przez co znacznie traci na trwałości i nie wygląda tak pięknie, jak bardziej mokry Cocomo, czy Diani. Potrafi blednąć w ciągu dnia, dlatego moim zdaniem nie jest odpowiedni do wykonania okazjonalnego makijażu, który ma przetrwać całą noc. Pigmentacja produktu jest niesamowita i najmocniejsza, aczkolwiek odbija się to negatywnie na walorach użytkowych - kilkukrotnie (mimo lekkiej ręki) zdarzyło mi się rozprowadzić produkt nierównomiernie i nie wynika to z braku umiejętności. Jest także odrobinę gorzej przyczepny do skóry i najlepiej współpracuje z podkładem mineralnym. Podczas nakładania, bardzo traci na pigmentacji i wchłania się w skórę. Minusem jest relatywnie krótka trwałość, produkt bardzo łatwo jest zetrzeć ręką, a nawet pędzlem, muskając policzki różem. Efekt końcowy nie jest satysfakcjonujący i znacznie odbiega od dwóch, wyżej, wspomnianych brązerów. Niezaprzeczalnym plusem kolorówki Ecolore jest ich doskonała absorpcja, dosłownie po kilku minutach Balos widocznie blednie i całość prezentuje się dobrze, choć jest bardziej problematyczny w użyciu niż jego bracia. Żałuję, że zabrakło tej wyczuwalnej i namacalnej wilgotności i doskonałej przyczepności, jak w przypadku Cocomo, prawdopodobnie to wina dużej ilości pigmentu. Ze smutkiem stwierdzam, że nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia, ze względu na zanikającą pigmentację podczas kontaktu ze skórą i raczej krótką trwałość i nierównomierność w nakładaniu, gdyż łatwo o nieestetyczne placki, które ciężko jest rozetrzeć.

INCI: Mica, Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77492, CI  77499 
Koszt 36.90zł/ 4g
 
Kosmetyki schodzą z twarzy równomiernie, nie tworząc brzydkich zacieków i plam. Wyglądają  bardzo naturalnie i wtapiają się w skórę, tworząc spójną całość.Nie spływają łatwo pod wpływem wody, aby je dobrze zmyć, należy użyć olejku, to wina bardzo dużej ilości pigmentu :)

Brązery najlepiej współpracują z podkładami mineralnymi, zwłaszcza suchy Balos, na tradycyjnej kolorówce bardzo szybko znika i znacznie gorzej rozprowadza się. Do brązera Cocomo i Diani nie mam żadnych zastrzeżeń, są świetne jakościowo i bardzo dobrze współpracują nie tylko z  moją cerą. Nie mam problemu z używaniem kosmetyków mineralnych na tradycyjnej kolorówce,a  także wykonując okazjonalne makijaże, jeśli produkty są wysokiej jakości i nie sprawiają mi problemów z aplikacją, gdyż nie mam na to zwyczajnie czasu. Brązer Diani i Cocomo mogę więc szczerze polecić, nawet wymagającym :)

Mają lekko wilgotną, przyjemną konsystencję, zwłaszcza Cocomo, który jest niezwykle przyjemny w użyciu. Równomiernie nakładają się i nie sprawiają większych problemów. Nie pylą gdzie popadnie, wszystko można kontrolować. Nie znikają także z twarzy, są dobrze przyczepne do skóry i trwałe. Dobrze współpracują z kolorówką, zarówno tą mineralną, jak i tradycyjną. Jak już wyżej wspomniałam, moje obiekcje tyczą się jedynie Balos, w którym coś nie do końca zagrało. Potrzebuje  znacznie większej ilości czasu i efekt końcowy nie zawsze można przewidzieć, o ile osobiście jestem na to przygotowana, produkt ten muszę wykluczyć z grona moich ulubionych i pewnych produktów.

Produkty brązujące Ecolore mogą posłużyć także jako mineralne cienie do oczu, Diani i Balos, to świetne cienie przejściowe, do zaznaczenia i zdefiniowania powieki. Wielokrotnie używam ich do wykonania lekkiego, dziennego smoky. Na bazie matującej Zoeva wytrzymują cały dzień i świetnie spełniają tę rolę - nie bledną, nie rolują się, doskonale rozcierają. Bardzo polubiłam także cienie do oczu Ecolore, które moim zdaniem, są jedynymi z najprzyjemniejszych jakie można dostać - dosłownie rozcierają się same i w zależności od techniki nakładania - za każdym razem wyglądają inaczej, ale o tym niebawem :)

Brązery umieszczone są w tradycyjnych, już dla Ecolore opakowaniach. Białe wieczka, opakowania skrywające 4g sypkiego pyłku, przesuwająca się i zabezpieczająca sypki proszek bez większych problemów  zasuwka. Jedyny minus opakowań, to ich szybkie brudzenie się, co odczułam zwłaszcza na ciemnych brązerach. Wszystkie z nich są bardzo wydajne, ale najbardziej Cocomo, który towarzyszy mi od prawie roku i mimo początkowej niechęci - aktualnie jest w obiegu bardzo często, gdyż w dyskretny i niezwykle subtelny sposób nadaje mi koloru. Ma najbardziej przyjemną konsystencję, wystarczy minimalna ilość, nie pyli i ciężko jest mi znaleźć choć jedną wadę, która przeważyłaby nad zaletami. Może jedynie jasny odcień, ale tylko ze względu na wyjątkowość i małą grupą docelową, Cocomo będą mogły cieszyć się jedynie bladolice piękności. Bardzo przyjemny jest także Diani, który od początku zauroczył mnie odcieniem, mimo wielu podobieństw-ciężko jest mi znaleźć drugi, taki sam kolor w znanych mi brązerach. Neutralny (ale nie zbyt chłodny, ani zbyt ciepły, idealny na cieplejszych), bez takiej ilości oliwkowych tonów, idealny dla większości do konturowania. Małym wyjątkiem od tej chlubnej rodziny i niezwykle, aż chciałoby się podejrzliwego zachwytu nad marką Ecolore stał się brązer Balos. Gorzki, ponętny odcień czekolady, ale nie rozbudził tak moich emocji podczas pierwszych ruchów pędzlem, nie rozprowadza się równomiernie i tworzy placki, które ciężko jest potem rozetrzeć. Cóż, każdemu zdarzają się małe potknięcia, choć nie uważam, by Balos okazał się strasznym bublem - wymaga po prostu większej uwagi i ilości czasu, grzeszy odczuwalnie krótszą trwałością, nie wywołał również takiego entuzjazmu jak jego rodzeństwo, które grzecznie zajmuje miejsce w moich kosmetycznych zbiorach, mimo że kolor jest bardzo udany i nie ociepla się. Widocznie nie zagrała ilość dużej ilości pigmentu i matowego, suchego wykończenia.

Brązery są niezwykle wydajne, nie zapychają porów i są odpowiednie dla problematycznej cery. Wszystkie brązery nie zawierają widocznych drobinek, Diani i Balos są zdecydowanie bardziej suche i matowe (doskonałe do konturowania), natomiast Cocomo - mokry, wilgotny, co czyni go niezwykle przyjemnym i bezproblemowym w aplikacji. Cena pojedynczego, 4g pudełeczka do koszt 36.90 zł. Kosmetyki Ecolore dostaniesz w sklepie producenta.




Pozdrawiam serdecznie,
Ewa