Nie pamiętam kiedy coś wybiło mnie z rytmu, ale powrót lata (a kysz deszcze!), gonitwa z czasem w samym centrum stolicy i skumulowanie się obowiązków doprowadziło do krótkiego przestoju na blogu. Dlatego z opóźnieniem, witam Was ponownie z nowym artykułem. O bezkremowych nocach dr Hauschka zapewne słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się tematami około pielęgnacyjnymi, stawia na naturalną pielęgnację lub boryka się z trudną cerą i poszukuje najlepszych rozwiązań dla własnej skóry. Specyficzna i nietuzinkowa metoda dr Hauschka znalazła wielu zwolenników, ale nie braknie jej przeciwników, wszak krem został wyniesiony na szczyt pielęgnacyjnej piramidy, ale czy słusznie? Czy można się bez niego obyć?
Stosowanie kremów stało się obowiązkiem, powiedziałabym, że nawet przymusem, często zupełnie zbędnym, szkodliwym i zwyczajnie złym, dlatego teoria dr Hauschka jest dla mnie miłą odskocznią od marketingu, generującego kolejne, często zupełnie zbędne, bezsensowne potrzeby. Mimo że teoria wydaje mi się wyciągnięta aż na wyrost i efekty jej stosowania wynikają z zupełnie innego powodu, podoba mi się, że w końcu ktoś uświadamia nas, że młoda, sprawna i zdrowa skóra nie potrzebuje arsenału kosmetyków, a dobrze nawilżająca pielęgnacja może być jak najbardziej lekka, ledwo wyczuwalna i beztłuszczowa bez utraty elastyczności naskórka. To bardzo ważne, zwłaszcza podczas zastałej mody na kosmetyki naturalne, szczególnie bogatych w emolienty tłuste. Dr Hauschka przypisuje zbyt wiele metodzie oil-free nights, ale jest w niej sporo prawdy - pozwala utrzymać równowagę, której szalę często zaburza niewłaściwe stosowanie w za dużej ilości oraz stanowczo za ciężkiej konsystencji kosmetyków. Także chwała za zwrócenie uwagi, iż przemyślana pielęgnacja nie musi być bogato tłuszczowa, a nadmiar emolientów w pielęgnacji może po prostu szkodzić. Problem jest jednak znacznie bardziej złożony i generalnie nie przemawia do mnie ogólnie rzecz biorąc pielęgnacja według Haschka, ale o tym wspomnę w dalszej części artykułu.
Często skóra nie potrzebuje takiej ilości okluzji jaką codziennie jej fundujemy - olejki, kremy, kremy ochronne, podkłady - to naprawdę ogromna ilość substancji okluzyjnych, a ich bogata formuła nie zawsze ma finalnie pozytywny wpływ na kondycję Twojej cery. Idea bezkremowych nocy jest więc sensownym wytłumaczeniem i faktycznie, na pozytywne efekty nie trzeba długo czekać, jeśli problem leży w stosowaniu w za dużej ilości / źle dobranych kosmetyków pielęgnacyjnych.
IDEA BEZKREMOWYCH NOCY
Teoria ogołaca do cna marketingowe chwyty, rodzące dodatkowe, zbędne potrzeby pielęgnacyjne. W prosty i klarowny sposób ukazuje, iż nie każdy typ skóry potrzebuje dużej ilości kosmetyków i często (ale nie zawsze!) krem jest jedynie zbędnym zapychaczem kosmetyczki. Dotyczy to szczególnie naturalnej pielęgnacji, która zyskuje ogromną rzeszę fanów, ale jest wyjątkowo ciężka i bogata w naturalne oleje i masła, które w nadmiarze szkodzą i nie zawsze okazują się remedium na problemy skórne, dlatego cenię zwrócenie uwagi na tak ważny aspekt, choć jak już wspomniałam, nie do końca moje poglądy pokrywają się z tymi, które reprezentuje dr Hauschka.
O tym, czym grozi bezrefleksyjne i machinalne obciążanie skóry skoncentrowanymi olejami i masłami oraz tłustymi kremami, pisałam obszernie W ARTYKULE O PROBLEMIE SZAREJ, ZMĘCZONEJ I TŁUSTEJ CERY >. Uważam, że skóry nie powinniśmy nadmiernie obciążać niezależnie od pory roku, dnia i nocy, a nie tylko wieczorem (choć zgadzam się, iż pielęgnacja poranna powinna być teoretycznie bogatsza, zwłaszcza, gdy mamy ciągły kontakt z suchym powietrzem lub warunkami, które mogą odwadniać naskórek), to żywa tkanka, która zawsze będzie wyglądać źle, jeśli nie będziemy zapewniać jej składników, których aktualnie potrzebuje lub pójdziemy w odwrotną stronę i przez nadgorliwą pielęgnację doprowadzimy do zakłócania jej funkcji poprzez nadmierną okluzję. Metoda dr Hauschka w całym tym szale na naturalną i ciężką pielęgnację, która nie każdemu służy, staje się w światełkiem w tunelu i może dobrze ukierunkować wciąż błądzących, przywracając balans, który został zachwiany przez złe i nieprzemyślane nawyki kosmetyczne, a w konsekwencji jak najbardziej posiadać regulujący wpływ na cerę. Bo jak najbardziej trądzik można wywołać poprzez nadmiernie obciążanie naskórka, a najgorsze jest to, że wielu wciąż brnie w tę złą stronę, nie zwracając uwagi na kosmetyki, które niemal codziennie lądują na skórę.
Teoria opiera się głównie na naturalnych siłach witalnych i cyklu komórkowym każdej skóry - ludzki naskórek ma spore zdolności regeneracyjne i funkcjonuje prawidłowo, dopóki jest dobrze nawodniony - dlatego teoria nie sprawdzi się na każdym typie i rodzaju skóry, o czym także napiszę szerzej. W zupełności zgadzam się, iż za bogatą (tak jak za ubogą pielęgnacją) interweniujemy w funkcje skóry, prowadząc do zachwiania naturalnej równowagi, co często skutkuje nadmierną suchością skóry i pojawiającymi się atopiami, lub też odwrotnie - funduje szary, zmęczony wygląd, pojawiają się wypryski, nagłe problemy z cerą. Bezkremowe noce nie rozwiązują w pełni problemu, ale przy poprawiającej się kondycji skóry podczas rezygnacji z kremu nocnego, można wywnioskować, iż w Twojej bieżącej pielęgnacji pojawiają się rażące błędy. Cera obciążona i tłusta, bezrefleksyjnie 'nawilżana', nigdy nie będzie promienna i pełna życia, a tak entuzjastyczne i bezkrytyczne włączanie ciężkich produktów zapowiada pielęgnacyjną katastrofę. Myślę, że właśnie w tym tkwi główny problem i dlatego teoria ma tak wielu zwolenników - cera nagle odżywa, lepiej się regeneruje, mniej się przetłuszcza, niedoskonałości pojawiają się rzadziej, paradoksalnie skóra jest lepiej nawilżona i zyskuje promienny wygląd. To nie czary. W teorii dr Hauschka nie ma niczego odkrywczego i skomplikowanego, wszak najczęściej rozwiązania bywają prozaicznie proste i nawet nie bierzemy ich pod uwagę, prawda? :)
Dr Hauschka kładzie szczególny nacisk na to, aby nie obciążać skóry nocą, ponieważ emolienty tłuste opóźniają procesy regeneracyjne i detoksykacyjne - skóra funkcjonuje trochę inaczej w nocy, nie potrzebuje także dużej dawki okluzji, ponieważ jest w bezpiecznym miejscu i nie trzeba jej mocno zabezpieczać (no chyba, że jest bardzo cienka i błyskawicznie się odwadnia), bardziej zadbałabym o to, aby pomieszczenie, w którym śpimy było dobrze przewietrzone i nie zabrakło nam dostępu do świeżego powietrza. Blokowanie porów okluzją zakłóca ten naturalny rytm, może powodować stres i według Hauschka, jest przyczyną złego stanu skóry. Stosowanie kremów uzależnia skórę od kosmetyków, spowalnia naturalne procesy regeneracyjne i pogarsza kondycję cery, dlatego pierwsze dni rezygnacji z kremu mogą być szczególnie trudne. Mam odmienne zdanie, oczywiście nie neguję pozytywów płynących z rezygnacji kremu, ale tylko wówczas, gdy są ku temu sposobności, pielęgnacja powinna być odpowiednio wyważona - inni tego kremu nie będą potrzebować, inni już tak, dlatego moje zdanie jest bardziej elastyczne, a poprawa kondycji naskórka po beztłuszczowych nocach świadczy jedynie o popełnianiu kilku błędów, świadczących o złych proporcjach lub niewłaściwym sposobie nawilżania naskórka podczas całej pory dnia.
O tym, czym grozi bezrefleksyjne i machinalne obciążanie skóry skoncentrowanymi olejami i masłami oraz tłustymi kremami, pisałam obszernie W ARTYKULE O PROBLEMIE SZAREJ, ZMĘCZONEJ I TŁUSTEJ CERY >. Uważam, że skóry nie powinniśmy nadmiernie obciążać niezależnie od pory roku, dnia i nocy, a nie tylko wieczorem (choć zgadzam się, iż pielęgnacja poranna powinna być teoretycznie bogatsza, zwłaszcza, gdy mamy ciągły kontakt z suchym powietrzem lub warunkami, które mogą odwadniać naskórek), to żywa tkanka, która zawsze będzie wyglądać źle, jeśli nie będziemy zapewniać jej składników, których aktualnie potrzebuje lub pójdziemy w odwrotną stronę i przez nadgorliwą pielęgnację doprowadzimy do zakłócania jej funkcji poprzez nadmierną okluzję. Metoda dr Hauschka w całym tym szale na naturalną i ciężką pielęgnację, która nie każdemu służy, staje się w światełkiem w tunelu i może dobrze ukierunkować wciąż błądzących, przywracając balans, który został zachwiany przez złe i nieprzemyślane nawyki kosmetyczne, a w konsekwencji jak najbardziej posiadać regulujący wpływ na cerę. Bo jak najbardziej trądzik można wywołać poprzez nadmiernie obciążanie naskórka, a najgorsze jest to, że wielu wciąż brnie w tę złą stronę, nie zwracając uwagi na kosmetyki, które niemal codziennie lądują na skórę.
Teoria opiera się głównie na naturalnych siłach witalnych i cyklu komórkowym każdej skóry - ludzki naskórek ma spore zdolności regeneracyjne i funkcjonuje prawidłowo, dopóki jest dobrze nawodniony - dlatego teoria nie sprawdzi się na każdym typie i rodzaju skóry, o czym także napiszę szerzej. W zupełności zgadzam się, iż za bogatą (tak jak za ubogą pielęgnacją) interweniujemy w funkcje skóry, prowadząc do zachwiania naturalnej równowagi, co często skutkuje nadmierną suchością skóry i pojawiającymi się atopiami, lub też odwrotnie - funduje szary, zmęczony wygląd, pojawiają się wypryski, nagłe problemy z cerą. Bezkremowe noce nie rozwiązują w pełni problemu, ale przy poprawiającej się kondycji skóry podczas rezygnacji z kremu nocnego, można wywnioskować, iż w Twojej bieżącej pielęgnacji pojawiają się rażące błędy. Cera obciążona i tłusta, bezrefleksyjnie 'nawilżana', nigdy nie będzie promienna i pełna życia, a tak entuzjastyczne i bezkrytyczne włączanie ciężkich produktów zapowiada pielęgnacyjną katastrofę. Myślę, że właśnie w tym tkwi główny problem i dlatego teoria ma tak wielu zwolenników - cera nagle odżywa, lepiej się regeneruje, mniej się przetłuszcza, niedoskonałości pojawiają się rzadziej, paradoksalnie skóra jest lepiej nawilżona i zyskuje promienny wygląd. To nie czary. W teorii dr Hauschka nie ma niczego odkrywczego i skomplikowanego, wszak najczęściej rozwiązania bywają prozaicznie proste i nawet nie bierzemy ich pod uwagę, prawda? :)
Dr Hauschka kładzie szczególny nacisk na to, aby nie obciążać skóry nocą, ponieważ emolienty tłuste opóźniają procesy regeneracyjne i detoksykacyjne - skóra funkcjonuje trochę inaczej w nocy, nie potrzebuje także dużej dawki okluzji, ponieważ jest w bezpiecznym miejscu i nie trzeba jej mocno zabezpieczać (no chyba, że jest bardzo cienka i błyskawicznie się odwadnia), bardziej zadbałabym o to, aby pomieszczenie, w którym śpimy było dobrze przewietrzone i nie zabrakło nam dostępu do świeżego powietrza. Blokowanie porów okluzją zakłóca ten naturalny rytm, może powodować stres i według Hauschka, jest przyczyną złego stanu skóry. Stosowanie kremów uzależnia skórę od kosmetyków, spowalnia naturalne procesy regeneracyjne i pogarsza kondycję cery, dlatego pierwsze dni rezygnacji z kremu mogą być szczególnie trudne. Mam odmienne zdanie, oczywiście nie neguję pozytywów płynących z rezygnacji kremu, ale tylko wówczas, gdy są ku temu sposobności, pielęgnacja powinna być odpowiednio wyważona - inni tego kremu nie będą potrzebować, inni już tak, dlatego moje zdanie jest bardziej elastyczne, a poprawa kondycji naskórka po beztłuszczowych nocach świadczy jedynie o popełnianiu kilku błędów, świadczących o złych proporcjach lub niewłaściwym sposobie nawilżania naskórka podczas całej pory dnia.
CZEMU BEZKREMOWE NOCE MAJĄ AŻ TYLU ZWOLENNIKÓW?
Problem leży w tym, że wiele osób sięga po niewłaściwe kosmetyki, nie obserwuje własnej cery i ślepo wierzy obietnicom producenta. Nie obarczałabym winą wyłącznie kremów, naturalnych olejów i maseł, ponieważ w pewnych sytuacjach rezygnacja z ich stosowania prowadzi do nagłego pogorszenia kondycji cery. Nie każdy typ i rodzaj skóry potrzebuje okluzji, zwłaszcza w tak skoncentrowanej, ciężkiej formie, więc nie dziwię się, gdy bezkremowe noce wreszcie dają odsapnąć skórze i nagle kondycja cery ulega poprawie.
Wiem, ze nie są to pojedyncze przypadki, ponieważ niewiele kobiet wie faktycznie jaką cerę posiada i patrzy na kosmetyki w inny sposób niż np. osoby, które czytają mojego bloga regularnie. Kremy są nagminnie stosowane w sposób machinalny i nierozważny, rzadko kto obserwuje reakcję skóry na pewne kosmetyki, nikt nie rozważa opcji 'bezkremowej'. Udana pielęgnacja może, ale nie musi obejść się bez kremu, dlatego metoda Hauschka ma aż tylu zwolenników - większość ludzi posiada cerę mieszaną i nie ma aż tak wysokiego zapotrzebowania na składniki pozostawiające film ochronny i blokujące ucieczkę wody. Nie wierzę więc do końca w nagłe pobudzenie sił witalnych, pory po prostu nie są zatykane, a nadmiar okluzji nie odwadnia głębszych warstw skóry, stąd lepszy wygląd cery po włączeniu zasad w życie.
Po części zgadzam się z dr Hauschka, ale w moim odczuciu problem jest bardziej złożony i nie wynika tylko z obciążania skóry, ale generalnie niewłaściwej pielęgnacji, jako ogółu. Z pewnością znajdzie się grupa, która szerokim łukiem będzie unikać stosowania emolientów w pielęgnacji nocnej, ale jest też i rzesza osób, u której 'pobudzanie' naskórka omijaniem emolientów w pielęgnacji doprowadzi do skrajnego odwodnienia i nieprzewidywalnego pogorszenia cery. Problem tkwi więc nie w samym nawilżaniu skóry nocą, ale w obciążaniu i niewłaściwym nawilżaniu.
Wiem, ze nie są to pojedyncze przypadki, ponieważ niewiele kobiet wie faktycznie jaką cerę posiada i patrzy na kosmetyki w inny sposób niż np. osoby, które czytają mojego bloga regularnie. Kremy są nagminnie stosowane w sposób machinalny i nierozważny, rzadko kto obserwuje reakcję skóry na pewne kosmetyki, nikt nie rozważa opcji 'bezkremowej'. Udana pielęgnacja może, ale nie musi obejść się bez kremu, dlatego metoda Hauschka ma aż tylu zwolenników - większość ludzi posiada cerę mieszaną i nie ma aż tak wysokiego zapotrzebowania na składniki pozostawiające film ochronny i blokujące ucieczkę wody. Nie wierzę więc do końca w nagłe pobudzenie sił witalnych, pory po prostu nie są zatykane, a nadmiar okluzji nie odwadnia głębszych warstw skóry, stąd lepszy wygląd cery po włączeniu zasad w życie.
Po części zgadzam się z dr Hauschka, ale w moim odczuciu problem jest bardziej złożony i nie wynika tylko z obciążania skóry, ale generalnie niewłaściwej pielęgnacji, jako ogółu. Z pewnością znajdzie się grupa, która szerokim łukiem będzie unikać stosowania emolientów w pielęgnacji nocnej, ale jest też i rzesza osób, u której 'pobudzanie' naskórka omijaniem emolientów w pielęgnacji doprowadzi do skrajnego odwodnienia i nieprzewidywalnego pogorszenia cery. Problem tkwi więc nie w samym nawilżaniu skóry nocą, ale w obciążaniu i niewłaściwym nawilżaniu.
KIEDY POMIJANIE KREMU NIE SŁUŻY SKÓRZE? JAK WYCZUĆ, CZY MOJA SKÓRA POTRZEBUJE WARSTWY EMOLIENTÓW W PIELĘGNACJI WIECZOROWEJ?
Teoria dr Hauschka posiada także i słabe strony. Szczególnie dotkliwe efekty niepożądane może odczuć na sobie każdy typ skóry, który wymaga zabezpieczenia naskórka lekką warstewką lub też pielęgnacja ogólna jest na tyle lekka, iż krem lub serum zawierające emolienty nie staje się zagrożeniem, a pozwala uspokoić skórę, łagodzi podrażnienia i zapobiega odwodnieniu podczas snu. Nie zawsze substancje nawilżające sieją spustoszenie na skórze, a wodne formuły są bezpieczne, czasami skóra wymaga zabezpieczenia, a dzięki ochronie ma szansę poprawnie funkcjonować.
Skóra wolno regenerująca się. Po części opóźnione procesy regeneracyjne mogą wynikać z nadmiaru substancji okluzyjnych, ale cera wolno regenerująca się i osłabiona teoretycznie potrzebuje wsparcia i związków, które wspomogą jej funkcjonowanie. Rezygnacja z kremu i emolientów w pielęgnacji nocnej w tym wypadku powoduje podrażnienia, utrudnia gojenie i w żaden sposób nie pobudza sił witalnych. Ma to miejsce, gdy naskórek jest 'przejedzony' i sam w sobie dobrze nawilżony, ale można na próżno wyczekiwać cudu, gdy skóra jest wciąż 'głodna' i wymaga regularnego dostarczania natłuszczaczy.
Cera zniszczona, delikatna i nadwrażliwa. Gdy Twoja skóra jest uszkodzona, funkcjonuje inaczej i jej zapotrzebowanie jest także zupełnie inne od zdrowej tkanki. Naskórek nie trzyma wilgoci, szybko się odwadnia, reaguje reakcją zapalną na odwodnienie. Taki typ skóry zachowuje się szczególnie histerycznie, gdy jego potrzeby nie zostają zapewnione przez użytkownika i podobnie jak w przypadku cery słabo regenerującej się, oczekiwania na 'lepsze' na niewiele się zdadzą. Delikatny naskórek potrzebuje ciągłej, troskliwej opieki, a rezygnowanie z podstawowych kosmetyków może prowadzić do jeszcze bardziej udzielającego się uwrażliwienia.
Skóra cienka i szybko odwadniająca się. Brak zabezpieczenia prowadzi do niemal natychmiastowej utraty wilgoci, cieniutki naskórek wręcz błaga o choć lekką warstewkę, która uchroni go przed nadmiernym wysuszeniem.
Cera dojrzała, starzejąca się, tracąca elastyczność. No cóż, wraz z wiekiem cera staje się cieńsza, wiotczeje, naturalnie starzeje się. Taki typ skory wymaga bardziej rozbudowanej pielęgnacji i musi zapewnić cały zestaw, który w młodości był zbędny i pozwolił stosować kosmetyki tylko wybiórczo.
Skóra wolno regenerująca się. Po części opóźnione procesy regeneracyjne mogą wynikać z nadmiaru substancji okluzyjnych, ale cera wolno regenerująca się i osłabiona teoretycznie potrzebuje wsparcia i związków, które wspomogą jej funkcjonowanie. Rezygnacja z kremu i emolientów w pielęgnacji nocnej w tym wypadku powoduje podrażnienia, utrudnia gojenie i w żaden sposób nie pobudza sił witalnych. Ma to miejsce, gdy naskórek jest 'przejedzony' i sam w sobie dobrze nawilżony, ale można na próżno wyczekiwać cudu, gdy skóra jest wciąż 'głodna' i wymaga regularnego dostarczania natłuszczaczy.
Cera zniszczona, delikatna i nadwrażliwa. Gdy Twoja skóra jest uszkodzona, funkcjonuje inaczej i jej zapotrzebowanie jest także zupełnie inne od zdrowej tkanki. Naskórek nie trzyma wilgoci, szybko się odwadnia, reaguje reakcją zapalną na odwodnienie. Taki typ skóry zachowuje się szczególnie histerycznie, gdy jego potrzeby nie zostają zapewnione przez użytkownika i podobnie jak w przypadku cery słabo regenerującej się, oczekiwania na 'lepsze' na niewiele się zdadzą. Delikatny naskórek potrzebuje ciągłej, troskliwej opieki, a rezygnowanie z podstawowych kosmetyków może prowadzić do jeszcze bardziej udzielającego się uwrażliwienia.
Skóra cienka i szybko odwadniająca się. Brak zabezpieczenia prowadzi do niemal natychmiastowej utraty wilgoci, cieniutki naskórek wręcz błaga o choć lekką warstewkę, która uchroni go przed nadmiernym wysuszeniem.
Cera dojrzała, starzejąca się, tracąca elastyczność. No cóż, wraz z wiekiem cera staje się cieńsza, wiotczeje, naturalnie starzeje się. Taki typ skory wymaga bardziej rozbudowanej pielęgnacji i musi zapewnić cały zestaw, który w młodości był zbędny i pozwolił stosować kosmetyki tylko wybiórczo.
PRZEWERTUJ SWOJĄ PIELĘGNACJĘ...
I oceń, czy krem jest rzeczywiście niezbędny w Twojej pielęgnacji. To najlepszy sposób. Obserwacja własnej skóry i słuchanie jej potrzeb. Nikt Tobie tak dobrze nie doradzi jak Twoja własna cera. Naskórek można nawilżać na multum sposobów, czasami wystarcza nawadnianie pośrednie - poprzez łagodne, otulające oczyszczanie, okłady spłukiwane, lekką pielęgnację warstwową, ale są sytuacje, gdy cera wymaga okluzji pozostawiającej delikatny woal na skórze, dlatego czasami od stosowania kremu nie można uciec i nie należy w nim dopatrywać się jedynie nieprzyjaciela.
CZY DR HAUSCHKA MA SPORO RACJI W SWOIM PROPONOWANYM SPOSOBIE DBANIA O SKÓRĘ?
I tak, i nie. Zarówno całkowite pomijanie kremu, jak i go nadużywanie może prowadzić do problemów z cerą. Dr Hauschka bardziej porusza problem cery obciążonej nadmiarem kosmetyków, ale nie ma realnego przełożenia w przypadku skóry zniszczonej, wyjątkowo wrażliwej, odwadniającej się, typowo suchej i dojrzałej. Każda cera jest inna, niektórzy mogą pozwolić sobie na takie uproszczenie pielęgnacyjne, inni już nie. Bezkremowe noce są skierowane szczególnie do zagubionych w pielęgnacji i stosujących za duże ilości kosmetyków, szczególnie z młodą i mniej wymagającą cerą, wcielenie metod Hauschka w życie może poważnie namieszać, gdy nie ma uzasadnienia, by całkowicie zrezygnować ze związków ochronnych w pielęgnacji nocnej.
Nie przemawiają do mnie również skrajności, jakich nie brakuje w pielęgnacji dr Hauschka. Brakuje równowagi i logicznego podejścia do tematu, z jednej strony skóra jest obciążana i dokarmiana po przebudzeniu, z drugiej wysuszana i podrażniana nocą. Takie skrajności zawsze prowadzą do zachwiania równowagi i bardziej podatny naskórek bardzo szybko w negatywny sposób zareaguje na propozycję pielęgnacją dr Hauschka. Beztłuszczowe noce mogą okazać się dobrą metodą równoważącą, pozwalającą ograniczyć ryzyko przeciążenia skóry, ale nie zawsze zdadzą egzamin w części teoretycznej. Mówię nie schematycznemu i ogólnikowemu podejściu, a bezkremowe noce proponowane przez dr Hauschka są zupełnie niespójne z polecaną pielęgnacją poranną.
Nie sądzę, by bezkremowe noce pobudzały cerę do życia. Owszem, mogą mieć takie działanie, szczególnie, gdy Twoja skóra przejawia oznaki przemęczenia, a problemy skórne są objawem nadmiernej okluzji. Poprawa kondycji skóry jest więc naturalnie następstwem eliminacji zupełnie zbędnego kroku pielęgnacyjnego, który obciążał skórę, zatykał pory, odwadniając głębsze warstwy skory. Możesz być rozczarowany brakiem efektów bezkremowych nocy lub też nagłego pogorszenia, co jest zupełnie normalne - nie zawsze problem leży w stosowanym kremie i czasami nie można zrezygnować z zastosowania niezbędnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Wbrew poglądom dr Hauschka, negatywna reakcja skóry nie jest to oznaką uzależnienia od pielęgnacji i kremu - naskórek może być uszkodzony z wielu powodów, a także naturalne się starzeje, dlatego potrzeby skóry nie stoją w miejscu i skreślenie kremu z listy nocnej pielęgnacji nie gwarantuje nagle odmłodnienia o 10 lat i wyprasowania wszystkich zmarszczek, a może prowadzić do narastania bolączek skórnych.
Nie przemawiają do mnie również skrajności, jakich nie brakuje w pielęgnacji dr Hauschka. Brakuje równowagi i logicznego podejścia do tematu, z jednej strony skóra jest obciążana i dokarmiana po przebudzeniu, z drugiej wysuszana i podrażniana nocą. Takie skrajności zawsze prowadzą do zachwiania równowagi i bardziej podatny naskórek bardzo szybko w negatywny sposób zareaguje na propozycję pielęgnacją dr Hauschka. Beztłuszczowe noce mogą okazać się dobrą metodą równoważącą, pozwalającą ograniczyć ryzyko przeciążenia skóry, ale nie zawsze zdadzą egzamin w części teoretycznej. Mówię nie schematycznemu i ogólnikowemu podejściu, a bezkremowe noce proponowane przez dr Hauschka są zupełnie niespójne z polecaną pielęgnacją poranną.
Nie sądzę, by bezkremowe noce pobudzały cerę do życia. Owszem, mogą mieć takie działanie, szczególnie, gdy Twoja skóra przejawia oznaki przemęczenia, a problemy skórne są objawem nadmiernej okluzji. Poprawa kondycji skóry jest więc naturalnie następstwem eliminacji zupełnie zbędnego kroku pielęgnacyjnego, który obciążał skórę, zatykał pory, odwadniając głębsze warstwy skory. Możesz być rozczarowany brakiem efektów bezkremowych nocy lub też nagłego pogorszenia, co jest zupełnie normalne - nie zawsze problem leży w stosowanym kremie i czasami nie można zrezygnować z zastosowania niezbędnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Wbrew poglądom dr Hauschka, negatywna reakcja skóry nie jest to oznaką uzależnienia od pielęgnacji i kremu - naskórek może być uszkodzony z wielu powodów, a także naturalne się starzeje, dlatego potrzeby skóry nie stoją w miejscu i skreślenie kremu z listy nocnej pielęgnacji nie gwarantuje nagle odmłodnienia o 10 lat i wyprasowania wszystkich zmarszczek, a może prowadzić do narastania bolączek skórnych.
U KOGO ZATEM MOŻE SPRAWDZIĆ SIĘ POMIJANIE KREMU JAKO OSTATNIEGO KROKU PIELĘGNACYJNEGO?
U każdego, kto obciąża nadmierne cerę, stosuje kremy z przyzwyczajenia, jest fanem naturalnej pielęgnacji i nie potrafi dobre zrównoważyć własnej pielęgnacji. Bezkremowe noce to także bardzo dobra lekcja obserwacji własnej skóry i wykluczenia zupełnie niepotrzebnych kosmetyków. Hauschka mimo braku mojego całkowitego poparcia, ma sporo racji i metoda faktycznie może przynieść zaskakujące rezultaty, zwłaszcza gdy u podnóża problemu leży za ciężka pielęgnacja.
U każdego, kto obciąża nadmierne cerę, stosuje kremy z przyzwyczajenia, jest fanem naturalnej pielęgnacji i nie potrafi dobre zrównoważyć własnej pielęgnacji. Bezkremowe noce to także bardzo dobra lekcja obserwacji własnej skóry i wykluczenia zupełnie niepotrzebnych kosmetyków. Hauschka mimo braku mojego całkowitego poparcia, ma sporo racji i metoda faktycznie może przynieść zaskakujące rezultaty, zwłaszcza gdy u podnóża problemu leży za ciężka pielęgnacja.
Resumując, w teorii dr Hauschka jest sporo prawdy, ale nie do końca wina leży w samych tłustych emolientach, ale w stanowczo w zbyt dużej ilości stosowanych kosmetyków. Każda skóra jest inna i z pewnością wybiją się jednostki, które mogą żyć beztrosko i szczęśliwie bez kremu, ale nie jest to rozwiązanie na lata i sprowadza się do ciągłej obserwacji cery. Każda cera, która jest podatna na wysuszenie oraz bardzo źle znosi lekką, wodną pielęgnację, negatywnie zareaguje na proponowany system pielęgnacyjny. Nie jest to wyjście z każdych, skórnych problemow, ale rzeczywiście może przynieść spektakularne efekty, jeśli problem wynika z nadmiaru okluzji. Mogą też okazać się bardzo dobrym sposobem okresowego dbania o skórę, gdy jej zapotrzebowanie na emolienty naturalnie maleje - np. ciepłą wiosną i wczesną jesienią.
Pozdrawiam,
Ewa
