Nikomu nie muszę przedstawiać już marki Antipodes. To chyba jedyna firma oferująca kosmetyki naturalne, która nie nadwyrężyła mojego zaufania i przywróciła wiarę w skuteczność i efektywność naturalnych składników. Na uznanie zasługuje także szeroka oferta marki, bowiem Antipodes oferuje kosmetyki o treściwszej, odżywczej formule, ale jednocześnie nie zapomina o lekkich, wodnych konsystencjach, które lepiej wpisują się w schemat skóry tłustej, trądzikowej i problematycznej, dlatego niemal każdy typ skóry znajdzie odpowiedni produkt dla siebie. Mimo że serum Hosanna na początku znajomości w żaden sposób mnie nie zachwyciło, a w pewnym momencie przewidywałam nawet bolesne rozstanie, lepsze zapoznanie się z produktem sprawiło, że aktualnie nazwa produktu doskonale odzwierciedla moje odczucia względem serum.
Muszę przyznać, że mam bardzo ambiwalentne odczucia do serum na różnych etapach jego użytkowania, Hosanna w zupełnie różny sposób zachowywała się na mojej skórze - w pewnym momencie wspaniale współpracowała z cerą, a czasami miałam wręcz odwrotne wrażenie i obserwowałam znaczne pogorszenie kondycji naskórka, bywała też neutralna i w zasadzie nie robiła nic, a dodatek naturalnego oleju zmienił zupełnie walory użytkowe i zdolności nawilżające produktu. Jak sama nazwa wskazuje, serum Hosanna ma zapewniać głównie nawilżenie - producent nie określił ani grupy docelowej, ani sposobu użytkowania serum, dlatego można je stosować na wiele, różnych sposobów i manipulować efektem końcowym. Kosmetyk może być stosowany zarówno samodzielnie, jak i traktowany jako element pielęgnacji warstwowej, w moim przypadku nie sprawdził się w ani jeden, ani w drugi sposób, dlatego mieszałam go z odrobiną oleju naturalnego, tworząc w zagłębiu dłoni lekką emulsję, w ten sposób zapewniłam sobie okluzję, bazując wyłącznie na jednym produkcie.
Serum Hosanna jest w 100% naturalne, mimo braku ciężkich emolientów (z wyjątkiem emulgatora naturalnego, otrzymywanego z kokosa) i bazowania na wyłącznie naturalnych wyciągach roślinnych i olejkach eterycznych, ma bardziej treściwą, zagęszczoną, nawilżającą, ale nie otulającą konsystencję. Strukturą i zachowaniem na skórze przypomina bardzo lekką, rozrzedzoną emulsję, błyskawicznie się wchłania i delikatnie się lepi po wchłonięciu - co nie jest niczym złym, a świadczy o potencjale nawilżającym. Efekt ten zanika po upływie minuty. W dotyku jest bardzo gładkie i delikatne, lekko zagęszczone, ale wciąż bardzo lekkie, jak piórko. Konsystencja niestety nie wróży dobrej wydajności - serum ubywa za szybko, choć nie należy ładować kosmetyku za dużo, zamiast nawilżać, szybciej odwadnia naskórek, powoduje także niemiłe uczucie ściągnięcia. Bardzo przyjemnie sunie po skórze, nie jest toporne, kleiste i ciężkie, jak to bywa przy tego typu konsystencjach, nie zostawia żadnego woalu, warstewki, co jest minusem, ale też i plusem - ciężkością serum można dowolnie manipulować i wzbogacać takimi składnikami, jakie mają sprawdzone, pozytywne działanie na skórę. Pojawia się zatem kluczowe pytanie, czy rzeczywiście warto inwestować w serum Hosanna, skoro serum nie za bardzo sprawdza się stosowane samodzielnie i wymaga kombinacji? Moim zdaniem tak, na ten moment nie znam lepszej bazy kosmetycznej o tak dobrym potencjale nawilżającym, a to głównie formuła produktu ma wpływ na to, czy produkt końcowy będzie współpracował z Twoją skórą, lub też nie. Cena oczywiście mogłaby być niższa, ale przy opracowaniu najlepszej metody stosowania serum Antipodes nie narzekam ani na na wydajność, ani na nawilżenie, jakie zapewnia mi kosmetyk.
Moim zdaniem znaczącym minusem serum jest brak okluzji - kosmetyk jest bardzo lekki i niezwykle komfortowy w użyciu, ale efekt ten zanika tuż po wchłonięciu się serum, po kilku minutach odczuwam wręcz ściągniecie skóry, a już niewielka dawka naturalnego oleju zniwelowałaby ten efekt. Z drugiej strony jest to plus, ponieważ producent daje mi wolną rękę i tym samym pełną dowolność stosowania kosmetyku i tylko do mnie należy końcowa decyzja w jaki sposób będę stosować zakupione serum. Samo w sobie nie nawilża dobrze skóry - rozumiem, że serum docelowo jest produktem pod inny kosmetyk i jego dodatkowe zastosowanie waloryzuje właściwości nawilżające, ale jednak przeznaczając niemałą kwotę na kosmetyk naturalny, spodziewałam się samodzielnie lepszych właściwości nawilżających i zmiękczających. W początkowym okresie samodzielne stosowanie serum zrobiło na mnie piorunujące wrażenie - cera stała się wygładzona, cera trzymała dłużej efekt matu, sam naskórek wyglądał dobrze, choć brakło mu naturalnego, zdrowego blasku, nie odczuwałam żadnego dyskomfortu w stosowaniu Hosanny, ale produktu ubywało zdecydowanie za dużo przy oszczędnym stosowaniu, a sam efekt nie był do końca zadowalający. Po dwóch tygodniach zauważyłam znaczne nasilenie rogowacenia, a sama aplikacja serum mocniej odwadniała naskórek niż go nawilżała, uczucie dyskomfortu z każdym dniem coraz bardziej się nasilało, stwierdzam więc, że serum stosowane samodzielnie ma wręcz znikome właściwości nawilżające, a samo w sobie może działać w odwrotną stronę. Zaznaczę jednocześnie, że moja cera nie wymaga dużej dawki nawilżenia i nie przepada za codziennym dostarczeniem emolientów - choć pojawiają się dni, gdy wymaga lekkiej okluzji i dostarczenia wystarczającej ilości wody, w lekkiej formie.
Nie oznacza to, że serum nie sprawdzi się stosowane samodzielnie u każdego - na pewno osoby z typową cerą tłustą, czy pasjonaci warstwowej pielęgnacji bez problemu włączą Hosannę w swój schemat pielęgnacyjny, ale bez równoległego, dobrego nawilżenia i nawodnienia naskórka kosmetyk nie ma szans działać tak, jak powinien. Co trochę jest mylące - w końcu to serum nawilżające, a nie zwiększające nawilżenie innych kosmetyków nawilżających, chociaż z jednej strony formuła jest wodna i pozbawiona okluzji, więc można się domyślić, że serum będzie wymagać ulepszeń lub też rozsądnego wplecenia w pozostałą pielęgnację. Ogromnym plusem jest umieszczenie emulgatora - dzięki temu bez problemu możesz wzbogacać Hosannę ulubionym olejem, kremem, ale też stosować pod sprawdzone kosmetyki nawilżające, nadaje się i do pielęgnacji warstwowej, jak i do rozrzedzania cięższych konsystencji. I w zasadzie to największa zaleta serum Hosanna, nie pamiętam kiedy stosowałam naturalne oleje w formie dłużej pozostającej na skórze, a dzięki Antipodes na nowo odkrywam ich właściwości, w bardzo lekkiej, nieszkodliwej dla mnie formule, a przypomnę, że mam dość skomplikowane i trudne relacje ze substancjami zapewniającymi okluzję.
W jakiej formie stosować serum nawilżające Hosanna? Samodzielnie, do rozrzedzania typowej okluzji (np. oleju, kremu, emulsji) lub do stosowania pod kosmetyk o cięższej konsystencji. Użytkowane samodzielnie z całą pewnością nie sprawdzi się u osób, których skóra nie trzyma wilgoci i szybko się odwadnia - dotyczy to nie tylko skóry dojrzałej, ale także naturalnie cienkiej, wrażliwej, uszkodzonej, poddawanej działaniu substancji drażniących, uważałabym także na serum o tak lekkiej formule przy problemach z rogowaceniami, natomiast może okazać się strzałem w dziesiątkę na skórze typowo tłustej oraz jako element lekkiej, warstwowej pielęgnacji, ale trzeba uważać, by tak lekki preparat nie zaczął odwadniać stopniowo naskórka, co miało miejsce w mojej pielęgnacji, która jest szczególnie uboga w okluzję - gdybym ją zapewniała w innych krokach, pewnie sprawy poukładałyby się inaczej. Serum może być stosowane także pod krem, emulsję, jest to sposób dla osób, u których takie stosowanie kosmetyków się sprawdza, ja przykładowo unikam stosowania samodzielnie takich konsystencji, bo są dla mnie za ciężkie, ale jeśli naskórek wymaga tej okluzyjnej warstewki, to jest to najlepszy sposób do stosowania Hosanny - serum jest odpowiednio zabezpieczone, tak jak naskórek - wilgoć jest domknięta okluzją i serum ma prawo działać. Z drugiej strony, trzeba też ocenić, czy sam kosmetyk współpracuje z innymi produktami o bogatszej konsystencji - u mnie przykładowo Hosanna ściągała naskórek pod kremami z filtrami i nie dawała efektu nawilżającego, znacznie lepiej zachowywała się w połączeniu z okluzją niż jako oddzielny, warstwowy element, mimo okluzji, połączenie nie do końca się sprawdzało i nigdy nie byłam zadowolona z efektu końcowego, ale jednak kremy ochronne to sama ochrona, wyglądałoby to inaczej przy typowym kremie nawilżającym, który oprócz zapewnienia warstewki posiada składniki wiążące wodę, trzeba też trafnie ocenić kondycję skóry, bo serum może fajnie, lekko ściągać pory, przez co kosmetyk o cięższej konsystencji będzie lepiej absorbowany przez skórę. I opcja trzecia, która na mojej skórze sprawdza się najlepiej: połączenie serum z emolientem. Serum Hosanna po dodatku okluzji, stworzy milutką, przyjemną, wspaniałą emulsję, która genialnie się rozprowadza i daje zdrowy blask, ale w żaden sposób nie powoduje uczucia ciężkości i obecności czegoś na powierzchni naskórka. Nie jest to kosmetyk typu olej zatopiony w wodzie, ale jednolita, gładka emulsja, dzięki temu świetnie współpracuje z moją cerą. Na mnie działa fenomenalnie w połączeniu z olejem jeżynowym - na jedną porcję serum daję kropelkę oleju i serum zmienia całkowicie swoje walory użytkowe - jest jedwabiste, aksamitne w dotyku, nie obciąża cery, ale jednak nawilża i przywraca komfort, nie zauważyłam, by mój naskórek mocniej się przetłuszczał, czy w jakiś inny sposób protestował. Jest to też jeden z niewielu kosmetyków, który zmiękcza moją cerę i daje świetliste, zdrowe wykończenie, ale niestety samodzielnie nie zdaje egzaminu. Jeśli nie sprawdza się ani samodzielna aplikacja, ani pod cięższe konsystencje, polecam spróbować wzbogacać serum cięższą konsystencją - ulubionym olejem, serum olejowym, kremem, emulsją, czymś, co zapewnia okluzję, Hosanna nabiera zupełnie innej struktury i świetnie współpracuje ze skórą, która protestuje na emolienty tłuste, ale mimo wszystko ich potrzebuje. Serum używam raz na tydzień i nie pamiętam kiedy miałam tak dobrze nawilżoną skórę, a wiem jak ciężko jest wyważyć nawilżenie w pielęgnacji skóry reagującej niemal natychmiastowym wysypem na zbyt ciężkie, ale także i za lekkie konsystencje. Formuła mimo dodatku oleju nadal pozostaje lekka i to główny powód, dla którego zakupię serum ponownie.
Regularnie stosowane serum z dodatkiem odrobiny oleju zniwelowało moje dotychczasowe problemy z nawodnieniem - nie było tragicznie, ale jednak borykając się z rogowaceniem należy dobrze zmiękczyć naskórek, a sama lekka, spłukiwana pielęgnacja to zbyt mało, szczególnie gdy naskórek jest regularnie złuszczany chemicznie. Nie skłamię, jeśli napiszę, że serum Antipodes stało się moją kropką nad i, swoistym, brakującym elementem, choć na początku wcale nie byłam zadowolona z działania kosmetyku. Hosanny w takim połączeniu nie używam za często, ale częstotliwość stosowania, jak i formułę należy opracować indywidualnie - byłam pewna potencjału serum, ale producent nie wykorzystał go do końca, choć może był to celowy zamysł i faktycznie serum Hosanna ma być uzupełnieniem oferty marki. Wiem jedno - w połączeniu z olejem wspaniale wpływa na kondycję mojego naskórka - cera jest nawilżona, gładka, zmiękczona i lśni zdrowym blaskiem, nie odnotowałam żadnych niedoskonałości, wzmożonego przetłuszczania, nasilenia rogowacenia, czy ropienia mieszków, cera odzyskuje zdrowy koloryt, ale trzeba stosować kosmetyk z wyczuciem. Serum zdecydowanie lepiej sprawdza się też stosowane na noc, nie wiem czy wynika to pory roku, wilgotności, czy z walorów użytkowych serum, ale moja skóra znacznie lepiej absorbuje kosmetyk nocą, niż po przebudzeniu, dotyczyło to zarówno serum stosowanego samodzielnie, jak i z dodatkiem oleju. Zauważyłam także, że dzięki nawilżającemu serum mogę zrezygnować z porannego mycia - naskórek jest tak dobrze nawodniony i wygląda bardzo świeżo, że ograniczam się wyłącznie to przetarcia skóry tonikiem z olejkami eterycznymi i wcale nie narzekam na ściągniecie, więc nie jest to efekt placebo ;) Nawodnienie widocznie wzrosło i jestem na to żywym poświadczeniem, choć szkopuł tkwi w tym, w jaki sposób będziesz stosować serum, w jakiej częstotliwości i czy formuła będzie Tobie odpowiadać.
Oprócz nawilżenia, choć pozytywne skutki jakie zaobserwowałam są jego następstwami to głównie ładniejszy koloryt, lepsze napięcie naskórka i ogólny, zdrowy wygląd. Zmniejszyła się także ilość niedoskonałości wynikających z rogowacenia, a sama skóra nie jest aż tak bardzo reaktywna. Co ciekawe, świetnie też się sprawdza przy kuracji retinoidami i mam wrażenie, ze znacznie lepiej reaguję na tretinoinę, głównie ze względu na bardzo dobre nawodnienie naskórka. Jestem bardzo zadowolona z działania serum, ale warto się zastanowić czy będzie to udana inwestycja - formuła jest lekka, specyficzna i nie u każdego się sprawdzi, choć serum samo w sobie posiada bardzo dobre nawilżenie, które trzeba umiejętnie wydobyć.
Serum zawiera głównie wyciągi roślinne, więc tym bardziej godne podziwu są jego właściwości nawilżające. Bazą serum jest wartościowa woda lawendowa, która na moją cerę ma świetny, regulujący wpływ - oczyszcza, tonizuje, łagodzi wypryski, przyspiesza gojenie i łagodnie nawilża, choć nie u każdego się sprawdza oraz niezwykle bogata w minerały, przeciwutleniacze i związki aktywne woda artezyjska Waiwera. Kluczowym składnikiem jest natomiast cenny ekstrakt z drzewa paproci czarnej (mamaku), wykazuje on bardzo mocne właściwości nawilżające - ochrania skórę przed utratą wilgoci, nadaje jej jedwabistość oraz zmiękcza naskórek. Nazwa mamaku brzmi egzotycznie, choć dla mnie już znajomo - taką samą nazwę nosi także osada (wieś) w Nowej Zelandii z pięknymi plantacyjnymi wzgórzami, a sama roślina występuje wyłącznie na zachodnio-południowym Pacyfiku oraz na Nowej Zelandii, choć teren Mamaku jest pozbawiony występowania tej rośliny. Okazuje się, że drzewo paproci czarnej zyskało ogromną popularność wśród rdzennych mieszkańców, którzy wykorzystywali (i być może wykorzystują nadal) właściwości mamaku jako okładów nawilżających, regenerujących i gojących zewnętrznie na skórę - Cyathea medullaris ma bardzo mocne właściwości nawilżające oraz ogromny potencjał naprawczy, dlatego zastosowana zewnętrznie na ludzki naskórek bardzo przyspiesza gojenie, łagodzi podrażnienia oraz utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia. Składnikiem nawilżającym i antyoksydacyjnym jest ekstrakt z ciemnych winogron, którego nie muszę nikomu przedstawiać - ciemne barwniki to jedne z najefektywniejszych i najmocniejszych substancji antyutleniających, całość jest zagęszczona gumą ksantanową. W serum znajduje się także emulgator pochodzenia naturalnego, pozyskiwany z kokosa oraz naturalne składniki zapachowe. Jak widać jest tego niewiele, ale Antipodes po raz kolejny udowadnia, ze to właśnie w prostocie tkwi siła i ciężko się z tym nie zgodzić. Liczy się przede wszystkim jakość składników, a jest ona na bardzo wysokim poziomie, nigdy nie zawiodłam się pod tym względem na produktach sprzedawanych pod skrzydłami nowozelandzkiej marki - począwszy od wysokiej jakości składników, przyjemnych, niespotykanie delikatnych formuł, aż po niezwykle przyjemną woń i sprzedaż produktów w solidnych, eleganckich, zgodnych z motywem marki opakowaniach. Czuję się dopieszczona pod każdym względem i to jest naprawdę super.
Ciężko ocenić czy formuła może zatykać pory, bo pewnie i pojawią się takie pytania. Jest bardzo lekka i jedynym składnikiem, który może powodować jakiekolwiek zmiany jest zawarty emulgator pozyskiwany z kokosa - na grupę kokosowych emulgatorów jestem szczególnie nadwrażliwa, ale stosuję serum z powodzeniem od kilku, długich miesięcy i nigdy nie obserwowałam nagłego pogorszenia na skutek stosowania serum Hosanna, a gdyby serum mi faktycznie szkodziło pod względem komedogenności, na pewno przez ten czas zauważyłabym jakieś negatywne objawy, zwłaszcza, że moja skóra w błyskawicznym tempie wysyła mi sygnały ostrzegawcze. Mam jednak na uwadze, że każda skóra jest inna, dlatego kwestię komedogenności każdy powinien ustalić indywidualnie.
INCI: Lavender augusifolia distilate (lavender flower water), Aqua (Waiwera artesian) water, Cyathea medullaris (mamaku black fern leaf extract), Vitis vinifera (Vinanza Grape grape seed) extract, Naticide (natural preservative), Caprylic/Cappric trigliceryde, Xantan gum, Essential oil fragnances of French Rose & Cardamon, Benzyl benzoate, Cinnamyl alcohol, Citral, Citronellol, D-limonene, Eugenol, Farnesol, Geraniol, Linanool
Kosmetyk jest umieszczony w 30 ml butelce z ciemnego, solidnego, grubego szkła. Opakowanie jest solidne, gdy tylko spożytkowałam serum Worship, niemal natychmiast znalazłam zastosowanie dla świetnej jakościowo butelki i pipety - pipeta działa bez zarzutu na czas stosowania serum, jak i po jego zużyciu, nic się nie zacina, nie rozwala, doskonale dozuje produkt, opakowanie jest szczelne, dzięki temu nie dociera do niego powietrze. W kwestii opakowania jak zwykle zresztą, nie mam nic do zarzucenia Antipodes, już na pierwszy rzut oka widać, że producent przykuwa do tego ogromną uwagę i chwała mu za to. Nie ma nic gorszego jak dobry produkt, w badziewnym opakowaniu, które uprzykrza życie i psuje się podczas stosowania produktu.
Muszę także zwrócić uwagę na zapach. To chyba jedyne kosmetyki naturalne, które nie śmierdzą, a ich woń wręcz uzależnia! Hosanna pachnie trochę inaczej od reszty gamy produktów - bardziej kremowo, subtelnie, ale można wyczuć łagodną woń kwiatową, leśną, ciężko mi określić czym pachnie Hosanna, ale jest to zapach delikatny, subtelny i uprzyjemniający kontakt z kosmetykiem.
Cena nie jest niska, za serum należy zapłacić w polskich sklepach około 170 złotych, na zagranicznych stronach (z darmową wysyłką do Polski), przy atrakcyjnych kodach rabatowych można zakupić serum już za 120 złotych. Wydajność serum nie jest jego najlepszą cechą (a raczej jej brak), ale biorąc pod uwagę świetne walory nawilżające i tym samym na mojej skórze bardzo rzadkie stosowanie serum (maksymalnie raz na tydzień), nie żałuję zakupu, a sama cena jest do przełknięcia. Co więcej, na pewno zakup powtórzę.
Mimo ambiwalentnych, skrajnych emocji, finalnie serum Hosanna stało się jednym z moich ulubieńców i idealnie dopełniło moją pielęgnację. Jak nigdy mam poczucie spełnienia w pielęgnacji, choć nadal szukam coraz lepszych rozwiązań dla siebie. Myślę, że warto zastanowić się nad zakupem, mogę oficjalnie serum Hosanna postawić obok maseczki Aura Manuka Honey Mask. Nie wyobrażam sobie nagłej rezygnacji z tych produktów, są to zdecydowanie kosmetyki na które warto oszczędzać, szczególnie, gdy masz problem z nawilżaniem problematycznej skóry.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa