Wiele z Was (i także ja sama, dlatego wciąż poszukuję idealnych rozwiązań dla siebie) ma problem z oczyszczaniem - tradycyjne olejki myjące same w sobie pozostawiają na skórze nieprzyjemny film, którego nie potrafię zaakceptować, brak detergentów w większości produktów nie domywa dobrze takiej ilości fazy tłuszczowej, a zbyt mocne substancje myjące sprzyjają wysuszeniu naskórka (choć czasami ta okluzja jest wręcz pożądana, więc odsyłam do zapoznania się z wpisem o oczyszczaniu olejkami myjącymi), a ich domywanie powoduje ściągniecie. Z kolei oczyszczanie jednoetapowe za pomocą żeli, gęstych clanserów, mleczek nie zawsze stoi na wysokości zadania i nie radzi sobie do końca z usuwaniem zabrudzeń, sprzyja zanieczyszczaniu się cery i stopniowo pogarsza kondycję naskórka, dlatego mimo zadowolenia z żelu Lipikar Surgras, wciąż poszukiwałam najlepszego rozwiązania dla siebie i mogę powiedzieć, że jestem aktualnie bardzo blisko ideału.
Bardzo lubię oczyszczanie olejami - tłuszcz świetnie łączy się z konsystencjami o podobnej bazie: ciężkimi kremami z filtrem, wodoodpornym makijażem oka, bez zbędnych ceregieli usunie nawet trwałą, zastygającą, matową pomadkę, a kosmetyków o takich właściwościach używam niemal na co dzień. Dzięki wykorzystaniu właściwości olejów usuniesz szczególnie ciężkie w dokładnym zmyciu zanieczyszczenia, które sprawiają na ogół ogromny problem - tradycyjnymi produktami bardzo ciężko jest domyć tłuste konsystencje, tak jak bardzo trwałe kosmetyki kolorowe, które bazują najczęściej na silikonach i emolientach tłustych, więc zastosowanie kosmetyku bazującego na wodzie przegrywa w starciu z tłustą konsystencją. Działanie więc na tej samej zasadzie jest najbardziej rozsądnym podejściem - oleje, masła, tak jak parafiny i inne tłuste konsystencje (uogólniając- tłuszcze) dzięki swojej budowie bez problemu, w dosłownie kilka chwil połączą się z produktami, które wymagałyby mocnego tarcia, szorowania akcesoriami i zastosowaniem silniejszych detergentów, a i tak coś by z nich zostało głęboko w porach. Nie uważam, ze olejowe oczyszczanie jest dla każdego, ale to jedyna metoda, która w tak szybki, niezwykle skuteczny i jednocześnie łagodny sposób usunie kosmetyki o ciężkiej, tłustej bazie bez naruszania bariery hydrolipidowej, a sam problem oczyszczania olejami i tłuszczami najczęściej wynika z faktu, ze albo nie posiadają żadnego środka emulgujacego/detergentów, lub posiadają go zbyt dużo, zbyt mało, lub mieszanka detergentowa nie domywa skóry, albo też odwrotnie - wysusza naskórek. Znalezienie więc idealnego produktu, który sam w sobie będzie się dobrze domywał jest nie lada wyzwaniem - co z tego, że oleje świetnie rozpuszczają zanieczyszczenia, jeśli później masz problem z ich usunięciem z powierzchni skóry, zakładając, ze każdy dłuższy kontakt z takimi tłustymi formułami sprzyja pogorszeniu kondycji naskórka? No właśnie.
No ok, mamy olejki myjące, które są genialnym rozwiązaniem. Dzięki emulgatorom lub detergentom lub też jednemu i drugiemu spłukują się ze skóry, z tym, że pojawia się problem w jaki sposób to robią. Wypowiadam się z perspektywy osoby ze skórą silnie rogowaciejącą, dużą skłonnością do zanieczyszczania, nietolerującej niemal żadnej okluzji, z bardzo małym zapotrzebowaniem na nawilżenie - uważam olejki za jedno z moich najlepszych odkryć, ale zanim znalazłam idealne rozwiązanie dla siebie, minęło mnóstwo czasu i nie obyło się bez pielęgnacyjnych wtop. Popularne olejki bazujące na emulgatorze kokosowym (glyceryl cocate) były niezwykle delikatne dla mojej skóry, ale wymagały jednocześnie domywania, a z tym drugim krokiem bywało różnie i nie zawsze służyło mi podwójne mycie. Z drugiej strony - pozostawianie oleju na dłuższy czas na skórze zwiastowało potworny wysyp niedoskonałości, co innego, jeśli u kogoś ta okluzja jest pożądana, np przy odwodnionej skórze, szybkim traceniu wilgoci, typowej skórze suchej, pojawiających się atopiach, gdy wzrasta zapotrzebowanie na składniki hydrofobowe, zapewniające mocny film ochronny, ale nie miało to racji bytu na mojej kapryśnej skórze. Olśniło mnie w pewnym momencie, jak to mówią - potrzeba jest matką wynalazków, ale nic tak nie pobudza kreatywności jak ograniczony budżet. I cóż, stało się, zakup świetnego masła Antipodes wymógł na mnie jednoczesne zapotrzebowanie w emulgator, a że obiecałam sobie odwyk od glyceryl cocoate, który sprawdzał się przyzwoicie i za każdym razem polecałam go we własnych formułach, bo bez problemu można było go dodać do całości produktu, wymagał domywania i dawał niemiły, obcy poślizg - nie lubię jak coś mi się ślizga po twarzy i jest mało podatne na mój dotyk, za to uwielbiam gdy kosmetyki scalają się z cerą, pięknie z nią współpracują, wówczas można nawet już mówić o pielęgnacyjnych ciarkach, więc zaryzykowałam z SLP, którego miałam potąd - nagle odechciało mi się tworzyć domowe serum, a emulgatory czekały sobie w lodówce, a że w moim domu raczej nic się nie marnuje (a w tym momencie patrzę na więdnącego bakłażana i za cholerę nie wiem co z nim zrobić), dałam sobie na cel wypróbować właściwości emulgatora w stężeniach wyższych niż przewiduje producent, aby miał szansę domywać tak dużą ilość fazy tłuszczowej.
Ogromne znaczenie ma stężenie zastosowanego emulgatora w olejku myjącym, dlatego mimo przeszkód takich jak brak możliwości dodania emulgatora do całości oleju nie powinien zniechęcać potencjalnie zainteresowanych do stworzenia takiej mieszanki. Wykonanie olejku myjącego jest banalnie łatwe i zajmuje mniej czasu, niż wstrząsanie gotowym olejkiem myjącym, który jest już połączony z emulgatorem. Masz moje słowo. Nie ma że to mieszanie jest upierdliwe, trudne, pochłania mnóstwo czasu i w ogóle - nie ma jak sprawiać trudności, bo zajmuje góra 5 sekund, no dobra 10, aby pozakręcać jeszcze te buteleczki.
Nie sądziłam, ze emulgator SLP sprawdza się tak genialnie w olejkach myjących, bo znam go raczej jedynie z formuł serum, bardzo lekkich, gdzie jest zastosowany w bardzo małej ilości, choć od początku spodobała mi się jego jedwabistość i ogólne właściwości. Na samej sobie przeprowadziłam szczegółowy test i wyważyłam moim zdaniem idealne proporcje 1:1. Jest to najtańszy i najlepszy olejek myjący, który przypomina bardziej olej w żelu - konsystencją, zachowaniem, walorami użytkowymi. Najlepiej współpracuje z olejami, które mają więcej omega-9 oraz tłuszczami nasyconymi, od siebie polecam olej avocado oraz popularny olej kokosowy, który ma świetny poślizg, zakup składników nawet w największym wymiarze łącznie 200 ml (100 ml oleju i 100 ml emulgatora) oleju myjącego nie wyniesie Cię więcej niż 20 złotych.
Emulgator SLP dodany w takim stężeniu tworzy z emulgatorem jakby żelowatą, ale oleistą konsystencję. Olej lepiej się rozprowadza, bardzo dobrze współpracuje ze skórą, łączy z zanieczyszczeniami, na skutek masowania delikatnie bieli, ale jest to wynik bardzo dobrej emulgacji, która następuje już podczas rozprowadzania produktu. Stworzenie takiego kosmetyku to chyba najprostsza rzecz na świecie - na porcję oleju, daję taką samą, podobną, tak na oko ilość emulgatora. Mieszam palcem, nakładam na twarz, masuję. Skóra ma być normalna, niezwilżana, nic z tych rzeczy, chodzi o to, aby kosmetyk jak najlepiej połączył się z zabrudzeniami, a nie od razu emulgował całość, tworząc emulsję (przy kontakcie z wodą olej jest już rozcieńczony i będzie sobie gorzej radził z usuwaniem tłustych konsystencji). A przed samym wykonaniem demakijażu olejkiem polecam odsączyć nadmiar sebum w ręcznik papierowy lub chusteczkę higieniczną, olej będzie miał mniej tłuszczu do usunięcia. Schemat jest identyczny jak w olejkach myjących, z tym, ze przy SLP należy pamiętać o trzech, najważniejszych, priorytetowych kwestiach, zapewniających mu maksymalną skuteczność jako emulgatora w olejku myjącym:
→ wysokie stężenie, bo końcowy produkt zawiera niemal 50% emulgatora
→ łączenie emulagtora zawsze na świeżo, w zagłębiu dłoni, z olejem, aby zapewnić sobie równomierne wymieszanie składników i zapobiec wytrącaniu się emulgatora, co jest zupełnie normalne, gdy jest zastosowany w tak dużej ilości
→ łączenie emulagtora zawsze na świeżo, w zagłębiu dłoni, z olejem, aby zapewnić sobie równomierne wymieszanie składników i zapobiec wytrącaniu się emulgatora, co jest zupełnie normalne, gdy jest zastosowany w tak dużej ilości
→ spłukiwanie olejku myjącego ciepłą wodą, absolutnie nie zimną, w przeciwnym razie część fazy tłuszczowej pozostanie na skórze i będzie pełnić rolę okluzji.
Olejku nie trzeba doczyszczać, po krótkim masażu (tak na marginesie, do masaży znacznie lepiej sprawdza się wywołany już glyceryl cocoate, ponieważ daje mimo że obcy, ale bardzo dobry, mocny poślizg, a sam olej nie ma takiej tendencji do scalania się ze skórą jak SLP, co jest problematyczne przy dłuższym masowaniu skóry) w kontakcie z ciepłą wodą tworzy delikatną, ale pozbawioną tłustości emulsję (i w zasadzie to go najbardziej odróżnia od olejków na glyceryl cocoate), a sam olej nie pozostawia lepkiego, wyczuwalnego filmu. Nie nadaje się do masażu, po dłuższym masowaniu staje się tępy i za bardzo wchłania się w skórę, nie dając poślizgu, ale to zasługa dużej ilości emulgatora, który bardzo dobrze łączy się z olejem i tłustymi zanieczyszczeniami. Olejek z SLP nie jest idealnym produktem do masażu, ale świetnie sprawdza się w roli olejku myjącego, który bez problemu spłukuje się ze skóry bez pozostawiania żadnego niekomfortowego filmu. Co więcej zauważyłam, ze skóra po zmianie emulgatora na SLP jest lepiej nawodniona, lepiej trzyma wilgoć i nie odwadnia się podczas mycia, mimo że olejek z taką ilością emulgatora domywa się bez problemu - po pierwsze nie wymaga domywania, a więc nie naraża naskórka na odwodnienie, a w efekcie wilgoci zostaje więcej, a po drugie: jest bardziej jedwabisty i komfortowy w użyciu, dzięki dużej ilości SLP, ale olejek jak to bywa w olejkach, nie jest tak bardzo tłusty. Mimo jednoetapowego oczyszczania za pomocą olejku myjącego, stwierdzam, że doskonale oczyszcza skórę i nie zostawia żadnej tłustej i lepkiej warstewki na powierzchni naskórka, a pisze to osoba, która woli mieć pewność i domywać to, co nawet nie jest tłuste, jeśli obawia się pozostawić skórę saute i nie zmruży oka, póki nie ma pewności, że wszystko zostało usunięte z naskórka i nie gnieździ się gdzieś głęboko w porach. Tym samym nie zauważyłam żadnego pogorszenia podczas stosowania olejku z SLP - bywało tak przy mniejszym stężeniu zastosowanego emulgatora, ale odkąd mieszam emulgator w równych proporcjach z olejem, nie napotykam już takich przeszkód i moja skóra jest zadowolona z takiego obiegu spraw.
Wiem, że mieszanie wszystkich składników wydaje się być uciążliwe, ale wcale takie nie jest. Co więcej, trzymanie tych składników osobno i wybór oleju rafinowanego, o dobrej, naturalnej trwałości (szczególnie tłuszcze bogate w tłuszcze nasycone) nie wyklucza trzymania oleju pod ręką, w łazience, czyli tam, gdzie najczęściej wykonujesz pełen demakijaż i głębokie oczyszczanie. Nie musisz wykonywać ruchów pantery między lodówką, a łazienką, często dostaję takie pytania - więc tak, kupując emulgator SLP i olej, który nie jest podatny na szybkie jełczenie (np. olej migdałowy, avocado, czy kokosowy), możesz te półprodukty bez obaw trzymać na łazienkowej półce, tylko polecam zakup mniejszych ilości, bo jest to bardziej podręczne, a i olej jest zawsze świeży i nie trzeba tego podawać w wątpliwość. Takie przechowywanie surowców nie jest zagrożeniem ani dla emulgatora, ani dla oleju, a z pewnością pojawiły się kłopoty na tym tle, jeśli produkty zostałyby ze sobą trwale połączone. Przy szczelnie zakręconych buteleczkach, nic złego się nie dzieje, macie moje słowo, z autopsji wiem także że lepiej takie składniki przechowywać w temperaturze pokojowej, wtedy mają odpowiednią gęstość i bez problemu łączą się ze sobą (oleje w chłodnej temperaturze m.in kokosowy ma postać stałą, twardą i nieplastyczną, zaś SLP mocno gęstnieje i przypomina bardzo gęsty żel). Łączenia tych składników na zapas nie polecam jednak z innego, bardzo ważnego powodu - mianowicie umieszczenie emulgatora w oleju w takiej ilości zupełnie się nie sprawdza, a sam olejek myjący będzie olejkiem myjącym tylko w cudzysłowie, produkt finalny po kilku godzinach nie będzie spełniał swojej roli - emulgator zacznie tworzyć żelowe farcofle, stworzy gęstą maź, co będzie potwornie trudne do równomiernego wymieszania, starałam się opracować jak najlepszą formułę i z bólem serca stwierdzam, że nie można tej procedury maksymalnie uprościć - emulgator w takiej ilości po dodaniu do większej ilości oleju jest z nim nierówno połączony, olejek się rozwarstwia, tworzą się grudki, a w efekcie przy dozowaniu raz tego emulgatora jest więcej, raz niemal wcale, a przy tak gęstej formule nie pomaga ani wstrząsanie, ani intensywne mieszanie - dlatego najlepiej robić to zawsze na świeżo.
O ile ja osobiście nie odczuwam potrzeby domywania olejków na SLP w proporcji 1:1, mogą znaleźć się osoby, które mimo wszystko będą chciały lub będą zmuszone to zrobić, co sama wykonuję, gdy oprócz kremu z filtrem, mam jeszcze dodatkowo makijaż - zdaję sobie sprawę, że z taką ilością kosmetyków olejek myjący może sobie nie poradzić (chociaż bez problemu zmywa nawet najcięższy makijaż), dlatego dla upewnienia zawsze oczyszczam cerę jeszcze łagodnym żelem (aktualnie Vianek do higieny intymnej kojący) lub cleanserem Alpha-h, to bardzo łagodne detergenty, więc nie zamierzam w żaden sposób uwłaczać skuteczności olejku myjącego, który pośród wszystkich poznanych mi jak dotąd receptur, ma najlepsze walory oczyszczające i bez problemu spłukuje się z wodą, nie pozostawiającej klejącej się, niekomfortowej warstewki. Sprawdza się stosowany samodzielnie, ale nie ukrywam, że przy większych zanieczyszczeniach i większej ilości warstw (szczególnie przy połączeniu filtry przeciwsłoneczne+makijaż) mimo wszystko wracam do korzeni i oczyszczam cerę dwuetapowo. W razie potrzeby, aby nie stosować już detergentów, możesz zmywać olejek gąbeczką Konjac, albo po zemulgowaniu i spłukaniu oleju, użyć szmatki z mikrofibry, aby wchłonąć jeszcze dodatkowo tłuste zanieczyszczenia, które być może pozostały na skórze.
Olejek myjący na SLP w proporcji 1:1 jest idealną propozycją dla wszystkich, którzy mają problem z olejami myjącymi - gdzie domywanie oleju powoduje ściągniecie skóry, a unikanie tej czynności pogarsza kondycję cery, jeśli jesteś gdzieś po środku, mój pomysł jest idealny dla Ciebie. Powinny też go spróbować osoby, które lubią właściwości olejów, ale nie mogły znaleźć na nie sposobu i zawsze pozostawiały niechciany film na skórze, a oczyszczanie jednoetapowe nie oczyszcza dobrze naskórka. Na pewno powinny go unikać osoby z bardzo kruchymi naczynkami, bo niestety wymaga użycia cieplejszej wody - olejek dzięki dużej ilości SLP jest bardziej jedwabisty w dotyku i po chwili masowania bardziej przypomina kremowy żel, czy też żelowy olej (jakkolwiek to brzmi), ale ciepła woda jest niezwykle ważnym elementem - SLP pod jej wpływem doskonale się emulguje i bez problemu usuwa, nie pozostawiając żadnego filmu, sytuacja zmienia się, gdy olejek spłukujesz chłodną wodą, wtedy część fazy tłuszczowej może pozostać w porach i lepiej taki kosmetyk doczyszczać czy to za pomocą detergentów, czy akcesoriów. SLP ma też jedną, sporą wadę, dodany w takiej ilości potwornie szczypie w oczy - nie jest to bolesne, ale niekomfortowe, dlatego demakijaż wykonuję przy zamkniętych oczach, a po emulgacji problem znika. SLP nie powoduje mgły przed oczami jak glyceryl cocate, ale niestety bardziej drażni spojówkę, jest to i wina emulgatora i zastosowanego stężenia, dlatego przy wykonywaniu demakijażu oczu lepiej jest je zamknąć, pomasować chwilę i szybko spłukać, a na pewno żadnym oczom krzywda dziać się nie będzie ;)
Dobiegając już do końca, stwierdzam, że olejek myjący na SLP to jedno z moich lepszych odkryć kosmetycznych. Mimo ze wymaga dużej ilości emulgatora, mieszania zawsze na świeżo, spłukiwania cieplejszą wodą, wciąż praktykuję taką metodę - bo jest tania, skuteczna, efektywna i moja skóra ją bardzo polubiła. Jeśli nadal nie znalazłeś dla siebie idealnego rozwiązania, a musisz oczyszczać skórę w bardzo dokładny, acz delikatny sposób, spróbuj koniecznie mojej propozycji domowego olejku myjącego.
Pozdrawiam,
Ewa
Wiem, że mieszanie wszystkich składników wydaje się być uciążliwe, ale wcale takie nie jest. Co więcej, trzymanie tych składników osobno i wybór oleju rafinowanego, o dobrej, naturalnej trwałości (szczególnie tłuszcze bogate w tłuszcze nasycone) nie wyklucza trzymania oleju pod ręką, w łazience, czyli tam, gdzie najczęściej wykonujesz pełen demakijaż i głębokie oczyszczanie. Nie musisz wykonywać ruchów pantery między lodówką, a łazienką, często dostaję takie pytania - więc tak, kupując emulgator SLP i olej, który nie jest podatny na szybkie jełczenie (np. olej migdałowy, avocado, czy kokosowy), możesz te półprodukty bez obaw trzymać na łazienkowej półce, tylko polecam zakup mniejszych ilości, bo jest to bardziej podręczne, a i olej jest zawsze świeży i nie trzeba tego podawać w wątpliwość. Takie przechowywanie surowców nie jest zagrożeniem ani dla emulgatora, ani dla oleju, a z pewnością pojawiły się kłopoty na tym tle, jeśli produkty zostałyby ze sobą trwale połączone. Przy szczelnie zakręconych buteleczkach, nic złego się nie dzieje, macie moje słowo, z autopsji wiem także że lepiej takie składniki przechowywać w temperaturze pokojowej, wtedy mają odpowiednią gęstość i bez problemu łączą się ze sobą (oleje w chłodnej temperaturze m.in kokosowy ma postać stałą, twardą i nieplastyczną, zaś SLP mocno gęstnieje i przypomina bardzo gęsty żel). Łączenia tych składników na zapas nie polecam jednak z innego, bardzo ważnego powodu - mianowicie umieszczenie emulgatora w oleju w takiej ilości zupełnie się nie sprawdza, a sam olejek myjący będzie olejkiem myjącym tylko w cudzysłowie, produkt finalny po kilku godzinach nie będzie spełniał swojej roli - emulgator zacznie tworzyć żelowe farcofle, stworzy gęstą maź, co będzie potwornie trudne do równomiernego wymieszania, starałam się opracować jak najlepszą formułę i z bólem serca stwierdzam, że nie można tej procedury maksymalnie uprościć - emulgator w takiej ilości po dodaniu do większej ilości oleju jest z nim nierówno połączony, olejek się rozwarstwia, tworzą się grudki, a w efekcie przy dozowaniu raz tego emulgatora jest więcej, raz niemal wcale, a przy tak gęstej formule nie pomaga ani wstrząsanie, ani intensywne mieszanie - dlatego najlepiej robić to zawsze na świeżo.
O ile ja osobiście nie odczuwam potrzeby domywania olejków na SLP w proporcji 1:1, mogą znaleźć się osoby, które mimo wszystko będą chciały lub będą zmuszone to zrobić, co sama wykonuję, gdy oprócz kremu z filtrem, mam jeszcze dodatkowo makijaż - zdaję sobie sprawę, że z taką ilością kosmetyków olejek myjący może sobie nie poradzić (chociaż bez problemu zmywa nawet najcięższy makijaż), dlatego dla upewnienia zawsze oczyszczam cerę jeszcze łagodnym żelem (aktualnie Vianek do higieny intymnej kojący) lub cleanserem Alpha-h, to bardzo łagodne detergenty, więc nie zamierzam w żaden sposób uwłaczać skuteczności olejku myjącego, który pośród wszystkich poznanych mi jak dotąd receptur, ma najlepsze walory oczyszczające i bez problemu spłukuje się z wodą, nie pozostawiającej klejącej się, niekomfortowej warstewki. Sprawdza się stosowany samodzielnie, ale nie ukrywam, że przy większych zanieczyszczeniach i większej ilości warstw (szczególnie przy połączeniu filtry przeciwsłoneczne+makijaż) mimo wszystko wracam do korzeni i oczyszczam cerę dwuetapowo. W razie potrzeby, aby nie stosować już detergentów, możesz zmywać olejek gąbeczką Konjac, albo po zemulgowaniu i spłukaniu oleju, użyć szmatki z mikrofibry, aby wchłonąć jeszcze dodatkowo tłuste zanieczyszczenia, które być może pozostały na skórze.
Olejek myjący na SLP w proporcji 1:1 jest idealną propozycją dla wszystkich, którzy mają problem z olejami myjącymi - gdzie domywanie oleju powoduje ściągniecie skóry, a unikanie tej czynności pogarsza kondycję cery, jeśli jesteś gdzieś po środku, mój pomysł jest idealny dla Ciebie. Powinny też go spróbować osoby, które lubią właściwości olejów, ale nie mogły znaleźć na nie sposobu i zawsze pozostawiały niechciany film na skórze, a oczyszczanie jednoetapowe nie oczyszcza dobrze naskórka. Na pewno powinny go unikać osoby z bardzo kruchymi naczynkami, bo niestety wymaga użycia cieplejszej wody - olejek dzięki dużej ilości SLP jest bardziej jedwabisty w dotyku i po chwili masowania bardziej przypomina kremowy żel, czy też żelowy olej (jakkolwiek to brzmi), ale ciepła woda jest niezwykle ważnym elementem - SLP pod jej wpływem doskonale się emulguje i bez problemu usuwa, nie pozostawiając żadnego filmu, sytuacja zmienia się, gdy olejek spłukujesz chłodną wodą, wtedy część fazy tłuszczowej może pozostać w porach i lepiej taki kosmetyk doczyszczać czy to za pomocą detergentów, czy akcesoriów. SLP ma też jedną, sporą wadę, dodany w takiej ilości potwornie szczypie w oczy - nie jest to bolesne, ale niekomfortowe, dlatego demakijaż wykonuję przy zamkniętych oczach, a po emulgacji problem znika. SLP nie powoduje mgły przed oczami jak glyceryl cocate, ale niestety bardziej drażni spojówkę, jest to i wina emulgatora i zastosowanego stężenia, dlatego przy wykonywaniu demakijażu oczu lepiej jest je zamknąć, pomasować chwilę i szybko spłukać, a na pewno żadnym oczom krzywda dziać się nie będzie ;)
Dobiegając już do końca, stwierdzam, że olejek myjący na SLP to jedno z moich lepszych odkryć kosmetycznych. Mimo ze wymaga dużej ilości emulgatora, mieszania zawsze na świeżo, spłukiwania cieplejszą wodą, wciąż praktykuję taką metodę - bo jest tania, skuteczna, efektywna i moja skóra ją bardzo polubiła. Jeśli nadal nie znalazłeś dla siebie idealnego rozwiązania, a musisz oczyszczać skórę w bardzo dokładny, acz delikatny sposób, spróbuj koniecznie mojej propozycji domowego olejku myjącego.
Pozdrawiam,
Ewa
