Przyznam, że przez pewien czas wersja kryjąca podkładu Annabelle Minerals była dla mnie koszmarem. Nietrafiona, ciężka formuła, niekontrolowany cake effect, wzmożona produkcja sebum tuż po aplikacji podkładu, bardzo zły wygląd proszku w przeciągu kilku godzin (a często minut) sprawiał, że każde spojrzenie w lustro sprawiało dosłownie fizyczny ból. Moje ostateczne zdanie uległo jednak zmianie, tak jak moja cera, która nie jest już przetłuszczająca się, a zupełnie normalna pod wpływem wydzielania sebum, nierzadko przesuszona i przy tym delikatna. W tym momencie doceniam kosmetyk za świetną współpracę z moją cerą, brak wysuszenia, co robią niestety, bardziej pyliste podkłady mineralne, ma bardzo dobre, wzorcowe wręcz krycie i gamę kolorystyczną, w której mimo niezwykle jasnej cery nie wyglądam jak córka młynarza. Co ważne, na mojej skórze prezentuje się niezwykle naturalnie i zatraca ten cały efekt maski, który pozostawił niesmak po wcześniejszych przygodach z produktem. Myślę, że to świetny czas na recenzję, ponieważ produkt ma dużą szansę sprawdzić się zimową porą, a w szczególności na cerach, których problem wzmożonej produkcji sebum nie dotyczy.
Wersja kryjąca słynie przede wszystkim z mocnego krycia, jednak tak duże stężenie pigmentów, a szczególnie dwutlenku tytanu wymaga pieczołowitego, bardzo dokładnego roztarcia oraz skóry, która zaakceptuje sporą ilość podkładu w sypkiej formie. Nierzadko więc formuły kryjące stoją za nienaturalnym, postarzającym wręcz efektem, a wszystko za sprawą skoncentrowanych pigmentów, które pod wpływem sebum będą zwyczajnie się rozchodzić i nie przyczepiać do skóry. Z drugiej, błędnej strony, zazwyczaj po podkłady kryjące najczęściej sięgają osoby z cerą problematyczną, która zmaga się z nadmiernym łojotokiem i można powiedzieć, że jest to główny powód do niezadowolenia. Bo wbrew pozorom Ci, którzy zazwyczaj mają najwięcej do ukrycia i pokładają ogromne nadzieje w kryjących podkładach, a tym samym posiadają spore problemy ze skórą (pomijając wyleczony trądzik, silne przebarwienia posłoneczne) powinni sięgać po produkty słabiej kryjące, a zapewniające stopniowanie efektu, czyli budowanie krycia, i tutaj lepiej sprawdzi się np. formułą matująca. Takimi produktami zwyczajnie pracuje się łatwiej, i nie potrzeba cery izraelskiej księżniczki, aby makijaż był trwały i nieskazitelny, bo już samo dokładanie cienkich warstw utrwala makijaż sam w sobie. Przy produktach mocno napigmentowanych, łatwiej jest przesadzić, w zasadzie, z zegarkiem w ręku, w ciągu 3 minut, masz zakrytych większość niedoskonałości, ale nie zawsze, na przykładzie AM jest to najlepsze rozwiązanie. Jeśli nie masz zatem problemów z kapryśną, chwiejnie odwodnioną, tłustą cerą ani łojotokiem - warto spróbować propozycji marki, to świetny, naprawdę mocno kryjący podkład, który mimo wszystko wygląda naturalnie i nie powoduje żadnych niedoskonałości na tle trądzikowym i alergicznym, o ile nie stwierdzono nadwrażliwości na dwutlenek tytanu.
FORMUŁA, NAJLEPSZY SPOSÓB APLIKACJI I TRWAŁOŚĆ
Podkłady Annabelle Minerals mają specyficzną formułę. Tak naprawdę każdy, dotąd poznany mi kosmetyk mineralny, mimo zawartości jedynie czterech, identycznych składników, ma zupełnie inne właściwości. AM są mokre, bardzo zbite, jakby kremowe, ale podczas rozcierania można odczuć w nich sporo suchości i słabą przyczepność, dlatego bardzo szybko chwytają się wilgotności i np. będą błyskawicznie warzyć się na tłustej bazie lub cerze przetłuszczającej się, choć rozwiązaniem jest oczywiście zmatowienie skóry, ale jednak trzeba mieć na uwadze to, że żaden puder matujący nie zapewni efektu matującego przez cały dzień, jeśli cera ma samoistne, duże skłonności do łojotoku. Jest to taki typ minerałów, do których roztarcia trzeba bardzo się przyłożyć oraz co ważne - nakładać bardzo małymi ilościami. Poprzez swoją zbitą strukturę, minerałów tej marki nie da się do końca idealnie rozetrzeć, stopniować i wtopić jak np. Ecolore, Lily Lolo, a spora zawartość dwutlenku tytanu wcale nie ułatwia tego zadania, dlatego u innych będą prezentować się bardzo dobrze, zapewniając mocne krycie, a u pewnej części osób kompletnie nie będą współpracować z cerą i po pewnym czasie nie będziecie mogli doczekać się wykonania demakijażu.
Ze względu na dużą koncentrację pigmentów, moim zdaniem najlepszym sposobem aplikacji proszku jest gąbeczka, i tutaj świetnie sprawdza się firmowa Softie, która nie jest bardzo giętka, ma zbitą strukturę i dobrze oddaje proszek na skórę. Jeśli zatem zastanawiasz się nad jej zakupem, a planujesz za jej pomocą nakładać głównie minerały - na pewno będziesz zadowolony z zakupu. Wilgotna gąbeczka przede wszystkim delikatniej i lepiej dozuje produkt, kosmetyk traci swoją mocno zbitą formułę i odczuwalnie jest trwalszy. Ma także paradoksalnie mocniejsze krycie. Jedyny minus jest taki, że podkład proszkowy nałożony gąbeczką, zawsze będzie prezentował się bardziej sucho na twarzy (nie będzie tak podkreślał suchych skórek, ale przy przesuszonej cerze będzie natychmiast ściągał cerę i uwidaczniał całą suchą strukturę), dlatego warto tuż po skończeniu makijażu zwieńczyć całość drobną mgiełką nawilżającą lub wodą termalną.
Podkład można również nakładać tradycyjnie, pędzlem, ale moja uwaga jest taka, aby był on jak najbardziej zbity, oraz na etapie wprasowywania proszku we włosie, zrobić to bardzo dokładnie, strzepać nadmiar oraz delikatnie uderzyć trzonem pędzla, aby część podkładu była w dalszych częściach włosia. Aplikacja pędzlem bardziej podkreśla także suche skórki i ciężko jest nim równomiernie rozprowadzić podkład, gdy naskórek nie jest odpowiednio nawilżony lub też samoistnie traci wilgoć. Wszystkie działania zmierzają do tego, aby nakładać naprawdę małe ilości tego produktu i za każdym razem jak najdokładniej go rozcierać. Warto też unikać tłustych baz oraz bezpośredniego nakładania minerałów na krem nawilżający. Odczekaj chwilę, a jeśli nie masz na to czasu, oprósz subtelnie cerę pudrem lub świetnym primerem glinkowym Annabelle (o którym muszę koniecznie napisać), aby podkład nie przyklejał się do emolientów. Nietłusta cera najlepiej przyjmuje podkład kryjący marki, a także najłatwiej jest go rozprowadzić na takim typie skóry. Dodam także, że minerały same w sobie dosyć mocno wysuszają skórę, ale Annabelle, jako jedne z niewielu (podobne właściwości pod tym względem ma także Ecolore), nie dają takiego uczucia ściągnięcia i są dosyć łaskawe dla cery, która miewa sporadyczne przesuszenia. Same w sobie z całą pewnością nie nawilżają, ale ładnie zabezpieczają naskórek, nawet przed promieniowaniem miejskim, gdy stosowanie filtrów jest za bardzo obciążające dla skóry, a jednak będziesz przebywać przez ponad 20-30 minut na zewnątrz. Ostatnio jest to moja jedyna ochrona przed słońcem i moja cera nigdy nie miała się lepiej, choć unikam stosowania każdych mineralnych proszków, gdy moja cera jest mocno odwodniona.
Trwałość kosmetyku jest zależna od wielu czynników, szczególnie w produktach mineralnych, które nie zawierają związków dodatkowych, poprawiających przyczepność kosmetyku. Istotną kwestią jest zatem kondycja cery, kosmetyki, jakich używasz pod podkład, pudrów utrwalających makijażu (lub też ich brak) oraz zmienne czynniki pogodowe - podczas upałów i wysokiej wilgotności podkłady mineralne zazwyczaj odznaczają się słabszą trwałością, ze względu na słabszą przyczepność do skóry. Jeśli podkład kryjący będzie współgrał z Twoją cerą, a kosmetyki nie będą wzmagać przetłuszczania cery, to z całą pewnością Twój makijaż będzie prezentował się nienagannie przez większość dnia, a nawet cały dzień. Nie mogę jednak zapewnić, ze zawsze tak będzie, bo z kryjącymi podkładami zawsze jest problem i wbrew pozorom rzadko kiedy sprawdzają się u osób, które mają poważne problemy z cerą, a docelowo są kierowane właśnie do nich...
JAKIEGO EFEKTU MOŻNA SIĘ SPODZIEWAĆ?
Tak naprawdę każdego. Kosmetyki mineralne są na tyle specyficzne, że ich efekt końcowy jest ściśle uzależniony od aktualnej kondycji cery, użytej bazy oraz techniki aplikacyjnej. Gdybym miała jednak przyjąć już, że minerały Annabelle współpracują z cerą, wyglądają zwyczajnie naturalnie. Nie dają jedwabistego, bardzo gładkiego wykończenia, jak np. Ecolore, mogą wyglądać ciężko, jak podkład. Podkłady Annabelle w najlepszym wypadku wyglądają jak druga skóra, ale nie wyglądają też od niej lepiej. Ciężko jest opisać sam efekt końcowy, ale przy użyciu AM, nigdy, bez pudrów utrwalających i primerów nie udało mi się osiągnąć jedwabistej, gładkiej cery, z której byłabym zupełnie usatysfakcjonowana. Moje przebarwienia, niedoskonałości są ukryte, ale moja skóra nie wygląda ani młodziej, świetliście, ani tym bardziej zdrowo, zwłaszcza w dużym zbliżeniu. Efekt końcowy mogę więc przyrównać do typowego efektu podkładu płynnego - to, co miało być przykryte, jest przykryte, skóra wygląda naturalnie i estetycznie. Znakomitej części osób efekt ten będzie odpowiadał, sama jednak wolę, gdy produkt wyrównujący koloryt jednocześnie odbija światło, wyrównuje optycznie strukturę skóry i odejmuje jej lat. Sam podkład AM tego nie zrobi, choć i tak jest o niebo lepszy od produktów do makijażu, jakie można dostać w przeciętnej drogerii.
W przeciwieństwie do większości minerałów jakie znam, Annabelle Minerals wyglądają najlepiej bezpośrednio po nałożeniu i przez pierwsze godziny ich noszenia. Mam np. zupełnie odwrotnie z Clare Blanc, Neauty Minerals wersją oryginalną, Ecolore, czy Lily Lolo, które są strukturalnie bardziej sypkie i lekkie. Czasami sytuacja może wymykać się spod kontroli, chociaż mój aktualny stan cery jest na tyle dobry, że minerały bez większego "ale" prezentują się estetycznie przez cały dzień. W okresie, kiedy moja cera była bardzo daleka od ideału, oraz w okresie letnim, niestety po kilku godzinach Annabellki prezentowały się na tyle źle, że byłam zawsze zmuszona wykonywać przedwcześnie demakijaż całej twarzy. Aktualnie tego nie ma, ale jest to zasługa tylko i wyłącznie kondycji mojej cery. Dlatego podkład kryjący, jak i matujący sprawdzi się tylko u pewnej grupy osób, które albo będą z niego zadowolone, albo będą zmierzać w zupełnie odwrotnym kierunku po zapoznaniu się z jego właściwościami.
PRAWIDŁOWY WYBÓR KOLORU
Cieszę się, że aktualnie oferta AM jest na tyle szeroka, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Aktualnie, odpowiada mi zarówno najjaśniejszy odcień z gamy Golden, jak i Sunny. Poza tym, jeśli nie potraficie znaleźć się w żadnej gamie, macie bardzo neutralną, lekko ciepłą karnację, wystarczy w prosty sposób zmodyfikować kolor podkładu za pomocą pełnowymiarowego produktu i sporych gabarytowo próbek. Rozwiązaniem jest także zastosowanie tlenków barwiących takich jak żółcień żelazowa, czerwień żelazowa, zieleń chromowa i błękit ultramarynowy.
O tym prostym sposobie modyfikacji koloru pisałam w artykule mojego autorstwa na portalu kosmetykimineralne.pl, z którym już dosyć długo współpracuję. Zachęcam Was jednocześnie do obserwacji, w szczególności moich tekstów, na temat kosmetyków mineralnych. Znajdziecie tam sporo odpowiedzi na często pojawiające się pytania przy stosowaniu kosmetyków o sypkiej formule ;)
FORMUŁA, NAJLEPSZY SPOSÓB APLIKACJI I TRWAŁOŚĆ
Podkłady Annabelle Minerals mają specyficzną formułę. Tak naprawdę każdy, dotąd poznany mi kosmetyk mineralny, mimo zawartości jedynie czterech, identycznych składników, ma zupełnie inne właściwości. AM są mokre, bardzo zbite, jakby kremowe, ale podczas rozcierania można odczuć w nich sporo suchości i słabą przyczepność, dlatego bardzo szybko chwytają się wilgotności i np. będą błyskawicznie warzyć się na tłustej bazie lub cerze przetłuszczającej się, choć rozwiązaniem jest oczywiście zmatowienie skóry, ale jednak trzeba mieć na uwadze to, że żaden puder matujący nie zapewni efektu matującego przez cały dzień, jeśli cera ma samoistne, duże skłonności do łojotoku. Jest to taki typ minerałów, do których roztarcia trzeba bardzo się przyłożyć oraz co ważne - nakładać bardzo małymi ilościami. Poprzez swoją zbitą strukturę, minerałów tej marki nie da się do końca idealnie rozetrzeć, stopniować i wtopić jak np. Ecolore, Lily Lolo, a spora zawartość dwutlenku tytanu wcale nie ułatwia tego zadania, dlatego u innych będą prezentować się bardzo dobrze, zapewniając mocne krycie, a u pewnej części osób kompletnie nie będą współpracować z cerą i po pewnym czasie nie będziecie mogli doczekać się wykonania demakijażu.
Ze względu na dużą koncentrację pigmentów, moim zdaniem najlepszym sposobem aplikacji proszku jest gąbeczka, i tutaj świetnie sprawdza się firmowa Softie, która nie jest bardzo giętka, ma zbitą strukturę i dobrze oddaje proszek na skórę. Jeśli zatem zastanawiasz się nad jej zakupem, a planujesz za jej pomocą nakładać głównie minerały - na pewno będziesz zadowolony z zakupu. Wilgotna gąbeczka przede wszystkim delikatniej i lepiej dozuje produkt, kosmetyk traci swoją mocno zbitą formułę i odczuwalnie jest trwalszy. Ma także paradoksalnie mocniejsze krycie. Jedyny minus jest taki, że podkład proszkowy nałożony gąbeczką, zawsze będzie prezentował się bardziej sucho na twarzy (nie będzie tak podkreślał suchych skórek, ale przy przesuszonej cerze będzie natychmiast ściągał cerę i uwidaczniał całą suchą strukturę), dlatego warto tuż po skończeniu makijażu zwieńczyć całość drobną mgiełką nawilżającą lub wodą termalną.
Podkład można również nakładać tradycyjnie, pędzlem, ale moja uwaga jest taka, aby był on jak najbardziej zbity, oraz na etapie wprasowywania proszku we włosie, zrobić to bardzo dokładnie, strzepać nadmiar oraz delikatnie uderzyć trzonem pędzla, aby część podkładu była w dalszych częściach włosia. Aplikacja pędzlem bardziej podkreśla także suche skórki i ciężko jest nim równomiernie rozprowadzić podkład, gdy naskórek nie jest odpowiednio nawilżony lub też samoistnie traci wilgoć. Wszystkie działania zmierzają do tego, aby nakładać naprawdę małe ilości tego produktu i za każdym razem jak najdokładniej go rozcierać. Warto też unikać tłustych baz oraz bezpośredniego nakładania minerałów na krem nawilżający. Odczekaj chwilę, a jeśli nie masz na to czasu, oprósz subtelnie cerę pudrem lub świetnym primerem glinkowym Annabelle (o którym muszę koniecznie napisać), aby podkład nie przyklejał się do emolientów. Nietłusta cera najlepiej przyjmuje podkład kryjący marki, a także najłatwiej jest go rozprowadzić na takim typie skóry. Dodam także, że minerały same w sobie dosyć mocno wysuszają skórę, ale Annabelle, jako jedne z niewielu (podobne właściwości pod tym względem ma także Ecolore), nie dają takiego uczucia ściągnięcia i są dosyć łaskawe dla cery, która miewa sporadyczne przesuszenia. Same w sobie z całą pewnością nie nawilżają, ale ładnie zabezpieczają naskórek, nawet przed promieniowaniem miejskim, gdy stosowanie filtrów jest za bardzo obciążające dla skóry, a jednak będziesz przebywać przez ponad 20-30 minut na zewnątrz. Ostatnio jest to moja jedyna ochrona przed słońcem i moja cera nigdy nie miała się lepiej, choć unikam stosowania każdych mineralnych proszków, gdy moja cera jest mocno odwodniona.
Trwałość kosmetyku jest zależna od wielu czynników, szczególnie w produktach mineralnych, które nie zawierają związków dodatkowych, poprawiających przyczepność kosmetyku. Istotną kwestią jest zatem kondycja cery, kosmetyki, jakich używasz pod podkład, pudrów utrwalających makijażu (lub też ich brak) oraz zmienne czynniki pogodowe - podczas upałów i wysokiej wilgotności podkłady mineralne zazwyczaj odznaczają się słabszą trwałością, ze względu na słabszą przyczepność do skóry. Jeśli podkład kryjący będzie współgrał z Twoją cerą, a kosmetyki nie będą wzmagać przetłuszczania cery, to z całą pewnością Twój makijaż będzie prezentował się nienagannie przez większość dnia, a nawet cały dzień. Nie mogę jednak zapewnić, ze zawsze tak będzie, bo z kryjącymi podkładami zawsze jest problem i wbrew pozorom rzadko kiedy sprawdzają się u osób, które mają poważne problemy z cerą, a docelowo są kierowane właśnie do nich...
JAKIEGO EFEKTU MOŻNA SIĘ SPODZIEWAĆ?
Tak naprawdę każdego. Kosmetyki mineralne są na tyle specyficzne, że ich efekt końcowy jest ściśle uzależniony od aktualnej kondycji cery, użytej bazy oraz techniki aplikacyjnej. Gdybym miała jednak przyjąć już, że minerały Annabelle współpracują z cerą, wyglądają zwyczajnie naturalnie. Nie dają jedwabistego, bardzo gładkiego wykończenia, jak np. Ecolore, mogą wyglądać ciężko, jak podkład. Podkłady Annabelle w najlepszym wypadku wyglądają jak druga skóra, ale nie wyglądają też od niej lepiej. Ciężko jest opisać sam efekt końcowy, ale przy użyciu AM, nigdy, bez pudrów utrwalających i primerów nie udało mi się osiągnąć jedwabistej, gładkiej cery, z której byłabym zupełnie usatysfakcjonowana. Moje przebarwienia, niedoskonałości są ukryte, ale moja skóra nie wygląda ani młodziej, świetliście, ani tym bardziej zdrowo, zwłaszcza w dużym zbliżeniu. Efekt końcowy mogę więc przyrównać do typowego efektu podkładu płynnego - to, co miało być przykryte, jest przykryte, skóra wygląda naturalnie i estetycznie. Znakomitej części osób efekt ten będzie odpowiadał, sama jednak wolę, gdy produkt wyrównujący koloryt jednocześnie odbija światło, wyrównuje optycznie strukturę skóry i odejmuje jej lat. Sam podkład AM tego nie zrobi, choć i tak jest o niebo lepszy od produktów do makijażu, jakie można dostać w przeciętnej drogerii.
![]() |
| Po lewej: aplikacja podkładu na mokro gąbeczką Softie S, po prawej: aplikacja podkładu na sucho zbitym, zaokrąglonym pędzlem |
PRAWIDŁOWY WYBÓR KOLORU
Cieszę się, że aktualnie oferta AM jest na tyle szeroka, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Aktualnie, odpowiada mi zarówno najjaśniejszy odcień z gamy Golden, jak i Sunny. Poza tym, jeśli nie potraficie znaleźć się w żadnej gamie, macie bardzo neutralną, lekko ciepłą karnację, wystarczy w prosty sposób zmodyfikować kolor podkładu za pomocą pełnowymiarowego produktu i sporych gabarytowo próbek. Rozwiązaniem jest także zastosowanie tlenków barwiących takich jak żółcień żelazowa, czerwień żelazowa, zieleń chromowa i błękit ultramarynowy.
- WARTO PRZECZYTAĆ! Neutralizowanie tonów i zmiana odcieni, czyli co zrobić, jeśli wybraliśmy nieodpowiedni odcień podkładu?
WYDAJNOŚĆ, CENA, UŻYTKOWOŚĆ
Jak na kosmetyki mineralne przystało, są one zdecydowanie bardziej wydajne od tradycyjnej, płynnej kolorówki. Wiem, że wiele osób uskarżało się na wydajność kosmetyków Annabelle Minerals, ale mylne postrzeganie wydajności wynika ze zbyt dużej ilości stosowanego podkładu. Nie ma szans, aby nawet przy codziennym stosowaniu podkładu kryjącego zużyć go wcześniej niż w 3-6 miesięcy. Więc tak, potwierdzam, wydajność jest mocną stroną mineralnych proszków. Przy tym cena kosmetyków Annabelle Minerals nie powoduje omdleń i zawrotów głowy, dlatego każda ekonomistka, zastanawiając się nad podkładem kryjącym, sięgnie właśnie po ten kosmetyk. Nie uważam absolutnie, że jest zły, bo nie jest, ale osoby z bardzo delikatną urodą i zwolenniczki efektu glow mogą być zawiedzione. Poszukiwaczkom jak najbardziej subtelnego efektu polecam bardziej pyliste, lekkie minerały.
Co z użytkowością? Trzeba nauczyć się odpowiedniej techniki podkładu i naprawdę można go bardzo polubić. Myślę, że warto spróbować, zwłaszcza, że producent umożliwia zakup sporych gabarytowo próbek, które można porządnie przetestować, a nie tylko zamoczyć w nich opuszek palca.
Słowem - polecam. Podkład jest specyficzny, trochę inny, jeżeli chodzi o moje wymagania, ale lubię go. Widmo trądziku w postaci przebarwień nadal mnie dotyczy, dlatego jeśli mam ochotę na pełne krycie, sięgam tylko po podkład kryjący Annabelle Minerals.
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa

