Już wcześniej recenzowałam maseczkę dziegciową, po której nie widziałam żadnych pozytywnych efektów oprócz ściągnięcia i podrażnienia skóry (recenzja tutaj>). Znam działanie glinek, nie jest mi obce cudowne działanie dziegciu brzozowego na moją cerę, a maska okazała się totalnym niewypałem i na pewno jest to wina taniej, rozrzedzonej i byle jakiej formuły, nad którą nie wiedząc czemu rozpływa się aż tyle osób. Jeśli chodzi o maski oczyszczające, nie wprowadzam żadnych zmian i stosuję własne formuły, które sprawdzają się u mnie doskonale i są znacznie bardziej ekonomiczne. Jak nakładam maskę na skórę, oczekuję widocznego, namacalnego efektu. W końcu to pielęgnacja specjalna, masek nie nakładam bo mam taki kaprys i cierpię na nadmiar wolnego czasu.
Z racji, iż mam dobre przyrównanie do masek dobrej jakości, które działają długofalowo i sprawdzają się niemalże na każdym typie skóry, stwierdziłam, że po raz kolejny muszę zrównać się z opiniami krążącymi po sieci. Maskę odmładzającą z mlekiem łosia kupiłam bo... ma bardzo różne, wręcz skrajne opinie. Inni ją chwalą, inni odradzają. Takie kosmetyki interesują mnie najbardziej. Zazwyczaj jak coś jest dla wszystkich, okazuje się do niczego, a kosmetyk ma ciekawe właściwości.
Moi drodzy. Jeszcze żaden produkt aż tak mnie nie zaskoczył, zazwyczaj wczytując się w skład, rozpracowuję w kilka sekund właściwości danego kosmetyku. Spodziewałam się delikatnie nawilżającej, zmiękczającej maski kremowej, dostałam coś zupełnie odmiennego, ale nawet lepszego niż myślałam. Założyłam odgórnie, iż glinki białej w tym produkcie jest niewiele, a maska była na tyle kremowa i przyjemna w użyciu, że stwierdziłam, że będzie całkiem przyzwoicie nawilżać moją skórę. Nie powodowała także dyskomfortu podczas noszenia, więc powiedzmy, że miałam wszystko pod kontrolą, do pewnego czasu.
Po około 15-20 minutach moja skóra tylko w niektórych miejscach posiada widoczną ilość maski, cała reszta jest matowa, jak po solidnym upudrowaniu się krzemionką, zadowolona stwierdziłam, że skóra wypiła cały produkt i jest dobrze nawilżona, nie odczuwałam jednoczesnego ściągnięcia, co mnie nieco zdziwiło, więc miało to potwierdzić wyznaczoną, początkową tezę. Odkręcam korek ciepłej wody, przeżywam szok, ciśnienie podskakuje mi do góry, podczas spłukiwania aż mną wzdryga, moja, wydawać by się mogło sucha, napita produktem skóra, staje się nagle pokryta niekomfortową, ohydnie tłustą i śliską konsystencją, mam wrażenie obklejenia wazeliną. Przeżywam najczarniejszy scenariusz, staram się uporać ze zmyciem paskudnej, ślizgającej się konsystencji. Dłonie wykonują histeryczny taniec po mojej twarzy. Po kilku sekundach (a może minutach, w trakcie zdenerwowania zatracam rachubę czasu) skóra nie jest pokryta żadnym filmem. Tuż po zabiegu moja cera nie jest nawilżona, ale też i wysuszona, a łagodnie napięta, jaśniejsza i dobrze oczyszczona. W pierwszej chwili nie wiedziałam co mam o tym myśleć, więc bacznie, bardzo nieufnie, obserwowałam skórę przez pierwsze 48 godzin po zastosowaniu maski.
To by były takie pierwsze wrażenia. Maski aktualnie używam od 12 tygodni. Więcej szczegółów uzyskasz się w dalszej części recenzji, aczkolwiek chciałabym już na samym wstępie napisać, że...
mam zupełnie odmienne zdanie od reszty blogsfery na temat działania tej maski. Nie sądziłam że skład produktu, jego kremowa konsystencja aż tak mnie zmyli. Pierwszy raz jakikolwiek produkt w ten sposób zachowywał się na mojej cerze. Może za szybko przekreśliłam kosmetyki rosyjskie? Zamierzam to odpokutować i zamówiłam kilka nowych produktów. Póki co, jak za taką cenę, znalazłam całkiem przyzwoity produkt.
KONSYSTENCJA
Jest trudna do zdefiniowania. Nie wyczuwam w niej tej niekomfortowej tłustości jak np. w lekkich kremach naturalnych marek, w której są zatopione tłuste emolienty, ale mimo to kosmetyk jest dosyć śliski w obyciu poprzez dużą zawartość środków emulgujących. Nie lepi się, formuła nie jest gęsta i skoncentrowana, a rozrzedzona, co czuć. Nie jest to produkt intensywnie działający. Podczas rozprowadzania, jak i wykonywania okładu, jest w pełni pozbawiony tej niekomfortowej warstewki, prawdopodobnie poprzez zawartość glinki białej, przyjemnie topi się w dłoniach i pokrywa skórę równomierną warstewką, nie powodując pocenia się naskórka pod okładem i nie prosząc o natychmiastowe usunięcie kosmetyku. Niestety, całkiem przyjemny efekt niweczy śliska, bardzo tłusta i nieprzyjemna warstewka, ujawniająca się podczas spłukiwania produktu i wtedy faktycznie, z ręką na sercu, czuję, że obcuję z zupełnie innym kosmetykiem. Na szczęście tylko wtedy. Maska nie ma ani odżywczej formuły jak np. Antipodes Aura Manuka, ani konsystencji gęstej pasty oczyszczającej, która ma dobrze oczyścić pory. To lekki, całkiem przyjemny i dobrze rozprowadzający się krem, tudzież lekka, gęsta emulsja. Dla wielu ten kosmetyk okaże się po prostu nijaki. Całkiem dobrze współpracuje z cerą i o ile nie wystąpi alergia, odczuwalnie uspokaja naskórek, jeśli tylko istnieje zapotrzebowanie na okluzję.
Wady na pewno, jak już wspomniałam, uwidaczniają się głównie podczas zmywania produktu. Konsystencja prosto z tubki nie jest ideałem, jakiego oczekuję, ale wydawała mi się niezbyt szkodliwa i przyzwoicie współpracująca z moją skórą, natomiast nigdy w życiu nie odważyłabym się pozostawić okładu Agafii na dłużej niż pół godziny, nie ze względu na zawartość glinki, ale jednak sporą ilość emulgatorów, które obklejają skórę i czuć to podczas kontaktu kremowej konsystencji z wodą. Maska jest wówczas wyjątkowo niekomfortowa, ciężko jest ją spłukać, dłonie ślizgają się jak po zmarzniętej, wypolerowanej powierzchni i bez udziału ciepłej wody, nie ma mowy, aby tę maskę domyć całkowicie, do momentu uzyskania czystej, pozbawionej lepkości skóry. Jest to też plus, bo maska zabezpiecza skórę przed odwodnieniem, ale czego mogłabym się spodziewać za 6 złotych? O ile uwielbiam film po większości masek kremowych dobrej jakości, o tyle po maseczce z mlekiem łosia mam widok tylko nadchodzących zmian naciekowych, wyciągając wnioski chociażby po tym co dzieje się z maską podczas kontaktu z cieczą. Jest wtedy ohydna, tłusta, okropna. Spłukiwanie maski trwa zdecydowanie za długo i gdyby nie to, na pewno sięgałabym po nią częściej.
WŁAŚCIWOŚCI
Trzeba posiadać mało wymagającą skórę, aby zauważyć efekty po maseczce odmładzającej na mleku z łosia. Jak już napisałam, dla większości osób ta maska będzie nijaka, bo ani nie nawilża skóry, ani dokładnie jej nie oczyszcza. Można więc się bez niej obyć. Na pewno nie regulowałabym nią skóry, ani poprzez dozowanie nawilżenia, ani tym bardziej oczekując na mocne obkurczenie porów i działanie oczyszczające. Nie wiem kogo ta maska nawilża, ale widocznie ta osoba przesadza z okluzją w codziennej pielęgnacji i okład wyrównuje odpowiedni poziom nawodnienia. Absolutnie nie spodziewałabym się po niej odczuwalnego nawilżenia - a raczej napięcia, lekkiego wygładzenia i lekko rozjaśniającego efektu. Można więc powiedzieć, że maska faktycznie optycznie odmładza, bo moja cera wygląda po niej znacznie lepiej niż przed, ale nie jest bardziej elastyczna i dobrze nawodniona.
Skóra po spłukaniu okładu wygląda zdrowo i zdecydowanie lepiej. Nie jest zarumieniona, a uspokojona i przyjemna w dotyku. Nie mam bardzo problematycznej skóry, ale na szczęście odmładzająca maseczka nie spowodowała wzmożonego łojotoku, wysypu wyprysków, zaskórników, a ładnie domknęła pory i łagodnie rozjaśniła koloryt cery. Trzeba ją tylko dokładnie spłukać ze skóry. Cera prezentuje się zdrowo, zaczerwienienia są złagodzone, naskórek jest bardziej wygładzony, ładniejszy, ale nie jest to żaden intensywny efekt. Czasami go nie potrzebuję i ta maska sprawdza się idealnie, ale nie oczekiwałabym po niej cudów.
Składników aktywnych jest tutaj tyle, co kot napłakał, to produkt doraźny, z kiepskim pod względem zawartości, tanim składem, ale pomocnym przy mniejszych lub też zerowych problemach z cerą. Jeśli wyprowadziłeś swoją skórę na prostą i potrzebujesz czegoś lekkiego i mało inwazyjnego, to ten produkt jak najbardziej może się sprawdzić.
Podczas pierwszej aplikacji produktu odczuwałam lekkie, ale nie uporczywe i niealarmujące pieczenie, nie zmartwiło mnie to, ponieważ moja skóra zazwyczaj reaguje w ten sposób na kosmetyki z wyciągami roślinnymi, szczególnie, gdy są stosowane po raz pierwszy. Jeśli posiadasz skórę wrażliwą, z uszkodzoną barierą naskórkową, również może Cię napotkać przejściowa, negatywna reakcja. W moim przypadku nie było to ostre pieczenie, a lekkie podszczypywanie, które zaczęłam odczuwać po 5 minutach od nałożenia maski, a zanikło po kolejnych 10. Z racji, iż jest to produkt naturalny, może on powodować alergie, dlatego zachęcam do wykonywania próby uczuleniowej, jeśli nie jesteś pewien działania kosmetyku. W produkcie ponadto, znajduje się surfaktant laurylosiarczan sodu, który ma wysokie działanie drażniące. Ułatwia on spłukanie produktu ze skóry, ale pozostawiany na skórze dłużej, może działać na nią toksycznie, wywoływująch niepożądane reakcje, dlatego maseczka na mleku łosia dla wielu osób okazała się drażniąca i powodowała zaczerwienienia. Sam detergent nie powoduje silnych reakcji, jest to jednak kosmetyk który należy trzymać na skórze przez określony czas, dlatego reakcje mogą być rożne i mogą dotyczyć nawet osób, które nigdy dotąd nie miały problemów z wrażliwością i złą tolerancji formuł kosmetycznych.
Jeżeli chodzi o powstawanie atopii, to tak, jak już napisałam, maska nie nawilża. Wiele z Was, prawdopodobnie sięgnęłoby po tę maseczkę w celu nawilżenia i ja również oczekiwałam od niej takiego działania, natomiast jest to raczej produkt napinający, lekko oczyszczający, dostarczający niewielkiej dawki okluzji. Efektu odżywienia nie zauważyłam, tak, jak nawilżenia, które zapewnia producent. Cera także nie jest bardziej elastyczna, a wręcz może ulec to spadkowi, jeśli maskę zastosuje osoba, która ma problem z permanentnym odwodnieniem. Natomiast faktycznie produkt wygładza cerę i wizualnie ją rozjaśnia, jeśli jest dobrze tolerowany. Nie jest to jednak efekt za jaki dam się pokroić. Skóra dojrzała, do której jest skierowany ten produkt, wymaga intensywniejszych działań i wątpię, aby osoby w przedziale 40-60 lat były zachwycone jej działaniem.
Maska jednocześnie nie przesusza skóry ze skłonnością do odwodnienia, nie uwidacznia suchych skórek, ani nie wzmaga nadmiernego łojotoku i potliwości. Można powiedzieć, ze przyzwoicie balansuje składniki odżywcze na mniej skomplikowanych typach skóry. Jeśli potrzebujesz łagodnego oczyszczenia bez wysuszenia, to warto zastanowić się nad wersją odmładzającą.
SPOSÓB APLIKACJI
Maseczkę należy aplikować na oczyszczoną skórę, jeśli obawiasz się odwodnienia lub mocnych podrażnień, warto zabezpieczyć naskórek lekką warstwą sprawdzającego się kremu, emulsji lub też serum np. olejowego.
Nie jest to kosmetyk, który wymaga ciągłego zwilżania i latania z atomizerem. Nawet jak okład zastygnie i wsiąknie w skórę, nie ściąga jej, ani nie odwadnia, ponieważ emolienty tłuste zawarte w masce stoją na straży zachowania odpowiedniej wilgotności naskórka. Czuć to dosadnie podczas spłukiwania okładu.
Jedną z ważniejszych kwestii jest czas trzymania okładu na skórze. Próbowałam różnych wersji i u mnie najlepiej sprawdza się utrzymywanie okładu przez około 20-25 minut aż do zastygnięcia i wchłonięcia się większości produktu w skórę. Na początku jednak warto zaczynać od krótszych sesji i obserwować cerę.
Jest to zdecydowanie produkt, którego należy pozbywać się z powierzchni skóry, pomijam już glinkę białą, która jest obecna w formule, ale maseczka jest tak napakowana emulgatorami, że szkoda mi skóry, przeciągając spłukanie produktu.
SKŁAD, POJEMNOŚĆ, OPAKOWANIE, ZAPACH I CENA
Maska nie ma najlepszego składu pod słońcem, ale biorąc pod uwagę jej atrakcyjną cenę (5-8 złotych) i tak wyróżnia się na tle innych produktów w tej półce cenowej. Bazą maski jest woda, ale zawiera ona sporo kaolinu, który redukuje tłustość maski podczas aplikacji i noszenia, a także zastyga, dając efekt zmatowienia skóry. Glinka obkurcza pory i łagodnie oczyszcza skórę. Jest delikatniejsza dla cery niż jej inne rodzaje (zielona, czerwona) i zawiera sporo krzemu, dlatego może działać pozytywnie nawet na osoby z cerą dojrzałą, które potrzebują delikatnego oczyszczenia. Dalej jest zagęstnik, niewielka ilość ekstraktów roślinnych (morwa, rożeniec górski), kapka mleka łosia, wosku pszczelego i masła shea, reszta to emulgatory. Niestety czuć, że jest to mocno rozrzedzony i zagęszczony sztucznie produkt, przez to jest niekomfortowy podczas pozbywania się go ze skóry i ma nikłe właściwości nawilżające. Maska odmładzająca jest dodatkowo perfumowana.
Produkt jest umieszczony w saszetce z odkręcanym korkiem, co jest i wygodne, i praktyczne. Maska nie zastyga, jest dobrze zabezpieczona, aplikacja jest higieniczna. Sposób zapakowania produktu jest więc przemyślany i jak najbardziej na plus. Pojemność kosmetyku to 100 ml i starcza średnio na 5-6 obfitszych aplikacji.
Zapach jest identyczny jak w maseczce drożdżowej Babuszki Agafii. Lekko mleczny, śmietankowy, pachnie jak przesłodzony budyń. Aromat jest także wyczuwalny po spłukaniu maski, ale nie jest mocno intensywny. Może jednak drażnić i nasilać migreny.
INCI: Aqua, Kaolin, Carbomer, Organic Rhodiola Rosea Root Extract, Morus Alba Fruit Extract, Organic Beeswax, Milk, Sodium Cetearyl Sulfate, Caprylic/Capric Tri-glyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Xanthan Gum, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid
GRUPA DOCELOWA
Produkt polecam szczególnie osobom, które mają mało wymagającą, zadbaną cerę, wyprowadziły ją na prostą i potrzebują delikatnych produktów. Maska łagodnie oczyszcza, ale nie powinna wysuszać cery z tendencją do odwodnienia, jednocześnie może ten stan nasilać, jeśli cera jest mocno przesuszona i podrażniona.
Maska odmładzająca może się także sprawdzić na skórze dojrzałej, ale w przedziale 35-45 lat, gdy posiadasz skórę naturalnie tłustą. Wtedy działanie łagodnie napinające, oczyszczające i lekko okluzyjne jest jak najbardziej pożądane i kosmetyk może nie okazać się stratą pieniędzy.
KTO POWINIEN LEPIEJ UNIKAĆ MASECZKI ODMŁADZAJĄCEJ
Na pewno osoby wymagające nawilżenia i mające sporą tendencję do alergii i nieprzewidzianych reakcji w kontakcie z nowymi kosmetykami, szczególnie naturalnymi. Nie jest to również wymarzony produkt dla typowej skóry dojrzałej, która wymaga lepszego odżywienia i dobrego nawodnienia. To produkt mało intensywny w działaniu, dlatego nie nadaje się do kompleksowej pielęgnacji i lekkiej, codziennej, gdy kładziesz nacisk na intensywniejsze zabiegi.
KOŃCOWA OPINIA
Jest pozytywna. Maska jest tania i na moją skórę działa poprawnie. Nie jest to ani zwalające z nóg oczyszczenie jak po moich maskach z wartościowymi składnikami, których jest dużo, ani odżywienie, po świetnej jakościowo maseczce kremowej. To takie wypośrodkowanie, gdy moja skóra nie wymaga żadnego intensywnego działania w żadną stronę, a coś chciałabym na nią nałożyć, aby wyglądała ciut lepiej. Lubię ten efekt jaki zapewnia mi maseczka na mleku łosia. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że maska daje zupełne inne wrażenie podczas aplikacji, podczas noszenia na skórze, a przede wszystkim podczas zmywania okładu. Nigdy żaden produkt aż tak mnie nie zaskoczył. Zazwyczaj przewiduję co stanie się dalej z moją cerą, a tutaj była to jedna wielka niewiadoma. I nie jest to żadna maska odżywcza, nie wiem kogo ta maska może nawilżyć, bo zapewnia niewielką dawkę okluzji, niwelując odtłuszczające działanie glinki białej i naskórka wcale nie zmiękcza, jest to typowy produkt oczyszczający.
Maska spośród wszystkich osób pomagających mi wyciągnąć jak najlepsze wnioski, spisała się najlepiej na skórze mało wymagającej, z niskim zapotrzebowaniem na okluzję, wymagającej oczyszczenia. Skórę dojrzałą odwodnioną i suchą wrażliwą podrażniła, pogłębiając stan suchości, a podczas zabezpieczenia emolientami, okazała się obojętna dla skóry. To potwierdza tylko moją tezę. Moja cera, która sama w sobie jest dobrze nawodniona i przyjemna w dotyku, nie została wysuszona, ale bardzo łagodnie oczyszczona w sposób, jaki bardzo lubię - bez żadnej warstwy po zabiegu, ale z poczuciem komfortu i ukojenia. Pory są naturalnie obkurczone i czyste, a skóra wygląda po prostu bardzo ładnie, jak po porządnej bazie pod makijaż. Nie odczuwam dyskomfortu. Nie będę szaleć i namawiać do zakupu, bo działanie produktu nie jest intensywne.. ale też nie zawsze takiego działania wymaga moja skóra, więc prawdopodobnie nabędę kolejne opakowania tego produktu. Kupiłam także polecaną wersję chabrową i jestem już po kilku zastosowaniach, efektami również podzielę się na łamach bloga.
Przyznaję, nie byłam przekonana do zakupu maseczki odmładzającej, spodziewałam się przede wszystkim właściwości zmiękczających i nawilżających, w które wątpiłam. Finalnie jestem zadowolona z zakupu i nawet bardziej cieszy mnie to, że maska działa w inny, niż opisuje to producent, sposób. To bardzo dobry kosmetyk dla cery powierzchownie odwodnionej i przesuszającej się, która wymaga regularnych zabiegów oczyszczających, przy których często zbyt mocno się odwadnia. Produkt podczas spłukiwania zabezpiecza cerę przed przesuszeniem i mimo że zastyga na skórze, nie wykazuje właściwości odtłuszczających, o ile skóra nie ma wysokiego zapotrzebowania na emolienty tłuste - wtedy będzie po prostu za lekka, będzie powodować podrażnienia i atopie. To bardzo dobry kosmetyk do nieskomplikowanej pielęgnacji skóry mieszanej oraz tłustej, potrzebującej delikatnego, acz wyczuwalnego oczyszczenia. Jeśli szukasz nawilżenia, to maska odmładzająca z mlekiem łosia na pewno go Tobie nie dostarczy. Za taką cenę jestem pozytywnie zaskoczona działaniem produktu i moim zdaniem warto spróbować. Każda skóra wymaga łagodniejszego, mniej inwazyjnego działania i jest to właśnie produkt tego typu.
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Moi drodzy. Jeszcze żaden produkt aż tak mnie nie zaskoczył, zazwyczaj wczytując się w skład, rozpracowuję w kilka sekund właściwości danego kosmetyku. Spodziewałam się delikatnie nawilżającej, zmiękczającej maski kremowej, dostałam coś zupełnie odmiennego, ale nawet lepszego niż myślałam. Założyłam odgórnie, iż glinki białej w tym produkcie jest niewiele, a maska była na tyle kremowa i przyjemna w użyciu, że stwierdziłam, że będzie całkiem przyzwoicie nawilżać moją skórę. Nie powodowała także dyskomfortu podczas noszenia, więc powiedzmy, że miałam wszystko pod kontrolą, do pewnego czasu.
Po około 15-20 minutach moja skóra tylko w niektórych miejscach posiada widoczną ilość maski, cała reszta jest matowa, jak po solidnym upudrowaniu się krzemionką, zadowolona stwierdziłam, że skóra wypiła cały produkt i jest dobrze nawilżona, nie odczuwałam jednoczesnego ściągnięcia, co mnie nieco zdziwiło, więc miało to potwierdzić wyznaczoną, początkową tezę. Odkręcam korek ciepłej wody, przeżywam szok, ciśnienie podskakuje mi do góry, podczas spłukiwania aż mną wzdryga, moja, wydawać by się mogło sucha, napita produktem skóra, staje się nagle pokryta niekomfortową, ohydnie tłustą i śliską konsystencją, mam wrażenie obklejenia wazeliną. Przeżywam najczarniejszy scenariusz, staram się uporać ze zmyciem paskudnej, ślizgającej się konsystencji. Dłonie wykonują histeryczny taniec po mojej twarzy. Po kilku sekundach (a może minutach, w trakcie zdenerwowania zatracam rachubę czasu) skóra nie jest pokryta żadnym filmem. Tuż po zabiegu moja cera nie jest nawilżona, ale też i wysuszona, a łagodnie napięta, jaśniejsza i dobrze oczyszczona. W pierwszej chwili nie wiedziałam co mam o tym myśleć, więc bacznie, bardzo nieufnie, obserwowałam skórę przez pierwsze 48 godzin po zastosowaniu maski.
To by były takie pierwsze wrażenia. Maski aktualnie używam od 12 tygodni. Więcej szczegółów uzyskasz się w dalszej części recenzji, aczkolwiek chciałabym już na samym wstępie napisać, że...
mam zupełnie odmienne zdanie od reszty blogsfery na temat działania tej maski. Nie sądziłam że skład produktu, jego kremowa konsystencja aż tak mnie zmyli. Pierwszy raz jakikolwiek produkt w ten sposób zachowywał się na mojej cerze. Może za szybko przekreśliłam kosmetyki rosyjskie? Zamierzam to odpokutować i zamówiłam kilka nowych produktów. Póki co, jak za taką cenę, znalazłam całkiem przyzwoity produkt.
KONSYSTENCJA
Jest trudna do zdefiniowania. Nie wyczuwam w niej tej niekomfortowej tłustości jak np. w lekkich kremach naturalnych marek, w której są zatopione tłuste emolienty, ale mimo to kosmetyk jest dosyć śliski w obyciu poprzez dużą zawartość środków emulgujących. Nie lepi się, formuła nie jest gęsta i skoncentrowana, a rozrzedzona, co czuć. Nie jest to produkt intensywnie działający. Podczas rozprowadzania, jak i wykonywania okładu, jest w pełni pozbawiony tej niekomfortowej warstewki, prawdopodobnie poprzez zawartość glinki białej, przyjemnie topi się w dłoniach i pokrywa skórę równomierną warstewką, nie powodując pocenia się naskórka pod okładem i nie prosząc o natychmiastowe usunięcie kosmetyku. Niestety, całkiem przyjemny efekt niweczy śliska, bardzo tłusta i nieprzyjemna warstewka, ujawniająca się podczas spłukiwania produktu i wtedy faktycznie, z ręką na sercu, czuję, że obcuję z zupełnie innym kosmetykiem. Na szczęście tylko wtedy. Maska nie ma ani odżywczej formuły jak np. Antipodes Aura Manuka, ani konsystencji gęstej pasty oczyszczającej, która ma dobrze oczyścić pory. To lekki, całkiem przyjemny i dobrze rozprowadzający się krem, tudzież lekka, gęsta emulsja. Dla wielu ten kosmetyk okaże się po prostu nijaki. Całkiem dobrze współpracuje z cerą i o ile nie wystąpi alergia, odczuwalnie uspokaja naskórek, jeśli tylko istnieje zapotrzebowanie na okluzję.
Wady na pewno, jak już wspomniałam, uwidaczniają się głównie podczas zmywania produktu. Konsystencja prosto z tubki nie jest ideałem, jakiego oczekuję, ale wydawała mi się niezbyt szkodliwa i przyzwoicie współpracująca z moją skórą, natomiast nigdy w życiu nie odważyłabym się pozostawić okładu Agafii na dłużej niż pół godziny, nie ze względu na zawartość glinki, ale jednak sporą ilość emulgatorów, które obklejają skórę i czuć to podczas kontaktu kremowej konsystencji z wodą. Maska jest wówczas wyjątkowo niekomfortowa, ciężko jest ją spłukać, dłonie ślizgają się jak po zmarzniętej, wypolerowanej powierzchni i bez udziału ciepłej wody, nie ma mowy, aby tę maskę domyć całkowicie, do momentu uzyskania czystej, pozbawionej lepkości skóry. Jest to też plus, bo maska zabezpiecza skórę przed odwodnieniem, ale czego mogłabym się spodziewać za 6 złotych? O ile uwielbiam film po większości masek kremowych dobrej jakości, o tyle po maseczce z mlekiem łosia mam widok tylko nadchodzących zmian naciekowych, wyciągając wnioski chociażby po tym co dzieje się z maską podczas kontaktu z cieczą. Jest wtedy ohydna, tłusta, okropna. Spłukiwanie maski trwa zdecydowanie za długo i gdyby nie to, na pewno sięgałabym po nią częściej.
WŁAŚCIWOŚCI
Trzeba posiadać mało wymagającą skórę, aby zauważyć efekty po maseczce odmładzającej na mleku z łosia. Jak już napisałam, dla większości osób ta maska będzie nijaka, bo ani nie nawilża skóry, ani dokładnie jej nie oczyszcza. Można więc się bez niej obyć. Na pewno nie regulowałabym nią skóry, ani poprzez dozowanie nawilżenia, ani tym bardziej oczekując na mocne obkurczenie porów i działanie oczyszczające. Nie wiem kogo ta maska nawilża, ale widocznie ta osoba przesadza z okluzją w codziennej pielęgnacji i okład wyrównuje odpowiedni poziom nawodnienia. Absolutnie nie spodziewałabym się po niej odczuwalnego nawilżenia - a raczej napięcia, lekkiego wygładzenia i lekko rozjaśniającego efektu. Można więc powiedzieć, że maska faktycznie optycznie odmładza, bo moja cera wygląda po niej znacznie lepiej niż przed, ale nie jest bardziej elastyczna i dobrze nawodniona.
Skóra po spłukaniu okładu wygląda zdrowo i zdecydowanie lepiej. Nie jest zarumieniona, a uspokojona i przyjemna w dotyku. Nie mam bardzo problematycznej skóry, ale na szczęście odmładzająca maseczka nie spowodowała wzmożonego łojotoku, wysypu wyprysków, zaskórników, a ładnie domknęła pory i łagodnie rozjaśniła koloryt cery. Trzeba ją tylko dokładnie spłukać ze skóry. Cera prezentuje się zdrowo, zaczerwienienia są złagodzone, naskórek jest bardziej wygładzony, ładniejszy, ale nie jest to żaden intensywny efekt. Czasami go nie potrzebuję i ta maska sprawdza się idealnie, ale nie oczekiwałabym po niej cudów.
Składników aktywnych jest tutaj tyle, co kot napłakał, to produkt doraźny, z kiepskim pod względem zawartości, tanim składem, ale pomocnym przy mniejszych lub też zerowych problemach z cerą. Jeśli wyprowadziłeś swoją skórę na prostą i potrzebujesz czegoś lekkiego i mało inwazyjnego, to ten produkt jak najbardziej może się sprawdzić.
Podczas pierwszej aplikacji produktu odczuwałam lekkie, ale nie uporczywe i niealarmujące pieczenie, nie zmartwiło mnie to, ponieważ moja skóra zazwyczaj reaguje w ten sposób na kosmetyki z wyciągami roślinnymi, szczególnie, gdy są stosowane po raz pierwszy. Jeśli posiadasz skórę wrażliwą, z uszkodzoną barierą naskórkową, również może Cię napotkać przejściowa, negatywna reakcja. W moim przypadku nie było to ostre pieczenie, a lekkie podszczypywanie, które zaczęłam odczuwać po 5 minutach od nałożenia maski, a zanikło po kolejnych 10. Z racji, iż jest to produkt naturalny, może on powodować alergie, dlatego zachęcam do wykonywania próby uczuleniowej, jeśli nie jesteś pewien działania kosmetyku. W produkcie ponadto, znajduje się surfaktant laurylosiarczan sodu, który ma wysokie działanie drażniące. Ułatwia on spłukanie produktu ze skóry, ale pozostawiany na skórze dłużej, może działać na nią toksycznie, wywoływująch niepożądane reakcje, dlatego maseczka na mleku łosia dla wielu osób okazała się drażniąca i powodowała zaczerwienienia. Sam detergent nie powoduje silnych reakcji, jest to jednak kosmetyk który należy trzymać na skórze przez określony czas, dlatego reakcje mogą być rożne i mogą dotyczyć nawet osób, które nigdy dotąd nie miały problemów z wrażliwością i złą tolerancji formuł kosmetycznych.
Jeżeli chodzi o powstawanie atopii, to tak, jak już napisałam, maska nie nawilża. Wiele z Was, prawdopodobnie sięgnęłoby po tę maseczkę w celu nawilżenia i ja również oczekiwałam od niej takiego działania, natomiast jest to raczej produkt napinający, lekko oczyszczający, dostarczający niewielkiej dawki okluzji. Efektu odżywienia nie zauważyłam, tak, jak nawilżenia, które zapewnia producent. Cera także nie jest bardziej elastyczna, a wręcz może ulec to spadkowi, jeśli maskę zastosuje osoba, która ma problem z permanentnym odwodnieniem. Natomiast faktycznie produkt wygładza cerę i wizualnie ją rozjaśnia, jeśli jest dobrze tolerowany. Nie jest to jednak efekt za jaki dam się pokroić. Skóra dojrzała, do której jest skierowany ten produkt, wymaga intensywniejszych działań i wątpię, aby osoby w przedziale 40-60 lat były zachwycone jej działaniem.
SPOSÓB APLIKACJI
Maseczkę należy aplikować na oczyszczoną skórę, jeśli obawiasz się odwodnienia lub mocnych podrażnień, warto zabezpieczyć naskórek lekką warstwą sprawdzającego się kremu, emulsji lub też serum np. olejowego.
Nie jest to kosmetyk, który wymaga ciągłego zwilżania i latania z atomizerem. Nawet jak okład zastygnie i wsiąknie w skórę, nie ściąga jej, ani nie odwadnia, ponieważ emolienty tłuste zawarte w masce stoją na straży zachowania odpowiedniej wilgotności naskórka. Czuć to dosadnie podczas spłukiwania okładu.
Jedną z ważniejszych kwestii jest czas trzymania okładu na skórze. Próbowałam różnych wersji i u mnie najlepiej sprawdza się utrzymywanie okładu przez około 20-25 minut aż do zastygnięcia i wchłonięcia się większości produktu w skórę. Na początku jednak warto zaczynać od krótszych sesji i obserwować cerę.
Jest to zdecydowanie produkt, którego należy pozbywać się z powierzchni skóry, pomijam już glinkę białą, która jest obecna w formule, ale maseczka jest tak napakowana emulgatorami, że szkoda mi skóry, przeciągając spłukanie produktu.
SKŁAD, POJEMNOŚĆ, OPAKOWANIE, ZAPACH I CENA
Maska nie ma najlepszego składu pod słońcem, ale biorąc pod uwagę jej atrakcyjną cenę (5-8 złotych) i tak wyróżnia się na tle innych produktów w tej półce cenowej. Bazą maski jest woda, ale zawiera ona sporo kaolinu, który redukuje tłustość maski podczas aplikacji i noszenia, a także zastyga, dając efekt zmatowienia skóry. Glinka obkurcza pory i łagodnie oczyszcza skórę. Jest delikatniejsza dla cery niż jej inne rodzaje (zielona, czerwona) i zawiera sporo krzemu, dlatego może działać pozytywnie nawet na osoby z cerą dojrzałą, które potrzebują delikatnego oczyszczenia. Dalej jest zagęstnik, niewielka ilość ekstraktów roślinnych (morwa, rożeniec górski), kapka mleka łosia, wosku pszczelego i masła shea, reszta to emulgatory. Niestety czuć, że jest to mocno rozrzedzony i zagęszczony sztucznie produkt, przez to jest niekomfortowy podczas pozbywania się go ze skóry i ma nikłe właściwości nawilżające. Maska odmładzająca jest dodatkowo perfumowana.
Produkt jest umieszczony w saszetce z odkręcanym korkiem, co jest i wygodne, i praktyczne. Maska nie zastyga, jest dobrze zabezpieczona, aplikacja jest higieniczna. Sposób zapakowania produktu jest więc przemyślany i jak najbardziej na plus. Pojemność kosmetyku to 100 ml i starcza średnio na 5-6 obfitszych aplikacji.
Zapach jest identyczny jak w maseczce drożdżowej Babuszki Agafii. Lekko mleczny, śmietankowy, pachnie jak przesłodzony budyń. Aromat jest także wyczuwalny po spłukaniu maski, ale nie jest mocno intensywny. Może jednak drażnić i nasilać migreny.
INCI: Aqua, Kaolin, Carbomer, Organic Rhodiola Rosea Root Extract, Morus Alba Fruit Extract, Organic Beeswax, Milk, Sodium Cetearyl Sulfate, Caprylic/Capric Tri-glyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Xanthan Gum, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid
GRUPA DOCELOWA
Produkt polecam szczególnie osobom, które mają mało wymagającą, zadbaną cerę, wyprowadziły ją na prostą i potrzebują delikatnych produktów. Maska łagodnie oczyszcza, ale nie powinna wysuszać cery z tendencją do odwodnienia, jednocześnie może ten stan nasilać, jeśli cera jest mocno przesuszona i podrażniona.
Maska odmładzająca może się także sprawdzić na skórze dojrzałej, ale w przedziale 35-45 lat, gdy posiadasz skórę naturalnie tłustą. Wtedy działanie łagodnie napinające, oczyszczające i lekko okluzyjne jest jak najbardziej pożądane i kosmetyk może nie okazać się stratą pieniędzy.
KTO POWINIEN LEPIEJ UNIKAĆ MASECZKI ODMŁADZAJĄCEJ
Na pewno osoby wymagające nawilżenia i mające sporą tendencję do alergii i nieprzewidzianych reakcji w kontakcie z nowymi kosmetykami, szczególnie naturalnymi. Nie jest to również wymarzony produkt dla typowej skóry dojrzałej, która wymaga lepszego odżywienia i dobrego nawodnienia. To produkt mało intensywny w działaniu, dlatego nie nadaje się do kompleksowej pielęgnacji i lekkiej, codziennej, gdy kładziesz nacisk na intensywniejsze zabiegi.
KOŃCOWA OPINIA
Jest pozytywna. Maska jest tania i na moją skórę działa poprawnie. Nie jest to ani zwalające z nóg oczyszczenie jak po moich maskach z wartościowymi składnikami, których jest dużo, ani odżywienie, po świetnej jakościowo maseczce kremowej. To takie wypośrodkowanie, gdy moja skóra nie wymaga żadnego intensywnego działania w żadną stronę, a coś chciałabym na nią nałożyć, aby wyglądała ciut lepiej. Lubię ten efekt jaki zapewnia mi maseczka na mleku łosia. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że maska daje zupełne inne wrażenie podczas aplikacji, podczas noszenia na skórze, a przede wszystkim podczas zmywania okładu. Nigdy żaden produkt aż tak mnie nie zaskoczył. Zazwyczaj przewiduję co stanie się dalej z moją cerą, a tutaj była to jedna wielka niewiadoma. I nie jest to żadna maska odżywcza, nie wiem kogo ta maska może nawilżyć, bo zapewnia niewielką dawkę okluzji, niwelując odtłuszczające działanie glinki białej i naskórka wcale nie zmiękcza, jest to typowy produkt oczyszczający.
Maska spośród wszystkich osób pomagających mi wyciągnąć jak najlepsze wnioski, spisała się najlepiej na skórze mało wymagającej, z niskim zapotrzebowaniem na okluzję, wymagającej oczyszczenia. Skórę dojrzałą odwodnioną i suchą wrażliwą podrażniła, pogłębiając stan suchości, a podczas zabezpieczenia emolientami, okazała się obojętna dla skóry. To potwierdza tylko moją tezę. Moja cera, która sama w sobie jest dobrze nawodniona i przyjemna w dotyku, nie została wysuszona, ale bardzo łagodnie oczyszczona w sposób, jaki bardzo lubię - bez żadnej warstwy po zabiegu, ale z poczuciem komfortu i ukojenia. Pory są naturalnie obkurczone i czyste, a skóra wygląda po prostu bardzo ładnie, jak po porządnej bazie pod makijaż. Nie odczuwam dyskomfortu. Nie będę szaleć i namawiać do zakupu, bo działanie produktu nie jest intensywne.. ale też nie zawsze takiego działania wymaga moja skóra, więc prawdopodobnie nabędę kolejne opakowania tego produktu. Kupiłam także polecaną wersję chabrową i jestem już po kilku zastosowaniach, efektami również podzielę się na łamach bloga.
Przyznaję, nie byłam przekonana do zakupu maseczki odmładzającej, spodziewałam się przede wszystkim właściwości zmiękczających i nawilżających, w które wątpiłam. Finalnie jestem zadowolona z zakupu i nawet bardziej cieszy mnie to, że maska działa w inny, niż opisuje to producent, sposób. To bardzo dobry kosmetyk dla cery powierzchownie odwodnionej i przesuszającej się, która wymaga regularnych zabiegów oczyszczających, przy których często zbyt mocno się odwadnia. Produkt podczas spłukiwania zabezpiecza cerę przed przesuszeniem i mimo że zastyga na skórze, nie wykazuje właściwości odtłuszczających, o ile skóra nie ma wysokiego zapotrzebowania na emolienty tłuste - wtedy będzie po prostu za lekka, będzie powodować podrażnienia i atopie. To bardzo dobry kosmetyk do nieskomplikowanej pielęgnacji skóry mieszanej oraz tłustej, potrzebującej delikatnego, acz wyczuwalnego oczyszczenia. Jeśli szukasz nawilżenia, to maska odmładzająca z mlekiem łosia na pewno go Tobie nie dostarczy. Za taką cenę jestem pozytywnie zaskoczona działaniem produktu i moim zdaniem warto spróbować. Każda skóra wymaga łagodniejszego, mniej inwazyjnego działania i jest to właśnie produkt tego typu.
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa