Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błota i glinki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błota i glinki. Pokaż wszystkie posty

12:00

BŁOTO BOROWINOWE (NIEODWODNIONY TORF KOSMETYCZNY) W PIELĘGNACJI SKÓRY Z TRĄDZIKIEM

BŁOTO BOROWINOWE (NIEODWODNIONY TORF KOSMETYCZNY) W PIELĘGNACJI SKÓRY Z TRĄDZIKIEM
torf maska do twarzy torf kosmetyczny borowina plus na twarz trądzik jak pozbyć się zaskónikow

Moje ciało listopadową porą zamarza. Rozdygotane od zimna, uwielbia być opatulane grzewczymi, miękkimi wełnami i pojone gorącymi, aromatycznymi trunkami zasładzanymi hojnie naturalnym miodem. Nie daję się jednak zwieść jesiennej rozkoszy, bowiem ten błogi czas co rok jest zwiastunem nadchodzących ociężałym chodem problemów skórnych: moja delikatna, trudna skóra chłostana brutalnie mroźnymi podmuchami wiatru reaguje niemal histerycznie: nasila się trądzik, pogrąża odwodnienie, utrwala rumień. 

Nauczona doświadczeniami wiem doskonale, zwłaszcza w tych trudnych momentach remisji, jaki model postępowania sprawdza się u mnie najlepiej oraz jak ogromne znaczenie ma w moim przypadku pielęgnacja specjalna - regularnie przeprowadzane terapeutyczne okłady na bazie naturalnych, wysoko zmineralizowanych błot, glinek i soli morskich pozwalają uzyskać mi prawdziwy relaks i utrzymać właściwą kondycję cery, niezależnie od przeszkód z jakimi przyjdzie mi się zmierzyć. Do odkryć ostatnich miesięcy mogę z pewnością zaliczyć czysty, nieodwodniony torf kosmetyczny, który dla wielu z Was prawdopodobnie okaże się nowością.

BOROWINA PLUS

Torf, podobnie jak inne błota, muły i gliny, to peloid - naturalna postać geologiczna o leczniczych właściwościach, stosowana w formie nieprzetworzonej, zupełnie naturalnej, najczęściej mieszana jedynie z wodą. Podobnie jak powyższe, jest to substancja hipoalergiczna.

Za borowiną, a dokładnie pozyskiwanym z niej bogatym preparatem torfowym, stoi niesamowita historia -  polska historia. Renomowany i darzony sympatią profesor botaniki - a jakże, Stanisław Tołpa, którego to nazwisko jest nieprzypadkowo powiązane z marką kosmetyczną o tymże samym nazewnictwie, po latach niepowodzeń, opracował unikalny i w 100% naturalny ekstrakt torfowy. Dzięki posiadanej szerokiej wiedzy botanicznej nie postrzegał on leczniczej substancji jedynie jako szczątków obumarłych roślin. Nie mnie oceniać skuteczność opracowanego preparatu, ale historia ciemnego torfu skrywa w sobie sporo, równie ciemnych tajemnic. Wizja leku była daleka od myśli polskiego profesora, który poświęcił całe swoje życie niesamowitej wartości polskiej, zhumifikowanej ziemi. Niewłaściwi ludzie, nieudane inwestycje i nie do końca czyste intencje  inwestorów sprawiły, że temat torfu w farmacji po pewnym czasie umarł śmiercią naturalną.

Borowina jest szczególnie aktywną, nieodwodnioną postacią leczniczego błota torfowego. Posiada znamienny, mało przyjemny zapach nawozu naturalnego. Zawiera bogactwo unikalnych związków aktywnych o silnych właściwościach regenerujących, oczyszczających i antyoksydacyjnych. To preparat o wysokiej bioaktywności chemicznej. Stosowany na skórę działa ściągająco, hamuje silnie stan zapalny oraz pobudza właściwe procesy regenerujące (głównie dzięki przekrwieniu skóry), co jest kluczowe w pielęgnacji skóry trądzikowej - będącej jednocześnie skórą uszkodzoną, narażoną na ogrom procesów wolno rodnikowych.

Jak dotąd najlepszą i najbardziej aktywną borowiną, jaką udało mi się dostać u rodzimych producentów, jest wzmocniona wodnym, zagęszczonym ekstraktem, Borowina Plus producenta farmaceutyków Sulphur-Zdrój.

SPOSÓB I EFEKTY STOSOWANIA 

Borowinę można stosować samodzielnie, z wodą, klasycznie, jak i rozpatrywać ją w roli składnika aktywnego masek oczyszczających, stosując w mniejszym stężeniu i na bardziej kremowej, łagodnej, nabiałowej bazie. Działanie nieodwodnionego, narodowego torfu można uznać za wyjątkowe, bowiem jak dotąd żaden preparat ani zabieg w takim stopniu nie poprawił stopnia oczyszczenia mojej cery, jak okłady z borowiny, właśnie.

Klasyczne okłady borowinowe mieszane z wodą dogłębnie oczyszczają skórę, efekt ten podbija znacznie przyspieszona cyrkulacja krwi, która znosi dolegliwości bólowe - skóra po nałożeniu borowiny jest intensywnie pobudzona, co czuć szczególnie podczas spłukiwania okładu chłodną wodą. Czynność ta nie należy do trudnych, bowiem borowina nie wchodzi w zakamarki skóry i jest niesamowicie łatwa do usunięcia przy użyciu samych rąk i bieżącej wody. Znacznie trudniej jest ją równomiernie rozprowadzić, borowinowa, toporna pasta wymaga dodatkowego zwilżenia oraz stoickiego spokoju podczas aplikacji. Pomijam już dodatek olejków eterycznych, bowiem waloryzują one efekt drażniący torfu, a sam efekt oczyszczający po okładach w moim przypadku jest w pełni satysfakcjonujący. Zapoznając się z papierową, prowizorycznie umocowaną ulotką producenta Sulphur Zdrój, zaskoczyły mnie ogromnie zalecenia i zastrzeżenia producenta, jednak po zastosowaniu tak aktywnego preparatu muszę przyznać mu sporo racji - ze względu na intensywne pobudzenie mikrokrążenia, nie zalecałabym stosowania borowiny w formie klasycznych okładów na większe partie osobom z zaburzeniami krążenia oraz miejscowo cerom wrażliwym z tendencją do rumienia oraz w fazie silnego stanu zapalnego skóry z ranami ropnymi i wysiękowymi.

Okłady borowinowe uskuteczniam na zanieczyszczonej, ale niezmienionej zapalnie skórze - najczęściej po nieprzespanych nocach i regularnym noszeniu makijażu, gdy mojej trądzikowej skórze zaczyna brakować młodzieńczego wigoru i zauważam narastające objawy skóry zaniedbanej - nagle pojawia się większa ilość kłębiącego się pod palcami martwego naskórka, zaskórników (głównie otwartych), zanieczyszczonych i poszerzonych porów, a nawet notuję obecność łojotoku, z którym na co dzień nie mam najmniejszego problemu. Borowina fantastycznie normalizuje problematyczne rejony skóry: oczyszcza naskórek, zmniejsza ilość zaskórników (najlepiej ze wszystkich dotąd poznanych mi okładów) i zwraca mu świeży, jednolity, zdrowy koloryt.

Okład torfowy w żaden sposób nie przypomina mi efektów po klasycznych okładach glinkowych - pory nie są nadmiernie obkurczone, a naskórek nie bywa ściągnięty i wysuszony (wręcz rozluźniony i przyjemnie wygładzony), a raczej złudnie przypomina kondycję skóry po aktywnym wysiłku - jest zdrowo zaczerwieniony, gładszy, bardziej mięsisty w dotyku i sprawia wrażenie czystego, zdetoksykowanego, dotlenionego. Niweluje skutecznie miejscowy łojotok (w przypadku łojotoku endogennego może jedynie zmniejszać aktywność gruczołów łojowych, ale ze względu na patogenezę wewnętrzną będzie on jedynie oddziaływał w sposób doraźny), bez waloryzowania odwodnienia skóry. Okłady trzymam na mojej dość opornej skórze, maksymalnie przez 15 minut. Borowina lecznicza może okazać się idealną opcją dla zanieczyszczonych, odwadniających się, klasycznych łojotokowych i dojrzałych typów cery, które raczej nie mają problemów z nadreaktywnością naczyniową i które nie do końca tolerują działanie glinek lub też pragną pewnego urozmaicenia w pielęgnacji specjalnej.

Jak już wyżej napisałam, nie zawsze, mimo tak pozytywnych emocji, jakimi darzę polską borowinę, jestem w stanie jej używać samodzielnie, szczególnie, gdy na mojej twarzy pojawiają się zmiany zapalne (które zaostrza, może być to efekt jak najbardziej pozytywny, szczególnie przy zmianach naciekowych, opornych, gdzie należy ewakuować treści zapalne) oraz naskórek przejawia symptomy skóry wrażliwej. Doskonałym kompromisem, jest traktowanie borowiny jak substancji aktywnej - może być to niewielki dodatek do klasycznych okładów glinkowych, a nawet maseczek kremowych. Wówczas borowina działa o wiele łagodniej, choć zachowuje swoje unikalne właściwości oczyszczające. Polecam również niewielki dodatek torfu do żelu myjącego - świetnie oczyszcza i ma jedynie krótkotrwały kontakt ze skórą.

Wskazania: skóry łojotokowe, nasilone hiperkeratynizacje, trądzik zaskórnikowy, skóra zanieczyszczona i dojrzała, niektóre zmiany naciekowe,
Przeciwwskazania: skóry wrażliwe, delikatne, naczyniowe, z nadreaktywnością naczyniową, klasyczny trądzik różowaty, zaburzenia krążenia, zmiany zapalne i wysiękowe,

DOSTĘPNOŚĆ I CENA

Po przemaglowaniu doszczętnie oferty producenckiej, stwierdzam uczciwie, że jak dotąd najlepszą borowinę aktywną posiada producent Suphur Zdrój, polecam szczególnie wersję wzmocnioną - Plus. Koszt niewielki - kilogramowe wiaderko to koszt liczący poniżej 30 złotych.

INCI: Peat, Peat Extract, Ethylparaben.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

17:00

PUDRY WYKOŃCZENIOWE ANNABELLE MINERALS | PRETTY GLOW, PRETTY MATT, PRETTY NEUTRAL

PUDRY WYKOŃCZENIOWE ANNABELLE MINERALS | PRETTY GLOW, PRETTY MATT, PRETTY NEUTRAL
annabelle minerals pretty matt pretty glow pretty neutral puder matujący dla skóry tłustej trądzik jaki puder jak zmatowić skórę rozszerzone pory naturalny puder

Moje relacje z pudrami wykończeniowymi nie są łatwe, zresztą, ciężko powiedzieć, by stosunki z jakimikolwiek produktami do makijażu należały w moim przypadku do prostych i przyjemnych - moja skóra nie cierpi warstwy produktów kolorowych, uciemiężniona walecznie reaguje łojotokiem i zmusza do przyspieszonej akcji ratunkowej w toalecie, zatem doceniam kosmetyki, które są lekkie, przyjemne w użytkowaniu oraz nie dają efektu przeładowania skóry makijażem. 

W ofercie Annabelle Minerals znajdziesz trzy produkty, będące dopełnieniem oferowanych kosmetyków mineralnych: pudry wykończeniowe o uroczym nazewnictwie: Pretty Matt (puder matujący), Pretty Glow (puder rozświetlający) oraz Pretty Neutral (puder glinkowy).  

PRETTY MATT, PRETTY GLOW CZY PRETTY NEUTRAL?

Wiem, wiem, wiem. Powtarzam wielokrotnie, można rzec, że do znudzenia, uwagę na pewien aspekt - moja cera nie należy do idealnych. Nierówna, wymagająca skóra nie wybacza tak wielu potknięć jak młoda, gładka i nietknięta trądzikiem cera. Wspomnieć od razu warto, że jestem niezwykle wymagająca pod względem testowanych przeze mnie produktów, zarówno do pielęgnacji skóry, jak i makijażu. 

Mówią, nie cel, lecz droga ma znaczenie... i pewne dojście do posiadania stanu skóry, jakim cieszę się od kilku miesięcy, nie obyło się bez widocznych śladów, z którymi walka nie zawsze jest równa, posunę się ze swoim stwierdzeniem nawet o jeden krok dalej - rzadko jest efektywna. Blizny, rozszerzone pory... To cholernie niewdzięczny temat w dermatologii i medycynie estetycznej, nie dość, że walka z ubytkami w skórze bywa uciążliwa, to dodatkowo kosmetyki do makijażu w zdecydowanej większości, z tlącą się nadzieją, jedynie pogrążają użytkownika, między innymi z tego powodu nie kupuję żadnych produktów z polecenia, bo piękne, nieskazitelne cery nie są dla mnie żadnym miarodajnym źródłem informacji. Jak jest z pudrami Annabelle Minerals? Czy są to pudry dla nie-doskonałej skóry, czy jednak target jest odmienny i uderza w twarze bez niedoskonałości?

annabelle minerals pretty matt pretty glow pretty neutral puder matujący dla skóry tłustej trądzik jaki puder jak zmatowić skórę rozszerzone pory naturalny puder
Od lewej: Annabelle Minerals Pretty Neutral (puder glinkowy), Annabelle Minerals Pretty Glow (puder rozświetlający), Annabelle Minerals Pretty Matt (puder matujący)
Pretty Glow. Ogromne, pozytywne zaskoczenie. Puder jest doskonale rozdrobniony, puszysty i mięciutki w dotyku. Po wcześniejszych doświadczeniach z Annabelle Minerals, spodziewałam się czegoś zupełnie innego, i przyznaję szczerze, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona - kosmetyk odstaje znacząco od oferowanego asortymentu i moim zdaniem, to jeden z najlepszych i najmniej docenianych produktów polskiej marki mineralnej.

Kosmetyk owszem, zapewnia efekt rozświetlający, ale jest to niezwykle gładka, delikatna, satynowa i subtelna otoczka, trudna do uchwycenia na zdjęciach (niestety, tak subtelne kosmetyki zatracają znacznie swój urok w podglądzie obiektywu i sztucznym oświetleniu). Pretty Glow nie można odmówić niewymuszonego wdzięku, to prawdziwa gratka dla dojrzałych koneserów, stawiających poprzeczkę coraz wyżej: ceniących naturalne wykończenie makijażu z minimalną widocznością na twarzy i korzystnym wykończeniem w świetle dziennym. Jest to ten typ produktu, który docenią szczególnie osoby z nierówną, potrądzikową i dojrzałą cerą, gdzie ani przesadny błysk, ani mat, nie działa zbawiennie na strukturę twarzy.

Największą zaletą pudru jest jego niewidoczność i znakomita współpraca z innymi produktami kolorowymi (nie jest ani zbyt suchy, ani zbyt mocno przyczepny). Pretty Glow doceniam szczególnie za wzorową współpracę z kosmetykami dalekimi od naturalnych i mineralnych, wzniosłych ideałów - nie ciemnieje i nie zmienia barwy podkładu kremowego, nie zabiera ładnego, świeżego wykończenia, ale jednocześnie nie wyświeca się oraz nie migruje w pory. Wśród bezmiaru pudrów wykończeniowych, wcale nie tak łatwo o kosmetyk wysokiej jakości, a na pewno nie w tak dobrej cenie jak Annabelle Minerals.

Skóra w Pretty Glow prezentuje się niezwykle korzystnie, zwłaszcza w świetle dziennym oraz przy dużych zbliżeniach - co jest moim najważniejszym miernikiem przy ocenie jakości pudrów. Z pewnością dla wielu osób efekt ten będzie zbyt subtelny, a może nawet niewidoczny, niezauważalny... Jednak po moich wielu, nieudanych doświadczeniach, doceniam kosmetyki, których kolejna warstwa jest w pełni zasadna - Pretty Glow jest niezwykle komfortowy w noszeniu, przez co nie wzmaga łojotoku (a to już zapewnia w moim przypadku całodobową trwałość makijażu), nie podkreśla w fatalny sposób linii, zrogowaceń, zmarszczek, bruzd i niedoskonałości (a może nawet odrobinę je wygładza), nie gwarantuje efektu przeładowania makijażem, zaś efekt rozświetlenia to unikalna świetlistość, a nie mało korzystny, szczególnie dla skóry po przejściach, drobinowy, krzykliwy blask.

Puder rozświetlający Pretty Glow to schłodzony, półtransparentny beż w połączeniu ze srebrzystą poświatą bez świdrujących drobin, widocznych jedynie w maksymalnych zbliżeniach makro (i zupełnie zanikających po rozprowadzeniu produktu na skórze), jednak w odróżnieniu od Pretty Matt, jest zupełnie neutralny dla zaaplikowanych już kosmetyków i nie podkreśla suchych skórek. Trochę żałuję, że tak długo zwlekałam z recenzją, bo to zdecydowanie najlepszy puder wykończeniowy w tak niskiej cenie.

INCI: Mica, Zinc Oxide, Silk, Kaolin, CI 77491, CI 77492, CI 77493
Cena: 4g/ 54.90 zł 

annabelle minerals pretty matt pretty glow pretty neutral puder matujący dla skóry tłustej trądzik jaki puder jak zmatowić skórę rozszerzone pory naturalny puder
Od lewej: Annabelle Minerals Pretty Neutral (puder glinkowy), Annabelle Minerals Pretty Glow (puder rozświetlający), Annabelle Minerals Pretty Matt (puder matujący)
Pretty Matt. Matowe produkty nie są łatwe w obsłudze, powiedziałabym, że wykonanie makijażu bazującego jedynie na zastygających podkładach i pudrach silnie absorbujących wilgoć jest trudne, gdyż łatwo nimi podkreślić niekorzystnie wszelkie wgłębienia, zrogowacenia i obecne na skórze niedoskonałości. Mimo posiadania typowej tłustej cery, bardzo szybko porzuciłam kosmetyki matujące, zazwyczaj osiągane rezultaty były zupełnie odwrotne od zamierzonych celów i rozbieżne z moimi oczekiwaniami - widoczność, krótkotrwałość i nieuchronne pobudzanie łojotoku skutecznie zniechęciły mnie do stosowania popularnych chłonnych proszków. Nie jest inaczej w wersji Pretty Matt, która nie jest odpowiednia dla mojego typu cery.

Prócz specyfiki pudrów matujących, w Pretty Matt dostrzegam spore wady, które utrudniają stosowanie pudru. Konsystencja i struktura pyłu jest mocniej przyczepna (moim zdaniem aż za bardzo, przez co puder osiada na skórze niezgrabnie i jest trudny we współpracy) i sucha. Półtransaprentność Pretty Matt nie jest już zaletą jak w przypadku pozbawionej suchości i nadmiernego przylegania wersji rozświetlającej Pretty Glow, bowiem beżowo-ciepłe zabarwienie pudru sprzyja oksydacji, co jest dużym problemem szczególnie przy przetłuszczaniu się cery oraz stosowaniu mokrych produktów, a przecież wówczas pojawia się potrzeba zakupu produktu, mającego absorbować tłuszcz. Pretty Matt ciemnieje samoistnie na skórze oraz przyciemnia znacząco zaaplikowane już uprzednio produkty, jest to widoczne zwłaszcza na tak jasnej skórze jak moja.

Konsystencja pudru utrudnia również współpracę z kosmetykami innymi niż mineralne - matuje delikatnie i nietrwale, a struktura pyłu osiada zbyt mocno na skórze, przez co jest mocno widoczny, nieco toporny, trudny do roztarcia oraz sprzyja rozwarstwianiu się kosmetyków i migracji produktów we wgłębienia, zwłaszcza w najbardziej porowatych topograficznie miejscach. Nie znalazłam również zastosowania dla Pretty Matt w rejonie oczu -  moim zdaniem skóra po zastosowaniu pudru wygląda gorzej, dlatego w tym przypadku zrezygnowałam z kolejnej warstwy makijażu.

Dziwna i nazbyt sucha konsystencja pudru osiada na niedoskonałościach, podkreśla wgłębienia i bruzdy, a praktycznie w ogóle nie przedłuża trwałości makijażu, niezależnie od tego w jaki sposób i czym jest aplikowana. Puder kiepsko współpracuje z większością podkładów, chociaż na pewno o wiele lepiej zgrywa się z proszkami - skraca, zamiast przedłużać ich trwałość, daje efekt dużej warstwy makijażu na skórze oraz ciemnieje, a w najlepszym przypadku nie robi nic szczególnego. Niestety, mimo wielu pozytywnych ocen w internecie, z pudrem Pretty Matt jest mi nie po drodze i nie mogę dojść z nim do porozumienia. 

INCI: Mica, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Silk, CI 77491, CI 77492
Cena: 4g / 54.90 zł 

Pretty Neutral. Stali czytelnicy bloga doskonale wiedzą, że puder glinkowy Annabelle Minerals doczekał się już swoich pięciu, zasłużonych minut i specjalnej sesji w Warszawskich Łazienkach - jest to jeden z niewielu kosmetyków do makijażu, który, mimo upływającego czasu i masy przewijających się produktów, nadal zajmuje ważne miejsce w mojej kosmetyczce i jest traktowany już jak produkt upiększający. Opinie na temat Pretty Neutral są podzielone, ale ja jestem w grupie zadowolonych klientów. 


Puszysta, delikatna, przyjemna konsystencja o neutralnym, nieoksydującym zabarwieniu, puder doskonale normalizuje skórę - absorbuje nadmiar sebum, ale jednocześnie nie wysusza nadmiernie cery, jest łagodniejszy od klasycznych pudrów matujących oraz zapewnia przez to trwalszy i bardziej naturalny efekt, najbardziej polubią go osoby z tłustą cerą i stopniowo narastającym łojotokiem. Nie wchodzi w pory, bruzdy i załamania, sprawdza się zarówno w roli pudru wykończeniowego, jak i primera - aplikowanego pod podkład sypki/prasowany. Nosi się komfortowo.

Współpracuje najlepiej z kosmetykami mineralnymi, ale w odróżnieniu od pudru Pretty Matt, nie ciemnieje i aplikowany bardziej puchatym pędzlem, może sprawdzić się i w połączeniu z produktami mokrymi - dobrze je utrwala i utrzymuje na miejscu, chociaż nie gwarantuje tak ładnego i gładkiego wykończenia jak Pretty Glow.

Pretty Neutral, mimo że jest zwykłym (a może nie-zwykłym?:)), transparentnym pudrem glinkowym, zaaplikowany oszczędnie na skórę sprawia, że wygląda o wiele lepiej - jest wygładzona, nieco wyrównana, uspokojona, ładniejsza w odbiorze. Przy regularnym stosowaniu pudru, widziałam sporą różnicę w kondycji cery (obkurczenie porów, mniejsza tendencja do powstawania bolesnych zmian zapalnych, szybsze gojenie się naskórka). Puder nie nasila rogowacenia, odwodnienia skóry oraz nie nie podkreśla suchych skórek - jak już pisałam wcześniej w pełnej recenzji - marzę, by dojść do takiej kondycji cery, by móc ograniczyć się tylko do Pretty Neutral.

INCI: Illite, Mica, Kaolin
Cena: 4g / 54.90 zł 

ARTYKUŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z MARKĄ KOSMETYKÓW MINERALNYCH ANNABELLE MINERALS.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

13:35

PIXIE COSMETICS CLAY DELIGHTS

PIXIE COSMETICS CLAY DELIGHTS
Clay Delights to wyjątkowa nowość w ofercie Pixie Cosmetics. Puder bazuje na delikatnej glince kaolinowej oraz illitowej. Prócz zawartości wysokiej jakości podstawowych surowców stanowiących bazę produktu, pyłek został wzbogacony w dodatkowe, nietuzinkowe i wyszukane jak na polski rynek surowce: cenną mikę litową (lepidolit) oraz czarny turmalin, który jest równie rzadkim minerałem i tchnął szczyptę magii w kompozycję recepturową. 

W artykule znajdują się linki afiliacyjne. Każdy zakup produktu Pixie Cosmetics z moim partnerstwem, generuje dochody. Jeśli tylko zachęciłam Cię do zakupu lub zwyczajnie doceniasz moją pracę, a jednocześnie cenisz produkty marki, będzie mi bardzo miło, jeśli dokonasz zakupów z mojego polecenia - wystarczy kliknąć w wybrany przez Ciebie link i sfinalizować na nim własne zakupy. Dziękuję! :) 

16:15

RODZAJE I WŁAŚCIWOŚCI GLINEK KOSMETYCZNYCH

RODZAJE I WŁAŚCIWOŚCI GLINEK KOSMETYCZNYCH

Tak zupełnie szczerze, nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez glinek. Brak regularności, jest równy linii pochyłej i nieustannej tendencji spadkowej stanu mojej cery. Regularnie wykonywane okłady doskonale regulują mój problematyczny naskórek, usuwają efektywnie rogowacenia, z którymi mam niemały problem, zwłaszcza podczas kuracji złuszczających, zapobiegają rozwojowi zaskórników, absorbują nadmiar sebum, w skrócie: ograniczają i łagodzą trądzik, a dodatkowo ładnie napinają skórę. To niezbędny element pielęgnacji, którego nie pomijam już od kilku lat. 

19:02

Kąpiel Agafii | Maska do twarzy odmładzająca na mleku łosia

Kąpiel Agafii | Maska do twarzy odmładzająca na mleku łosia

Przyznam, że odchodzę od stosowania tanich, rozcieńczanych i zagęszczanych masek kremowych. Jest mi szkoda efektów, jakie osiągnęłam właściwą pielęgnacją, a maski i tak są produktami specjalnymi, których używam rzadko, tylko w ramach potrzeby, więc finalnie wolę zainwestować większą ilość pieniędzy w  produkt, z którego działania będę zadowolona. Dobra maska nawilżająca ma przede wszystkim dobrze zmiękczać, nawilżać, ale nie obklejać i nie obciążać mojej skóry. Nie ma być stosowana przeze mnie co kilka dni, aby zobaczyć "jakieś" efekty. Jej działanie ma być intensywne, odczuwalne i widoczne już za pierwszym razem. 

21:23

Błotne oczyszczenie | ECOSPA Ekologiczne błoto z Morza Martwego

Błotne oczyszczenie | ECOSPA Ekologiczne błoto z Morza Martwego

Musicie wybaczyć mi moją ostatnio rzadką aktywność, ale obiecuję, że za niecały miesiąc wszystko Wam wynagrodzę. Zapewne większość z Was wie iż pracuję nad pewnym projektem, który pochłania praktycznie cały mój wolny czas.

Aktualna pogoda jest bezlitosna dla mojej skóry. Od dawna mam problem z nadmiernym poceniem się skóry twarzy w okolicach bruzd nosowych i brody, ale dzisiejsza pogoda jeszcze bardziej to wzmaga - każdy krem z  filtrem,a  tym bardziej makijaż błyskawicznie warzy się w tym rejonie. Już pominę kwestie estetyczne, ale przede wszystkim drastycznie obniża to ochronę przeciwsłoneczną.

Są jednak produkty, które trzymają moją cerę w ryzach - błota kosmetyczne. Uwielbiam błota termalne z mazideł, tak samo mocno jak dobrej jakości błoto z Morza Martwego. Z błotem z Morza Martwego jest tak, iż mimo podobnego miejsca wydobycia, spotkałam się z zupełnie innym działaniem pielęgnacyjnym i siłą, dlatego też moje poszukiwania błota idealnego nadal trwają. Dzisiaj natomiast opowiem Wam o ekologicznym, kosmetycznym suszonym błocie dostępnym na ECOSPA.

12:32

Idealna skóra od zaraz? | Błota termalne z Mazideł

Idealna skóra od zaraz? | Błota termalne z Mazideł
Nie pamiętam kiedy ostatnio nałożyłam na moją twarz drogeryjną maskę - odkąd prowadzę bloga  zawsze w szklanym naczyniu rozrabiam glinki, błota i algi. Efekty jakie widzę po domowych maskach przerastają moje najśmielsze oczekiwania - skóra jest gładka  i delikatna w dotyku i doskonale oczyszczona i najważniejsze - nigdy żadna drogeryjna maska nie zadowoliła mnie nawet w połowie tak, jak te, które robię sama podczas wieczornego rytuału :) Do pewnego czasu moim ulubionym duetem było połączenie glinki multani mitti ze spiruliną, czy coś się zmieniło?

10:57

ECOSPA | Ekologiczna Marokańska glinka Ghassoul i Glinka Multani Mitti (Mati)

ECOSPA | Ekologiczna Marokańska glinka Ghassoul i Glinka Multani Mitti (Mati)


Nie lubiłam się za bardzo z glinkami, efekty nie były na tyle zadowalające, bym zmobilizowała tyle energii, by posprzątać po swoim 'SPA' w łazience. Bawiłam się w mieszanie z olejami, z serum olejowym pod glinki, dodawałam nawilżaczy. Po zmyciu zazwyczaj było trochę lepiej niż zwykle, nie dostrzegałam ich wyjątkowego działania na skórę. A tak bardzo chciałam mieć taki produkt, do którego nie muszę dodawać nic. Bo sam działa świetnie.

19:14

ZróbSobieKrem | Naturalne błoto z morza martwego

ZróbSobieKrem | Naturalne błoto z morza martwego

Dzisiejszym bohaterem będzie błoto dostępne na stronie ZróbSobieKrem, czy przebiło mojego ulubieńca White Flower's?
Zacznę od tego, że bardzo lubię robić zakupy na ZróbSobieKrem, nie, nie jestem w żaden sposób uprzywilejowana, firma nie zna moich danych osobowych i nigdy nie nawiązałam z nimi współpracy (tak naprawdę nie nawiązałam żadnej współpracy i póki co do tego mi nie spieszno). Lubię za szeroki asortyment, za dobrą jakość i staranność. No i mnóstwo ciekawych półproduktów, od których nieraz dostawałam oczopląsu. Na błoto zdecydowałam się już pół roku temu, otworzyłam, popatrzyłam (nie spodobała mi się konsystencja i tak mała pojemność) i odłożyłam. Po zdenkowaniu fenomenalnego błota White Flower's (recenzję znajdziecie TUTAJ! ), przemogłam się i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona. Choć widzę spore różnice między błotem rossmanowskim, a tym, które oferuje nam ZSK.

Zasadniczą różnicą jest działanie - błoto zakupione na ZSK jest bardziej delikatne, nie podrażnia tak bardzo i nie wysusza.Nawet po 20 minutach trzymania błota na twarzy bez żadnych dodatków łagodzących (co przy WF było konieczne) nie dostrzegłam żadnych podrażnień i rumienia. Z pewnością mogę ten produkt polecić cerom wrażliwym i naczyniowym. Nie mogę mu jednak ująć właściwości oczyszczających,gołym okiem widać, że coś się dzieje. Nie jest to jednak taki efekt jak po błotku z  Rossmanna - pory nie są tak zwężone, nic nie piszczy z czystości, efekt jak po spirulinie, czy białej glince. Czyli przeciętnie. Ważne jest, aby utrzymać wilgotność błota, jeśli zostawimy je do zaschnięcia, to robi nam się sucha skorupa, która może być przyczyną podrażnień. 



Największym plusem tego produktu jest działanie przeciwzapalne i regenerujące - nic mi po nim nie wyskakuje, niespodzianki goją się w tempie błyskawicznym, a skóra jest w widocznie lepszej kondycji. Cóż mogę powiedzieć - naocznie zaraz po zmyciu maseczki nie widzę tak spektakularnych właściwości błota, jednak używając go regularnie, odczuwam, że moja skóra ma się po nim lepiej. Mam na myśli to, że efekty są u mnie długofalowe - cera jakoś się polepszyła, zaskórników jest mniej, koloryt jest bardziej wyrównany, nawet znajomi pytają mnie, co znowu kombinowałam z twarzą :D


Najbardziej nie spodobała mi się konsystencja. Słoiczek 200ml był wypełniony 100ml błota zmieszanego z  wodą morską, która sporo jak widać zaważyła. Zawiodłam się, bo nie doczytałam informacji o postaci produktu i otwierając słoiczek byłam przekonana, że błoto będzie miało postać sypką. Błoto przy stosowaniu x2 w tygodniu starczyłoby na 2 miesiące, co jest w ogóle nieekonomiczne.Kolor szarawo-brunatny, czasami wpadający w zgniłą zieleń, jest zupełnie inny niż to, które znajdziemy w ofercie drogerii Rossmann.. Konsystencja jest galaretowata, dobrze rozprowadza się po skórze. Podejrzewam, że błoto oferowane przez ZSK jest wydobywane z zupełnie innego regionu, przede wszystkim z bardziej czystych terenów i dlatego jest bezpieczniejsze dla skóry - stąd lepsza tolerancja skórna. Nie znajdziemy w nim także takich niespodzianek jak szkło, czy inne odpadki (co WF się zdarza). Minusem jest to, że przez gotową konsystencję nie mogę dodać takiej ilości półproduktów, jaką mogłabym dodać przy sypkim produkcie. Błoto zaczyna spływać z twarzy, jeśli przesadzę z ilością olei, czy innych nawilżaczy. Musiałam ograniczyć się do koncentratu z  aloesu i kwasu hialuronowego. :( Konsystencja jest i plusem i minusem -fakt, kupimy mniej produktu, zużyjemy go szybciej, ale mam wrażenie, że błoto z ZSK jest o wiele lepszej jakości i mimo słabszego działania oczyszczającego, lepiej działa na moją skórę.

Zapach kojarzy mi się z ziemią, gliną. Nie jest zbyt nachalny i jakoś szczególnie mi nie przeszkadza.

Z pewnością spodoba się osobom, które nie lubią mieszać i brudzić wszystkiego dookoła. Otrzymujemy produkt gotowy do użycia, wedle uznania możemy go wzbogacać, ale radzę uważać, bo tak jak napisałam powyżej - błoto spływa z twarzy.


Surowiec należy przechowywać w zamkniętych opakowaniach, chroniąc przed światłem słonecznym. Cena to 15.90 zł za 200g.


Błoto dostajemy w klasycznym, plastikowym, białym opakowaniu z wieczkiem . Wieczko lubi pękać, opakowanie jest wykonane ze średniej jakości plastiku, ale robiąc zakupy w sklepie z półproduktami płacę za surowiec, nie za opakowanie. Nie mam więc o czym tutaj dyskutować ;)


Czy błoto przebiło Rossmannowski hit?

To zależy na czym mi zależy. Jeśli chodzi o efekty długofalowe, to błoto przebija pod tym względem WF. WF działa natychmiastowo,daje nam efekt czystej, wręcz skrzypiącej skóry i silnie rozgrzewa. Po błocie z ZSK nie zauważyłam większych skutków ubocznych, okazało się delikatniejsze, lepiej tolerowane przez skórę i nie wykazuje tak silnego działania pobudzającego krążenie, więc z  pewnością poradzi sobie gorzej z  cellulitem jako maska na ciało. Ogromnym plusem są genialnie właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne i regenerujące - zauważyłam, że działa na mnie lepiej pod tym względem. Otrzymany produkt możemy od razu kłaść na skórę, nie musimy z nim kombinować.

Zaliczę do plusów fakt, że maseczkę bez ulepszeń mogę trzymać nawet 20minut (trzymana dłużej może spowodować zaczerwienienia) . Oczyszcza, ale nie podrażnia. To mi się podoba. Mimo że nie jest zbyt wydajna i ekonomiczna - w przeliczeniu na błoto dostępne w Rossmannie wychodzi o wiele drożej, to myślę, że jest to produkt, którym warto się zainteresować. Po mojej recenzji widać znaczną różnicę w działaniu, podkreślę jednak ponownie - błoto oferowane przez ZSK jest wysokiej jakości, ufam, że było odpowiednio przechowywane i dołożono wszelkich starań, by wykazywało jak najlepsze właściwości. I tutaj zgodzę się z obietnicami producenta - nada się do skóry atopowej, złagodzi objawy łuszczycy, czy bielactwa. Z pewnością kupię je ponownie, cena jest znacznie wyższa niż błota WF, ale przemawia do mnie jakość, dbałość i przede wszystkim efekty.

06:00

White Flower, Błoto z Morza Martwego | Maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery

White Flower, Błoto z Morza Martwego | Maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery

Nie należę do grona zwolenników glinek - nie odczuwam ich magicznego działania i zazwyczaj używam ich inaczej niż większość. Wyjątkiem jest glinka czerwona.. i błoto z morza martwego, które poniekąd także można nazwać glinką (glinka czarna). Błoto z morza martwego jest moim stałym punktem pielęgnacji i jest jedną z niewielu maseczek, do których zawsze powracam. Swego czasu miałam wiele podejść do błot z morza martwego, jak się okazuje.. działają one zupełnie inaczej.


W dzisiejszym poście wezmę pod lupę błoto, które możecie dostać w każdym Rossmannie w zawrotnej cenie 20 złotych (na promocji 15 złotych). Dostajemy aż 500g sypkiego błota (to bardzo ważne, ponieważ często dostajemy już rozcieńczone z wodą i waga w przeliczeniu na kilogramy bardzo się zawyża), taka ilość starczy na wieki. Błota używa cała moja rodzina, jest bardzo ekonomiczne, końca nie widać, a każdy jest zadowolony z  efektów. Koszt takiej maseczki to zaledwie kilka groszy ;)
 

Powracając jednak do samego błota i jego działania, muszę podkreślić, że wersja dostępna w Rossmannie jest wybitnie oczyszczająca. Pod tym względem przebija wszystkie glinki jakich dotąd używałam z  algami włącznie. Działanie możemy odczuć dość mocno na naszej skórze - ostatnio brat obłaził jak jaszczurka ;) Producent obiecuje nam, że skóra będzie dogłębnie oczyszczona, matowa, wygładzona, odżywiona, nawilżona. błoto dodatkowo pobudza krążenie krwi (uwaga naczynkowcy) , wiec może być stosowane przy cellulicie, rozstępach, uspokaja i jest świetnym uzupełnieniem terapii trądziku, łuszczycy, atopowego zapalenia skóry, egzem i łojotoku. Muszę powiedzieć, że choć obietnice producenta są dość szerokie, to prawie wszystkie z nich mają realny wpływ na spełnienie. Nie zgodzę się jedynie z tym, że błoto nawilża i sprawdzi się przy atopowym zapaleniu skóry. Do większości obietnic nie mogę się przyczepić, ponieważ produkt rzeczywiście działa.


Produkt głęboko oczyszcza - zawsze szukam swoich porów po maseczce ;) Ilośc zaskórników i stanów zapalnych została zredukowana, poza tym błoto wpływa świetnie na gojenie i przygasza zaostrzone zmiany. Skóra jest jędrna, niesamowicie gładka i mięciutka. Po zmyciu maseczki, cera wygląda jak po obróbce graficznej, poza tym działa długofalowo. Widzę, że moja skóra (widać to zwłaszcza na skórze mamy) jest wyraźnie odżywiona, ujędrniona i bardziej promienna. Produkt rzeczywiście ogranicza przetłuszczanie skóry i skutecznie odblokowuje pory. Ma realny wpływ na skórę trądzikową - zmiany goją się błyskawicznie, wyskakują o wiele rzadziej.

Nie mam żadnych wątpliwości, że jest skutecznym środkiem antycellulitowym, ponieważ świetnie rozgrzewa skórę i stymuluje krążenie. Mam cerę naczyniową, ale akurat ten produkt może nie zrobić nam krzywdy, jeśli znajdziecie na niego sposób (mimo wszystko podchodźcie do niego ostrożnie). Zauważyłam, że najmocniejsze działanie oczyszczające wykazuje w połączeniu z  samą wodą mineralną - skóra czasami jest aż ściągnięta, skrzypi, a nałożone błoto szczypie i piecze (wytrzymuję z nim maksymalnie 10minut). Takie działanie błota neutralizuje jogurt naturalny, dodatek pantenolu i alantoiny i wytrzymuję z nim aż do zaschnięcia, czyli około 30 minut. Wtedy cera nie jest aż tak ściągnięta, podrażniona i nie widzę nasilonych zmian naczyniowych.


Błoto naprawdę solidnie oczyszcza, dlatego podchodźmy do niego ostrożnie. Nie powinniśmy używać go zbyt często, sama stosuję je zamiennie z algami.

A teraz aplikacja ;) Jestem bardzo zadowolona, ze dostajemy błoto w formie sypkiej. Nie posiada ono żadnych barwników, konserwantów, dodatków chemicznych. Sami regulujemy gęstość maseczki i o tym, z czym ją łączymy. Dobrze rozdrobnione nie pozostawia żadnych grudek, zmywa się błyskawicznie, nie osiada na skórze. Do pokrycia twarzy i szyi potrzebuję jednej kopiastej łyżeczki i wedle uznania dodaję wody. I najważniejsze - błota nie pozostawiamy od razu do zaschnięcia. Pierwsze próby powinny trwać od 5 do 10minut, następnie z czasem możemy zostawiać je do zaschnięcia. Jeśli odczuwamy dyskomfort, pieczenie, powinniśmy zmyć błoto (odczekajmy 5 minut, może być to przejściowe). Jeśli błoto nadal nas podrażnia - zmieszajmy je z jogurtem naturalnym. Taka opcja nie podrażniła nikomu skóry, a stosuję ją ja, siostra, brat, mama.

Błoto kosztuje tylko 20 złotych, nawet cena bez promocji jest bardzo atrakcyjna. Dostajemy aż 500g naturalnego kosmetyku! Błoto jest bardzo wydajne, regularnie używają go 4 osoby, a zużyliśmy z 1/4 przez prawie dwa miesiące ;) Dostajemy je w odkręcanym, plastikowym słoiczku. Spadło mi z kilka razy, ale nie widzę, żeby miało jakiś uszczerbek :D


Nie sądziłam, że w drogerii, do której mam dostęp dostanę coś takiego. To miła odmiana, i chociażby ze względu na dostępność na pewno będę  kupować ten produkt regularnie. Znajdziecie go przy solach i produktach do kąpieli ;)