22:04

Mgiełki nawilżające | Benton Honest TT Mist, WHAMISA Organic Flowers Olive Leaf Mist

Po długich, często bezowocnych zmaganiach z własną skórą, zdałam sobie sprawę, że wszelkie tonizatory nie zdają u mnie egzaminu. Tak lekkie formuły, zaburzają i komplikują moją pielęgnację - wzmagają przetłuszczanie skóry, nasilają rogowacenie, powodują podrażnienia, sztucznie zwiększają zapotrzebowanie na substancje nawilżające i natłuszczające. Zdecydowanie bardziej przepadam za tonerami lub esencjami, mającymi już bardziej treściwą, mniej wysychającą formułę oraz formą wklepywania, aniżeli spryskiwania. Moja cera uspokaja się i faktycznie dobrze się nawadnia, choć bywają i okresy, gdy wszystkie formuły oparte głównie na wodzie, wysuszają mój rogowaciejący naskórek. 

Bardzo często toniki i mgiełki nawilżające są zbędnym balastem w pielęgnacji, a ich obecność wymaga stosowania innych produktów, które zrównoważą ich negatywne działanie. Są to zazwyczaj również kosmetyki bogate w naturalne wyciągi i substancje aktywne, więc istnieje duże ryzyko alergii, podrażnień, reakcji toksycznych zachodzących pod wpływem wymieszania się związków aktywnych zawartych w innych produktach. I nie chcę zniechęcać do ich stosowania, ponieważ mogą bardzo dobrze podregulować skórę (gdy takie wyciąganie wilgoci z naskórka jest kontrolowane i normuje skórę, na przykład na typowej skórze tłustej) oraz zastępować proste w składzie hydrolaty, napary lub wody termalne. Skład mgiełek jest tutaj kluczowy, więc efekty z ich stosowania bywają odmienne, a ostatnio testuję dość dokładnie dwa, koreańskie produkty, cieszące się pozytywnymi opiniami w internecie. 

Z jednej strony, to tylko mgiełki, które pełnią rolę aktywatorów, zawsze znajdują się gdzieś w tam cieniu i przydają się do rozcieńczania za ciężkich formuł, czy właściwego przygotowania skóry pod inne kosmetyki pielęgnacyjne, ich działanie wzmacnia właściwości innych produktów... ale, za taką cenę, uważam, że efekty chociażby i z takiego sposobu użytkowania, powinny być widoczne. W cenie takich kosmetyków, lepiej zainwestować w jeden produkt aktywny o bardziej przylegającej, odprężającej konsystencji, który działa, a nie tylko trochę coś robi, albo nie robi nic. Na pewno są to produkty przydatne przy regularnym stosowaniu makijażu, ponieważ dobrej jakości mgiełki, doskonale scalają makijaż, a zawarte w nich substancje wiążące wodę i łagodne emolienty, mogą zapewnić komfort skórze, zdejmować nadmierną pudrowość makijażu oraz gwarantować, ku mojemu zaskoczeniu, bardzo dobre nawilżenie, kontrolując tym samym pracę gruczołów łojowych. 

BENTON HONEST TT MIST

Produkt, który kompletnie nic nie robi, dosłownie, jakbym pryskała się wodą, efekty regularnego stosowania (i bardzo krótkiego, bo produkt jest bardzo niewydajny) są porównywalne do właściwości leczniczych warszawskiej kranówki, mimo że mgiełka zawiera sporo ciekawych składników. Formuła jest za lekka i zbyt wodnista, dlatego produkt marki Benton, ani nie przygotowuje skóry, chociażby w stopniu średnim na przyjęcie innych produktów pielęgnacyjnych, ani nie fiksuje dobrze makijażu, a wręcz skraca jego trwałość i powoduje nieprzyjemny dyskomfort, ściągnięcie i brzydkie, pudrowe wykończenie, po odparowaniu preparatu. Na pewno nie nawilża i nie zmiękcza skóry, co zapewnia producent. Nadmienię, że nie mam suchej ani odwodnionej skóry, teoretycznie i praktycznie, dobrej jakości mgiełki, powinny zapewniać mi lekkie, przyzwoite i zauważalne nawilżenie, a w tym przypadku tak nie jest. Honest TT Mist szybko wysycha, opary czuć przez chwilę, a potem nie ma po niej śladu. Raczej nikt nie oczekiwałby takich efektów po 40 ml mgiełce, kosztującej nie bagatela 60 złotych. 

Atomizer rozpyla bardzo gęstą zawiesinę produktu, twarz jest mokra, więc taki rozpylacz zupełnie nie sprawdzi się w utrwalaniu makijażu - wszystko spływa i zamiast być utrwalone i scalone - ścieka z twarzy, tworząc mało atrakcyjne zacieki. Owszem, mgiełka odświeża, ale na chwilę, produkt ma zbyt lekką formułę, dlatego przynosi tylko chwilowe ukojenie, odprężenie, nie przeczę, że nie jest to przyjemne, ale - nie nawilża, nie zmiękcza, nie utrwala makijażu, a szybko odparowuje i ściąga moją skórę, powodując wzmożony łojotok, i z pewnością nie jest to moja wina, od pewnego czasu nie mam żadnych problemów z nawilżeniem mojej skóry. Daje lekkie uczucie chłodu i tyle z dobroczynnych właściwości Honest TT Mist

Produkt nie zostawia żadnej lepkiej, niekomfortowej warstwy, której nie cierpię w tego typu produktach, ale moja skóra, mimo sprawdzonego hydrolatu z drzewa herbacianego, jakoś nie polubiła się z produktem marki Benton. Od pewnego czasu mój łojotok jest opanowany i nie mam żadnych problemów z niekontrolowanym przetłuszczaniem się skóry, ale Honest TT wyjątkowo wzmaga potliwość mojej skóry i powoduje nieprzyjemne ściągnięcie i swędzenie. Producent zaręcza, że mgiełka świetnie reguluje pracę gruczołów łojowych oraz działa antyseptycznie, przykro mi, ale ja nie zauważyłam takich efektów.

Mgiełka nie ma żadnego konkretnego działania. Odświeża, ale na krótko. Nie zmiękcza, nie nawilża, nie wzmacnia działania innych kosmetyków w pielęgnacji. Stoję na rozdrożu, ale muszę to napisać: Benton Honest TT Mist, to strata pieniędzy. 

Mam porównanie do czystego hydrolatu z drzewa herbacianego i niestety, ale zaczynam wątpić w doskonałą świeżość i jakość produktów marki Benton. Produkt nie posiada żadnego zapachu (nie jest to raczej naturalne dla produktów, które bazują na naturalnych wyciągach, delikatny, subtelny zapach jest specyficzny dla produktów naturalnych, wykorzystujących zwłaszcza surowce, które posiadają dużą zawartość leczniczych olejków eterycznych). Starałam się naprawdę uczciwie przetestować ten produkt, ale ciężko mi było zauważyć szybsze gojenie się skóry, obkurczenie porów, bardziej zbitą, gładszą strukturę skóry, czy ukojenie, jakie powinna zapewnić mi ta mgiełka. Zdecydowanie bardziej polecam zakupić czysty hydrolat z drzewa herbacianego, który odczuwalnie lepiej odświeża i przynosi widoczne efekty - ładnie oczyszcza, odświeża, koi i goi skórę trądzikową i zanieczyszczoną. 

Mgiełka Benton bazuje głównie na hydrolacie oraz ekstrakcie z drzewa herbacianego, w sumie, jest ich łącznie około 85%, to naprawdę sporo. Z pewnością słyszałeś o antyseptycznych, antybiotycznych oraz doskonale gojących właściwościach melaleuki skrętolistnej, to jeden z najpopularniejszych, ziołowych wyciągów zalecanych do pielęgnacji skóry zmagającej się z trądzikiem. Ponadto, produkt zawiera sporo ciekawych, łagodzących i delikatnych substancji aktywnych: ekstrakt z korzenia malwy różowej, ekstrakt oraz sok z aloesu, ekstrakt z potulaki pospolitej, gujawy pospolitej, owoców górskiego pieprzu (Sanshō), koreańskiej sasanki, brodaczki właściwej. Właściwości odkażające, odświeżające i łagodzące wzmocniono dodatkiem delikatnie powlekającego kwasu hialuronowego oraz silnie przeciwzapalnym beta-glukanem i kwasem poliglutaminowym (czyli naturalnym kolagenem). W składzie znajdziesz niewielką dawkę gliceryny oraz glikolu butylenowego, pełniących rolę rozpuszczalników dla związków aktywnych, ale na szczęście mgiełka jest dość komfortowa w użyciu i nie obkleja skóry, ale w efekcie, nie robi nic konkretnego ze skórą. Produkt, teoretycznie, powinien świetnie wiązać wodę oraz widocznie odświeżać i koić skórę, zwłaszcza, że znam działanie większości składników i jestem zaskoczona tak słabą efektywnością mgiełki Benton. Kosmetyk nie spowodował u mnie uczulenia, ale niestety, zauważyłam, że momentami mnie podrażnia - taki miks substancji nie za bardzo sprawdza się zwłaszcza teraz, upałami, a jest to produkt rekomendowany do stosowania w tak ciepłych warunkach... Nigdy nie miałam taki reakcji, a ostatnio zauważyłam niepokojące i delikatnie swędzące placki na samym środku czoła, co nie zdarza mi się nawet przy stosowaniu bardziej aktywnych kosmetyków naturalnych. 

INCI: Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Water(80%), Sodium Hyaluronate(7%), Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Extract(5%), Butylene Glycol, Aloe Barbadenisis Leaf Juice, Glycerin, Althaea Rosea Root Extract, AloeBarbadenis Leaf Extract, Beta-Glucan, Poly Glutamic Acid, Aspalathus Linearis Extract, Portulaca Oleracea Extract, Psidium Guajava Extract, Pentylene Glycol, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract

Plusem jest na pewno genialne opakowanie produktu - bardzo poręczna, przenośna tuba. Wspaniale sprawdza się w podróży, najmuje mało miejsca, mgiełkę można stosować w trakcie transportu lotniczego. Minusem jest na pewno wysoka cena produktu... i jego niska, wręcz zerowa efektywność. Nie cierpię składować produktów i używać ich tylko po to, bo mam je na stanie. 

Polecam tylko ciekawym działania tego produktu. Radzę na pewno Honest Mist TT unikać osobom z cerą odwodnioną, wrażliwą, suchą. Trądzikowcom i cerom bardziej problematycznym polecam czysty hydrolat z drzewa herbacianego, który znacznie lepiej sprawdza się od tytułowej mgiełki i jest o wiele tańszy. Jak potrzebujecie tylko odświeżenia, również lepiej sprawdzi się o wiele tańsza woda termalna Uriage. Produkt można zakupić u polskiego dystrybutora Skin79 oraz niebawem w drogeriach Hebe. Nie mogę jednak polecić jego zakupu, w moim odczuciu działanie mgiełki jest mizerne i kompletnie niewarte swojej ceny. 


WHAMISA ORGANIC FLOWER OLIVE LEAF MIST

Whamisa przywraca moją wiarę w naturalne produkty, które faktycznie mogą działać i dawać satysfakcjonujące efekty. Zastosowanie naturalnych składników nie zawsze gwarantuje wysoką efektywność produktu... ale akurat w tym przypadku mówimy o naprawdę porządnych kosmetykach, które od pierwszego zastosowania robią z cerą coś konkretnego. 

Niejednokrotnie polecałam Olive Leaf Mist - to świetny kosmetyk nie tylko do tonizowania skóry z tendencją do odwodnienia, ale również wzorcowy fikser do makijażu - polecam go szczególnie osobom, które mają trudne relacje z minerałami - aplikacja kremów pod makijaż powoduje szybsze błyszczenie się cery, a nakładanie mineralnych pyłków na sucho wysusza skórę i również wzmaga łojotok. Mgiełka Whamisa, zaaplikowana jako ostatni krok, na makijaż, doskonale wyrównuje nawilżenie, redukuje suchość minerałów i pięknie scala makijaż, również sprawdza się w utrwalaniu konwencjonalnego, kremowego makijażu. Będzie wystarczająca jako nawilżacz dla skóry tłustej, trądzikowej, problematycznej i mieszanej, które nie mają dużego zapotrzebowania na okluzję. Jest lżejsza i przyjemniejsza od lotionów i esencji, które bywają lepkie i strasznie tłuszczą się na skórze po jakimś czasie...

Podczas aplikacji Olive Leaf Mist, czuję natychmiastowe i nie tak ulotne, jak w przypadku mgiełki Benton, ukojenie, zmiękczenie. Skóra jest bardzo zrelaksowana i momentami wręcz rozpulchniona. Efekt nawodnienia i zmiękczenia jest zauważalny niemal od razu, a przy regularnym stosowaniu, produkt faktycznie nawilża i widocznie normalizuje skórę delikatnie przesuszoną, wymagającą nawilżenia, ale nie natłuszczenia. Mgiełka zostawia delikatny woal na skórze, dlatego nie sprawdza się w moim przypadku nieosuszana - wzmaga przetłuszczanie mojej skóry i po jakimś czasie nie wygląda to dobrze - pory ulegają poszerzeniu, odnotowuję wzmożony łojotok. 

W odróżnieniu od Honest Mist, nie wynika ono ze ściągnięcia i wysuszenia, ale z bardzo dobrych właściwości nawilżających, których moja cera nie potrzebuje w normalnych warunkach, za to sprawdza się to przy podkładach mineralnych - mgiełka jest lżejsza od kremów, więc świetnie niweluje poduszanie naskórka przez mineralne pyłki. Przywraca niezwykły komfort i całkowicie redukuje pudrowość podkładów mineralnych. Jeżeli tylko niska trwałość minerałów wynika z ich wysuszających właściwości i tym samym wzmagania pracy gruczołów łojowych, to propozycja Whamisa jest doskonałą formą ultra lekkiej rekompensaty utraconego nawilżenia. Można w ten sposób uniknąć obciążania skóry kremami i jest to dobre rozwiązanie dla osób, które najbardziej lubią efekt minerałów zaaplikowanych na suchą skórę. 

Z całą pewnością Olive Leaf Mist sprawdzi się w tonizowaniu skóry, która szybko się ściąga i wysusza po tradycyjnych tonikach, naparach i wodach termalnych. Sprawdza się stosowana pod kremy, a także do rozcieńczania produktów o za ciężkiej konsystencji lub słabych właściwościach nawilżających. Produkt jest bardzo lekki, choć jednocześnie bogaty. Posiada pewne właściwości powlekające, dlatego skóra faktycznie stopniowo się nawadnia podczas regularnego stosowania produktu. Osobom, które potrzebują nawilżenia, polecam pozostawienie mgiełki do całkowitego wyschnięcia, przy mniejszym zapotrzebowaniu, radzę ją jednak delikatnie zdejmować, na przykład chusteczką higieniczną.

Fantastyczny produkt utrwalający makijaż i pielęgnujący skórę. Olive Leaf Mist widocznie pielęgnuje skórę i robi z nią coś konkretnego. Jeżeli tak działają mgiełki pielęgnujące - jestem na tak!

Mgiełka z pewnością uspokaja, łagodzi i koi stany zapalne oraz niweluje pojawiające się podrażnienia. Skład jest bardzo bogaty, ale jak dotąd przy stosowaniu mnogości kosmetyków Whamisa nie zdarzyło się, aby coś mnie podrażniło i uczuliło, nawet w super bogatej konfiguracji. Stosowanie mgiełki nawet w ciągu dnia, nie powoduje dziwnych reakcji w połączeniu z promieniowaniem słonecznym, dlatego nie mam obaw, aby w ten sposób utrwalać makijaż mineralny, będący moją swoistą ochroną przed słońcem. 

Mgiełka nie jest lepka, tłusta, klejąca, a bardzo komfortowa w użyciu. Chłodzi i nawilża. Pięknie scala pigmenty mineralne. Fantastycznie, naturalnie pachnie, można w niej wyczuć liść laurowy i delikatny ziołowy, przełamany łagodnymi cytrusami, świeży zapach, równie kojący, jak właściwości mgiełki. Odświeża znacznie lepiej niż wody termalne. Naprawdę bardzo ją polubiłam i jestem nawet skłonna zapłacić 100 złotych za jedno, 80 ml opakowanie. Chociażby tylko dlatego, że świetnie sprawdza się przy minerałach i zapobiega ich warzeniu się, spływaniu, nadmiernemu rogowaceniu i podrażnieniu przy stosowaniu zbyt suchego makijażu. 

Produkt nie podrażnia oczu. Generalnie produkt Whamisa, według obietnic producenta, ma bardzo zbliżone właściwości do recenzowanego powyżej produktu marki Benton. Składniki zawarte w obydwu produktach zapewniają działanie antyseptyczne, odświeżające, chłodzące, kojące i nawilżające, ale porównując faktyczne właściwości kosmetyków, Whamisa pod każdym względem przebija Honest TT Mist. Poza tym, rozpylacz mgiełki Whamisa jest świetny! Dozuje cieniutką, delikatną mgiełkę, nie sika taką chamską mgłą jak Benton. Skóra jest delikatnie zwilżona, a nie mokra, jak po wyprawie w nordycki deszcz. Znamienny dla mgiełki Whamisa, jest pływający liść w opakowaniu. 

INCI: *Aloe Maculata Leaf Extract, Olea Europaea (Olive) Leaf Olive, Caulerpa Lentillifera Extract, *Alcohol, *Olea Europaea (Olive) Leaf Extract Olive, *Rhodiola Rosea Root Extract, *Saururus Chinensis Leaf/Root Extract, *Angelica Keiskei Leaf/Stem Extract, *Dioscorea Opposita (Wild Yam) Root Extract, *Centella Asiatica Extract, *Camellia Sinensis Leaf Extract, *Lactobacillus/Rice Ferment, *Lactobacillus/Avena Satica (Oat) Ferment Extract Filtrate,*Lactobacillus/Chrysanthemum Sinense Flower Ferment Filtrate,*Lactobacillus/Nelumbium Speciosum Flower Ferment Filtrate, *Lactobacillus/Dandelion Leaf/Root Extract Ferment Filtrate, Evernia Prunastri (Oakmoss) Extract Oakmoss, Cetraria Islandica Extract, **Scutellaria Baicalensis Root Extract, **Paeonia Suffruticosa Root Extract, **Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Natto Gum, ***Propanediol, Xanthan Gum, Cyamopsis Tetragonoloba (Guar) Gum, Aniba Rosaeodora (Rosewood) Wood Oil, Geranium Maculatum Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil (*Certified Organically Grown, **Natural Preservative, ***Natural Origin)

Skład jest imponujący. Skaczę z radości, że producent zastosował w mgiełce niewielką ilość alkoholu (niezbędnego do rozpuszczenia substancji aktywnych, o łącznej ilości 0.5%), dzięki temu nie jest tłusta. Nie zabrakło gumy natto, która świetnie powleka i otula skórę, bez tłuszczenia i duszenia co jest domeną olejów naturalnych, bez zatkania porów i jednoczesnego ściągania skóry, co lubi robi gliceryna w takich formułach. Udało się zredukować nadmierną lepkość produktu, ale zachować jednocześnie jego świetne walory nawilżające. Bazą mgiełki jest ekstrakt z aloesu oraz oczywiście ekstrakt z liści oliwki. Nie brakuje egzotycznych, bogatych pozycji, takich jak ekstrakt z zielonego kawioru, liści herbaty, korzeń różeńca górskiego, saururusu chińskiego, ashitaby, pochrzynu chińskiego, peonii, lukrecji, centella asiatica (czyli wąkoty azjatyckiej) i oczywiście dobroczynnych biofermentów o doskonałych właściwościach pielęgnujących, nawilżających, ochronnych i powlekających: z ryżu, owsa, złocienia, lotosu orzechodajnego, liścia mniszka, mąkli tarniowej, płucnicy islandzkiej. Zastosowane olejki to: drzewo różane, bergamotka i geranium - wszystkie składniki kompozycji zapachowej są dobrze wyczuwalne. Jest tego cała masa. Ale podoba mi się to. Ten produkt działa. Moja cera dzięki włączeniu produktów Whamisa do pielęgnacji, wreszcie się uspokoiła i ma jednolity, ładny koloryt. Przebarwienia potrądzikowe znikają też szybciej, więc jestem bardzo zadowolona, z Olive Leaf Mist również. 

Mgiełkę Whamisa możecie zakupić u polskiego dystrybutora - Skin79. Polecam ją każdemu typowi skóry, szczególnie cerze trądzikowej, łojotokowej, problematycznej, mieszanej, czyli zalecanej grupie docelowej. Sprawdzi się także na skórze wrażliwej i delikatnej. 

Zarówno mgiełka Benton, jak i Whamisa, mogą być stosowane przez kobiety w ciąży oraz karmiące piersią. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam,
Ewa