00:00

PUNKT PIERWSZY W WALCE O PIĘKNĄ SKÓRĘ


Bardzo długo wydawało mi się, że źródłem moich wszystkich problemów... jest skóra. Liczyłam naiwnie na to, że wyzbycie się trądzikowych niedoskonałości uratuje moją duszę i dostąpię delirycznego szczęścia, gdy tylko wyzbędę się ropnej galaktyki pryszczy. Trądzik w moim mniemaniu hamował mój rozwój, wzbudzał poczucie wstydu i wpędzał w poczucie beznadziejności.

Przyznaję, pracę nad sobą bardzo długo traktowałam jak idiotyzm. Wzbraniałam się przed słowem i kategorycznie odpychałam od siebie psychologiczne, werbalne wymiociny. Nie rozumiałam tego języka, nie był on w stanie przedostać się przez moją gruboskórną powłokę ochronną. 

Moje życie nigdy nie było usłane płatkami róż, poza niewielkimi epizodami szczęścia, wydawało mi się, że wszystko jest skryte za słowem beznadziejność, a każda napotkana nowo osoba, każda sytuacja i ciąg zdarzeń, prowadzi tylko do spektakularnego upadku mojego jestestwa. I do tego jeszcze ten cholerny trądzik. Teraz, gdy jestem starsza i mądrzejsza, wiem, że wszytko to miało swój ukryty sens i potrzebowałam czasu, by potrafić zrozumieć znaczenie czarnych zdarzeń na mojej osi czasu. 

Poharatane poczucie własnej wartości próbowałam desperackimi czynami podnieść wszelkimi możliwie dostępnymi sposobami, oczywiście bez skutku. 

DLACZEGO WARTO PRACOWAĆ NAD SOBĄ

Dla samego siebie i tych, którzy w Ciebie wierzą. Nie możemy zmienić całego świata, ale możemy sprawić, że to właśnie my będziemy tym coraz bardziej błyszczącym punktem, dla którego warto. Tak po prostu. 

Leczenie trądziku nie ma na celu leczenia roztrzaskanej osobowości, upodlonego poczucia własnej wartości i bryzgającej obficie krwią rany na sercu. Żaden lek na trądzik nie przyniesie wymarzonego rezultatu, a kolorowa tabletka dostarczy tylko chwilowej ulgi.

Zrozumiałam to prowadząc ten blog i spotykając nowych, wspaniałych ludzi na swojej drodze, którzy byli tak samo zagubieni, chimeryczni, niespokojni, jak ja. Upatrywałam się problemów na swojej skórze, a tak naprawdę tkwiły one, raniąc mnie dotkliwie, w najdalszych, wypartych rewirach psychiki. Wyleczyłam się nie tretinoiną i ciągłą, wzmożoną obserwacją własnej skóry, a akceptacją własnej persony. Nikt inny nie mógł mi w tym pomóc. 

Wiem już teraz, że nic nie muszę. I Ty też. 

Nie warto popadać w destrukcyjną inercję, rzewnie płakać w poduszkę, czy wykrzykiwać inwektywy prosto do nieba, nie wydatkuj swojej energii na toksycznych ludzi i materialne, fizykalne pierdoły. Poświęć ten czas tym, którzy na to zasługują, dla których nie będziesz musiał stawać na rzęsach, którzy Cię zrozumieją i będą chcieli to uczynić. 

Bardzo długo dawałam sobie wmówić, że to ze mną jest problem. Że mój trądzik nie jest ok, podobnie jak moja odmienna postawa, poglądy, spostrzeżenia, czy nawet prowadzenie bloga rozpatrywanego w formie manifestacji pauperyzmu intelektualnego. To nie jest prawda. Musisz wiedzieć, że gdzieś na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy będą mieć zbieżny temperament, imperatywy wewnętrzne i cele do Twoich własnych. To z nimi łączy Cię więź, nie zawsze biologiczna i numeryczna. 

Przesadna słodycz nie sprawi, że w Twoim życiu będzie równie błogo. Gdzieś w zgliszczach ciemnego lasu, czyhają drapieżnicy, dla których będziesz łatwą ofiarą, jeśli zatracisz swoją własną autentyczność. 

Praca u podstaw, chęć poznania samego siebie i własnych potrzeb sprawia, że w końcu stajesz na własnych nogach, masz otwarty, jasny umysł i jak nigdy dotąd masz prosty cel działania, do którego dążysz. Wtedy dopiero jestem w stanie Ci pomóc. 

Zdaję sobie sprawę, że głoszę truizmy, ale jeśli poświęciłeś mi tych kilka minut, dzięki, że jesteś, wiedz, że jesteś wartościowym człowiekiem i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, 

Trzymaj się, 

Ewa

49 komentarzy:

  1. Dziękujemy, Ewciu.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł ! Podpowiedz nam proszę, czy jeśli pracujemy w biurze, ale przy oknie, to czy nakładałabyś mocny filrt, jeśli skóra ma tendencje do przebarwień posłonecznych, czy to tylko mit i jesteśmy bezpieczne ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem Ewą, ale po latach obserwacji własnej jasnej karnacji uważam, że zawsze powinno się nakładać wysoki filtr, a już zwłaszcza przy tendencjach do przebarwień. To całe gadanie o tym, że słońce dostaje się przez szybę i ma wpływ na naszą cerę, niestety nie jest tylko mitem ;) Może nie dotyka nas aż w takim stopniu jak bezpośrednia ekspozycja, ale na pewno ma wpływ. Nie tylko w kwestii powstawania przebarwień, ale i starzenia się skóry.

      Usuń
    2. Jeśli jest to stała ekspozycja słoneczna, to ochrona jest niezbędna, szyby nie hamują promieniowania UVA, a także nie degradują całościowo promieniowania UVB. Wszystko zależy od natężenia światła oraz osobistych predyspozycji.

      Usuń
    3. UVB nie przechodzą przez szyby ale promienie UVA już tak. A to one odpowiadają za przebarwienia.

      Chciałam jednak wiedzieć, czy opuszczone żaluzje oraz zamknięte troszkę nas chronią jednak,niż gdyby ich nie było.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. ...och, to nawet UVB przenikają :-(
      Byłam przekonana że jest inaczej, przepraszam za wprowadzenie w błąd.

      Usuń
  3. Identyfikuje się, tak bardzo z tym co napisałaś....ja jestem dopiero na początku tej drogi :)
    Pozdrawiam cieplutko ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczny tekst, dojrzały i podnoszący na duchu.
    Uwielbiam Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem, to, że siebie pokochamy - nie jest w stanie zmienić nam życia. Dla mnie to jest zbyt romantyczne i nad zbyt pozytywistyczne podejście, aczkolwiek nie jest złe, jak ktoś tak koniecznie uważa.

    Na przykład, w moim przypadku, nie mogłem nigdzie za cholerę dostać pracy po skończeniu liceum, tak jak musiałem totalnie błagać aby dostać się na praktyki do jakiejś g****** firmy - wszystko przez trądzik. Znajoma usłyszała, jak kierowniczka stwierdziła, że się nadaję, ale moja twarz się nie nadaje. I tak na wielu rozmowach, niby nic w twarz, ale ciągle widziałem jak skanowali moje wypryski i obecnie (dzięki Izotekowi) przebarwienia. Od momentu wejścia do pokoju, czujesz zmianę atmosfery i niechęć do swojej osoby, i nie nie przeżywam - to widać na ich twarzach.
    Nie dziwię się im. Trądzik nigdy nie będzie piękny i seksowny. To defekt i choroba. Ludzie są zwierzętami, a zwierzęta unikają osobników, którzy wyglądają dziwnie, bo jest to zagrożenie dla gatunku. To jest naturalne i podświadome i tyle.

    Właśnie tutaj widzę problem, bo to, że ktoś "siebie kocha" (albo toleruje na tyle, by się nie powiesić) nie jest to w stanie zapewnić mu życia w społeczeństwie, podczas gdy nawet nie jest w stanie dostać durnej pracy jako np. kelner, sprzedawca. No a gdy nie ma pieniędzy - nie jest się w stanie zapłacić za leki na trądzik, za kosmetyki, za ukochany Izotek czy kończąc na lekach przeciwdepresyjnych, żeby można było normalnie funkcjonować. Ciężko żyć kiedy wszystko i wszyscy jest przeciwko nam, w moim przypadku trądzik od 10 roku życia... i żyj tu z rówieśnikami, kiedy nikt nie chce być wokół Ciebie w promieniu 2m. Nie mówiąc już w ogóle, o ciężkiej depresji i marnowaniu dzieciństwa i dorastania, pierwszych miłości, imprez, pocałunków - u mnie były spędzone przed lustrem, albo wyjąc w poduszkę. :)

    No ale właśnie, można powiedzieć że trądzik, pokazuje nam też wiele rzeczy o sobie, co właśnie trzeba zmienić, może jakieś zaburzenia wchłaniania, nietolerancje pokarmowe, choroby autoimmunologiczne - to wszystko jest ze sobą powiązane. Trądzik też pokazuje jakie życie jest naprawdę. No raczej nie kolorowe. Lepiej wiedzieć jak jest na prawdę, niż się łudzić.

    I niestety tak to jest, życie jest brutalne i właśnie od pracy nad sobą jesteśmy w stanie zajść gdzieś dalej, tylko ciężko jest gdy nie mamy "czym" pracować nad sobą. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś rozkręcić własną firmę, by nie płaszczyć się przed kolejnymi idiotami, nawet nie wiem ile pozostało we mnie z "człowieka" w tym wraku po tylu latach? Sam już nie wiem, ale wiem, że teraz idealnie sprawdzam się w korporacji, haha. No niestety.

    Jednak ludzie po depresjach, traumach, fobiach, którzy przeżyli trochę i nie skończyli z tym wszystkim - to jednak są takie osobniki "nie do zajechania". Czy siebie kochali/tolerowali/mieli nadzieję, aby zajść tak daleko? Ale jakim kosztem, w jakim stanie są teraz, czy było warto?
    Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *pozytywne nie pozytywistyczne, nie o to mi chodziło.

      Usuń
    2. A ja uważam, że świat jest dokładnie taki, jak nasze myśli, to my go kształtujemy i naznaczamy większym lub też mniejszym ładunkiem emocjonalnym. Można przyczepić się do absolutnie wszystkiego, można tę samą sytuację ocenić skrajnie inaczej. Wielu ludzi wyzbywa się swojej sprawczości, nie bierze odpowiedzialności za swoje działania i pogrąża się w destrukcyjnej inercji, zapętlając swoje problemy. Jeśli dochodzi do zmiany, to nie pod wpływem inspiracji, a bardzo często desperacji, gdy nie ma już innego wyjścia. Też kiedyś głęboko i zaciekle racjonalizowałam swoje neurotyczne działania, do momentu, gdy uświadomiłam sobie jak wiele jest we mnie wrogości do samej siebie i tego świata.

      Zamiast próbować stawać się kimś dla kogoś, bądź po prostu sobą. Ta druga opcja zawsze będzie zawężać Twoje grono znajomych, ale dopiero wówczas będziesz mógł rozpostrzeć skrzydła, otrzymasz pełną akceptację i szczęście. Przykro mi, że natrafiłeś na takich ludzi w swoim życiu, ale po co obracać się w towarzystwie, do którego mentalnie i fizycznie nie przystajesz? To tak, jak wymagać od kury perfekcyjnej sztuki pływania, a od kota latania. Nigdy nie spełnisz ich oczekiwań i zawsze będziesz dla nich niedoskonały. I na co to to wszystko? Moim zdaniem rozsądniej jest spożytkować tę energię na poznawanie właściwych ludzi, u których znajdziesz zrozumienie, niż całe życie stawać na rzęsach, by sprostać kuriozalnym wymaganiom grupie, u której nigdy nie zaznasz pełnej akceptacji.

      Bardzo mi przykro, że wydarto Ci tą błogą młodocianą nieświadomość, ale życie to nie bajka. Gdyby nie trudne doświadczenia, nigdy nie byłbyś w tym miejscu, w którym jesteś aktualnie. Mnie również życie nie rozpieszczało i ciężko jest mi wyzbyć się pragmatyzmu, ale doceniam wszystko, czego doświadczyłąm, finalnie miało to pozytywny obrót w moim życiu. Choć nie życzyłąbym nikomu tego samego.

      Oczywiście, że trądzik to choroba, którą należy leczyć, ale nie można obwiniać trądziku za wszystko. Wiem, jak fatalnie wpływa na własną samoocenę. Po to jest to miejsce, aby pomagać i wywoływać uśmiech, ale kiedy jest się kompletnie rozstrojonym psychicznie, należy priorytetowo zawalczyć o własne ja i własne mentalne potrzeby, a dopiero później walczyć ze skórą, i obiecuję - z o wiele lepszymi rezultatami. Takie osoby osiągają o wiele lepsze rezultaty terapeutyczne.

      Usuń
    3. Serdecznie, serdecznie dziękuję Wam obojgu za Wasze wypowiedzi. Dla wielu ten post może być „kolejnym objawem ekstrawagancji umysłowej Szacownej Autorki”, ale dla nas, wieloletnich trądzikowców to coś innego. Podejmujesz fundamentalną kwestię Ewo. Dzięki.

      Każdy z nas jest inny, ale w Waszych historiach czytam historię o sobie. Szczęśliwie, po 20 latach walki z trądzikiem powoli zaczynam (!) nabierać podejścia, o którym pisze w poście Ewa. Jak to mówią: Lepiej późno niż wcale :)

      Coraz częciej nawet nie maskuje już nawet niedoskonałości. Niewiele to daje tak czy siak, a cierpię na zapychaczofobie. Ciągle jeszcze mam jakiś lęk,że dzieci lub mąż będą się mnie wstydzić, że swoją obecnościa obok z taką twarzą sprawię im dyskomfort..ale gdy jestem gdzieś sama? Zaczynam mieć to w nosie :)
      I wiecie co? Z niedowierzaniem odkryłam,że niewiele to zmienia. Ludzię na ulicy wcale nie uciekają, ekspedientki obługując mnie w sklepie są nadal miłe, ludzie na ulicy nie zaczepiają mnie i nie radzą, abym zrobiła coś z twarzą...świat jakoś mnie znosi, wiec może i ja zacznę w końcu znosić ten świat? Ktto wie, może zacznę w kompńcu chodzić na basen? Przez całe moje życie, perspektywa pokazania się ludziom soute, taką jaką jestem naprawdę, była dla mnie paraliżująca...więc może teraz?

      Inną kwestią, jest fakt, że doprowadziłam skórę to takiego stanu, że reaguje histerycznie już niemal na wszystko. Obawiam się, że nawet kwas azelainowy przestaje być moim sprzymierzeńcem. Chyba nadszedł moment na pass, odbudowę rozoranej bariery skórnej, zdystansowanie się do przecenianej przez nas niejednokrotnie wagi pielęgnacji.

      Pozdrawiam ciepło wszystkich poharatanych przez trądzik czytelników.
      Natomiast z Ciebie anonimku jest świetny chłopak. Z pryszczami czy bez. Dołożyłeś do tego miejsca dawkę rozbrajającego męskiego pragmatyzmu, którego nam kobietom tak brakuje i którego większość z nas kobiet musi się zwyczajnie w trudzie, znoju i niejednokrotnie cierpieniu, nauczyć :)

      Wszystkiego dobrego!

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że w wiekszowię jesteśmy przewrażliwieni na punkcie naszych niedoskonałości. Dla nas są one wielkości słonia, podczas gdy dla innych to zaledwie mucha? W trądziku można mieć przynajmniej nadzieje, że się go kiedyś wyleczy, że coś pomoze... Ja należę do pokolenia dzieci z bliznami- jeśli dziecko się kiedyś popażyło, nie było takich opatrunków jak obecnie- zawijano w bandazb, w które potem wrastała skora. Zrywano to i tak powstawała blizna. Nie jakąś małą, potradzikowa- wyobraźcie sobie bliznę na całą szyję i klatkę piersiowa. Zakryć to moge bielą, czy co tam muzułmanki noszą, bo golf nie da rady. I nie zakrywam tego. Nic z tym nie robię. Nawet o tym nie myślę. Znajomi po jakimś czasie pytają sie skąd takie blizny itp. Kiedyś jeden chłopak powiedział ( myslac, że nie słyszę) , że blizna na szyi wygląda jakby ktoś mi gardło podcinał. Na to jego kolega: ale jest tak miła i sympatyczna, że to bez znaczenia. Czemu o tym pisze? Bo pod wpływem wyppwiedzi powyzep uświadomiłam sobie, że zamiast przezywac znoekszzniekszt 1/5 ciała, martwię sie, że moja broda jest czerwona i podrazniona. I wydaje mi sie, że to pokazuje, jak sami koncentrujemy się na naszych niedoskonałościach, ktore wcale naszymi największymi niedoskonałościami nie sa

      Usuń
  6. Ewciu podpowiedz proszę, zamierzam zacząć kurację tretioniną we wrześniu, mając na celu regulacje nadmiernej keratynizacji naskórka. Chciałam połączyć produkt leczniczy z jakims tonikiem kwasowym. Co być poleciła? i Systemem tretionina na noc, tonik na dzień. I jeszcze jedna ważna kwestia, na jak długo przed planowanym w grudniu wyjazdem wakacyjnym powinnam odstawić tą kurację, zeby skóra nie była nadwrażliwa na słonko? Dziękuje serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz problem z nadmiernym rogowaceniem, obawiałabym się, że kolejne włączenie preparatu do regulacji zaostrzy problem - sama tretinoina wysusza skórę i ją silnie normalizuje, a dodatkowy preparat może wzmagać odwodnienie i uszkodzenie skóry, co będzie powodowało tylko wzmożenie problemu. Co oprócz rogowacenia dodatkowo Ci dolega?

      To zalezy od skóry i jej tolerancji, jeśli negatywnie zareagujesz na kurację, nadwrażliwość może utrzymywać się nawet i do końca życia, a w najlepszym schemacie przeciągać przez kilka lat, dlatego zalecam rozwagę.

      Usuń
    2. Ewciu moim problemem jest rogowacenie okołomieszkowe, utrzymujące się juz przez 9 lat, od 20 roku życia. Moja skóra sama w sobie jest sucha i wrażliwa, więc faktycznie skupie się na jakims delikatniejszym produkcie z tretioniną i nie będe narazie łączyła go z niczym innym :)

      Usuń
  7. Hej Ewo czy dobrym pomysłem jest używanie na noc na przemian
    . 1 noc - kwas glikolowy
    . 2 noc - serum z e naturalne z WITAMINĄ C ?
    Na dzień filtry WIEM ��
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinno to dobrze zadziałać na bardzo delikatne rogowacenia i przebarwienia, o ile skóra nie jest wysuszona, trzeba uważać, aby nie spowodować zaognienia skóry. Obserwuj swoją cerę.

      Usuń
  8. Co do przenikania promieni słońca przez szybę.
    Czy jeśli w biurze jest blisko mnie okno ale SŁOŃCE DO MNIE NIE DOCHODZI w ogóle TO DO MNIE PROMIENIOWANIE nie dochodzi prawda?
    W sensie, że widzę dokąd dochodzi słońce ale do mnie już nie.
    Pozdrawiam, Dagmara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety to tak nie działa. promieniowanie słoneczne dociera do ciebie jak najbardziej - jeśli w pomieszczeniu jest jasno, widzisz ściany, obrazy, szafki to oznacza ze odbija się od nich światło i trafia do twojego oka:) i w twoja twarz. w takim sposób nasze oko pod wpływem tego bodźca przekazuje impuls do mózgu, a ty widzisz. (w wielkim skrócie)

      Usuń
    2. Dochodzi, niestety, ale nie w takim stopniu, jakbyś była nastawioną na bezpośrednią ekspozycję słoneczną pod odpowiednim kątem. Jeśli pomieszczenie nie jest mocno naświetlone, a światło jest mocno rozproszone po budynku, to nie jest niezbędna najwyższa ochrona przeciwsłoneczna, a w zupełności wystarczą filtry mineralne, np. w podkładach mineralnych.

      Usuń
  9. Ewo,
    właśnie zaczęłam kurację Epiduo.
    Jednak nie wiem, czy to dobry pomysł w zasadzie, by zacząć skórę regulować w tak zdecydowany sposób.
    Nie ukrywam, że naczytałam się sporo Twojego bloga, zwłaszcza post o Rosacea, rumieniu i bardzo wzięłam sobie do serca fakt, że wiele osób wywołuje sobie taki stan cery właśnie przez regulację (nawet na YT są kanały, z których jasno wynika, że ich właścicielki, fanatyczne wojowniczki o wiecznie młodą, gładką skórę doprowadziły się do opłakanego stanu i chorobliwych rumieńców).
    Pamiętam moją pierwszą kurację Atredermem (nie zupełnie chyba byłam świadoma skutków ubocznych itd.) - przesusz i inne nieprzyjemności. Nawet ostatnio, jak nałożę choćby taki Skinoren na policzki lub Avene Ystheal (retinaldehyd), to pojawia się dyskomfort. Nie mówiąc już o nałożeniu potem na policzki filtra (co prawda starej generacji) - pieczenie też daje się we znaki (na razie kompletuję filtry i po prostu nimi żongluję).
    Patrząc na skutki tej całej regulacji nie mogę się nie zastanawiać, czy to nie idzie w jednym kierunku - utrwalonego rumienia i trądziku różowatego.
    Na razie jestem na początku jakiejkolwiek regulacji (wspomniany Atrederm to epizod sprzed kilkunastu lat).
    Widzę jednak, że jest raczej niezbędna, zwłaszcza, że chciałabym stosować filtry (czytałam też u Ciebie o tzw. pętli trądzik-regulacja-filtry-trądzik; potwierdzam, że to nie mit, zwłaszcza, gdy używamy do regulacji dermokosmetyków - tylko ich na razie miałam okazję wypróbować ostatnim czasem).

    Czy jednak jest szansa, że jeśli będziemy bardzo rozważni w tym, co robimy z cerą, słuchali jej potrzeb i traktowali jak przysłowiowe jajko, to nie skończymy po walce z trądzikiem z permanentnym efektem flush, mimo stosowania regulacji?

    Z góry dziękuję za odzew,
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak reagujesz na Epiduo? Jeśli dobrze tolerujesz ten lek, może należy jedynie pomanewrować częstotliwością stosowania, by skóry nie zaogniać, a normalizować? Czasami środki regulujące są niezbędne, to nie jest prawda, że każda skóra da sobie radę samodzielnie po danej kuracji (zwłaszcza, gdy przez lata była niewłaściwie leczona), sęk w tym, by stosować je jak najrzadziej i nie ograniczać swojego jestestwa do ich obecności. Jestem żywym przykładem - reguluję się tretinoiną, bez której nie wyobrażam sobie pielęgnacji, ale stosuję ją raz w miesiącu, optymalnie do moich potrzeb (odłożenie: ponowny nawrót trądziku grudkowego, rumień, ogólny stan zapalny) - trądzik trzymany pod kontrolą, bez grudek, zaskórników, bez podrażnień i rumienia. Moim zdaniem kluczowa jest przede wszystkim obserwacja skóry, właściwa, codzienna pielęgnacja, a jeśli to zbyt mało - regulacja chemiczna. Problemem jest skóra, która wiele przeszła - z jednej strony środki regulujące zapętlają problemy i sprawiają, że nie wygląda idealnie, ale z drugiej strony, ich całkowite odłożenie sprawia, że jest jeszcze gorzej niż bez całego arsenału kosmetyków.

      Usuń
  10. Ewuniu,
    mam trzy wątpliwości:
    1. jak bez silikonowej bazy pod sypkimi minerałami nie wyglądać staro (podkreślają wszystkie zmarszczki, tudzież bruzdy),

    2. czy opuszczone żaluzje i zamknięte eliminują troszkę promieni UV, które do nas docierają?

    3. czym zmywać minerały, tak z zasady.

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Tutaj jest niestety problem, ponieważ pudrowe, sypkie produkty mniej lub też bardziej będą podkreślać fakturę skóry. Możliwe, że utrwalanie minerałów na mokro mgiełkami nawilżającymi zdjęłoby tę pudrowość, jeśli nie, może zamiast bazy silikonowej, sprawdziłby się bioferment z bambusa? Ma podobny, silikonowy poślizg oraz optycznie wygładza skórę, a nie jest tak ciężki jak bazy wygładzające.

      2. Tak, fizycznie odbijają lub też pochłaniają część promieniowania (w zależności od tego z jakiego materiału są wykonane).

      3. Środkami, które dokładnie spłukują się ze skóry, najlepiej żele kremowe, żele, pianki lub mydła, jednak tego typu srodki myjące zazwyczaj przy dłuższym stosowaniu wysuszają skórę, więc można połączyć ich właściwości z bardziej kremowymi środkami myjącymi lub ewentualnie usuwać kosmetyki mineralne akcesoriami (gąbeczki, szmatki)

      Usuń
  11. Nie sądziłam, że kiedyś napiszę to pod Twoim artykułem, ale... Czemu taki krótki ten post!

    Ewo, uwielbiam język, którego używasz w postach. Więm, że pojawiają się krytyczne komentarze w tym temacie, ale w świecie, gdzie wszystko zaczyna być sztos, spoks, fajne i ekstra, to miód na moje serce poczytać w bardziej zaawansowanej polszczyźnie.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ewciu, chciałam zapytać czy pod filtry chemiczne lub mieszane można stosować minerały sypkie lub choć korektor czy róż bez szkody dla ich właściwości ochronnych?
    Czasem chciałabym zatuszować to i owo a niekoniecznie uśmiecha mi się stosowanie koloryzowanych filtrów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, ale zawsze aplikując makijaż na filtry jest duży problem naruszenia warstwy kremu ochronnego, wybierałabym również filtry mieszane (bardziej stabilne) lub filtry chemiczne o najlepszych właściwościwościahc ochronnych, np. najnowsze generacje filtrów posiadają właściwości filtrów chemicznych i mineralnych.

      Wydaje mi się, że najlepszą opcją przy makijażu są mgiełki z filtrami, mało wydajne, ale niezwykle komfortowe dla osób noszących makijaż :)

      Usuń
  13. Ewo, bardzo ciekawy i ważny post. Sama przekonałam się, że nikt nie zwraca uwagi na naszą skórę tak bardzo jak my sami. Warto czasem odwrócić sytuację i zastanowić się czy zwracamy uwagę na czyjeś niedoskonałości do takiego stopnia, bo ja chyba nie. Kiedy patrzę na kogoś to nie analizuję "o ma pryszcza na lewym policzku, krzywego zęba i zmarszczkę pod prawym okiem". Brutalna prawda jest taka, że nikt nie interesuje się nami aż tak bardzo ;) ani nie krytykuje tak jak głos w naszej głowie. Gdybyśmy nagle obudzili się z piękną skórą to wątpię, że życie zmieniłoby się o 180 stopni. To tak nie działa. Polecam obejrzeć komedię "Jestem taka piękna!"- w zabawny sposób pokazuje jak to, co myślimy o sobie wpływa na nasze życie.

    Korzystając z okazji chciałam zapytać co sądzisz o kosmetykach PAT&RUB? Myślisz, że warto?

    Pozdrawiam,
    Wera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Prawda jest taka, że każdy z nas jest w jakimś stopniu zaburzony, inni popadają w nadmierny krytycyzm, inni z kolei w samozachwyt, bardzo często ludzie zniekształcają rzeczywistość, robiąc z siebie ofiary losu, bo łatwiej jest się poklepać wzajemnie po plecach niż przyznać, że zawaliło się sprawę :) Fajnie, że mówi się coraz więcej o rozwoju osobistym. A przecież życie jest tylko jedno, jest tyle pięknych, niedoniosłych, drobnych rzeczy, na które bardzo często nie zwracamy uwagi.

      Nie mam zdania - znam część produktów Naturativ, które mają takie same (czy podobne?) formuły, strasznie to pokręcone. Najbardziej polubiłam tonik łagodzacy, ale aktualnie to zbędny kosmetyk w mojej pielęgnacji - kremy za ciężkie, ampułki bez efektu, są lepsze produkty w o wiele niższej cenie :)

      Usuń
  14. Witaj Ewo, mam pytanie - czy mogę stosować (oczywiście od czasu do czasu, powiedzmy ok. 2 razy w tygodniu) peeling AHA 30% + BHA 2% z The Ordinary (pH 3,5-3,7), podczas gdy co dwa dni używam Differinu zapisanego przez lekarza? Czy potencjał drażniący nie będzie już zbyt wysoki? Differinu używam od ok. miesiąca co drugi dzień i nie widzę zbyt dużych efektów, "kaszka" rozsiana na mojej twarzy ustąpiła w niewielkim stopniu i chciałabym nieco podkręcić oczyszczanie skóry właśnie tym peelingiem. Co sądzisz?
    Pozdrawiam,
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo może jeszcze podam skład tego peelingu: Glycolic Acid, Aqua (Water), Arginine, Propanediol, Cocamidopropyl Dimethylamine, Triethanolamine, Salicylic Acid, Aminomethyl Propanol, Lactic Acid, Tartaric Acid, Citric Acid, Panthenol, Sodium Hyaluronate Crosspolymer, Tasmannia Lanceolata Fruit/Leaf Extract, Daucus Carota Sativa Extract, Glycerin, Pentylene Glycol, Polysorbate 20, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol.

      Usuń
    2. Możesz spróbować, ale bacznie obserwuj skórę i zacznij od aplikacji peelingu raz w tygodniu, aby przez podrażnienia i wysuszenia nie napędzać łojotoku. A może zamiast regulacji chemicznej, lepiej wdrożyć regulację mechaniczną? Możliwe również, że adapalen nie jest dla ciebie odpowiedni, ma głównie działanie przeciwzapalne, nie poradzi sobie z silniejszymi zrogowaceniami, a może wręcz napędzać problem przez drażniące i mało efektywne działanie.

      Usuń
  15. Super Ewo, że poruszasz ten temat :) Ja tez kiedyś fiksowalam się na tym co widziałam w lustrze i wmawialam sobie że jeszcze tylko zniknie mi ten i ten pryszcz I ja już będę szczęśliwa, zadowolona, i na nic niebędę narzekać.
    Trądzik w koncu zniknął I nagle okazało się, że.. Przeszkadzają mi inne rzeczy, i tak na dobrą sprawę nie akceptuje siebie, I zawsze znajdę coś, żeby się przyczepić. Na szczęście to też już było jakiś czas temu.... :)
    Trzeba szukać szczęścia i akceptacji w środku (chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę że jest o to 100x ciężej kiedy ma się super zaawansowane stadium trądziku. Mimo wszystko nie można traktować to jako wymówki swojegpo nieszczęścia na innych płaszczyznach)

    OdpowiedzUsuń
  16. Droga Ewo,
    czy przy stosowaniu epiduo wieczorem warto rankiem następnego dnia zadbać o podaż antyutleniaczy?

    Kiedy wówczas wpleść witaminę c?
    Można w dzień nakładać na strefy twarzy objęte kuracją epiduo?

    Czy np. maseczki z witaminą e i d (krople olejowe) mają szansę zadziałać nakładane w spłukiwanych maseczkach? Trzymane przez kwadrans lub dwa kwadranse?

    Może są jeszcze jakieś inne sposoby, by nie postarzeć twarzy przedwcześnie podczas stosowania ww. preparatu?

    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, wszystko zależy od tego jak reagujesz na lek oraz w jakiej formie chciałabyś wprowadzić witaminę C. Witaminy E i D również są wspaniałymi antyoksydantami, a łatwiej jest je wprowadzić do codziennej pielęgnacji niż np. kwas askorbinowy (chyba, że zdecydujesz się na olejową postać witaminy C). Ciężko mi powiedzieć jakie efekty przyniosą witaminy stosowane w formie spłukiwanej, ale jeśli będzie to maska o kremowej konsystencji, to na pewno część tej maski pozostanie na skórze nawet po spłukaniu jej wodą. Najważniejsze jest to, aby kuracja normalizowała skórę, a nie napędzała kolejne problemy - wówczas terapia nie przyspiesza, a może wręcz ograniczać starzenie się skóry (poprzez ograniczenie stanu zapalnego).

      Usuń
  17. Brawo. Ewa, jestem z Tobą (i pewnie nie tylko ja) :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No dokładnie to zrozumiałam kilka tygodni temu! :D
    Tośmy się zgrały...Kurczę - jak człowiek wreszcie to zaakceptuje, przestaje zwracać uwagę na kolejne niedoskonałości i cieszy się życiem to nagle się okazuje, że...problemu nie ma :D
    Na własnej skórze przekonałam się o tym ja i moja przyjaciółka. U mnie podstawą było jednak konwencjonalne leczenie i kilka innych punktów (o których niebawem), ale bez akceptacji i radości życia nie wyszłoby z tego nic a na pewno efekt nie utrzymałby się po zakończeniu silnej kuracji :)
    Kurczę, Ewcia - możemy iść na kawę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniejsze problemy zazwyczaj posiadają najprostsze rozwiązania :)

      Trzymam kciuki za Twoją dalszą drogę :) Może pojawi się jeszcze okazja ku temu, by się spotkać :)

      Usuń
  19. Ooo takiego tekstu dziś potrzebowałam. Dziękuję bardzo. Trafiony w punkt. Teraz tylko teorię przenieść na praktykę i życie stanie sie lepsze. Może to brzmi trochę ironicznie ale ja głęboko w to wierzę. Szkoda że przede mna ta najtrudniejsza część.
    Pozdrawiam
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  20. Droga Ewo,
    żałuję, że tak późno trafiłam w Twoje blogowe progi.

    Twierdzenie "Teraz, gdy jestem starsza i mądrzejsza, wiem, że wszytko to miało swój ukryty sens i potrzebowałam czasu, by potrafić zrozumieć znaczenie czarnych zdarzeń na mojej osi czasu" znalazło też zastosowanie w moim życiu i podziwiam, że w Twoim wieku już do tego doszłaś. Gratuluję dojrzałości - wszak brakuje jej w naszym pokoleniu.

    Odnośnie tego, że nic nie musimy przypomniała mi się myśl kogoś mądrego: Nie musisz w życiu nic, tylko umrzeć. Wydaje mi się, że w Polsce wywierana jest presja społeczna na wygląd. Mieszkam w Niemczech i tutaj spotykam osoby ze znacznie gorszym stanem skóry ode mnie, a nie przejmują się nim i nie malują. Nic przecież nie muszą! Drugą sprawą jest dobra opieka lekarska i solidne badania, ale to zagadnienie na inny temat.

    Rok temu trzymałam malutką bratanicę na rękach, która wskazała palcem na moje krostki na twarzy i z uśmiechem zapytała: A czemu masz tu takie brudne? Odpowiedziałam, że jestem chora. Działo się wtedy w moich emocjach, więc jakoś musiały znaleźć ujście. To tylko dziecko, rozumiem jej zainteresowanie, nie wzięłam tego do siebie. Takich sytuacji nie można brać do siebie. Jakiś wysyp na twarzy nie sprawia, że jestem gorsza. Nie jest również tak, że człowiek jest zły, kiedy zrobi coś złego, a jedynie konkretne nieodpowiednie zachowanie w jakiejś sytuacji. Zajęło mi trochę czasu zrozumienie tak podstawowej kwesti potrzebnej do utrzymania higieny psychicznej, która miała wpływ na moją równowagę (skóry również). Tłumione emocje czasem wychodzą jako niechciane punkty na ciele.

    Czasem podziwiam moich przyjaciół, że mogli tak kilka godzin ze mną rozmawiać i patrzeć na ten wysyp i schodzące skórki. Chcieli słuchać mnie, a nie liczyć zaczerwienienia. Tutaj dochodzi kwestia, którą Ty również poruszyłaś, czyli rozsądnego doboru przyjaciół. Nikt nigdy nie śmiał się z moich stanów skóry. Raczej mówią mi jak ładnie wyglądam i promenieję w stanach, kiedy faktycznie wyglądam dobrze. Doradzają tylko wtedy, kiedy zapytam. Nigdy nie komentują negatywnie. W takim przypadku zastanowiłabym się, czy warto tego typu jałową znajomość ciągnąć, jeśli komuś przeszkadza ilość jakichś kropek na mojej twarzy.

    Pozostań przy tej bogatej i wzbogacającej zarazem polszczyźnie, proszę jako lingwistka. Wierzę, że chociaż u kilku osób słownik języka polskiego w wersji online trafi do paska zakładek. Poza tym wróżę Ci wiele sukcesów - przede wszystkim dzięki Twojemu profesjonalizmowi, który osiągasz - oprócz kompetencji - poprzez język tekstów. Na pewno się nauczyłaś, że zawsze komuś nie będzie pasowało. Niech czyta inne strony. Ty się masz czuć dobrze z tym, co robisz.

    Dobrze, że jesteś!

    Pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo dojrzały tekst. Dla mnie problemy skórne to dodatek do wszystkiego, co powinno się zmienić, aby moje życie stało się idealne - wagi, kształtu policzków, struktury włosów, znajomości języków, zawartości szafy... Zaczęłam budzić się kilka miesięcy temu, bo chwilowa euforia po spełnieniu jednego z "warunków" bardzo łatwo przeistaczała się w stan niemal depresyjny, gdy poczucie stabilności burzyła mi zjedzona w pośpiechu paczka chipsów lub niepochlebny komentarz, a czasem tylko spojrzenie koleżanki z pracy. Nadal szukam równowagi i chyba zaczynam rozumieć, że w moim wypadku najlepszą metodą na osiągnięcie harmonii będzie rezygnacja z realizowania wszystkich tych "powinnam". Ale wciąż, podejmując temat, trzęsą mi się ręce.

    OdpowiedzUsuń
  22. No to jak to jest, że nic nie musisz, a tak usilnie starasz się wszystkim wokół udowodnić swoją wartość. Słuchaj, gdybyśmy jej nie widzieli, to byśmy nie czytali Twoich wypocin. Naprawdę jesteś zdolną dziewczyną, od której tłumy mogą się uczyć, bo jesteś też na tyle miła, że dzielisz się swoją wiedzą. Nawet jeśli ciężko się przebić przez ten słowotok naukowego nuworysza, któremu wpadł słownik wyrazów bliskoznacznych w ręce ;) Życzę więc zdrowego dystansu do siebie.

    OdpowiedzUsuń

Super, że jesteś! 👍👍👍

Jeśli temat Cię zainteresował, chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, a może potrzebujesz pomocy - możesz udzielać się w komentarzach, z chęcią wysłucham Twoich przemyśleń, postaram się pomóc na miarę moich doświadczeń i zasobów wiedzy.

Jeśli wymagasz kompleksowej pomocy i nie radzisz sobie z nadmiarem informacji - warto skorzystać z moich usług: mini-porady, czy też prywatnej konsultacji. Nie udzielam rozbudowanych informacji w sposób bezpłatny, komentarze wyczerpujące, długie, kwalifikują się już do starania się od prywatne rozpatrzenie poprzez drogę e-mailową: mademoiselleeve@wp.pl!

Proszę o niereklamowanie się na moim blogu. Reklama w tym miejscu jest płatna oraz stosownie oznaczana, a każdy przejaw pseudo autoreklamy będzie skrupulatnie moderowany. Artykuły sponsorowane na moim blogu mają dokładne oznaczenia - jeżeli taka informacja nie znajduje się na końcu artykułu, produkty, testy kosmetyków, zdjęcia oraz opracowanie tekstu pochłonęło jedynie moje własne środki finansowe.

Proszę o jednocześnie zachowanie kultury osobistej, wszelkie przejawy agresji, braku ogłady i szacunku będą beznamiętnie przeze mnie usuwane.

Dziękuję za uwagę :)

Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger