I tak, i nie. Grapessed butter mógłby być idealnym kosmetykiem do oczyszczania dwuetapowego, a nawet jedno fazowego, ale brakuje mu tylko jednego składnika - dobrego emulgatora. To jedyny kosmetyk, który nie odwadnia i nie przesusza mojej skóry podczas dwuetapowego oczyszczania, ale zapewnia także czystą skórę, ograniczając się wyłącznie do masełka Antipodes. Ale, no właśnie, bez emulgatora nie jest już tak cudownie. Producent także o tym nie pomyślał, muszę więc ocenić działanie pojedynczego produktu, takiego, jaki skrywa się w ślicznym, tekturowym i eleganckim kartoniku. Ale i tak wspomnę o tym jak działa z emulgatorem, zasługuje na to.
Zacznę od samego wyglądu, ogólnych doznań dotykowych i jak na markę Antipodes przystało - pobudzenia mojego zmysłu powonienia. Producent nie idzie na kompromis. Naturalne kosmetyki nie muszą być trudne w obsłudze i liczyć na taryfę ulgową, bo są naturalne, nie śmierdzą i nie sprawiają kłopotów, nie są specyficzne w złym tego słowa znaczeniu. Są niezwykle przyjemne, delikatne, łagodne i bajecznie proste w obsłudze. Nie wymagają dłuższego czasu stosowania, aby zauważyć choć minimalne efekty - Antipodes wychodzi naprzeciw syntetycznym odpowiednikom, i cóż, są nie lada konkurencją. Bo faktycznie odzyskuję dzięki nim wiarę w naturalne surowce i ich tajemną moc działania.
Grapessed prezentuje się ślicznie. Na ten moment zużyłam już ponad 75% całości i żałuję, iż nie mogę pokazać, jak cudownie wygląda świeżo po otwarciu - delikatna, masełkowa, żółta konsystencja, przypominająca do złudzenia złoty miód polskich lasów i zatopiony w nim, niczym drobne kwiecie łąk, wosk pszczeli. Przy dotyku masełko topnieje pod palcami, wbrew pozorom nie jest toporne w konsystencji, a bardzo gładkie, przyjemne, lekko silikonowe. Muszę tutaj znacznie rozwinąć swoje zmysły, bo moim zdaniem, doznania towarzyszące stosowaniu Grapeseed Butter to najważniejszy powód, dla którego warto go zakupić.
To niebywała przyjemność stosowania. Olejki myjące stosuję od wielu lat, w zasadzie, mogłabym powiedzieć, że niewiele rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć, zwłaszcza w produktach do oczyszczania dwuetapowego, zawierających znaczną lub też całkowitą objętość fazy tłuszczowej. Prześwietlam je niemal na wylot. Ale bardzo pomyliłam się odnośnie masła Antipodes, może dlatego aż tak je polubiłam. Lubię być zaskakiwana, pozytywnie rzecz jasna. Pod nazwą masło, w mojej głowie wywindują głównie niezbyt przyjemne skojarzenia - maślany, tłusty, toporny, ślizgający się. Długo wahałam się nad zakupem, ale postanowiłam odłożyć uprzedzenia na później. Antipodes ma niespotykaną konsystencję. Na tyle przyjemną, iż oczyszczanie fazą tłuszczową bezceremonialnie przeciągam, zdając sobie sprawę, że moja cera raczej kręci nosem na długie masaże olejami, nawet jeśli obchodzę się z nią delikatnie. Konsystencja topnieje pod wpływem ciepła palców, przy rozgrzaniu masła w dłoniach, staje się jednolita, gładka i błyszcząca. Nie pamiętam, gdy nałożenie tak ogromnej ilości fazy tłuszczowej sprawiało mi aż tyle uciechy i przy tym pozwoliło wyzbyć się stresu. To zupełnie coś innego od olejków myjących, które są ekonomiczne i nie pozwalały mi na zakup droższego produktu, który działa na podobnej, a nawet tej samej zasadzie. Zatem ja, sknera, ale rozsądna, powiadam, ze zdecydowanie warto na ten elegancki słoiczek wydać jak na nasze warunki sporą kwotę.
I nie byle jaki słoiczek. Porządnie wykonany, elegancki, z gładkimi wykończeniami. Prezentuje się wyjątkowo pięknie z charakterystyczną dla Antipodes szatą graficzną utrzymaną w zieleni.
I nie byle jaki słoiczek. Porządnie wykonany, elegancki, z gładkimi wykończeniami. Prezentuje się wyjątkowo pięknie z charakterystyczną dla Antipodes szatą graficzną utrzymaną w zieleni.
No bo przecież tłuszcz ma rozpuścić zanieczyszczenia, trafia do odpływu i koniec. A gdzie czas na przyjemność, relaks i chwilę dla siebie? Trochę zmieniłam swoje podejście do pewnych kwestii i choć nadal myślę rozsądnie i podejmuję rozważne decyzje, w dobre jakościowo kosmetyki warto inwestować. Dla siebie, dla własnej skóry, ale i umysłu. Delikatna i lekko podgrzana zawartość, nałożona za pomocą szpatułki zatraca zbitą i stałą konsystencję, w kontakcie ze skórą rozprowadza się jak marzenie. Nie potrafię dokładnie opisać tego co dzieje się z moją skórą, ale natychmiast przestaje być ściągnięta, zestresowana, naprężona, wraz z rozprowadzeniem Grapessed Butter, natychmiast żegna wszelkie smutki, stresy i wybacza mi nawet najgorsze traktowanie, jakie mogłam jej zafundować w ciągu dnia. Dla mnie to magia. Rozprowadza się bardzo gładko, nie zostawiając delikatnej powłoczki miedzy skórą, a tłuszczem, dając doskonały poślizg (czuję swoją skórę, a nie olej, jak w olejkach myjących) - nie jest on tępy, łączy się ze skórą - to z pewnością zasługa olejów bogatych w tłuszcze nasycone, dzięki temu nie ślizga się w palcach i owego tłuszczu nie można wyczuć, jak np. w olejkach myjących, które są bardziej rzadkie i przelewają się miedzy palcami. Stosując masło Antipodes nie masz uczucia nakładania na skórę ani oleju, ani tym bardziej tłustego, lepkiego kremu, uogólniając, obcej cieczy i tłuszczu niezgodnego z ludzką skórą - to bardzo przyjemny, gładki, tłuszczowy poślizg, który doskonale wchodzi w pory i je oczyszcza, ale pozwala wykonać także dogłębny, przyjemny, pobudzający masaż (dzięki specyficznej konsystencji bardzo przylega do skóry), ale bez nieopanowanego tańca dłoni po twarzy. Oliwki i oleje nienasycone mimo że są lekkie, nie dają tak wspaniałych przeżyć podczas masażu jak tłuszcze nasycone, które są bardziej komfortowe w zastosowaniu i bardziej podatne na ruchy. Masełkowata konsystencja jest więc strzałem w dziesiątkę, przyznam, że odpowiada mi znacznie bardziej od tradycyjnych olejków, dlatego mogę przymknąć oko na brak emulgatora i zakupić go we własnym zakresie.
Kosmetyk posiada także niezwykle przyjemny zapach i jak zawsze mam problem z jego dokładnym opisem. Jest nietuzinkowy, na szczęście nie egzotyczny, bardzo delikatny, lekko ziołowy, ale nie pachnie chwastami i porastającym zielskiem, ale polnymi kwiatami z nutą świeżej, zataczającej chwiejne ósemki w podmuchach ciepłego wiatru aromatycznej lawendy. Nie jest to zapach polskich łąk, ale na tyle przyjemny i łagodny w swej naturze, by koić umysł i pobudzać zmysły. Za to cenię Antipodes - naturalne kosmetyki mogą być tak samo, a nawet bardziej przyjemne w stosowaniu niż chemiczne syntetyki.
Masełko bardzo dobrze łączy się ze skórą, jak już wspomniałam, niemal scala się z naskórkiem i pozwala zgrabnie przesuwać dłońmi po twarzy, nie tworząc tłustej izolacji, dzięki temu rozpuści nawet najbardziej trwały makijaż wykonany na filtrach przeciwsłonecznych. Zmyje każdy tusz, najbardziej trwałą, wżerającą się w usta szminkę i ręczę, że zrobi to z każdym produktem, którego nie możesz dokładnie usunąć, stosując tradycyjne żele. Ale...
nie zawiera tych cholernych emulgatorów. I to jest najsłabszy punkt programu, co z tego, że wspaniale łączy się z zabrudzeniami, rozluźnia skórę i rozpieszcza ją na każdym kroku, jeśli ta tłusta, obciążająca warstewka nie da się dokładnie spłukać bez dodatku emulgatorów? Nawet przy użyciu ciepła, szmatek, silikonowych akcesoriów. Zawsze zostawia niekomfortową powłoczkę. Jeśli chcesz czerpać maksimum przyjemności, to tylko z zakupionym emulgatorem, wypróbowałam wiele wariantów i mieszanie na szybko z SLP w proporcji 1:1 sprawdza się wybornie, a masełko nie traci swoich właściwości, mam wrażenie, że tylko zyskuje. Minus, z którym należy się pogodzić, a może nawet i zaprzyjaźnić jest taki, iż tłuszcze nasycone należy usunąć za pomocą ciepłej wody, ponieważ za bardzo wchodzą w pory i za bardzo trzymają się skóry. W moim odczuciu nie jest to powód do obaw, jeśli nie masz skłonności do rumienia i nie borykasz się z usianymi jak makiem, po całej skórze stanami zapalnymi, które pod wpływem ciepła tworzą obrzęk i mogą pękać. Dzięki zastosowaniu ciepła i emulgatora, Grapessed tworzy delikatną emulsję i usuwa się bez żadnych problemów z powierzchni naskórka i nawet najgłębiej położonych, głębokich kanalików, dając w efekcie idealnie czystą skórę, której nie trzeba niczym innym doczyszczać. Potrzeba 'domycia' pojawia się na skutek niedokładnego spłukiwania zemulgowanego masła, lub też zastosowaniem chłodnej wody, która utrudnia wytworzenie emulsji, zwłaszcza gdy olej tkwi głęboko w porach.
Punktem kulminacyjnym jest stan skóry po oczyszczeniu. Dzięki treściwej, masełkowatej, otulającej i delikatnej tłuszczowej warstewce, nawet domywanie łagodnymi detergentami nie wysusza naskórka, co więcej, przy dokładnym wypłukaniu zemulgowanego oleju jest niepotrzebnym balastem. Cera jest dokładne oczyszczona, delikatnie zaróżowiona pod wpływem ciepła, pory nie rozkraczają się na cztery strony świata, ponieważ są bardzo dokładnie oczyszczone i nawet chwilowe użycie ciepła nie sprzyja ich poszerzaniu, ponieważ są idealnie czyste, a wszystkie brudy dnia codziennego zostały z powodzeniem usunięte, czego nie zrobi delikatny żel i przeprowadzane tortury obracającą się, włochatą szczoteczką. Najważniejsze, oprócz dokładnego oczyszczenia (myślę, że warto podkreślić na jak zaskakująco wysokim poziomie, eliminując potrzebę poprawek w oczyszczaniu dwuetapowym) jest związany z tym brak jakiegokolwiek przesuszenia. Nieważne, czy pozostawiam skórę samą sobie po zastosowaniu masła, czy też domywam ją w jakiś łagodny sposób. Nul. Zero. to główny powód, dla którego kupię Grapessed Butter ponownie - nie nadwyręża mojej skóry, zapewnia mi doskonałe oczyszczenie, ale nie naraża na wysuszenie związane z dwuetapowym oczyszczaniem, co uskuteczniały olejki myjące. Myślę, że u nie jednego z Was zapoznanie się z Grapessed może okazać się wspaniałą przygodą.
Nie sposób wspomnieć o całkowitej naturalności masła, nie zawiera ono żadnych dodatków pochodzenia chemicznego i syntetycznego, bazuje tylko i wyłącznie na bogatych w składniki odżywcze surowcach naturalnych, miedzy innymi olejku z lawendy i rumianu rzymskiego (niebieskiego, posiada najwięcej właściwości leczniczych) ekstrakt z hibiskusa i winogron, czy olej kokosowy, lniany i wiesiołka dwuletniego. Grapessed to nie lada gratka dla osób decydujących się na kosmetyki naturalne z prawdziwego zdarzenia - Antipodes stawia na najwyższą jakość i taką też oferuje klientowi, począwszy od strony percepcyjnej, aż po właściwości pielęgnacyjne.
INCI: Oleo europea (olive) oil, butyrospermum parkii (shea) butter, cera alba (beeswax), linum usitatissimum (harekeke flax) oil cocos nucifera coconut) oil, oenothera blennis (evening primrose)oil, aqua (water), silica, lavendula oddicinalis (lavender) oil, theobrroma cocao butter, vitis vinifera (vinanza grape grapeseed) extract, tocopherol (vitamin E), matricaria chamomilla (blue chamomile flower) extract, hibiscus abdarifa (hibiscus flower) extract, naticide
INCI: Oleo europea (olive) oil, butyrospermum parkii (shea) butter, cera alba (beeswax), linum usitatissimum (harekeke flax) oil cocos nucifera coconut) oil, oenothera blennis (evening primrose)oil, aqua (water), silica, lavendula oddicinalis (lavender) oil, theobrroma cocao butter, vitis vinifera (vinanza grape grapeseed) extract, tocopherol (vitamin E), matricaria chamomilla (blue chamomile flower) extract, hibiscus abdarifa (hibiscus flower) extract, naticide
Dla kogo jest zatem Grapessed Butter? Z pewnością dla osób, które lubią oczyszczać skórę dwuetapowo, nie kręcą nosem na naturalne oleje i masaż nie staje się zagrożeniem dla skóry. Dla wszystkich, którzy chcą się zrelaksować i pobudzić zmysły, a także wielbicieli nietuzinkowych, bardzo wysokiej jakości kosmetyków organicznych. To także wspaniały produkt dla wszystkich porzucających metodę dwóch faz ze względu na odwodnienie, ale też i niemiłe wspomnienia z olejkami myjącymi. Choć cena może wydawać się wysoka, bardzo wysoka wydajność, niezwykły komfort stosowania i oczywiście zastosowanie surowców najwyższej jakości, w pełni broni regularnej kwoty, która często podlega zniżkom.
Cena regularna: 75 g/ 140-120 złotych
Artykuł nie jest sponsorowany.
Artykuł nie jest sponsorowany.
Pozdrawiam,
Ewa