13:20

GFF (GALACTOMYCES FERMENTATION FILTRATE) | BENTON FERMENTATION, MANYO FACTORY

Wymagająca skóra, potrzebuje równie wymagającej pielęgnacji. Ponure, choć prawdziwe historie zniszczonej skóry przez konwencjonalne, nieprzemyślane terapie, których skutków niepożądanych nie potrafią w zdecydowanej większości przewidywać dermatolodzy, bardzo często są rozgrywającą się osobistą tragedią dla wielu osób, które od wielu lat próbują zażegnać trądzik - okazuje się, że po wyczerpaniu puli leków, większość kosmetyków i związków aktywnych staje się stanowczo za agresywna, choć jednocześnie nieskuteczna, a silnie pobudzony i skrajnie odwodniony ze zniszczoną doszczętnie mikroflorą skórną oraz barierą hydro-lipidową naskórek, reaguje pobudliwie nawet na składniki, które są powszechnie uznawane za potencjalnie bezpieczne. Niestety, takich historii jest coraz więcej. Lekarz rozkłada ręce, ucieka od odpowiedzialności, a pacjent zostaje pozostawiony sam sobie - bez pomysłu, bez nadziei, i bez wsparcia. 

 A MOŻE GFF?

Biofermentowane wyciągi są substancjami naturalnymi, będącymi często produktem ubocznym celowanej fermentacji. Stosowane w kosmetyce są pozyskiwane w labolatoryjnych, kontrolowanych warunkach, gdzie również poddawane są naturalnym mechanizmom fermentacyjnym. Procesy zazwyczaj odbywają się poprzez fermentację alkoholową, gdzie podpuszczką są drożdże.

Dzięki fermentacji, naturalne otoczki związków aktywnych zostają rozłożone przez probiotyczne szczepy, biofermenty są zatem zdecydowanie lepiej przyswajalne, aktywne oraz zwielokrotniają swoje wartości odżywcze: między innymi wzrasta zawartość mikroelementów, witamin, związków aktywnych, są również lepiej tolerowane przez ludzką skórę, nawet w wysokim stężeniu praktycznie nie wywołują podrażnień.

Warstwa rogowa naskórka składa się końcowo z keratynocytów, które są zasadniczą barierą przed czynnikami środowiskowymi, oczywiste jest zatem, że regularne, nieumiarkowane, agresywne złuszczanie naskórka powoduje po pewnym czasie toksyczne, prozapalne reakcje. Biofermenty działają w zupełnie odwrotny sposób do substancji silnie złuszczających, choć również regulują hiperkeratozę i hamują stan zapalny, mają zupełnie inny mechanizm działania: efekt oczyszczający i regulujący jest wynikiem normalizacji procesów zachodzących w komórkach naskórka - nie uszkadzają bariery hydro-lipidowej, nie zaburzają naturalnej mikroflory oraz nie wyjaławiają skóry. Mogą być stosowane długotrwale, bez ryzyka pojawienia się efektów niepożądanych.

GFF jest produktem ubocznym sfermentowanego sake. Obszar działania GFF jak na substancję aktywną stosowaną zewnętrznie jest wysoki - badania kliniczne potwierdzają skuteczność filtratu nawet na skórę właściwą, co jest niemożliwe przy stosowaniu standaryzowanych ekstraktów roślinnych oraz większości związków aktywnych.

Podczas regularnego, sumiennego stosowania Galactomyces Fermentation Filtrate możesz zauważyć:
  • wzrost nawilżenia, lepsze nawodnienie i odżywienie skóry, 
  • odczuwalne wygładzenie,
  • wzrost elastyczności i napięcia, 
  • rozjaśnienie świeżych przebarwień potrądzikowych oraz tych, które zdążyły się już utrwalić,
  • obkurczenie, zwężenie i oczyszczenie porów, 
  • znaczna redukcja stanów zapalnych,
  • zminimalizowanie występowania trądziku toksycznego, polekowego, 
  • ograniczenie rogowacenia, 
  • działanie kojące i uspokajające, 
  • zauważalna poprawa procesów regeneracyjnych skóry, między innymi mniejsza tendencja do powstawania blizn, 
  • działanie antyoksydacyjne, według badań GFF jest antagonistą deksametazonu, przyznam, że jestem ciekawa jego działania doustnego, może być pomocny przy leczeniu hiperkortyzolemii, insulinooporności i stanów przedcukrzycowych oraz hiperprolaktynemii czynnościowej, które są wynikiem oksydacyjnego, długotrwałego działania stresu, 
  • sprawdza się w pielęgnacji nawet ekstremalnie wrażliwej, pobudzonej skóry, 

GFF może okazać się zatem idealną substancją dla pacjentów tak zwanego ostatniego rzutu, gdy zawiodło konwencjonalne leczenie lub też skóra stała się silne pobudliwa, nadreaktywna, nadwrażliwa i negatywnie reaguje na substancje o działaniu złuszczającym i regulującym.

To również świetna substancja czynna do trzymania na stabilnym poziomie unormowanego trądziku, niewymagającego stosowania inwazyjnych metod. GFF jestem zatem rozwiązaniem i dla osób z  cerą problematyczną, które leczą się dermatologicznie (GFF zmniejszy skutki niepożądane kuracji oraz poprawi regenerację skóry i zmniejszy tendencję do tworzenia się blizn), odrzucających leczenie konwencjonalne, pacjentów z trądzikiem różowatym, łojotokowym zapaleniem skóry, łuszczycą, infekcjami bakteryjno-grzybiczymi na poziomie mieszków przywłosowych, ale i niemających żadnych problemów ze skórą - filtrat świetnie nawilża, odżywia i rozjaśnia naskórek.

W zasadzie, niezależnie od tego, z jakim problemem się borykasz, jaki posiadasz typ skóry i rodzaj cery, nic nie stoi na przeszkodzie (oprócz alergii na grzyby i pleśnie), aby włączyć do pielęgnacji dobry preparat bazujący na filtracie z grzybów Galactomyces. Musisz jedynie mieć na uwadze, że esencje/serum są kosmetykami bazującymi na wodzie, zatem ich regularne stosowanie w niewłaściwym zestawieniu pielęgnacyjnym lub na typie cery skrajnie odwodnionym może nasilać stan suchości i w konsekwencji rozregulowywać naskórek.

Filtrat może wspomagać leczenie, ale równie dobrze może je zastąpić, jeśli Twoje problemy z cerą nie są mocno nasilone.

SERIA FERMENTATION BY BENTON 

Fermentation to zasłużenie najbardziej popularna i pomyślna  (również i łatwo dostępna w Polsce, dzięki Skin79) linia marki Benton. Oprócz precyzyjnie i skrupulatnie skomponowanych składników, polityka firmy produkuje kosmetyki zawsze na polecenie dystrybutora, co wyjaśnia dość długi czas oczekiwania na ich dostawę. Warto jednak poczekać i jest to ogromny plus dla marki, zwłaszcza, że świeżość kosmetyków w przypadku biofermentów wpływa bezpośrednio na ich końcową efektywność działania.

Linia Fermentation to dwa, wyjątkowe produkty w bardzo prostej oprawie: lekka esencja oraz krem pod oczy, które posiadają świetne walory wiążące wodę, ale są to raczej produkty skierowane do pielęgnacji cery typowo tłustej lub wymagającej bardzo niewiele okluzji w pielęgnacji. Może to jednak pozostać kwestią umiejętnego wplecenia produktów w pielęgnację innego typu i rodzaju cery, ale wówczas kosmetyki z serii Fermentation nie powinny być ostatnim krokiem w pielęgnacji.

Przewodnim składnikiem, będącym jednocześnie bazą produktów jest filtrat z drożdży Galactomyces, ale oprócz niego, na liście ingredientów znajdziemy dodatkowe składniki o działaniu kojącym, łagodzącym, gojącym i rozjaśniającym (ekstrakt z aloesu, ekstrakt z.pulsatilla koreana, malwy różowej, ekstrakt z owoców sanscho, wyciąg z porostu islandzkiego, panthenol, alantoina, beta-glukan, ceramidy, czy oligopeptydy). Cieszy mnie to, że efekty regularnego stosowania produktów są faktycznym urzeczywistnieniem obietnic producenta i kosmetyki doskonale sprawdzają się w pielęgnacji skóry trudnej - nadwrażliwej, nadpobudliwej, skrajnie zmienionej zapalnie.

Produkty Benton pozbawione są zapachu. Mają bardzo lekkie formuły, które świetnie współpracują z wymagającymi, podatnymi na zanieczyszczanie się typami cery. Pod względem walorów użytkowych przypadną do gustu szczególnie mężczyznom.


ESENCJA

Bardzo lekka, wodnista, przelewająca się między palcami, co nie do końca mi odpowiada. Nie nakłada się jej luksusowo, to znaczy: przyjemnie i aksamitnie, nie czuć w niej koncentracji dobroczynnych składników, które widnieją w składzie, dlatego też pierwsze zderzenie z konsystencją esencji to pewien rodzaj rozczarowania. Z takimi produktami nie pracuje się łatwo, a jeszcze trudniej jest je umiejętnie włączyć w pielęgnację, zwłaszcza gdy skóra ma tendencję do wysuszania.

Po wklepaniu w skórę nie wchłania się całkowicie, zostawia lekką, choć wyczuwalną w przyjemny sposób warstewkę, która na typach cery, które nie wymagają zastosowania okluzji, wystarczająco zabezpieczy ją przed odwodnieniem, ale sytuacja będzie zupełnie odwrotna, gdy zapotrzebowanie na emolienty jest wyższe. Produkt nałożony w zbyt dużej ilości może nieprzyjemnie lepić się, a niestety konsystencja produktu nie pozwala na dozowanie właściwej, jednorazowej porcji.

Jest to jednak w pewnym stopniu atut esencji. Łagodny woal bardzo dobrze przygotowuje skórę pod makijaż kremowy. Pigmenty doskonale trzymają się skóry, kremowa formuła jedwabiście i delikatnie chwyta się cery, podkład ma mniejszą tendencję do osiadania w niedoskonałościach i ich nieestetycznego podkreślania, trwałość wykończonego makijażu również znacząco wzrasta. Aplikowana pod kosmetyki mineralne może okazać się stanowczo zbyt lekka, zwłaszcza teraz, gdy zapotrzebowanie na okluzję wzrasta i mimowolnie, sama konsystencja sypkich produktów nasila ucieczkę wody z naskórka.

Moja skóra nie lubi przeładowanej pielęgnacji, a dodatkowo bardzo szybko obserwuję u siebie wzmożony łojotok pod wpływem stosowania kosmetyków, które odwadniają powierzchowne warstwy skóry - o ile Benton na moim typie cery zachowuje się świetnie stosowany w połączeniu z kremem z tej samej serii, o tyle samodzielnie prowadzi do rozregulowania mojego naskórka, choć bardzo pozytywnie wspominam jego stosowanie na przykład latem, gdy moja cera nie przepada za okluzją i tak lekkie konsystencje są odzwierciedleniem potrzeb mojej skóry. Aktualnie rzadko kiedy zdarzają się dni, gdy mogę ograniczyć się tylko i wyłącznie do esencji Benton.

Lekkość tej formuły okaże się zatem mocną stroną dla typów cery, które walczą z nadmiernym łojotokiem o charakterze wewnętrznym lub mają świetnie zbilansowaną pielęgnację i są w stanie przeznaczyć specjalne miejsce dla esencji Benton w swoim rytuale pielęgnacyjnym. Osobiście dążę do zredukowania ilości nakładanych kosmetyków, dlatego też nie uważam, aby był to kosmetyk, który sprawdzi się w minimalistycznym, prostym postępowaniu.

Niezadowolenie z działania esencji Benton niewątpliwie odnotują wszystkie osoby dla których okaże się zdecydowanie za lekka, nie posiada ona bowiem żadnych substancji powlekających, a zarówno filtrat, jak i większość substancji dodatkowych, to związki wiążące wodę, zresztą, sama formuła jest wyjątkowo wodnista i dość szybko wysycha. Oczywiście można zmodyfikować jej działanie: rozcieńczać nią kremy, lotiony, emulsje, które okazują się zbyt treściwe stosowane samodzielnie. Esencja wspaniale zwiększy ich walory nawilżające i zacznie zupełnie inaczej zachowywać się na skórze.

Domniemana mizerność działania produktu Benton zapewne leży w formule - w końcu to woda i nie każdy typ skóry zaakceptuje taką formę produktu pielęgnacyjnego. Ta grupa osób, którym konsystencja przypadnie do gustu, zauważą bardzo szybko zwężenie porów, uspokojenie stanu zapalnego, redukcję łojotoku, widoczne rozjaśnienie skóry oraz wzrost elastyczności naskórka. Muszę przyznać, że byłam zachwycona jej działaniem porą letnią, ponieważ zredukowała problem zapalenia mieszków włosowych do zera, niesamowicie uspokoiła moją cerę, a dodatkowo struktura i faktura skóry uległa ogromnej poprawie (niestety w lipcu na mojej skórze zaczęły pojawiać się blizny zanikowe). Czar jednak prysł jesienią, gdy produkty bazujące na wodzie nie są najlepszym rozwiązaniem nawet dla typów błyskawicznie zanieczyszczających się, jeśli jednocześnie skóra w okamgnieniu traci wodę. Oczywiście jest na to rozwiązanie, ale nie każdy jest skłonny zakupić pełen zestaw Fermentation.

Produkt jak najbardziej może nasilać łojotok, rozszerzać pory, nasilać rogowacenie, sprzyjać zanieczyszczaniu się cery oraz wywoływać pieczenie, swędzenie i podrażnienia. Nie jest to jednak winą składu, a samej formulacji, która najprościej to ujmując: wysusza. Te wszystkie objawy o których napisałam są oznaką odwodnienia skóry. Zanim postanowiłam opublikować dzisiejszą recenzję, bardzo dobrze zapoznałam się z opiniami innych osób użytkujących esencję i okazało się, że wszystkie osoby, do których opinii dałam radę dotrzeć, nawet nie założyły, że używają tego produktu źle i tak lekka forma produktu nie jest odpowiednia do stanu nawodnienia ich naskórka. Potraktowałabym zatem gorzkie słowa niektórych osób z lekkim przymrużeniem oka. Na rynku jest niewiele produktów z tak dobrą listą składników, tak świetnym podejściem producenta do produkcji własnych kosmetyków i dodatkowo naprawdę przynoszących efekty, nie tylko przy dłuższym stosowaniu - niektóre efekty można zauważyć zaledwie po kilku dniach.

Kosmetyk pomimo aktywnego składu, nie wywołuje podrażnień i zaczerwienień, jego aplikacja nie jest powiązana również z występowaniem przejściowego uczucia ciepła. Odczuwalnie koi, uspokaja, łagodzi.

Obserwacje: w przeciągu dwóch pierwszych tygodni użytkowania esencji Benton, moja cera zauważalnie (i nie tylko przeze mnie, choć akurat w tym przypadku ja jestem bardziej krytyczna) stała się jaśniejsza i lepiej nawodniona oraz zmniejszyła się tendencja do rogowacenia, produktu używam prawie pół roku i w tym czasie całkowicie do zera zredukowałam problem zapalenia mieszków włosowych. Przebarwienia pozapalne znacznie pojaśniały, a zaznaczę, że na moim typie i rodzaju skóry wchłaniają się strasznie opornie. Nie mam problemów z rozszerzonymi porami, ale sama esencja ich nie poszerzyła i nie sprzyjała ich zanieczyszczaniu, oczywiście o ile tak lekka formuła sprawdzała się stosowana samodzielnie. Pomimo stosowania retinoidów, nie występuje u mnie problem nadmiernej reaktywności skóry - żongluję kosmetykami do makijażu, ostatnio dosyć często zmieniam produkty do oczyszczania skóry, wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić, wiedziałam czym się to skończy. W dotyku skóra jest dosłownie jak aksamit: niesamowicie gładka i przyjemna. Dzięki systematycznemu stosowaniu esencji widzę ogromną poprawę w kondycji skóry, a zazwyczaj mam problem z kosmetykami, które są tak łatwo dostępne.

Cena: około 130 zł /100 ml. Opakowanie proste, minimalistycznie, sprawnie działające. Kosmetyk bardzo wydajny. Wart zakupu, jeśli nie będę mieć dostępu do Manyo Factory, sięgnę po propozycję marki Benton.

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Water, Glycerin, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Adenosine, Sodium Hyaluronate, rh-Oligopeptid-1, Ceramide NP, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Betaine, Panthenol, Allantoin, Althaea Rosea Flower Extract, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Arginine, Xanthan Gum.

KREM POD OCZY.

Fantastyczny. Nie tylko do stosowania pod oczy, ale i na całą twarz.

Pomimo treściwej (i jednocześnie lekkiej) konsystencji, która świetnie zabezpiecza skórę przed wysuszeniem, doskonale się rozprowadza oraz wchłania, nie jest ciężki. Nie jest aż nadto wysychający, pozostawia bardzo komfortową, pożądaną warstwę, ale z pewnością zbyt łagodną dla skóry, która wymaga codziennej, w zwiększonej dawce w okluzji. Nie tłuści się, nie klei, nie warzy, nie oblepia nadmiernie skóry i nie tworzy niczego dziwnego po jakimś czasie, ale chroni i koi. Jego konsystencja świetnie współpracuje z odwodnioną skórą, to jeden z niewielu produktów, który daje efekt zmiękczenia.

Moje okolice pod oczami nie są wymagające, rzadko kiedy stosuję pod nie specjalny krem. Mimo wszystko zdarza się, że aplikuję właśnie tam Fermentation Eye Cream i widzę poprawę - mam więcej rzeczy do zrobienia niż czasu, brakuje mi właściwej ilości snu, a pomimo tego moje okolice oczu nie zdradzają przewlekłego, trwającego już od kilku miesięcy przemęczenia. To świetny produkt dla skóry, która widocznie zaczyna tracić elastyczność, pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne i trzeba zacząć jakoś działać, ale nie ma jeszcze tragedii i skóra nie piszczy z wysuszenia. Wątpię, aby przyniósł super efekty na skórze bardzo wymagającej i dojrzałej, która wymaga jednak treściwszej formuły, ale to jedna z lepszych propozycji dla osób, które nie są zadowolone z działania większości kremów pod oczy bo są albo za tłuste, albo nie robią kompletnie nic w kierunku nawilżenia.

Przynosi natychmiastową ulgę - skóra jest zmiękczona, łagodnie powleczona, ale później krem stopniowo, sukcesywnie wtapia się w skórę. Nie pozostawia mokrego, brzydkiego wykończenia, jest bardzo lekki w noszeniu, nie przeszkadza mi jego obecność, a uwierz mi, że jest masa takich mazideł. Zachowuje się na skórze bardzo subtelnie, mimo że nawilżenie i zmiękczenie jakie zapewnia, nie jest równoznaczne z cięższą formułą.

Z powyższych względów Fermentation Eye Cream stosuję z powodzeniem na całą twarz, nie tylko w rejonie ocznym. Skóra po jego zastosowaniu wygląda o wiele lepiej, ale używam go zgodnie z własnym zapotrzebowaniem na okluzję i zazwyczaj nie dzieje się to często, a jeśli już, to sporadycznie w wieczornej pielęgnacji. Stosowany z umiarem jest bardzo dobrze przyjmowany przez skórę - na mojej tłustej i niezwykle kapryśnej skórze nie spowodował nagłego pogorszenia, napadowego łojotoku, nieprzewidzianego nalotu zmian trądzikowych, a przekonałam się dość boleśnie, że niestety istnieją takie produkty, które potrafią robić takie rzeczy nawet w ciągu jednego, niepełnego dnia. Tak, tak, nie trzeba nawet czekać kilku dni, aby nie poznawać siebie w lustrze. Bardzo lubię go łączyć z esencją Manyo Factory albo stosować jak mocniejsze zabezpieczenie, wówczas traktuję krem jak oddzielny krok po zaaplikowaniu wodnistego serum.

Myślę, że może być bardzo pomocny w likwidacji zmarszczek, które wynikają z odwodnienia skóry. Przyniesie również ulgę skórze podrażnionej, wysuszonej, nadwrażliwej. Z drugiej strony może nie sprawdzić się na typach cery potrzebujących więcej okluzji - odradzam go typowej cerze suchej oraz bardzo szybko wysychającej.

Krem jest bardzo wydajny, nie lubi być aplikowany w za dużej ilości. Poza tym ma świetne, poręczne opakowanie oraz absolutnie genialną, zwężaną końcówkę aplikującą.

Obserwacje: Skóra podczas stosowania Fermentation Eye Cream uległa zdecydowanej poprawie pod względem nawilżenia, ponadto, krem waloryzuje działanie esencji. Mimo gęstej, treściwej formuły, krem świetnie zachowuje się nawet na tłustej skórze i bardzo chciałabym, aby dedykowane mojemu rodzajowi, umieszczę tę frazę w cudzysłowie, lekkie kremy przynosiły takie efekty i uczucie podczas aplikacji - delikatnie otula, zmiękcza, nie rozsadza porów oraz nie generuje nadmiernego łojotoku. Pozostawia delikatniutką warstewkę, która normalizuje pracę gruczołów łojowych i faktycznie daje efekt nawilżenia, nawodnienia i łagodnego, komfortowego natłuszczenia.

Cena: 130 zł/100 ml

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Butylene Glycol, Caprylic /Capric Triglyceride, Glycerin, Cetostearyl Alcohol, Cetyl Ethylhexanoate, Water, Macadamia Temifolia Seed Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Pentylene Glycol, rh-Oligopeptide-1, Ceramide NP, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Adenosine, Allantoin, Althaea Rosea Root Extract, Betaine, Panthenol, Beta-Glucan, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arginine, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Sorbitan Stearate.

MANYO FACTORY GALACTOMYCES NIACIN SPECIAL TREATMENT ESSENCE 

Gdybym miała wskazać jeden kosmetyk, który spełnił moje wszystkie oczekiwania, bez zastanowienia wskazałabym esencję Manyo Factory. Nie posiada tych minusów, które wychwyciłam u konkurencji - Fermentation Benton. Formuła jest odczuwalnie bardziej treściwa, jedwabista w dotyku, aksamitna, delikatnie silikonowa. Świetnie się z nią pracuje - wystarczy niewielka ilość esencji, aby równomiernie pokryć nią skórę.

Podczas aplikacji daje uczucie muskania cery jedwabiem, natychmiast czuję rozprężenie, ukojenie i nawodnienie. Pięknie wtapia się w skórę, choć łagodnie ją otula, nic a nic, nie klei się. Nie roluje się, nie zachowuje dziwnie w połączeniu z innymi produktami. W moim odczuciu to cięższa (co dla mojej cery jest bardziej korzystne) i bardziej skondensowana forma esencji Benton - nie tylko pod względem samej konsystencji, ale i działania. Pomimo wodnej formuły, Manyo Factory jestem w stanie używać codziennie - czasami samodzielnie, czasami w połączeniu z doskonałym kremem Benton z serii fermentowanej, ale sprawdza się niezależnie od pory roku, warunków atmosferycznych, stanu mojej cery i stopnia jej nawodnienia.

Esencja oprócz zawartości filtratu z drożdży Galactomyces, zawiera dodatkowo bardzo podobne ekstrakty roślinne, które wykorzystała firma Benton (ekstrakt z owoców sansho, ekstrakt z pulsatilla koreana, malwy różowej oraz oczaru wirginijskiego), choć najbardziej zainteresowała mnie obecność niacyny, działającej silnie przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, łagodząco i kojąco, witamina B3 reguluje również aktywność gruczołów łojowych oraz doskonale rozjaśnia przebarwienia, waloryzuje zatem działanie przewodniego składnika GFF. Znajduje się w dość wysokim stężeniu, podczas wymiany e-maili otrzymałam informację, że jest jej około 5-6%.

Obawiałam się, że tak wysokie stężenie niacyny nie do końca sprawdzi się w tak lekkiej formule, ale mój niepokój zniknął, gdy zapoznałam się namacalnie z konsystencją. Esencja może jedynie podczas aplikacji na pobudzoną, rozdrażnioną skórę spowodować przejściowe uczucie ciepła. Działa intensywniej. Efekt ten jednak bardzo szybko mija. To doskonała propozycja dla osób, które szukają alternatywnych sposób regulacji skóry i chcą zupełnie zrezygnować z konwencjonalnych metod regulująco-złuszczających.

Również może okazać się za lekka dla niektórych osób, choć w porównaniu z esencją Benton jest bardziej esencjonalna i przyjemna w użytkowaniu. Warto mieć jednak na uwadze to, co zdążyłam już napisać wyżej i ewentualnie używać jej do modyfikowania zbyt ciężkich konsystencji, które nie sprawdzają się stosowane samodzielnie. Nie u każdego sprawdza się tak lekka pielęgnacja.

Nie do końca odpowiada mi forma dozowania produktu, za każdym razem obawiam się, że zniszczę opakowanie i z białą gorączką będę poszukiwać czegoś zastępczego. Nie mniej, mimo intensywnego użytkowania produktu, nic nie uległo nieprzewidzianej destrukcji. Pomimo dwukrotnie mniejszej pojemności od Fermentation Essence, wydajność kosmetyków jest na zbliżonym poziomie.

Obserwacje: Nie musiałam długo czekać, efekty pojawiły się zaledwie po kilku dniach stosowania esencji. Cera uległa natychmiastowej normalizacji - aktualnie nie mam żadnych problemów z łojotokiem. I tak minimalne pory uległy dodatkowemu zwężeniu - skóra stała się zbita, jędrna, napięta, ale w ten pozytywny sposób. Zauważyłam ogromną poprawę w kolorycie cery - GFF sam w sobie świetnie rozjaśnia przebarwienia pozapalne, ale tylko podczas stosowania Manyo Factory rozjaśnieniu uległy również niektóre zmiany już utrwalone, a także znacząco poprawił się niefortunnie najsłabszy pod względem jakości obszar na mojej twarzy - bruzdy nosowo wargowe, na które nie działało absolutnie nic. W przeciągu kilku tygodni naskórek stał się nieprzyzwoicie gładki, taki efekt przynosiła mi dotychczas tylko regularnie stosowana tretinoina, ale efekty wcale długo się nie utrzymywały i były obarczone poważnymi skutkami ubocznymi - przygasiły się wszystkie stany zapalne, rogowacenie zmniejszyło się do stanu akceptowalnego. Nie zrezygnowałam całkowicie ze stosowania Atredermu, ale aktualnie wystarcza mi aplikacja tretinoiny raz na miesiąc, gdzie wcześniej musiałam zaaplikować lek co najmniej 2-3 razy w miesiącu, aby później nie walczyć z wysypami. Niestety od pewnego czasu zauważyłam większą tendencję do powstawania bliznowców zanikowych, mimo że esencja nie wygładziła moich blizn, widzę, że tkanka regeneruje się w o wiele lepszy sposób oraz bardzo dobrze wspomaga moją walkę z ubytkami w skórze. Zupełnie obiektywnie: moja skóra nigdy nie wyglądała tak dobrze jak teraz, często słyszę, że promienieję, mimo że ostatnio nie dbam o siebie tak, jak powinnam ;)

Cena: 130 zł/ 50ml.

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Niacinamide, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Sodium Hyaluronate.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam,
Ewa

81 komentarzy:

  1. Ewo, gdzie kupię Manyo Factory? Bardzo chętnie wypróbuję! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przez stronę producenta, niestety nie wiem czy gdzieś jeszcze jest możliwość zakupu :(

      Usuń
    2. Ewo a Ty w taki sposób esencję kupiłaś ? nigdy nie zamawiałam niczego z takich stron i z tych rejonów ;) i nieco się obawiam, czy to w ogóle do mnie dotrze ?

      Usuń
    3. Sprowadziła ją dla mnie koleżanka, która mieszka w Korei :) Niestety sama nie mam zaufania do takich stronek, ale Manyo Factory powinno być też dostępne w UK - może napisz do nich ? :)

      Usuń
    4. Ja benton I inne tego typu zamawiam na ebay i zawsze byłam zadowolona. Btw ja stosowałam też purebess galactomyces I byłam zadowolona, aczkolwiek nigdzie nie da się znaleźć. Jego składu. Teraz Kuszą mnie kosmetyki purito - Ewo słyszałaś, próbowałaś?

      Usuń
    5. VIXEN zobacz na stronie Asianstore. Ja go tam widziałam :) Przyznam szczerze, że zastanawiam się nad jego zakupem. Czy możesz napisać co będzie lepszy od Manyo?

      Usuń
  2. Ewo,

    jaki jest czas przydatności tej esencji Mayo?

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, odkryłam Twojego bloga i dzięki Ci za niego! Mam problem odnośnie cery oczywiście. Od jakiegoś roku zaczęłam stosować naturalne kosmetyki,wcześniej niespecjalnie zwazalam na pielęgnację, ale też nie miałam problemów z cerą. Od jakiś 6 miesięcy na mojej twarzy zaczęły pojawiać się pryszcze w okolicach policzków. Ostatnio byłam z innymi problemem u dermatologa,a lekarz sam mówi że mam trądzik i przepisał mi differin + klindacin t i powiedział,że ok. roku powinnam to stosować to będzie lepiej. Jestem przerażona stosowaniem antybiotyki przez rok. Uważam,że nie wyglądam aż tak źle,ale może się mylę. Nie wiem dlaczego po 30 dopiero pojawił się trądzik i w dodatku,gdy zaczęłam dbać o to co nakładam na twarz. Czytałam w twoim artykule,że czasem antybiotykoterpia jest potrzebna,ale nie jestem przekonana czy u mnie nie ma innej metody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem wprawdzie Ewą, ale pozwolę sobie się wtrącić, bo jestem w podobnym położeniu.

      Podejrzewam, że lekarz mógł mieć na myśli stosowanie antybiotyku przez pierwsze miesiące, gdy podrażniana differinem skóra reaguje wysypami, Po kilku miesiącach zapewne każe Ci go odstawić. Ja używałam Clindacne przez 3 pierwsze miesiace, teraz odłożyłam i stosuje sam adapalen, ale ja to robie na własną rękę.

      A nie bierzesz pod uwagę,że może tą naturalną pielęgnacją sama wywołałać wilka z lasu, czyli trądzik? ;)
      Sama mam podobne doświadczenia, mam wprawdzie trądzik od zawsze, raz większy raz mniejszy, przez kilka lat nie chodziłam do dermatologów i nie dbałam KOMPLETNIE o cerę (żel myjący i krem nawilżający NIVEA Visage), buzia była zanieczyszczona, chropowata, ewidentnie potrzebowala złuszczania, makijaż wyglądał tak sobie, ale stanów zapalnych było niewiele.

      Natomiast od 2 lat zaczęłam "pielęgnować cerę", bo świadomą pielęgnacją bym tego dziś nie nazwała ;) Były dwa sezony z Atredermem, dwa ze Skinorenem, sera z witaminą C, toniki z glukonolaktoren, był Triacneal i antybio. tyki, był też 4 mieisęczny romas z cała gama Aknicare... Ogólnie było ZA intensywnie, zbyt wieloma kosmetykami, zbyt agresywnie ( ale to wiem teraz)..
      No i niestety, choć cera jest mniej zanieczyszczona, ale zanieczyszczowa jest i tak, a do tego zaczerwieniona, reaguje histerycznie na byle co, łatwo zmienia się zapalnie, stanów ropnych mam więcej niż kiedyś, łatwo się odwadniam... powiedziałambym że zamieniłam, jak stryjek siekierkę na kijek :) nie wspomne ile na to poszło czasu i pieniędzy :(

      Spróbuj może na próbe wrócić do poprzednich kosmetyków, odpuść nieco cerze, kto wie,może powróci do swojej normy? ;)

      Usuń
    2. Tylko,że wcześniej praktycznie nie używałam kosmetyków, nawet krem rzadko. Jedynie "tonik" nivea,żeby "zmyć" ewentualny makijaż wykonany pudrem mineralnym clinique. Teraz zaczęłam używać delikatne oczyszczanie + tonik + krem,ale tez mysle,ze za duzo nowosci and dla cery. Tylko teraz musialabym odatawic wszystko.

      Usuń
    3. Ale co to dokładnie zmiany na tych policzkach? Możesz je dokładnie opisać? Masz jednoczesny problem z zanieczyszczeniem skóry, tj, zaskórnikami, rozszerzonymi porami?

      Usuń
    4. Na policzkach pojawił się najpierw jeden duży czerwony wypełniony białym płynem pryszcz,którego miałam z miesiąc, w tej chwili zostało po nim przebarwienia. Z czasem pojawiały się wokół niego kolejne. A potem na drugim policzku. Teraz zaczynają wychodzić na brodzie,wokół ust i szyi. Są to pryszcze okrągłe wypełnione białym płynem,długo utrzymujące się na twarzy a potem zostają przebarwienia. Nigdy nie miałam czegoś takiego na twarzy!

      Usuń
    5. A i dodam, że zaskórniki otwarte posiadam oraz rozszerzone pory w strefie T, i tam też zawsze pojawiały się wypryski, ale jeden, dwa i szybko znikały bez blizn czy przebarwień.

      Usuń
  4. Haha! Ten artykuł to mi z nieba spadł :D Akurat od paru dni zastanawiałam się nad zakupem esencji z Galactomyces, tylko z COSRX. Mam nadzieję, że się sprawdzi. Pierwszy raz słyszałam o tym składniku, dlatego ten artykuł pomógł mi się zdecydować.

    Dodam jeszcze, że prowadzisz świetnego bloga z wartościowymi informacjami, które ciężko znaleźć na innych blogach o kosmetykach i pielęgnacji cery. Podziwiam Cię za ogromną wiedzę i dziękuję, że się nią tutaj dzielisz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesujące produkty, może jak odłożę trochę pieniędzy to sobie któryś sprawię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Za Twoim poleceniem podczas konsultacji zakupiłam esencję Benton i zużywam już drugie opakowanie :) Niestety rzadko kiedy sprawdzała mi się samodzielnie, najczęściej dodawałam do niej kropelki kremu a aktualnie - pół na pół lub stosuję ją warstwowo pod krem. Nie wiem na ile to zasługa samej esencji a ile całej kompleksowej pielęgnacji ale moja twarz faktycznie pojaśniała, nie jest taka poszarzała, obciążona i bez życia (chociaż prawdą jest że dopiero Ty wskazałaś mi właściwą drogę jak obchodzić się ze skórą bo moja pielęgnacja wcześniej dawała wiele do życzenia).

    Natomiast krem pod oczy z tej samej serii u mnie się niestety nie sprawdził. Po zużyciu kilku próbek dołączonych do zakupów stwierdziłam że jest dla mnie za lekki, taki jakby silikonowy ale pewnie 5-8 lat temu by się sprawdził kiedy skóra była młodsza i mniej wymagająca. Teraz kiedy pojawiły się pierwsze zmarszczki (mimika mojej twarzy nie powoduje "kurzych łapek", lecz siateczke drobnych zmarszczek bezpośrednio pod okiem - korektory wyglądają fatalnie) potrzebuję porządnego odżywienia i wyczuwalnej powłoczki w tych okolicach, intensywanie myślę nad kremem Lush Botanicals lub Antipodes.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że widzisz efekty! :)

      Polecam Kivi Antipodes, pod oczy super też się sprawdza moje serum z witaminami (C + E tłuszczowe) w połączeniu z płatkami kolagenowymi :)

      Usuń
  7. Ewo, po Twoich poleceniach w polowie pazdziernika zamowilam esencje fermentowana Benton (planowalam slimakowa wraz z kremem, ale pamietam, ze w sklepie na stanie juz nie bylo tego, co chcialam, wiec padlo na wersje fermentowana). Od tamtej pory stosuje ja codziennie i sama mam mieszane odczucia. Nie wiem, czy to wina kremu, ktory po esencji nakladalam, czy po prostu nie dziala na mnie jakos widocznie. Aktualnie po esencji uzywam lotionu slimakowego tez z Benton zamiast poprzedniego kremu, i dopiero teraz zauwazylam zmiane - nie wiem, czy to zasluga samego lotionu, czy z esencja fermentowana tak dobrze sie zgral, czy moze dopiero po takim czasie zaobserwowalam pozytywny wplyw esencji? Ciezko mi samej stwierdzic, dowiem sie dopiero, jak odstawie esencje, ale jest dosc wydajna i tak szybko sie nie skonczy, co swiadczy o niej bardzo dobrze, biorac pod uwage cene.
    Wracajac do efektow jakie zauwazylam po stosowaniu esencji z lotionem to najbardziej widoczny to ograniczenie swiecenia cery - do tej pory uwazalam ze mam cere tlusta, bo potrafila sie swiecic jak latarnia morska, czy to w makijazu mineralnym, czy bez (wiadomo, czasami zdarzaly sie lepsze dni), a aktualnie cera bez makijazu caly dzien wyglada tak samo swiezo jak po przebudzeniu, co mnie zszokowalo. Przy makijazu mineralnym swiecenia jednak nadal wystepuje, musze dodac ze mineraly mnie przesuszaja, ale nie znalazlam poki co nic lepszego. Oprocz tego rozjasnienie cery (w tym nowycj jak i utrwalonych przebarwien), uspokojenie. Co do samych stanow zapalnych to ciezko mi wypowiedziec sie w kontekscie efektow tego duetu, poniewaz typowo na te tradzikowa przypadlosc stosuje tonik z kwasem mlekowym regulujaco, od czasu do czasu serum i maska z kwasem migdalowym Bielenda, co dziala na mnie delikatnie, ale efektywnie, a do porcji lotionu stosuje kropelke olejku z drzewa herbacianego zapobiegawczo przed stanami zapalnymi (nie wiem, czy to ma w ogole sens).
    Jezeli chodzi o krem pod oczy fermentowany to jest to moj pierwszy krem na te miejsce, wiec ciezko mi porownac z czymkolwiek, ale jak dla mnie ok, choc moglby byc bardziej otulajacy, czasami przy przesuszonych okolicach oczu nie daje rady.
    Ewo, jezeli stosowanie olejku z drzewa herbacianego zapobiegawczo przed stanami zapalnymi ma jakis choc maly sens, to czy moglabys polecic jakies inne olejki eteryczne, ktore by sie do takiego stosowania nadawaly? Albo jakiekolwiek olejki eteryczne, ktore warto miec w swoich zbiorach przy cerze tradzikowej. Kusi mnie ich wiele i pamietam, ze wspominalas, ze pojawi sie post na ich temat, ale czekam, czekam i sie doczekac nie moge, a jest tyle tych olejkow, ze sama nie wiem, w co celowac! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam wszystkie olejki z ziół prowansalskich, łagodniejszy od drzewa herbacianego jest manuka, a ma szersze spektrum działania :) Pojawi się post, ale nie obiecuję kiedy, ostatnio wiele rzeczy planuję, a pojawiają się znacznie później niż powinny :(

      Olejki eteryczne moim zdaniem najlepiej działają w środkach myjących oraz w maskach oczyszczających. Są też świetnym dodatkiem do kosmetyków mineralnych.

      A może spróbuj nakładać minerały na lekki krem barwiący? Bardzo polubiłam nakładać minerały na cienką warstwę kremu BB - wtedy nie wysuszają tak cery i nie powodują wzmożonego łojotoku ;)

      Usuń
    2. Dziękuję serdecznie za odpowiedź!
      W takim razie bede dalej cierpliwie czekac na post o olejkach eterycznych :)
      Ooo, a to ciekawy sposób. Polecasz jakieś konkretne kremy BB, czy bez roznicy jaki pod minerały zaaplikować?

      Usuń
    3. Ważne, aby miał kremową konsystencje, super sprawdza się krem BB lily lolo, physicians formula cc oraz lumene cc :)

      Usuń
  8. Hej Ewo, co myslisz o myciu twarzy trądzikowej zelem do higieny intymnej?
    Polecasz jakis w szczególnosci?

    Pozdrawiam i Wesolych Swiąt :)

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, jeśli Twoja cera tak łatwo się nie wysusza i źle reagujesz na kremowe oczyszczanie, to żele do higieny intymnej mogą się sprawdzić, ale nie wszystkie - tak jak zwykłe żele mogą podrażniać i wysuszać skórę, wiele z nich ma mocne formuły, silnie pieniące się detergenty i dodatkowo kwaśne pH, które waloryzuje ich drażniące działanie. Polecam szczególnie Sylveco żel do higieny intymnej 3.5 pH :)

      Usuń
  9. Wg mnie lekkość formuły tej esencji Benton przemawia na jej korzyść, ponieważ można ją swobodnie zastosować jako pierwszy krok w wieloetapowej pielęgnacji skóry. Dzięki lekkiej konsystencji umożliwia ona nałożenie jeszcze kilku kolejnych warstw bez obawy o np. rolowanie kolejnego kosmetyku. Dozowanie jest moim zdaniem również poprawne - w moim przypadku 2 pompki w zupełności wystarczają na całą twarz, szyję i dekolt. Warto podkreślić również niezwykłą wydajność tego kosmetyku - ja używam jej codziennie od pół roku a dalej zostało trochę w butelce, więc taka cena (ok 100zł) za tą esencję rozłożona na 6 miesięcy nie jest już tak wysoka. Niestety zarówno w przypadku Bentona, jak i Manyo Factory najlepiej jest je kupować bezpośrednio w Korei, gdzie ceny są o 30-40% niższe niż w Polsce. Jeśli nie mamy takiej możliwości to pozostają europejscy dystrybutorzy - Manyo Factory ma europejską stronę przez którą można chyba zamawiać do Polski.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej Ewo, może głupie pytanie ale nie wiem czy dobrze robię... w jaki sposób polecasz nakładać żel aloesowy? (Holika Holika).
    Po myciu buzi na lekko zwilżoną skórę czy całkiem osuszoną?
    Jak wyciągnąć z niego wszystkie jegi nawilżające właściwości???
    Z góry dziękuję i Wesołych Świąt :)))



    Klaudia z Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aplikowany na wilgotną skórę będzie miał większy potencjał wysuszający. Jeśli sprawdzają się u Ciebie w pielęgnacji żele, to polecam ich aplikację bezpośrednio na skórze :)

      Najlepiej żele mieszać z niewielką ilością emolientów, np. kremami, emulsjami :)

      Usuń
  11. Hej Ewo,

    właśnie jestem po lekturze Twojego wpisu na temat zmian naciekowych. Mam duży problem z trądzikiem, masę mniej i bardziej udanych kuracji dermatologicznych za sobą (w tym izotekiem), ale zaleczane są tylko objawy, a nie przyczyna. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce, choć przyznam, że trochę brak mi już sił.

    Napisałaś: "Jeśli problem jest szczególnie dotkliwy polecam wykonać badania testosteronu (wolnego i całkowitego), DHEAS lub DHEA, androstendion, SHBG, 17-OHP, LH/FSH, prolaktynę oraz poziom insuliny i test obciążenia glukozą. W przypadku PCOS konieczne jest dodatkowo wykonanie USG, by wyklarować sytuację. " Czy badania należy wykonać w jakimś konkretnym dniu cyklu, w trakcie miesiączki, czy po?

    Numer 2: infekcje bakteryjne i grzybicze: czy oprócz posiewu na obecność bakterii i grzybów, z badania krwi też można coś wyczytać? Czy w grę wchodzi tylko posiew? A może naświetlanie jakąś lampą, pod którą można zobaczyć, co się wydarza na skórze? Nie mam pojęcia czy coś takiego jest, ale może znasz profesjonalną nazwę takiego zabiegu?

    I trzeci winowajca: alergie i nietolerancje pokarmowe: tutaj chyba sam panel wziewny na niewiele się zda, co? Robiłam i nic nie wyszło. Jakie badania krwi w pierwszej kolejności należy wykonać? Czy są jakieś podstawy podstaw, od których można zacząć, a dopiero później - w razie potrzeby - wykonywać kolejne?

    Jestem już totalnie zdołowana tym, co się dzieje na mojej twarzy, a skóra stała się czymś w rodzaju determinanty mojego nastroju i samopoczucia. Przykre, acz prawdziwe.

    Teraz jeszcze przyszło mi do głowy: czy przy Hashimoto trądzik jest częstym problemem?

    Będę wdzięczna za odpowiedź, zwłaszcza w ten szalony i zabiegany przedświąteczny czas :* Spokojnych i rodzinnych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podłączam się pod pytanie o Hashimoto. Mimo poprawnych wyników innych badań hormonalnych (może nie idealnych, ale lekarz powiedział, że taki poziom na pewno nie powodowałby problemów ze skórą) i obniżaniu prolaktyny lekami przez 3 miesiące (po odstawieniu utrzymywała się na niższym poziomie) nie zauważyłam poprawy stanu skóry. PCOS nie mam. Jedyne co mi doskwiera to właśnie Hashimoto, ale nie bardzo rozumiem jaki mogłoby mieć wpływ na cerę...

      Usuń
    2. Tak, badania należy wykonać w konkretnych fazach cyklu, podstawowe badania wykonuje się w 22-24 dc, jedynie lh i fsh należy wykonać w 2-3 dc. Badania można wykonywać w różnych fazach cyklu, jeśli lekarz chce dokładnie prześledzić uwalnianie hormonów, ale już tak dokładna diagnostyka jest przeprowadzana jak coś wyjdzie w tych podstawowych.

      Jeśli chodzi o Hashimoto, samo w sobie nie powoduje trądziku, ale to choroba autoimmunologiczna i przyczyny, które ją powodują, często powodują również i trądzik, dlatego te dwa problemy mogą występować razem, ale samo Hashimoto trądziku nie wywołuje :)

      Jeśli chodzi o infekcje - to tutaj głównie wymazówki, bardzo często u kobiet objawem niepokojącym są często nawracające infekcje dróg rodnych i pochwy, i nierzadko takie osoby mają uporczywy trądzik. Jeśli występuje fungemia albo ogólna bakterioza wszystko wyjdzie w badaniach krwi, ale to są już stany zaawansowane, kiedy jest tyle innych objawów, że wiadomo że to ogólna infekcja, zagrażająca życiu.

      Generalnie na wszystkie bakteriozy, a zwłaszcza grzybice są narażone osoby po długotrwałych antybiotykach, zwłaszcza ostatniego rzutu (wankomycyna), przyjmowanych lekach przeciwbólowych przewlekle, z dietą wysokowęglowodanową oraz po wycięciu wyrostka robaczkowego lub częściowej resekcji części jelita grubego.

      Jeżeli chodzi o nietolerancje pokarmowe to nie jest prosta sprawa, np. ze zbożami. Celiaklię łatwo jest wykryć,a już nicelaikalną nadwrażliwość na gluten - tylko samodzielnie po wykluczeniu zbóż z diety. Najprościej jest sukcesywnie wykluczać pewne grupy żywności i obserwować własne ciało, a potem ewentualnie wykonywać badania alergiczne celowane na konkretne grupy produktów :)

      Usuń
  12. O nie, więcej nie wchodzę na bloga bo od razu wszystko chcę :P Hm, ta esencja Galactomyces mogłaby być fajna dla mojej skóry. Zaintrygowało mnie też serum http://manyo-factory.com/en/shop/product/galactomy-t-serum-syvorotka zmniejszające pory, a to właśnie z nimi mam problem. Co myślisz Ewo o tym produkcie? Czy nie jest to tylko chwyt reklamowy? Zainteresowała mnie też mgiełka http://manyo-factory.com/en/shop/product/galactomist-uvlazhniaiushchii-mist-s-gliukozoi używana jako tonik po wieczornym umyciu twarzy. Co myślisz o takim zestawieniu: rano esencja (na zmianę z dermedic hydrain) i serum na strefę T, a wieczorem mycie Esse Cream Cleanser (zainwestowałam i kupiłam, ale wolę jednak Alpha H bo jest taki... bardziej gęsty. Za to Esse ładnie pachnie ;)) i mgiełka jako tonik? Nie będzie za dużo fermentowanych składników w tym wszystkim?
    Pozdrawiam!
    Wera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam to samo, co tu wejdę to wszystko chce:-D chyba musze isc na odwyk bo sie od tego bloga uzależniłam. Przy okazji zdrowych, wesolych swiat dla Ciebie Ewo i wszystkich czytelników. Kasia

      Usuń
    2. Pory ulegają rozszerzeniu pod wpływem trzech czynników, w tym dwóch, które można zmodyfikować: albo skóra jest zanieczyszczona i pory się poszerzają, albo skóra traci elastyczność, poprzez spadek gęstości tkanki podskórnej pory są bardziej widoczne albo wini genetyka i z tym już nic nie zrobisz. Nie znam tego serum, ale w składzie nie widzę zbyt wielu składników, które mogłyby te pory obkurczyć - dopasowana pielęgnacja, która normalizuje skórę to przepis na zwężone pory :)

      Wera, obawiam się, że będzie jednak zbyt lekko, moim zdaniem lepiej zdecydować się na jeden, wodny produkt o intensywniejszym działaniu, łatwo włączysz go w pielęgnację i ewentualnie zmodyfikujesz sobie jego działanie :)

      Dzięki!

      Usuń
  13. Ewo, poleciłabyś jakiś dobry krem na bardzo spierzchnięte dłonie?
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lanolina :) Bezkonkurencyjna i doskonale natłuszczająca, jeśli skóra nie jest w stanie krytycznym, bardzo fajne kremy do rąk ma polska marka Yope :) Ja również uwielbiam do natłuszczania dłoni balsamy z linii Linum od Dermedic - i od 1 dnia życia, ale i emolientowy Linum do skóry atopowej. Bogate, ale i jednocześnie jak na taką konsystencję zaskakująco dobrze współpracujące ze skórą :)

      Usuń
    2. polecam maść z witam A z apteki- kosztuje niecałe 3 zł, lub baume + z La Roche posay. sprawdzają się genialnie. Dla mnie wszystkie kremy drogeryjne są za słabe. Agnieszka

      Usuń
    3. Dzięki dziewczyny :*

      M.

      Usuń
  14. Ewo, co myślisz o makijażu marki The Ordinary?
    Serum Foundation i Coverage Foundation.
    Będę Ci bardzo wdzięczna za opinię :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie znam tych produktów :( Widziałam sporo zagranicznych przeglądów, ale z bliska nie podobało mi się jak ten produkt wygląda na skórze, ja jednak nie mam z nim osobistych doświadczeń.

      Usuń
  15. Droga Ewo, na początek dziękuję za tego bloga. Przeszperałam już chyba cały internet w poszukiwaniu jakiegoś, jakby to powiedzieć przewodnika, który pomógłby mi w moich bojach o zdrową cerę, ale nie znalazłam takiego, który byłby chociaż w połowie tak profesjonalny jak Twój. Wielki plus za zdroworozsądkowe podejście i śliczne zdjęcia w klimacie vintage :))

    Niestety muszę się przyznać, że ogrom informacji trochę mnie przytłoczył. Może któraś z czytelniczek ma podobny problem i coś doradzi. Otóż, moją wielką bolączką są policzki, na których pojawiają się wypryski, często są to duże, podskórne i bolesne guzy (niekiedy ból jest bardzo silny, pulsujący, nasila się przy nacisku i po pochyleniu głowy w dół), które za chiny nie chcą się już eksmitować. Zanim jeszcze się „wyklują” powstaje duże zaczerwienie i tak już zostaje. Obok jednego wyprysku pojawia się drugi, potem kolejny i kolejny, w pobliżu siebie. Wszystkie siedzą pod skórą, czerwone, tak jakby zatrzymały się na etapie gojenia. Alieny pojawiają się zawsze w tych samych miejscach na policzkach w strefie między kością policzkową, a żuchwą, tylko sporadycznie wyskoczy mi coś na czole i tyle. Czy to może mieć jakiś związek z silnym unaczynieniem tych rejonów? O dziwo, zaczerwienia w pobliżu ust z biegiem czasu (długiego, ale jednak:) bledną, a te bliżej ucha zostają czerwone, skóra w tych rejonach jest czerwona, pomarszczona, z dziurkami, paskudna. En face wyglądam jeszcze znośnie, ale z profilu to tragedia, szczególnie przy jasnej cerze :/

    W zimie byłam u kosmetyczki na peelingach kwasowych. Skóra dobrze zareagowała, przebarwienia zostały niemal w całości rozjaśnione. Wypryski pojawiały się rzadziej, albo były niewielkie. Na drugim policzku przed ostatnim, piątym zabiegiem pojawił się wielki stan zapalny, który został jeszcze potraktowany ozonem. Miał się niby goić szybciej, a paskudził się strasznie, do teraz mam dużą i czerwoną dziurę. Oczywiście szybko w pobliżu pojawiło się kilka innych. Po ok. 5, 6 miesiącach policzki wyglądały jak przed peelingiem. Niestety, zabiegi u kosmetyczki są bardzo drogie, a efekt nie utrzymał się długo. Poza tym też do końca nie wiedziałam co było na skórę aplikowane, w jakim stężeniu i połączeniu. Trochę szkoda mi „męczyć” skórę na całej twarzy, podczas gdy problematyczna jest tylko relatywnie niewielka jej część. Co mogę zrobić samodzielnie, żeby sobie nie zaszkodzić? Chciałabym spróbować np. delikatnych peelingów kwasem migdałowym i azelainowym, kwasów PHA, albo zrobić punktowe serum z azeloglicyną, kwasem kojowym, witaminami na przebarwienia. Obecnie stosuję tylko rumiankowy żel do mycia i krem brzozowy z Sylveco, glinki, rozcieńczony ocet jabłkowy, a na zmienione miejsca mieszankę oleju Tamanu, czarnuszki/pachnotki i olejku z drzewa herbacianego. Spektakularnych efektów oczywiście nie zauważyłam, ale wydaje mi się, że mieszanka olejków trochę łagodzi ból i zaczerwienienie.

    Pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna, łączę się w bólu (dosłownie). U mnie pojawiają się bolesne, czerwone, naciekowe guzy w obszarze brody, teraz z kolei zaatakowały czoło i skronie. Nie wiem, co jest grane + kilka naprawdę bolesnych na szyi, tuż pod żuchwą, w okolicy węzłów chłonnych. Bolą przy każdym ruchu i pochyleniu głowy w dół :( Nie mam totalnie pomysłu skąd się biorą, nie obserwuję żadnych zależności, nie potrafię uchwycić przyczyny. Ogólnie, cała twarz jest w opłakanym stanie, ale to, co się dzieje na brodzie, żuchwie i szyi jest moją największą bolączką :( Justyna, a robiłaś badania hormonalne? Ja chcę zrobić w styczniu. Mam zaraz 30 lat, myślałam, że z wiekiem moim największym problemem będą zmarszczki, a nie trądzik, który w niczym nie przypomina trądziku :( Zmiany rzadko kiedy stają się ropne, pierwsze sygnały, że coś się tworzy dostaję szybko, ale goją się miesiącami, a skóra jest bardzo sfatygowana i wyczerpana bidula :(

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ja mialam, a w sumie nadal mam od czasu do czasu problem z wielkimi bolesnymi pryszczami na brodzie. Czasami już na swoja twarz nie moglam patrzeć tak wyglądało to koszmarnie. Parę miesięcy temu zrobilam badania hormonów płciowych i wyszły zle wiec przynajmniej znam przyczyne mojego tradziku. Mi ten problem na brodzie pomaga zaleczyc ta slabsza wersja atredermu stosowana raz na tydzien. Hormony zaczne leczyc jak znajde dobrego lekarza zeby mi tylko gorzej nie namieszal... Pozdrawiam kasia

      Usuń
    3. Hej dziewczyny, wiedzę że niestety jest nas więcej....
      Anonimko, podobno żuchwa, broda i szyja to typowe miejsca dla trądziku dorosłych o podłożu hormonalnym. Jeśli znasz jakiegoś kumatego lekarza, nawet rodzinnego, idź i może Ci doradzi co powinnaś przebadać, a jak już dostaniesz wynik to co potem.

      Kasiu, dostałaś jakieś zalecenia co masz dalej robić, żeby uregulować hormony Wiem, że naturalnymi sposobami tez można sobie pomóc, stosując np. siemię lniane, zioła etc.

      Ja już kilka razy nosiłam się z zamiarem, żeby udać się do specjalisty, ale jak przypomnę sobie moje wizyty u dermatologów to zwyczajnie mi się odechciewa. Nie miałam nigdy robionych badań pod tym kątem. Dawno temu sprawdzałam tylko poziom testosteronu i androgenów o ile dobrze pamiętam, ale wszystko było ok. Raczej nie mam problemów ze zdrowiem, nie biorę żadnych leków, wyniki badań wychodzą dobrze. Mój problem to głównie stres, brak ruchu i słabość do słodyczy, ale staram się z tym walczyć. Wysypy mam najczęściej pod koniec miesiączki i w połowie cyklu, ale zdarzają się też o innych porach. Rzadko kiedy jest taki okres żebym nie miała żadnych zmian na twarzy, a nawet jeśli to pozostają spore przebarwienia i niewielkie blizny. Też już mam prawie 30 lat i jest mi zwyczajnie przykro, ze niemal całe dorosłe życie mam taką niewyjściową facjatę.

      Kusi mnie żeby poeksperymentować i zacząć robić sama kosmetyki, ale trochę się boję, żeby nie pogorszyć sprawy. Przekonałam się na własnej skórze, ze im brutalniej traktuję intruzów na twarzy tym bardziej się potem mszczą. Zamieniłam silne środki na mieszankę olejków i widzę lekką poprawę, skóra nie jest już tak podrażniona. Po przestudiowaniu artykułów pewno przetestuję błoto termalne z siarką i węgiel aktywny, kwas azelainowy i azeloglicynę, kwasy PHA, witaminy. Na stronach z półproduktami kosmetycznymi np. zsk czy ecospa są gotowe receptury na sera punktowe czy peelingi, może ktoś testował i może coś polecić.

      Z racji zbliżających się Świąt pozostaje mi życzyć autorce i wszystkim czytelniczkom tego bloga żebyśmy były zdrowe i miały to zdrowie wypisane na twarzach:)

      Justyna

      Usuń
    4. Dziewczyny - bolące, podskórne, duże gule umiejscowione głównie na policzkach, brodzie i żuchwie to objawy trądziku dorosłych spowodowanego najczęściej brakiem równowagi hormonalnej. Tutaj zewnętrzne działania (maseczki, węgiel aktywny, kwasy itp.) owszem, są bardzo potrzebne i mogą doraźnie pomóc ale nie rozwiążą problemu. Trądzik to najczęściej oznaka tego, że w organiźmie toczy się jakiś stan zapalny który najczęściej powiązany jest z odżywianiem. Niektórzy ludzie mogą jeść wszystko i nie mają problemów ze skórą, a inni muszą dokładnie uważać na to co jedzą co często wiąże się z wyrzeczeniami. U niektórych osób zbyt duże wahania poziomu cukru we krwi mogą powodować nadmierną stymulację produkcji męskich hormonów, co powoduje szereg objawów: trądzik, nadmierne owłosienie, nieregularne miesiączki, długie cykle, bezowulacyjne cykle, problemy z zajściem w ciążę. Warto także przebadać się pod kątem PCOS.

      Myślę że warto popróbować np. przez miesiąc stosować dietę całkowicie wykluczającą niektóre grupy produktów i obserwować reakcję organizmu i oczywiście skórę. Nie ma jednego uniwersalnego sposobu odżywiania na pozbycie się tradziku dlatego trzeba próbować różnych opcji i obserwować. Na początek polecam odstawić całkowicie rafinowany cukier pod jakąkolwiek postacią (uwaga na gotowe dania, sosy w słoikach, keczup), nabiał (także mleko do kawy), wysoko przetworzone produkty spożywcze, niezdrowe tłuszcze, można popróbować także z odstawieniem glutenu. Warto postawić na dietę o niskim indeksie glikemicznym z wprowadzeniem dobrej jakości mięsa i ryb oraz ogromniej ilości świeżych warzyw. Na początku może wydawać się to trudne bądź też niemożliwe do wykonania, ale gdy się przetrwa początkowy okres później jest dużo łatwiej. Zamiast kanapek polecam sałatki, omlety, gęste zupy, zamiast zbożowych makaronów makaron z cukinii lub marchewki, zamiast nabiału mleko roślinne, na deser koktajle. Do każdego posiłku chociaż mała prosta sałatka, bardzo ważne są także dobej jakości tłuszcze. Jeszcze lepsze efekty może przynieść nie łączenie węglowodanów i białka w jednym posiłku.

      Inną sprawą jest także problem z odpowiednim trawieniem - tzw. nieszczelne jelita, zbyt uboga flora jelitowa, alergie pokarmowe. Wiem że to wszystko mogą wydawać się banały pod hasłem "jedz zdrowo, bla bla bla" ale to naprawdę ma sens i naprawdę moze zadziałać. Spróbujcie chociaż przez miesiąc-dwa a nuż się okaże, że u Was trądzik spowodowany był dietą. Temat jest ogromny, polecam pogrzebać w sieci, na blogach, na YT, znajdziecie tam multum historii osób którym dieta pomogła wyleczyć trądzik.

      Magda

      Usuń
  16. Ewo, czy korektor żółty Ecolore zakrywa sine cienie pod oczami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zakrywa :) jestem z niego ogromnie zadowolona

      Usuń
    2. Jeśli mają typowo fioletowe podbicie, to może je świetnie zneutralizować. Dodatkowo korektor ma bardzo lekką konsystencję i nie kawali się na skórze, więc prezentuje się bardzo naturalnie, nie ma mocnego zabarwienia, a zdrowo pastelowe i nie robi tragedii jak niektóre mineralne korektory skierowane do ukrywania takich niedoskonałości.

      Na blogu znajdziesz moją recenzję tych produktów i zestawienie kolorystyczne :)

      Usuń
  17. Ewo jakie polecasz peelingi do skóry głowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od efektów jakich oczekujesz i od problemów ze skórą głowy. Będą osoby zachwycone peelingami chemicznymi, ale inni będą potrzebować mechanicznego złuszczania.

      W chemicznych moim zdaniem wygrywa tretinoina, która dodatkowo doskonale pobudza do wzrostu cebulki włosowe. Z mechanicznych albo glinki ziarniste (np. marokańska, błoto z morza martwego) lub kawowy :)

      Usuń
    2. To Atrederm można kłaść na głowę? W życiu bym na to nie wpadła...

      Usuń
    3. Oczywiście, ze można. Dodatkowo tretinoina ma udowodnione działanie kliniczne w intensywnym pobudzaniu cebulek włosowych do wzrostu :)

      Usuń
  18. Pani Ewo może Pani mi pomoże bo nie mam już siły. W wakacje mocno spaliła buzie-efekt rumien na nosie i policzkach. Zaczęłam stosować produkty do skóry naczyniowej i któryś mnie mocno uczulil od tamtej pory jest jeszcze gorzej i nie chodzi o naczynka. Od tamtej pory prawie każdy krem mnie uczyła albo powoduje większe niespodzianki. Pani dermatolog zapisała mi skinoren. Po pierwszym użyciu zauważyłam że na twarzy wyskoczymy mi dwa przebarwienia. Zawsze byłam poegowata ale to co się dzieje teraz to porażka. Z dnia na dzień przybywa mnie przebarwień, zaczynają się zlewac niektóre ciemnieja i powiększają się. Zupełnie nie wiem co mam robić bo nawet olej z pestek malin spowodował że tych plam było coraz wiecej:(. Proszę o pomoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Pani przypadku leczenie konwencjonalne to najgorsza opcja, jaką można wybrać. Poparzenie uszkodziło Pani skórę, doszło do nasilonego rogowacenia oraz skrajnego odwodnienia, dlatego automatycznie wzrosła reaktywnosć skóry, a także pojawiły się reakcje toksyczne w postaci zmian trądzikowych. Rozwiązaniem sytuacji jest łagodna, delikatna pielęgnacja oraz włączenie substancji aktywnych o silnym działaniu przeciwzapalnym, możliwe, że wystarczą witaminy tłuszczowe (zwłaszcza witamina D), witamina B3, osocze bogatopłytkowe. Nie wiem jednak jak problem jest nasilony i czy uda się uniknąć konwencjonalnego leczenia :(

      Usuń
  19. Świetny artykuł! Ja się zainteresowałam Bentonem nie na żarty i aktualnie oczekuję na mój lotion z filtratem ze śluzu ślimaka :)
    Jestem w trakcie dość mocnej kuracji przeciwtrądzikowej - stosuję Tetrę z Epiduo a od stycznie Epiduo przechodzi tylko na stosowanie punktowe a wkracza ponownie Atrederm :) Mam nadzieję, że do wiosny uda mi się uporać ze swoją cerą...W Bentonie pokładam troszkę nadziei, bo moja skóra zawsze się lubiła ze ślimakiem (jakkolwiek to brzmi :D).
    Zainteresowałaś mnie GFF a najbardziej Miyo :) Zastanowię się (i może odłożę fundusze) na przyszłą jesień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Lotion ze ślimakiem jest świetny ;) Toner to dla mnie jakieś nieporozumienie, podobnie jak krem, lotion na szczęście ratuje całą serię i faktycznie przy jego stosowaniu widać wzrost nawilżenia, a nie tylko natłuszczenia.

      Trzymam kciuki!

      Usuń
  20. Ewo, dziewczyny... Może głupie pytanie ale proszę o pomoc - nie wiem jak otworzyć podkład Annabelle Minerals... :0
    To siteczko...miotam się z nim i nie mogę go otworzyć...
    Mam nadzieję, że nie jestem debilem ��
    Wcześniej używałam podkładów z Amilie, Lily Lolo i nie miałam tego problemu.

    Z góry dziękuję i Wesołych Świąt :)

    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat pudełeczko tego podkładu otwiera się nie podważając sitka, tylko dno z drugiej strony, podważasz je za pomocą noża, płaskiego śrubokrętu, szpatułki, pęsety :)

      Usuń
    2. OHH DZIĘKUJĘ ANONIMKU! :)

      Ala

      Usuń
    3. Tak, trzeba je podważyć od spodu, tylko każde naruszenie słoiczka może poskutkować wysypaniem produktu albo jego trwałą nieszczelnością :(

      Usuń
  21. Cześć pytanie trochę nie na temat,bo do Twojego starego wpisu o dezynfekcji pędzli i kosmetyków. Kupiłam w sklepie elektronicznym izopropanol,tylko że na nim jest napisane ipa plus,czy to jest to samo i również się nadaje? Czy można tym też spryskać kosmetyki inne niż pudrowe, chodzi mi o paletki kremowych korektorów? Będę wdzięczna za odpowiedź,pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki jest jego skład? Jeśli jest napisane, że to tylko izopropanol, to jest to izopropanol :)

      Tylko sprasowane i sypkie produkty + kremowe stałe - np. szminki, kremowe korektory też powinny być ok, ale polecam je włożyć do lodówki przed dezynfekcją, aby były bardziej zbite.

      Usuń
  22. hej hoł hoł hoł hoł Ewuniu,

    gdzieś mi mignął Twój komentarz, że zostaniesz niebawem fitoterapeutką :) Mam pytanie - co sądzisz o zielu ostrożenia, o jego rzekomych właściwościach odpędzania złych uroków? Przyznam szczerze, że w wakacje wykąpałam się w nim i faktycznie zostało dużo farfocli (moja znajoma, która również się w nim wykąpała nie zauważyła ich w naparze). Skąd te różnice? Od czego to zależy? Od ph skóry, zanieczyszczeń etc? I co myślisz o stosowaniu go w formie okładów na trądzik? Lub jako tonik?

    Życzę Ci magicznych, ciepłych i radosnych Świąt i błogiego odpoczynku :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia tego, co w kto wierzy :) Psychika ma ogromne znaczenie w leczeniu wielu chorób, tutaj większe znaczenie ma raczej Twoje nastawienie do tego zabiegu, a nie samo jego działanie. Farfocle mogły się wytrącić od twardej wody albo w interakcji z zasadowymi środkami myjącymi (mydło, płyny do kąpieli).

      Usuń
  23. Z nieba mi spadłaś z tym blogiem, serio! Dawno nie czytałam tak ciekawego, mądrego, treściwego bloga. Chyba się tu odnajduję, bo już tracę nadzieję.
    Boże, ależ się namęczyłam ze swoją cerą i ciągle się męczę. Mam już trzydziestkę na karku, a skóra dalej odwodniona, mieszana (bardziej w stronę tłustej), w dodatku teraz wrażliwa. :/ jako nastolatka miałam okropny trądzik i pełno zaskórników. Wągry zostały mi do dziś, otwarte i zamknięte, do tego mam tak rozszerzone pory, że wyglądam na podziurawioną :D
    Całe szczęście, że nie mam bolących podskórnych gul, nie wiem, co je wywoływało, widocznie hormony (miałam głównie na żuchwie, brodzie i szyi). Najgorszy jest nos i czoło - przetłuszczają się niemiłosiernie, nos w dodatku sie zapycha (rano pory mam oczyszczone, a po południu już zapchane). Na czole często pojawiają mi się wypryski i jakaś kaszka, na policzkach miewam suche skórki (ale nawet tu cera się zapycha).
    Słowem - dramat. każdy krem nawilżający zapycha, dostałam w prezencie ten najlżejszy żel z Biodermy, podobno super nawilżający, i co? Może nawilża, ale 5 min po zaaplikowaniu. Potem (jak zawsze) jest tylko gorzej. Cera zaczyna się świecić, produkuje tyle łoju, że dostaję wysypu pryszczy, jest tłusta i nieprzyjemna w dotyku. W dodatku pory są tak rozpulchnione, że jprdl. To ma być nawilżenie? Prawdę mówiąc, tracę już cierpliwość, bo samo oczyszczanie (nie odkryłam jeszcze najlepszego sposobu) to za mało. Czuję, że skórze brakuje nawilżenia, mimo że jest tłusta, często pojawiają się suche skórki, pryszcze, jest zapchana, wrażliwa i taka "brudna". Lekkie kremy powodują uczucie ściągnięcia, natomiast "lekkie" nawilżające wzmagają świecenie się i mam wysyp pryszczy.
    Ciekawa jestem, dlaczego skóra reaguje przetłusczaniem na krem nawilżający? Ja już serio nie mam pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję :)

      Skóra jest odwodniona - wówczas nadmiernie się przetłuszcza, ponieważ wysuszenie pobudza gruczoł łojowe do nadmiernej pracy. Zbyt tłuste konsystencje również będą dawały podobny efekt. Skóra pod wpływem odwodnienia nie tylko jest sucha, wysuszona, ściągnięta, ale staje się bardziej pobudzona, reaktywna, szybciej się zanieczyszcza.

      A może kremy z parafiną? Bardziej kremowe oczyszczanie? Delikatniejsze obchodzenie się z cerą? ;)

      Jeśli sobie nie radzisz, zawsze możesz poprosić mnie o pomoc, zgłaszając się na konsultacje :)

      Usuń
  24. Ewo czy udzielasz konsultacji zywieniowych?😄 a jak nie czy mogłabyś napisac jakie badania zrobic aby sprawdzić stan zdrowia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doradzam w kwestiach żywieniowych, ale nie ustalam dokładnego jadłospisu żywieniowego ;)

      Usuń
  25. Ewo, czytalam gdzies powyżej w komentarzu, ze nakladasz minerały na cienką warstwe kremu bb. Jakie kremy bb mogłabyś polecic? Albo kremy barwiące dla jasnych cer?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze pod minerały sprawdza się krem BB Physicians Formula, ale na mojej skórze powoduje okropne nacieki, nawet podczas jednorazowego stosowania. Super też się sprawdza krem CC Lumene :)

      Usuń
  26. Hej Ewo,

    mam zagwozdkę. Wczoraj wymieszałam białą glinkę z odrobinę węgla aktywnego+kropla olejku z drzewa herbacianego+2 krople oleju+ kropla pantenolu. Zaaplikowałam na twarz, nie doprowadzałam do zaschnięcia maski, ale podczas spłukiwania miałam ogromny problem z domyciem buzi. Wyglądałam, jak kominiarz :( Węgiel powłaził w pory, oblepił mi twarz, musiałam domyć całość płynem micelarnym, czego staram się unikać. Czy taki już jego urok czy to może wynika z połączenia go z pantenolem oraz olejkiem, co sprawiło, że stał się bardziej mazisty?

    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej - jak maska ma zbyt tłustą konsystencję, albo jak doda się oleju za późno, przed wymieszaniem dokładnie składników, to węgiel osiada na skórze. Następnym razem wystarczy domyć go lekkim żelem lub pianką, pomocna może być również gąbeczka konjac, aby nie stosować już detergentów ;)

      Usuń
  27. Ewo, ostatnio gdzieś w komentarzach mi mignęło że znalazłaś lepszą maseczkę kremową od Aura Manuka z Antipodes, tylko że droższą. Zdradzisz co to za produkt? :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ewo, czy przy kuracji kwasami (20% glikolowym) są wskazane peelingi ENZYMATYCZNE?

    W jakiej częstotliwości myślisz?

    Pozdrawiam, Szczęśliwego Nowego Roku!

    Malwina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, ponieważ kwas glikolowy w pierwszej fazie może nasilać rogowacenie i bez dodatkowego złuszczania naskórka, może dojść do zanieczyszczania się skóry. Ponadto bromelaina ma silne działanie przeciwzapalne, a to ważne przy stosowaniu kwasów, które działają silnie drażniąco.

      Usuń
  29. Interesujący artykuł, jak zawsze:) Ciekawi mnie to myślisz na temat witaminy D(D3) i jej zbawiennym działaniu na organizm. Albo zależnościami pomiędzy tym związkiem a chorobami autoimmunologicznymi np związanymi z tarczycą-można powiedzieć, że powszechnymi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PODŁĄCZAM SIĘ POD CIEKAWE PYTANIE :)

      Mnie zwłaszcza interesuje zależność między wit. D a trądzikiem.

      Pozdrawiam, Klaudia

      Usuń
    2. Witamina D ma mnóstwo właściwości, co roku w encilopedia of hormones zwiększa się ilość właściwości witaminy D, ostatnio doszukałam się ponad 200. Na pewno jest duży związek między poziomem witaminy D, a zdrowiem, ale preparaty z witaminą D nie działają tak jak jej naturalna forma metabolizowana przez skórę.

      Witamina D może nasilać/upośledzać działanie pewnych hormonów, ma również ogromny wpływ na skórę, zwłaszcza na przebieganie hiperkeratozy, ma również pewne działanie przeciwzapalne oraz dba o prawidłową gospodarkę tłuszczową, więc ma realny wpływ na kondycję skóry. Ostatnio to moja ukochana witamina w stosowaniu zewnętrznym - napiszę o tym więcej po Nowym Roku :)

      Jeśli chodzi o choroby autoimmunologiczne - tutaj wpływ ma wiele czynników, witamina D jest pomocna, ale przede wszystkim nasz organizm nie zaadaptował się do panujących warunków, poza tym lekarze nie przewidują efektów niepożądanych swoich poczynań, a masa leków tragicznie osłabia układ immunologiczny i niewłaściwie go kształtuje na etapie rozwoju. Dodatkowo przewlekły stres upośledza odpowiedź immunologiczną - hiperkortyzolemia to powszechne zjawisko. Ogromne znaczenie ma przede wszystkim nastawienie do życia - ludzka psychika jest w stanie modyfikować odpowiedź immunologiczną i jest to udokumentowane w wielu badaniach klinicznych, tylko jest jeden problem - psychiatria i endokrynologia to wciąż straszne bagno i w porównaniu do innych dziedzin medycyny wciąż stoi w miejscu, mimo że to właśnie tam większość chorób ma swój początek :(

      Usuń
  30. Dzieki za odpwiedz. Zgadzam sie z tym w 100%. Psychologia i endokrynologia to bagno, a najlepsze jest to, ze xi specjalisci czesza gruba kase za nic-
    tak bylo w moim przypadku, zero empatii.. Mam problem z depresja i tsh mi wzroslo do 3,2 a jestem mloda. Walcze z tym jak tylko sie da we wszystkich mozliwych sferach zycia.W skrocie: dieta, sport, rozwijanie umyslu, cwicze pozytywne nastawienie. Lekarz gdy mialam tsh 2,3 przepisala mi najnizsza dawke eurythoxu, od miesiaca to biore i zmniejszam dawke zeby to odstawic, bo naczytalam sie mnostwo o tym, ze organizm sie rozleniwia, bo pobiera ten hormon z leku. Wczoraj zrobilam badanie, a tsh wciaz na poziomie 3,2, dodatkowo zrobilam poziom wit D i wyszlo mi 29 (30-80). Stwierdzilam, ze biore sie za ta wit, bo mocno prawdopodobne, ze to ma wplyw na moje tsh... pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń

Super, że jesteś! 👍👍👍

Jeśli temat Cię zainteresował, chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, a może potrzebujesz pomocy - podziel się tym w komentarzach. Jeśli wymagasz kompleksowej pomocy i nie radzisz sobie z nadmiarem informacji - warto skorzystać z moich usług: mini-porady, czy też prywatnej konsultacji. Nie udzielam rozbudowanych informacji w sposób bezpłatny, komentarze wyczerpujące, długie, kwalifikują się już do starania się od prywatne rozpatrzenie poprzez drogę e-mailową: mademoiselleeve@wp.pl

Pamiętaj, że nie jesteś sam - trądzik, to choroba, która dotyka nie tylko osoby w wieku dorastania, ale także dojrzałym, a jednocześnie łączy wszystkich w tym miejscu. Dołącz do społeczności i zacznij cieszyć się piękną cerą !

Proszę o niereklamowanie się na moim blogu. Reklama w tym miejscu jest płatna, a każdy przejaw autoreklamy będzie skrupulatnie moderowany. Artykuły sponsorowane na moim blogu mają dokładne oznaczenia - jeżeli taka informacja nie znajduje się na końcu artykułu, jego opracowanie odbyło się bez nakładów pieniężnych.

PROSZĘ JEDNOCZEŚNIE O UMIESZCZANIE KOMENTARZY POD NAJNOWSZYMI ARTYKUŁAMI. Dziennie otrzymuję dziesiątki, jeśli nie setki komentarzy, nie jestem w stanie na nie wszystkie odpowiedzieć, jeżeli są rozbite na wiele postów - zawsze coś umknie mojej uwadze, nawet pomimo dokładności i skrupulatności w działaniu.

UWAGA! Jeżeli masz pewne wątpliwości, pytania, mój blog jest najlepszym miejscem, aby pozostawić swój komentarz. E-MAILE ORAZ PRYWATNY KONTAKT NA SOCIAL MEDIACH JEST ZAREZERWOWANY WYŁĄCZNIE DLA OSÓB ZAINTERESOWANYCH PŁATNĄ PORADĄ!

Copyright © 2016 MademoiselleEve , Blogger