Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rogowacenie okołomieszkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rogowacenie okołomieszkowe. Pokaż wszystkie posty

15:00

NASTĘPCA SURGRAS LIPIKAR | SVR TOPIALYSE BAUME LAVANT ODŻYWCZY BALSAM DO MYCIA SKÓRY SUCHEJ I ATOPOWEJ

NASTĘPCA SURGRAS LIPIKAR | SVR TOPIALYSE BAUME LAVANT ODŻYWCZY BALSAM DO MYCIA SKÓRY SUCHEJ I ATOPOWEJ
svr topialyse baume lavant kojącybalsam do mycia skóry bardzo wrażliwej suchej swędzącej i atopowej żel do twarzy który nie wysusza

Wiadomość o wycofaniu nieodżałowanego Lipikar Surgras La Roche-Posay zasiała pustkę w sercach wielu zwolenników szybkiego, skutecznego i prostego oczyszczania. Dziełem zupełnego przypadku, przy pomocy jednej z moich Czytelniczek, odkryłam godnego następcę, który moim zdaniem, zasłużył sobie nawet bardziej na objęcie jak dotąd pustego tronu.

WŁAŚCIWOŚCI. 
Konsystencja gęsta, zabielona, ciągnąca się, zwarta i lepka. Nie wysycha całkowicie - pozostawia przezroczysty, wciąż klejący się woal, który następnie podczas pocierania tworzy smugi, finalnie pokrywając naskórek ochronną, lecz wciąż hołdującą lepkością kołderką. Ciężar produktu jest wyczuwalny szczególnie podczas aplikacji na suchą skórę, stawia bowiem duży opór, który wymusza stosowanie bardziej zamaszystych ruchów, ale i dzięki silnym właściwościom przywierającym zawdzięcza zaskakującą siłę jaką dysponuje - znakomicie przylega do zanieczyszczeń każdego typu, a następnie - z równie zaskakującą mocą - emulguje, usuwając się w delikatny, emulsyjny sposób, z powierzchni naskórka. Nie jest zaskoczeniem, że kosmetyk cechuje zdumiewająca wydajność - jedna, niepełna pompka preparatu jest w stanie usunąć zanieczyszczenia z twarzy, uszu, szyi, dekoltu, a nawet i ramion. To, co podoba mi się w Baume Lavant najbardziej, to uczucie oczyszczonej, ale nie zmaltretowanej skóry. Preparat myjący utożsamia się z umiarkowaną, zrównoważoną delikatnością, która nie gra bezczelnie na odwodnieniu, a zapewnia przyjemne uczucie świeżości. Konsystencja pozwala również modyfikować skutecznie siłę, będąc podatną na wszelakiego rodzaju zewnętrzne modyfikacje. Podobnie jak poprzedni król, Baume Lavant sprawdza się do oczyszczania całego ciała oraz włosów, pełniąc rolę produktu idealnego na wyjazdy. 

Podobnie jak sławetny i nieodżałowany Surgras, dermokosmetyk cechuje zrównoważona porcja fazy tłuszczowej w postaci zmodyfikowanych i łatwo zmywalnych emolientów (okluzji) w stosunku do frakcji wodnej z mieszaniną emulgacyjno-detergentową. Baume Lavant ma postać gęstego, skoncentrowanego kremu, który łączy w sobie ogromny potencjał myjący, lecz również i właściwości ochronne - zawarte w nim tłuszcze nie tylko buforują działanie detergentów, łączą się z zanieczyszczeniami tłustymi, których efektywne spłukanie gwarantuje zarówno emulgacja, jak i częściowe wspomożenie łagodnymi detergentami. Baume Lavant przeważnie emulguje, ale dostrzegalne jest subtelne spienianie się produktu, dające efekt przyjemnej, puchatej pierzynki, gwarantującej całkowite, i jakże rozkoszne, usunięcie bazy kremowej. Preparat nie pozostawia na skórze lepkiego, tłustego, dziwacznego filmu i poślizgu. 

svr topialyse baume lavant kojącybalsam do mycia skóry bardzo wrażliwej suchej swędzącej i atopowej żel do twarzy który nie wysusza (2)

Siła Baume Lavant upora się bez najmniejszego trudu z zabrudzeniami o średniej, adekwatnej do kremu myjącego, ciężkości - kremowymi, lecz nie przylegającymi ściśle do naskórka i nie wypełniającymi jego mikrostruktur (mokry efekt, aplikowane w niewielkiej, umiarkowanej ilości). W przypadku produktów całkowicie schnących, aplikowanych w określonej ilości - kosmetyk może okazać się niewystarczający, choć jego siłę można łatwo zmodyfikować dodatkiem czystej fazy tłuszczowej, którą jest w stanie udźwignąć do dodatkowych 30-35% lub wstępnym myciem, usuwającym powierzchowne zabrudzenia (na przykład płyny micelarne). Dermokosmetyk rozcieńczany wstępnie wodą lub aplikowany na wilgotną skórę natychmiast emulguje, tworząc łagodną emulsję myjącą - idealną do oczyszczania zanieczyszczeń lekkich i głównie wodnych.

Zapach neutralny, świeży, niemal niewyczuwalny. 

SŁUSZNY ZAMIENNIK DLA SURGRAS LIPIKAR LA ROCHE-POSAY. 

Nazwa artykułu jest wystarczająco sugestywna: wycofany dermokosmetyk La Roche-Posay i nadal dostępny Baume Lavant mają ze sobą sporo punktów stycznych, lecz moim skromnym zdaniem w tym szaleńczym wyścigu może być tylko jeden zwycięzca i jest nim zdecydowanie SVR. Na korzyść SVR przemawia gęstsza konsystencja, łagodniejsza i jednocześnie efektywniejsza baza domywająca. Tak jak przy Surgrasie chwilowy zachwyt ustąpił miejsca rozczarowaniu, generując potężne deprywacje nawodnienia, tak SVR okazał się delikatniejszy, choć równie skuteczny w oczyszczaniu - co więcej, znacznie lepiej usuwał zanieczyszczenia głębokie, z którymi Lipikar sobie zupełnie nie radził i oczyszczał naskórek typowo powierzchownie. 

SVR TOPIALYSE BAUME LAVANT - KTO BĘDZIE Z NIEGO ZADOWOLONY?
Mycie jednoetapowe jest myciem specyficznym - sprawdzi się u osób, których zanieczyszczenia codzienne są średnie i stosowanie metod klasycznego oczyszczania dwuetapowego, akcesoriów lub delikatnych środków myjących, doprowadza skórę do opłakanego stanu, napędzając jednocześnie problem istniejącego odwodnienia. Baume Lavant to schron dla osób, które po pierwsze opowiadają się za uproszczoną pielęgnacją i ten typ działań faktycznie sprawdza się w praktyce najlepiej oraz po drugie, w sytuacjach, gdy cera odwadnia się za mocno podczas gruntownych metod oczyszczających, lecz jednocześnie wymaga mocniejszego mycia, ponieważ ultra delikatne, jak i nadmiernie ściągające formuły powodują czopowanie ujść gruczołów łojowych (łojotok aktywny i łojotok napędzany, inaczej wywołany). Grupą docelową są zdecydowanie skóry tłuste i łojotokowe odwadniające się, cery rogowaciejące trądzikowe oraz cery dojrzałe w kierunku skór normalnych, zrównoważonych lub przejawiających tendencję do przetłuszczania się. Kosmetyk spłukuje się niemal całkowicie (na poziomie 80%), na skórach typowo suchych i skrajnie odwodnionych może okazać się za agresywny poprzez nadmierne domywanie się.

Dostępność opakowania z funkcyjną i sprawną pompką oraz mniejszej tubie bez mechanizmu dozującego.

INCI: AQUA (PURIFIED WATER), GLYCERIN, SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, COCO-BETAINE, COCO-GLUCOSIDE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, NIACINAMIDE, ALPHA-GLUCAN OLIGOSACCHARIDE, SACCHARIDE ISOMERATE, TOCOPHEROL, TOCOPHERYL ACETATE, 12-HEXANEDIOL,  CAPRYLYL GLYCOL, CITRIC ACID, COCOS NUCIFERA  (COCONUT) OIL,  GLYCERYL OLEATE, GOSSYPIUM HERBACEUM (COTTON) SEED OIL, HYDROGENATED PALM GLYCERIDES CITRATE, PENTYLENE GLYCOL, SODIUM CITRATE, SODIUM HYDROXIDE, STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER

200 ml / 40-50 zł
400 ml / 44-70 zł

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

15:00

MASAŻ KRZEMIONKĄ | O TYM JAK EFEKTYWNIE I TANIO USUNĄĆ TŁUSTE ZASKÓRNIKI I ROZSZERZONE PORY

MASAŻ KRZEMIONKĄ | O TYM JAK EFEKTYWNIE I TANIO USUNĄĆ TŁUSTE ZASKÓRNIKI I ROZSZERZONE PORY
masaż krzemionką jak usunąć głębokie zaskórniki jak pozbyć się rozszerzonych porów krzemionka jako puder

Metoda krzemionkowa to jedno z moich największych i jednocześnie najbardziej zaskakujących odkryć w pielęgnacji. Niefortunnie stanowić zaczęła ratunek przed złem, jakie sama na siebie ściągnęłam, podejmując się, jakże potrzebnej, lecz i szkodliwej dla mojej skóry, inicjatywy naturalnego makijażu kremowego. Masaże na sucho krzemionką są proste w stosowaniu, odpowiednie nawet dla zmienionej zapalnie skóry i przede wszystkim - skuteczne w działaniu!

DLACZEGO WŁAŚNIE KRZEMIONKA? 
Krzem posiada doskonałe właściwości absorbujące - szczególnie lipochłonne - w testach klinicznych  i próbach przeglądowych, koloidy krzemionkowe pod tym względem dorównywały, a nawet przewyższały etanol. Minerał charakteryzuje się naturalnymi właściwościami odtłuszczającymi, emulgującymi, bakteriostatycznymi oraz, co brzmi dość nieprawdopodobnie, doskonałym, sferycznym poślizgiem, pozostawiając skórę nieskazitelnie wygładzoną i miękką w dotyku po użyciu.

W tym przednim konkursie właściwości, tylko dwie z nich zaszczepiły w mojej głowie dzisiejszy, szaleńszy zamysł - krzemionkę sferyczną cechuje znakomita penetracja skórna (duże powinowactwo do składników budulcowych ludzkiego naskórka) oraz równie wysokie właściwości przylegające - poziom przenikalności ditlenku krzemu w mieszkach włosowych i specyficzna mikroziarnistość pyłu w próbach in-vivo i ex-vivo działała na poziomie niemal całej warstwy rogowej. I właśnie to popchnęło mnie to tego, by krzemionkę wykorzystać inaczej niż zwykle - podczas masażu oczyszczającego.

Krzemionki podobnie jak tłuszcze oraz alkohole (a nawet efektywniej!) łączą się z tłustą i plastyczną treścią zaskórniczą, w zależności od budowy - ich właściwości chłonne mogą być nawet 100 krotnie wyższe niż ich finalna objętość. Są nieporównywalnie prostsze i przyjemniejsze w stosowaniu, co zawdzięczają swojej budowie i sypkiej postaci. Struktura krzemionek obkurcza pory, co z punktu  widzenia pielęgnacyjnego naturalnie zmniejsza ryzyko ponownego zaczopowania ujścia gruczołu łojowego.

Od momentu odkrycia tej rewolucyjnej dla mnie metody, stwierdzenie, jakże chwytliwe i często stanowiące nadużycie - wyrolować problem - nabrało dla mnie zupełnie odmiennego znaczenia - właśnie tak działa krzemionka aplikowania na sucho podczas wykonywania tradycyjnych, zamaszystych, przylegających ruchów: pochłania zabrudzenia, wydostając je na powierzchnię w postaci drobnych i łatwo usuwalnych kuleczek, których ilość wzrasta adekwatnie do długości masażu i ilości zanieczyszczeń. Największą zaletą krzemionki jest to, że pochłania dużo i równocześnie łatwo oddaje pochłonięte i unieszkodliwione metabolity.

JAK STOSOWAĆ?

Krzemionkę aplikuję puszkiem, gąbeczką lub zbitym pędzlem na twarz aż do momentu widocznego rozbielenia, a następnie suchymi dłońmi wykonuję klasyczny masaż twarzy. Wbrew pozorom nie jest to nic trudnego - po kilku sekundach naskórek nabiera gładkiego poślizgu, zaś po kilku seriach krzemionka przechwytuje mechanicznie obecne zanieczyszczenia, tworząc coś na kształt specyficznych, wyczuwalnych pod palcami rosnących mikrogranulek. Masaż powinien być wykonywany na oczyszczonej i osuszonej skórze oraz nie winien trwać dłużej niż 15 minut, skórę po zabiegu należy oczyścić łagodnym środkiem myjącym, który spłukuje się całkowicie ze skóry i jest oparty głównie na wodzie (krzemionki tworzą zawiesiny). Kluczowa w tej całej metodzie jest sypka forma krzemionki (najlepiej sferycznej, jak najmocniej pęczniejącej, na przykład airy finish), łączenie ditlenku krzemu z bazami kremowymi lub żelowymi zapewnia efekt bardziej powierzchowny, typowy dla peelingów gommage. 

EFEKTY MASAŻY KRZEMIONKOWYCH - PRZY JAKICH PROBLEMACH SKÓRNYCH OKAŻĄ SIĘ POMOCNE.

Krzemionki znakomicie pochłaniają zanieczyszczenia tłuste, stopują ich wolnorodnikową peroksydację oraz dzięki sypkiej strukturze i punktom stycznym z keratyną - nie są obojętne wobec zmian typowo suchych, naskórkowych. Mikroziarnista struktura odrywa złogi zaskórnicze i uwydatnia je na zewnątrz, łącząc się ostentacyjnie z minerałem w postaci granulek (oczywiście część grudek to zrolowana krzemionka) - bez mechanicznych uszkodzeń i wywoływania przymieszkowego stanu zapalnego. Posuwiste ruchy dłoni doprowadzają do miejscowego ucieplenia tkanki, co pozwala na wydobycie nawet głębokich zmian grudkowych, będących mieszaniną tłuszczów, potu i zrogowaciałego naskórka.

Suchy masaż ditlenkiem krzemu sprawdza się szczególnie przy tłustych zanieczyszczeniach oraz suchych, sterczących i niezwykle irytujących zrogowaceniach, gdy nie towarzyszy im jednoczesne głębokie odwodnienie naskórka - chłonna struktura krzemionki oraz jej właściwości chemiczne pozwalają skutecznie rozpuścić obecne w kanałach mieszkowych złogi w niezwykle skuteczny, lecz i jednocześnie nietraumatyczny dla skóry sposób. To doskonała metoda na zrównoważenie okluzji w pielęgnacji. Minerał w mało inwazyjny sposób obkurcza rozszerzone pory oraz stanowi profilaktykę przed ich ponownym czopowaniem.

Delikatność i efektywność krzemionki stanowi optymalne rozwiązanie złuszczające dla skóry trądzikowej zmieniającej się zapalnie. Warto wypróbować tej metody szczególnie przy problemach skórnych związanych z rozpulchnieniem naskórka (tłuste, powierzchowne zaczopowane pory, zaskórniki zamknięte, rozszerzone pory, łojotok, comedones) oraz problemach związanych z klasycznym rogowaceniem - krzem wykazuje wysoką biozgodność z keratyną, dlatego tak efektywnie tworzy z nią związki, a następnie metabolity.

Masaże krzemionką to alternatywa masażu dla osób, którym szkodzą kosmetyki oparte na innych bazach, na przykład olejowych.

ZAGROŻENIA. 

Wynikają głównie z sypkiej formy krzemionki oraz jej specyficznego, absorpcyjnego działania - krzemionki poprzez generowane wysuszenie mogą stwarzać i nasilać objawy dehydratacji naskórka, wówczas obecny stan zapalny będzie powiązany nie tyle co z udziałem krzemionki, ale implikacjami związanymi z nadmierną utratą wody. Krzemionki, jeśli są wdychane, należą również do bezpośrednich czynników przyczyniających się do rozwoju pylicy płuc. Do typowych objawów odwodnienia należą: tkliwość, nadpobudliwość naczyniowa, swędzenie, dyskomfort, patologiczny łojotok, wyprysk toksyczny oraz niestabilność naskórkowa. Stosowanie krzemionki na skórach głęboko odwodnionych i typowo suchych może zastane objawy skórne zaostrzyć, pewnym, lecz mniej skutecznym rozwiązaniem są peelingi krzemionkowe oparte na bazach kremowych - krzemionkę można dodać do kremowego środka myjącego lub dobrze zemulgowanej bazy kremowej. Gotowym i godnym polecenia produktem tego typu jest lodówkowy peeling krzemionkowy polskiej marki Fridge.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

12:00

SKUTECZNE SERUM NAWILŻAJĄCE ORPHICA PURE ADVANCED EYE RENEWAL SERUM

SKUTECZNE SERUM NAWILŻAJĄCE ORPHICA PURE ADVANCED EYE RENEWAL SERUM
PURE Advanced Eye Renewal Serum with Deep-CareTM ComplexSerum pod oczy krem pod oczy serum intensywnie nawilżające serum nawadniające serum dla cery dojrzałej serum na zmarszczki i przebarwienia

Przyznaję uczciwie, moja skóra z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, a nawet z godziny na godzinę staje się coraz bardziej wymagająca. Zauważam to szczególnie w trudnościach związanych z dostarczeniem prawidłowego nawilżenia, gdy sprawdzone niegdyś produkty okazują się nieefektywne, bądź też wręcz drażniące i szkodliwe. 

Niemałym, tegorocznym zaskoczeniem jest dla mnie marka Orphica, nie sądziłam bowiem, że dziełem szczęśliwego zbiegu okoliczności, uda mi się zapoznać z kosmetykami, które moja skóra autentycznie polubi. Cieszę się ogromnie, że serum PURE zaskoczyło mnie równie pozytywnie, jak znakomita maska w płachcie Timeless [więcej tutaj], która rzeczywiście działa, sprzyjając tym samym uproszczeniom w pielęgnacji. Cenię tego typu produkty i jestem skłonna zapłacić za nie więcej niż zwykle. 

SERUM PURE. WŁAŚCIWOŚCI. 

Serum posiada konsystencję zagęszczonego, transparentnego żelu. Żelowa struktura jest idealnie wyważona i już w tym miejscu pragnę zawetować o dłuższą pauzę. Nie jest to bowiem klasyczny żel - formuła jest niezwykle aksamitna, jednolita, gładka, pozbawiona nieprzyjemnej lepkości, lecz jednocześnie jest niesamowicie spójna oraz niecałkowicie schnąca. Produkt mimo rozpieszczającej lekkości, nie pozostawia skóry tępej, szorstkiej, wysuszonej, co pozwala na bezpieczne i nieco frywolne w swej prostocie zakończenie etapu pielęgnacyjnego właśnie na serum PURE. Tuż po aplikacji, pod względem organoleptycznym, daje efekt nawodnionej skóry po prawidłowo dobranym preparacie kremowym, aniżeli lekkim, wodnistym, żelowym serum. Trafia do mnie zestawienie maksymalnej lekkości z odpowiednim, komfortowym i przyjaznym dociążeniem, pod tym względem serum przypomina mi doskonałe, lecz horrendalnie drogie serum Bio-Energy Lift Naturophatica oraz stanowi potężną konkurencję dla niedostępnych w Polsce i uwielbianych przeze mnie serum marki Eminence [więcej tutaj i tutaj]. 

PURE Advanced Eye Renewal Serum with Deep-CareTM ComplexSerum pod oczy krem pod oczy serum intensywnie nawilżające serum nawadniające serum dla cery dojrzałej serum na zmarszczki i przebarwienia naturalne składniki żel

Pozory mylą. Serum może zwieść początkową, zbyt lekką, przeciętną konsystencją - otóż jest to w praktyce produkt emulsyjny i szatańsko dobrze zrównoważony, przez co stosowanie produktu zakrawa wręcz o grzeszną, egoistyczną przyjemność.

Konsystencja produktu posiada przyjemny, organiczny poślizg, ułatwia to sprawną i adekwatną pod względem ilości, aplikację serum. PURE szczególnie pozytywnie reaguje na ruchy oklepujące i znakomicie sprawdza się do szybkiego, mało inwazyjnego i codziennego masażu.

Nieschnąca warstwa może zniechęcać część skupionej rzeszy do bliższej relacji. Niesłusznie. Nie jest to bowiem film niekomfortowy, śliski, lepki, dziwaczny. Jest tutaj ten typ powlekania, który moja potwornie chwiejna skóra lubi i prawdopodobnie równie korzystnie będzie on oddziaływał na bardziej bądź też mniej problematycznych typach skórnych - to okluzja pracująca cały czas z cerą, pozbawiona silnych właściwości powlekających. Nie poddusza zatem już i tak biednej, zmienionej zapalnie skóry, nie sprzyja jej rozpulchnianiu i nadmiernemu zanieczyszczaniu, ale nie jest zbyt schnąca, by generować zupełnie niepotrzebne odwodnienie, podrażnienia, rogowacenie oraz potrzebę uzależnienia się od stosowania kolejnych produktów pielęgnacyjnych.

EFEKTY STOSOWANIA. 

No cóż, jeśli przebrnąłeś przez moje wyegzaltowane, dłużące się elukubracje, nie zaskoczę Cię stwierdzeniem, że serum PURE marki Orphica przyniosło na mojej skórze fantastyczne efekty, choć docelowo powinno być stosowane pod oczy :) Być może dla kogoś ładniejszy koloryt skóry, wyczuwalne nawodnienie i gładkość to stanowczo zbyt mało, ale przy tak skomplikowanym typie cery jaki nieszczęśnie posiadam, musisz mi wierzyć na słowo, jest to nie lada osiągnięcie i poświadcza jedynie o rzeczywistej, wysokiej jakości i sile formuły.

Prawidłowe nawodnienie naskórka w moim, konkretnym przypadku jest kluczem do zadbanej i niezmienionej trądzikowo skóry, lecz nie każdy rodzaj nawilżenia, a szczególnie okluzji lubię. Nader często, gotowe produkty balansują między wstrętną okluzyjnością, a wysychającą i drażniącą lekkością, pozostawiając bolesną i tragiczną w skutkach suchość. Jeśli napotykasz na swej drodze podobne problemy pielęgnacyjne, wiesz doskonale jak trudne jest dopasowanie preparatu, który rzeczywiście przynosi nawilżającą ulgę, lecz jednocześnie nie okazuje się szkodliwy.

Skóra po zastosowaniu serum PURE jest zmiękczona - miękka, sprężysta, gładka, przypomina mi moją śliczną cerę w wieku licealnym, gdy problem trądziku stanowił dla mnie taką zagwozdkę jak twórczość Van Gogh'a w czasie jego żywota, a skóra nie dźwigała brzemienia w postaci katastrofalnych, głównie pod względem nawilżenia (choć nie tylko), terapii dermatologicznych.

Główne i utrzymujące się efekty, które zauważyłam zaledwie po kilku dniach stosowania serum, to: zauważalna poprawa kolorytu (redukcja odbarwionych, objętych nadmierną keratynizacją obszarów skóry, efekt wypoczętej skóry), znaczące uspokojenie naskórka oraz stopniowe ograniczenie nadmiernego rogowacenia. W rezultacie naskórek stał się gładszy, mniej zmieniony zapalnie oraz wizualnie ładniejszy. Przy dłuższym stosowaniu serum (około 30 dni) odnotowałam bardzo dużą różnicę pod kątem reaktywności skóry - naturalnymi implikacjami było szybsze wchłanianie się przebarwień pozapalnych (nieutrwalonych, naczyniowych) oraz zmniejszona pobudliwość naczyniowa, efekty mogłam odnotować szczególnie podczas przeprowadzania inwazyjnych zabiegów, takich jak oczyszczanie, czy złuszczanie naskórka, gdy skóra jest najintensywniej narażona na dehydratację oraz wynikające z tego tytułu implikacje.

Serum PURE jest skierowane głównie do pielęgnacji okolic oczu. Nie mam zastrzeżeń, zarówno pod względem konsystencji, jak i działania, choć nie jestem najlepszym źródłem informacji, zatem użytkując produkt skupiłam się na partiach sprawiających o wiele więcej problemów. Serum jest delikatne dla tej okolicy, nie powoduje swędzenia, pieczenia i łzawienia, choć jest to, niestety, kwestia niezwykle indywidualna i domyślam się, że w gronie pochlebców, z pewnością znajdzie się choć jedna osoba, która zaobserwuje u siebie objawy niepożądane. Tak czy inaczej, atutem jest fakt, iż serum zostało dokładnie przebadane zarówno pod kątem dermatologicznym, jak i oftalmologicznym. Nie odbiegając od tematu przewodniego, kosmetyk niwelował zmęczone spojrzenie, ładnie rozświetlał tę okolicę i rzeczywiście działał w kierunku małych, ale jednak obecnych, zasinień. Serum zaleciłabym przy obecnych, ale nie aż tak bardzo zintensyfikowanych problemach w tym rejonie, choć jak na produkt zewnętrzny, o ograniczonym spektrum działania, Orphica naprawdę zadziwia swym działaniem.

Serum sprawdza się stosowane pod makijaż, szczególnie jako amortyzator na formuły zastygające oraz sypkie, pudrowe, mające pewien potencjał wysuszający. Kremowe struktury rozprowadzają się łatwiej i przyjemniej, bez nadmiernego osiadania w suche struktury, pozwala to na mniejsze zużycie kosmetyków kolorowych oraz ładniejszy, bardziej naturalny efekt makijażu. 

PURE Advanced Eye Renewal Serum with Deep-CareTM ComplexSerum pod oczy krem pod oczy serum intensywnie nawilżające serum nawadniające serum dla cery dojrzałej serum na zmarszczki i przebarwienia serum żelowe serum nie zapycha

SŁABE STRONY.

Każdy, nawet najlepszy produkt ma pewne wady. I tak też jest i w przypadku serum PURE, po które z pewnością sięgnę nie raz.

Przede wszystkim jest nim nietrafiony i niesprawny z zetknięciu z konsystencją, aplikator. Nie dozuje on odpowiedniej ilości serum, wymaga ciągłego przechylania opakowania oraz dużego skupienia podczas wydobywania tak dobrej treści. Myślę, że znacznie rozsądniejszym i przyjemniejszym rozwiązaniem byłoby opakowanie z dozującym systemem próżniowym, mimo że buteleczka prezentuje się niezwykle świetnie i jest wykonana z bardzo wysokiej jakości materiału. 

Mimo że zapach jest niezwykle przyjemny, kremowo-kwiatowy, świeży, jest zbyt mocny. Szybko ulatnia się, ale jest to jednak kolejne i zupełnie zbędne zagrożenie drażniące.

Ostatnim minusem, ale też i po części plusem, są niemodyfikowane właściwości serum. Według producenta jest to ostatni etap pielęgnacji, z czym zupełnie się zgadzam - kosmetyk nie znajduje nici porozumienia z innymi produktami, jest oporny na wszelkiego rodzaju modyfikacje, jest jednak zupełnie wystarczający samodzielnie, więc zadowoli oponentów warstwowej pielęgnacji.

GRUPA DOCELOWA

Wymagający nawilżenia. Serum może pozytywnie zadziałać na wszelkiego typu zasinienia i symptomy dehydratacji skóry. W tym również na innych powierzchniach twarzy. 

INCI: Aqua, Glycerin, Citrus Aurantium Amara Flower Extract, Snail Secretion Filtrate, Squalane, Propanediol, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Crambe Abyssinica Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Spilanthes Acmella Flower Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Enteromorpha Compressa Extract, Carthamus Tincotorius Bud Extract, Tocopherol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Hydroxyethylcellulose, Niacinamide, Panthenol, Beta-Sitosterol, Retinyl Palmitate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Squalene, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Isohexadecane, Polysorbate 60

Cena: 180-200 zł / 15 ml

ARTYKUŁ POWSTAŁ W WSPÓŁPRACY Z MARKĄ ORPHICA (NUTRIDOME).

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

07:00

WODNISTE KONSYSTENCJE | JAK BEZPIECZNIE STOSOWAĆ SERUM NAWILŻAJĄCE, BY NIE WYSUSZAŁO SKÓRY

WODNISTE KONSYSTENCJE | JAK BEZPIECZNIE STOSOWAĆ SERUM NAWILŻAJĄCE, BY NIE WYSUSZAŁO SKÓRY
jak stosować serum toniki wysuszają skóę jak stosować lekkie konsystencje wysuszenie po serum toniku żele wysuszają skórę

Popijając nerwowo kolejną już dzisiaj małą czarną, wertujesz wzrokiem listę składników i poszukujesz bezskutecznie karcącym wzrokiem winowajcy, wydaje Ci się, że jesteś coraz bliżej celu i niebawem nastąpi nieuchronny triumf, mimo że cera z dnia na dzień jest coraz bardziej chwiejna, wymagająca, być może nawet i zmieniona zapalnie. Coś tu śmierdzi.

Podpowiem Ci co: kosmetyki lejące, schnące, wodniste, mimo że nie powlekają skóry w takim stopniu jak ciekłe oleje i gęste masła, nie są zupełnie obojętne dla skóry i jak najbardziej mogą generować równie nasilone problemy skórne. Wodnista formuła to także potencjalne źródło destruktywnych implikacji, a niebezpieczny trend warstwowej pielęgnacji ociera to dogmatyzm w najbardziej klarownej postaci.

W CZYM TKWI PROBLEM?

Wodne formuły są potwornie trudne w pielęgnacji i zawsze wymagają asekuracyjnych produktów, co wpływa na sztuczne zwiększenie ilości stosowanych kosmetyków i przeprowadzanie poniekąd wymuszonych działań. A żadna skóra tego nie lubi.

I tutaj tkwi największy problem. Bo przy tych, konkretnych produktach nie wystarczy stosować czegoś bez większego pomyślunku i w życiowym pośpiechu, w stylu: nakładam i wychodzę. Wodna struktura zawsze będzie skórę potencjalnie wysuszać, podobnie zresztą jak kosmetyki mineralne [więcej tutaj], zatem na pewnych typach skóry przyniosą pożądany efekt, jednak na wielu będą celowo rozbudowywać i utrudniać właściwą pielęgnację skóry.

Im dalej brnę w lekkie produkty, tym przed oczyma mam coraz większą szarugę. Tutaj potrzebny jest konkretny schemat pielęgnacji, ciągła obserwacja skóry i doskonała znajomość własnej cery, która pozwoli na właściwą częstotliwość i formę stosowania. Jeśli nie wiesz co Cię trapi, z jakimi problemami pielęgnacyjnymi zmagasz się aktualnie bądź co je indukuje - oszczędź sobie nerwów i nie wprowadzaj takich formuł do swojej pielęgnacji. Zawsze bezpieczniej jest bazować na kosmetykach spłukiwanych, mających krótszy kontakt ze skórą bądź takich, których działanie można przewidzieć i szybko oraz trafnie ocenić. Wodne formuły do nich nie należą.

Przy wyborze lekkiego serum zawsze kieruję się następującymi czynnikami:

  • konsystencją, czy jest wodnista, przelewająca się, żelowa, zwarta, z lepkością, poślizgiem,  umożliwiająca aplikację, oceniam odczucia organoleptyczne, jakie towarzyszą mi w zetknięciu z formułą, 
  • możliwościami modyfikowalnymi, czyli czy dany produkt będę w stanie stosować w połączeniu z innymi posiadanymi aktualnie produktami bądź w razie negatywnej reakcji - samodzielnie zmodyfikować konsystencję nietrafionego kosmetyku, 
  • samodzielną współpracą z moją skórą, czy stosowany bez asekuracji wpływa pozytywnie na ogólną kondycję naskórka i przejawia terapeutyczne działanie, chodzi głównie o pokrywanie zapotrzebowania na okluzję i/lub nie zwiększanie na nią zapotrzebowania, 
  • właściwościami schnącymi, czyli jakie wykończenie pozostawia, 
  • korzyściami i negatywami jakie jestem w stanie dzięki niemu osiągnąć, czy dany produkt jest naprawdę niezbędny w mojej pielęgnacji, dlaczego jest aż tak wyjątkowy, 
  • czy pasuje do mojej strategii pielęgnacyjnej i nadmiernie nie rozbudowuje pielęgnacji, 

Podstawowe błędne założenie jest w wielu przypadkach takie, że forma wodna jest bezpieczna, bo przecież bazuje na wodzie. No bo, co ta woda może zrobić, no nie? Zapchać pory? Obciążyć skórę? Pierwsza lekcja: w pielęgnacji, tak jak w życiu, nadmierna pewność bywa zgubna. Odrzuć obce poglądy, opieraj się na własnych obserwacjach.

Przytoczę tutaj pewną historię. Otóż pewna kobieta, prowadząca zresztą własną witrynę, wdrożyła do swojej pielęgnacji serum regulujące marki koncernu Dieciem, okrzykując je chałturą straszną - miało ono regulować nadmiar sebum oraz niwelować trądzik. Historia szybko zatoczyła koło i trądzik się nasilił, zamiast zniknąć. Kosmetyk sam w sobie nie jest zły, co więcej, ma rzeczywiście szansę zmniejszać trądzik i aktywność gruczołów łojowych, jednak dla mnie oczywiste było to, że prędzej czy później serum o aktywnej i schnącej formule będzie przyczyną całej kaskady niepożądanych reakcji, dlaczego? Bo zupełnie nie współgrało z przeprowadzanymi działaniami i jedynie zwielokrotniało potencjalnie drażniący charakter przeprowadzanych kroków, a autorka i tak już borykała się ze zniszczoną i uszkodzoną skórą. Zawinił zatem nie do końca produkt, ale inne czynniki - niewłaściwa grupa docelowa i nieodpowiednia pielęgnacja.

Sporym zagrożeniem są szczególnie takie formuły, które mają konkretnie działać na coś i są całkowicie schnące, czyli zawierają spore stężenie substancji aktywnej i pozostawiają zupełnie suche wykończenie. Już sama formuła wodna będzie wysuszać, ale dodatek aktywnego składnika - jeszcze bardziej, dołóżmy do tego zabiegi złuszczające i niewłaściwy etap oczyszczania. Włączenie serum, które będzie jedynie potencjalnie wysuszać, w takim modelu jest mało rozsądne, prawda? Mamy od razu narastające objawy dehydratacji, a więc rogowacenie, a na niektórych typach skóry nawet i łojotok. 

Pójdźmy o jeden krok dalej i odpowiedzmy sobie na podstawowe pytanie: kiedy stosować wodne struktury? Kiedy nie będą wysuszać skóry lub będą robić to w znikomy sposób. Można to osiągnąć właściwie zbilansowaną pielęgnacją, jak najmniejszą ilością kroków lub mądrym wdrożeniem takich struktur w przeprowadzane kroki [więcej tutaj]. Przy niewielkim zapotrzebowaniu na okluzję - łagodną i niegruntownie schnącą formułą preparatu, która ma ogromne znaczenie w finalnym odbiorze produktu. Czasami jednak stosowanie wodnego serum jest całkowicie niemożliwe - na przykład przy głęboko uszkodzonej warstwie rogowej naskórka. Dlaczego? To potencjalne i trudne źródło odwodnienia, dlatego w tym konkretnym przypadku lepiej z niego zrezygnować, nie jest to bowiem krok konieczny i można sobie nawilżenie dostarczyć bezpieczniej i nawet efektywniej, nie rujnując przy tym pielęgnacji.

KIEDY WŁĄCZENIE WODNYCH FORMUŁ JEST ZAWSZE BARDZO RYZYKOWNE I NIE DO KOŃCA ZYSKOWNE. 

Sytuacja jest niemal identyczna jak w przypadku podkładów mineralnych - przy wodnych, lekkich, sypkich strukturach należy zawsze założyć pewien (mniejszy bądź większy) potencjał wysuszający. Stąd te jakże filozoficzne rozważania: czy mogę sobie na to pozwolić? Czy rzeczywiście warto? Chryste, rozmysły prawie jak przy kredycie hipotecznym z zawyżonym ratingiem :)

Wśród grupy osób, które powiedzą stanowcze nie, będzie i niewielka część ze swadą skandująca stanowcze tak. Szkopuł tkwi w tym, by opowiadać się za czymkolwiek z pełną świadomością.




Bądźmy szczerzy i konkretni, mam w nosie to, że ktoś chce sprzedać swój kiepski produkt, jest pazernym i wiecznie nienasyconym stworzeniem albo zatrzymał się na pewnym etapie intelektualnym i reprezentuje wszechobecne, panoszące się kołtuństwo. Chciałabym, by ludzie czytający tego bloga reflektowali nad treściami i byli oporni na obrzydliwą, nachalną reklamę nędznych produktów. To nieprawda, że wodnych kosmetyków potrzebuje absolutnie każdy osobnik rodzaju ludzkiego. Można doświadczyć spektakularnego upadku przy stosowaniu nawet wybitnych i ultra lekkich, pod względem opracowanej technologii i konsystencji, kosmetyków.

Głębszego sensu wciąż znaleźć nie mogę dla tonizacji koniecznie każdego rodzaju i typu skóry [tutaj], siedmiu chluśnięć wodą i pięciu serum na pięć różnych problemów skórnych. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności osoby, które tak zapalczywie krzewią swe idee i z ogromnym pietyzmem przeprowadzają wieloetapowy schemat pielęgnacyjnej destrukcji, w zdecydowanej większości nie olśniewają królewską gładkością skóry lub też nigdy w życiu nie doświadczyły problemów z cerą, czyżby przypadek? Nie sądzę - chociaż pewnie to przez hormony, geny i latte z laktozą.

Radzę poważnie pomyśleć nad wdrożeniem wodnych struktur na skórze uszkodzonej, odwadniającej się i zmienionej zapalnie. Moim zdaniem ryzyko jest zbyt duże i rozsądniej wybierać takie konsystencje, które nie wysychają całkowicie (na przykład zawierają niewielką ilość emolientów) i nie są tak trudne w obyciu. A jeśli już - stawiać na fantastyczne produkty z unikalnymi substancjami aktywnymi - wówczas zalety zawsze będą ważyć nad ewentualnymi negatywami stosowania.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa 

12:00

LEKKI KREM, KTÓRY NIE ZATYKA PORÓW | LA ROCHE-POSAY, AVENE, THE ORDINARY

LEKKI KREM, KTÓRY NIE ZATYKA PORÓW | LA ROCHE-POSAY, AVENE, THE ORDINARY

Dzisiejszy artykuł nie wygrał w plebiscycie na najbardziej ambitną i twórczą treść roku, choć przyznaję, przez długi czas odczuwałam jego przejawiający się w każdej możliwej płaszczyźnie deficyt: wybrałam trzy, w moim odczuciu najprzyjemniejsze kremy o interesującej, niebanalnej i beztłuszczowej konsystencji, które sprawdzają się stosowane zarówno w pielęgnacji codziennej, jak i współgrają z kosmetykami do makijażu.  

Pewna wyczuwalna zachowawczość i niechęć udzielania konkretnych produktów wynika nie z obawy przed przypadkowym ujawnieniem wiedzy tajemnej, ciężko jednoznacznie orzec, zwłaszcza w pielęgnacji skóry, czy dany kosmetyk nie przysporzy dodatkowych problemów z cerą, bowiem nawet najlżejsza struktura może zadziałać komedogennie, jeżeli jest stosowana ponad rzeczywiste zapotrzebowanie skóry. Wśród bezmiaru stosowanych preparatów, wyodrębniłam jedynie garstkę produktów, które mają sporą szansę sprawdzić się na skórze tłustej, zanieczyszczającej się i jednocześnie wymagającej niewielkiego, choć pewnego nawilżenia. 

LA ROCHE-POSAY HYDRAPHASE INTENSE LEGERE (GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY KREM O LEKKIEJ KONSYSTENCJI I PRZEDŁUŻONYM DZIAŁANIU)

Nie zamierzam z precyzją aptekarza ważyć swoich słów: z większością produktów La Roche-Posay nie jest mi po drodze, a z pewnością nie ze słynną serią przeciwtrądzikową Effaclar, która mimo wielu pozytywnych rekomendacji specjalistów, trądzik nasila aniżeli go leczy, nie jest również idealnym dopełnieniem nierzadko agresywnego i wysuszającego leczenia dermatologicznego. Pragnę jednak zwrócić uwagę na rzeczywiście udaną formułę Intense Legere, to spore, pozytywne zaskoczenie: krem jest niezwykle lekki, bez tłuszczowej otoczki z aksamitnym, miłym wykończeniem.

Konsystencja początkowo spoista, przy bliższych stosunkach lejąca, transparentna o klasycznej, aptecznej, wyczuwalnej, choć niedokuczliwej woni, mimo że przez pewien czas utrzymuje się na skórze. Pod wpływem ciepła wędrujących opuszek, krem zyskuje wodną i przezroczystą, aczkolwiek przyjemną, nie sprawiającą problemów strukturę, nabywa przyjemnych walorów użytkowych, staje się bardziej przyjazny w odbiorze oraz, co jest nieskrywanym atutem przy wysokiej cenie preparatu, satysfakcjonującą wydajność.

Niszowe, aksamitne, niewysychające i miękkie wykończenie jakie pozostawia Intense Legere doskonale pielęgnuje skórę z niskim, choć pewnym zapotrzebowaniem na nawilżenie i niezbędną okluzję, nie należy gładkiej warstewki utożsamiać z tłustym, nieprzyjemnym nalotem, wróżącym jedynie nieuchronne problemy skórne, to raczej satysfakcjonujące i ujmujące uczucie właściwie zadbanej cery. Produkt nie lepi się, nie roluje, nie osadza w porach oraz jest komfortowy w noszeniu. Bardzo dobrze współpracuje z kosmetykami do makijażu, ułatwia ich równomierną i gładką aplikację oraz zmniejsza widoczność obecnych nierówności i przesuszających się obszarów.

Krem Intense Legere La Roche-Posay jest dosyć specyficzny i nie każdy zachwyci się jego ultra lekką konsystencją: właściwości nawilżające są słabe, krem efektywnie nie zmiękcza i nie nawadnia intensywnie skóry, gwarantuje za to optimum naskórkowi przejściowo odwodnionemu lub szybko odwadniającemu się, bez wyjątkowych (a jednocześnie wyjątkowych i tak trudnych do zapewnienia) potrzeb. Obietnice producenta nie są do końca zgodne z prawdą i wprowadzają klientów w błąd, choć formule nie mam zbyt wiele do zarzucenia i finalnie uważam ją za udaną. Zalecam jak najmniej obfitą i rozważną aplikację kremu, zrobiłam porządny research przed publikacją i odnoszę wrażenie, że niezadowolenie z Intense Legere wynika albo z wyższego zapotrzebowania na okluzję i zupełnie rozbieżny typ formuły, albo stosowania nadmiernej, jednorazowej ilości preparatu (wydajność kremu przy codziennym użytkowaniu to dokładnie 8 miesięcy, a wertując opiniotwórcze fora przeciętnie określono ją na mniej więcej 3 miesiące!).

Mimo wodnistości struktury, Intense Legere nie wysycha nadmiernie, właściwości produktu nie sprzyjają ani nadmiernej potliwości skóry (choć przy zerowym zapotrzebowaniu na okluzję zalecam rezygnację z zakupu), ani obciążaniu naskórka kolejną warstwą produktu pielęgnacyjnego. Przy wyższym zapotrzebowaniu na emolienty (skóra sucha, silnie odwodniona, zrogowaciała), krem jak najbardziej może wzmagać nadmierny łojotok, powodować miejscowe podrażnienia, a nawet wywoływać problemy skórne, formuła bowiem nie jest z gatunku intensywnie nawilżających i nie w Intense Legere poszukiwałabym swego oblubieńca.

Wygodna i higieniczna aplikacja próżniowa z pompką, wydobywającą właściwą, niewielką ilość kremu. Dostępność w polskich aptekach, ceny - zróżnicowane.

INCI: AQUA / WATER, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, DIMETHICONE, GLYCERIN, ALCOHOL DENAT, POLYETHYLENE, PEG-20 STEARATE, PEG-100 STEARATE, CARBOMER, ZINC GLUCONATE, GLYCERYL STEARATE, ISOHEXADECANE, SODIUM HYDROXIDE, DISODIUM EDTA, COPPER SULFATE, HYDROLYZED HYALURONIC ACID, XANTHAN GUM, PENTYLENE GLYCOL, POLYSORBATE 80, ACRYLAMIDE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE COPOLYMER, CETYL ALCOHOL, CAPRYLYL GLYCOL, PARFUM / FRAGRANCE
CENA: 55-80 zł / 50 ml
STOPIEŃ NAWILŻENIA: **/*****

Od lewej: La Roche-Posay Hydraphase Intense Legere, Avene Post Acte, The Ordinary Moisturizing Factors + HA 

AVENE, CICALFATE, POST ACTE (EMULSJA REGENERUJĄCA PO ZABIEGACH)

Emulsja o niezwykle udanej, lekkiej, zastygającej formule. To kolejny kosmetyk, który może nieopatrznie zostać skrzywdzony przez niewłaściwą grupę odbiorców... Mimo że emulsja Post Acte nie przynosi spektakularnych, bizantyjskich efektów, jest to preparat, do którego bardzo często się wraca.

Zbita, spójna konsystencja o suchym, przylegającym wykończeniu. Emulsja całkowicie zastyga. Pozbawiona zapachu. Pozostawia przyjemne, zdrowe, matowe wykończenie. Nie rozpulchnia skóry, jest komfortowa w noszeniu oraz mimo lekkiej formuły, nie sprzyja nadmiernej potliwości naskórka i sprawdza się w pielęgnacji skóry delikatnej, wrażliwej oraz alergicznej.

Formuła beztłuszczowa, szybko schnąca, choć bez trudu rozprowadzająca się - w odróżnieniu od La Roche-Posay, nie gwarantuje aksamitnego, przyjemnego woalu - wtapia się w naskórek, choć nie powoduje jednocześnie nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia, skóra po jej zastosowaniu jest przyjemnie rozprężona i ukojona, to krem o suchym, unikalnym, komfortowym dotyku. Podatna na wszelkie modyfikacje - aplikowana na mokro zyskuje lepszy poślizg, pozwalający manewrować mniejszą ilością zastosowanego preparatu, zaś dodatek naturalnego oleju lub witamin tłuszczowych wzmaga jej właściwości odżywcze. Nakłada okrężnymi, wmasowującymi ruchami na sucho zapewnia lepszy efekt matujący i wygładzający.

Post Acte doskonale współpracuje z większością kosmetyków do makijażu - wygładza optycznie skórę i zmniejsza widoczność oraz tendencję do migracji produktu do porów, bruzd i nierówności, co jest korzystne zwłaszcza przy stosowaniu mokrych podkładów kremowych. Jest neutralna dla barwy kosmetyków kolorowych.

Dużym plusem jest jest niesamowita delikatność i łagodność emulsji pozabiegowej. Koi i uspokaja wrażliwy, umęczony i trudny w pielęgnacji naskórek, po kilku zużytych opakowaniach, jestem w stanie potwierdzić właściwości gojące oraz regenerujące, na które wcale nie musiałam z utęsknieniem czekać - wspaniale łagodzi rumień, przyspiesza gojenie trudnych zmian oraz sprzyja szybszemu wchłanianiu się świeżych przebarwień potrądzikowych. Nie jest to produkt, który zapewnia intensywne nawilżenie, ale stosowanie emulsji nie generuje problemów skórnych i z dzisiejszej trójki jest to najbardziej ekonomiczny, neutralny i bezpieczny dermokosmetyk dla cery błyskawicznie zanieczyszczającej się, tłustej i trądzikowej.

INCI: AVENE THERMAL SPRING WATER ETHE;HEXYL PALMITATE CETEARYL ALCOHOL THIETHYLHEXANOIN ALUMINUM SUCROSE OCTASULFATE GLYCERIN, CETEARYL GLUCOSIDE DIMETHICONE BENZOIC ACID CAPRYLYL GLYCOL COPPER SULFATE DISODIUM EDTA GLYCERYL STEREATE PEG-100 STEARATE SCIEROTIUM GUM SODIUM HYDROXIDE TOCO-PHERYL ACETATE ZINC SULFATE
CENA: 20-40 zł / 40 ml 
STOPIEŃ NAWILŻENIA: */*****

THE ORDINARY NATURAL MOISTURIZING FACTORS + HA SERUM (SERUM NAWILŻAJĄCE Z KWASEM HIALURONOWYM)

Ten konkretny produkt marki The Ordinary poznałam dzięki Marcie, czytelniczce mojego bloga (bardzo serdecznie Cię pozdrawiam). Nie ukrywam skrzętnie swej niechęci do asortymentu Deciem, jednak serum-krem wyróżnia się na tle mało udanych i w moim odczuciu nijakich formuł koncernu i jest propozycją godną polecenia, zwłaszcza dla cer odwodnionych, zrogowaciałych, nierównych i dojrzałych.

Serum posiada niestandardową, kremową, zwartą, zastygającą formułę o suchym dotyku, pozbawioną całkowicie nieprzyjemnej tłustości o porządnych walorach nawadniających. Topnieje pod wpływem ciepła, przemieniając się w błyskawicznie wchłaniający się suchy olejek o satynowym wykończeniu. Jest to pierwszy produkt o tak wyjątkowych walorach użytkowych: skoncentrowany, o luksusowym wykończeniu - nie powleka skóry nieprzyjemną warstewką, nie lepi się, gwarantuje wrażenie aksamitnej, jedwabistej i doskonale wypielęgnowanej skóry. Wyśmienicie sprawdza się w stosowaniu pod makijaż w zastępstwie baz silikonowych - optycznie wygładza i wypełnia w elegancki sposób pory i nierówności, a zastygająca formuła wzorowo utrzymuje kosmetyki kolorowe, zarówno płynne, jak i sypkie, mineralne.

Konsystencja z gatunku lekkich i suchych, choć pozostawiających miłe wykończenie i przyjemną okluzję. Krem nie działa jedynie doraźnie - odczuwalnie zmiękcza, wygładza i nawilża naskórek, a przynosząc wyraźne ukojenie cery. Komfortowy w noszeniu, łatwy we współpracy i niezwykle wydajny. Pozbawiony zapachu.

Doskonale radzi sobie z miejscowym przesuszeniem naskórka, przy dłuższym stosowaniu może sprzyjać rozpulchnianiu się skóry. Dobry kandydat dla poszukujących dobrego nawilżenia w lekkiej formie i dobrej cenie.

INCI: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETYL ALCOHOL, PROPANEDIOL, STEARYL ALCOHOL, GLYCERIN, SODIUM HYALURONATE, ARGININE, ASPARTIC ACID, GLYCINE, ALANINE, SERINE, VALINE, ISOLEUCINE, PROLINE, THREONINE, HISTIDINE, PHENYLALANINE, GLUCOSE, MALTOSE, FRUCTOSE, TREHALOSE, SODIUM PCA, PCA, SODIUM LACTATE, UREA, ALLANTOIN, LINELEIC ACID, OLEIC ACID, TPHYTOSTERYL CANOLA GLYCERIDES, PALMITIC ACID, STEARIC ACID, LECITHIN, TRIOLEIN, TOCOPHEROL, CARBOMER, ISOCETETH-20, POLYSORBATE 60, SODIUM CHLORIDE, CITRIC ACID, TRISODIUM ETHYLENEDIAMIDE DISUCCINATE, PENTYLENE GLYCOL, TRIETHANOLAMINE, SODIUM HYDROXIDE, PHENOXYETHANOL, CHLORPHENESIN. 
CENA: 20-30 zł / 30 ml (dostępna również objętość 100 ml)
STOPIEŃ NAWILŻENIA: ****/*****

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa 

16:00

EIGHT GREENS YOUTH SERUM | EMINENCE ORGANIC SKIN CARE

EIGHT GREENS YOUTH SERUM | EMINENCE ORGANIC SKIN CARE

W bałaganie jaki towarzyszy mi na co dzień, również w pielęgnacji, jest pewna, ukryta metoda. Wystarczyło kilka lat burzliwych doświadczeń, by pomimo ciągle towarzyszącego mi harmideru i mnogości kosmetyków, przeplatających się nawet i pod moimi obcesowo zniszczonymi stopami, dość trafnie dobierać je do potrzeb własnej skóry i stosunkowo szybko wyrabiać sobie trafną opinię na temat nowo wdrożonych produktów do pielęgnacji. Zielone serum od Eminence Organic Skin Care okazało się zaproszeniem do poznania kolejnych produktów marki - zapewnia mi to, czego oczekuję z pogranicza stosowanych łatwo dostępnych serum, a kremów - nawodnienia, ale jednocześnie łagodnej, przyjemnej okluzji. 

Bardzo podoba mi się koncepcja, ideały i przede wszystkim autentyczność głoszona przez markę Eminence, której działalność śledzę skrupulatnie od kilku miesięcy. Przemawiają do mnie zatem nie tylko oferowane produkty, które mają ciekawe i niekonwencjonalne, ale jednocześnie przyjazne formuły, które można wdrożyć bez nadmiernych implikacji, jak i ludzie, którzy nie serwują werbalnych wymiocin i eko-pozoranctwa, a wiedzą dokładnie co są w stanie zaoferować i odpowiednio wyargumentować cenę oferowanych kosmetyków. 

KONSYSTENCJA

Delikatnie żelowa, doskonale i bezprecedensowo rozprowadzająca się, aplikacji nie akompaniuje dziwny, nadmierny opór, lepkość, zbyt szybkie wchłanianie soczyście zielonej konsystencji. Wystarczy niewielka ilość, by równomiernie rozprowadzić serum po twarzy, szyi i dekolcie. Łagodnie zastyga (choć raczej owe uczucie przypomina rozkoszne wtapianie się, czuć jak skóra dosłownie wsiąka każdą kropelkę serum i jest nieprawdopodobnie wilgotna od szczodrego nawodnienia), pozostawiając jedwabistą, cudownie przyjemną w dotyku skórę.  Eminence Eight Greens tuż po wklepaniu ładnie i przyjemnie powleka skórę, nieco się lepiąc, ale uczucie to nie jest niekomfortowe i przytłaczające - mija zupełnie po około 10 minutach - uczucie kleistości wzrasta wraz z bardziej obfitą aplikacją (brak rolowania się produktu). Mimo tychże walorów, serum na skórze jest niezwykle lekkie, nie obciąża nawet błyskawicznie zanieczyszczających się typów cery oraz nie sprzyja ogólnemu zanieczyszczaniu się naskórka, jeśli jest stosowane zgodnie z bieżącym zapotrzebowaniem na nawilżenie (serum porządnie nawilża, więc po jakimś czasie może nadmiernie rozpulchniać pory i przyspieszać zanieczyszczanie się skóry). Serum niezwykle komfortowo, wręcz luksusowo zachowuje się na skórze, mimo bardzo lekkiej formuły, nie wysycha zupełnie, pozostawia przyjemne uczucie zmiękczenia i nie powoduje ściągnięcia nawet na odwodnionych typach cery. Zapach przyjemny, świeży, zielony, wyczuwam w nim świeżo utarte w moździerzu zioła polne oraz aromatyczną, kwitnącą suto lawendę.

Sięgam po serum z nieukrywaną przyjemnością.

Z moich obserwacji wynika, że serum lepiej sprawdza się stosowane w połączeniu z czymś do uzyskania pożądanej konsystencji niż w klasycznej pielęgnacji warstwowej (produkt zastosowany po serum bardziej przyczepia się do skóry i trudniej rozprowadza, przez co ciężko jest wklepać i rozsmarować chociażby kremy/emulsje o bardziej skontrowanej formule), jest to również jeden z niewielu produktów o tak lekkiej konsystencji, pozwalający swymi właściwościami na samodzielnie stosowanie bez obaw o dyskomfort i wzmożone ściągnięcie naskórka. Charakterystyczna struktura serum ma swoje duże plusy chociażby w roli bazy: doskonale chwyta mineralne pigmenty, efekt przedłużonej trwałości makijażu ma miejsce zarówno przy stosowaniu kremowych produktów, jak i sypkich mineralnych.

Mimo że serum Eminence posiada szereg substancji aktywnych, w tym pochodzenia wyłącznie naturalnego, konsystencja serum jest na tyle przyjemna i wyjątkowa w użytkowaniu, że nie powoduje podrażnień, przelotnego rumienia, czy ściągnięcia nawet przy regularnym stosowaniu. Produkt nie wzmaga nadmiernej potliwości skóry oraz nie pobudza łojotoku, co jest gehenną przy stosowaniu za lekkich, wodnych produktów do pielęgnacji skóry.

DZIAŁANIE

Część osób może być głęboko przesiąknięta defetyzmem usłyszawszy hasło "naturalna pielęgnacja" - szczególnie, gdy roślinne, zgodne z naturą działanie nie przynosi pożądanych rezultatów, odpycha i konsekwentnie zraża swym "swoistym" zapachem, a jeszcze częściej generuje kolejne problemy z cerą, zamiast niweczyć nieuniknione skutki mijającego czasu, przewlekłego stresu i nie do końca zdrowej, wątpliwej jakości pszenicznej bułeczki z makiem. Wszystko to sprawia, że w pewnym sensie wiele z nas traci wiarę w matkę naturę i przybiera fatalistyczną postawę, a równie mocno mierżą wszelakie odgórne przymusy bycia zawsze szczęśliwym, zadbanym i koniecznie bio zgodnym ze środowiskiem naturalnym. Po wielu latach testów, i wydaje mi się - dość dobrej orientacji rynkowej, rzeczywiście kosmetyki naturalne są w pewnym stopniu sztampowe i momentami - aż do egzystencjalnego bólu - przewidywalne. Eminence Organic Skin Care rozbudziło we mnie początkowy towarzyszący mi entuzjazm obecny w dziewiczym odkrywaniu naturalnych, zdrowych produktów, który nieuchronnie stopniowo zaczął przygasać i ustępować miejsca wyważonemu dystansowi.

Cenię produkty, które rzeczywiście działają - w naturalnych kosmetykach dostrzegam niepokojący deficyt nawilżenia i przyjemnego uczucia zmiękczenia, co automatycznie przekłada się na namacalne i długotrwałe efekty stosowania, których notabene brakuje mi przy nawet rozsądnym, systematycznym użytkowaniu naturalnych kosmetyków - naturalne tłuszcze nie są łatwymi składnikami formulacyjnymi, nie nawilżają samodzielnie i wykrzesanie z naturalnych składników efektu "plumping" wcale nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Zawód zatem nabierał niebotycznych wymiarów i cieszę się, że w tymże czasie natrafiłam na markę Eminence, której to serum Youth Eight Greens robi coś więcej niż tylko natłuszcza.

Niby niewiele, ale produkt pozostawia skórę niesamowicie gładką, ukojoną, zmiękczoną, cudownie aksamitną, szaleńczo przyjemną w dotyku, ale przede wszystkim: nawodnioną. Miałabym spore trudności ze wskazaniem produktu wodnego/zażelowanego, który tak przyjemnie i delikatnie, aczkolwiek widocznie działa na moją odwodnioną i niezwykle wybredną, trądzikową skórę - i z całą pewnością nie byłby to preparat bazujący na naturalnych, roślinnych komponentach. Cena serum może na pierwszy rzut oka wydawać się kuriozalna, ale po głębszym zastanowieniu, na rynku brakuje produktów, które są tak lekkie i jednocześnie zapewniają bez żadnych dodatkowych modyfikacji wspaniałe uczucie nawodnienia.

Prawidłowe nawilżenie naskórka automatycznie zmniejsza skłonności do nadmiernej reaktywności i pobudliwości naczyniowej, niweluje nieprzyjemny świąd, wspomaga regenerację, poprawia koloryt, ogólnie rzecz biorąc: sprawia, że naskórek wygląda i czuje się zdecydowanie lepiej. I rzeczywiście tak jest, przy stosowaniu serum moja cera jest w znacznie lepszej kondycji niż przed włączeniem kosmetyku do stałej pielęgnacji - struktura skóry jest bardziej zbita, koloryt stopniowo wyrównany, gładkość skóry momentami powoduje aż gęsią skórkę. Na pewno będzie mi bardzo smutno, gdy system dozujący pozostanie już pusty i nie zasięgnie kolejnej porcji nawilżającego serum.

Regularne stosowanie Eight Greens Eminence na pewno poprawiło stopień regeneracji oraz ujednoliciło ogólny koloryt mojej skóry. Na prawidłowo wypielęgnowanej skórze wszystko goi się, regeneruje, przyjmuje i wygląda lepiej - co jestem w stanie potwierdzić po długich tygodniach regularnych testów.

Równie mocno cenię realistyczne i w pełni uzasadnione w działaniu obietnice producenta. Serum ma pozostawiać skórę gładką, jedwabistą i przyjemną w dotyku bez tłustego filmu, dobrze nawilżać, wzmacniać i poprawiać ogólną kondycję skóry. Wszystkie wykazane podpunkty są odzwierciadleniem tego, co widzę na własnej skórze. Serum Eight Greens jest skierowane do każdego rodzaju skóry - myślę, że producent nie mija się z prawdą, bowiem wprowadzenie serum wymaga odpowiedniego wkomponowania w zastaną pielęgnację, choć najbardziej kosmetyk polecam odwodnionym trądzikowym, tłustym i problematycznym typom cery z niskim, ale jednak obecnym zapotrzebowaniem na okluzję, którym nie jest obcy problem rogowacenia i łojotoku wywołanego. 


SKŁAD, POJEMNOŚĆ, WYDAJNOŚĆ I CENA

Zielone serum od Eminence, jak sama nazwa arbitralnie wskazuje, bazuje na głównych, ośmiu zielonych roślinach, będących źródłem naturalnych, odmładzających i nawilżających fitoestrogenów: jukka, skrzyp polny, niepokalanek pospolity, chmiel zwyczajny, koniczyna łąkowa, len zwyczajny, lawenda i liście papryki. To jednak nie koniec (rzec by się przekornie chciało, że dopiero początek) roślinnej przygody, bowiem kosmetyki Eminence to prawdziwa gratka dla osób ceniących naturalne kosmetyki z prawdziwego zdarzenia. Formuła serum nie zawiera wody, jest oparta na soku z rozgniatanych liści aloesu i pomidora, działanie serum wzmacniają naturalne ekstraty pozyskane z jęczmień zwyczajny czterorzędowy, spirulina, szpinak, kapusta warzywna, lucerna, pszenica, brokuł, burak ćwikłowy, dulka, rozmaryn, kompleks antyoksydacyjny (cytryna, jagody acai i goji, wiśnia barbados acerola, indyjski agrest, marchew, camu camu, baobab i woda kokosowa) naturalne olejki eteryczne oraz nawadniające cukry oraz niewielka ilość okluzji w postaci oleju słonecznikowego. Serum zawiera glicerynę, która mi osobiście w podanej formie nie wadzi.

Mimo przebogatej, obfitującej w naturalne składniki zawartość, kosmetyk nie spowodował u mnie uczulenia i miejscowych odczynów niepożądanych. Może być stosowany bezpiecznie w okresie ciąży i karmienia piersią.

INCI: Organic Phytonutrient Blend™ [Aloe Juice*, Tomato Juice*, Horsetail Extract*, Chasteberry Extract*, Flaxseed Extract*, Hops Extract*, Barley Leaf Extract*, Wheat Leaf Extract*, Algae Extract*, Spinach Extract*, Broccoli Extract*, Alfalfa Leaf Extract*, Beetroot Extract*, Dulse Extract*, Bladderwrack Extract*, Yucca Extract*, Red Clover Flower Extract*, Honey*, Paprika Extract*, Sunflower Seed Oil*, Rosemary Leaf Extract*, Maltodextrin (from Rice)* And Vegetable Glycerin*], Lavender Extract, Vegetable Glycerin*, Horsetail Extract, Propanediol (from Corn), Vegetable Glycerin, Tara Tree Gum, Yucca Filamentosa Extract, Hops Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Lactic Acid, Chlorophyll, Sodium Salicylate, Paprika Extract, Sodium Alginate, Lavender Oil*, Biocomplex2™ [Acai*, Lemon*, Barbados Cherry*, Indian Gooseberry*, Baobab*, Camu Camu*, Carrot*, Coconut Water*, Goji Berry*, Tapioca Starch (from Cassava Root)*, Alpha Lipoic Acid And Coenzyme Q10].
*Certified Organic Ingredient
**Biodynamic® Ingredients From Controlled Demeter Production

Pojemność 30 ml w butelce z porządnego, ciemnego, grubego szkła z pipetą. Serum jest bardzo wydajne, opakowanie przy rozsądnym stosowaniu powinno wystarczyć na około 4-6 miesięcy. Koszt serum waha się w granicach 150 - 200 zł. Produkty Eminence, niestety, nie są dostępne bezpośrednio w Polsce. 

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

13:00

SZCZOTKOWANIE TWARZY NA SUCHO

SZCZOTKOWANIE TWARZY NA SUCHO
szczotkowanie skory na sucho szczotkowanie twarzy jak szczotkowac twarz pryszcze rogowacenie jak mechanicznie zluszczac skore

Prawdopodobnie, jeśli interesujesz się zagadnieniami pielęgnacyjnymi, chociaż raz słyszałeś o szczotkowaniu skóry na sucho. Bardzo często jednak podczas masażu pomijany zostaje bardzo ważny rejon ludzkiego ciała jakim jest szyja i głowa. To właśnie tutaj znajdują się gęsto umiejscowione węzły chłonne (potyliczne, zamałżowinowe, przyusznicze, policzkowe, językowe, podżuchwowe, podbródkowe, zagardłowe, podgnykowe, przedkrtaniowy, przedtchawicze, przytchawicze, nadrostkowe oraz szyjne: przednie, powierzchowne i głębokie), mięśnie, które podobnie jak te znajdujące się na innych partiach ciała również wymagają regularnie przeprowadzanych ćwiczeń oraz liczne naczynia krwionośne.  

16:00

NEAUTY MINERALS MATUJĄCY PODKŁAD MINERALNY

NEAUTY MINERALS MATUJĄCY PODKŁAD MINERALNY
Przyświecał mi cel znalezienia kosmetyku kolorowego idealnego: wyrównującego w naturalny sposób koloryt skóry i nierozgraniczającego barwnego świata kolorówki od dobrej jakości pielęgnacji. Niestety, powracam za każdym razem z ogromną pokorą do niezawodnych podkładów mineralnych, które cenię za lekkość, delikatność i zadowalającą współpracę z moją trądzikową cerą. Formuła matująca od Neauty Minerals, to jedna z moich ulubionych konsystencji na polskim rynku, dlatego jeszcze, w Starym Roku,zależało mi na tym, by poświęcić mu małą, drobną, ale zasłużoną chwilę.

13:20

GFF (GALACTOMYCES FERMENTATION FILTRATE) | BENTON FERMENTATION, MANYO FACTORY

GFF (GALACTOMYCES FERMENTATION FILTRATE) | BENTON FERMENTATION, MANYO FACTORY
Wymagająca skóra, potrzebuje równie wymagającej pielęgnacji. Ponure, choć prawdziwe historie zniszczonej skóry przez konwencjonalne, nieprzemyślane terapie, których skutków niepożądanych nie potrafią w zdecydowanej większości przewidywać dermatolodzy, bardzo często są rozgrywającą się osobistą tragedią dla wielu osób, które od wielu lat próbują zażegnać trądzik - okazuje się, że po wyczerpaniu puli leków, większość kosmetyków i związków aktywnych staje się stanowczo za agresywna, choć jednocześnie nieskuteczna, a silnie pobudzony i skrajnie odwodniony ze zniszczoną doszczętnie mikroflorą skórną oraz barierą hydro-lipidową naskórek, reaguje pobudliwie nawet na składniki, które są powszechnie uznawane za potencjalnie bezpieczne. Niestety, takich historii jest coraz więcej. Lekarz rozkłada ręce, ucieka od odpowiedzialności, a pacjent zostaje pozostawiony sam sobie - bez pomysłu, bez nadziei, i bez wsparcia. 

 A MOŻE GFF?

Biofermentowane wyciągi są substancjami naturalnymi, będącymi często produktem ubocznym celowanej fermentacji. Stosowane w kosmetyce są pozyskiwane w labolatoryjnych, kontrolowanych warunkach, gdzie również poddawane są naturalnym mechanizmom fermentacyjnym. Procesy zazwyczaj odbywają się poprzez fermentację alkoholową, gdzie podpuszczką są drożdże.

Dzięki fermentacji, naturalne otoczki związków aktywnych zostają rozłożone przez probiotyczne szczepy, biofermenty są zatem zdecydowanie lepiej przyswajalne, aktywne oraz zwielokrotniają swoje wartości odżywcze: między innymi wzrasta zawartość mikroelementów, witamin, związków aktywnych, są również lepiej tolerowane przez ludzką skórę, nawet w wysokim stężeniu praktycznie nie wywołują podrażnień.

Warstwa rogowa naskórka składa się końcowo z keratynocytów, które są zasadniczą barierą przed czynnikami środowiskowymi, oczywiste jest zatem, że regularne, nieumiarkowane, agresywne złuszczanie naskórka powoduje po pewnym czasie toksyczne, prozapalne reakcje. Biofermenty działają w zupełnie odwrotny sposób do substancji silnie złuszczających, choć również regulują hiperkeratozę i hamują stan zapalny, mają zupełnie inny mechanizm działania: efekt oczyszczający i regulujący jest wynikiem normalizacji procesów zachodzących w komórkach naskórka - nie uszkadzają bariery hydro-lipidowej, nie zaburzają naturalnej mikroflory oraz nie wyjaławiają skóry. Mogą być stosowane długotrwale, bez ryzyka pojawienia się efektów niepożądanych.

GFF jest produktem ubocznym sfermentowanego sake. Obszar działania GFF jak na substancję aktywną stosowaną zewnętrznie jest wysoki - badania kliniczne potwierdzają skuteczność filtratu nawet na skórę właściwą, co jest niemożliwe przy stosowaniu standaryzowanych ekstraktów roślinnych oraz większości związków aktywnych.

Podczas regularnego, sumiennego stosowania Galactomyces Fermentation Filtrate możesz zauważyć:
  • wzrost nawilżenia, lepsze nawodnienie i odżywienie skóry, 
  • odczuwalne wygładzenie,
  • wzrost elastyczności i napięcia, 
  • rozjaśnienie świeżych przebarwień potrądzikowych oraz tych, które zdążyły się już utrwalić,
  • obkurczenie, zwężenie i oczyszczenie porów, 
  • znaczna redukcja stanów zapalnych,
  • zminimalizowanie występowania trądziku toksycznego, polekowego, 
  • ograniczenie rogowacenia, 
  • działanie kojące i uspokajające, 
  • zauważalna poprawa procesów regeneracyjnych skóry, między innymi mniejsza tendencja do powstawania blizn, 
  • działanie antyoksydacyjne, według badań GFF jest antagonistą deksametazonu, przyznam, że jestem ciekawa jego działania doustnego, może być pomocny przy leczeniu hiperkortyzolemii, insulinooporności i stanów przedcukrzycowych oraz hiperprolaktynemii czynnościowej, które są wynikiem oksydacyjnego, długotrwałego działania stresu, 
  • sprawdza się w pielęgnacji nawet ekstremalnie wrażliwej, pobudzonej skóry, 

GFF może okazać się zatem idealną substancją dla pacjentów tak zwanego ostatniego rzutu, gdy zawiodło konwencjonalne leczenie lub też skóra stała się silne pobudliwa, nadreaktywna, nadwrażliwa i negatywnie reaguje na substancje o działaniu złuszczającym i regulującym.

To również świetna substancja czynna do trzymania na stabilnym poziomie unormowanego trądziku, niewymagającego stosowania inwazyjnych metod. GFF jestem zatem rozwiązaniem i dla osób z  cerą problematyczną, które leczą się dermatologicznie (GFF zmniejszy skutki niepożądane kuracji oraz poprawi regenerację skóry i zmniejszy tendencję do tworzenia się blizn), odrzucających leczenie konwencjonalne, pacjentów z trądzikiem różowatym, łojotokowym zapaleniem skóry, łuszczycą, infekcjami bakteryjno-grzybiczymi na poziomie mieszków przywłosowych, ale i niemających żadnych problemów ze skórą - filtrat świetnie nawilża, odżywia i rozjaśnia naskórek.

W zasadzie, niezależnie od tego, z jakim problemem się borykasz, jaki posiadasz typ skóry i rodzaj cery, nic nie stoi na przeszkodzie (oprócz alergii na grzyby i pleśnie), aby włączyć do pielęgnacji dobry preparat bazujący na filtracie z grzybów Galactomyces. Musisz jedynie mieć na uwadze, że esencje/serum są kosmetykami bazującymi na wodzie, zatem ich regularne stosowanie w niewłaściwym zestawieniu pielęgnacyjnym lub na typie cery skrajnie odwodnionym może nasilać stan suchości i w konsekwencji rozregulowywać naskórek.

Filtrat może wspomagać leczenie, ale równie dobrze może je zastąpić, jeśli Twoje problemy z cerą nie są mocno nasilone.

SERIA FERMENTATION BY BENTON 

Fermentation to zasłużenie najbardziej popularna i pomyślna  (również i łatwo dostępna w Polsce, dzięki Skin79) linia marki Benton. Oprócz precyzyjnie i skrupulatnie skomponowanych składników, polityka firmy produkuje kosmetyki zawsze na polecenie dystrybutora, co wyjaśnia dość długi czas oczekiwania na ich dostawę. Warto jednak poczekać i jest to ogromny plus dla marki, zwłaszcza, że świeżość kosmetyków w przypadku biofermentów wpływa bezpośrednio na ich końcową efektywność działania.

Linia Fermentation to dwa, wyjątkowe produkty w bardzo prostej oprawie: lekka esencja oraz krem pod oczy, które posiadają świetne walory wiążące wodę, ale są to raczej produkty skierowane do pielęgnacji cery typowo tłustej lub wymagającej bardzo niewiele okluzji w pielęgnacji. Może to jednak pozostać kwestią umiejętnego wplecenia produktów w pielęgnację innego typu i rodzaju cery, ale wówczas kosmetyki z serii Fermentation nie powinny być ostatnim krokiem w pielęgnacji.

Przewodnim składnikiem, będącym jednocześnie bazą produktów jest filtrat z drożdży Galactomyces, ale oprócz niego, na liście ingredientów znajdziemy dodatkowe składniki o działaniu kojącym, łagodzącym, gojącym i rozjaśniającym (ekstrakt z aloesu, ekstrakt z.pulsatilla koreana, malwy różowej, ekstrakt z owoców sanscho, wyciąg z porostu islandzkiego, panthenol, alantoina, beta-glukan, ceramidy, czy oligopeptydy). Cieszy mnie to, że efekty regularnego stosowania produktów są faktycznym urzeczywistnieniem obietnic producenta i kosmetyki doskonale sprawdzają się w pielęgnacji skóry trudnej - nadwrażliwej, nadpobudliwej, skrajnie zmienionej zapalnie.

Produkty Benton pozbawione są zapachu. Mają bardzo lekkie formuły, które świetnie współpracują z wymagającymi, podatnymi na zanieczyszczanie się typami cery. Pod względem walorów użytkowych przypadną do gustu szczególnie mężczyznom.


ESENCJA

Bardzo lekka, wodnista, przelewająca się między palcami, co nie do końca mi odpowiada. Nie nakłada się jej luksusowo, to znaczy: przyjemnie i aksamitnie, nie czuć w niej koncentracji dobroczynnych składników, które widnieją w składzie, dlatego też pierwsze zderzenie z konsystencją esencji to pewien rodzaj rozczarowania. Z takimi produktami nie pracuje się łatwo, a jeszcze trudniej jest je umiejętnie włączyć w pielęgnację, zwłaszcza gdy skóra ma tendencję do wysuszania.

Po wklepaniu w skórę nie wchłania się całkowicie, zostawia lekką, choć wyczuwalną w przyjemny sposób warstewkę, która na typach cery, które nie wymagają zastosowania okluzji, wystarczająco zabezpieczy ją przed odwodnieniem, ale sytuacja będzie zupełnie odwrotna, gdy zapotrzebowanie na emolienty jest wyższe. Produkt nałożony w zbyt dużej ilości może nieprzyjemnie lepić się, a niestety konsystencja produktu nie pozwala na dozowanie właściwej, jednorazowej porcji.

Jest to jednak w pewnym stopniu atut esencji. Łagodny woal bardzo dobrze przygotowuje skórę pod makijaż kremowy. Pigmenty doskonale trzymają się skóry, kremowa formuła jedwabiście i delikatnie chwyta się cery, podkład ma mniejszą tendencję do osiadania w niedoskonałościach i ich nieestetycznego podkreślania, trwałość wykończonego makijażu również znacząco wzrasta. Aplikowana pod kosmetyki mineralne może okazać się stanowczo zbyt lekka, zwłaszcza teraz, gdy zapotrzebowanie na okluzję wzrasta i mimowolnie, sama konsystencja sypkich produktów nasila ucieczkę wody z naskórka.

Moja skóra nie lubi przeładowanej pielęgnacji, a dodatkowo bardzo szybko obserwuję u siebie wzmożony łojotok pod wpływem stosowania kosmetyków, które odwadniają powierzchowne warstwy skóry - o ile Benton na moim typie cery zachowuje się świetnie stosowany w połączeniu z kremem z tej samej serii, o tyle samodzielnie prowadzi do rozregulowania mojego naskórka, choć bardzo pozytywnie wspominam jego stosowanie na przykład latem, gdy moja cera nie przepada za okluzją i tak lekkie konsystencje są odzwierciedleniem potrzeb mojej skóry. Aktualnie rzadko kiedy zdarzają się dni, gdy mogę ograniczyć się tylko i wyłącznie do esencji Benton.

Lekkość tej formuły okaże się zatem mocną stroną dla typów cery, które walczą z nadmiernym łojotokiem o charakterze wewnętrznym lub mają świetnie zbilansowaną pielęgnację i są w stanie przeznaczyć specjalne miejsce dla esencji Benton w swoim rytuale pielęgnacyjnym. Osobiście dążę do zredukowania ilości nakładanych kosmetyków, dlatego też nie uważam, aby był to kosmetyk, który sprawdzi się w minimalistycznym, prostym postępowaniu.

Niezadowolenie z działania esencji Benton niewątpliwie odnotują wszystkie osoby dla których okaże się zdecydowanie za lekka, nie posiada ona bowiem żadnych substancji powlekających, a zarówno filtrat, jak i większość substancji dodatkowych, to związki wiążące wodę, zresztą, sama formuła jest wyjątkowo wodnista i dość szybko wysycha. Oczywiście można zmodyfikować jej działanie: rozcieńczać nią kremy, lotiony, emulsje, które okazują się zbyt treściwe stosowane samodzielnie. Esencja wspaniale zwiększy ich walory nawilżające i zacznie zupełnie inaczej zachowywać się na skórze.

Domniemana mizerność działania produktu Benton zapewne leży w formule - w końcu to woda i nie każdy typ skóry zaakceptuje taką formę produktu pielęgnacyjnego. Ta grupa osób, którym konsystencja przypadnie do gustu, zauważą bardzo szybko zwężenie porów, uspokojenie stanu zapalnego, redukcję łojotoku, widoczne rozjaśnienie skóry oraz wzrost elastyczności naskórka. Muszę przyznać, że byłam zachwycona jej działaniem porą letnią, ponieważ zredukowała problem zapalenia mieszków włosowych do zera, niesamowicie uspokoiła moją cerę, a dodatkowo struktura i faktura skóry uległa ogromnej poprawie (niestety w lipcu na mojej skórze zaczęły pojawiać się blizny zanikowe). Czar jednak prysł jesienią, gdy produkty bazujące na wodzie nie są najlepszym rozwiązaniem nawet dla typów błyskawicznie zanieczyszczających się, jeśli jednocześnie skóra w okamgnieniu traci wodę. Oczywiście jest na to rozwiązanie, ale nie każdy jest skłonny zakupić pełen zestaw Fermentation.

Produkt jak najbardziej może nasilać łojotok, rozszerzać pory, nasilać rogowacenie, sprzyjać zanieczyszczaniu się cery oraz wywoływać pieczenie, swędzenie i podrażnienia. Nie jest to jednak winą składu, a samej formulacji, która najprościej to ujmując: wysusza. Te wszystkie objawy o których napisałam są oznaką odwodnienia skóry. Zanim postanowiłam opublikować dzisiejszą recenzję, bardzo dobrze zapoznałam się z opiniami innych osób użytkujących esencję i okazało się, że wszystkie osoby, do których opinii dałam radę dotrzeć, nawet nie założyły, że używają tego produktu źle i tak lekka forma produktu nie jest odpowiednia do stanu nawodnienia ich naskórka. Potraktowałabym zatem gorzkie słowa niektórych osób z lekkim przymrużeniem oka. Na rynku jest niewiele produktów z tak dobrą listą składników, tak świetnym podejściem producenta do produkcji własnych kosmetyków i dodatkowo naprawdę przynoszących efekty, nie tylko przy dłuższym stosowaniu - niektóre efekty można zauważyć zaledwie po kilku dniach.

Kosmetyk pomimo aktywnego składu, nie wywołuje podrażnień i zaczerwienień, jego aplikacja nie jest powiązana również z występowaniem przejściowego uczucia ciepła. Odczuwalnie koi, uspokaja, łagodzi.

Obserwacje: w przeciągu dwóch pierwszych tygodni użytkowania esencji Benton, moja cera zauważalnie (i nie tylko przeze mnie, choć akurat w tym przypadku ja jestem bardziej krytyczna) stała się jaśniejsza i lepiej nawodniona oraz zmniejszyła się tendencja do rogowacenia, produktu używam prawie pół roku i w tym czasie całkowicie do zera zredukowałam problem zapalenia mieszków włosowych. Przebarwienia pozapalne znacznie pojaśniały, a zaznaczę, że na moim typie i rodzaju skóry wchłaniają się strasznie opornie. Nie mam problemów z rozszerzonymi porami, ale sama esencja ich nie poszerzyła i nie sprzyjała ich zanieczyszczaniu, oczywiście o ile tak lekka formuła sprawdzała się stosowana samodzielnie. Pomimo stosowania retinoidów, nie występuje u mnie problem nadmiernej reaktywności skóry - żongluję kosmetykami do makijażu, ostatnio dosyć często zmieniam produkty do oczyszczania skóry, wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić, wiedziałam czym się to skończy. W dotyku skóra jest dosłownie jak aksamit: niesamowicie gładka i przyjemna. Dzięki systematycznemu stosowaniu esencji widzę ogromną poprawę w kondycji skóry, a zazwyczaj mam problem z kosmetykami, które są tak łatwo dostępne.

Cena: około 130 zł /100 ml. Opakowanie proste, minimalistycznie, sprawnie działające. Kosmetyk bardzo wydajny. Wart zakupu, jeśli nie będę mieć dostępu do Manyo Factory, sięgnę po propozycję marki Benton.

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Water, Glycerin, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Adenosine, Sodium Hyaluronate, rh-Oligopeptid-1, Ceramide NP, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Betaine, Panthenol, Allantoin, Althaea Rosea Flower Extract, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Arginine, Xanthan Gum.

KREM POD OCZY.

Fantastyczny. Nie tylko do stosowania pod oczy, ale i na całą twarz.

Pomimo treściwej (i jednocześnie lekkiej) konsystencji, która świetnie zabezpiecza skórę przed wysuszeniem, doskonale się rozprowadza oraz wchłania, nie jest ciężki. Nie jest aż nadto wysychający, pozostawia bardzo komfortową, pożądaną warstwę, ale z pewnością zbyt łagodną dla skóry, która wymaga codziennej, w zwiększonej dawce w okluzji. Nie tłuści się, nie klei, nie warzy, nie oblepia nadmiernie skóry i nie tworzy niczego dziwnego po jakimś czasie, ale chroni i koi. Jego konsystencja świetnie współpracuje z odwodnioną skórą, to jeden z niewielu produktów, który daje efekt zmiękczenia.

Moje okolice pod oczami nie są wymagające, rzadko kiedy stosuję pod nie specjalny krem. Mimo wszystko zdarza się, że aplikuję właśnie tam Fermentation Eye Cream i widzę poprawę - mam więcej rzeczy do zrobienia niż czasu, brakuje mi właściwej ilości snu, a pomimo tego moje okolice oczu nie zdradzają przewlekłego, trwającego już od kilku miesięcy przemęczenia. To świetny produkt dla skóry, która widocznie zaczyna tracić elastyczność, pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne i trzeba zacząć jakoś działać, ale nie ma jeszcze tragedii i skóra nie piszczy z wysuszenia. Wątpię, aby przyniósł super efekty na skórze bardzo wymagającej i dojrzałej, która wymaga jednak treściwszej formuły, ale to jedna z lepszych propozycji dla osób, które nie są zadowolone z działania większości kremów pod oczy bo są albo za tłuste, albo nie robią kompletnie nic w kierunku nawilżenia.

Przynosi natychmiastową ulgę - skóra jest zmiękczona, łagodnie powleczona, ale później krem stopniowo, sukcesywnie wtapia się w skórę. Nie pozostawia mokrego, brzydkiego wykończenia, jest bardzo lekki w noszeniu, nie przeszkadza mi jego obecność, a uwierz mi, że jest masa takich mazideł. Zachowuje się na skórze bardzo subtelnie, mimo że nawilżenie i zmiękczenie jakie zapewnia, nie jest równoznaczne z cięższą formułą.

Z powyższych względów Fermentation Eye Cream stosuję z powodzeniem na całą twarz, nie tylko w rejonie ocznym. Skóra po jego zastosowaniu wygląda o wiele lepiej, ale używam go zgodnie z własnym zapotrzebowaniem na okluzję i zazwyczaj nie dzieje się to często, a jeśli już, to sporadycznie w wieczornej pielęgnacji. Stosowany z umiarem jest bardzo dobrze przyjmowany przez skórę - na mojej tłustej i niezwykle kapryśnej skórze nie spowodował nagłego pogorszenia, napadowego łojotoku, nieprzewidzianego nalotu zmian trądzikowych, a przekonałam się dość boleśnie, że niestety istnieją takie produkty, które potrafią robić takie rzeczy nawet w ciągu jednego, niepełnego dnia. Tak, tak, nie trzeba nawet czekać kilku dni, aby nie poznawać siebie w lustrze. Bardzo lubię go łączyć z esencją Manyo Factory albo stosować jak mocniejsze zabezpieczenie, wówczas traktuję krem jak oddzielny krok po zaaplikowaniu wodnistego serum.

Myślę, że może być bardzo pomocny w likwidacji zmarszczek, które wynikają z odwodnienia skóry. Przyniesie również ulgę skórze podrażnionej, wysuszonej, nadwrażliwej. Z drugiej strony może nie sprawdzić się na typach cery potrzebujących więcej okluzji - odradzam go typowej cerze suchej oraz bardzo szybko wysychającej.

Krem jest bardzo wydajny, nie lubi być aplikowany w za dużej ilości. Poza tym ma świetne, poręczne opakowanie oraz absolutnie genialną, zwężaną końcówkę aplikującą.

Obserwacje: Skóra podczas stosowania Fermentation Eye Cream uległa zdecydowanej poprawie pod względem nawilżenia, ponadto, krem waloryzuje działanie esencji. Mimo gęstej, treściwej formuły, krem świetnie zachowuje się nawet na tłustej skórze i bardzo chciałabym, aby dedykowane mojemu rodzajowi, umieszczę tę frazę w cudzysłowie, lekkie kremy przynosiły takie efekty i uczucie podczas aplikacji - delikatnie otula, zmiękcza, nie rozsadza porów oraz nie generuje nadmiernego łojotoku. Pozostawia delikatniutką warstewkę, która normalizuje pracę gruczołów łojowych i faktycznie daje efekt nawilżenia, nawodnienia i łagodnego, komfortowego natłuszczenia.

Cena: 130 zł/100 ml

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Bifida Ferment Lysate, Butylene Glycol, Caprylic /Capric Triglyceride, Glycerin, Cetostearyl Alcohol, Cetyl Ethylhexanoate, Water, Macadamia Temifolia Seed Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Pentylene Glycol, rh-Oligopeptide-1, Ceramide NP, Sodium Hyaluronate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Adenosine, Allantoin, Althaea Rosea Root Extract, Betaine, Panthenol, Beta-Glucan, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arginine, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Sorbitan Stearate.

MANYO FACTORY GALACTOMYCES NIACIN SPECIAL TREATMENT ESSENCE 

Gdybym miała wskazać jeden kosmetyk, który spełnił moje wszystkie oczekiwania, bez zastanowienia wskazałabym esencję Manyo Factory. Nie posiada tych minusów, które wychwyciłam u konkurencji - Fermentation Benton. Formuła jest odczuwalnie bardziej treściwa, jedwabista w dotyku, aksamitna, delikatnie silikonowa. Świetnie się z nią pracuje - wystarczy niewielka ilość esencji, aby równomiernie pokryć nią skórę.

Podczas aplikacji daje uczucie muskania cery jedwabiem, natychmiast czuję rozprężenie, ukojenie i nawodnienie. Pięknie wtapia się w skórę, choć łagodnie ją otula, nic a nic, nie klei się. Nie roluje się, nie zachowuje dziwnie w połączeniu z innymi produktami. W moim odczuciu to cięższa (co dla mojej cery jest bardziej korzystne) i bardziej skondensowana forma esencji Benton - nie tylko pod względem samej konsystencji, ale i działania. Pomimo wodnej formuły, Manyo Factory jestem w stanie używać codziennie - czasami samodzielnie, czasami w połączeniu z doskonałym kremem Benton z serii fermentowanej, ale sprawdza się niezależnie od pory roku, warunków atmosferycznych, stanu mojej cery i stopnia jej nawodnienia.

Esencja oprócz zawartości filtratu z drożdży Galactomyces, zawiera dodatkowo bardzo podobne ekstrakty roślinne, które wykorzystała firma Benton (ekstrakt z owoców sansho, ekstrakt z pulsatilla koreana, malwy różowej oraz oczaru wirginijskiego), choć najbardziej zainteresowała mnie obecność niacyny, działającej silnie przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, łagodząco i kojąco, witamina B3 reguluje również aktywność gruczołów łojowych oraz doskonale rozjaśnia przebarwienia, waloryzuje zatem działanie przewodniego składnika GFF. Znajduje się w dość wysokim stężeniu, podczas wymiany e-maili otrzymałam informację, że jest jej około 5-6%.

Obawiałam się, że tak wysokie stężenie niacyny nie do końca sprawdzi się w tak lekkiej formule, ale mój niepokój zniknął, gdy zapoznałam się namacalnie z konsystencją. Esencja może jedynie podczas aplikacji na pobudzoną, rozdrażnioną skórę spowodować przejściowe uczucie ciepła. Działa intensywniej. Efekt ten jednak bardzo szybko mija. To doskonała propozycja dla osób, które szukają alternatywnych sposób regulacji skóry i chcą zupełnie zrezygnować z konwencjonalnych metod regulująco-złuszczających.

Również może okazać się za lekka dla niektórych osób, choć w porównaniu z esencją Benton jest bardziej esencjonalna i przyjemna w użytkowaniu. Warto mieć jednak na uwadze to, co zdążyłam już napisać wyżej i ewentualnie używać jej do modyfikowania zbyt ciężkich konsystencji, które nie sprawdzają się stosowane samodzielnie. Nie u każdego sprawdza się tak lekka pielęgnacja.

Nie do końca odpowiada mi forma dozowania produktu, za każdym razem obawiam się, że zniszczę opakowanie i z białą gorączką będę poszukiwać czegoś zastępczego. Nie mniej, mimo intensywnego użytkowania produktu, nic nie uległo nieprzewidzianej destrukcji. Pomimo dwukrotnie mniejszej pojemności od Fermentation Essence, wydajność kosmetyków jest na zbliżonym poziomie.

Obserwacje: Nie musiałam długo czekać, efekty pojawiły się zaledwie po kilku dniach stosowania esencji. Cera uległa natychmiastowej normalizacji - aktualnie nie mam żadnych problemów z łojotokiem. I tak minimalne pory uległy dodatkowemu zwężeniu - skóra stała się zbita, jędrna, napięta, ale w ten pozytywny sposób. Zauważyłam ogromną poprawę w kolorycie cery - GFF sam w sobie świetnie rozjaśnia przebarwienia pozapalne, ale tylko podczas stosowania Manyo Factory rozjaśnieniu uległy również niektóre zmiany już utrwalone, a także znacząco poprawił się niefortunnie najsłabszy pod względem jakości obszar na mojej twarzy - bruzdy nosowo wargowe, na które nie działało absolutnie nic. W przeciągu kilku tygodni naskórek stał się nieprzyzwoicie gładki, taki efekt przynosiła mi dotychczas tylko regularnie stosowana tretinoina, ale efekty wcale długo się nie utrzymywały i były obarczone poważnymi skutkami ubocznymi - przygasiły się wszystkie stany zapalne, rogowacenie zmniejszyło się do stanu akceptowalnego. Nie zrezygnowałam całkowicie ze stosowania Atredermu, ale aktualnie wystarcza mi aplikacja tretinoiny raz na miesiąc, gdzie wcześniej musiałam zaaplikować lek co najmniej 2-3 razy w miesiącu, aby później nie walczyć z wysypami. Niestety od pewnego czasu zauważyłam większą tendencję do powstawania bliznowców zanikowych, mimo że esencja nie wygładziła moich blizn, widzę, że tkanka regeneruje się w o wiele lepszy sposób oraz bardzo dobrze wspomaga moją walkę z ubytkami w skórze. Zupełnie obiektywnie: moja skóra nigdy nie wyglądała tak dobrze jak teraz, często słyszę, że promienieję, mimo że ostatnio nie dbam o siebie tak, jak powinnam ;)

Cena: 130 zł/ 50ml.

INCI: Galactomyces Ferment Filtrate, Niacinamide, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Sodium Hyaluronate.

ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY. 

Pozdrawiam,
Ewa