
Pixie Cosmetics odbiega znacząco od innych, polskich, mineralnych marek. Nie stawia sobie za cel formułowania jak najbardziej prostych oczywistych i naturalnych kosmetyków, które powiedzmy sobie szczerze - nie zawsze są najlepszym rozwiązaniem. Minimalizm w kosmetykach mineralnych nie sprawdza się u każdego, a aby makijaż był trwały, dobrze przyczepny i zgrywał się z kosmetykami innymi niż mineralne, czasami wymaga zastosowania składników dodatkowych. Nie mówmy, że tak nie jest, minerały często podkreślają suche skórki, są słabo przyczepne, wysuszają, kiepsko się rozprowadzają i robią plamy albo nie potrafią dojść do porozumienia z kosmetykami o strukturze kremowej, i nierzadko jest to wina bardzo zwyczajnego, mało plastycznego składu.
MINERALS LOVE BOTANICALS
To roślinna, botaniczna odsłona Pixie Cosmetics. Formuła Minerals Love Botanicals, łączy w sobie unikalną, lekką, mineralną formułę i roślinną moc składników. Zapewnia lepsze krycie, niewyczuwalną na skórze lekkość i puszystość oraz zdrową, gładką skórę bez niedoskonałości. Gwarantuje lepsze i mocniejsze utrzymywanie matowej skóry, reguluje pracę gruczołów łojowych oraz zapewnia trwały, nieskazitelny efekt przez kilka długich godzin.
Doskonały, niewymagający podkład dla wymagającej cery.
Doskonały, niewymagający podkład dla wymagającej cery.
KONSYSTENCJA
Jest dość nietypowa. Sprawia wrażenie kremowej, ale przy dłuższym kontakcie, wyczuwalna jest w niej dość mocna suchość. Proszek gładko przylega do skóry, jest bardzo dobrze przyczepny i jedwabisty w dotyku, dzięki temu formuła Minerals Love Botanicals, odznacza się lepszym kryciem niż wersja Amazon Gold, ale jest lżejsza i bardziej sucha, delikatna. Subtelniej przylega do cery, a podkład jest niewyczuwalny na skórze.
Formuła jest dosyć sypka, sucha, miałka, umożliwia to równomierne rozprowadzenie podkładu. Ma znikomą tendencję do osiadania w zmarszczkach. Nie podkreśla porów. Świetnie trzyma mat na skórze i jak na podkład mineralny - ma świetną trwałość.
Pozbawiona nadmiernej pylistości formuła (proszek doskonale przylega do pędzla i do skóry, nie pyli na wszystkie stony świata podczas aplikacji), spełnia funkcję primera, podkładu i pudru. Każda dokładana warstwa, działa na siebie utrwalająco i wyjaśnia to bardzo dobrą trwałość kosmetyku. Bez większych problemów, Minerals Love Botanicals można budować nawet średnio-mocne krycie, unikając efektu pudrowej maski, choć wykończenie podkładu tuż po aplikacji nie jest ani rozświetlające, ani mocno matowe. To raczej zdrowa satyna, choć podkład daje bardziej suche wykończenie i potrzebuje chwili, aby zapewniać jeszcze bardziej naturalny efekt. Pyłek aplikowany na sucho, bez problemu może być nakładany nawet kilkoma, cienkimi warstwami.
Minerals Love Botanicals z tłustymi filtrami współpracuje poniżej średniej. Mimo że minerały są wyczuwalnie suche, formuła mocno przylega do skóry, a pędzel chwyta bardzo dużo mineralnego pyłku, przez co kosmetyk kawali się na skórze, tworząc nieestetyczne plamy. Formuła lepiej radzi sobie z naturalną absorpcją tłuszczu w ciągu dnia, aniżeli matowieniem za tłustych konsystencji. W tej roli świetnie sprawdzi się puder kapokowy Pixie lub naturalna krzemionka, a niekoniecznie podkład Pixie Cosmetics. Kosmetyk świetnie współpracuje z podkładami kremowymi o formule zastygającej i zawiesistej (na przykład popularne podkłady w kropelkach), ale nie do końca odnajduje się w połączeniu z produktami rozświetlającymi, mokrymi lub wodoodpornymi, bazującymi głównie na tłuszczach.
Ze względu na wspomnianą sypkość, formuła bardzo źle reaguje na dodatek wilgoci. Ma tendencję do zbijania się w grudki, ma znacznie słabszą przyczepność, generalnie pozostawia sporo do życzenia. Nie jest to polecany przeze mnie sposób aplikacji tego podkładu. Bardzo polubiłam formułę Minerals Love Botanicals, ale podkład zaaplikowany metodą na mokro, to jakiś koszmar.
Struktura podkładu jest jedwabista w dotyku. Bardzo przyjemnie zmielona, nie zbija się w grudki, łatwo rozprowadza się cienkimi warstwami.
Konsystencja sucha, dobrze przyczepna, pozbawiona nadmiernej pylistości. Krycie średnie, naturalne do średnio-mocnego. Struktura jedwabista, delikatna, łatwa w rozprowadzeniu. Osiada w suchych skórkach. Nie podkreśla porów i załamań.
Formuła jest dosyć sypka, sucha, miałka, umożliwia to równomierne rozprowadzenie podkładu. Ma znikomą tendencję do osiadania w zmarszczkach. Nie podkreśla porów. Świetnie trzyma mat na skórze i jak na podkład mineralny - ma świetną trwałość.
Pozbawiona nadmiernej pylistości formuła (proszek doskonale przylega do pędzla i do skóry, nie pyli na wszystkie stony świata podczas aplikacji), spełnia funkcję primera, podkładu i pudru. Każda dokładana warstwa, działa na siebie utrwalająco i wyjaśnia to bardzo dobrą trwałość kosmetyku. Bez większych problemów, Minerals Love Botanicals można budować nawet średnio-mocne krycie, unikając efektu pudrowej maski, choć wykończenie podkładu tuż po aplikacji nie jest ani rozświetlające, ani mocno matowe. To raczej zdrowa satyna, choć podkład daje bardziej suche wykończenie i potrzebuje chwili, aby zapewniać jeszcze bardziej naturalny efekt. Pyłek aplikowany na sucho, bez problemu może być nakładany nawet kilkoma, cienkimi warstwami.
Minerals Love Botanicals z tłustymi filtrami współpracuje poniżej średniej. Mimo że minerały są wyczuwalnie suche, formuła mocno przylega do skóry, a pędzel chwyta bardzo dużo mineralnego pyłku, przez co kosmetyk kawali się na skórze, tworząc nieestetyczne plamy. Formuła lepiej radzi sobie z naturalną absorpcją tłuszczu w ciągu dnia, aniżeli matowieniem za tłustych konsystencji. W tej roli świetnie sprawdzi się puder kapokowy Pixie lub naturalna krzemionka, a niekoniecznie podkład Pixie Cosmetics. Kosmetyk świetnie współpracuje z podkładami kremowymi o formule zastygającej i zawiesistej (na przykład popularne podkłady w kropelkach), ale nie do końca odnajduje się w połączeniu z produktami rozświetlającymi, mokrymi lub wodoodpornymi, bazującymi głównie na tłuszczach.
Ze względu na wspomnianą sypkość, formuła bardzo źle reaguje na dodatek wilgoci. Ma tendencję do zbijania się w grudki, ma znacznie słabszą przyczepność, generalnie pozostawia sporo do życzenia. Nie jest to polecany przeze mnie sposób aplikacji tego podkładu. Bardzo polubiłam formułę Minerals Love Botanicals, ale podkład zaaplikowany metodą na mokro, to jakiś koszmar.
Struktura podkładu jest jedwabista w dotyku. Bardzo przyjemnie zmielona, nie zbija się w grudki, łatwo rozprowadza się cienkimi warstwami.
JAK PRZYGOTOWAĆ SKÓRĘ?
Nie spotkałam jeszcze na swojej drodze podkładu mineralnego o tak zdecydowanych właściwościach jak Minerals Love Botanicals. Zawsze prezentował się najlepiej na mojej skórze, jeżeli został zaaplikowany na sucho. Nie wymaga również dodatkowego utrwalenia, a stosowane pudry tylko skracają jego optymalną trwałość, która na moje oko - sama w sobie jest zachwycająca.
Minerals Love Botanicals testowałam na swojej dość kapryśnej skórze przez kilka tygodni, zabrałam go również ze sobą w niemalże 7-godzinną podróż do Krakowa, aby sprawdzić jego rzeczywistą trwałość oraz jeszcze lepiej ocenić posiadane właściwości - określić jak reaguje na skrajne zmiany pogody, niesprzyjające warunki jakie panują w komunikacji, klimatyzację, pot, sebum. Nie wymagam od podkładu mineralnego nienagannego wyglądu po ponad 14 godzinach aktywnego spędzania czasu, ale po tym czasie nadal powinien prezentować się atrakcyjniej niż moja naga, niedoskonała skóra.
W moim przypadku formuła Minerals Love Botanicals, prezentowała się najładniej, gdy ograniczyłam się do samego umycia twarzy lub ewentualnie wklepałam fermentowaną esencję marki Benton, czyli postępowałam najprościej, jak tylko się da. Zaznaczę jedynie, że moja skóra jest nawilżona sama w sobie, więc osoby z przesuszającą się cerą, będą wymagać lekkiego przygotowania skóry. Podkład z jednej strony jest wymagający, ponieważ prezentuje się dobrze, jeśli zostaje aplikowany określoną metodą na prawidłowo przygotowaną skórę, ale z drugiej strony nie lubi zbyt wielu kroków pielęgnacyjnych i zdecydowanie lepiej sprawuje się, jeśli nie jest niczym utrwalany i ma ścisły kontakt z cerą, bez niepotrzebnych warstw kosmetyków pielęgnacyjnych. Moja skóra aktualnie, jest zadbana, tłusta, a jednocześnie ma sporą tendencję do odwodnień i rogowaceń, dlatego podkłady mineralne mojej skórze służą średnio - znacznie lepiej toleruję mineralne pyłki od tradycyjnej kolorówki, ale trwałość podkładów mineralnych i stan mojej skóry po demakijażu zazwyczaj ulega zauważalnemu pogorszeniu. Ku mojemu zaskoczeniu, przy regularnym stosowaniu Minerals Love Botanicals, jest zupełnie odwrotnie, choć miałam początkowo mieszane odczucia co do podkładu marki Pixie Cosmetics.
Konsystencja podkładu nie współpracuje w żaden sposób z tłuszczami (podkład się przylepia, ślimaczy), ale z kolei bardzo dobrze sobie z nimi radzi w ciągu dnia. Większość podkładów mineralnych aplikowana na sucho, bez warstwy okluzyjnej, wysusza moją skórę i ich krótsza trwałość wynika właśnie z absorbujących nadmierną ilość wody właściwości, co wzmaga pracę gruczołów łojowych, w przypadku Pixie, jak się okazało, jest zupełnie inaczej - podkład sam w sobie świetnie reguluje pracę gruczołów łojowych, radzi sobie bez problemu ze stopniowym (ale nie napadowym) przetłuszczaniem się cery, nie wysusza tak mocno jak inne podkłady mineralne i z powodzeniem może być stosowany samodzielnie na skórze rogowaciejącej, bez zbędnego kombinowania. Jest to najbardziej trwały podkład mineralny, który zdetronizował mojego letniego ulubieńca od Lily Lolo oraz śliczne, rozświetlające Ecolore.
Minerals Love Botanicals nie lubi za to żadnych wspomagaczy - pudrów utrwalających, baz nawilżających, aplikacji na mokro, nadmiaru aplikowanych tłuszczów, podobnie jak moja skóra, natychmiast przestaje współpracować, odznaczając się od razu gorszą aplikacją, naganną trwałością, nieestetycznym wyglądem, wzmożonym przetłuszczaniem. Formuła sama w sobie pełni funkcję podkładu i pudru, co jest kluczowe w odbiorze tej konsystencji. Każda warstwa działa na siebie utrwalająco, ale musi ona zostać zaaplikowana cienką warstwą oraz zawsze metodą na sucho.
Brak oksydacji w ciągu dnia. Najlepiej sprawdza się zrównoważona, minimalistyczna pielęgnacja. Podkład ma krótszą trwałość, jeżeli jest utrwalany pudrami, źle reaguje również na kosmetyki z dużą ilością fazy tłuszczowej. Lepiej sprawdzają się posuwiste, krótkie, pociągające ruchy. Podkład nie lubi zbytniego rozcierania kolistymi ruchami, jak podkłady mineralne z dużą ilości dwutlenku tytanu (na przykład Annabelle Minerals)
Minerals Love Botanicals nie lubi za to żadnych wspomagaczy - pudrów utrwalających, baz nawilżających, aplikacji na mokro, nadmiaru aplikowanych tłuszczów, podobnie jak moja skóra, natychmiast przestaje współpracować, odznaczając się od razu gorszą aplikacją, naganną trwałością, nieestetycznym wyglądem, wzmożonym przetłuszczaniem. Formuła sama w sobie pełni funkcję podkładu i pudru, co jest kluczowe w odbiorze tej konsystencji. Każda warstwa działa na siebie utrwalająco, ale musi ona zostać zaaplikowana cienką warstwą oraz zawsze metodą na sucho.
Jeżeli aplikuję podkład na sucho, na oczyszczoną cerę, która jest w zasadzie dobrze nawilżona sama w sobie, nie muszę obawiać się kiepskiej trwałości podkładu - Minerals Love Botanicals, świetnie reguluje moją skórę, nie powoduje zapalnych, drobnych krostek (wynikających z podrażnienia i odwodnienia), nie jest to najlepiej rozprowadzający się podkład mineralny na świecie, ale jego trwałość jest iście powalająca. Wracając z Krakowa, zaaplikowałam go metodą tradycyjną, średnio zbitym pędzlem, rano, dokładnie o godzinie 7:30 i zmyłam po godzinie 22:30 - mimo delikatnego błyszczenia, skóra wyglądała bardzo dobrze, podkład gładko przylegał do skóry, nie podkreślał porów, był bardzo komfortowy w noszeniu (zupełnie niewyczuwalny), nie powodując swędzenia i pieczenia (a niestety mam taką reakcję po niemalże każdym podkładzie mineralnym), zapewniał dobre krycie, które nie słabło w ciągu dnia i nie miał żadnej tendencji do warzenia się - mimo że pogoda była bardzo chwiejna - duszny Kraków, klimatyzowany pociąg, deszczowa Mława. Podkładu w żadnej sytuacji nie pudrowałam i jak na podkład mineralny, formuła MLB moim zdaniem spisała się na dobrą 5.
Za każdym razem, gdy próbowałam bardziej kombinować z aplikacją podkładu, nie mogłam się nadziwić, jak formuła Pixie Cosmetics może źle wyglądać. Większość podkładów mineralnych reaguje pozytywnie, co więcej, zyskuje przy aplikacji na mokro, dobrym nawilżeniu, czy też utrwaleniu sprawdzoną mgiełką nawilżającą, aby scalić makijaż. Tutaj jest zupełnie odwrotnie - im mniej, tym lepiej, podkład odznacza się niebywałą (wręcz znakomitą!) trwałością na typowej tłustej, unormowanej skórze i przebił, mój dotąd ulubiony, letni podkład mineralny Lily Lolo.
To zdecydowanie produkt ściśle współpracujący z cerą. Dla niektórych będzie to wadą, dla niektórych zaletą. Zazwyczaj stosując minerały, mogę pozwolić sobie na stosowanie cięższych konsystencji, ponieważ w ten sposób rekompensuję utratę nawilżenia przez suche minerały, które notabene bardzo dobrze absorbują tłuszcz. Formuła Minerals Love Botanicals, ku mojemu zaskoczeniu, reagowała dokładnie tak, jak moja skóra - aplikacja nawet niewielkiej ilości kremu rozleniwiała i rozpulchniała naskórek, wzmagając przetłuszczanie, zaś wykończenie mgiełką nawilżającą dawało zbyt mocny glow, a podkład miał tendencję do niekorzystnego podkreślania porów. Ze wszystkich metod najlepiej sprawdzało się primerowanie skóry pudrem matującym Pixie Cosmetics, który bazuje na roślinnej celulozie (pozyskiwanej z drzewa kapokowego), podkład rozprowadzał się równomierniej, ale nie zauważyłam znaczącego przedłużenia trwałości podkładu mineralnego - i bez tego, podkład na mojej skórze, bez zmian, tkwił przez około 6-7 godzin, po 8 godzinach nieznacznie zaczyna się błyszczeć. Wytrzymuje w stanie akceptowalnym nawet 14 godzin, co zostało już przeze mnie wielokrotnie sprawdzone. Nie ma żadnej, niepokojącej tendencji do rozwarstwiania się, chociaż jego konsystencja jest bardzo specyficzna i nie wygląda zachwycająco tuż po aplikacji.
Podkład nie oksyduje w ciągu dnia.
Podkład nie oksyduje w ciągu dnia.
APLIKACJA NA SUCHO
Mogę tylko zachwycać się nad trwałością, strukturą, pracą podkładu z cerą, krótko: jest fenomenalna.
Minerals Love Botanicals, nie jest typem podkładu, który wygląda oszałamiająco tuż po aplikacji. Ok, ma zwiększone krycie (poziom średni, ale w pełni satysfakcjonujący osoby z przebarwieniami pozapalnymi), ale znowu trzeba bardzo przyłożyć się do jego aplikacji. Nie lubi zbytnio kolistych ruchów, tutaj świetnie sprawdzały się delikatne, posuwiste, dociskające, harmonijne pociągnięcia oraz stosowanie pędzli o lekko zaokrąglonym kształcie.
Podkład bardzo lubi podkreślać suchą strukturę skóry, osiadać w suchych skórkach, akcentować niekorzystnie suchość twarzy. Czasami nie rozprowadza się równomiernie, skóra musi być odtłuszczona (ale jednocześnie nawilżona sama w sobie), a że nie lubię ostatnio na sobie primerowania, dociskam na sobie chusteczkę higieniczną i zdejmuję nadmiar sebum oraz substancji natłuszczających tuż przed aplikacją podkładu. Dzięki tej szybkiej i sprytnej metodzie, podkład rozprowadza się znacznie lepiej, równomierniej, gładko.
Nigdy nie zdarzyło mi się, aby podkład zwarzył się na skórze. Co by się nie działo, każda zastosowana metoda nie podkreślała porów, nie powodowała niekontrolowanego rozchodzenia się podkładu, jego spływania. Dzięki formule Minerals Love Botanicals, moje pory zawsze wyglądają nienagannie, wręcz idealnie. Podczas zmywania podkładu, skóra czuje się komfortowo, nie jest oblana nadmiarem sebum, ani wysuszona, po podkładzie nie mam żadnych rewelacji typu zapalenie mieszków włosowych, nasilenie problemu zaskórników. Świetnie zgrywa się z moją aktualną pielęgnacją.
Podkład aplikowany na sucho, daje średnio-mocne, ale nadal naturalne krycie, bez problemu można go zaaplikować nawet 3-4 razy. Już pierwsza warstwa kryje większość moich niedoskonałości. Trzeba uważać, aby nie nałożyć go aż za dużo, chociaż formuła jest przyjemnie sypka i ciężko jest przesadzić :)
Podkład nie podkreśla moich załamań, nie wchodzi w zmarszczki (no, chyba, że nałożę go za dużo). Mimo że konsystencja jest dosyć sucha, wykończenie początkowo jest dosyć matowe, ale ze zdrowym, satynowym połyskiem. Cera wygląda na zdrową, zadbaną, ale jest zdecydowanie pozbawiona zbyt mocnego rozświetlenia (czego nie lubię, zwłaszcza latem, więc to kolejny plus dla Pixie Cosmetics). Na szczęście podkład nie daje efektu suchego pudru na twarzy. Stopniowo, w ciągu dnia, prezentuje się coraz bardziej lekko, ładnie scala się z cerą. To zdecydowanie typ produktu, który aktywnie pracuje ze skórą - pochłania nadmiar sebum, dostosowuje się do różnych warunków. Bardzo ładnie wygląda w świetle dziennym, chociaż już nie do końca podoba mi się to, jak wychodzi na zdjęciach. Potrzebuje trochę czasu. Mogę mu to jednak wybaczyć, bowiem wraz z czasem, prezentuje się coraz korzystniej.
Trwałość podkładu jest godna podziwu. W przypadku podkładów mineralnych, jest ona zależna przede wszystkim od kondycji cery i dopasowania właściwej formuły, dlatego jest to kwestia dość indywidualna, ale jak na tak sypką postać - jestem pod wrażeniem. Kosmetyk na mojej skórze, w stanie niezmiennym trzyma się około 7-8 godzin, później nadal wygląda atrakcyjnie, ale moja cera stopniowo już zaczyna się błyszczeć, co jest zupełnie normalne. Nie jest to jednak produkt, który daje mocny glow pod koniec dnia, nawet jeśli na skórze jest już naprawdę długo. Zaaplikowany na sucho, nie jest podatny na ścieranie, zaskakująco dzielnie trzyma się skóry. Wcale tak łatwo nie jest go zmyć, jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ jest to tylko suchy pyłek, a jest o wiele bardziej trwały od wielu produktów tradycyjnych, kremowych.
Bardzo podoba mi się lekkość Minerals Love Botanicals. Kosmetyk jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny. Nie drażni skóry, nie powoduje swędzenia i innych, różnych, niekoniecznie pożądanych reakcji. Bardzo dobrze się go nosi. To jeden z niewielu produktów, który przy dłuższym stosowaniu nie wysusza mojej cery oraz nie wymaga zwiększenia ilości substancji natłuszczających w pielęgnacji.
Poza tym, nie tłuści się po kilku godzinach, a nie mam ostatnio łatwych relacji z minerałami. Przez większość czasu, jego wykończenie jest zdrowo matowe, pory wyglądają w nim nieskazitelnie, a dodatkowo, świetnie uspokaja wzmożony łojotok na mojej skórze. Cera jest świeża, prezentuje się niezwykle naturalnie. To zdecydowanie mój ulubiony podkład na letnie upały, stosując Minerals Love Botanicals, mam pewność, że nic mi się nie zwarzy, ani nie spłynie.
Minerals Love Botanicals, nie jest typem podkładu, który wygląda oszałamiająco tuż po aplikacji. Ok, ma zwiększone krycie (poziom średni, ale w pełni satysfakcjonujący osoby z przebarwieniami pozapalnymi), ale znowu trzeba bardzo przyłożyć się do jego aplikacji. Nie lubi zbytnio kolistych ruchów, tutaj świetnie sprawdzały się delikatne, posuwiste, dociskające, harmonijne pociągnięcia oraz stosowanie pędzli o lekko zaokrąglonym kształcie.
Podkład bardzo lubi podkreślać suchą strukturę skóry, osiadać w suchych skórkach, akcentować niekorzystnie suchość twarzy. Czasami nie rozprowadza się równomiernie, skóra musi być odtłuszczona (ale jednocześnie nawilżona sama w sobie), a że nie lubię ostatnio na sobie primerowania, dociskam na sobie chusteczkę higieniczną i zdejmuję nadmiar sebum oraz substancji natłuszczających tuż przed aplikacją podkładu. Dzięki tej szybkiej i sprytnej metodzie, podkład rozprowadza się znacznie lepiej, równomierniej, gładko.
Aplikowany na sucho jest bardzo trwały. Nie podkreśla porów, świetnie trzyma mat, nie warzy się. Odporny na różne warunki pogodowe. Świetnie ogranicza stopniowe przetłuszczanie się cery. Nie wysusza tak skóry jak inne podkłady mineralne.
Nigdy nie zdarzyło mi się, aby podkład zwarzył się na skórze. Co by się nie działo, każda zastosowana metoda nie podkreślała porów, nie powodowała niekontrolowanego rozchodzenia się podkładu, jego spływania. Dzięki formule Minerals Love Botanicals, moje pory zawsze wyglądają nienagannie, wręcz idealnie. Podczas zmywania podkładu, skóra czuje się komfortowo, nie jest oblana nadmiarem sebum, ani wysuszona, po podkładzie nie mam żadnych rewelacji typu zapalenie mieszków włosowych, nasilenie problemu zaskórników. Świetnie zgrywa się z moją aktualną pielęgnacją.
Podkład aplikowany na sucho, daje średnio-mocne, ale nadal naturalne krycie, bez problemu można go zaaplikować nawet 3-4 razy. Już pierwsza warstwa kryje większość moich niedoskonałości. Trzeba uważać, aby nie nałożyć go aż za dużo, chociaż formuła jest przyjemnie sypka i ciężko jest przesadzić :)
Podkład nie podkreśla moich załamań, nie wchodzi w zmarszczki (no, chyba, że nałożę go za dużo). Mimo że konsystencja jest dosyć sucha, wykończenie początkowo jest dosyć matowe, ale ze zdrowym, satynowym połyskiem. Cera wygląda na zdrową, zadbaną, ale jest zdecydowanie pozbawiona zbyt mocnego rozświetlenia (czego nie lubię, zwłaszcza latem, więc to kolejny plus dla Pixie Cosmetics). Na szczęście podkład nie daje efektu suchego pudru na twarzy. Stopniowo, w ciągu dnia, prezentuje się coraz bardziej lekko, ładnie scala się z cerą. To zdecydowanie typ produktu, który aktywnie pracuje ze skórą - pochłania nadmiar sebum, dostosowuje się do różnych warunków. Bardzo ładnie wygląda w świetle dziennym, chociaż już nie do końca podoba mi się to, jak wychodzi na zdjęciach. Potrzebuje trochę czasu. Mogę mu to jednak wybaczyć, bowiem wraz z czasem, prezentuje się coraz korzystniej.
Trwałość podkładu jest godna podziwu. W przypadku podkładów mineralnych, jest ona zależna przede wszystkim od kondycji cery i dopasowania właściwej formuły, dlatego jest to kwestia dość indywidualna, ale jak na tak sypką postać - jestem pod wrażeniem. Kosmetyk na mojej skórze, w stanie niezmiennym trzyma się około 7-8 godzin, później nadal wygląda atrakcyjnie, ale moja cera stopniowo już zaczyna się błyszczeć, co jest zupełnie normalne. Nie jest to jednak produkt, który daje mocny glow pod koniec dnia, nawet jeśli na skórze jest już naprawdę długo. Zaaplikowany na sucho, nie jest podatny na ścieranie, zaskakująco dzielnie trzyma się skóry. Wcale tak łatwo nie jest go zmyć, jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ jest to tylko suchy pyłek, a jest o wiele bardziej trwały od wielu produktów tradycyjnych, kremowych.
Bardzo podoba mi się lekkość Minerals Love Botanicals. Kosmetyk jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny. Nie drażni skóry, nie powoduje swędzenia i innych, różnych, niekoniecznie pożądanych reakcji. Bardzo dobrze się go nosi. To jeden z niewielu produktów, który przy dłuższym stosowaniu nie wysusza mojej cery oraz nie wymaga zwiększenia ilości substancji natłuszczających w pielęgnacji.
Poza tym, nie tłuści się po kilku godzinach, a nie mam ostatnio łatwych relacji z minerałami. Przez większość czasu, jego wykończenie jest zdrowo matowe, pory wyglądają w nim nieskazitelnie, a dodatkowo, świetnie uspokaja wzmożony łojotok na mojej skórze. Cera jest świeża, prezentuje się niezwykle naturalnie. To zdecydowanie mój ulubiony podkład na letnie upały, stosując Minerals Love Botanicals, mam pewność, że nic mi się nie zwarzy, ani nie spłynie.
APLIKACJA NA MOKRO
Byłam w szoku, jak tak dobry podkład może aż tak źle się rozprowadzać, a jeszcze gorzej wyglądać, jeżeli dostanie choć odrobinę wilgoci. Coś mi w nim od początku nie pasowało. Wilgotny proszek jest bardzo kryjący, ale ciężko się rozprowadza, robi się z niego toporna klucha. Podkład zawiera sporo słabo zmielonego pudru bambusowego i suchej mączki owsianej, a jego formuła mimo że jest dobrze napigmentowana, w strukturze przypomina mi puder. Jest wyczuwalnie sypki, miałki, delikatnie jedwabisty, ale zdecydowanie suchy i zbity przy dłuższym rozprowadzaniu, czuć to zwłaszcza podczas aplikacji podkładu, która lubi czasami nie współpracuje z cerą - mimo osobistego uwielbienia do formuły MLB, zdarzało mi się zrobić mało eleganckie placki sucho-przylegającą formułą, która ma sporą tendencję do podkreślania w wyjątkowo niekorzystny sposób suchych skórek. Generalnie jak moja cera ma zły dzień, z Pixie Cosmetics nie mogę dojść do porozumienia i sięgam po bardziej kompromisową formułę Amazon Gold.
To, co się działo przy aplikacji Minerals Love Botanicals na mokro, to delikatnie pisząc, tragedia. Żaden podkład mineralny nie odpadał mi z twarzy dosłownie jak tynk, który mogłam sobie zdrapywać ze skóry. Przy nawet minimalnym ograniczeniu mimiki twarzy, podkład zaczął się sypać jak żwir, a z okolic nosa i brody, mogłam odrywać go płatami. Podkład ma również bardzo dużą tendencję do tworzenia plam, nie rozprowadza się równomiernie i nie jest podatny na kolejne, manualne ruchy, jedna warstwa ściera drugą. Aplikując Minerals Love Botanicals, czuję się niczym Michał Anioł malujący freski, z tym, że mi jakoś nieszczególnie to wychodzi z formułą Pixie Cosmetics. Niewyobrażalna dla mnie suchość, była wręcz niekomfortowa i niezwykle drażniąca nawet dla mojej cery. Przyczepność produktu aplikowanego na mokro jest bardzo słaba, bowiem metodę sprawdziłam na kilku innych typach skóry i na każdym z nich, formuła Minerals Love Botanicals sprawiała mi dużo problemów, nie prezentując się tak, jakbym chciała.
Podkład błyszczał się niemiłosiernie już po kilku minutach od aplikacji, podkreślając przy tym wszystkie niedoskonałości wypukłe, cera bardzo swędziała, a przy zmywaniu podkładu zauważyłam miejscowe podrażnienia. No nie powiem, że jestem zachwycona, ale nie zmieniam zdania, że to bardzo dobry podkład. Każda struktura ma inne właściwości, to ona dyktuje sposób aplikacji i utrwalenia, widocznie z Minerals Love Botanicals tak już jest - podkład jest sypki, pudrowy, świetnie matujący, bardzo trwały, ale jest wprost przeciwnie, gdy zostaje aplikowany przy użyciu wody, co było w zasadzie do przewidzenia. Czy to minus? Na pewno dla osób, które aplikują podkład gąbeczką lub bardzo cenią sobie stosowaną metodę na mokro.
Naganna współpraca podkładu przy użyciu wilgoci. Podkład roluje się, ściera, odpada, nie trzyma się skóry. Wysusza, podrażnia skórę i wzmaga nadmierny łojotok.
Podkład błyszczał się niemiłosiernie już po kilku minutach od aplikacji, podkreślając przy tym wszystkie niedoskonałości wypukłe, cera bardzo swędziała, a przy zmywaniu podkładu zauważyłam miejscowe podrażnienia. No nie powiem, że jestem zachwycona, ale nie zmieniam zdania, że to bardzo dobry podkład. Każda struktura ma inne właściwości, to ona dyktuje sposób aplikacji i utrwalenia, widocznie z Minerals Love Botanicals tak już jest - podkład jest sypki, pudrowy, świetnie matujący, bardzo trwały, ale jest wprost przeciwnie, gdy zostaje aplikowany przy użyciu wody, co było w zasadzie do przewidzenia. Czy to minus? Na pewno dla osób, które aplikują podkład gąbeczką lub bardzo cenią sobie stosowaną metodę na mokro.
Podkład wymaga suchej bazy i genialnie absorbuje tłuszcz. Wilgotny, ma bardzo słabą przyczepność, natychmiast zasycha i tworzy skorupę na twarzy, powodując natychmiastowy i długotrwały dyskomfort. Nie osiada jednak w porach i zmarszczkach, nie ma również tendencji do warzenia się i niekontrolowanego rozwarstwiania się. Mimo słabej przyczepności, wzmożonego łojotoku, pory nadal wyglądają naprawdę dobrze.
Sytuacji ani trochę nie ratuje aplikacja gąbeczką. Podkład w ogóle nie trzyma się skóry, jest niemiłosiernie pudrowy, suchy, mało trwały. Bardzo wysusza skórę, wzmaga łojotok i prezentuje się mało estetycznie. Nie, nie polecam tego sposobu, podkład bardzo dużo traci i można niesłusznie się do niego zrazić.
Z drugiej strony, jeżeli podkład jest zaaplikowany na sucho i jest już jakiś czas na skórze, bardzo dobrze znosi wilgotne warunki. Lato, w tym roku, jest dosyć niestabilne, kilkukrotnie złapał mnie już deszcz i podkład, ku mojemu zaskoczeniu, nie miał tendencji do tworzenia nacieków, osiadania w porach, spływania. Dzielnie trzyma się skóry i wygląda nadal przyzwoicie.
Z drugiej strony, jeżeli podkład jest zaaplikowany na sucho i jest już jakiś czas na skórze, bardzo dobrze znosi wilgotne warunki. Lato, w tym roku, jest dosyć niestabilne, kilkukrotnie złapał mnie już deszcz i podkład, ku mojemu zaskoczeniu, nie miał tendencji do tworzenia nacieków, osiadania w porach, spływania. Dzielnie trzyma się skóry i wygląda nadal przyzwoicie.
ZASTOSOWANE SKŁADNIKI
Dzięki unikalnej, lekkiej jak piórko kompozycji, Minerals Love Botanicals doskonale sprawdza się u osób z cerą mieszaną, tłustą, przetłuszczającą się. Świetnie zgrywa się z takim typem skóry, ponieważ proszek znakomicie absorbuje sebum, a przy tym jak bardzo delikatny i łagodny, jak mięciutka poduszeczka. Nie obciąża i nie wysusza cery.
Kosmetyk zawiera niewielką ilość dwutlenku tytanu, to dobra nowina dla cery tłustej i przetłuszczającej się, nie lubiącej cięższych, kremowych formuł mineralnych oraz osób nadwrażliwych na ten składnik (czasami dwutlenek tytanu powoduje reakcje toksyczne, podobne do alergicznych). Podkłady pozbawione dwutlenku tytanu lub zawierające jego niewielką ilość, słabiej i mniej bliskoskórnie zachowują się na skórze, ale za to są mniej podatne na rozwarstwianie się i obciążanie naskórka za ciężką konsystencją.
Wzmocnione krycie podkładu wynika ze zwiększonej ilości tlenku cynku oraz substancji waloryzujących przyczepność minerałów - lauryno-lizyna, stearynian cynku oraz azotek boru. Produkt zachowuje swoją lekkość, ale bardzo dobrze przylega do włosia i do skóry. Z jednej strony to minus, ponieważ najlepiej sprawdza się aplikowany na sucho i za każdym razem dokładnie rozcierany, aby uniknąć nierównomiernego rozprowadzenia koloru, ale również i plus, ponieważ świetnie trzyma się skóry i jego trwałość zasługuje na wyróżnienie.
Mineralny, wysokiej jakości skład, wzbogacono naturalną krzemionką, pudrem bambusowym oraz łagodzącą mączką owsianą. Produkt ma niewyobrażalną lekkość, puszystość, gładkość.
Sypkość produktu wzmaga mączka owsiana, krzemionka oraz puder bambusowy. Pochłaniają one nadmiar sebum oraz nadają produktowi niebywałej lekkości. Wygładzają także optycznie skórę, wypełniają optycznie pory i zapobiegają rozwarstwianiu się mineralnego pyłku. Podkład w swej strukturze przypomina puder, ale o bardzo dobrym stopniu krycia, za które odpowiadają głównie składniki konsystencjotwórcze. Pyłek jest bardzo gładki, dobrze rozdrobniony, przyjemny w użyciu.
Złoto koloidalne i połyskująca mika, nadaje zdrowej, pięknej, gładkiej poświaty. Zapobiega zbyt suchemu wykończeniu. Mimo dość mocnego efektu matującego, podkład daje zdrowe, świetliste, naturalne wykończenie. Cera nie wygląda tępo, ale świeżo i dziewczęco.
INCI: Mica, Zinc Oxide, Lauroyl Lysine, Zinc Stearate, Boron Nitride, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Silica, Gold, Avena Sativa Meal Extract, (+/-) CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77007, CI 77288
WYDAJNOŚĆ, CENA, OPAKOWANIE, DOSTĘPNOŚĆ
Nie ma problemu z ogólną dostępnością produktów Pixie Cosmetics, kosmetyki możesz kupić bezpośrednio u producenta, tutaj> lub na większości stron oferujących kosmetyki mineralne oraz ogólnie - przeznaczone do makijażu (na przykład Mintishop).
Jak na kosmetyki mineralne przystało, formuła Minerals Love Botanicals jest bardzo wydajna, podkreśleniu należy słowo bardzo, ponieważ tak leciutka struktura pyłku, znacząco przedłuża jego czas użytkowania, a sam podkład nie jest mocno pylący, co bardzo mi się podoba. Nie używam podkładu wystarczająco długo, aby oszacować jego całkowity czas użytkowania, ale myślę, że stosowany codziennie, na mojej skórze, będzie mi towarzyszył przez co najmniej 8-10 miesięcy.
Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 6.5 g produktu, za które należy zapłacić 89.00 zł. Producent pozwala na zakup próbek (w cenie 3.90 zł) oraz refilli 3g (które aktualnie możesz zakupić 10 zł taniej, za 28.00 zł), dzięki którym możesz lepiej zapoznać się z kolorem, uzupełnić podkład lub użyć do modyfikacji - gdy odcień jest za jasny lub za ciemny lub też nie trafiłeś z właściwą gamą kolorystyczną. Bardzo podoba mi się rozwiązanie Pixie Cosmetics z refillami, to świetne podejście do klienta, a niebawem pokażę na łamach bloga, co można zrobić z zakupionymi u producenta próbnikami o większych gabarytach.
Podkłady Pixie Cosmetics umieszczone są w stabilnym, porządnym opakowaniu. Delikatnie gumowe wieczko prezentuje się pięknie, ale wspominam po raz kolejny - jest bardzo podatne na zabrudzenia. Opakowanie jest ciężkie, porządne, to nie jest jakiś tani plastik, który pokruszy się w mak lub znacząco ucierpi przy kontakcie z podłogą. To zdecydowanie jedno z najlepiej wykonanych opakowań, jakie spotkałam w kosmetykach mineralnych i które najchętniej zabieram w podróż, bez obaw o rozsypanie się całości, pęknięcie jakiegoś znaczącego elementu lub zmazanie się liter, co zdarza się u innych marek kosmetycznych. Produkt zawiera sprawnie działającą zasuwkę, która zapobiega przed nadmiernym wydobywaniem się produktu.
Minerals Love Botanicals, to wspaniała formuła dla skóry typowo tłustej, mieszanej, przetłuszczającej się, normalnej, mającej problem z rozwarstwiającymi się i za ciężkimi podkładami mineralnymi lub uczuciem obciążenia po ich zastosowaniu. Sprawdzi się u osób, które mają typowe problemy z minerałami, wymagającymi większej uwagi - lepszego przygotowania skóry, utrwalenia, są wymagające same w sobie, a nie sprawdza się stosowanie niczego pod, ani na nie. To także podkład zapewniający bardzo dobre krycie, moim zdaniem jeden z najlepszych wyborów dla cery trądzikowej. Pixie Cosmetics to niebywała lekkość, doskonałe krycie jak na tak lekką formułę oraz bardzo dobry efekt matujący. Podkład na pewno sprawdzi się u osób, które polubiły się z minerałami o sypkiej, leciutkiej formule oraz narzekają na trwałość podkładów bardziej zbitych, kremowych - użytkownicy Ecolore i Lily Lolo - Minerals Love Botanicals, czekają na Was w kolejce do wypróbowania :)
KIEDY LEPIEJ UNIKAĆ?
Odradzam osobom z typową cerą suchą, głęboko odwodnioną, silnie rogowaciejącą oraz mocno łojotokową. Produkt wymaga uprzedniego, dobrego zmiękczenia skóry, na przykład nałożenia kosmetyku pielęgnacyjnego, dlatego przy typach cery, które się wysuszają, może być zbyt pylisty i wysuszać naskórek. Nie sprawdzi się również na skórze mieszanej, w kierunku suchej. Minerals Love Botanicals, lepiej trafi w potrzeby osób, które mają spory problem z zanieczyszczaniem się cery, stopniowym przetłuszczaniem się, nadmiernym błyszczeniem po minerałach. Pixie Cosmetics może być w strzałem w dziesiątkę.
Koniecznie zajrzyj!
ARTYKUŁ JEST SPONSOROWANY PRZEZ PRODUCENTA KOSMETYKÓW MINERALNYCH PIXIE COSMETICS.
W artykule znajdują się linki afiliacyjne. Jeżeli tylko jesteś zdecydowany na zakupy, będzie mi bardzo miło, jeżeli dokonasz zakupu z mojego polecenia! Nic Cię to nie kosztuje :)
Pozdrawiam,
Ewa



