Minerały i koty? Meow Cosmetics to amerykańska marka mineralna przyciągająca wzrok nie tylko prostotą mineralnego składu, a wodząca na pokuszenie nietuzinkową, interesującą i niepospolitą prezencją kosmetyków: to właśnie koty zdobią wieczka oferowanych produktów, a także mają swój, dość spory, udział w nazewnictwie marki. Na pochwałę zasługuje jednoczesny brak infantylności od strony producenta, kosmetyki mają swój niepowtarzalny charakter, mimo że odbiegają znacząco od modnego ostatnio mało innowacyjnego i nieco nużącego minimalizmu i prostoty.
WOW! CO ZA LEKKOŚĆ!
Wszystkie formuły Meow Cosmetics cechuje niesamowita lekkość i łagodność pyłku. Są to minerały bardzo dokładnie zmielone, miałkie, bardzo suche, co w niektórych przypadkach może wpływać niekorzystnie na ich finalną prezencję (co ma między innymi miejsce w przypadku minerałów Lily Lolo), pomimo tego nie są nadmiernie pyliste i ściągające, co często powoduje nie tylko dyskomfort, ale również i nasilone przetłuszczanie się skóry podczas noszenia podkładów mineralnych. Meow Cosmetics to taki satynowo-matowy odpowiednik polskich minerałów Ecolore, które zaskarbiły sobie wyjątkowe miejsce w mojej dość potężnej kolekcji kosmetyków mineralnych - z tym, że lepiej trzymają matowe wykończenie oraz w zależności od formuły, mają słabsze lub też mocniejsze właściwości kryjące. Warto zainteresować się produktami Meow podczas bezowocnych poszukiwań idealnego podkładu sypkiego dla typowej tłustej cery, który się nie zwarzy, nie zroluje i nie zoksyduje na bliżej nieokreślony kolor.
Formuła Flawless Feline to jedna z trzech spośród dostępnych opcji, posiada najmocniejsze krycie, choć nadal określiłabym je jako średnie satysfakcjonujące oraz słabe mocne przy pierwszej warstwie. Pozostałe dwie mają już bardziej półtransparentne wykończenie i mój stan skóry nie pozwala mi jeszcze na tak frywolne i bezkompromisowe korzystanie z ich właściwości.
Formuła Flawless Feline to jedna z trzech spośród dostępnych opcji, posiada najmocniejsze krycie, choć nadal określiłabym je jako średnie satysfakcjonujące oraz słabe mocne przy pierwszej warstwie. Pozostałe dwie mają już bardziej półtransparentne wykończenie i mój stan skóry nie pozwala mi jeszcze na tak frywolne i bezkompromisowe korzystanie z ich właściwości.
KWINTESENCJA MOJEJ MIŁOŚCI DO KOSMETYKÓW MINERALNYCH
Cenię w podkładach mineralnych możliwość swobodnego budowania krycia. Stosując podkład Meow, nie napotykam absolutnie żadnych trudności w równomiernym zaaplikowaniu produktu oraz waloryzowaniu jego właściwości wyrównujących koloryt, jeśli moja skóra jest w takiej kondycji jak zwykle (sytuacja, niestety, ulega zmianie, gdy moja skóra jest dosyć mocno przesuszona) - produkt nie tworzy efektu maski, nawet przy suto zaaplikowanych 3-4 warstwach. Podoba mi się szczególnie jego wykończenie - jest zdrowo matowe, bez żadnych rozświetlających drobinek, które mogą dawać za mocny blask po jakimś czasie noszenia. Podkład fenomenalnie prezentuje się na zdjęciach oraz w świetle dziennym.
Niezależnie od zastosowanego pędzla, podkład wybiórczo i subtelnie chwyta się cery, jest to pozytywny aspekt użytkowania podkładu, gdyż pomimo średniego krycia, nie tworzy on plam, zacieków, nie ściera się przy aplikacji kolejnych warstw i gwarantuje niezwykle naturalne wykończenie, jednak jeśli skóra jest przesuszona lub decydujesz się na aplikację na mokro, podkład może kumulować się nadmiernie w załamaniach, intensyfikować swój kolor w miejscach trudniej dostępnych oraz dawać efekt obsypania mąką. To jeden z tych podkładów mineralnych, który jest niewidoczny, niewyczuwalny i cudownie komfortowy na skórze, ale na skórze, która przepada za tak suchymi formułami mineralnymi.
![]() |
| Od lewej: skóra bez makijażu, dalej: pierwsza warstwa podkładu Meow Flawless Feline w świetle naturalnym ostrym, surowym. |
Meow dzięki bardzo delikatnej strukturze, wyjątkowo korzystnie i estetycznie osiada na naskórku oraz optycznie wygładza cerę - nie podkreśla blizn, niedoskonałości, rogowaceń. Nie daje również pylistej, brzydkiej, suchej, postarzającej woalki (ale miej na uwadze to, co zdążyłam już wyżej napisać). Nie prezentuje się tak fantastycznie na suchych typach cery, jak na tłustych i mieszanych przeciągniętych w stronę tłustą, może wyrządzać im ogromną krzywdę i doprowadzać do migotania przedsionków: dzisiejsze zdjęcia celowo wykonałam podczas przesuszenia skóry i moje zachwyty nad Meow diabli biorą, co mnie nie dziwi - to są najbardziej suche minerały jakie znam.
Przy tak delikatnych i wyczuwalnie suchych formułach bardzo często pojawia się problem podkreślania suchych skórek, suchej struktury twarzy oraz silniejszego niż przy innych podkładach mineralnych - przesuszenia, co odstręcza potencjalnych użytkowników. Cóż, obawy te są słuszne i umotywowane, bowiem recenzowana dzisiaj formuła rzeczywiście suche skórki podkreśla w stopniu mocnym, wyjątkowo niekorzystnym. Jak każdy podkład mineralny, Meow również posiada tendencję do wysuszania skóry i moim zdaniem nie upiększa on skóry mającej faktyczny problem z nawilżeniem - słabnie krycie, podkład nie przylega do skóry (nie jest dobrze przyczepny), nadmiernie pyli i intensywnie nasila ucieczkę wody.
Pomimo tych wad, zasługuje na niewymuszoną chwalbę, szczerze wypływającą z moich ust: nosi się niezwykle komfortowo, nie powoduje swędzenia, podrażnień, i co mnie zaskakuje: nie generuje egzogennego, typowo kosmetycznego łojotoku, nawet jeśli nie do końca współpracuje z cerą.
Podkład nie podkreśla rozszerzonych porów oraz po jakimś czasie do nich nie migruje. Jeśli skóra jest bardzo sucha, będzie podkreślał załamania i zmarszczki, ale podobnie jak ochoczo stosowany przeze mnie podkład regulujący polskiej marki Clare Blanc, mimo braku substancji dodatkowych, daje efekt optycznego wygładzenia, podobnie jak klasyczna krzemionka. Skóra po zastosowaniu pudru, jest bardzo gładka, delikatna, zdrowa, bez nadmiernego błysku. Po głębszym zastanowieniu się, Meow mają pewien wspólny mianownik również i z powyższym przykładem z Polski, ale jednak mają nieco słabszą przyczepność, co jest atutem w przypadku skóry tłustej, bez tendencji do odwodnienia, a raczej kierującej się już w kierunku łojotoku. Podkład świetnie absorbuje sebum i pracuje z cerą, która nie jest idealna i ma pewne skłonności do przetłuszczania się, nie oddaje okrzyków rozpaczy i nie wymaga natychmiastowej ewakuacji jak Annabelle Minerals, czy Lucy Minerals w śmiercionośnym starciu z wilgocią, a dzielnie trwa przez długie godziny w niezmienionym stanie.
Podoba mi się również to, że nie wymaga on zbytniego pieszczenia się ze skórą. Nie generuje kolejnych problemów z cerą oraz jeśli naskórek jest odpowiednio zadbany lub przesunięty w stronę tłustą - nie dopomina się o stosowanie specjalnych technik utrwalających, baz i innych cudów. Sam w sobie jest niesamowicie odporny na niekorzystne czynniki zewnętrzne. Ot, nakładam go niedbale pędzlem (nawet raptownie po przebudzeniu, gdy moja koordynacja ruchowa pozostawia wiele do życzenia) i prezentuję się w nim fantastycznie nawet po potwornie uciążliwym dniu o godzinie 22.
Jak już napomknęłam, to najbardziej trwały podkład mineralny, jaki znam, z tym że na niektórych typach cery będzie dawał idealne, gładkie, cudowne wykończenie, a na innych pyliste, suche i nierównomierne rozłożenie koloru. Podkłady Meow plasują się w samej czołówce moich ulubionych formuł mineralnych, chociaż bywają dni, gdy nie mogę ich użyć.
Po podkłady Meow sięgam z ogromnym entuzjazmem szczególnie upalnym latem, gdy wszystkie posiadane przeze mnie kosmetyki, niezależnie od formuły i postaci, zostają poddane sporej, często katastrofalnej w skutkach (nie tylko dla mnie, ale również i dla otoczenia!) próbie, nieliczna część z nich przejdzie ją z powodzeniem, zaś niechlubna reszta zostanie zepchnięta do nikczemnej, drewnianej szuflady z dopiskiem "czekam do późnej jesieni". Amerykańska marka bez względu na warunki jakie panują na zewnątrz, wychodzi zawsze z obronną ręką, mam pewność, że za każdym razem zaaplikowane minerały będą moją naturalnie tłustą skórę upiększać.
![]() |
| Od lewej: skóra bez makijażu, dalej: dwie warstwy podkładu Meow Flawless Feline w świetle naturalnym miękkim. |
Tak miałkie i wyczuwalnie suche minerały, oprócz możliwości budowania krycia i zachwycająco naturalnego wykończenia, bardzo ładnie schodzą ze skóry i bardzo łatwo poddają się nawet delikatnym metodom myjącym. Pyłek przepięknie łączy się z cerą, bez efektu pieczołowicie ugniatanego piernika na święta. Nie roluje się, nie ściera, nie warzy, nie dzieje się z nim nic dziwnego i nie powoduje narastających wraz z czasem wyrzutów sumienia. Kosmetyk delikatnie i subtelnie znika ze skóry, ale zapewnia najlepsze krycie po kilku godzinach z dotąd poznanych mi podkładów mineralnych. Oczywiście, że po jakimś czasie nieznacznie ono słabnie, co jest zupełnie naturalne i mnie nie martwi, ważne jest jednak to, w jaki sposób to się odbywa i w biegu długodystansowym, Meow pobija polską konkurencję. Uwielbiam podkłady, które nie wymagają ciągłej kontroli sytuacji z mojej strony. Nosząc Meow wiem, że nie usłyszę troskliwego "wszystko jest ok?" i nie muszę działać oczyma mojej wyobraźni oraz poszukiwać chaotycznie lusterka w mojej torebce, aby wiedzieć, że kondycja mojej cery nie odbiega od tego, co reprezentuję sobą na co dzień.
![]() |
| Podkład Meow Cosmetics Flawless Feline po 10 godzinach noszenia bez poprawek, bez pudrów utrwalających. Światło miękkie, ciepłe. |
Podkład nie współpracuje aż tak fantastycznie z aplikowanymi na niego produktami kolorowymi, szczególnie sypkimi. Kosmetyki nieznacznie zatracają swoje rozświetlające, gładkie wykończenie, jednak rozprowadzają się bez większych komplikacji. Mam jednak wrażenie, że nie osiadają tak pięknie jak przy innych podkładach mineralnych i dają bardziej suche wykończenie - zyskują dzięki temu na trwałości i nie oksydują.
Ze względu na lekką strukturę, formuła Meow Flawless Feline to także świetny puder matujący oraz wykańczający makijaż. Doskonale współpracuje również z kremową kolorówką, a zwłaszcza z kremowymi produktami o słabym/średnim kryciu. Nie tworzy plam, zacieków, a także nie wysusza skóry tak jak standardowe pudry zawierające talk i krzemionki.
Ze względu na lekką strukturę, formuła Meow Flawless Feline to także świetny puder matujący oraz wykańczający makijaż. Doskonale współpracuje również z kremową kolorówką, a zwłaszcza z kremowymi produktami o słabym/średnim kryciu. Nie tworzy plam, zacieków, a także nie wysusza skóry tak jak standardowe pudry zawierające talk i krzemionki.
SŁABY PUNKT PROGRAMU
No cóż, podkład Meow Flawless Feline nie jest idealną formułą dla każdego, co zresztą widać na dzisiejszych zdjęciach, zwłaszcza wykonanych w dużym przybliżeniu.
Zapewne znajdą się osoby, którym będziesz przeszkadzało bardzo przeciętne, niepowalające krycie i potrzeba jego budowania, ja natomiast lubię, gdy podkłady robią coś więcej i nie zapewniają przy tym efektu full cover. Problem tkwi w czymś innym.
Podkład ma wyczuwalnie niezwykle suchą konsystencję, więc aplikowany przy większej ilości warstw, może podkreślać niezbyt atrakcyjnie suche niedoskonałości oraz gnieżdżące się grudki. To taki kosmetyk, który jednak wygląda najkorzystniej zaaplikowany bez ponownego budowania krycia, mimo że nie sprawia to problemów. Są podkłady mineralne, które znacznie lepiej sprawdzają się na przesuszonych i odwodnionych typach cery.
Podkład na skórze wysuszonej nie czyni takich cudów: nierównomiernie i niekorzystnie osiada na naskórku, podkreśla nadmiernie suche skórki oraz ma tendencję do tworzenia brzydkich plam w załamaniach, których nie można później już ruszyć i zostają na amen, aż do momentu demakijażu (widać to na przykład w okolicach nosa). Kolor podkładu również zaczyna nie współpracować z cerą - gama Angora nadmiernie żółknie, zaś bardziej brzoskwiniowe, opalone i złociste gamy mają tendencję do niebezpiecznego ocieplania się. Podkreśla w wyjątkowo niekorzystny sposób strukturę twarzy. Może dawać pyliste, suche wykończenie, którego nie lubię, ale to typowe, suche minerały, które albo ktoś polubi, albo nie.
Podkład Flawless Feline to również mineralna katastrofa, jeśli zostaje zaaplikowany metodą na mokro.
Jednak największym minusem, z całą pewnością, jest jego dostępność, a raczej niedostępność w Polsce. Produkty należy ściągać z innego kontynentu, co jest nie do przeskoczenia dla pewnych osób. Ceny podkładów również nie są niskie - mimo że minerały można zakupić w dwóch pojemnościach Munchkin (6-8g) lub Full-Size (22-30g), doliczając koszty przesyłki nie jest to najlepszy interes na świecie. Pocieszające jest to, że rzadko kto kupuje minerały Meow poza ceną promocyjną i nie korzysta z darmowej przesyłki na cały świat. Jak szaleć to na całego.
NA PEWNO ZNAJDZIESZ COŚ DLA SIEBIE
Meow to ogromna paleta barw i oczywiście pięknych kotów.
Nie wierzę w to, aby nie znaleźć tam idealnego koloru dla siebie - wszystkie gamy są bardzo ładnie zrównoważone z przewodzącymi, dominującymi tonami. Gama kolorystyczna jest przedstawiona w prosty, nieskomplikowany sposób, a odcienie ukazane na stronie internetowej, co nie zdarza się często, faktycznie oddają rzeczywiste zabarwienie podkładów mineralnych.
Poziom jasności podkładów w znacznej mierze odpowiada polskim standardom, a szczególnie gamom polskiej marki Ecolore i Neauty, gdzie najjaśniejsze odcienie są naprawdę jasne, a dokładniej: blade. Dotyczy to szczególnie gamy żółtej, Angora, która jest jaśniejsza o pół tonu od pozostałych, standardowo oferowanych odcieni, z tego powodu zamiast zerówki, wybrałam dla siebie jedynkę, która odpowiada jedynkom z Ecolore, Ivory z Neauty, Cream z Annabelle Minerals oraz pierwszym odcieniom z gamy pozostałych marek mineralnych dostępnych bez problemu w Polsce.
Marka Meow w swoich kosmetykach nie stosuje parabenów, konserwantów, krzemionek, bizmutu, nanocząsteczek oraz mikronizowanych pigmentów, które mogą w określonych warunkach wykazywać właściwości katalizujące. Podkłady zawierają jednak azotek boru, który może powodować podrażnienia i drażnić szczególnie skórę odwodnioną.
INCI: Mica, Zinc Oxide, Titanum Dioxide, Boron Nitride, Iron Oxides.
Grupa docelowa: cera tłusta, łojotokowa, mieszana w kierunku tłustej, mieszana znormalizowana.
Odradzam: skóra mocno sucha, silnie odwodniona, mieszana w kierunku suchej, szybko rogowaciejąca, wysuszona.
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
Pozdrawiam ciepło,
Ewa
Zapewne znajdą się osoby, którym będziesz przeszkadzało bardzo przeciętne, niepowalające krycie i potrzeba jego budowania, ja natomiast lubię, gdy podkłady robią coś więcej i nie zapewniają przy tym efektu full cover. Problem tkwi w czymś innym.
Podkład ma wyczuwalnie niezwykle suchą konsystencję, więc aplikowany przy większej ilości warstw, może podkreślać niezbyt atrakcyjnie suche niedoskonałości oraz gnieżdżące się grudki. To taki kosmetyk, który jednak wygląda najkorzystniej zaaplikowany bez ponownego budowania krycia, mimo że nie sprawia to problemów. Są podkłady mineralne, które znacznie lepiej sprawdzają się na przesuszonych i odwodnionych typach cery.
Podkład na skórze wysuszonej nie czyni takich cudów: nierównomiernie i niekorzystnie osiada na naskórku, podkreśla nadmiernie suche skórki oraz ma tendencję do tworzenia brzydkich plam w załamaniach, których nie można później już ruszyć i zostają na amen, aż do momentu demakijażu (widać to na przykład w okolicach nosa). Kolor podkładu również zaczyna nie współpracować z cerą - gama Angora nadmiernie żółknie, zaś bardziej brzoskwiniowe, opalone i złociste gamy mają tendencję do niebezpiecznego ocieplania się. Podkreśla w wyjątkowo niekorzystny sposób strukturę twarzy. Może dawać pyliste, suche wykończenie, którego nie lubię, ale to typowe, suche minerały, które albo ktoś polubi, albo nie.
Podkład Flawless Feline to również mineralna katastrofa, jeśli zostaje zaaplikowany metodą na mokro.
Jednak największym minusem, z całą pewnością, jest jego dostępność, a raczej niedostępność w Polsce. Produkty należy ściągać z innego kontynentu, co jest nie do przeskoczenia dla pewnych osób. Ceny podkładów również nie są niskie - mimo że minerały można zakupić w dwóch pojemnościach Munchkin (6-8g) lub Full-Size (22-30g), doliczając koszty przesyłki nie jest to najlepszy interes na świecie. Pocieszające jest to, że rzadko kto kupuje minerały Meow poza ceną promocyjną i nie korzysta z darmowej przesyłki na cały świat. Jak szaleć to na całego.
NA PEWNO ZNAJDZIESZ COŚ DLA SIEBIE
Meow to ogromna paleta barw i oczywiście pięknych kotów.
Nie wierzę w to, aby nie znaleźć tam idealnego koloru dla siebie - wszystkie gamy są bardzo ładnie zrównoważone z przewodzącymi, dominującymi tonami. Gama kolorystyczna jest przedstawiona w prosty, nieskomplikowany sposób, a odcienie ukazane na stronie internetowej, co nie zdarza się często, faktycznie oddają rzeczywiste zabarwienie podkładów mineralnych.
Poziom jasności podkładów w znacznej mierze odpowiada polskim standardom, a szczególnie gamom polskiej marki Ecolore i Neauty, gdzie najjaśniejsze odcienie są naprawdę jasne, a dokładniej: blade. Dotyczy to szczególnie gamy żółtej, Angora, która jest jaśniejsza o pół tonu od pozostałych, standardowo oferowanych odcieni, z tego powodu zamiast zerówki, wybrałam dla siebie jedynkę, która odpowiada jedynkom z Ecolore, Ivory z Neauty, Cream z Annabelle Minerals oraz pierwszym odcieniom z gamy pozostałych marek mineralnych dostępnych bez problemu w Polsce.
Marka Meow w swoich kosmetykach nie stosuje parabenów, konserwantów, krzemionek, bizmutu, nanocząsteczek oraz mikronizowanych pigmentów, które mogą w określonych warunkach wykazywać właściwości katalizujące. Podkłady zawierają jednak azotek boru, który może powodować podrażnienia i drażnić szczególnie skórę odwodnioną.
INCI: Mica, Zinc Oxide, Titanum Dioxide, Boron Nitride, Iron Oxides.
Grupa docelowa: cera tłusta, łojotokowa, mieszana w kierunku tłustej, mieszana znormalizowana.
Odradzam: skóra mocno sucha, silnie odwodniona, mieszana w kierunku suchej, szybko rogowaciejąca, wysuszona.
ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.
Pozdrawiam ciepło,
Ewa





