MINERALNE ROZEZNANIE
Formuła proszku matującego nie odstaje pod względem konsystencji od innych formuł Annabelle Minerals - zapewnia mocniejsze krycie, bardziej matowe wykończenie, jest nadal dokładnie zmielona, bardzo gładka, ale jednocześnie sucha, co utrudnia współpracę podkładu ze skórą i zostawia jakby na powierzchni naskórka odrębną warstwę, przez co pod wpływem tłuszczu i w warunkach mniej korzystnych, sprzyjających poceniu się/przetłuszczaniu się, kosmetyk zaczyna zmieniać na niekorzyść swoje właściwości użytkowe. Przy cerze suchej, mieszanej w kierunku suchej oraz unormowanej ten problem nie istnieje i spokojnie zawarty w podkładzie tlenek cynku poradzi sobie z absorpcją niewielkiej ilości tłuszczu. Podkład będzie wykazywał bardzo dobrą trwałość oraz zagwarantuje ładne wykończenie, a zwłaszcza pod koniec dnia, gdy trochę popracuje z cerą.
Podkład nie zapewnia mega naturalnego wykończenia do jakiego przywykłam przy stosowaniu bardzo drobnych i suchych minerałów - widać go na skórze, ale przedstawmy sobie sprawę jasno - absolutnie każda bardziej kryjąca formuła jest mniej, lub bardziej widoczna, a pigmenty maskujące muszą jakoś osiadać na skórze, mają większą tendencję do rozwarstwiania się i słabszej trwałości, dlatego też paradoksalnie na typach skóry, które wymagają zwiększonego krycia, mocno kryjące formuły prezentują się kiepsko i równie kiepsko się na niej utrzymują.
GDY CHCESZ UKRYĆ TRĄDZIK, BLIZNY, PRZEBARWIENIA, BEZ OBAW O POGORSZENIE STANU CERY...
Na tle innych, dotąd poznanych mi kryjących produktów, podkład Annabelle Minerals na pewno nie robi maski (choć taki efekt można uzyskać przy nieprzystopowanej potrzebie zbudowania pełnego krycia), a dzielnie zakrywa większość niedoskonałości, jakie pojawiają się szczególnie na skórze problematycznej. Nie bez powodu sięgam właśnie po Annabellki w trakcie najgorszych wysypów - mimo że nie powalają pięknym wykończeniem, nadal są lekkie, przyjemne i kryją to, co trzeba i jak należy. Efekt średniego krycia można osiągnąć już przy nałożeniu pierwszej warstwy dokładnie wcierającymi, kolistymi ruchami, każda kolejna warstwa wzmacnia ten efekt. Bez problemu wersją matującą można zbudować nawet i mocne krycie, ale każda kolejna powłoka w moim odczuciu skraca trwałość podkładu.
Nie jest to mocno przyczepny kosmetyk - pyłek nie chwyta się wystarczająco mocno skóry (mimo że zapewnia dobre krycie), co jest głównym powodem mojego niezadowolenia z podkładów Annabelle Minerals w sezonie innym niż zimowy, czy też późno jesiennym (plusem na pewno jest słabsze wysuszanie skóry oraz wyczuwalna, delikatna ochrona przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi). Osoby wymagające krycia, ale nie borykające się jednocześnie z nadmiernym przetłuszczaniem, nie mające wielu, skomplikowanych problemów z cerą, będą na pewno zadowolone z minerałów Annabelle Minerals, a zwłaszcza z wersji matującej, która jest najbardziej uniwersalna.
Podkładem można budować niezłe krycie - mineralny, matujący pyłek pokryje bez problemu większość niedoskonałości, szczególnie dobrze radzi sobie z kamuflażem przebarwień potrądzikowych oraz nierównomiernym, przebarwionym od promieniowania słonecznego kolorytem. Podobnie do wersji rozświetlającej, ujawnia się problem osiadania pyłku w nierównościach oraz jego kiepska trwałość na zmianach wypukłych (na przykład zmianach trądzikowych). Podkład nie podkreśla suchych skórek - owszem, są widoczne w dużym przybliżeniu, ale jak na sypką formułę, kosmetyk robi to minimalnie. Cera wygląda nadal dobrze, co można również zobaczyć w poniższych, krótkich filmikach.
Kosmetyk nie podkreśla rozszerzonych porów, ale jeżeli kiepsko współpracuje z cerą, po jakimś czasie bardzo brzydko do nich migruje, podobnie się dzieje z załamaniami, zmarszczkami, wgłębieniami. Mam wrażenie, że cały ten pigment spływa z wyżej umiejscowionych warstw do tych niższych, co nie jest dobrą wiadomością dla osób z nierówną fakturą skóry. Bardzo nie podoba mi się ten efekt, bo skóra wygląda na strasznie umęczoną oraz przede wszystkim prezentuje się znacznie gorzej w makijażu niż bez niego.
Zaraz po nałożeniu podkładu skóra wygląda nieco płasko, ale wystarczy kilka minut, aby produkt dawał ładniejszy, bardziej stopiony, już tolerowany efekt. Tak naprawdę te pierwsze minuty są decydujące i kluczowe. Jeżeli podkład wygląda nadal estetycznie - prawdopodobnie będzie tak się prezentował przez cały dzień, jeżeli jest odwrotnie - tendencja będzie spadkowa i produkt nie będzie trzymał się skóry.
Podkład jest mocno zbity, przez co szybko chwyta się skóry, trudno się rozprowadza i może tworzyć plamy, o co szczególnie łatwo podczas aplikacji pyłku na mokro, ponieważ wówczas zużywa się zwiększone ilości kosmetyku i analogicznie - więcej ląduje go na skórze, dlatego też polecam w tym celu zastosować gąbeczkę, a niekoniecznie pędzel. Każdą warstwę podkładu (a zwłaszcza każdą kolejną) Annabelle, należy bardzo dokładnie rozetrzeć (lepszym słowem będzie czasownik - wcierać) oraz przede wszystkim - nakładać możliwie jak najmniejsze ilości oraz używać do wykonywania makijażu jak najbardziej zbitych pędzli.
Przyznam, że w tej roli sprawdza się fenomenalnie nowość w ofercie marki - short top. Akcesorium jest naszpikowane włosiem o stosunkowo krótkiej długości. Świetnie rozciera podkład oraz pozwala nakładać bardzo cieniuteńkie warstewki pyłku (co jest kluczowe w przypadku minerałów marki Annabelle Minerals). Mały agent dosłownie wprasowuje podkład marki, przez co w moim przypadku (skóra naturalnie tłusta), kosmetyk odznacza się znacznie lepszą trwałością, nie wchodzi mocno w pory i wygląda o wiele naturalniej. Jeżeli tylko zastanawiacie się nad zakupem jednej z formuł Annabelle Minerals, koniecznie do kompletu dorzućcie tego niepozornego maluszka, który równie dobrze będzie rozprowadzał typowe podkłady kremowe o gęstszej konsystencji.
Produkt miło się rozprowadza, zapewnia mocniejsze krycie od wersji rozświetlającej oraz nie zawiera żadnych rozświetlających drobinek (recenzja tutaj >), z kolei słabiej kryje i jest łatwiejszy w obsłudze od wersji kryjącej (recenzja tutaj>). Porównując wszystkie trzy formuły, w moim odczuciu, matująca jest najbardziej wypośrodkowana - trzyma się całkiem dobrze skóry, nie połyskuje, zapewnia bardzo dobre krycie jak na kosmetyk wyłącznie mineralny. Przy niedobranym kolorze/gamie oraz słabej współpracy z cerą - pojawia się problem oksydacji podkładu, czego nie zauważyłam przy formule rozświetlającej.
Podkład nie zapewnia mega naturalnego wykończenia do jakiego przywykłam przy stosowaniu bardzo drobnych i suchych minerałów - widać go na skórze, ale przedstawmy sobie sprawę jasno - absolutnie każda bardziej kryjąca formuła jest mniej, lub bardziej widoczna, a pigmenty maskujące muszą jakoś osiadać na skórze, mają większą tendencję do rozwarstwiania się i słabszej trwałości, dlatego też paradoksalnie na typach skóry, które wymagają zwiększonego krycia, mocno kryjące formuły prezentują się kiepsko i równie kiepsko się na niej utrzymują.
GDY CHCESZ UKRYĆ TRĄDZIK, BLIZNY, PRZEBARWIENIA, BEZ OBAW O POGORSZENIE STANU CERY...
Na tle innych, dotąd poznanych mi kryjących produktów, podkład Annabelle Minerals na pewno nie robi maski (choć taki efekt można uzyskać przy nieprzystopowanej potrzebie zbudowania pełnego krycia), a dzielnie zakrywa większość niedoskonałości, jakie pojawiają się szczególnie na skórze problematycznej. Nie bez powodu sięgam właśnie po Annabellki w trakcie najgorszych wysypów - mimo że nie powalają pięknym wykończeniem, nadal są lekkie, przyjemne i kryją to, co trzeba i jak należy. Efekt średniego krycia można osiągnąć już przy nałożeniu pierwszej warstwy dokładnie wcierającymi, kolistymi ruchami, każda kolejna warstwa wzmacnia ten efekt. Bez problemu wersją matującą można zbudować nawet i mocne krycie, ale każda kolejna powłoka w moim odczuciu skraca trwałość podkładu.
Nie jest to mocno przyczepny kosmetyk - pyłek nie chwyta się wystarczająco mocno skóry (mimo że zapewnia dobre krycie), co jest głównym powodem mojego niezadowolenia z podkładów Annabelle Minerals w sezonie innym niż zimowy, czy też późno jesiennym (plusem na pewno jest słabsze wysuszanie skóry oraz wyczuwalna, delikatna ochrona przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi). Osoby wymagające krycia, ale nie borykające się jednocześnie z nadmiernym przetłuszczaniem, nie mające wielu, skomplikowanych problemów z cerą, będą na pewno zadowolone z minerałów Annabelle Minerals, a zwłaszcza z wersji matującej, która jest najbardziej uniwersalna.
Podkładem można budować niezłe krycie - mineralny, matujący pyłek pokryje bez problemu większość niedoskonałości, szczególnie dobrze radzi sobie z kamuflażem przebarwień potrądzikowych oraz nierównomiernym, przebarwionym od promieniowania słonecznego kolorytem. Podobnie do wersji rozświetlającej, ujawnia się problem osiadania pyłku w nierównościach oraz jego kiepska trwałość na zmianach wypukłych (na przykład zmianach trądzikowych). Podkład nie podkreśla suchych skórek - owszem, są widoczne w dużym przybliżeniu, ale jak na sypką formułę, kosmetyk robi to minimalnie. Cera wygląda nadal dobrze, co można również zobaczyć w poniższych, krótkich filmikach.
Kosmetyk nie podkreśla rozszerzonych porów, ale jeżeli kiepsko współpracuje z cerą, po jakimś czasie bardzo brzydko do nich migruje, podobnie się dzieje z załamaniami, zmarszczkami, wgłębieniami. Mam wrażenie, że cały ten pigment spływa z wyżej umiejscowionych warstw do tych niższych, co nie jest dobrą wiadomością dla osób z nierówną fakturą skóry. Bardzo nie podoba mi się ten efekt, bo skóra wygląda na strasznie umęczoną oraz przede wszystkim prezentuje się znacznie gorzej w makijażu niż bez niego.
Zaraz po nałożeniu podkładu skóra wygląda nieco płasko, ale wystarczy kilka minut, aby produkt dawał ładniejszy, bardziej stopiony, już tolerowany efekt. Tak naprawdę te pierwsze minuty są decydujące i kluczowe. Jeżeli podkład wygląda nadal estetycznie - prawdopodobnie będzie tak się prezentował przez cały dzień, jeżeli jest odwrotnie - tendencja będzie spadkowa i produkt nie będzie trzymał się skóry.
Podkład jest mocno zbity, przez co szybko chwyta się skóry, trudno się rozprowadza i może tworzyć plamy, o co szczególnie łatwo podczas aplikacji pyłku na mokro, ponieważ wówczas zużywa się zwiększone ilości kosmetyku i analogicznie - więcej ląduje go na skórze, dlatego też polecam w tym celu zastosować gąbeczkę, a niekoniecznie pędzel. Każdą warstwę podkładu (a zwłaszcza każdą kolejną) Annabelle, należy bardzo dokładnie rozetrzeć (lepszym słowem będzie czasownik - wcierać) oraz przede wszystkim - nakładać możliwie jak najmniejsze ilości oraz używać do wykonywania makijażu jak najbardziej zbitych pędzli.
Przyznam, że w tej roli sprawdza się fenomenalnie nowość w ofercie marki - short top. Akcesorium jest naszpikowane włosiem o stosunkowo krótkiej długości. Świetnie rozciera podkład oraz pozwala nakładać bardzo cieniuteńkie warstewki pyłku (co jest kluczowe w przypadku minerałów marki Annabelle Minerals). Mały agent dosłownie wprasowuje podkład marki, przez co w moim przypadku (skóra naturalnie tłusta), kosmetyk odznacza się znacznie lepszą trwałością, nie wchodzi mocno w pory i wygląda o wiele naturalniej. Jeżeli tylko zastanawiacie się nad zakupem jednej z formuł Annabelle Minerals, koniecznie do kompletu dorzućcie tego niepozornego maluszka, który równie dobrze będzie rozprowadzał typowe podkłady kremowe o gęstszej konsystencji.
Produkt miło się rozprowadza, zapewnia mocniejsze krycie od wersji rozświetlającej oraz nie zawiera żadnych rozświetlających drobinek (recenzja tutaj >), z kolei słabiej kryje i jest łatwiejszy w obsłudze od wersji kryjącej (recenzja tutaj>). Porównując wszystkie trzy formuły, w moim odczuciu, matująca jest najbardziej wypośrodkowana - trzyma się całkiem dobrze skóry, nie połyskuje, zapewnia bardzo dobre krycie jak na kosmetyk wyłącznie mineralny. Przy niedobranym kolorze/gamie oraz słabej współpracy z cerą - pojawia się problem oksydacji podkładu, czego nie zauważyłam przy formule rozświetlającej.
CZY MATOWY PYŁEK FAKTYCZNIE MATUJE?
Skóra zaraz po nałożeniu produktu na pewno jest przyjemnie zmatowiona, tylko jak długiego i mocnego efektu matującego można wymagać od podkładu w takiej formule? I czy na pewno zastąpi tradycyjny puder?
Kosmetyk kompletnie nie współpracuje z większą ilością tłuszczu - ani go nie absorbuje, ani z cerą się nie stapia, więc osoby, które wymagają faktycznie tego zmatowienia, mogą być nieco rozczarowane. Mam wrażenie, że pyłek dosłownie ślizga się po skórze, przez co łatwo jest go zetrzeć, a także sam ma tendencję do tworzenia zacieków, jeśli cera wymaga tego zmatowienia.
Z drugiej strony, to trochę nieuczciwe wymagać mocnego efektu matującego od produktu typowo kryjącego, spełniającego rolę podkładu. Owszem, podkład mineralny będzie świetną wykończeniówką (pudrem matującym) dla cery przesuniętej w kierunku suchej, wzmocni krycie kosmetyków nałożonych na skórę oraz nie będzie tak wysuszał cery jak standardowe pudry, zmatuje również skórę unormowaną, która nie sprawia zbyt wielu problemów.
Kosmetyki mineralne o tak znaczącym stopniu krycia posiadają już inne właściwości: zawierają większe ilości dwutlenku tytanu, który nie jest doskonale przyczepny do skóry oraz jednocześnie nie są bogate w tlenek cynku (nadający sypkość i pylistość), który to poradzi sobie z pochłanianiem tłuszczu. Podkłady Annabelle Minerals nie zawierają również żadnych substancji dodatkowych, które to mogłyby zwiększyć właściwości matujące podkładu. Moim zdaniem sam podkład to jednak za mało i jeżeli pragniesz efektu zmatowienia, kosmetyk utrwalający jest jednak konieczny.
Bardzo sobie cenię politykę Annabelle Minerals - zamiast ingerencji w posiadane formuły, producent oferuje coraz to lepsze produkty dodatkowe, które pozwalają zmodyfikować działanie kosmetyku - warto wspomnieć o genialnym primerze glinkowym (pełna recenzja tutaj>), czy też pudrze matującym Pretty Matt, który bardzo dobrze współpracuje z oferowanymi podkładami marki, choć już na innych podkładach mineralnych zupełnie mi się nie sprawdza. Weź też pod uwagę to, że moja tłusta cera może nie lubić się z podkładami Annabelle Minerals, a wcale to nie oznacza, że będzie tak i w Twoim przypadku. Znam masę osób, którym to sama poleciłam podkład marki i za każdym razem wzbudzają mój zachwyt idealnie ujednoliconą, gładką i naturalnie wygładzoną skórą. Tak jest i w przypadku mojej siostry, która ma bardzo podobną cerę do mojej, ale dzieli nas tylko jedna różnica (no może poza wiekiem) - jej skóra pod wpływem wysuszenia nie przetłuszcza się. I podkłady Annabelle Minerals uwielbia.
NAJLEPSZE SPOSOBY APLIKACJI ORAZ TRWAŁOŚĆ PODKŁADU ANNABELLE MINERALS
Może jestem tradycjonalistką, ale niezależnie od typu cery na jakim dane było mi aplikować podkłady Annabelle Minerals, a szczególnie wersję matującą, za każdym razem efekt aplikacji podkładu na sucho podobał mi się najbardziej. Pyłek najłatwiej jest rozprowadzić, najpiękniej osiada na skórze oraz ładnie z niej schodzi. Nie podkreśla tak porów, załamań, nie tworzy placków. Można go wmasowywać godzinami i wcale się nie ściera. To jeden z niewielu podkładów, którym można budować tak łatwo mocne krycie.
Nie pozostaję niewzruszona na inne metody aplikacji produktów mineralnych. Ogromne znaczenie ma tutaj technika, zastosowane akcesoria i oczywiście własne walory estetyczne, to, co mi się podoba, niekoniecznie musi podobać się i Tobie.
Przyznam, że w popularnej metodzie na mokro nie przepadam za stosowaniem pędzli, a jeśli już, to muszą być porządnie naładowane włosiem. Przy aplikacji minerałów Annabelle Minerals na mokro, pojawia się problem ze zbyt dużym kryciem produktu, bowiem formuła matująca (a zwłaszcza kryjąca) rozprowadzana nawet na sucho, wymaga bardzo długiego wcierania, przy aplikacji na mokro nie ma już takiej możliwości, a masz na pędzlu znacznie więcej produktu. Pod wpływem wilgoci produkt staje się bardziej tępy, trudniej go równomiernie rozprowadzić i nie ścierać poprzedniej warstwy. Szybko też wysycha, dlatego można zrobić sobie nim sporą krzywdę. Bardziej polecam ruchy stemplujące niż pociągające, ale trzeba działać bardzo szybko, aby nie straszyć potem sąsiadów :D
Zdecydowanie bardziej, jak już zdążyłam wspomnieć, polecam aplikację gąbeczką. I tutaj znowu muszę pochwalić producenta za wybór doskonałej wręcz twardości gąbeczki. Gąbka Softie odbija się od skóry, ale jest na tyle sprężysta, że doskonale chwyta wszystkie mineralne pyłki oraz oddaje je na skórę, przez co zapewnia jak na gąbkę bardzo dobre krycie podkładu i nie zmniejsza znacząco jego wydajności. Nie pochłania dużej ilości produktu, dlatego przy jej zastosowaniu można uniknąć powstania placków i zacieków. Nadmienię również, że każda aplikacja minerałów na mokro mocniej wysusza skórę oraz daje mocniejszy efekt matujący, dlatego też na osobach z przetłuszczającą się cerą, formuła matująca może sprawdzić się o wiele lepiej aplikowana gąbką niż tradycyjnym pędzlem.
CERA TŁUSTA I MIESZANA W KIERUNKU TŁUSTEJ
Podkład wbrew pozorom na skórze tłustej może prezentować się pięknie, ale wszystko zależy jak ogólnie skóra przyjmuje podkłady, czy się na niej trzymają, czy przetłuszcza się pod wpływem przesuszenia (bo jednak minerały mogą odwadniać skórę = generować nadmierny łojotok) oraz jak problem łojotoku jest nasilony. Duże znaczenie ma również pielęgnacja, ona również znacząco modyfikuje działanie kosmetyków mineralnych. Jeżeli lekkie odtłuszczanie skóry wpływa na Ciebie regulująco, to minerały świetnie podregulują Twoją cerę i okażą się wyjątkowo trwałe, dając ładne, niesamowicie naturalne wykończenie bez efektu ciastkowania. Skóry tłuste bywają różne, moja jest taka, że im mniej z nią kombinuję, tym wygląda lepiej, a jednak każdy makijaż wymaga rozbudowania pielęgnacji. Może akurat w Twoim przypadku podkład Annabelle Minerals w wersji matującej ją uprości?
Myślę, że z wersji matującej Annabelle, będą bardziej zadowolone kobiety po 30-40 roku życia z typową cerą tłustą (i większą tendencją do utraty wilgoci ze względu na procesy starzenia), osoby z cerą mieszaną w kierunku nieznacznie tłustej, ale wysuszającej się, a nie przetłuszczającej. Wątpię, aby formuła matująca sprawdziła się u osób, które w reakcji na wysuszenie reagują napadowym łojotokiem - podkład będzie prezentował się atrakcyjnie tylko przez kilka minut.
- Na pewno polecam spróbować primerować skórę przed aplikacją podkładu. Jeżeli Twoja skóra łatwo się wysusza i jest jednocześnie łojotokowa, polecam primery glinkowe. Jeśli jednak nie masz tego problemu - świetnie sprawdzą się czyste krzemionki.
- Jeżeli problem będzie tkwił w zbyt zbitej, kryjącej formule, wymieszaj w proporcji 1:1 swój podkład mineralny w wersji matującej z primerem glinkowym marki. Podkład będzie słabiej przyczepny, zyska słabsze krycie, ale będzie bardziej trwały oraz doskonale poradzi sobie z absorpcją sebum.
- Jeżeli przetłuszczanie wynika z przesuszenia, polecam utrwalać podkłady mgiełkami nawilżającymi, dla cery tłustej polecam szczególnie organiczną mgiełkę Whamisa Olive Mist (pełna recenzja tutaj>)
- A może spróbuj aplikacji gąbeczką na mokro? Metoda może okazać się o trwalsza od tradycyjnego miziania się pędzlem.
- Możliwe, że najlepszy efekt przyniesie stosowanie baz żelowych, które ściągną pory i dadzą dłuższy efekt matu, w tej roli sprawdzi się dobrej jakości naturalny żel lniany, żel aloesowy, żelowe, zastygające formuły kosmetyczne.
CERA SUCHA, ODWODNIONA, TRĄDZIKOWA MIESZANA W KIERUNKU SUCHEJ
Tutaj podkład Annabelle Minerals spisuje się bez zarzutu, może nieznacznie osiadać w suchych niedoskonałościach, ale ma świetną trwałość i nic nie wymyka się nagle spod kontroli. Wszystko się zgadza - bardzo dobra trwałość, naturalny efekt, dobre krycie. Jeżeli mogłabym cofnąć się 6 lat wstecz, wycałowałabym po stopach osobę, która zamiast tych paskudnych mazideł z drogerii, zaproponowałaby mi stosowanie lekkich, przyjemnych, łatwych do zmycia podkładów mineralnych. W większości przypadków podkłady mineralne poprawią stan skóry, bo zminimalizują pielęgnację - można oczyszczać skórę delikatniej oraz stosować łagodniejsze kosmetyki do pielęgnacji niespłukiwanej. Jedynie typowa sucha cera może zareagować różnie - myślę, że to kwestia przygotowania naskórka, bo na pewno formuły Annabelle Minerals lepiej sprawdzą się na takim typie cery, niż na skórze mającej naprawdę spory problem z za dużą ilością tłuszczu.
Tak w ogóle, to genialny podkład dla nastolatek. Zżera mnie zdrowa zazdrość, gdy maluję dziewczyny do sesji zdjęciowych i za każdym razem wpycham im kosmetyki mineralne, które nie zakryją ich pięknej, młodej, jędrnej skóry, ale podkreślą jej piękno i sprawią, że będzie jeszcze bardziej promienna, zdrowa. Jeżeli mnie czytacie - proszę, kosmetyki mineralne są dla Was stworzone!
Poza tym nie oszukujmy się, makijaż przede wszystkim zwiększa pewność siebie, zwłaszcza, jak cera jest w kiepskiej, niezadowalającej kondycji. Fajnie, jeżeli kosmetyki kolorowe robią coś fajnego z cerą, albo chociaż prezentują się naturalnie i są zupełnie neutralne. Pod tym względem przodują tutaj głównie kosmetyki mineralne, które rzadko kiedy uczulają, nie zatykają porów i fajnie podregulowują skórę. super podsuszają wypryski i generalnie podkłady Annabelle Minerals genialnie sprawdzają się właśnie podczas tych gorszych dni. Nie sprawdzą się u każdego, ale jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Na większości trądzikowych typów cery, sprawdzą się o niebo lepiej od kremowych produktów. Polecam zwłaszcza tym, którzy wyszli już na prostą, albo zmagają się z nagłym pogorszeniem.
WYDAJNOŚĆ, CENA I DOSTĘPNOŚĆ
Annabelle Minerals to jedne z najbardziej przystępnych cenowo minerałów. Za 10g produktu należy zapłacić około 60 złotych, 4 g kosztują 35 złotych. Biorąc pod uwagę sporą wydajność minerałów, bardzo dobrą dostępność (sklepy internetowe, niektóre sklepy stacjonarne z kosmetykami naturalnymi), cena jest bardzo korzystna i odpowiednio wyważona.
Słoiczek minimalistyczny, z zasuwką, szczelnie zamknięty. Chroni przed dostępem wilgoci do wnętrza, a więc wpływa dodatkowo konserwująco na mineralny pyłek i przedłuża czas, w jakim bezpiecznie można go stosować.
INCI: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines
ARTYKUŁ JEST SPONSOROWANY PRZEZ PRODUCENTA KOSMETYKÓW MINERALNYCH ANNABELLE MINERALS.
Pozdrawiam,
Ewa
