W szerokiej ofercie Annabelle Minerals, niezmiennie od kilku lat, figurują trzy, zupełnie odmienne formuły podkładów mineralnych, które zapewniają inne wykończenie oraz różny stopień krycia: kryjąca, ciesząca się najlepszą sprzedażą matująca oraz w moim odczuciu niedoceniana, a najbardziej uniwersalna: rozświetlająca. To jej chcę poświęcić dłuższą chwilę.
Formuła rozświetlająca, wbrew swojej nazwie, a czego obawia się większość zainteresowanych, nie zapewnia mocnego błysku. Jej wykończenie jest typowo zdrowo satynowe, a mika tylko delikatnie połyskuje w słońcu, wtapiając się w skórę i nie podkreślając niedoskonałości na twarzy. Wersja rozświetlająca dzięki specyficznej dla Annabelle konsystencji, gwarantuje i dobre krycie, które można budować, i odczuwalną lekkość, więc ma sporą szansę sprawdzić się na typach cery, które nie były zadowolone z formuł marki zapewniających mocniejsze krycie.
KONSYSTENCJA MINERALNEGO PYŁKU I JEGO WŁAŚCIWOŚCI
Jest typowa dla wszystkich podkładów Annabelle Minerals. Zbita, bardzo dokładnie zmielona, ale jednocześnie sucha. Kremowość produktu można wyczuć tylko podczas dotyku miałkiego proszku, ale brakuje już tego przyjemnego efektu podczas aplikacji. Tak też podkład zachowuje się na skórze - nie przylega do niej mocno i wymaga bardzo dokładnego roztarcia, ponieważ jest niezwykle skoncentrowany i jego krycie już przy pierwszej warstwie wyrównuje widocznie koloryt, nawet przy tytułowej formule rozświetlającej. W odróżnieniu od wielu marek mineralnych, Annabelle Minerals, bez względu na formułę, wymagają bardzo dokładnego roztarcia. Jest to typ minerałów, który uwielbia koliste, długie, dokładne ruchy. Można go poprawiać, dokładać i wtapiać tak długo, jak masz na to ochotę. Nie jest podatny na ścieranie przy kolejnych warstwach, dlatego można budować nim satysfakcjonujące krycie.
Długie, dokładne, koliste ruchy i zbity pędzel - przepis na najlepszą aplikację podkładu Annabelle Minerals!
- Efekt na skórze bezproblematycznej, mieszanej, z niewielką tendencją do zanieczyszczania się
W każdej formule, szczególnie zapewniającej mocniejsze krycie, niezbędne jest właściwe przygotowanie skóry, ponieważ odczuwalnie zbite minerały, muszą zostać idealnie rozprowadzone - zarówno zbyt sucha, jak i za tłusta cera nie przyjmą mineralnego pyłku tak, jak powinny (albo podkład się przyklei, tworząc placki, albo będzie tragicznie pylił, dając mizerne krycie), dlatego posiadacze owych typów skóry, powinni popracować uważniej nad pielęgnacją zanim nałożą podkład.
Wiele osób odstrasza rozświetlająca formuła podkładu. Przyznaję, mnie również, gdy sugerowałam się samodzielnie wykonanymi swatchami na dłoni. Mika nałożona w tak obfitej ilości, w postaci paska, nierównomiernie roztarta i zaaplikowana, aby ukazać kolor, zawsze będzie dawać intensywny błysk, szczególnie pod wpływem wiązki światła. Produkt rozprowadzony, utrwalony i wykończony nie na dłoni, a na twarzy, daje zupełnie odmienny efekt (co można samemu ocenić na zdjęciach) i nie należy sugerować się innym, pierwszym wrażeniem, niż aplikacją podkładu na twarz.
Podkład rozświetlający Annabelle Minerals jest inny niż wszystkie, dotąd poznane mi propozycje mineralne. Ma drobniutkie, zanikające drobinki wraz z matową bazą. Z upływem czasu nie staje się mokry, ma trwałość podobną do matujących podkładów. To jedna z niewielu, rozświetlających formuł, która nie robi krzywdy posiadaczkom tłustej cery.
Przesadnie można określić formulę rozświetlającą mianem brokatowej, choć jest w tym ziarenko prawdy i rzeczywiście podkład nie jest typowym rozświetlającym produktem (rozświetla o wiele subtelniej, zachowując matowe wykończenie, nie odbija intensywnie światła i nie zmiękcza rysów twarzy), a zawiera delikatnie połyskujące, widoczne drobinki (które łagodnieją przy rozprowadzaniu produktu) i bazę wyczuwalnie matującą. Podkład Annabelle Minerals, może okazać się niemałym zaskoczeniem, przez co jest bardzo krzywdząco oceniany, choć w rzeczywistości, daje bardzo naturalne, ładne wykończenie i daleko mu do cierpkich słów i zarzutów, jakie pojawiają się w sieci.
Mika po dokładnym roztarciu na skórze, daje typowo satynowe, zdrowo prezentujące się wykończenie, ale nie jest ono zbyt rozświetlające i mokre, dlatego tuż po aplikacji może być widoczna na skórze, odcinając się od bardziej suchej bazy. Delikatna mika może być zauważalna w ostrym słońcu, ale taka jest jej specyfika i w każdym podkładzie dającym takie wykończenie, można doszukać się mikroskopijnych, grających światłem, drobinek, choć na zdjęciach, nawet pod ostrą strugą światła, nie można się ich dopatrzeć i każdy samodzielnie może ocenić, czy jest to typ rozświetlenia jaki lubi i akceptuje. Zastosowana mika nie osiada w porach i zmarszczkach, a ładnie rozświetla skórę. Niestety, formuła, nie jest aż tak upiększająca pomimo potencjału jaki w niej drzemie (mimo że jest lekka, efekt końcowy w zupełności nie oddaje tej lekkości optycznie), dlatego utrwalam ją zawsze wygładzającymi krzemionkami i uzyskuję właśnie taki efekt, na jakim mi zależy.
Mineralny pyłek od Annabelle Minerals zapewnia mocniejsze krycie od większości rozświetlających konsystencji, przez co na mojej skórze nie prezentuje się aż tak naturalnie, choć nadmienię, iż jestem pod tym względem wyjątkowo wymagająca. Przy dużych zbliżeniach widać go na twarzy.
Mimo że podkład nie zapewnia efektu wygładzenia, dzięki specyficznej konsystencji nie staje się za mokry, dając efekt przetłuszczenia, a trzyma jednocześnie... dobry mat, co spodoba się szczególnie bardziej tłustym typom cery, bowiem nie migruje i dzielnie trzyma się nawet w upalnych warunkach. Nie oksyduje w ciągu dnia. Ma tendencję do ścierania, gdy jest nałożony na za mokrą bazę oraz zapewnia pyliste, suche wykończenie, gdy naskórek jest ściągnięty i spierzchnięty. Gdy skóra nie sprawia zbyt wielu problemów, podkład współpracuje bez zarzutu niemalże z każdym typem cery.
Podkład nie rozwarstwia się i nie warzy tak, jak cięższe formuły - jego krycie można sukcesywnie stopniować, co bardzo mi się podoba. Trzyma się lepiej niż pozostałe podkłady marki, dlatego odznacza się najlepszą trwałością wśród oferowanej trójki. To jeden z najdelikatniejszych i najsubtelniejszych podkładów, odpowiednich nawet dla odwodnionej cery - nie ściąga tak skóry i nie powoduje pieczenia, może sprawdzić się przy kuracjach dermatologicznych oraz stosowany zimą, choć polecam szczególnie zainteresować się formułą rozświetlającą latem oraz wczesną jesienią - teraz jest najlepszy moment na testy!
Nie warzy się, nie spływa, łagodniej przylega do skóry i znacznie lepiej się rozprowadza. To jedna z najlepszych formuł Annabelle Minerals.
SPOSOBY APLIKACJI I TRWAŁOŚĆ
Jak już wcześniej zdążyłam napisać, i nie jest to zaskoczeniem przy stosowaniu mineralnych podkładów, i Annabelle Minerals wymaga dobrej bazy - nawilżonej skóry. Przez swoją strukturę, nie będzie przylegał do mocno wysuszonych i odwodnionych partii (choć bardzo dobrze współpracuje z powierzchownie odwodnioną cerą i nie powodując jej nadmiernego wysuszania), dlatego będzie mocno pylił, osiadał w nierównościach i wzniecał pieczenie skóry. Patowa sytuacja następuje również przy zbyt tłustej skórze - pyłek będzie się przyklejał, rozchodził, spływał, podkreślając niedoskonałości na twarzy. Aby cieszyć się jak najlepszym efektem i uniknąć makijażowej wtopy, należy normalizować skórę, chociaż przy niewielkich odchyłach w stronę skóry tłustej oraz suchej, podkład sprawdzi się wyśmienicie - absorbuje nadmiar sebum, ale również nie wyciągnie nadmiernie wilgoci z naskórka, będzie zatem sam w sobie wpływał regulująco i nie przysporzy problemów z cerą. Przy zbilansowanej pielęgnacji, może być doskonałą formą pielęgnacji, zwłaszcza przy problemach z właściwym wyważeniem nawilżenia i natłuszczenia, a tendencją do zatykania porów oraz rozwoju trądziku.
Przy problemach z przetłuszczającą się cerą, polecam odsączyć nadmiar sebum w chusteczkę przed i po aplikacji podkładu. Bardzo dobrze sprawdza się również primerowanie skóry, szczególnie bazę glinkową, jaką znajdziesz w ofercie marki Annabelle Minerals. Równie dobrze sprawdzą się krzemionki oraz zastygające żele (na przykład aloesowy, Bioderma Pore Refiner), które ładnie wypełnią i domkną pory, wygładzą powierzchnię skóry, a podkład podczas aplikacji będzie równomiernie i gładko przylegał do skóry. Zastosowana baza ogranicza również nadmierny łojotok, a sam pyłek nie będzie bezpośrednio stykał się z cerą, co zapewni mu finalnie dłuższą trwałość.
Przy cerze suchej, polecam porządnie przyłożyć się do codziennego nawilżania, a szczególnie przed aplikacja mineralnych pyłków, które nie zawierają żadnych substancji powlekających, więc w żaden sposób same w sobie nie nawilżają, a posiadają jednoczesne skłonności do wysuszania. Muszę potwierdzić skuteczność pewnej, nowej jak dla mnie, metody - nakładanie minerałów na jeszcze mokrą bazę. Przy skórze, która nie ma tendencji do łojotoku, emolienty chwytają suche pyłki, przez co podkład gładko przylega do skóry i odznacza się wysoką trwałością, gdy całość zdąży już zaschnąć, choć trzeba być bardzo szybkim i dokładnym przy rozprowadzaniu podkładu, aby nie narobić sobie plam i zacieków. Bardzo polecam również suche olejki lub olejki wodne, które mają typową bazę podkładową i w połączeniu z pigmentami mineralnymi, tworzą lekki i naturalnie prezentujący się makijaż. Przy niewielkiej tendencji do wysuszania się skóry myślę, że z powodzeniem sprawdzą się tradycyjne metody aplikowania minerałów.
Najlepsza baza - znormalizowana cera. Do stosowania pod podkład Annabelle Minerals, sprawdzą się wszystkie kosmetyki, które regulują skórę - nie powlekają jej nadmiernie, ani nie powodują uczucia ściągnięcia.
Przy problemach z przetłuszczającą się cerą, polecam odsączyć nadmiar sebum w chusteczkę przed i po aplikacji podkładu. Bardzo dobrze sprawdza się również primerowanie skóry, szczególnie bazę glinkową, jaką znajdziesz w ofercie marki Annabelle Minerals. Równie dobrze sprawdzą się krzemionki oraz zastygające żele (na przykład aloesowy, Bioderma Pore Refiner), które ładnie wypełnią i domkną pory, wygładzą powierzchnię skóry, a podkład podczas aplikacji będzie równomiernie i gładko przylegał do skóry. Zastosowana baza ogranicza również nadmierny łojotok, a sam pyłek nie będzie bezpośrednio stykał się z cerą, co zapewni mu finalnie dłuższą trwałość.
Przy cerze suchej, polecam porządnie przyłożyć się do codziennego nawilżania, a szczególnie przed aplikacja mineralnych pyłków, które nie zawierają żadnych substancji powlekających, więc w żaden sposób same w sobie nie nawilżają, a posiadają jednoczesne skłonności do wysuszania. Muszę potwierdzić skuteczność pewnej, nowej jak dla mnie, metody - nakładanie minerałów na jeszcze mokrą bazę. Przy skórze, która nie ma tendencji do łojotoku, emolienty chwytają suche pyłki, przez co podkład gładko przylega do skóry i odznacza się wysoką trwałością, gdy całość zdąży już zaschnąć, choć trzeba być bardzo szybkim i dokładnym przy rozprowadzaniu podkładu, aby nie narobić sobie plam i zacieków. Bardzo polecam również suche olejki lub olejki wodne, które mają typową bazę podkładową i w połączeniu z pigmentami mineralnymi, tworzą lekki i naturalnie prezentujący się makijaż. Przy niewielkiej tendencji do wysuszania się skóry myślę, że z powodzeniem sprawdzą się tradycyjne metody aplikowania minerałów.
Najbardziej polecam rozpocząć od aplikacji na sucho. Jest to najprostsza i moim zdaniem jedna z najlepszych metod przy tak lekkich podkładach. Na mojej aktualnie znormalizowanej skórze, bez tendencji do łojotoku, podkład zaaplikowany ruchami wcierającymi, trzyma się cały dzień bez żadnych zmian od 8 do nawet 12 godzin. Większość osób z cerą mieszaną w kierunku normalnej, delikatnie suchej lub łagodnie przetłuszczającej się, potwierdzi wysoką trwałość produktu. Latem, gdy jeszcze moja cera wykazywała znacznie większe skłonności do łojotoku, podkład po około 2-3 godzinach zaczynał się delikatnie świecić, ale absolutnie nie spływał i nie osiadał w porach, a bywało różnie, i nie zawsze pozytywnie, przy innych formułach tytułowej marki. Pyłek zapewniał dość mokre wykończenie, ale nie zauważyłam, aby się warzył, podkreślał bruzdy i załamania, współpracuje ze skórą o niebo lepiej od formuły matującej i kryjącej przy wyższych temperaturach. Bardzo polecam do aplikacji na sucho zbite, płaskie flat topy, podkład trzeba porządnie wprasować w skórę i pieczołowicie rozetrzeć. Pędzle o małej ilości włosia, będą sypać podkład na wszystkie strony świata oraz nie rozmieszczą go tak ładnie na twarzy, przez co może wchodzić w pory i warzy się.
Mniej entuzjastycznie podchodzę do metody na mokro, ale myślę, że sprawdzi się o wiele lepiej u osób, które oczekują mocniejszego krycia wraz z jednoczesnym, bardziej suchym wykończeniem. Podkład zaaplikowany na mokro, zwłaszcza gąbeczką Softie Annabelle Minerals, bardzo dobrze przylega do skóry oraz posiada już zdecydowane, suche wykończenie pozbawione jakichkolwiek drobinek. Zaobserwowałam dłuższą trwałość, ale również niepokojącą ciężkość i toporność, przez co podkład bardziej podkreśla pory, załamania i wszelkie wyboistości na skórze. Widać go bardziej na twarzy, co mi się nie podoba, ale pewnie większość osób nie zauważy aż tak dużej różnicy, bo nadal daleko mu do efektu maski. Aplikacja na mokro mocniej podkreśla suche skórki.
Aplikacja na sucho wiąże się ze słabszym kryciem, ale pozwala równomierniej rozprowadzić podkład. Daje zdrowe rozświetlenie. Przy zastosowaniu mokrego akcesorium, podkład zwielokrotnia swoją moc, zatraca połyskujące drobinki i może prezentować się topornie na twarzy. Zapewnia również matowe wykończenie i ma znacznie lepszą trwałość oraz odporność na pot i sebum. Aplikacja na mokro może okazać się dobrym rozwiązaniem dla skóry przesuniętej w kierunku tłustej.
Mniej entuzjastycznie podchodzę do metody na mokro, ale myślę, że sprawdzi się o wiele lepiej u osób, które oczekują mocniejszego krycia wraz z jednoczesnym, bardziej suchym wykończeniem. Podkład zaaplikowany na mokro, zwłaszcza gąbeczką Softie Annabelle Minerals, bardzo dobrze przylega do skóry oraz posiada już zdecydowane, suche wykończenie pozbawione jakichkolwiek drobinek. Zaobserwowałam dłuższą trwałość, ale również niepokojącą ciężkość i toporność, przez co podkład bardziej podkreśla pory, załamania i wszelkie wyboistości na skórze. Widać go bardziej na twarzy, co mi się nie podoba, ale pewnie większość osób nie zauważy aż tak dużej różnicy, bo nadal daleko mu do efektu maski. Aplikacja na mokro mocniej podkreśla suche skórki.
Nie polecam utrwalać podkładu mgiełkami nawilżającymi, pyłek bardzo brzydko się rozchodzi pod wpływem emolientów, ale za to super sprawdzają się pudry wykończeniowe, zwłaszcza te na krzemionce. Sam podkład daje suchawe wykończenie, a dzięki drobno zmielonym krzemionkom, prezentuje się bardziej gładko, wygładza skórę i staje się optycznie lżejszy.
SKÓRA TŁUSTA I MIESZANA W KIERUNKU TŁUSTEJ
Formuła rozświetlająca Annabelle Minerals może szczególnie dobrze sprawdzić się na bardziej tłustych typach cery. Nie jest to podkład z gatunku rozświetlających, które dają bardzo mocny glow, roziskrzają skórę, zapewniając efekt dewy po jakimś czasie, który nie jest najlepszy dla skóry samej w sobie nawilżonej przez sebum. Podkład trzyma zdecydowany, ale zdrowy mat, a delikatna mika jest tylko miłym dodatkiem, który ładnie odbija światło. Sama formuła jest najlżejsza ze wszystkich proponowanych, najłatwiej się rozprowadza i najdelikatniej przylega do skóry, dlatego o wiele lepiej będzie współpracować z cerą, która ma tendencję do przetłuszczania się. Mimo wszystko podkład kryje, i to o wiele lepiej od typowych formuł dających rozświetlenie, dlatego może okazać się idealnym kompromisem dla osób, które oczekują krycia, ale jednocześnie chcą lekkiej formuły. Annabelle Minerals daleko do pylistych, leciutkich minerałów, ale ich lekkość nie powinna przytłaczać skóry z łojotokiem. Lepiej trzymają się cery, nie spływają, moim zdaniem to jedna z najlepszych formuł dla skóry z problemami, która wymaga już ukrycia niedoskonałości, a nie tylko delikatnego wyrównania kolorytu.
To jeden z niewielu podkładów mineralnych, który nie napędza łojotoku i nie wysusza mocno skóry, powodując wzmożone rogowacenie. W tym przypadku akurat jest neutralny i spośród świętej trójki, najlepiej absorbuje sebum. Mogę się przyczepić jedynie do okolic nosa, zawsze nosząc podkład Annabelle Minerals, skóra w tym miejscu wygląda najgorzej - podkład się ściera, zwłaszcza ze skrzydełek, gdy całość potrafi być zupełnie nienaruszona.
Pyłek jest nastawiony na współpracę ze skórą, chociaż z podkładami marki Annabelle Minerals mam tak, że wyglądają mimo wszystko najlepiej od razu po aplikacji. Nie są tak drobne jak niektóre pyłki, dlatego przy niesprzyjających warunkach, wszystko może wymknąć się spod kontroli, dając mało estetyczny efekt pod koniec dnia. Podkład prezentuje się naturalnie, ale i tak widać go na twarzy, nie podoba mi się, jak wyglądają w nim moje pory. Poza wrażeniem ciężkości podkładu, nie mam mu nic do zarzucenia, trzyma się przez kilka dobrych godzin, nawet na umiarkowanie tłustej cerze. To o wiele lepszy wybór dla skóry z tendencją do zatykania porów - kosmetyk jest bardzo komfortowy w noszeniu i bardzo łatwy w zmywaniu, dlatego można ułożyć z nim bardzo fajną, lekką pielęgnację i nie wysuszać skóry na każdym kroku.
Pisząc tłusta cera, mam oczywiście na myśli zdrową, normalną, akceptowanie przetłuszczającą się skórę, a nie lejące się sebum po kilku minutach. Z tegoż też względu pyłku nie polecam skórze łojotokowej, będzie spływał z cery, wchodził w pory, bruzdy, załamania, ciastkując się na twarzy. Ale taki typ skóry będzie miał problem ze wszystkimi minerałami i nie będzie akceptował makijażu w żadnej postaci.
Formuła rozświetlająca Annabelle Minerals może szczególnie dobrze sprawdzić się na bardziej tłustych typach cery. Nie jest to podkład z gatunku rozświetlających, które dają bardzo mocny glow, roziskrzają skórę, zapewniając efekt dewy po jakimś czasie, który nie jest najlepszy dla skóry samej w sobie nawilżonej przez sebum. Podkład trzyma zdecydowany, ale zdrowy mat, a delikatna mika jest tylko miłym dodatkiem, który ładnie odbija światło. Sama formuła jest najlżejsza ze wszystkich proponowanych, najłatwiej się rozprowadza i najdelikatniej przylega do skóry, dlatego o wiele lepiej będzie współpracować z cerą, która ma tendencję do przetłuszczania się. Mimo wszystko podkład kryje, i to o wiele lepiej od typowych formuł dających rozświetlenie, dlatego może okazać się idealnym kompromisem dla osób, które oczekują krycia, ale jednocześnie chcą lekkiej formuły. Annabelle Minerals daleko do pylistych, leciutkich minerałów, ale ich lekkość nie powinna przytłaczać skóry z łojotokiem. Lepiej trzymają się cery, nie spływają, moim zdaniem to jedna z najlepszych formuł dla skóry z problemami, która wymaga już ukrycia niedoskonałości, a nie tylko delikatnego wyrównania kolorytu.
To jeden z niewielu podkładów mineralnych, który nie napędza łojotoku i nie wysusza mocno skóry, powodując wzmożone rogowacenie. W tym przypadku akurat jest neutralny i spośród świętej trójki, najlepiej absorbuje sebum. Mogę się przyczepić jedynie do okolic nosa, zawsze nosząc podkład Annabelle Minerals, skóra w tym miejscu wygląda najgorzej - podkład się ściera, zwłaszcza ze skrzydełek, gdy całość potrafi być zupełnie nienaruszona.
- Efekt na skórze problematycznej (trądzikowa, odwodniona, rogowaciejąca) z bliska
Pyłek jest nastawiony na współpracę ze skórą, chociaż z podkładami marki Annabelle Minerals mam tak, że wyglądają mimo wszystko najlepiej od razu po aplikacji. Nie są tak drobne jak niektóre pyłki, dlatego przy niesprzyjających warunkach, wszystko może wymknąć się spod kontroli, dając mało estetyczny efekt pod koniec dnia. Podkład prezentuje się naturalnie, ale i tak widać go na twarzy, nie podoba mi się, jak wyglądają w nim moje pory. Poza wrażeniem ciężkości podkładu, nie mam mu nic do zarzucenia, trzyma się przez kilka dobrych godzin, nawet na umiarkowanie tłustej cerze. To o wiele lepszy wybór dla skóry z tendencją do zatykania porów - kosmetyk jest bardzo komfortowy w noszeniu i bardzo łatwy w zmywaniu, dlatego można ułożyć z nim bardzo fajną, lekką pielęgnację i nie wysuszać skóry na każdym kroku.
Pisząc tłusta cera, mam oczywiście na myśli zdrową, normalną, akceptowanie przetłuszczającą się skórę, a nie lejące się sebum po kilku minutach. Z tegoż też względu pyłku nie polecam skórze łojotokowej, będzie spływał z cery, wchodził w pory, bruzdy, załamania, ciastkując się na twarzy. Ale taki typ skóry będzie miał problem ze wszystkimi minerałami i nie będzie akceptował makijażu w żadnej postaci.
Tutaj podkład sprawuje się najlepiej. Mam to szczęście w nieszczęściu, iż moja skóra bywa typowo tłusta, a pod wpływem regulacji - zupełnie normalna, chociaż wciąż z tendencją do zatykania porów. I cóż, myślę, że osoby, które nie mają problemów z cerą, wywalczyły sobie nienaganny stan skóry, mają cerę mieszaną przesuszającą się, delikatnie odwodnioną, będą bardzo zadowolone ze stosowania podkładu Annabelle Minerals. Formuła rozświetlająca trzyma się u mnie bez żadnych zarzutów cały dzień, jest lekka, przyjemna, nie świruje mi po niej moja cera. Podkład kryje, ładnie przylega do skóry, jest leciutki, nie wchodzi w pory. Praktycznie każda dziewczyna, którą malowałam na zdjęciach, nosiła na sobie Annabellki i nic tak dobrze się nie spisywało, nawet w upalne dni. To znakomita formuła dla młodych dziewczyn, które nie mają dużych problemów z cerą, a jedynie z delikatnym odwodnieniem lub łagodnym przetłuszczaniem się cery.
Jedyne ale, to uporczywa suchość podkładu. Minerały nie nawilżają, ale podkład jakoś szczególnie brzydko podkreśla suche strupki, krostki, postępujące rogowacenie. Nie rozprowadza się równo i nieestetycznie osiada w typowo suchych niedoskonałościach. Nie podkreśla aż tak bardzo suchych skórek, ale jak pojawia się jakiś problem z nawodnieniem cery, to już wcale tak dobrze się nie rozprowadza i trzeba dość mocno przyłożyć się do aplikacji, aby koloryt skóry był równomiernie wyrównany. Do suchej skóry nie przylega dobrze, mocno pyli, ściera się. Skóra musi być nawilżona, aby chwytała mineralny pyłek od Annabelle Minerals, ale to akurat żadna nowość przy stosowaniu minerałów.
- Efekt przed i po na skórze trądzikowej, odwodnionej, z najbardziej problematycznymi partiami w strefie centralnej
CENA, OPAKOWANIE, DOSTĘPNOŚĆ
To jedne z najbardziej przystępnych cenowo minerałów. Za 10g produktu należy zapłacić około 60 złotych, 4 g kosztują 35 złotych. Biorąc pod uwagę sporą wydajność minerałów (choć Annabelle Minerals na tle innych marek w moim odczuciu posiadają średnią, choć nadal wysoką wydajność, kończą się zdecydowanie szybciej niż inne podkłady mineralne), wysoką dostępność (sklepy internetowe, niektóre sklepy stacjonarne z kosmetykami naturalnymi), cena jest bardzo korzystna i odpowiednio wyważona.
Opakowanie - szczelne, porządne. Denerwuje mnie jedynie wieczko podatne na zarysowania i brak możliwości otworzenia produktu, co jest niezbędne, przy modyfikacji koloru podkładu. Z drugiej strony, tak szczelnie zamknięte pudełeczko gwarantuje wysoką czystość i świeżość produktu, więc wybaczam i akceptuję takie rozwiązanie.
Formuła rozświetlająca Annabelle Minerals, to świetny wybór na sam początek przygody z minerałami. Prawdopodobnie sprawdzi się u większości osób - zdaję sobie sprawę, że mój blog zrzesza głównie osoby z problemami pojawiającymi się na skórze, ale prawdopodobnie większość z Was będzie zadowolona z efektu, jaki zapewni Annabelle Minerals, a szczególnie Ci, którzy zbilansowali swoją pielęgnację i udało się z trudem znormalizować skórę.

Opakowanie - szczelne, porządne. Denerwuje mnie jedynie wieczko podatne na zarysowania i brak możliwości otworzenia produktu, co jest niezbędne, przy modyfikacji koloru podkładu. Z drugiej strony, tak szczelnie zamknięte pudełeczko gwarantuje wysoką czystość i świeżość produktu, więc wybaczam i akceptuję takie rozwiązanie.
Formuła rozświetlająca Annabelle Minerals, to świetny wybór na sam początek przygody z minerałami. Prawdopodobnie sprawdzi się u większości osób - zdaję sobie sprawę, że mój blog zrzesza głównie osoby z problemami pojawiającymi się na skórze, ale prawdopodobnie większość z Was będzie zadowolona z efektu, jaki zapewni Annabelle Minerals, a szczególnie Ci, którzy zbilansowali swoją pielęgnację i udało się z trudem znormalizować skórę.
ARTYKUŁ JEST SPONSOROWANY PRZEZ PRODUCENTA KOSMETYKÓW MINERALNYCH ANNABELLE MINERALS.
Pozdrawiam,
Ewa
