Pokazywanie postów oznaczonych etykietą annabelle minerals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą annabelle minerals. Pokaż wszystkie posty

07:00

BROW LIKE WOW | NOWA PALETA CIENI PRASOWANYCH DO BRWI ANNABELLE MINERALS

BROW LIKE WOW | NOWA PALETA CIENI PRASOWANYCH DO BRWI ANNABELLE MINERALS

Brow Like Wow to nowość w szeregach Annabelle Minerals. Kompaktowa forma, łatwość i szybkość stosowania oraz sprasowana postać cieni może okazać się zachęcająca nawet dla nieugiętych oponentów naturalnych kosmetyków do makijażu. Mogę Was zapewnić, że nim zweryfikowałam jakość cieni, ostudziłam swój przodujący entuzjazm, by uniknąć zbyt rozegzaltowanego charakteru niniejszej recenzji. 

WŁAŚCIWOŚCI

Cienie (docelowo do brwi, lecz również przysłużyć się mogą upiększeniu każdego innego rejonu skóry) Annabelle Minerals cechują się zaskakującą miękkością i ujmującą aksamitnością. Znakomita przyczepność cieni pozwala na wykonanie ultra szybkiego, bezpretensjonalnego makijażu. Cienie są miękkie (momentami aż za miękkie), doskonale napigmentowane i, co stanowi dla mnie niemałe zaskoczenie, bezproblematyczne w aplikacji - nie osypują się nadmiernie, bardzo dobrze rozcierają się, nie tworzą nieestetycznych smug i prześwitów. Ten typ cieni miękkich (w których można zanurzyć palec przy mocniejszym nacisku), nie należy do szczególnie wydajnych, lecz w tym konkretnym przypadku stanowi zgodnie z moimi prywatnymi obserwacjami charakterologicznie najlepsze rozwiązanie - brwi podkreślone za pomocą palety Brow Like Wow zachowują swoją naturalność i wdzięk, pigmenty nie osiadają niekorzystnie we włoskach oraz nie są zbyt tłuste i woskowate, stąd efekt osiągnięty cieniami wielce daleki jest od tandety i przesadyzmu. 


Trwałość produktów mineralnych i naturalnych, zresztą, jakichkolwiek produktów do makijażu, jest kwestią niezwykle indywidualną. Tak naprawdę za finalną użytkowość i akceptowalną estetykę makijażu odpowiada tak wiele czynników, że prawdziwą sztuką byłoby wymienienie poniżej chociaż części z nich i ich wzajemnych zależności. Zmierzając ku meritum, Brow Like Wow oceniam czysto subiektywnie - na moich brwiach, oczach i generalnie rejonach bliskim mojemu narządowi wzroku, kosmetyki w formie pyłu okazują się być najbardziej przeciwstawne wobec upływającego czasu i cieszą się tym samym najbardziej satysfakcjonującą trwałością - przez 10 godzin nie widzę znaczących zmian w wyglądzie mojego makijażu w tym konkretnym rejonie - owszem intensywność makijażu łagodnieje, lecz użyte cienie z palety Brow Like Wow wciąż stanowią stelaż dla łuków brwiowych. Jest to efekt na tyle subtelny i zdrowy, że traktuję wręcz takie właściwości cieni za awers.

KOLORYSTYKA

Paleta składa się z trzech, nasyconych cieni - dwóch kolorów matowych definiujących kształt łuków oraz jednego cienia rozjaśniająco-rozświetlającego. Brązy należą do tych z grupy przygaszonych, lecz nie nienaturalnie chłodnych bądź też ciepłych - doceniam coraz bardziej ten brak skrajności, poświadczający o sporym wyczuciu kolorystycznym, bowiem paleta rzeczywiście ma szansę sprawdzić się zarówno na włoskach jasnych, jak i typowo ciemnych, a także na zupełnie różnych typach kolorystycznych.

Brąz środkowy jest kolorem zdecydowanie najchłodniejszym oraz najbardziej uniwersalnym - przystosowuje się do zastanych warunków niczym kameleon. Uniknąć chcę jakichkolwiek wynurzeń, więc dodam jedynie, że właśnie ten niepozorny cień jest najmocniejszym punktem palety Brow Like Wow. Brąz środkowy jest odrobinę cieplejszy, ale na skórze nieznacznie się wychładza. Stanowi idealny wybór dla osób, które lubią mocniej zdefiniowane łuki brwiowe lub też posiadają cieplejszą i ciemniejszą karnację. Rozświetlacz to przełamana, lecz chłodna biel. Bez drobin, z naturalnym, akceptowalnym połyskiem.

Efekt osiągnięty za pomocą cieni można dowolnie stopniować.


SKŁAD, DOSTĘPNOŚĆ, CENA. 

Cienie Brow Like Wow bazują na naturalnych składnikach - pigmentom mineralnym akompaniują naturalne glinki, przyczepny azotek boru oraz naturalne, roślinne oleje. Cienie nie zawierają talku, silikonów oraz konserwantów innych niż naturalna, pielęgnująca witamina E.

Składniki cienia do rozświetlania łuku brwiowego: Mica, Titanum Dioxide, Boron Nitride, Kaolin, Argania Spinosa Kernel Oil, Persea Gratissima Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil

Składniki cieni do brwi: Kaolin, Mica, Boron Nitride, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Persea Gratissima Oil, CI 77499, CI 77491, CI 77492

Koszt palety stanowi wydatek 64.90 zł. Producent przewiduje możliwość uzupełniania metalowych wkładów w sklepie stacjonarnym na Mokotowskiej 42/44 w Warszawie. Paleta jest dostępna on-line, jak i w sklepie stacjonarnym.

Trwałość cieni określono na 12 miesięcy od otwarcia, gramatura 1.3 g na jeden, pełny wkład.

Czy warto? Moim zdaniem stosunek ceny do jakości jest jak najbardziej zasadny. Szczególnie, że produkt fizyczny to nie tylko materia, to również wartości oraz cele, które bliskie są nam samym. Cenię transparentną działalność marki Annabelle Minerals oraz aktywność społeczną jaką podejmuje, zatem, chociażby ze względów czysto ideologicznych - po Brow Like Wow będę sięgać z przyjemnością i na pewno,z  pełnym przekonaniem, będę polecać dalej.

ARTYKUŁ POWSTAŁ PRZY UDZIALE MARKI ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

06:00

ROZŚWIETLAJĄCE NOWOŚCI ANNABELLE MINERALS

ROZŚWIETLAJĄCE NOWOŚCI ANNABELLE MINERALS
annabelle minerals rozświetlacz mineralny rozświetlacz swatche diamond glow royal glow peach glow lily glow jak wygląda rozświetlacz

Rozświetlona i promienna cera to trend, który ma szansę na stałe wkraść się do kosmetyczek wielu kobiet. Czy minimalistyczny, mineralny koncept i iskrząca formuła stworzą i tym razem zgrany duet?

Moja skóra przeszła ze mną dużo. Poprzez mnogość beztroskich kuracji leczniczych i tysiące stosowanych produktów coraz bardziej przypomina swymi właściwościami japoński welin. I choć ogólna kondycja naskórka nie zła, mam spore trudności z doborem prawidłowych kosmetyków, szczególnie w sferze makijażu, który zazwyczaj rozmywa się zupełnie z moim poczuciem estetyki i oczekiwaniami w stosunku do kondycji skóry. 

Nie zamierzam skrzętnie ukrywać faktu, że rozświetlające nowości Annabelle Minerals nie przemówiły do mnie od samego początku. Miałam do nich wręcz pejoratywny stosunek. Niemniej, z każdym kolejnym użyciem w naturalny i niewymuszony sposób zaczęliśmy nawiązywać ze sobą bliższą, i jak widać, zacieśniającą więź.

annabelle minerals rozświetlacz mineralny rozświetlacz swatche diamond glow royal glow peach glow lily glow jak wygląda rozświetlacz (2)
Góra od lewej: Diamond Glow, Royal Glow
Dół od lewej: Lily Glow, Peach Glow

WŁAŚCIWOŚCI ROZŚWIETLAJĄCYCH NOWOŚCI ANNABELLE MINERALS. 

Pudry są dokładnie zmielone, choć mika iskrzy rozpasanymi tuzinami drobinek. Nie są tak suche jak inne produkty marki, dlatego też rozświetlające nowości można aplikować nawet palcem, intensyfikując bez najmniejszego trudu efekt rozświetlenia. Przyczepność kosmetyków oceniam na dobrą trójkę, mieniące się pyły zupełnie nie chciały trzymać się mojej odwodnionej skóry i dopiero po ustabilizowaniu nawodnienia podły urok został zdjęty. Użytkowanie umila rozkosznie aksamitna konsystencja, która nie osypuje się nadmiernie nawet przy zawadiackich ruchach włochatym pędzlem.

Drobinki produktów początkowo wprowadziły moje poczucie estetyki w stan skonfundowania. Należę do oportunistów eleganckiej satyny, a wszelaka drobinkowość w moim przypadku złowróżbnie zapowiada dalsze losy kosmetyków rozświetlających. Mimo to zbyt pochopnie skazałam nowości Annabelle Minerals na kosmetyczną klęskę. Awersja i początkowe poirytowanie połyskującymi beztrosko drobinami, ustąpiły miejsca uznaniu: iskrzące nowości marki otworzyły mi oczy na inny, mniej zachowawczy sposób podkreślenia urody. Mimo racjonalnych uprzedzeń, iskrzące nowości nie podkreślają nadmiernie struktury twarzy, co więcej, daleko jest im również do tandetnej brokacizny.

Powoli przekonuję się do tego typu wykończeń, szczególnie latem, gdy świdrujące drobinki zapewniają efekt młodzieńczej skóry chwytającej zalotnie promienie słoneczne. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, rozświetlaczy Annabelle Minerals używam najczęściej w połączeniu z konsystencjami mokrymi, kremowymi - stanowią one doskonałą bazę rozświetlającą pod podkład oraz znakomicie podkreślają gładkość odsłoniętego ciała.

Drobinkowość znosi bardziej twarde i zdefiniowane włosie z kozy, które strzepuje nadmiar miki, pozostawiając gładką, rozświetloną cerę. Osobom, którym zależy na mieniącym się efekcie, zalecałabym aplikację bardziej śliskim i mniej chwytnym włosiem syntetycznym.

W zależności od techniki aplikacyjnej, rodzaju pędzla oraz bazy - rozświetlające nowości przynoszą zgoła odmienny efekt. Aplikowane na sucho cechują się dużą, radosną i niejednolitą grą światła, a także bardziej transparentną bazą. Nakładanie pudrów na mokro zdecydowanie wzmacnia i definiuje przewodnią bazę kolorystyczną oraz zapewnia bardziej metaliczny efekt. Produkt pod wpływem wilgoci przylega mocniej oraz jest bardziej odporny na działanie potu oraz sebum, co w praktyce podwyższa jego trwałość i wymaga jednocześnie bardziej adekwatnego, mocniejszego etapu myjącego.

KOLORYSTYKA

Wśród połyskujących nowości marki Annabelle znalazły się aż cztery nowości, a w zasadzie dwie pary: para mieniących się różów i zuchwały duet rozświetlaczy.

Diamond Glow. Średni, neutralny beż ze złocistą, chłodną poświatą. Aplikowany lekką ręką sprawdzi się na bladych, jasnych karnacjach.
Royal Glow. Chłodne, królewskie złoto. Fantastyczny dla opalonej, śniadej karnacji.
Lily Glow. Chłodny, średnio jasny, iskrzący róż.
Peach Glow. Intensywny, ciepły, brzoskwiniowy róż ze złotymi drobinkami. 
annabelle minerals rozświetlacz mineralny rozświetlacz swatche diamond glow royal glow peach glow lily glow jak wygląda rozświetlacz (2)
Góra od lewej: Diamond Glow, Royal Glow;
Dół od lewej: Lily Glow, Peach Glow;
SKŁAD I BEZPIECZEŃSTWO. 

Mineralny i prosty koncept miota gromy w kierunku zawiłych list składników okrywanych kurtyną milczenia, stanowiąc czystą, bezpieczną i wspaniałą alternatywę dla osób z wrażliwą, delikatną, alergiczną skórą. Atutem pudrów rozświetlających jest ich wielofunkcyjność - nie gdzie indziej, jak właśnie w kosmetykach mineralnych, jedynym ogranicznikiem, jest wyobraźnia, a zalecenia producenta są jedynie małą podpowiedzią. Produkty można stosować bezpieczne na skórę, włosy, paznokcie, czerwień wargową oraz okolice oczu.

Skład nowości Annabelle Minerals podlega różnicowaniu. Royal Glow stoi dumnie w szeregu tradycyjnych produktów mineralnych bez domieszek składników dodatkowych innych niż sypkie, zaś siła pozostałych pudrów została wspomożona w dodatek naturalnych olejów (olej z pestek słonecznika, olej jojoba, olej z nasion czarnej porzeczki, witaminę E) oraz w przypadku Diamond Glow i Peach Glow - zwiększający przyczepność azotek boru, przez co stanowią już one produkty naturalne. Mimo zdecydowanych różnic w składzie, nie dostrzegłam tych subtelnych odmienności w konsystencji produktów i ich przedłożeniu na współpracę ze skórą, choć rzeczywiście całkowicie suchy Diamond Glow z całej czwórki posiada najsłabszą przyczepność, zaś Peach Glow to ucieleśnienie aksamitności i intensywności w tradycyjnym użytkowaniu. Jakiekolwiek różnice ulegają zatraceniu, gdy kosmetyki są aplikowane na mokro lub za pomocą pędzli o włosiu syntetycznym.

Diamond Glow: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Stearate, Boron Nitride, Silica, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Blackcurrant Oil, Tin Oxide, CI 77491
Royal Glow: Mica, Titanium Dioxide, Silica, Tin Oxide, CI 77491, CI 77492
Lily Glow: Mica, Titanium Dioxide, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, CI 77491
Peach Glow: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Stearate, Boron Nitride, Silica, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Blackcurrant Oil, Tin Oxide, CI 77492, CI 77491

CENA, WYDAJNOŚĆ, DOSTĘPNOŚĆ. 

Wydajność produktów mineralnych nie zna zdroworozsądkowych granic, choć za podjęciem zakupu 4 gramowego opakowania opowiada się długa terminowość minerałów (najdłuższa w przypadku całkowicie mineralnego Royal Glow), wysoka jakość wykorzystanych składników, naturalny efekt oraz duże bezpieczeństwo stosowania, również dla cer problemowych, podatnych na powstawanie zmian trądzikowych.

Opakowanie tradycyjne, z zasuwką. Dostępność znakomita - online, wybiórcza oferta Annabelle Minerals znajduje się również stacjonarnie w drogeriach Hebe. Cena 49,90 zł.

ARTYKUŁ POWSTAŁ PRZY WSPARCIU MARKI ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

15:00

ZASKÓRNIKI, WYPRYSKI I WYSUSZENIE SKÓRY PO OLEJACH | JAK UŻYWAĆ OLEJKÓW PIELĘGNACYJNYCH, BY SOBIE NIE ZASZKODZIĆ

ZASKÓRNIKI, WYPRYSKI I WYSUSZENIE SKÓRY PO OLEJACH | JAK UŻYWAĆ OLEJKÓW PIELĘGNACYJNYCH, BY SOBIE NIE ZASZKODZIĆ

Oleje w bardzo szybkim tempie zaczęły stanowić filar udanej, prostej i naturalnej pielęgnacji. Obłąkańczo zaczęto polecać płynne esencje niemal każdemu przechodniowi napotkanemu na ulicy - jawiły się one bowiem jako eliksir na całe zło dzisiejszego, okrutnego świata, a któż o zdrowych zmysłach pragnąłby zyskać łatkę samolubnego antyspołecznika? 

Pierwszą rysę wszechwspaniałemu obliczu olejów w pielęgnacji zadałam ponad 3 lata temu [tutaj] w czasie szaleńczego absolutu naturalnych działań skórnych. Cieszy mnie ogromnie, że coraz większa liczba osób niszczy idylliczny, nierozsądny obraz olejowej przygody, dostrzegając coraz jaśniej pewne, nieuniknione uchybienia wynikające ewidentnie z tłustej kuracji. Nie oznacza to wcale, że oleje zawsze i wszędzie będą złe, lecz warto wiedzieć, że tak jak mogą niwelować problemy skórne, równie skutecznie mogą je indukować. 

JAK DZIAŁAJĄ OLEJE

Oleje, bez względu na podział kwasów tłuszczowych, są substancjami oleistymi i silnie powlekającymi. Rozkład tłuszczowy nie zabezpiecza i nie niweluje potencjału komedogennego olejów - owszem, jest pomocy w wyborze płynności konsystencji tłuszczowej i może nakreślić czego mniej więcej można się spodziewać, bowiem stosunek długości i wiązań poszczególnych łańcuchów węglowych bezpośrednio wpływa na aplikowaną ilość tłuszczu (oleje z lepszym i gorszym poślizgiem, bardziej stałą i płynną konsystencją) , lecz niekoniecznie wykazuje inny mechanizm działania na etapie skóry i przesądza o ponadprzeciętnej skuteczności preparatu, zatem analiza tłuszczu jest narzędziem pomocnym, lecz także niezwykle nieczułym i nierzadko wprowadzającym w błąd. Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w tłuszczach zmodyfikowanych, ale dzisiaj skupimy się na czystych i najprostszych olejach pozyskiwanych z roślin olejodajnych. 

Oleje stanowią okluzję, to jest pokrywają skórę bardziej lub mniej obciążającą, nieschnącą warstwą ochronną. Mimo tego że stanowią rodzaj substancji lipidowych, wbrew tyradom głoszonym przez producentów, nie posiadają zdolności głębokiej penetracji naskórkowej. Jest to niemożliwe, o ile ich cząsteczki nie zostały umieszczone w odpowiednich nośnikach, by przynosiły efekty możliwe do osiągnięcia na etapie skóry właściwej, zatem klasyczne oleje działają tylko i wyłącznie powierzchownie. To wiele zmienia i może zburzyć już teraz Twój pozytywny, olejowy światopogląd. W pielęgnacji zatem, oleje powinno się rozpatrywać jedynie jako zabezpieczenie i substancje buforujące nadmierny nacisk, tarcie lub niekorzystnie parującą formułę, czyli obecność tłuszczów będzie doskonale oddziaływać na skórę w działaniach sprzyjających niepohamowanemu odwodnianiu się skóry, ale nie nawadniają oraz nie będą nawadniać naskórka bezpośrednio same w sobie. 

POZYTYWNE ASPEKTY KURACJI OLEJOWYCH 

Nie jestem pejoratywnie nastawiona do tłuszczów roślinnych w pielęgnacji - nawet mimo tego, że wyodrębnianie olejów roślinnych w celach konsumpcyjnych nie jest ukłonem w stronę natury, oleje roślinne okazują się niezwykle pomocne w zbalansowaniu podstaw pielęgnacyjnych, lecz podobnie jak struktury wodne i nadmiernie schnące, wymagają dużego umiaru i wyczucia w stosowaniu.

Jeśli oleje stają się równoważnią dla działań zdecydowanie za agresywnych, lekkich, schnących lub pokrywają deprywację lipidową mogą poprawiać kondycję skóry. Klinicznie tego typu rozsądne działania mogą doprowadzić finalnie do normalizacji skóry, jednak nie samodzielnie - a jako dopełnienie w postaci deficytowej gospodarki tłuszczowej. I tutaj jest podstawowy błąd, będący źródłem absolutnie wszystkich problemów skórnych wywołanych przez oleje roślinne - nie każdy posiada deficyty tłuszczowe lub nie są one wprost proporcjonalne do warstwy nierozcieńczonego, skondensowanego tłuszczu. Deficyty te mogą jak najbardziej powodować trądzik, atopie, słowem - problemy skórne, dlatego wierzę zarówno tym, którzy ozdrowieli dzięki stosowaniu olejów roślinnych, ale również wiem, że tego typu substancje mogą zrujnować stan cery i wprowadzić ją w potwornie zapętlający się, chroniczny stan zapalny.

Teraz rozwińmy to, o czym już napisałam powyżej. Deficyt lipidowy, jak go rozpoznać? Jest kilka nieklarownych symptomów, mętnie zauważalnych szczególnie wtedy, jeśli nie obserwujesz skóry lub ograniczasz się do krótkotrwałej, szybkiej i często bardzo powierzchownej oceny. Deficyt lipidowy najczęściej manifestuje się nadmierną utratą wody i trudnościach w utrzymaniu powyższego nawilżenia - może mieć charakter nagły i progresywny. Można rozpoznać go deprywacją labilności skórnej (nagła chwiejność w wyglądzie naskórka) na przykład w postaci narastających podrażnień i uczucia suchości, czy też obecnością patologicznego, wywołanego łojotoku ze skutkami dehydratacji skóry. Najczęściej ta przypadłość dotyka osoby z typową, klasyczną cerą suchą, atopiami, dermatozami oraz przewlekłymi pacjentami dermatologicznymi z uszkodzoną barierą lipidową i zachwianym mikrobiomem skórnym. 

Oleje w takim układzie, o ile są stosowane z umiarem i w właściwy sposób, mogą jak najbardziej ograniczać reakcje zapalne, stając się brakującym elementem w pielęgnacji - rozsądnie dawkowana okluzja w postaci czystego tłuszczu zmniejsza ryzyko podrażnień oraz pełni swoistą rolę ochronną, imitując naturalny tłuszcz i tym samym zmniejszając jego produkcję. Działanie to może działać kojąco, stabilizująco i normalizująco na naskórek i tworzące go struktury.

JAK STOSOWAĆ OLEJE?

Nie należy rozpatrywać olejów jedynie w formie pielęgnacji niespłukiwanej - tak potężna dawka okluzji rzadko komu sprzyja i przy dłuższym stosowaniu staje się zazwyczaj generatorem problemów skórnych. Dlaczego? Przypomnijmy to, o czym napisałam już wcześniej - olej pełni rolę powlekającej, nieschnącej, ochronnej powłoki. Nie myśl o cudownych zapewnieniach producenta i nęcącej ilości składników odżywczych podczas wprowadzania olejku pielęgnacyjnego - to tłuszcz i rozpatruj go zabiegowo jedynie w tej kategorii.

Bezpośrednia aplikacja oleju jest pozytywna w zetknięciu z konsystencjami, które wysychają nadmiernie - jako etap oddzielny lub jako składnik danej konsystencji. Oznacza to, że olejami można inteligentnie modulować ciężkość danego produktu pielęgnacyjnego - dociążać go. Jeśli dana konsystencja jest za lekka i zostawia zbyt tępe, suche wykończenie lub skóra nadmiernie pod jej wpływem wraz z czasem wysycha - pomyśl o zwiększeniu fazy tłuszczowej stosowanego kosmetyku pielęgnacyjnego.

Tłuszcz posiada właściwości ochronne, zatem będzie bardzo przydatny w etapach, które skórę potencjalnie wysuszają i drażnią naskórek. Olej buforuje działania składników drażniących o nierównomiernej strukturze oraz zmniejsza potencjał odwadniający poprzez słabsze usuwanie się produktu z powierzchni skóry, w ten sposób możesz zmodyfikować i złagodzić działanie zdecydowanie za mocnego żelu myjącego do twarzy, czy zmniejszyć siłę tarcia ostrych drobinek ścierających w peelingu mechanicznym.

Nie sposób wspomnieć o znakomitych właściwościach tłuszczów w etapie myjącym - baza tłuszczowa doskonale rozpuszcza bazę o podobnej strukturze - łój ludzki, obciążające tłuszcze w kosmetykach w postaci makijażu kremowego, czy filtrów ochronnych. Kwestią odrębną jest sposób spłukiwania się danego kosmetyku, bowiem to ono odgrywa kluczowe znaczenie pielęgnacyjne. Tak czy inaczej, oleje roślinne niezwykle skutecznie i efektywnie pozwalają dokonać wstępnego i pierwszego etapu mycia w przypadku formuł szczególnie obciążających i stanowiących duży problem w etapie oczyszczającym.




Olej stosowany jako olej to nieziemsko obciążający kosmetyk, ale również może mieć rację bytu, zwłaszcza gdy cera wysusza się zdecydowanie za szybko lub jej poziom nawilżenia został tak poważnie zachwiany, że zdążyły już pojawić się niepożądane skutki dehydratacji naskórka, wówczas mimo minusów roślinnych tłuszczów, w ogólnym bilansie, przedstawiają się one w bardziej pozytywnym świetle. Warto jednak, by olej stanowił zawsze element bardziej złożonej pielęgnacji, bowiem pewna jednostajność i monotonność pielęgnacyjna doprowadza do nieuchronnego, bolesnego upadku - za tłusta pielęgnacja jest równie szkodliwa jak za agresywne, lekkie działania.

KIEDY MOGĄ ZASZKODZIĆ I DLATEGO TŁUSZCZE W PIELĘGNACJI SĄ ZAWSZE RYZYKOWNE

To czysta okluzja. Coś, co się nie spłukuje i powleka skórę nieprzepuszczalnym filmem, czopuje ujścia gruczołów łojowych, zaburza prawidłową wędrówkę wody (TEWL) oraz deorganizuje działanie innych, stosowanych produktów pielęgnacyjnych, bowiem emolienty tłuste nadbudowują się w warstwę rogową naskórka i w efekcie sprzyjają jej patologicznemu nawarstwianiu (drażnienie mieszków włosowych, patologiczna hiperkeratynizacja, błyskawicznie zanieczyszczanie się skóry, trudności ze zmiękczeniem naskórka). Nie sposób wspomnieć również o niezwykle wysokim potencjale alergennym naturalnych olejów - są to substancje posiadające składniki mogące doprowadzić do zapaści immunologicznej. Niezwykle często na skutek nierozsądnego stosowania olejów, poszkodowani zmagają się z jednoczesnym, głębokim odwodnieniem skóry, ale i objawami przeciążenia naskórka, to jest rozpulchnioną strukturą cery, kandydozą, wzmożonym zanieczyszczaniem się naskórka oraz klasycznym, głębiej ropiejącym trądzikiem.

Struktury tego typu są zawsze ryzykowne w stosowaniu - jest niewiele osób, które będą rzeczywiście potrzebować tak solidnego i wyczuwalnego zabezpieczenia na powierzchni naskórka. Większość z nas przejawia zapotrzebowanie na formuły zrównoważone i lepiej zbilansowane, to jest z określonym stosunkiem fazy wodnej do fazy tłuszczowej.Olej to tłuszcz, który samodzielnie nie przynosi i nie przyniesie spektakularnych efektów.

Oleje mogą być zatem niezwykle pomocne, lecz mogą stanowić również destrukcyjną moc sprawczą w pielęgnacji - to tłuszcz, zatem należy liczyć się z jego silnymi i wyczuwalnymi właściwościami powlekająco-ochronnymi, niezależnie czy olej zawiera nienasycone oleje omega-3 i omega-6, czy jest typowym tłuszczem stałym o zbitej strukturze.

Przy wprowadzaniu olejków pielęgnacyjnych do działań skórnych warto zwrócić uwagę na jakość wykorzystywanych tłuszczów, ich stabilność, połączenia z innymi składnikami, bądź też obecność olejków eterycznych, które posiadają doskonałe właściwości lecznicze [tutaj]. W ofercie marki Annabelle Minerals znajdziecie aż trzy produkty mieszane, olejowe i celowane w konkretne grupy kliniczne: olejek Pure, Essential oraz Calm. Jeśli potrzebujecie gotowego, tłuszczowego modyfikatora do pielęgnacyjnych celów albo skóra doskonale toleruje obecność olejów samodzielnie, jakość oraz stosunek ceny do pojemności w tym konkretnym przypadku jest niezwykle dobrze wyważony. 

ARTYKUŁ POWSTAŁ W WSPÓŁPRACY Z MARKĄ ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

07:00

CZY MAKIJAŻ MINERALNY MOŻE GENEROWAĆ PROBLEMY SKÓRNE? | CO ZROBIĆ, BY KOSMETYKI MINERALNE NIE WYSUSZAŁY SKÓRY

CZY MAKIJAŻ MINERALNY MOŻE GENEROWAĆ PROBLEMY SKÓRNE? | CO ZROBIĆ, BY KOSMETYKI MINERALNE NIE WYSUSZAŁY SKÓRY
kosmetyki mineralne trądzik po minerałach skóra swędzi podkład mineralny dla tłustej skóry wysuszenie po minerałach wysuszona swędząca skóra co zrobić jaki makijaż dla wrażliwej skóry

Sypkie, mineralne pyły zawładnęły doszczętnie segmentem naturalnego makijażu, wypełniając pełnie przez długi czas opustoszałą lukę.

CZY MAKIJAŻ MINERALNY MOŻE BYĆ PRZYCZYNĄ PROBLEMÓW SKÓRNYCH? 

O mineralnych kosmetykach napisano niemal wszystko - no właśnie, prawie. W pokłonie uznania i niewymuszonej wdzięczności wobec niezaprzeczalnych zalet i plastyczności czystego makijażu, nie rezygnuję z rozsądnej refleksyjności. Nie zamierzam przepastnie opiewać na cześć sypkich pyłów, bowiem swoista dla tychże produktów prosta, sucha i potencjalnie wysuszająca konsystencja może generować problemy, które mogą okazać się na pewnym etapie niemożliwe do przeskoczenia. To, co jest doskonałym uprzedmiotowieniem naturalności i ekologii, nie musi być symultanicznie absolutnym gwarantem wyjątkowości i skuteczności działania również i na Twojej skórze.

Można mówić już bez skrępowania o sukcesie, jaki zdołały osiągnąć marki promujące czysty, naturalny makijaż, szczególnie rodzime Annabelle Minerals, będące pionierem na terenie Polski. Marka wykazuje największą aktywność w promowaniu niekonwencjonalnego makijażu, a efekty podjętych działań częściowo zostały ujęte w przeprowadzonej przeze mnie ankiecie, bowiem aż 82% ankietowanych wie czym są kosmetyki mineralne, zna stojące za nimi idee, specyfikę oraz płynące z ich stosowania korzyści. 73% osób jest zadowolonych z działania oraz niewiele mniej (bo aż 60 %) jest w pełni zadowolona z efektu jaki jest w stanie osiągnąć za pośrednictwem wyłącznie kosmetyków mineralnych.

Statystyki robią niemałe wrażenie, choć dziś pragnę skupić się na głosach i wiodących problemach stanowiących najbardziej interesującą, jedną trzecią oddanych głosów. To problemy osób dalekich od oczarowania i pełnego oddania mineralnym ideom. Powodem niezadowolenia są głównie pojawiające się podczas stosowania reakcje niepożądane (to jest wysuszenie, nadmierne przetłuszczanie się skóry, trądzik, podrażnienia) i niemożność całkowitego zastąpienia kosmetyków tradycyjnych - mineralnymi (według 48% badanych). Dlaczego?

Kazuistyka powyższych problemów jest złożona, z setką mgliście oddziałujących wzajemnie na siebie czynników. Z przeprowadzonej przeze mnie ankiety badawczej, po dokładnej analizie danych, niezadowolenia mogę doszukiwać się w dużym uproszczeniu w dwóch, podstawowych i zasadniczo rozbieżnych źródłach: natury niewiedzy i natury niedopasowania. Pomimo wciąż rosnącej popularności kosmetyków mineralnych, wiele osób nadal nieporęcznie zabiera się do ich stosowania, co stanowi istotny powód rozczarowania i równie szybkiego zniechęcenia do dalszego użytkowania mineralnych pyłów. Drugą lukę wypełniają użytkownicy niemogący zaakceptować właściwości kosmetyków mineralnych: część tkwi w wyniszczającej relacji i ulegle akceptuje wady sypkiej konsystencji (w obawie przed pogorszeniem stanu skóry i brakiem wentylu bezpieczeństwa), z kolei druga część szybko ulatnia się z braku porozumienia, stanowczo rezygnując z ich obecności w codziennie przeprowadzanych działaniach. Obrazują to różnice procentowe między odpowiedziami z zadowolenia z kosmetyków mineralnych, a następnie ich niezastąpionej obecności w codziennym makijażu oraz zadane pytania szczegółowe.

NAJWIĘKSZY PROBLEM: PRZESUSZENIE. 

Największym źródłem niezadowolenia ze stosowania kosmetyków mineralnych, wskazanym przez 79%! ankietowanych jest przesuszenie skóry. Problem ten ma dwoistą naturę - modyfikowalną i niemodyfikowalną. Zobrazowany niżej schemat obrazuje klasyczny efekt kuli śnieżnej: wszystkie powyższe implikacje wynikają z odwodnienia skóry, co wraz z narastaniem ilości objawów klinicznych może doprowadzać bezpośrednio do rozregulowania naskórka i generowania dermatoz o charakterze toksycznym. 
Prócz sytuacji wyjątkowych, w których obecność kosmetyków mineralnych rzeczywiście jest pozbawiona najmniejszego sensu (skóra uszkodzona, tracąca w niepohamowany sposób wilgoć), najczęstszą i jednocześnie najbardziej prozaiczną przyczyną narastającego odwodnienia skóry podczas stosowania mineralnych pyłów są słabe, niestabilne i zgubne punkty w pielęgnacji bądź też zupełny brak pielęgnacji, co zuchwale będzie uwidaczniać się z każdym, kolejnym dniem mineralnej przygody. Kosmetyki kremowe mimo swych wad, są mniej wymagające i destruktywne pod względem nawodnienia, a tym samym prostsze w obsłudze (częściowo w wielu przypadkach zastąpić mogą pielęgnację), co jest istotną i wiodącą przyczyną porzucenia raz na zawsze makijażu mineralnego.

Cały ten impas wynika z maksymalnie uproszczonej, sypkiej, niepowlekającej struktury kosmetyków mineralnych. Przy pudrowym produkcie należy zawsze uwzględniać hipotetycznie wysuszające właściwości - szczególnie przy częstym użytkowaniu (a na pewnych typach skóry nawet jednostkowym). Nie jest zatem zaskoczeniem, że grupą docelową są w przeważającej części osoby z cerą tłustą i nieodwadniającą się (bez tendencji do łojotoku wywołanego), co potwierdzili zarówno ankietowani, jak i moje własne, empiryczne doświadczenia. Powyższy typ skóry reaguje pozytywnie na uproszczone działania, a sypka formuła kosmetyków ma szansę wpływać normalizacyjne na ich skórę (przez działanie absorbujące, czytaj potencjalnie wysuszające) i tym samym równoważyć przeprowadzane działania. Na odmiennych typach skóry mogą już pojawić się komplikacje i potrzeba rozbudowania pielęgnacji.

Nie twierdzę, że powyższe wnioski są bezsporne, gdyż w każdej regule zdarzają się wyjątki, jednak na wyjątkach nie należy budować końcowej opinii, a jedynie uwzględniać i tolerować ich możliwą obecność. Kosmetyki mineralne są specyficzne i wymagają specyficznych warunków, zatem mogą zarówno budować lepszy obraz skóry, jak i go rujnować mimo podjętych trudów, przez co muszą być stosowane epizodycznie lub należy całkowicie zrezygnować z ich stosowania. 

TRĄDZIK? TO MOŻLIWE? 

Kosmetyki mineralne, co zresztą już zostało wyżej napisane, jeśli są stosowane na nieodpowiednich typach skóry i schematach pielęgnacyjnych, prowokując narastanie niekorzystnych objawów klinicznych, jak najbardziej mogą zaostrzać, a nawet być pośrednią przyczyną trądziku. W wielu przypadkach klinicznych kosmetyki mineralne wykazują działanie zupełnie odwrotne - lecznicze. Dzięki związkom cynku i lekkiej, niekomedogennej, bezpiecznej pod względem mikrobiologicznym formule, pozwalają kamuflować problemy skórne przy jednoczesnych, dużych ułatwieniach w dystalnych krokach pielęgnacji (złagodzenie etapu mycia, normalizacja aktywności gruczołów łojowych, mineralna ochrona przeciwsłoneczna). Nie mniej, niemal idealnie skrojone na miarę potrzeb skóry problematycznej z trądzikiem, działanie kosmetyków mineralnych, jest możliwe do osiągnięcia przy ich normalizacyjnym wpływie na naskórek - a nie każdy trądzik ma identyczną etiologię. Minerały same w sobie nie zatykają porów, jednak przy generowaniu wzmożonego łojotoku stają się potężnym obciążeniem dla skóry, wzmagają hiperkeratynizację, a sucha formuła i sama aplikacja minerałów może drażnić ujścia mieszków włosowych, co już może wywoływać stany zapalne skóry o charakterze toksycznym.

Wynikiem może być nieodpowiednia formuła podkładu mineralnego, niewłaściwa pielęgnacja przygotowująca, zła technika utrwalająca lub cera tracąca zbyt szybko wilgoć, by cieszyć się na co dzień mineralnymi kosmetykami. Wówczas nie produkty mineralne - a kremowe - hamujące nadmierną ucieczkę wody - będą wpływały leczniczo na kondycję skóry. Powielanym bezmyślnie wierutnym kłamstwem jest to, że każdy makijaż kremowy ma fatalny wpływ na kondycję cery trądzikowej - równie katastrofalnie oddziaływać na kondycję zmienionego zapalnie naskórka może również i makijaż mineralny.

JAK ZMINIMALIZOWAĆ RYZYKO WYSUSZENIA SKÓRY I CZERPAĆ MAKSYMALNE KORZYŚCI ZE STOSOWANIA SYPKICH, CZYSTYCH PYŁÓW?

Kosmetyki mineralne mają swoje słabe strony. Czasami relacja z czystymi pyłami nie jest możliwa do zrealizowania lub musi mieć charakter epizodyczny. Nie mniej, zdarzają się przypadki zgoła odmienne, całkowicie modyfikowalne - jeśli niewłaściwie traktujesz swoją skórę, to przy stosowaniu kosmetyków mineralnych Twoje niechlubne działania sabotujące bardzo szybko ujrzą światło dzienne.

Najczęstszą przyczyną jest tradycyjny już schemat błędnego koła - mocne oczyszczanie, mocne powlekanie. Przy takich działaniach żaden makijaż, a na pewno mineralny, nie będzie wykazywał się spektakularną trwałością i sam może wręcz generować dodatkową, potencjalnie obciążającą warstwę tłuszczu lub gigantyczne, niemożliwe do okiełznania wysuszenie skóry (albo jedno i drugie jednocześnie). Przy stosowaniu kosmetyków mineralnych należy szczególnie zadbać o nawilżenie skóry, czyli w pierwszej kolejności maksymalnie ograniczyć wysuszanie naskórka w każdym, przeprowadzanym etapie - na pewno nie sprzyja temu warstwowa i agresywna pielęgnacja.

Jeśli mimo wszystko makijaż nadal będzie generował problemy skórne, a przede wszystkim odwodnienie, które rzutuje na każdy inny etap pielęgnacji, należy wypróbować innych metod aplikacyjnych.

  • Aplikacja na mokro bez pocierania skóry. Nakładanie minerałów za pomocą wilgotnej, zwartej gąbeczki niweluje ryzyko mechanicznego drażnienia skóry włosiem pędzla oraz zmniejsza potencjalnie wysuszające właściwości minerałów poprzez szybszą aplikację i lepszy stopień krycia przy mniejszej ilości zaaplikowanych warstw. Ma to gigantyczne znaczenie w finalnej trwałości makijażu. Moim zdecydowanym ulubieńcem jest gąbeczka Softie Annabelle Minerals, która zupełnie nie sprawdza się przy makijażu formułami kremowymi, ale jej jędrność i zbita faktura jest dużym atutem przy stosowaniu kosmetyków mineralnych - fantastycznie oddaje sypkie pyły na skórę, nie pochłania dużej ilości podkładu i pozwala na uzyskanie naprawdę świetnego krycia przy niewielkim wysiłku [więcej tutaj]. 
  • Aplikacja na mokrą, nieschnącą bazę. W tej roli warto wykorzystać kosmetyki, które pozostawiają delikatny kolor - tinty barwiące. Aplikowane na nie kosmetyki mineralne zwiększą ich krycie, a sam podkład mineralny zwaloryzuje swe krycie przez przyczepną formułę bazy koloryzującej. 
  • Utrwalanie na mokro. Tradycyjne pudry mogą okazać się fatalnym wyborem dla skóry odwodnionej, gdyż stanowią kolejną, potencjalnie wysuszającą warstwę, która zamiast przedłużenia trwałości makijażu - może ją skrócić. W tym kroku wykorzystaj mgiełki, które nie wysychają zupełnie, a pozostawiają na skórze łagodny woal, który zapobiegnie ucieczce wody, lecz nie obciąży skóry na tyle, by przeciążać skórę i tym samym doprowadzać do 
  • Mineralny podkład kremowy.Lejący krem o dobrym poślizgu wymieszaj z odrobiną podkładu mineralnego. Utrwal go cienką warstwą podkładu mineralnego. 

Jeśli nadal nie potrafisz dojść do konsensusu z kosmetykami mineralnymi i w ogólnym rozrachunku generują więcej szkód niźli pożytku, możliwe, że nie są one stworzone dla Twojej cery - cóż, zdarza się i nie jest to z pewnością powód, nad którym należy się załamywać i ronić krokodyle łzy. 

ARTYKUŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z PRODUCENTEM KOSMETYKÓW MINERALNYCH ANNABELLE MINERALS.

Pozdrawiam ciepło, 
Ewa

12:00

JAK WYKONAĆ TRWAŁY, MINERALNY MAKIJAŻ? | GARŚĆ TRIKÓW Z ANNABELLE MINERALS

JAK WYKONAĆ TRWAŁY, MINERALNY MAKIJAŻ? | GARŚĆ TRIKÓW Z ANNABELLE MINERALS

Kosmetyki mineralne skradają serca wielu. Prosty, nieskomplikowany skład, wyborne krycie, mocny kolor... jednak mimo zdeklarowanych uczuć, rodzą pewien lęk i narastające wątpliwości, szczególnie gdy wymaga się od nich całodniowej trwałości. Co zrobić, by Twój makijaż dorównywał trwałością tradycyjnym kosmetykom marek profesjonalnych?

PRZYGOTOWANIE SKÓRY TWARZY I POWIEK

Powiedzmy sobie wprost, bez zbędnej pruderii i porozumiewawczych gestów, cera zaniedbana, nieoczyszczona, zrogowaciała lub rozregulowana nigdy nie będzie cieszyć się taką trwałością oraz lekkością makijażu, jak ta, która mimo że nie jest wolna od skaz skórnych, jest odpowiednio traktowana. Pielęgnacja może istnieć bez makijażu, ale zasada ta nie działa w równaniu odwróconym. Odczuć to można zwłaszcza stosując kosmetyki mineralne, które mimo wielu zalet, posiadają bardziej wymagającą strukturę.

Za określeniem właściwa pielęgnacja kryją się działania zrównoważone sensowne, tworzące logiczny ciąg i odpowiadające bieżącym potrzebom skóry. Temat wałkuję na blogu od prawie 6 lat, to właśnie ta lekkość w dopasowywaniu działań sprzyja normalizacji cery i ogranicza do minimum problem łojotoku wywołanego oraz wzmożonego rogowacenia, które są reakcjami patologicznymi i w głównej mierze odpowiadają za kiepską trwałość makijażu oraz jego niekorzystne wykończenie. Możliwe, że już samo dopracowanie pielęgnacji zapewni wielogodzinna trwałość makijażu mineralnego.

Dzisiejszy wpis ma jednak dostarczyć szybkich wskazówek, które znacznie wydłużają trwałość makijażu i jednocześnie nie wymagają kilku miesięcy systematycznych działań, by przynieść oczekiwane rezultaty. W tym miejscu warto napisać szerzej o stosowanych bazach pod makijaż, szczególnie tych, które świetnie współpracują z sypkimi strukturami. Nie muszą być to konkretne produkty kierunkowe z rażącym po oczach emblematem marki profesjonalnej, rolę bazy może pełnić każdy inny produkt, który spełnia właściwie swoją funkcję, przynosząc natychmiastowy pożądany efekt. Oczywiście w zależności od rodzaju i typu cery, jej potrzeb, aktualnych warunków i stosowanych produktów, będą to zupełnie odmienne kosmetyki, o czym pisałam znacznie szerzej w artykule poświęconym bazom pod makijaż [tutaj].

  • Bazy suche. Przed aplikacją podkładu mineralnego zaaplikuj wybraną sypką bazę pudrową, która wypełni pory i nierówności oraz zmniejszy przyczepność kolejnych, aplikowanych produktów (łatwiej i równomiernie rozprowadzisz je na skórze bez tworzenia plam). Sypka warstwa stworzy swoistą izolację między skórą, a makijażem, a tym samym - przedłuży jego trwałość. W tej roli sprawdzą się pudry drobno zmielone o dobrych właściwościach absorbujących, które nie będą widoczne na skórze, wygładzą optycznie strukturę skóry oraz wydłużą trwałość makijażu. W tym celu możesz wykorzystać udany puder glinkowy marki Annabelle Minerals [pełna recenzja] lub tradycyjne, jednoskładnikowe krzemionki. Cera naturalnie łojotokowa / tłusta / normalna bez tendencji do przesuszeń. 
  • Bazy żelowe typu dry touch. Wypełniają nierówności skóry, zastygają oraz nie zostawiają tłustego, lepkiego nalotu, przez co tworzą suchy, ochronny film, który chroni makijaż przed działaniem nadmiaru sebum i ułatwia późniejszą aplikację makijażu. W tym celu możesz wykorzystać żele (na przykład kwas hialuronowy / żel aloesowy [tutaj]) lub kremy zastygająco-żelowe (na przykład Pore Refiner Bioderma / Serum nawilżające + HA The Ordinary) lub możesz dodać do Twojego ulubionego produktu pielęgnacyjnego szczyptę krzemionki lub mikrosfer silikonowych. Cera naturalnie łojotokowa / tłusta / normalna bez tendencji do przesuszeń. 
  • Bazy lepkie, mokre. Aplikacja kosmetyków mineralnych na mokrą, jeszcze lepką bazę (olej pielęgnacyjny, bogaty krem, czy barwiący produkt kolorowy, na przykład tint) jest dość ryzykowna, natomiast pomimo ciążącego niczym chomąto prawdopodobieństwa plam, zacieków i oksydacji koloru, na niektórych typach skóry właśnie ta technika pozwala na niesamowitą trwałość makijażu, bowiem pigmenty fantastycznie chwytają się bazy oraz nadmiernie nie wysychają, co jest dość kluczowe, jeśli borykasz się z cerą wysuszającą się. Pamiętaj, by przy tego typu działaniach należy zawsze działać bardzo szybko i najlepiej - akcesorium o dużej ilości włosia, które szybko, bez smug, rozprowadzi podkład mineralny. Polecam szczególnie świetny pędzel short top marki Annabelle Minerals. Cera sucha i odwadniająca się. 
  • Bazy wygładzające (silikonowe lub o zastygająco-wypełniającym wykończeniu). Bazy silikonowe, szczególnie o tępej i gęstej strukturze, doskonale wygładzają optycznie skórę oraz nadają jej jedwabistości i gładkości. Podkład mineralny po zastosowaniu takiej bazy nie osiada nadmiernie w nierównościach skóry oraz ma zwiększoną trwałość. Cera sucha, dojrzała, z nierównomierną fakturą. 

Właściwe przygotowanie okolic oczu może spędzać sen z powiek, szczególnie gdy problem tłustych powiek nie jest ci obcy, posiadasz powieki opadające lub planujesz wykonanie szalonego, karnawałowego makijażu, który jest jednak bardziej wymagający: precyzyjny, z liniami, widocznymi roztarciami lub intensywnymi i ciemnymi kolorami. By zachwycać tłumy, wymaga nienagannej trwałości aż do momentu demakijażu.

Po latach wielu doświadczeń i nieudolnych prób okiełznania moich potwornie problematycznych powiek, które ewidentnie nie znoszą makijażu, najbardziej odczuwalne i widoczne rezultaty zauważyłam po szybkiej aplikacji produktów sypkich lub prasowanych na kosmetyki kremowe o zastygającej formule. Prym wiedzie żelowa, zastygająca kredka przeznaczona do stosowania na linię wodną, polecam szczególnie moją ulubioną serię Zoeva Graphic Eyes. Kredka zwiększa przyczepność pigmentów, podbija ich intensywność, a przez wchłaniającą się i niemażącą formułę, doskonale utrzymuje produkty kolorowe, w tym oczywiście tytułowe kosmetyki mineralne. Atutem jest również kremowo-żelowa konsystencja, która nie wysusza skóry oraz skutecznie wypełnia nierówności i załamania, przez co makijaż jest bardziej jednolity, a aplikacja makijażu jest szybsza i bardziej satysfakcjonująca (mniejsza tendencja do osypywania). Przy pozbawionych karnawałowego szaleństwa makijażach, możesz wykorzystać jako bazę cienie kremowe, ważne, podobnie zresztą jak w przypadku kredek, by ich formuła nie była aż nadto masełkowata, gęsta, topniejąca, a sucha i zastygająca w dotyku. Dużym entuzjazmem darzę włoską kolorówkę, w tym cienie kremowe marki Nabla.

Garść trików
  • Przed aplikacją makijażu mineralnego odciśnij nadmiar sebum w chusteczkę higieniczną lub papier śniadaniowy, zdejmiesz w ten sposób nadmierną ilość tłuszczu, który mógłby negatywnie korelować z pigmentami mineralnymi i innymi, aplikowanymi na skórę produktami (na przykład bazami zastygającymi), 
  • Suchą, pudrową bazę aplikuj delikatnie wilgotną gąbeczką bezlateksową - puder będzie ściślej przylegał do skóry, zapewni bardziej naturalny efekt oraz znacznie przedłuży trwałość makijażu, a Ty zniwelujesz ryzyko przeładowania skóry ilością makijażu, 
  • Jeśli już przy pierwszej warstwie zauważysz, że makijaż wygląda zdecydowanie za sucho i pudrowo, zwilż intensywnie gąbeczkę bezlateksową w wodzie, zamocz ją w odrobinie sprawdzonego kremu nawilżającego, odciśnij nadmiar wody i łagodnymi ruchami stemplującymi spacyfikuj podkreślony przez wysuszenia obszar, a następnie zaaplikuj ponownie cienką warstwą podkład mineralny, 
  • By unikać brudzenia makijażu tuszem, zanurz w krzemionce lub innym pudrze matującym patyczek kosmetyczny, delikatnie przytrzymując nim raz dolną, raz górną powiekę, 
  • Jeśli masz duży problem z nadmiernym łojotokiem i nierówną fakturą skóry, w wyjątkowych sytuacjach możesz użyć sprayu utrwalającego (Kryolan) w roli bazy - spray silnie ściągnie pory oraz pokryje naskórek nieprzepuszczalnym, gładkim filmem. 
  • Jeśli pragniesz uzyskać świetlisty glow, do Twojej bazy dosyp mineralnego pudru rozświetlającego lub cienia mineralnego z zawartością połyskującej miki,
  • Operując ciemnymi kolorami, zawsze zwijam w kształt otwartego ku oku pierożka płatek kosmetyczny. To, co ma opaść, spadnie do wnętrza bawełnianej sakiewki. 

ODPOWIEDNI SPOSÓB APLIKACJI

Wiele osób rezygnuje ze stosowania kosmetyków mineralnych właśnie na tym etapie - nie do końca słusznie, choć rzeczywiście system aplikacyjny może wydawać się wyjątkowo skomplikowany.

Każda technika, zarówno ta sucha, jak i mokra, ma swoje plusy i minusy. Każda z nich również, w zależności od typu i rodzaju skóry, utrzymuje się zupełnie inaczej. 

  • Metoda na sucho to najpopularniejsza metoda nakładania minerałów. Aby zaaplikować podkład mineralny prawidłowo, zgodnie ze wskazówkami, zanurz pędzel w podkładzie, wykonując koliste ruchy i następnie otrzep z nadmiaru pyłów. Zapobiegnie to nadmiernemu pyleniu i nabierze idealną ilość produktu na pędzel. W metodzie na sucho, bardzo ważne są dokładne, rozcierające, koliste ruchy i warstwowa aplikacja (im bardziej zwarty proszek, tym lepiej trzeba go rozetrzeć, im bardziej suchy - tym ruchy mogą być krótsze i mniej intensywne), które za każdym razem równomiernie rozprowadzić. By cieszyć się dobrą trwałością makijażu, należy pamiętać o stopniowości tego procederu i małej ilości makijażu. 
  • Aplikacja na mokro dzięki zastosowaniu wody, pozwala na redukcję suchości podkładu mineralnego podczas aplikacji (co ułatwia nakładanie minerałów jeśli są bardzo suche i pylą), poprzez zwiększenie jego krycia, przyczepności i intensywności. Warto mieć jednak na uwadze fakt, że nakładając minerały w ten sposób zawsze istnieje duże ryzyko rozwarstwienia się podkładu, warzenia i spływania. Kluczową rolę odgrywa tutaj technika i szybkość działania. Technika tradycyjna (zwiększająca krycie i przyczepność podkładu) polega na zamoczeniu pędzla w odpowiedniej ilości proszku mineralnego (należy postępować analogicznie jak w przypadku aplikacji na sucho), a następnie łagodnym zwilżeniu pędzla płynem. Lekko wilgotne włosie i mokry podkład mineralny nabiera przyjemnej konsystencji i lepiej się rozprowadza, znacznie zwiększając swoje krycie. Należy uważać na ilość podkładu i przyłożyć się do porządnego rozcierania pyłu, aby uniknąć tworzenia się smug. Technika odwrócona (zmodyfikowana dla słabszego krycia, lepszej przyczepności i mniejszej widoczności suchych skórek). Zanim nałożysz podkład - zwilż skórę, a następnie suchym pędzlem, pokrytym minerałami nałóż podkład. Metoda ta ułatwia równomierną aplikację suchego proszku (dla ułatwienia można także lekko zwilżyć pędzel, technika tradycyjna może stawiać opór cięższym minerałom. Suchy proszek nie osiada także w odstających skórkach. Należy jedynie bardzo dokładnie rozcierać podkład, tak, by nie powstały smugi. Technika nakładania podkładu mineralnego bezlateksową gąbeczką pozwala na idealny balans miedzy wodą, a podkładem mineralnym (gąbeczka oddaje idealną ilość wody, a podkład nabiera delikatnej, lekko mokrej konsystencji) , jest to jedna z najlepszych metod nakładania podkładu na mokro, zwłaszcza dla osób, które nie są wprawione w nakładaniu minerałów. Aby wykonać makijaż, należy zwilżyć gąbeczkę w wodzie, odsączyć jej nadmiar i delikatnie zamoczyć w suchym proszku i delikatnie stemplującymi ruchami, nałożyć podkład.

Cerom suchym, odwadniającym się lub też szybko tracącym wilgoć, zalecam działania optymalizacyjne, czyli dążące do tego, by makijaż zachowywał jak najdłużej swoją wilgotność. Można to osiągnąć wykorzystując różne środki. Pomocne mogą okazać się bazy mokre i/lub aplikacja makijażu mineralnego przy pomocy płynów, które również całkowicie nie wysychają, na przykład mgiełki nawilżające o odpowiednim poślizgu. Skórom typowo łojotokowym, bez dużej tendencji do wysychania, zdecydowanie odradzałabym tego typu postępowanie, a raczej podążałabym swoim wzrokiem w kierunku baz typu dry-touch oraz pudrów opartych na kaolinie, które fantastycznie normalizują łojotok i pochłaniają nadmiar sebum.

Garść trików
  • Jeśli zauważasz suche miejsca w rejonie oczu lub nosa, wklep palcem odrobinę naturalnego oleju lub płynnego kompleksu silikonowego w strategiczne miejsca, 
  • Jeśli podkład jest zdecydowanie za mokry, a skóra intensywnie przetłuszcza się, by uchronić podkład przed rozwarstwieniem się i migracją, w kawałeczki papieru śniadaniowego wprasuj okrężnymi ruchami puder matujący, przyłóż do skóry i ruchem stemplującym dociskaj dodatkowo wilgotną gąbeczką, efekt murowany! 
  • W kawałeczki papieru śniadaniowego wmasowuję również podkład mineralny, gdy potrzebuję szybkiej poprawki w trakcie ważnego dla mnie wyjścia, wystarczy kilka sekund, by zdjąć nadmiar sebum oraz wyrównać koloryt skóry, 
  • Jeśli przesadzisz z ilością podkładu mineralnego, zwilż delikatnie płatek kosmetyczny i łagodnie okładaj nim skórę - płatek zbiera nadmiar pudru i scala makijaż, zdejmując z niego pudrowość, 
  • Jeśli obawiasz się, że Twoje konturowanie twarzy lub aplikacja różu będzie przerysowane i niestosowane, przed zamoczeniem pędzla w produkcie barwiącym, rozetrzyj w nim uprzednio podkład mineralny. Proste, a działa! 

TECHNIKI UTRWALAJĄCE

Krok trzeci, ostatni - i równie ważny jak pozostałe - utrwalenie makijażu. Podobnie zresztą jak w aplikacji makijażu mineralnego, w zależności od typu i rodzaju skóry oraz jej skłonności i potrzeb, nie zawsze najlepszą metodą utrwalającą będzie zastosowanie pudru. Pudry tak, jak mogą rzeczywiście przedłużać trwałość makijażu, tak równie dobrze mogą go skracać i wpływać katastrofalnie na wygląd podkładu, generując dodatkowe problemy skórne. Dzieje się tak dlatego, gdyż są dodatkową, potencjalnie wysuszającą warstwą, przez co mogą prowadzić do nadmiernej ucieczki wody, co spowoduje uwidocznienie struktury twarzy, dyskomfort, uczucie ściągnięcia, podrażnienia, a w niektórych przypadkach - wzmożony łojotok. Nie zawsze tak się dzieje, ale warto mieć to na uwadze.

  • Pudry utrwalające. w formie tradycyjnej. Do utrwalania makijażu wieczorowego warto wybierać pudry drobno zmielone, miałkie i delikatne o silnych właściwościach wygładzających, pozbawionych mocnych właściwości odbijających światło, jeśli planujesz korzystnie błyszczeć w świetle fleszy. Polecam szczególnie świetny puder rozświetlający Pretty Glow Annabelle Minerals oraz Transucent Loose Powder marki Sheseido. pudry utrwalają makijaż, nie powodują ściągnięcia skóry oraz cudownie prezentują się na zdjęciach i sztucznym oświetleniu. Jeśli cenisz naturalne wykończenie, aplikuj puder za pomocą papieru śniadaniowego zamiast pędzla :) 
  • Techniki mokre. Zwieńcz makijaż wybraną, nawilżającą mgiełką. Zraszanie makijażu scala pigmenty oraz ściąga nadmierną pudrowość produktów kolorowych. Warto zwrócić uwagę nie tylko na skład i formułę mgiełki, ale i aplikator, który musi rozpylać subtelną i gęstą, wilgotną mgiełkę. Jeśli ten ostatni krok sprawia Ci wiele problemów, zwilż łągodnie płatek kosmetyczny i łagodnie okładaj nim skórę. 
  • Suche spraye utrwalające. Jeśli żadna z powyższych metod nie przynosi oczekiwanych rezultatów, warto utrwalić makijaż profesjonalnymi sprayami, które silnie obkurczają pory i pokrywają naskórek niewidoczną warstwą zabezpieczającą, odporną na pot, sebum i niekorzystne warunki atmosferyczne. Polecam szczególnie fantastyczny spray fixujący marki Kryolan. Łagodniejszą opcją utrwalającą makijaż będą... suche szampony do włosów :)

A jakie są Twoje niezawodne sposoby na trwały makijaż mineralny? Koniecznie podziel się swoimi tajemnymi trikami w sekcji komentarzy! :)

ARTYKUŁ POWSTAŁ W WSPÓŁPRACY Z MARKĄ KOSMETYKÓW MINERALNYCH ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło, 
Ewa

23:00

FESTIWAL KOLORÓW | CIENIE MINERALS ANNABELLE MINERALS [PEŁNA GAMA KOLORYSTYCZNA]

FESTIWAL KOLORÓW | CIENIE MINERALS ANNABELLE MINERALS [PEŁNA GAMA KOLORYSTYCZNA]
Gdy zanoszę się z zamiarem zakupu jakiegokolwiek, gotowego produktu o konsystencji innej niż sypki, mineralny pył, po chwili beztroskiej ekscytacji, natychmiast pojawia się uciskający klatkę piersiową lęk. Tworzę zawiłe, mrożące krew w żyłach scenariusze i gorączkowo rozpoczynam poszukiwania krótkoskładnikowego odpowiednika, w efekcie nierzadko wykreślając dany produkt z listy życzeń. 

Już szmat czasu temu zrezygnowałam z tradycyjnych, prasowanych i paletkowych cieni. To był mój pierwszy, zdecydowany krok w stronę optymalizacji posiadanych zasobów. Boleśnie uświadomiłam sobie, że większość zalegających i kurzących się rzeczy to fizyczny, nieodparty dowód mojego nieroztropnego marnotrawstwa, a oferowane, mineralne cienie spełniają w zasadzie większość postawionych, nie ukrywam, dość wysokich wymogów. Silna argumentacja opowiadająca się za możliwością indywidualnego doboru kolorów oraz bezterminowością czystych pyłów doprowadziła nieuchronnie do radykalnych porządków w kosmetycznej komodzie. 

Niezaprzeczalnie klasyczne cienie Annabelle Minerals należą do moich ulubionych. Miękkie wykończenie, fantastyczna łatwość w obsłudze i dobra trwałość sprawiają, że nie mam im zbyt wiele do zarzucenia. 

CIENIE MINERALNE ANNABELLE MINERALS 

Cienie wyróżnia miła, aksamitnie gładka konsystencja. Świetnie przyczepiają się do pędzla. Mimo sypkiej postaci nie są trudne w użyciu, nadmiernie nie osypują się i nie pylą (choć ze względu na sypką formułę i dużą gramaturę, niestety, ale cienie brudzą intensywnie otaczające środowisko). Pigmentacja średnia, dobra w budowaniu. Wyczuwam w nich znamienną już dla Annabelle Minerals suchość, co jest akurat w przypadku cieni ogromną zaletą, gdyż doskonale rozcierają się, nie tworząc nawet przy nieporadnych ruchach smug, plam i zacieków. Powtarza się pewna, niepisana zasada: nieznacznie gorszą przyczepność posiadają kolory ciemne i jaskrawe. Pomijając ten szkopuł, między poszczególnymi kolorami nie istnieją duże dysproporcje pod względem jakości, pigmentacji i współpracy, a sam dobór cieni nie staje się rosyjską ruletką - odróżnia je jedynie stopień roziskrzenia. Wykończenie satynowe, z delikatnymi, świetliście odbijającymi wiązki światła, drobinkami.

Po latach spędzonych wspólnie z marką Annabelle Minerals odważnie stwierdzam, że spośród wszystkich dostępnych mineralnych cieni, pracuje się z nimi najłatwiej i najprzyjemniej. Są to kosmetyki stworzone z myślą o zarówno nowicjuszach, jak i kaście zabieganych wyjadaczy, oszczędzających swój ograniczony czas. Większość oferty stanowią klasyczne barwy na całą powiekę, a przy ich zastosowaniu staranny makijaż zajmuje mniej niż pięć minut z zegarkiem w ręku. Z tego tak prostego powodu cienie towarzyszą mi podczas każdej podróży i wyjazdów studenckich, a w moim sercu kwitnie lekkie poczucie winy, że wspominam o nich dopiero teraz, po ponad 5 latach prowadzenia witryny.

W porównaniu do cieni glinkowych [pełna recenzja tutaj>], które posiadają zdecydowanie bardziej specyficzne właściwości, a przez zawarty w nich kaolin mogą nastręczać nieuchronnych problemów, szczególnie z konsystencjami mokrymi, o tyle cienie w wersji tradycyjnej są nastawione na bezproblemową współpracę z większością struktur niepowiązanych z ideą czystego makijażu. Cienie doskonale chwytają się gęstych, smolistych kredek, wspaniale reagują na dodatek wilgoci (bardziej błyszczący, mokry efekt, większa głębia koloru), przy czym sprawdzają się bez zarzutu stosowane samodzielnie, bez żadnego, wyjątkowego uprzedniego przygotowania powiek.

Trwałość cieni zależna jest od sposobu aplikacji, bazy oraz samej skóry powiek. Powtarzam to do znudzenia, ale moje potwornie tłuste powieki nie są miarodajnym wskaźnikiem, bowiem każdy cień, niezależnie od formuły i postaci, jest w stanie przetrwać u mnie maksymalnie 2-3 godziny. Cienie Annabelle Minerals cenię za to, że wraz z upływem czasu bledną i giną na powiekach bez tworzenia plam i zrolowanych, dziwacznych elementów.

GAMA KOLORYSTYCZNA

Większość kolorów to odcienie idealne na co dzień, nie brakuje jednak barw o dużym potencjalne energetycznym, mogącym ożywić każdy, nudny makijaż.

Podoba mi się to, że odcienie nie są nazbyt wyszukane i idealnie podkreślają słowiańską, przygaszoną, delikatną urodę. Warto obrać za cel Annabelle Minerals, jeśli poszukujesz cieni, których na pewno będziesz używać w codziennym makijażu, wówczas ich ogromna gramatura (aż 3g!) na pewno Cię nie przytłoczy. Na uznanie zasługują szczególnie ugłaskane do poziomu używalności kolory żywe i jaskrawe, tworząc spójną gamę kolorystyczną z resztą klasycznych barw.

Warto również zwrócić uwagę na czysty i bezterminowy skład cieni, nie zawierają one bowiem substancji dodatkowych i toksycznych, stąd też są odpowiednie do makijażu nawet wyjątkowo wrażliwych i delikatnych powiek, nie tracąc zupełnie na swoich walorach użytkowych. Nie ponoszą za sobą ryzyka infekcji. Człowiek pewnych rzeczy nie docenia, póki nie doświadczy nieprzyjemnej sytuacji - nie zliczę ile łez uroniłam po kiepskiej jakości prasowańcach, które terminowały się szybciej niż czas oczekiwania na kolejną owulację. Cieszę się mocno, że nie muszę przedkładać zdrowia własnych spojówek nad dobro makijażu. Cienie mineralne to poważnie doskonała inwestycja i kompromis w jednym!


Vanilla. Dzienny, jasny, mleczny, łagodnie zgaszony beż o wielu zastosowaniach. Iskrzący feerią srebrzystych drobinek. Jeden z najlepszych i wystarczająco jasnych, mineralnych cieni bazowych, dających efekt nienachalnie rozświetlonej powieki - dla każdego, nawet trudnego typu kolorystycznego. To jedyny cień mineralny, którego zapas regularnie uzupełniam.

Ocena: 5 / 5.


Candy. Kolor gumy balonowej. Neutralny, delikatny, niesamowicie dziewczęcy, z niewielką ilością subtelnych, ledwie zauważalnych, chłodnie migoczących drobinek.

Ocena: 4.5 / 5


Ice Cream. Stonowany, zgaszony, połyskujący księżycową poświatą, średniej jasności róż. Idealny wybór dla chłodnych i neutralnych typów urody, szczególnie posiadaczek niebieskich oczu.

Ocena: 4.5 / 5


Cappuccino. Kolejny kolor, który warto posiadać Cappuccino to barwa zgaszonego, nieoczywistego, jasnego, kawowego, choć przełamanego kremową nutą, brązu. Idealnie współgra z delikatnymi typami urody, szczególnie gdy większość ciemniejszych kolorów daje efekt ociężałej powieki i przemalowania. Idealny wybór, gdy brakuje koncepcji na makijaż. Elegancki, stonowany i zawsze adekwatny do okazji!

Ocena: 5 / 5


Chocolate. Gorzka, chłodna czekolada. Esencjonalny, głęboki, piękny, choć nieprzytłaczający. Intensywnie iskrzący.

Ocena: 4.5 / 5


Nougat. Głęboki odcień ciepłego, średniej jasności brązu z mnóstwem odbijających srebrzyście strugę światła, drobinek. Stworzony dla ciepłych i nieco ciemniejszych typów kolorystycznych.

Ocena: 5 / 5


Cinnamon. Kremowy odcień cynamonu. Odrobinę bardziej powściągliwy i zachowawczy. Mimo swej buzującej temperatury, przyjemnie stonowany. Jeden z niewielu ciepłych odcieni, których noszenie nie jest problematyczne i trudne. Spełnia wiele funkcji. Warto mieć go pod ręką. Niesamowita pigmentacja!

Ocena: 5 / 5


Cardamon. Niepowtarzalny. Cardamon trafnie odzwierciedla barwę korzennej, orientalnej przyprawy, której to zapach dosłownie świdruje w moich nozdrzach! Ależ zrobiło się aromatycznie. Na pograniczu oliwkowej zieleni, a odważnej, musztardowej żółci. Nieco bardziej suchy, choć pigmentacja potrafi zwalić z nóg.

Ocena: 4 / 5


Water Ice. Odcień niewinnej, nieskalanej niebieskości. Może być ciekawym akcentem makijażu,  choć wymaga ogromnego wyczucia i klasy użytkującego, łatwo bowiem operując Water Ice o tandetny, dyskotekowy makijaż.

Ocena: 3.5 / 5


Lilac. Jasny, liliowy róż przełamany fioletem. Uroczy, niewinny, subtelny. Cudownie podkreśli brązową tęczówkę. Migocze mnóstwem srebrnych drobinek. Wyjątkowy!

Ocena: 4.5 / 5



Lollipop. Chłodny, rozbielony liliowy róż. Połyskuje powściągliwie. Stworzony dla chłodnych, i bardzo jasnych oliwkowych typów urody.

Ocena: 4 / 5


Platinum. Stonowana, roziskrzona szarość. Zachowawczy, choć urokliwy. Zdecydowanie dla chłodnych typów urody.

Ocena: 3 / 5


Mint. Kolor zmrożonej, eleganckiej i nieco zachowawczej mięty. Jeden z niewielu stonowanych odcieni zieleni, uposażonych w ogromny takt i zrównoważenie. Doskonale napigmentowany i niebiańsko roziskrzony! Stworzony dla osób, które pragną przełamać przetarte, kosmetyczne ścieżki i nieco zaszaleć w codziennym makijażu.

Ocena: 5 / 5


Lavender. Fiolet, który nie daje efektu zmęczonych, schorowanych oczu. Przepięknie podkreśla zieloną i piwną tęczówkę. Suto połyskuje srebrzystymi drobinkami. Mimo nasycenia, nie skrada całego makijażu - potrafi być powściągliwy i tajemniczy

Ocena: 4.5 / 5


Blueberry. Jagodowy granat połyskujący obficie całą feerią kolorowych drobinek. Rozpasana i zuchwała gwiazda wieczoru! Wymaga aplikacji na mokro.

Ocena: 4 / 5


Smoky. Grafitowa czerń. Stworzona dla osób, których przytłacza czerń węgielna i pragnących podkreślić linię rzęs w bardziej subtelny i stonowany sposób. Doskonała pigmentacja. Jak na tak ciemny kolor, ze Smoky pracuje się naprawdę łatwo, szybko i przyjemnie.

Ocena: 4.5 / 5


Cornflower.  Chabrowa niebieskość ze średnią ilością połyskujących drobinek. Dość suchy, osypuje się najmocniej ze wszystkich cieni Annabelle Minerals, wymaga budowania koloru. Zyskuje podczas aplikacji na mokro.

Ocena: 2.5 / 5

Cena / gramatura: 3g / 36.90 zł 

Bezproblemowa dostępność na terenie Polski. 

ARTYKUŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z MARKĄ ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa

12:00

RÓŻE MINERALNE ANNABELLE MINERALS

RÓŻE MINERALNE ANNABELLE MINERALS

Bardzo brakowało mi pisania, powolnych, tętniących soczystymi barwami chwil z ciężkim obiektywem, i... wyjątkowego kontaktu z czytelnikami. Wypełniony hojnie po brzegi grafik, przytłaczająca ilość zajęć i całkowita deprywacja snu, doprowadziły do prawie miesięcznej przerwy na blogu. Wracam silniejsza i zmotywowana do działania. 

Nie wykonuję codziennie makijażu, zwłaszcza teraz, gdy studiuję i pracuję intensywniej niż kiedykolwiek. Minuty o poranku, zwłaszcza dla nocnego marka, są na miarę złota, zwinięcie się z łóżka o tak wczesnych godzinach jest dla mnie niezwykle uciążliwe i obarczone ogromnym poświęceniem. Rozsądnie zatem dawkuję inkrustowane, dźwięcznie przesuwające się wskazówki zegara, na choć odrobinę dłuższy sen, posiłek, aktywność fizyczną, nie mniej - tonę w głębokim smutku, gdy z premedytacją zaniedbuję czas na zasłużony relaks i odpoczynek. 

Życie w ogromnym, pędzącym mieście wymaga szybkich, praktycznych i przemyślanych działań, bogatsza o doświadczenia, w wyprawce na studia, zabieram ze sobą jedynie sprawdzone produkty, co oszczędza mój czas, plecy i pozwala na doprowadzenie się do ładu na pociągowym siedzeniu. Niezmiennie, już od prawie 5 lat, w poręcznej, studenckiej kosmetyczce znajdują się moje ulubione róże mineralne Annabelle Minerals: doskonale napigmentowane, miękkie, łatwe i przyjemne w obsłudze oraz trwałe. 

ZA CO LUBIĘ RÓŻE ANNABELLE MINERALS

Wciąż wiele osób niestrudzenie dopuszcza się bezzasadnej racjonalizacji, broniąc się niemalże każdą kończyną przed kosmetykami mineralnymi: przytłacza ich sypka postać mineralnych pyłów, trudność w ich dozowaniu oraz domniemany, kiepski efekt końcowy. Niesłusznie. Owszem, istnieją formuły wielce problematyczne, wymagające sporego doświadczenia i obycia w makijażu, aczkolwiek róże Annabelle Minerals do nich z pewnością nie należą. To idealne, kompromisowe wypośrodkowanie, zarówno dla osób stosujących kosmetyki mineralne, jak i dalekich od idei czystego makijażu.

Róże cenię za niezwykle przyjemną, wyczuwalnie kremową formułę. Produkty są doskonale rozdrobnione, aksamitne i miękkie w wykończeniu, zapewniając efekt subtelnej, bezpiecznej mgiełki koloru, oczywiście w zależności od upodobań, otrzymany efekt można stopniować do osiągnięcia pełnej satysfakcji.

Pyłek równomiernie i gładko osiada na skórze, nie tworzy nieprzewidywalnych plam, zacieków, nie podkreśla suchych miejsc oraz niedoskonałości - gwarantuje jednolity i niezwykle korzystny kolor na policzkach, nie tylko na idealnie gładkich twarzach. Róże aplikuję pędzlami z moim ulubionym naturalnym włosiem kozy, choć rekomendowane przez producenta pędzle wykonane w miękkiego, syntetycznego tworzywa również doskonale spełniają swoją rolę.

Sypka formuła różów może przekłamywać ich rzeczywiste walory użytkowe - mają one doskonałą przyczepność, nie pylą nadmiernie oraz bardzo łatwo i przyjemnie się z nimi pracuje na co dzień.  Nie przesuszają skóry oraz nie wzmagają rogowacenia. Największą zaletą jest jednak ich niezwykle naturalne, satynowe wykończenie pozbawione jakiejkolwiek nachalnej i odejmującej uroku pudrowości - pięknie zdobią rumieńce, nadając skórze młodzieńczego, zdrowego blasku. Prostota składu i pozbawiona nachalnego blichtru formuła - bez drobin i niereformowanej metaliczności.

Jedynymi minusami w morzu zalet, jakie dostrzegam, jest podatność różów na oksydację kolorów, niemalże wszystkie odcienie zmieniają swoją kolorystykę i wraz z upływem czasu znacznie ocieplają się na mojej lubiącej się w makijażu przetłuszczać, skórze twarzy. Nie podoba mi się również ich średnia trwałość - giną gdzieś bezpowrotnie w makijażu, po kilku godzinach noszenia nie ma po nich śladu. Nie mniej, wolę efekt stopniowego blednięcia koloru, aniżeli nierównomiernie niknięcie koloru, obarczone mało estetycznymi plamami. Na skórze dojrzałej i mieszanej, róże prezentują się w stanie nietkniętym przez co najmniej 12 godzin, co jest niesamowitym wynikiem jak na kosmetyk o tak uproszczonym, minimalnym składzie.

KOLORYSTYKA

Jestem ogromną fanką zróżnicowanych kolorów i faktur - zachwycam się miękkimi tkaninami, gładzę jedwabiste skóry wielbłądzie, cieszę oczy niesztampowymi przeszyciami i wyjątkowymi, powodującymi natychmiastowy wzrost adrenaliny w surowicy krwi - kolorami. Prawda jest jednak taka, że gdy fala ekscytacji opadnie, sięgam po stonowane, bezpieczne kolory, których nie brakuje w ofercie marki Annabelle Minerals.

Róże występują w sześciu, bezpiecznych wariacjach kolorystycznych: przygaszonych beżach, stłumionych różach, ciepłych, stonowanych brzoskwiniach, idealnych do biura, na uczelnię, na co dzień. Nie dominują urody, a wspaniale ją podkreślają, myślę, że każda zainteresowana osoba zakupem podstawowych kosmetyków do makijażu, znajdzie w ofercie Annabelle Minerals produkty idealnie skrojone na miarę codziennych potrzeb.

roze annabelle minerals mineral blush roz ktory nie zatyka porów romantic rose nude
Od lewej strony: Romantic, Rose, Nude

Romantic
. Blady, liliowy, chłodny, jasny róż, dający efekt świeżości. Idealny dla alabastrowej, jasnej skóry.

Rose. Średni, barokowy róż o stonowanej bazie. Daje efekt rumianej, świeżej cery. Może dość mocno ocieplać się, w zależności od ciepła karnacji.

Nude. Chłodny róż, przełamany beżem. Idealny kolor na co dzień - nieoczywisty, choć piękny. Na każdej skórze prezentuje się inaczej, choć równie korzystnie. Stworzony dla przygaszonych, stłumionych typów urody.

roze annabelle minerals mineral blush roz ktory nie zatyka porów coral sunrise honey mineral blush annabelle minerals swatches
Od lewej strony: Coral, Sunrise, Honey

Coral
. Brudny, ciemny róż, dający efekt zmrożonych niskimi temperaturami policzków. Niezwykle twarzowy, elegancki i kobiecy. Dedykowany każdemu typowi kolorystycznemu. Znikomo ociepla się.

Sunrise. Mrożona, delikatnie przygaszona brzoskwinia. Świetny kolor na co dzień dla osób, które nie widzą w siebie w różu. Doskonała wariacja office w bardziej ciepłym wydaniu.

Honey. Najbardziej intensywny, nieco ceglasty odcień ciepłej brzoskwini. Dobrze komponuje się z ciemniejszymi typami urody.

Opakowanie standardowe z zasuwką. Cena 4g / 44.90 zł. Cena współmierna i korzystna do jakości i niesamowitej wydajności.

INCI: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxides

ARTYKUŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z PRODUCENTEM KOSMETYKÓW MINERALNYCH ANNABELLE MINERALS. 

Pozdrawiam ciepło,
Ewa