16:00

NEAUTY MINERALS MATUJĄCY PODKŁAD MINERALNY

Przyświecał mi cel znalezienia kosmetyku kolorowego idealnego: wyrównującego w naturalny sposób koloryt skóry i nierozgraniczającego barwnego świata kolorówki od dobrej jakości pielęgnacji. Niestety, powracam za każdym razem z ogromną pokorą do niezawodnych podkładów mineralnych, które cenię za lekkość, delikatność i zadowalającą współpracę z moją trądzikową cerą. Formuła matująca od Neauty Minerals, to jedna z moich ulubionych konsystencji na polskim rynku, dlatego jeszcze, w Starym Roku,zależało mi na tym, by poświęcić mu małą, drobną, ale zasłużoną chwilę.

POPROSZĘ O NATURALNOŚĆ W PUDRZE

Formuła matująca od Neauty Minerals to niewiarygodnie lekki, miałki, subtelny i doskonale rozdrobniony mineralny pyłek. Przy delikatnym dotyku, pięknie rozprowadza się po skórze - mimo wyczuwalnej kremowości, nie zbija się w grudki, a także nie uwidacznia (przy pierwszej i drugiej warstwie) niekorzystnie faktury skóry.
Ostre światło dzienne. Drugie zdjęcie od lewej: pierwsza warstwa podkładu mineralnego Neauty Minerals formuła matująca. Aplikacja na sucho pędzlem flat top Sigma F80.

W podkładach Neauty nie ma tej nieprzyjemnej, świszczącej suchości, brzydkiej pudrowej, pylistej warstwy, uczucia ściągnięcia i wysuszenia, którego nie znoszę i równie mocno nie znosi moja cera. Aplikacja pudru to przyjemność, bowiem z podkładem pracuje się bardzo łatwo i nie potrzeba szczególnych zdolności, aby rozprowadzić go równomiernie, nawet podczas aplikowania kilku warstw na raz. Pod pewnymi względami podkład NM przypomina świetny, bardzo komfortowy w noszeniu regulujący podkład Clare Blanc (PODKŁAD MINERALNY REGULUJĄCY CLARE BLANC>), zatem otwieram wieczko Neauty równie często, oczywiście z dużą dozą optymizmu. 

Dla każdej formuły Neauty, znamienna jest pewna aksamitność. Jedwabista, łagodnie kremowa, rozkosznie przyjemna w użytkowaniu. Podkład szykownie otula skórę łagodną, jedwabistą, subtelną woalką. Przyczepność produktu jest jednak właściwie wyważona, bowiem pomimo świetnego chwytania się produktu do skóry i włosia pędzla (brak nadmiernego pylenia podkładu i nieestetycznego podkreślania niedoskonałości), nie powoduje on plam, zacieków, podkreślenia porów poprzez brzydkie osiadanie pyłku wokół ujść gruczołów łojowych lub ich nieładnego wypełniania. Nie przylega do skóry zbyt mocno, co mogłoby negatywnie wpłynąć między innymi na możliwość równego, optymalnego budowania krycia.

Skóra zostaje optycznie wygładzona, łagodnie otulona pigmentami mineralnymi. Mimo suchej formuły podkład nie podkreśla w znacznym stopniu niedoskonałości wypukłych (rogowacenie, grudki, krostki, zmiany zapalne) oraz suchych skórek (choć już przy trzeciej warstwie mogą być nieznacznie zaakcentowane), nie akcentuje nierównej faktury skóry oraz nie zapewnia pylistego, suchego, mało komfortowego wykończenia. Jest gładki w swej strukturze i efekcie, jaki zapewnia tuż po nałożeniu. Nie podkreśla włosków na twarzy.

Gwarantuje słabe krycie, które można stopniować do słabego średniego, choć największe znaczenie w efekcie finalnym ma wykończenie produktu, które sprawia, że cera prezentuje się zdrowo, świetliście, aksamitnie i faktycznie większość niedoskonałości jest subtelnie przygaszona (i tym samym mniej widoczna), choć całkowicie niezakamuflowana. Łatwo i szybko można dokładać kolejne warstwy, absolutnie nie zaczyna pojawiać się nic dziwnego, ale problematyczna może okazać się przyczepność podkładu, która to zmniejsza się przy każdym, kolejnym aplikowanym poziomie, przez co podkład nie prezentuje się już tak idealnie jak przy pierwszej, maksymalnie drugiej woalce. Mimo wszystko, nie pojawia się efekt obsypania mąką, nawet przy porządnej trzeciej-czwartej warstwie.
Ostre światło dzienne. Drugie zdjęcie od lewej:skóra po trzech warstwach podkładu Neauty Minerals formuła matująca. Aplikacja na sucho pędzlem flat top Sigma F80. 

W odróżnieniu od wersji kryjącej, dzięki mniejszej koncentracji pigmentów kryjących, podkład matujący jest zdecydowanie prostszy w aplikacji, zapewnia subtelniejszy i naturalniejszy efekt końcowy oraz ładniej schodzi z cery po jakimś czasie. Znika podobnie zresztą jak Clare Blanc, z tym, że nieco szybciej traci na swojej intensywności i kryciu (po około 6 godzinach zauważalnie zanika). O ile z wersją kryjącą Neauty (PODKŁAD KRYJĄCY NEAUTY MINERALS >) bywało różnie i czasami nie wytrzymywała próby czasu na tłustej skórze (brzydkie rozchodzenie się, przebijające się nagie placki skóry, zbyt mokre, nieestetyczne wykończenie), o tyle przy formule matującej nie zauważyłam, aby podkład ścierał się, rozwarstwiał, spływał. Wtapia się w skórę i łagodnie z niej znika, delikatnie absorbując sebum. Cera jest praktycznie naga pod koniec dnia, choć dla mnie, posiadaczki skóry tłustej, nie jest to duży problem i wybieram taki sposób schodzenia podkładu niż jego warzenie. 

Dzięki lekkiej konsystencji i delikatności, wersja matująca nie napędza tak łojotoku i nie wysusza nadmiernie skóry jak potrafią to robić inne podkłady mineralne, dlatego też oceniam jej trwałość i komfort noszenia na dobrą piątkę, choć zapewnia o wiele słabsze krycie po kilku godzinach od wielu propozycji konkurencji. Biorąc jednak pod uwagę jak zachowuje się po kilku godzinach od aplikacji - z chęcią sięgam po Neauty w codziennym makijażu, gdy mój wygląd musi być nienaganny przez co najmniej 8-10 godzin i bardzo zależy mi na tym, aby podkład schodził równomiernie, bez efektu maski, ale jednak nadal zapewnia łagodny efekt wyrównujący koloryt. Nie odnotowałam reakcji toksycznej po podkładzie matującym - nie wywołuje on na mojej wrażliwej skórze zapalenia mieszków włosowych oraz nadaje się do stosowania na podrażnioną, łuszczącą się skórę podczas regularnego stosowania tretinoiny (o tretinoinie w leczeniu trądziku przeczytasz więcej tutaj>).

Świetnie się nosi. 

Produkty nałożone na podkład matujący marki Neauty prezentują się naturalnie, chociaż mają już tendencję do bardziej suchego wykończenia. Przy większej ilości warstw pudru, kosmetyki kolorowe mogą dawać suchy efekt i ich struktura jest bardziej pylista. Na szczęście pigmenty nie osiadają w porach, które są ładnie wygładzone po aplikacji podkładu.

PĘDZEL, CZY GĄBECZKA?

Podkład aplikowany na sucho za pomocą zbitego pędzla o włosiu ściętym prostopadle, przepięknie osiada na naskórku. Zastosowanie akcesorium o włosiu mniej zbitym, zaokrąglonym, zapewnia jeszcze bardziej naturalny efekt, choć krycie podkładu dodatkowo słabnie (a i tak jest delikatne jak na formułę, która ma zapewnić wyrównanie kolorytu, mimo że nadrabia wygładzającym efektem finalnym, które zawdzięcza bardzo gładkiej, świetnie zmielonej strukturze). Podkład bardzo ładnie kamufluje rozszerzone pory, z gracją okala skórę niedoskonałą równomierną, mineralną woalką.

Wyższą trwałość podkładu udało mi się jednak osiągnąć przy zastosowaniu metody na mokro, za pomocą wilgotnej gąbeczki, chociaż wówczas, jak w przypadku większości podkładów mineralnych, może pojawić się problem równomiernego rozprowadzenia produktu. Podkład trzyma się skóry znacznie dłużej i jest bardziej odporny na działanie sebum, ale zatraca swój urokliwy, wykańczający gładki efekt, przez co bardziej podkreśla strukturę skóry i ma większą tendencję do uwypuklania suchych niedoskonałości - hiperkeratozy. Wymaga również bardzo szybkiego działania i negatywnie reaguje na kolejne, dokładane warstwy. Nie jest to mój ulubiony sposób aplikacji, choć krycie i trwałość (nawet do 9-10 godzin) znacząco wzrasta. 
Naturalne światło dzienne miękkie: Od lewej: podkład Neauty Minerals saute, dalej: z różem Make Up Revolution z paletki Sugar&Spice i rozświetlaczem Pixie Cosmetics Dust of Illumination w odcieniu Moonlight.

SŁABE STRONY

Nie należy zapominać, że jest to nadal suchy produkt o krótkim, optymalnym składzie. Kosmetyki mineralne mogą wysuszać mniej lub bardziej, ale zawsze w jakimś stopniu będą nasilać ucieczkę wody, zwłaszcza, gdy masz tendencję do odwadniania się naskórka, dlatego nie polecam formuły matującej Neauty osobom z cerą silnie odwodnioną oraz typową suchą, chociaż muszę przyznać, że podkład aplikowany na kremy barwiące (BB, CC) świetnie je utrwala i wzmacnia krycie, dlatego warto spróbować takiego sposobu aplikacji. Podkład ma lekką, delikatną, aksamitną strukturę, więc bardzo ładnie osiada na kosmetykach o mokrym wykończeniu.

INCI: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Boron nitride +/- C.I. 77492, C.I. 77499, C.I. 77491

Nie jest to najlepszy podkład dla osób, które mają bardzo duży problem z łojotokiem napadowym. Podkład pod wpływem sebum bardzo szybko znika ze skóry.

To również nie jest najlepszy wybór dla wymagających chociaż średniego krycia: podkład pokrywa naskórek delikatną, wyrównującą warstewką, ale przy trzeciej, czwartej warstwie zaczyna prezentować się delikatnie sucho (co jest normalne), a zwłaszcza moja uwaga dotyczy produktów, które zostaną na niego zaaplikowane - zauważyłam, że jest to kolejny typ produktu, który nie lubi utrwalania pudrami, gdyż znacznie traci na trwałości oraz zatraca swoje ładne wykończenie. Zachowuje się na skórze podobnie jak lekki puder barwiący, i podobnie, jak z większością kosmetyków mineralnych - wskazana jest oszczędna aplikacja. Wówczas prezentuje się najlepiej oraz najbardziej komfortowo na skórze.

TO IDEALNY WYBÓR DLA...

Osób, które nie wymagają zbyt wiele od podkładu mineralnego oprócz trwałości, naturalnego wykończenia i estetycznego, ładnego schodzenia. Nie ukryje on większości zmian trądzikowych. Ostatnio stan mojej skóry uległ pogorszeniu (ogromne ilości cukrów w święta) i jak widać, praktycznie wszystko przebija przez podkład, chociaż skóra wygląda ładnie, to przy mocniejszym makijażu oczu, czy ust, wymagałabym jednak intensywniejszego wyrównania kolorytu. Dla niewymagających krycia, a jedynie poprawienia i tak już ładnego kolorytu podkład Neauty Minerals w formule matującej może okazać się strzałem w dziesiątkę.

Znamienny dla kosmetyków mineralnych z prawdziwego zdarzenia jest ich krótki, naturalny skład. Prostotę tę kultywuje również i Neauty, których podkład bazuje na naturalnej mice, dwutlenku tytanu, tlenku cynku oraz ultramarynach niezbędnych do modyfikacji koloru. Dodatkowo zawiera azotek boru, który zwiększa przyczepność produktu i mimo że wyrosło wokół niego mnóstwo mitów - jest to składnik, który osobiście lubię, ponieważ zapewnia świetną trwałość podkładom mineralnym oraz zdecydowanie poprawia ich walory użytkowe.

Dzięki woalce Neauty, cera wygląda zdrowiej, świeżej i promienniej. Myślę, że to dobry podkład dla osób, które nie potrafią dogadać się z podkładami mineralnymi, a jednocześnie nie wymagają mocnego krycia. Kosmetykiem można osiągnąć idealny, naturalny efekt - nie wchodzi w pory, nie podkreśla suchych skórek, krostek, to taka druga, lepsza skóra, ale zaznaczam - przy maksymalnie dwóch warstwach. 

To świetny wybór dla młodych dziewczyn z ładną cerą oraz zadbanych, tłustych typów skóry. Podkład wzorcowo współpracuje z rekomendowanymi użytkownikami, choć szczególnie dobrze z cerą tłustą: nie powoduje wzmożonego błyszczenia się skóry, a faktycznie, delikatnie matuje, nawet po kilku godzinach noszenia. Nie rozregulowuje skóry, nadmiernie nie wysusza, prezentuje się wyjątkowo naturalnie. Krycie jest słabe, ale czy zawsze musi być pełne?

RZECZY MNIEJ, ALE NADAL ISTOTNE

Porównując wydajność Neauty do innych produktów mineralnych, muszę, niestety, zwrócić uwagę na dość szybko kończącą się formułę matującą (około 3-4 miesiące codziennego użytkowania). Pocieszeniem jest z pewnością jego bardzo niska cena (44.90 zł/8g).

Produkty są dostępne on-line, na stronie producenta. Gama kolorystyczna jest niemalże identyczna, z tym że w formule matującej zabrakło (stworzonego na specjalne życzenie klientek) poziomu jasności Ivory. Są momenty, gdy podkład Golden Pale jest dla mnie za jasny, a Fair zdecydowanie za ciemny, zwłaszcza, że odcienie różnią się co najmniej 2 stopniowym poziomem jasności.

Gamy Neauty są neutralne, z większą lub mniejszą domieszką żółci, praktycznie nie oksydują, kolory są przygaszone i nie zawierają zbyt wiele czerwonego pigmentu. Są świetnie dopasowane do słowiańskiego typu urody, gdy często na twarzy Polek gości rumień lub pojawia się trądzik. Moim zdaniem jednak brakuje w niej typowo chłodnych kolorów lub bardziej neutralnych, dlatego masz pecha, jeśli jednak posiadasz klasyczny chłodny typ urody lub bardzo zrównoważony, neutralny. 


ARTYKUŁ NIE JEST SPONSOROWANY.

Pozdrawiam,
Ewa